Gość: gość
IP: 212.69.75.*
25.10.10, 12:10
witam,
chcialam podzielic się swoimi (ostatnio dość uporczywymi) myslami i jednoczesnie prosic o Wasze dioświadczenia i przemyslenia , jak i poglad na sytuację Pani Justyny...
Sprawa dotyczy moich watpliwosci na temat "drogi edukacyjnej " moich 7 i 9 letnich córek. otóż mieszkamy w podwarszawskiej miejscowości cieszącej sie dobra sławą, moje dzieci postanowiłam posłac do szkoły w tejze miejscowości ( ponieważ a) jest blisko , b) cieszy się bardzo dobra opinia, c) sama do niej chodzilam i wiem co i jak, d) jest mala i kameralna, każdy każdego zna więc jest bezpieczna. I niby wszystko jest ok. Dziewczyny zadowolone, rodzice też. ALE i tu moje watpliwości: posłałam dzieci do publicznej szkoly bo uwazam że jest dobra i juz. Jednak wokół mnie zarówno w mojej dalszej rodzinie jak i wśród znajomych panuje przekonanie, że jesli tylko można finansowo to warto "inwestowac w dzieci" w prywatnych bądź "dobrych" spolecznych szkołach. Jednym slowem naokoło niemal codziennie w rozmowach słysze o wysokim poziomie, o wybitnych osiagnięciach, o zajęciach kończacych się o 19 ( no bo przeciez juz 8-9 latek musi myslec o tym, zeby dostać się do prywatnego gimnazjum, bo bez tego to ani rusz do liceum i na studia)...wielokrotnie kiedy moje dzieci probuja zaprosić dzieci owych rodziców na spotkanie, zabawę spotykam sie z odpowiedzią: ale chyba żartujesz, nie mają czasu, uzą się , bo wiesz tyle nauki w tej szkole, zajęcia nadobowiązkowe...jesteśmy w domu srednio o 21.... Moje dzieci o tej porze układaja z nami puzzle, graja dla wyciszenia w gry planszowe, albo czytaja książki ( niestety nie naukowe)Szczczerze mówiąc ostatnio czuję jakiś niepokój: czy to inni powariowali, czy to ze mna jest coś nie tak, że nie " inwestuje" w swoje 7 i 9 letnie dzieci...oczywiście dziewczyny chodza na dodatkowe zajecia ( które wedle zainteresowan sobie wybrały, maja każda swoje zainteresowania, każda odnajduje się lepiej w niezależnych dziedzinach), ale znajduja czas na zabawę, spotkania z koleżankami ,kino, teatr, rozmowy a nawet (o zgrozo) na nudę!... Niemniej mój niepokój dotyczy własnie tego: czy rzeczywiście nie ma wyjscia i koniecznie trzeba od zerówki mysleć o karierze i przyszlści dzieci? Czy po publicznej podstawówce i gimnazjum,rzeczywiście dziecko nie ma szans na dobre liceum? czy powinnam się wstydzić, że mimo, iż mam środki finansowe z premedytacją podjęłam decyzje o publicznej ( dobrej moim zdaniem) szkole i planuje pozostawić dziewczyny tez tu w gimnazjum? Co z dziećmi? kiedy powinniśmy zdac się na ich opinie, zdanie na temat szkoły, do kórej mają chodzić? Szczerze poweidziawszy ostatnio zaczynam ulegac jakiejś presji zewnętrznej i myśleć, ze marnuje moim szczęśliwym i pogodnym, wspaniale rowizjajacym sie, zdolnym i ambitnym dzieciom szanse na udana przyszłość....a może jestem jednak normalna?
Prosze o wymianę doświadczeń, może znacie jakieś ciekawe artykuły poszerzające myslenie rodziców o wychowaniu edukacyjnym swoich pociech... Pozdrawiam wszystkich