Dodaj do ulubionych

dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to??

IP: 212.69.75.* 25.10.10, 12:10
witam,
chcialam podzielic się swoimi (ostatnio dość uporczywymi) myslami i jednoczesnie prosic o Wasze dioświadczenia i przemyslenia , jak i poglad na sytuację Pani Justyny...
Sprawa dotyczy moich watpliwosci na temat "drogi edukacyjnej " moich 7 i 9 letnich córek. otóż mieszkamy w podwarszawskiej miejscowości cieszącej sie dobra sławą, moje dzieci postanowiłam posłac do szkoły w tejze miejscowości ( ponieważ a) jest blisko , b) cieszy się bardzo dobra opinia, c) sama do niej chodzilam i wiem co i jak, d) jest mala i kameralna, każdy każdego zna więc jest bezpieczna. I niby wszystko jest ok. Dziewczyny zadowolone, rodzice też. ALE i tu moje watpliwości: posłałam dzieci do publicznej szkoly bo uwazam że jest dobra i juz. Jednak wokół mnie zarówno w mojej dalszej rodzinie jak i wśród znajomych panuje przekonanie, że jesli tylko można finansowo to warto "inwestowac w dzieci" w prywatnych bądź "dobrych" spolecznych szkołach. Jednym slowem naokoło niemal codziennie w rozmowach słysze o wysokim poziomie, o wybitnych osiagnięciach, o zajęciach kończacych się o 19 ( no bo przeciez juz 8-9 latek musi myslec o tym, zeby dostać się do prywatnego gimnazjum, bo bez tego to ani rusz do liceum i na studia)...wielokrotnie kiedy moje dzieci probuja zaprosić dzieci owych rodziców na spotkanie, zabawę spotykam sie z odpowiedzią: ale chyba żartujesz, nie mają czasu, uzą się , bo wiesz tyle nauki w tej szkole, zajęcia nadobowiązkowe...jesteśmy w domu srednio o 21.... Moje dzieci o tej porze układaja z nami puzzle, graja dla wyciszenia w gry planszowe, albo czytaja książki ( niestety nie naukowe)Szczczerze mówiąc ostatnio czuję jakiś niepokój: czy to inni powariowali, czy to ze mna jest coś nie tak, że nie " inwestuje" w swoje 7 i 9 letnie dzieci...oczywiście dziewczyny chodza na dodatkowe zajecia ( które wedle zainteresowan sobie wybrały, maja każda swoje zainteresowania, każda odnajduje się lepiej w niezależnych dziedzinach), ale znajduja czas na zabawę, spotkania z koleżankami ,kino, teatr, rozmowy a nawet (o zgrozo) na nudę!... Niemniej mój niepokój dotyczy własnie tego: czy rzeczywiście nie ma wyjscia i koniecznie trzeba od zerówki mysleć o karierze i przyszlści dzieci? Czy po publicznej podstawówce i gimnazjum,rzeczywiście dziecko nie ma szans na dobre liceum? czy powinnam się wstydzić, że mimo, iż mam środki finansowe z premedytacją podjęłam decyzje o publicznej ( dobrej moim zdaniem) szkole i planuje pozostawić dziewczyny tez tu w gimnazjum? Co z dziećmi? kiedy powinniśmy zdac się na ich opinie, zdanie na temat szkoły, do kórej mają chodzić? Szczerze poweidziawszy ostatnio zaczynam ulegac jakiejś presji zewnętrznej i myśleć, ze marnuje moim szczęśliwym i pogodnym, wspaniale rowizjajacym sie, zdolnym i ambitnym dzieciom szanse na udana przyszłość....a może jestem jednak normalna?

Prosze o wymianę doświadczeń, może znacie jakieś ciekawe artykuły poszerzające myslenie rodziców o wychowaniu edukacyjnym swoich pociech... Pozdrawiam wszystkich
Obserwuj wątek
    • jola_ep Re: dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to?? 25.10.10, 12:29
      Trudno mi coś doradzić, bo moje dzieci chodzą do małej, publicznej podstawówki i gimnazjum...

      Ale pomyśl. Dziecko w szkole do późna? Ile z tego "przyjmie"? Człowiek ma pewne granice możliwości. Potem to już tylko strzelanie do ściany... Bo wiedza się nie przyjmuje.
      Więc tak naprawdę szkoła działa nie dla dobra dzieci, tylko "pod publiczkę" - ciągnąc za oczekiwaniami rodziców (lub je dodatkowo nakręcając)...

      Mój znajomy miał syna w jednym z najlepszych liceów warszawskich. Chłopak był po zwykłej podstawówce i gimazjum. Fakt, musiał brać korepetycje... A potem poszedł na studia nie wymagające aż tak dużej ilości punktów za maturę, ale za to zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. Jego ojciec rwał włosy z głowy: tyle kasy ;) Ale w sumie fajnie, że chłopak potrafił się "postawić". Bo na studia można się dostać, ale niekoniecznie trzeba się starać, aby je zdać...

      Podsumowując: naszym celem nie jest prestiżowe liceum, tylko wychowywanie dzieci. Bo o tej bazy zależy wiele, ona pozostanie. Kiedyś nasz wpływ "masz się uczyć" "idź tam" "ucz się tego" minie. Pozostanie to, co włożyliśmy im w serca.

      > Moje dzieci o tej porze układaja z nami pu
      > zzle, graja dla wyciszenia w gry planszowe, albo czytaja książki ( niestety nie
      > naukowe) [...] znajduja czas na zabawę, spotkania z koleż
      > ankami ,kino, teatr, rozmowy a nawet (o zgrozo) na nudę!...

      Nuda jest bardzo potrzebna. Twórcza. Gdy odpoczywamy, umysł układa sobie to, z czym się zetknął.
      Koleżankom powiedz, że dbasz o rozwój inteligencji, w tym emocjonalnej, swoich dzieci. To ważniejsze od suchej, "szkolnej" wiedzy i da większą szansę na karierę zawodową :)

      Pozdrawiam
      Jola
      • verdana Re: dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to?? 25.10.10, 12:40
        IMO z dziecka, która ma zajęcia do 19 nic nie będzie. Moze zdarzaja się wyjątki, może to dobre przygotowanie do pracy w korporacji, ale fatalne - jeśli chcesz mieć myślace dzieci. Bo aby mysleć, trzeba mieć czas. Niezorganizowany. Nawet najbardziej twórcze zajęcia od rana do wieczora nie nauczą dziecka samodzielnego myslenia, bo samodzelne myślenie polega m.in. na myśleniu o niebieskich migdałach, marzeniu, samodzelnym organizowaniu sobie czasu i samodzielnym zajmowaniu się ty, co człowieka interesuje.
        Dobra szkoła to nie jest szkoła, ktora wyłącznie przygotowuje do egzaminu na wyższy poziom. Nie mowiąc już o tym, ze uczelnie warszawskie pełne sa studentow nie tylko (i nie w większości), po prestizowych warszawskich liceach, ale po prowincjonalnych szkołach.
        • joa66 Re: dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to?? 25.10.10, 12:55
          Weź pod uwagę, że wiele rodziców zapisuje dzieci do niepublicznych szkół ponieważ nie mają dobrych szkół państwowych w okolicy. Ty masz.

          Co do czasu spędzonego w szkole.

          -Nie bardzo wierzę w zajęcia do 19.00 w szkole. Chyba , że rodzice mają na myśli zajęcia poza szkoła.

          -nie każde małe dziecko może wrócić do domu po lekcjach. Wiele musi czekać na rodziców w świetlicy. A POTEM (po 16, 17.00) ewentualnie dojeżdżać w korkach na inne zajęcia, które w szkołach niepublicznych są często w planie lekcji. W wielu wypadkach szkoła niepubliczna to szacunek dla czasu wolnego dziecka.

          -moje dziecko w społecznej szkole, na początku podstawówki miało obowiązkowe zajęcia ( w tym 5 h języka obcego) od godz. 8.30 do do około godz. 13.-14.00 . Potem była świetlica i/lub zajęcia dodatkowe. Moje dziecko zapisało się na WSZYSTKIE (potem to się to wykruszyło) i pewnie z takich sytuacji powstaje plotka o tym jak to dzieci zasuwają w szkole po nocach.

          p.s. Ciekawa jestem Waszych doświadczeń ze spotkań z dzieciakami ze szkół państwowych, które siedzą na świetlicy do 16-17.00, a potem mają inne zajęcia dodatkowe. Dużo czasu mają takie dzieciaki na spotkania?
    • eastern-strix Re: dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to?? 25.10.10, 12:45
      Takie za przeproszeniem p****nie rodzicow, ktorzy na szkole scedowali swoje obowiazki rodzicielskie. No bo jak dzieciak codziennie wraca do domu o 19.30, to jest spore odciazenie dla zestresowanych mam i tatusiow ;)

      Sama chodzilam do szkoly spolecznej, bo ojczym musial pokazac, ze go stac. I wiesz co? Mielismy 3 jezyki, cuda na kiju, kolka pozaszkolne i zazwyczaj konczylam imreze kogo 19. I co? 'Elyta' wpadla w dragi i alkohol i jakos nie zostali slawnymi ludzmi. Naprawde, tyle dzieciakow z tej i jeszcze jednej prywatnej szkoly (o ktorej wiem) kiedy doroslo skonczylo w ten sposob, ze to musi byc cos wiecej niz przypadek. mysle, ze jesli 8 albo 9-latek jest traktowany jak kon wyscigowy, to cos mu sie niedobrego dzieje z glowa i potem sa skutki.

      Najwazniejsze dla dzieci jest milosc rodzicielska i poczucie bezpieczenstwa. pewnie,ze warto rozwijac w dziecku pasje i zainteresowania, ale z glowa. Robienie z osmiolatka ministra spraw wewnetrznych albo szefa kancelarii prawniczej skonczy sie katastrofa.

      To nie jest wina szkoly ale rodzicow, ktorzy traktuja dziecko jak 'inwestycje'. Dzieci tego nie wytrzymuja.
      • baszi Re: dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to?? 25.10.10, 13:00
        wychowanie dziecka to nie tylko zapewnienie najlepszego wyksztalcenia, to caly skomplikowany wieloplaszczyznowy proces
        dorosle zycie nie polega tylko na tym zeby znalezc super zarabista dobrze platna prace a taka w domysle ma zapewnic ta super wypasiona szkola

        wracaja o 21? ja wracam z pracy czasem po 10 h jak musze zostac dluzej to padam na pysk a pracy ciezkiej nie mam, wlasnie pracuje ;p

        dodatkowe zajecia owszem, ale z rozsadkiem, dziecko szczegolnie male musi miec czas na nic nierobienie, na zabawe, na bieganie po podworku, na robienie balaganu to jest rozwijajace a nie siedzenie w lawce i wkuwanie po nascie godzin na dobe

        jak ja mialma w szkole 7 lekcji to bylo straszne, na ostatniej lekcji myslalma tylko o tym ze w koncu pojde do domu a szkole mialam super, lubilma sie uczyc poznawac nowe, ale wtedy kiedy chcialam a nie caly rok wg scisle ulozonego grafiku

        dziecko potzrebuje kochajacego rodzica, przyjaciol, kolegow, spontanicznosci, radosci, luzu, musi samo uczyc sie organizowania wolnego czasu zeby w przyszlosci latwiej mu bylo utrzymac samodyscypline, jak od malego ma gotowy plan to uczy sie tylko go przestrzegac albo wytrzymywac

        dla mnie to przedmiotowe traktowanie dziecka i chore, do tego jak przedmowczyni wspomniala wygodne dla rodzicow bo musza tylko wylozyc kase i dostarczyc na zajecia

        jestem ciekawa ile z tych dzieci bedzie kaleka psychicznie w doroslym zyciu, jakis procent peweni zdobecie szczyty ale niewiadoma jest ich zycie prywatne, ja tam wole miec szczesliwe dziecko a jak bedzie chcialo to samo posiadzie wiedze, zdobedzie dobre wykszalcenie bo dla mnie ono to wiedza i umieijetnosc zastosowania jej w praktyce a nie kolejne dyplomy
        • joa66 A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 13:03
          ;)

          a POTEM , PO śWIETLICy o dowożeniu dzieci na zajęcia dodatkowe ..w korkach ?
          • verdana Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 13:40
            W przypadku małych dzieci, ktorte po świetlicy trzeba zawozić na zajęcia - mozna zrezygnować z zajęć, z pożytkiem dla wszystkich. Z drugiej strony stojąc z rodzicem w korku, dziecko przynajmniej jest z mamą czy tatą, moze pogadać - w szkole, gdzie zajęcia sa do 19 cały czas jest w tłumie, nie moze sie wyłączyć i odpocząć.
            Córka mojej kolezanki chodziła do takiej szkola. Dziecko rozwiedzionych rodziców, pod pretekstem "damy dziecku to, co najlepsze", oboje rodzice po prostu chcieli mieć święty spokoj. Nic dobrego z tego nie wyszło...
            • jola_ep Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 13:51
              > Z drugiej strony stojąc z ro
              > dzicem w korku, dziecko przynajmniej jest z mamą czy tatą, moze pogadać

              Ja z całą premedytacją wybrałam zajęcia, na które mogłam prowadzić: godzinny spacer bardzo zacieśnia więzy :D (pół godziny w jedną stronę)
              W świetlicy zajęcia nie muszą być zorganizowane, zwykle jest to czas wolny, przeznaczony na zabawę z kolegami, albo nudzenie się ;)
              Poza tym świetlica jest zazwyczaj koniecznością. A tu rozmawiamy o tym, czy czas spędzany w szkole do późna jest ważnym elementem dobrego wykształcenia.

              Pozdrawiam
              Jola
              • verdana Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 13:59
                Teraz własnie przypomniałam sobie, ze moj syn chodził do liceum, gdzie było 10 lekcji dziennie. Czyli kończyły się ok. 17.
                Do domu wracał w charakterze "trup-nieboszczyk". A mowimy o nastolatku. Na pewno nie wplywało to pozytywnie na poziom edukacji w tej szkole...
                • joa66 Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 14:21
                  No więc ja opiszę Wam moje możliwości:

                  1) Szkoła społeczna. Odbieram dziecko około 16.30. W tym czasie dziecko miało ( w tygodniu) 5 godz. języka angielskiego, naukę gry na instrumencie (sam chciał), karate (sam chciał). Były też inne zajęcia, ale wymieniałam te dwa ponieważ miały wpływ na pismo dziecka-nie musiał ćwiczyć dodatkowo w domu. Lekcje odrobione. Szkoła reprezentująca wartości, z którymi się utożsamiam. Po powrocie-około 16.45-17.00 czas tylko dla nas-na wspólny posiłek, nicnierobienie, czytanie , rower, podwórko, kolegów.

                  Tę opcję wybrałam.

                  Nie chciałam:

                  2) dziecko w świetlicy do 16.30. Dwa razy w tygodniu angielski ( w "tamtych czasach w szkołach państwowych był od 4 klasy). Jeżeli dziecko chciałoby inne zajęcia - też dowożenie.

                  Od razu po świetlicy - transportem publicznym w godzinach szczytu, bo nie mam prawa jazdy. Jeżeli poczeka na tatę, żeby pojechać samochodem - zajęcia zaczynałyby się około 19.00.
                  Plus lekcje do odrobienia w domu.

                  Przyzynam , że wkurzam się kiedy czytam takie wyświechtane stereotypy. Brakuje jeszcze zwolenników opcji, że tak naprawdę dzieci w szkołach nie publicznych nie nie robią, bo przecież rodzice płacą za oceny ;)


                  Łączenie stosunku rodziców do swoich dzieci tylko na podstawie szkoły, którą wybrali ( z różnych względów) to głupota.

                  Znam dzieci ze szkół państwowych obciążonych ogromnymi obowiązkami i presją rodziców. Oczywiście rodzice twierdzą , że "dzieci same chciałay , a tak w ogóle, to mają czas na wszystko, na naukę zabawę i wąchanie kwiatków".


                  Znam dziecko, które chociaż mieszkało pod Warszawą dojeżdżało do szkoły do Warszawy a w domu było z powrotem około 19.00 właśnie. Czy to ambicja rodziców? Nie. Mieszkali na wsi gdzie szkoły nie było i i tak trzeba by było dowozić do rejonówki, ale w przeciwną stronę niż rodzice do pracy ( w Warszawie)

              • Gość: gość Re: A co sądzicie o świetlicach? IP: 212.69.75.* 25.10.10, 14:24
                tak. tematu świetlicy tu nie poruszłm, bo nie w tym tkwi sedno moich "rozterek" - sa dzieci które musza, są dzieci, które chcą i zostają w świetlicy, a są i takie które nie chcą i zostaja, ale to inny wątek.
                Mi bardziej nie daje spokoju poczucie, ze jest taki pęd , od małego, że w zasadzie ktoś (ja) kto nie daję sie wpędzić w ten pęd przeżywa cos na ksztalt: o Boże czy ja dobrze robię, że nie pędze razem z moim dzieckieM?To niby bez sensu ( bo zakładam jedak ze w życiu oprócz mieć jest jeszcze być) ale tak jest. I myślę, ze bez znaczenia w tym wypadku jest, czy w prywatnej szkole zajęcia sa do 19, czy sa do 17 a potem do 21 dzieci maja zajęcia dodatkowe i odrabianie lecji i nauka itd, i czy rodzice to robią by pozbyc się wyrzutów sumienia czy realnie chcą dla dziecka dobrze ( a w wielu przypadkach moich znajomych tak jest) - Nie zmienia to sytuacji, że ten "nurt inwestycji w dziecko" mnie mocno otacza i osacza przy okazji...bo z wyboru jestem poza nim
                • joa66 Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 14:31
                  To ja bym jednak zmieniła tory dyskusji na MOTYWACJę rodziców i dzieci w wybieraniu zajęć ponad to co przewiduje program, wszytsko jedno czy w szkole publicznej czy na zajęciach dodatkowych.

                  Bo inaczej dojdziemy do wniosku, że najbardziej inwestują w przyszłość dziecka rodzice, którzy oddają dzieci do żłobków tygodniowych. A chyba jednak nie to skłoniło ich do takiej decyzji.

                  A co do organizacji zajęć w miejscu i w czasie warto wziąć pod uwagę, że większość rodziców pracuje na tzw etacie i nie może sobie pozwolić na odebranie dziecka od razu po lekcjach.
                • eastern-strix Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 14:35
                  >>>>>>>>>i...bo z wyboru jestem poza nim

                  I dobrze.

                  Poza tym, masz szanse wychowac samodzielnie myslacych ludzi. Takie zajecia do 19.00 od lat wczesnodzieciecych niestety czesto skutkuja tym, ze dzieci nie maja wlasnego zdania, a potem, juz jako dorosli, sa mocno zewnatrzsterowalni. I oczekuja, ze im sie powie, co robic. Jesli trafia na tzw. 'podejrzane towarzystwo' to skutki moga byc oplakane.

                  Co do szkol niepublicznych, nikt tu nie mowi,ze sa z zalozenia zle! Ale czasem te szkoly, idac za oczekiwaniami niektorych rodzicow, zamieniaja sie w 'kuznie kadr', a raczej, jak ktos tu slusznie zauwazyl, w kuznie korporacyjnych zuczkow. I produkuja mlodziez bez wyobrazni. Ale dokladnie to samo mozna zafundowac dziecku, ktore uczy sie w szkole publicznej - wystarczy,ze rodzic zamiast sie sam zajac dzieckime, szczelnie wypelni mu czas do godziny 19.30 kazdego dnia.
                  • joa66 Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 15:01
                    " Ale dokladnie to samo mozna zafundowac dziecku, ktore uczy sie w szkole publicznej - wystarczy,ze rodzic zamiast sie sam zajac dzieckime, szczelnie wypelni mu czas do godziny 19.30 kazdego dnia. "

                    Dokładnie.

                    Z naszej szkoły "uciekli " rodzice ( w sumie 3 dzieci), którzy mieli niezaspokajalne ambicje. Im nie wystarczyło, że dzieci osiągają bardzo dobre wyniki w nauce (potwierdzone egzaminami zewnętrznymi-średnia powyżej 5,0 egzamin 6klasisty powyżej 37 pkt.), tylko to, że ...za mało czasu na to poświęcają, w zwiazku z tym..marnują czas. Bo gdyby się uczyli jeszcze więcej, to zdobyliby więcej.

                    Cytat: "Skoro nie muszą siedzieć w domu nad lekcjami do północy to znaczy, że nauczyciele za mało im zadają"


                    I uwaga. Rodzice ci znaleźli gimnazja PUBLICZNE, które spełniają ich wymagania. Kolejny cytat "Kasia nawet do 20.00 czasami w szkole siedzi, a potem jeszcze lekcje". Ton głosu - duma.
                    • eastern-strix Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 15:07
                      No to Kasia mysle, kiedys im za to 'podziekuje'. Dziwne tylko, ze nie kupili sobie greyhounda zamiast decydowac sie na dziecko ;)
                      • joa66 Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 15:13
                        Na początku Kasia czuła się lepsza od byłych kolegów. Teraz nie wiem, bo nie ma kontaktu.

                        Ale na klasę 17 osobową było troje takich dzieci.

                        Bezpośrednią przyczyną, dla której odeszli był fakt, że dyrekcja nie chciała usunąć ze szkoły dzieci ze średnią poniżej 4,5 (potem "spuścili do 4, 00, ale i tak się nie udało).

                        Te dzieci i ci rodzice są gdzieś w szkołach państwowych.
                        • eastern-strix Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 15:19
                          Eee? To mi traci inzynieria spoleczna i eee.... nazizmem... No, nie dziwie sie Kasi,ze sie czula lepsza i wybrana, przeciez dorosli tylko ja w tym utwierdzali.

                          Ciekawe, co bedzie na studiach, niestety takie wychuchane superdzieci maja spore problemy z zaakceptowaniem fakt,ze pojawili sie lepsi od nich i ze kreatywnosc czesto znaczy wiecej niz recytowanie formulek.

                          Zal mi tej dziewczynki, rodzice jej duza krzywde robia.
                          • joa66 Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 15:31
                            Zapewne są szkoły gdzie tacy rodzice dominują. Biorąc pod uwagę wszytskie szkoły państwowe i niepaństwowe, to faktycznie procentowo więcej takich rodziców jest w szkołach niepublicznych.

                            Co nie zmienia faktu, że w wielu szkołach niepublicznych stanowią oni zdecydowaną mniejszość.

                            A wracając do tematu motywacji i rodziców zmuszających dzieci do nadmiernej pracy.. Nie wiem dlaczego tak się dzieje, ale rodzice robią to często w dobrej wierze. Po prostu tak wygląda ich system wartości i tak wyobrażają sobie szczęście. Część z nich tego pożałuje, część z nich tego nie zauważy, bo wychowa podobne sobie dzieci, zadowolone z swojej sytuacji.

                            • eastern-strix Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 15:57
                              No tak, to cos jak ludzie typu 'ja w skore dostawalem pasem i wyroslem na porzadnego czlowieka'. Czesto ow porzadny czlowiek ma problemy w zyciu osobistym, rozmaite dolegliwosci psychosomatyczne, stany depresyjne albo nerwicowe, wysoki poziom leku, brakuje mu otwartosci na Inne i Nowe, ale nie widzi zwiazku i dalby sobie reke odciac, ze rodzice mu tym biciem przysluge wyrzadzili. I sam swoje tez leje. Chyba z tymi 'wyscigowcami' jest podobnie?
                              • joa66 Re: A co sądzicie o świetlicach? 25.10.10, 16:02
                                Z częścią z nich pewnie tak.

                                Część się buntuje w mniej lub bardziej konstruktywny sposób.

                                Dlaczego jedni się poddają , a inni buntują - to pytanie dla psychologa.
    • justyna_dabrowska Re: dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to?? 25.10.10, 14:31
      Mysle , że jeśli tylko jest taka mozliwośc by posłać dziecko do szkoły w miejscu w którym sie mieszka, obok domu, tak by po szkole mogło odwiedzać kolegów i koleżanki, jesli dziecko tę szkołe LUBI i czuje się w niej bezpiecznie, to jest to sytuacja idealna. Idea, że od małego "inwestujemy" w dzieci tak jakby były jakimś "funduszem" który potem - (na naszą starość?) ma wydac odpowiednie owoce, jest mi obca. Moim kryterium jest dobry rozwój dziecka, a ten przebiega w wielu płaszczyznach, z których emocjonalna i społeczna są niezwykle ważne i bardzo zaniedbywane. Cóż z tego, że dziecko będzie miało wiedzę zdobytą w szkole o tzw "wysokim poziomie" skoro nie będzie zsocjalizowane? Wyrośnie na roszczeniowego lub aspołecznego człowieka...
      Ze szkołami prywatnymi jest taki kłopot, że tam trochę mieszają sie role. Skoro rodzice płacą, to wymagają by nie było problemów, były dobre stopnie i by dziecko dobrze wylądowało na testach. Z testami róznie bywa, ale róznie też bywa ze stawianiem granic, wymaganiem, dyscyplinowaniem...Sa i takie szkoły niepubliczne które dbają o wszechstronny i harmonijny rozwój dziecka, ale obawiam się że większość niestety do nich nie należy.
      Jednym słowem - w swoich decyzjach kierowałabym sie tym, czy dane środowisko szkolne słuzy rozwojowi dziecka, czy raczej je tłumi. Samodzielny, twórczy, pewny siebie i przyjazny człowiek z pewnością łatwiej osiągnie sukces i nauczy się tego co trzeba do egzaminów niż ten który spętany jest wysokimi oczekiwaniami ze strony dorosłych ("tyle w ciebie zainwestowaliśmy, a ty co?").

      POzdrawiam
      JD
      • joa66 Re: dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to?? 25.10.10, 14:35
        " Ze szkołami prywatnymi jest taki kłopot, że tam trochę mieszają sie role. Skoro rodzice płacą, to wymagają by nie było problemów, były dobre stopnie i by dziecko dobrze wylądowało na testach."


        Ma Pani na myśli tylko prywatne? Czy społeczne też?

        Bo to raczej nie jest prawda.

        p.s. ale zaczynam się już trochę czuć jak Don Kichot ;)
        • baszi joa66 25.10.10, 19:57
          ja mysle ze nam tu nie chodzi o udowadnianie wyzszosci szkoly publicznej nad prywatna i roztrzasaniu praw panujacych w jednej i drugiej
          bardziej chodzi o to czy rodzice rozsadnie proponuja dzieciom zajecia jka szkolne tak poza szkolne, wiadomo ze jak zajecia sa w szkole to super, odpadaja dojazdy, czekanie w swietlicach ale jesli to oznacza koniec zajec o 19 a potem kolejne dodatkowe zajecia, to juz jest chore, tu juz nikt mi nie wmowi ze chodzi o dobro dziecka bo tak robia zakompleksieni rodzice bez mozgu, albo trzymajacy musztre jak w wojsku

          nie wazne jaka szkola i jakie i ile tych zajec poza szkola, wazne zeby z rozsadkiem, dystansem, na odpowiednim poziomie, bez szkody dla takiego zwklego nicnierobienia i beztroski, czas wypelniony po brzegi nie musi zaprocentowac, procentuje zainteresowanie dzieckiem i wskazywanie mu drogi a nie wybudowanie toru z wysokim murem i pilotowanie dzieckiem zeby nie zboczylo z trasy, to ambicje i potrzeby dziecka sa wazne a nie rodzicow, nie ma super dzieci sa co najwyzej szczesliwe i nieszczesliwe
          • joa66 Re: joa66 25.10.10, 21:52
            " Czy po publicznej podstawówce i gimnazjum,rzeczywiście dziecko nie ma szans na dobre liceum? czy powinnam się wstydzić, że mimo, iż mam środki finansowe z premedytacją podjęłam decyzje o publicznej ( dobrej moim zdaniem) szkole i planuje pozostawić dziewczyny tez tu w gimnazjum?"

            założycielka tematu zadała pytanie (powyżej) zawierające też tezę ( w kontekście całej jej wypowiedzi. Nie pytała o nadmiar zajęc w ogóle. I dlatego moje komentarze są takie a nie inne :)

            Tak jak pisałam wyżej - nadmiar zajęc i chore ambicje można mieć w szkołach państwowych.

            I jestem bardzo ciekawa o której ona odbiera swoje dzieci ze szkoły i ile jej dzieci mają zajęc pozalekcyjnych.

            • baszi Re: joa66 26.10.10, 07:00
              no tak ciebie nie przegadam............
              • joa66 Re: joa66 26.10.10, 08:14
                W takim razie już nie przeszkadzam w dyskusji ;) bo to i tak nie ma żadnego sensu.

            • Gość: gość Re: joa66 IP: 212.69.75.* 26.10.10, 10:15
              do joa66 -
              pracuje w domu ( z wyboru) , więc odbieram dzieci bezpośrednio po lekcjach...(13-14). mają czas na odpoczynek, obiad, lekcje. zajęcia dodatkowe ustawione są tak, że dziewczyny ok.17 są w domu ( z wyjątkiem jednego dnia, kiedy razem idziemy na zajecia w klubie sportowym na 19- sportujemy się razem, bo jest taka możliwość). Ile tych zjęć? starsza: angielski, basen, gitara (szkoła), konie; młodsza: ceramika (szkoła), tańce,(szkołą) zajecia pedagogiczne (ma zapędy dyslektyczne), basen. Chciały dużo wiecej ale uznałam, że zobaczymy jak sobie poradzą fizycznie z takimi obowiązkami...Myślę, że to i tak dużo, chociaż właśnie patrząc na dzieci znajomych to ilość zajęc wypada miernie ;-)
          • Gość: menodo Re: joa66 IP: *.adsl.inetia.pl 26.10.10, 09:25
            A mnie sie wydaje, ze autorka watku pyta o to, czy po publicznej podstawowce i gimnazjum mozna dostac sie dobrego warszawskiego liceum. Co wiecej - wydaje mi sie, ze szuka potwierdzenia dla swojej decyzji - pozostawienia swoich dzieci w lokalnej szkole panstwowej.

            Moja odpowiedz brzmi - mozna sie dostac i moje dziecko jest tego przykladem.(tzw. zwykle rejonowki). Problem tylko - jakim kosztem?

            W szkole i klasie mojej corki wiekszosc to osoby, ktore ukonczyly szkoly prywatne/spoleczne lub bardzo dobre panstwowe gimnazja - przede wszystkim dwujezyczne.
            Nie ma co sie oszukiwac - jezeli celem rodzica jest bardzo dobre liceum ( a jak rozumiem to JEST cel autorki watku), droga do tego wiedzie przez bardzo dobre gimnazjum.

            Co do kosztow jakie musi poniesc dziecko...Uwazam, ze w szkolach prywatnych/spolecznych na etapie podsawowka/gimnazjum nauka odbywa sie na zdecydowanie wyzszym poziomie i duzo zdrowszej atmosferze.
            Owszem, moja corka nie przemeczala sie specjalnie w gimnazjum - do konca 2 klasy. Po probnym tescie gimnazjalnym okazalo sie jednak, ze poziom klasy nie rokuje nawet na srednia krajowa.
            Rodzice w panice zaczeli zapisywac dzieci na kursy - czesc dzieci chodzila na nie codziennie ! - albo na korepetycje z kluczowych przedmiotow. Moja corka wystartowala w 4 konkursach, przygotowywala sie sama...Do tego nauczyciele "podkrecili srube", codzienne katkowki, odpytywanie, duzo trudniejsze niz dotychczas klasowki; atmosfera terroru i zastraszania (z takim mozgiem to do zawodowki). Przy czym - trudno sie bylo w tym doszukac jakiejs metody; dzieci nie uczyly sie w szkole, na czym polega egzamin, jak rozwiazywac testy; kuly sie na pamiec wszystkiego jak leci, bo zalezalo im na przyzwoitych stopniach.

            Odnosze wrazenie,ze w szkolach spolecznych i naprawde dobrych panstwowych gimnazjach (ktorych jest niewiele) wszystko to odbywa sie duzo spokojniej i "z glowa". Znajome dzieci, ktore pokonczyly takie gimnazja swietnie napisaly testy, wygrywaly konkursy, chodza do bardzo dobrych liceow i co najwazniejsze - maja mile wspomnienia ze wczesniejszych lat szkolnych.

            Jezeli szkola dzieci autorki watku jest im w stanie to wszystko zapewnic- OK.
            Jesli ktos uwaza, ze prywatne/spoleczne szkoly to zabieranie dzieciom dziecinstwa - zapraszam do szkol mojego dziecka!




    • klarci Gościu 26.10.10, 12:03
      jesteś jak najbardziej 'normalna' (o ile rodzic słuchający dziecka jest postrzegany jako normalny). za to współczuję dzieciom tych matek, o których piszesz :( koszmar. nie ma nic gorszego jak rodzic przerzucający na dziecko własne ambicje i próbujące je dostosować do jakiegoś szablonu (no poza patologią).
      zgadzam sie z Panią Justyną, że szczęśliwe dziecko chętniej się uczy, ale przede wszystkim lepiej rozwija, nawet jeżeli ma słabsze stopnie. podejrzewam, że to kwestia priorytetów. ja nigdy nie zapomnę, co mi mama mówiła, że ocena sama w sobie nie jest wartością, tylko to co mam w głowie.
      poza tym osobiście uważam, że szczęśliwy dorosły to nie ten co ma 3 fakultety +doktorat + super zarobki, tylko ten któryumie sie cieszyć tym co ma. ja tez czasami o tym zapominam. na szczęście mam przyjaciółkę, która nie ma nic (finansowo), ale ma super męża, 2 kochanych dzieci i jest jedną z najszczęśliwszych osób jakie znam. a dokształca się cały czas sama, bo to lubi, mimo, że z pensji nauczyciela nie poszaleje.

      a co do marnowania. nic nie marnujesz :) dzieci same, nie zmuszane, poczują potrzebę rozwijania się. a mając możliwość wyboru będą szczęśliwsze ;)
      pozdrawiam :)
      nic Ci w tym momencie nie polecę niestety, bo przyznam nie interesowałam sie jeszcze tym tematem. ale pewnie są jakieś długofalowe badania - z tym, że raczej nie polskie.
    • ikame Re: dzieci, szkoła, rodzice, presja- znacie to?? 27.10.10, 14:51
      polecam artykuł
      www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1508366,1,szkola-oglupiania.read

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka