Dodaj do ulubionych

do Pani Justyny

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.12.10, 12:10
Nasz synek ma 19 miesięcy i jest na etapie wymuszania wszystkiego płaczem. Na przykład koniecznie chce do ręki gorący kubek herbaty ze stołu, nie dostaje i zaczyna rozpaczać. Ja go wówczas przytulam, ale kubka nie dostanie. Mąż twierdzi, że nie powinnam go przytulać, bo to jest rodzaj nagrody i pokazania, że może tak robić. Czy rzeczywiście lepiej go wówczas zostawić?
Obserwuj wątek
    • justyna_dabrowska Re: do Pani Justyny 10.12.10, 12:31
      Przytulanie to nie jest żadna nagroda tak jak nie są nagrodą inne sposoby wyrażania miłości.
      Pani nie daje mu kubka ( i słusznie) i pozwala mu płakać (i słusznie) a jednoczesnie okazuje czułośc, komunikauje PAni coś takiego _ "widzę, że ci się to nie podoba, trudno, nie moge ustapić, ale jestem tu z tobą, towarzyszę ci w przezywaniu tej frustracji...".

      A swoja drogą, czy mąz uważa że dziecko w takiej sytuacji nalezy "karać"? Za co? Przeciez to jego prawo domagac się różnych rzeczy. W domaganiu się nie ma niczego złego.
      TYle, że nie zawsze dostajemy to, czego chcemy.

      I własnie w ten sposób synek się tego uczy

      pozdr

      just
      • joshima Re: do Pani Justyny 10.12.10, 14:49
        justyna_dabrowska napisała:

        > A swoja drogą, czy mąz uważa że dziecko w takiej sytuacji nalezy "karać"? Za co
        > ? Przeciez to jego prawo domagac się różnych rzeczy. W domaganiu się nie ma nic
        > zego złego.
        > TYle, że nie zawsze dostajemy to, czego chcemy.
        >
        > I własnie w ten sposób synek się tego uczy

        Swoją drogą niedawno słyszałam świetny tekst, który bardzo mi się spodobał. Nie potrafię go przytoczyć dosłownie, ale chodzi o to, że dzieci mają wbudowany taki mechanizm, że do upadłego będą próbować szczególnie czegoś co jest dla nich niedostępne. Gdyby nie ten mechanizm nigdy nie nauczyłyby się nawet chodzić.
      • klarci Re: do Pani Justyny 10.12.10, 19:32
        potwierdzam, postępuję jak pisze Pani Justyna i póki co działa
      • Gość: yahoo Re: do Pani Justyny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.10, 19:51
        Bardzo dziękuję za odpowiedź i utwierdzenie w moim postępowaniu :)
        Mąż uważa, że karać należy nie tyle samo domaganie się czegoś przez dziecko, co histerię wywołaną nieotrzymaniem tego.
        Pozdrawiam serdecznie.
        • joshima Re: do Pani Justyny 11.12.10, 20:38
          Zapytaj zatem męża jak powinnaś go karać, kiedy się złości lub gniewa. Czy dziecko rodzi się według niego z umiejętnością radzenia sobie ze złymi emocjami? Czy twój mąż nie rozumie, że rolą rodziców jest nauczyć dziecko jak sobie radzić a nie karać je za to, że jeszcze nie umie? To tak jak karać za sikanie do pieluchy.
          • scher Nie przekonuje mnie ta argumentacja 12.12.10, 09:05
            joshima napisała:

            > Zapytaj zatem męża jak powinnaś go karać, kiedy się złości lub gniewa.

            Dziecko to nie jest mały dorosły, więc taka argumentacja jest chybiona z samego założenia.
            Mężowi trzeba dostarczyć wiedzy o etapach rozwoju dziecka, żeby popatrzył na to zachowanie jako na normalne, nauczyć patrzeć na dziecko jak na dziecko.

            Porównywanie go do dziecka obudzi w nim tylko intuicyjny sprzeciw - bo przecież on nie zachowuje się w ten niedojrzały sposób, że chce gorący kubek, a gdy go nie dostanie, wpada w histerię.
            • joshima Re: Nie przekonuje mnie ta argumentacja 12.12.10, 10:32
              scher napisał:

              > joshima napisała:
              >
              > > Zapytaj zatem męża jak powinnaś go karać, kiedy się złości lub gniewa.
              >
              > Dziecko to nie jest mały dorosły, więc taka argumentacja jest chybiona z samego
              > założenia.
              Tym bardziej dziecko ma prawo nie potrafić radzić sobie ze złymi emocjami. I tym bardziej nie należy go karać za to, że jeszcze nie potrafi.

              > Porównywanie go do dziecka obudzi w nim tylko intuicyjny sprzeciw - bo przecież
              > on nie zachowuje się w ten niedojrzały sposób,
              No i właśnie. Dlaczego więc ma karać dziecko, które z racji wieku ma prawo zachowywać się w niedojrzały sposób?
        • scher Re: do Pani Justyny 12.12.10, 08:59
          Gość portalu: yahoo napisał(a):

          > Mąż uważa, że karać należy nie tyle samo domaganie się czegoś przez dziecko, co
          > histerię wywołaną nieotrzymaniem tego.

          Mąż nie rozumie, że dziecko jest właśnie w takim wieku, że to zachowanie jest typowe, normalne. Dziecko tak uczy się granic i radzenia sobie z frustracją.
          Przytulając i pocieszając dziecko w płaczu, ale nie dając mu kubka, postępujesz akurat najlepiej. Granice są nienaruszalne, a ja - kochająca matka - pomagam ci się z tym pogodzić.
    • Gość: domza2 Re: do Pani Justyny IP: *.rzeszow.vectranet.pl 10.12.10, 16:55
      U mnie właśnie pojawił się problem wymuszania wszystkiego jękiem, płaczem, awanturami. szczerze , nie wiem, jak sobie z tym radzić. Po całym dniu od tego jęku boli głowa. Nie jestem w stanie zaspokoić wszystkich "chceń" dziecka, bo co chwilę domaga się czegoś zakazanego czyli czegoś czym może zrobić sobie krzywdę, więc coraz częściej słyszy odmowę, moje stanowcze "nie pozwalam", a wtedy zaczyna się płacz, awantura. Ja nie przytulam dziecka, bo nie jestem w stanie, gdy tak strasznie się z łości, bo sama się wtedy złoszczę. Co najwyżej próbuję odwrócić uwagę córki na coś innego, ale to zdaje egzamin tylko na chwilkę, bo za chwilę "wraca jak bumerang" do tego czegoś zakazanego. Czy źle robię? Jak radzić sobie z całodziennym wymuszaniem i jękami? Przepraszam, że piszę to w cudzym wątku, ale idealnie odpowiada on moim problemom, o których właśnie dziś miałam napisac.
      • joshima Re: do Pani Justyny 10.12.10, 21:41
        Gość portalu: domza2 napisał(a):

        > Jak radzić sobie z całodziennym wymuszaniem i jękami?
        Po prostu przetrwać ten okres (wierz mi on się naprawdę kiedyś skończy) i być konsekwentną. Pomaga zrewidowanie zakazów i odmów i ograniczenie ich tylko do tych naprawdę niezbędnych (niebezpieczne i/lub kosztowne).

        Moja córka, na domiar złego, w takim napadzie załości i histerii nie dawała się nawet przytulić. Wyrywała się rzucała na podłogę a bywało, że próbowała ze złości gryźć (bardzo boleśnie). To dopiero jest frustrujące, kiedy wiesz, że nie możesz ustąpić (ja swojemu dziecku pozwalam na naprawdę dużo) a nie masz możliwości pomóc. Nie pozostawało mi nic innego jak spokojnie przeczekać aż złość jej zacznie przechodzić i dopiero pod koniec pomagać w uspokojeniu się. A i to zawsze musiało być moim pytaniem: Czy mogę już do Ciebie przyjść i Cię przytulić?
    • eastern-strix Re: do Pani Justyny 10.12.10, 20:55
      Taka zasada jaka wyznaje Twoj maz obowiazuje w treningu posluszenstwa psow a nie w wychowaniu dzieci! ;)
    • Gość: domza2 Re: do Pani Justyny IP: *.rzeszow.vectranet.pl 11.12.10, 12:39
      Chodzi o to, że ciągle mam dylemat. Im bardziej jej jękolenia się nasilają, tym bardziej wydaje mi się, że ja pozwalam na za dużo, pozwalam sobie wchodzić na głowę i za chwilę, by zaspokoić córkę będę tańczyć na głowie. Takie mam wrażenie. Staram się więc , mimo to, że chcę, by nie miała absurdalnych zakazów, stawiać na swoim w tym sensie, bym to jednak ja w domu rządziła , nie córka. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o walkę o przywództwo, ale o to, bym zasady ustalała ja, nie córka. Bo nie raz mam wrażenie, że wodzi nas na nos i cały dzień latamy, biegamy , żeby tylko spełnić jej coraz bardziej wybujałe zachcianki. Nie poznaję własnej córki, która dotyczhczas była grzecznym dzieckiem, na "nie wolno" reagowała rezygnacją ze swoich żadan. MOże trzeba było kilka razy coś wytłumaczyć, pokazać, że to czy tamto gorące, albo się stłucze, ale po prostu można było się z nią porozumieć. A teraz jest od razu ryk, jęk. Ja powtarzam stanowczo "nie pozwalam, bo jest gorące", gdy jęk się nasila, odchodzę z tego miejsca. Czasem córka pozostaje tam i dostaje "szału", czasem rezygnuje z żądań. Próbowałam w większym stopniu wypełniać jej chcenia, skończyło się tym, że pół dnia biegałam, żeby jej pilnować w zakazanych miejscahc, podawałam ciągle to nowe rzeczy z półek , biegałam jak kot z pęcherzem, a ona była wciąż niezaspokojona w swych żądaniach. Stwierdziliśmy więc, że nie tędy droga i staliśmy się bardziej stanowczy. Nie wiem, czy robię dobrze. Obecnie czuję się zagubiona i metodą prób i błędów próbujemy, jak wychowywać córkę, bo chyba właśnie weszła w ten okres (18 msc), że trzeba się za to wychowanie zabrać:))).
      Apropos, moja córka też nie daje się przytulić, a w chwilach jej wściekłości, która mi się niestety też udziela, ja naprawdę nie mam chęci do tulenia jej, może to źle, ale taka już jestem. Poradźcie, jakie "nagrody", sposoby poskutkowały uwas. U nas przy końcu kąpieli, ubieraniu się w piżamę, myciu zębów itd. przewaznie są chryje. Nagrodą za ładne dokończenie tej wieczornej toalety są pieski, które tata włącza córce na kompie przed snem. gdy wrzaski są przeokropne piesków nie ma. Ostatnio to wprowadziliśmy, bo już nic na nią nie działało. gdy nie ma piesków złość u córki się potęguje, więc wszystko jeszcze się pogarsza, ale nie chcę dawać jej czegoś , gdy nie zasługuje, nagradzać za złe zachowanie. poradźcie coś. Sorki, ze tak długo, ale obecnie tym właśnie zyję. Dodam, że robimy córce badania , bo jednak jej zachowanie tak różni się od tego, co było jeszcze tydzień temu, że chcemy sprawdzić, czy po prostu nic jej nie dolega. pozdrawiam inne zdesperowane mamusie:))
      • joshima Re: do Pani Justyny 11.12.10, 20:45
        Gość portalu: domza2 napisał(a):

        > Chodzi o to, że ciągle mam dylemat. Im bardziej jej jękolenia się nasilają, tym
        > bardziej wydaje mi się, że ja pozwalam na za dużo, pozwalam sobie wchodzić na
        > głowę i za chwilę, by zaspokoić córkę będę tańczyć na głowie. Takie mam wrażeni
        > e. Staram się więc , mimo to, że chcę, by nie miała absurdalnych zakazów, stawi
        > ać na swoim w tym sensie, bym to jednak ja w domu rządziła , nie córka. Nie zro
        > zumcie mnie źle, nie chodzi o walkę o przywództwo, ale o to, bym zasady ustalał
        > a ja, nie córka.
        A może zamiast uczyć dziecko bezwarunkowego posłuszeństwa, bo wygląda na to, że o to chodzi, lepiej uczyć dziecko (a przy tym i siebie) sztuki negocjacji.

        > Bo nie raz mam wrażenie, że wodzi nas na nos i cały dzień lata
        > my, biegamy , żeby tylko spełnić jej coraz bardziej wybujałe zachcianki.
        No wiesz, taki może jest twój odbiór, ale napisz konkretnie jak wyglądają różne sytuacje.

        > Próbowałam
        > w większym stopniu wypełniać jej chcenia, skończyło się tym, że pół dnia biega
        > łam, żeby jej pilnować w zakazanych miejscahc, podawałam ciągle to nowe rzeczy
        > z półek , biegałam jak kot z pęcherzem, a ona była wciąż niezaspokojona w swych
        > żądaniach.
        No to faktycznie trochę przegięłaś.

        > Apropos, moja córka też nie daje się przytulić, a w chwilach jej wściekłości, k
        > tóra mi się niestety też udziela
        No to nad tym popracój, bo to już Twój problem ;) Własciwie to dlaczego się wściekasz?

        > Poradźcie, jakie "nagrody", sposoby poskutkowały u was.
        Cierpliwość i stoicki spokój :) Żadnych kar i żadnych nagród. Tylko ewentualne umowy. Nie zrobimy teraz czegoś, bo najpierw trzeba zrobić coś innego. I tyle.

        > Ostatnio to wprowadziliśmy, bo już nic na nią nie działało. gdy nie
        > ma piesków złość u córki się potęguje, więc...
        Więc może trzeba ją kąpać i przebierać wcześniej, gdy nie jest jeszcze taka zmęczona?

        > Dodam, że robimy
        > córce badania , bo jednak jej zachowanie tak różni się od tego, co było jeszcze tydzień temu, że chcemy sprawdzić, czy po prostu nic jej nie dolega.

        A to tylko bunt dwulatka ;)
        • Gość: domza2 Re: do Pani Justyny IP: *.rzeszow.vectranet.pl 12.12.10, 12:24
          Joshima, absolutnie nie uczę bezwarunkowego posłuszeństwa, ale nie mogę pozwolić, by to właśnie córka rządziła całym domem, wprowadzała chaos, krzyczała cały dzień, nie respektując żadnych zasad. Cały czas obsewruje dziecko, widz ę, jeśli w danym momencie na czymś mu zależy, nie przerywam bezpardonowo zabawy, wchodząc ze swoim widzimisię, ale od tygodnia sa dni, że my powiinniśmy tańczyć na głowach, podając różne rzeczy, żeby zaspokoić na 5 minut c orkę. Zdziwił Cię mój opis, jak biegałam, żeby córka była zadowolona. No to jaka jest na to rada? Więcej negocjacji? TYlko czego, skoro ona tylko krzyczy o swoje, nie ma z nią porozumienia.
          Złoszczę się, gdy córka ma atak zło ści, bo mi się też te nerwy udzielają. Nie zamierzam wetdy na siłę dla siebie i dla niej jej przytulać.
          Kąpiemy 2 godziny przed spaniem, więc nie jest wcale zmęczona, po prostu jest rozwrzeszczana.

          A w badaniach krwi wyszły nam odchylenia od normy, w pon. trzeba oddać mocz i iść d lekarza. jstem przeknana, że coś jej dolega, inaczej Ibuprom nie działałby na złe zachowanie, ale za rady dzięki, pozdr:)
          • joshima Re: do Pani Justyny 12.12.10, 16:47
            Gość portalu: domza2 napisał(a):

            > Joshima, absolutnie nie uczę bezwarunkowego posłuszeństwa, ale nie mogę pozwoli
            > ć, by to właśnie córka rządziła całym domem
            Noi właśnie tak trochę sama sobie zaprzeczasz Z jednej strony mówisz, że nie uczysz posłuszeństwa a z drugiej strony używasz zwrotu: "kto tu rządzi". Po prostu najpierw sama dojdź ze sobą do ładu i ustal czego właściwie chcesz. Przywództwa czy współżycie :)

            > Zdziwił Cię mój
            > opis, jak biegałam, żeby córka była zadowolona. No to jaka jest na to rada?
            A co by było, jak byś nie biegała?

            >Więcej negocjacji? TYlko czego, skoro ona tylko krzyczy o swoje,
            To zacznij od tego, żeby ją nauczyć, że kiedy ona krzyczy to Ty nie rozumiesz, a kiedy mówi spokojnie to jesteś skłonna wziąć pod uwagę to czego ona chce. To tak na dobry początek. Właśnie sposobu komunikowania musisz ją nauczyć. Sama to się może kiedyś nauczy, ale chyba nie o to chodzi.


            > Złoszczę się, gdy córka ma atak zło ści, bo mi się też te nerwy udzielają.
            No to polecam melisę i poważną prace nad sobą. SKoro takie rzeczy cię złoszczą, to nastolatkę szybko udusisz ;)

            > Kąpiemy 2 godziny przed spaniem, więc nie jest wcale zmęczona, po prostu jest rozwrzeszczana.

            Nie wierzę w takie rzeczy. Jest jakiś brak porozumienia między wami. Może wieczorem jestes bardziej zmęczona i rozdrażniona, i Twój nastrój dla odmiany udziela się dziecku?


            > A w badaniach krwi wyszły nam odchylenia od normy, w pon. trzeba oddać mocz i
            > iść d lekarza. jstem przeknana, że coś jej dolega, inaczej Ibuprom nie działałb
            > y na złe zachowanie, ale za rady dzięki, pozdr:)
            Skoro wolisz tak, to OK.
            • Gość: domza2 Re: do Pani Justyny IP: *.rzeszow.vectranet.pl 13.12.10, 11:36
              Joshima, chciałabym współżycia z córką i tak było do tej pory. Nie miałam problemu z porozumieniem się z nią, ale gdy zaczęła żądać wszystkiego co 5 minut nowego krzykiem, awanturą to zaczęliśmy się zastanawiać nad sobą i doszliśmy do wniosku, że właśnie za mało jestesmy stanowczy.
              Pytasz, co by było gdybym nie latała. Otóż, oczywiście przestałam latać, powiedziałam stanowczo , ze tego czy tamtego nie dostanie teraz itp., to pisałam, że był atak "histerii", awantura, innym razem po chwili rozpaczania odeszła z miejsca, gdzie czegoś żądała.

              Masz rację, że muszę ją nauczyć, że się nie krzyczy i tego ją uczymy od poczatku. Tłumaczymy, żeby nie krzyczała, żeby mnie zawolała, pokazała palcem itd. Na krzyki staramy się nie reagować. Trudno idzie ta nauka, ale miejmy nadzieję, że nie pójdzie w las.

              Zgadzam się też, że nie należę do osób cierpliwych, które 15 razy powtarzają to samo. Bez nerwów w atmosferze krzyku i awantury powtórzę coś spokojnie do 10 razy:)) Wiem, że cierpliwości mi brakuje i że szybko udzielają mi się nerwy córki.

              Z kąpielą u nas natomiast zawsze są problemy. Córka od zawsze kapie się raczej na długo przed pójściem spać, potem jeszcze biega w szlafroku. Nie jest zmęczona, kapie się spokojnie, ale nie chce wyjść z wanny. Kiedyś pomagało zrobienie zabawkom "papa", potem wypuszczenie wody, teraz chce siedzieć golutka i jeszcze się bawić w tej pustej wannie. Przy zakładaniu pieluchy jest krzyk, uciekanie, przy ubieraniu piżamki niemal zawsze krzyki, niechęć. Kąpiemy ją na zmianę, mąż dużo pomaga mi przy dziecku, więc raczej nie padam z nóg, wesoło bawię się z nią, ale krzyki są często. Może rozwiązaniem byłoby kapanie jej właśnie, gdy już jest zmęczona, bo wtedy nie ma chęci do zabawy w pustej wannie, szybko kapie się i wychodzi, a przeważnie chce siedzieć w wannie godzinami.
              Córka od zawsze była "przebojowa". Głośno oznajmiała nam czego chce, moja mama mowiła, że ja byłam bardziej skora do przekonania, a moja córa ma naprawdę pewność siebie i siłę przebicia i że kiedyś to będzie atut. Wychowywanie jej zawsze było trudne, obsewrując inne dzieci, jak wszystko robią jak baranki, dziwiliśmy się, że nasza córa przeważnie staje okoniem. Ale , tak jak piszę, zawsze można się było z nią porozumieć, a w ostatnim tygodniu coś w nią wstapiło i koniec.

              Jeśli chodzi o badania. To nie "że ja tak wolę", tylko to chyba zupełnie naturalne, że muszę najpierw wykluczyć chorobę, jeśli moje dziecko w jednym dniu zmieniło swoje zachowanie o 180%. Niestety, w badaniach wyszły odchylenia od normy i muszę to sprawdzić, co się dzieje.
              Gdyby jej nic nie było, to czy jej zachowanie zmieniałoby się po Nurofenie. Gdy jest już nie do opanowania, wyraźnie nerwowa, coś jej przeszkadza, nie może się na niczym skoncentrować, to po 10 minutach od podania leku zmienia się nie do poznania, jest spokojniejsza, nie krzyczy, można ją zająć zabawą. To przecież nie mój wymysł, wniosek jest chyba jasny, że coś ją musi boleć, tylko co - tego jeszcze nie odkryłam, a sama mi nie powie:(
              • joshima Re: do Pani Justyny 13.12.10, 20:49
                Gość portalu: domza2 napisał(a):

                > Pytasz, co by było gdybym nie latała. Otóż, oczywiście przestałam latać, powied
                > ziałam stanowczo , ze tego czy tamtego nie dostanie teraz itp., to pisałam, że
                > był atak "histerii", awantura,
                No i co z tego, że była histeria? Ja sądzę, że to nie chodzi o stanowczość, czy jej brak, tylko o to, że nie masz pomysłu na to jak pomóc dziecku w tym normalnym etapie rozwoju, radzić sobie z frustracjami i ustępowałaś jej dla swojego świętego spokoju. Ja uważam, że nie tędy droga. I nie chodzi wcale o to kto rządzi w domu ale o to, że dziecko trzeba nauczyć, że nie zawsze wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Oraz nauczyć jak wyrażać i przezywać negatywne emocje.

                > Zgadzam się też, że nie należę do osób cierpliwych, które 15 razy powtarzają to
                > samo.
                Uuu, kochana. Piętnaście razy to w tym wieku ciągle za mało. No 15 razy na godzinę to może czasem wystarczyć ;) Ale zdajesz już sobie sprawę z tego, że masz ze sobą problem i że to Wam nie pomaga?

                A z kąpielą to trzeba po prostu odpowiednio wcześniej dziecku przypominać, że za chwilę koniec zabawy, że trzeba wypuścić wodę opłukać wannę i zostawić ją w spokoju. A potem zwyczajnie zrobić swoje. Trudno. A na zakładanie pieluchy to moja mama ma świetny patent. Kiedy moja córka próbowała jej uciekać to ona proponowała, że przy zakładaniu pieluchy będzie jej opowiadać bajkę. Opowiadała takie historie, że mucha nie siada, a my z tatą płakaliśmy ze śmiechu w kuchni. Córka słuchała jak zaczarowana. A potem to już sobie sama wybierała o czym ma być bajka. Ale do takich akcji to tez cierpliwość i pertraktacje spokojne są niezbędne.

                > Gdyby jej nic nie było, to czy jej zachowanie zmieniałoby się po Nurofenie.
                Owszem. Nurofen, jak wszystkie leki przeciwbólowe, lekko zamula. Tylko mi nie mów, że podajesz jej lek mimo, że ja nic nie boli. Dla mnie to chore. To już lepiej napar z melisy jej zrób.

                > tego jeszcze nie odkryłam, a sama mi nie powie:(
                Serio?!?!
                • Gość: domza2 Re: do Pani Justyny IP: *.rzeszow.vectranet.pl 14.12.10, 08:52
                  Na szczęście od niedzieli zachowanie córki powoli się zmienia. Wczoraj była już spokojna i radosna.
                  Joshima, piszesz o tym opowiadaniu bajek itd. przy pieluszce. Oczywiście, że tak robiłam. Dajemy jej do raczek bajeczkę, ma szukać odpowiednich obrazków, dajemy telefon z muzyką itd., opowiadamy rymowanki (bo na słuchanie bajek jest jeszcze za mała) itd. Kiedy mówię, że zawsze jest krzyk to znaczy, że próbowałam wszystkiego i nadal tak jest. Nie jestem osobą bezradną i bez pomysłów. Sama jestem pedagogiem, opiekowalam się także dziećmi. Takich różnych sposobów wypróbowaliśmy multum. Kiedy dziecko jest "normalne" wszystko to działa i jest spokój. Ale ostatnio przy wszystkim były problemy.

                  Kiedy widzę wyraźnie, że dziecko jest bardzo niespokojne, że wyraźnie coś mu przeszkadza, że nie jest radosne i ciągle płacze to oczywiste jest, że odczuwa jakiś dyskomfort i ból. Moim zdaniem obowiązkiem rodzica jest wtedy sprawdzić stan zdrowia, a ty o tym piszesz, jakby to było przestępstwo, że ja "tak wolę". Oczywiście, w stanach skrajnych podaję lekarstwo i to dziecku pomaga. Jestem z lekarskiej rodziny i m owią mi, że tak należy i jak najbardziej takie i takie zachowanie jest wskazaniem do podania leku przeciwbólowego, tym bardziej, że on pomaga dziecku, a zwykły paracetamol nie szkodzi. Nie wiem, co znaczy podawac dziecku lekarstwo, gdy go nic nie boli, to się w tym wieku ocenia właśnie po zachowaniu, bo po czym innym???

                  Co do frustracji, piszę wyraźnie, że nie ustępowałam i było bardzo źle. Oczywiście, dziecko należy nauczyć przeżywać frustrację. Jakiegoś ogromnego problemu ze sobą nie odkryłam, bo nie miałam problemów z porozumieniem się z dzieckiem, a w ostatnim tygodniu wszyscy mieli problem, nawet ukochana niania nie dawała sobie rady. Dla mnie to sygnał , że z dzieckiem coś się dzieje niedobrego, ale niekoniecznie od razu jakiś tam bunt dwu- trzylatka. Trzeba najpierw sprawdzić fizjologię, a potem wszystko zrzucać na psychologię. ten trend w dzisiejszych czasach, żeby od razu pchac dziecko do psychologa jest śmieszny. Dziecko zapewne ma infekcję dróg moczowych i stąd jego zachowanie. To jest podstawa, zrobić badania.
                  Dzięki za to , że czytałaś moje posty, ale mamy różne podejście w kwestiach oceny zachowania malucha i radzenia sobie z nim.
                  Mnie czeka wizyta u lekarza, ale bogudzi ęki dziecko ma się już lepiej. Tydzień złego nastroju i niepokoju jasno wskazuje na okres infekcji.
                  dzięki, pozdr
                  • joshima Re: do Pani Justyny 14.12.10, 20:31
                    Gość portalu: domza2 napisał(a):

                    >(bo na słuchanie bajek jest jeszcze za mała
                    Żartujesz? to ile ona ma, że już dyktuje Ci warunki i ucieka przy ubieraniu pieluchy ale jeszcze za mała na słuchanie? Bo ja pisałam o dziecku w wieku kilkunastu miesięcy. Bajki trzeba umieć mówić po prostu :)

                    > Kiedy widzę wyraźnie, że dziecko jest bardzo niespokojne, że wyraźnie coś mu pr
                    > zeszkadza, że nie jest radosne i ciągle płacze to oczywiste jest, że odczuwa ja
                    > kiś dyskomfort i ból.
                    OK. Trudno mi polemizować z Twoim przeświadczeniem. Wyraziłam swoje zdanie na dawanie leków przeciwbólowych tylko na podstawie 'niepokoju' dziecka. EOT.

                    > a zwykły paracetamol nie szkodzi
                    Nie do wiary...

                    > to się w tym wieku ocenia właśnie po zach owaniu, bo po czym innym???
                    No jak to po czym? Na ogół dzieci w pewnym wieku potrafią powiedzieć czy je coś boli czy nie.

                    > Co do frustracji, piszę wyraźnie, że nie ustępowałam i było bardzo źle.
                    No to ustępuj. Tylko po co pytasz co robić?

                    > Dla mnie to sygnał , że z dzieckiem coś się dzieje niedobrego
                    A dla mnie to sygnał, że dziecko się rozwija i czasem ma różne nastroje.

                    > Trzeba najpierw sprawdzić fizjologię
                    No wiesz, ja to rozumiem, ale żeby tak bez sprawdzenia faszerowac lekami? równie dobrze można najpierw sprawdzić melisę...
                    • Gość: domza2 Re: do Pani Justyny IP: *.rzeszow.vectranet.pl 15.12.10, 09:20
                      to ile ona ma, że już dyktuje Ci warunki i ucieka przy ubieraniu pie
                      > luchy ale jeszcze za mała na słuchanie?
                      Jak to "dyktuje mi warunki", skoro mamy razem współżyć i współpracować. Nie ma mowy o czyimkolwiek rządzeniu!

                      Bajki trzeba umieć mówić po prostu :) - no, ale ja nie umiem mówić bajek, ani nawet ich czytać.

                      Wyraziłam swoje zdanie na d
                      > awanie leków przeciwbólowych tylko na podstawie 'niepokoju' dziecka - a jakiej specjalizacji lekarzem jesteś?

                      Na ogół dzieci w pewnym wieku potrafią powiedzieć czy je coś
                      > boli czy nie.
                      > Oczywiście, pokazując na serce, brzuch i wszystko co im przyjdzie do głowy. Mądry rodzic podejmuje decyzję o ewentualnym leczeniu tylko i wyłącznie na podstawie tego, co powie mu dziecko. podoba mi się.

                      Tylko po co pytasz co robić? - JUż nie pytam. Okazało się, że córka przechodziła łagodną infekcję dróg moczowych, a ja dowiedziałam się, że mam problemy natury psychologicznej, córka wkracza w bunt x-latka . OK!

                      No wiesz, ja to rozumiem, ale żeby tak bez sprawdzenia faszerowac lekami? - PO raz trzeci powtórzę jeszcze bo na tyle mam cierpliwości (tak gdzieś do 10 razy, bo potem pękam uwaga), że wyniki badań odbiegają od normy. Zalecenie lekarskie przy opisanych stanach to podawać lek przecibwbólowy.

                      Nie cierpię polemiki u osób, które na medycynie się znają jak na goleniu baranich jąder. Sorry, polemizuj tam, gdzie się znasz. A jeśli polemizujesz dla samej polemiki to wiedz, że zawsze może Cie spotkać odpowiedź na miarę danych frustracji. pozdr
                      • joshima Re: do Pani Justyny 16.12.10, 01:40
                        Gość portalu: domza2 napisał(a):

                        > Jak to "dyktuje mi warunki"
                        No przecież opisałaś jak skakałaś na każde jej skinienie... Mniejsza o to. Nie napisałaś ile ona ma lat?


                        > Na ogół dzieci w pewnym wieku potrafią powiedzieć czy je coś
                        > > boli czy nie.
                        > Oczywiście, pokazując na serce, brzuch i wszystko co im przyjdzie do głowy.
                        Hmmm. Dziwne rzeczy opowiadasz. Jakoś słabo się chyba jednak dogadujesz z dzieckiem.

                        > Nie cierpię polemiki u osób, które na medycynie się znają jak na goleniu barani
                        > ch jąder.
                        Niestety, nie znam się na baranach.
                        • Gość: domza2 Re: do Pani Justyny IP: *.rzeszow.vectranet.pl 17.12.10, 18:09
                          Joshima, dziecko ma 18 msc!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka