Dodaj do ulubionych

2-latka nie

16.09.11, 13:39

Witam, moja prawie 2-letnia córeczka znakomicie potrafi bawić się sama, jak i z dorosłymi, czy nawet z innymi dziećmi. Wówczas ja mogę być obok, nie potrzebna jest moja ingerencja. Problem pojawia się, gdy ja będąc z nią rozmawiam z kimś innym, czy wykonuję jakąkolwiek czynność z kimś innym, a nie z nią. Córeczka chce wtedy na ręce, domaga się zabawy na siłę, zaczyna mi rozkazywać (wstań, usiądź). Przykładem jest rozmowa przez telefon (nie daje mi porozmawiać - gdy dzwonię do kogoś, ona natychmiast mi rozkazuje, przekrzykuje, ciągnie za rękę itp) albo rozmowa w 4 oczy z kimś.

Staram się jak mogę tłumaczyć jej: "córeczko, mamusia teraz porozmawia z ciocią, a potem się razem pobawimy". Absolutnie na nic się to nie zdaje, ona musi mieć coś/mnie "tu i teraz"

Nie da się jej też niczym, absolutnie niczym nawet najbardziej interesującym zająć. Najbardziej interesująca w takim momencie jestem dla niej ja.

Co robić?
Obserwuj wątek
    • Gość: domza2 Re: 2-latka nie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 16.09.11, 13:45
      To zupełnie typowe dla dwulatka, też tak miałam, ale już przeszło. Te rozkazy też norma:)) Ale oczywiście, trzeba mówić, tylko może bardziej stanowczo : teraz rozmawiam, teraz nie mogę, za chwilę. Nie spełniać też wszystkich rozkazów, które zresztą dziecko traktuje zupełnie inaczej, jakby organizowanie przestrzeni, tak jak zabawki, tak "ustawia" też dorosłych. POmaga tłumaczenie, krótkie stanowcze, że nie chcę tutaj teraz siedzieć, teraz mama jest tutaj itd., a nie komunikaty typu "nie rozkazuj mi" bo to dziecku nic nie mówi. Ale to wszystko mija:)
      • damafioletowa Re: 2-latka nie 16.09.11, 14:04
        dzięki za odpowiedź!

        Tak, ja się domyślam, że to jest forma "buntu dwulatka" i że to pewnie początek naszych potyczek wychowawczych. Ale właśnie już na samym początku chciałabym się nauczyć odpowiednio reagować, gdyż wierzę, że to zaprocentuje i potem może być choć nieco lżej przy poważniejszych problemach. Dziecko bedzie wiedziało, że nie daję sobie wejśc na głowę (choć aż strach przyznac, teraz własnie tak jest. I dlatego oczekuję pomocy, porady i zadaję to pytanie :) )

        Wydaje mi się, że problem tkwi między innymi w tym, że dziecko nie rozumie pojęć związanych z czasem typu "zaraz", "później", "za godzinę", "jutro" itd. Dlatego ile moge, to staram się tłumaczyć np "teraz pójdziesz spać, a jak wstaniesz, to przyjdzie tata", czy "teraz mama rozmawia z koleżanką i pije kawę. Jak kawa się skończy, to mama pobawi się z tobą" itd

        jejciu... ale mój mały początkujący buntownik nie daje sobie nic w takiej sytuacji wytłumaczyć. Wszystko musi być tu i teraz. Przykład: wczoraj byłam w przychodni z córeczką, siedziałyśmy w poczekalni. Ciężko było, bo córa rozkazywała mi, że mam wstać, mam iść, mam usiąść, mam to, czy tamto. Strasznie cięzko jest przy ludziach nie ulegać tym "zachciankom", bo najnormalniej w świecie nieuleganie im oznacza: awanturę... W naszym przypadku płacz, tupanie nogami, coraz głośniejsze rozkazywanie np "wstań!"


        jak tu nie ulegać? Co mówić? Czy dobrze uważam, że właśnie najgorszym rozwiązaniem takiej sytuacji jest ulegać dziecku i dawac mu dokładnie to, o co się awanturuje? W moim przekonaniu (czy słusznym?) wtedy dziecko dostaje sygnał: "jak będę płakała/tupała nogami, to mama dam mi wszystko, co tylko zechcę"

        tylko pytanie: JAK TO ZROBIĆ?
        • mad_die Re: 2-latka nie 16.09.11, 15:05
          Nie można ulegać, a przynajmniej nie w takiej sytuacji jak opisałaś, w poczekalni.
          Do poczekalni bierzesz malowankę, kilka kredek, misia, książeczkę małą i się bawisz z dzieckiem (lub dziecko bawi się samo). Jak to się znudzi, to zawsze można wymyśleć bajkę na poczekaniu, dac coś do picia/jedzenia, przejść się po poczekalni. Czekanie wcale nie jest fajne dla malucha, bo dorosły to sobie choć na komórce pogra czy książkę poczyta ;)

          Strasznie cięzko jest p
          > rzy ludziach nie ulegać tym "zachciankom", bo najnormalniej w świecie nieulegan
          > ie im oznacza: awanturę... W naszym przypadku płacz, tupanie nogami, coraz głoś
          > niejsze rozkazywanie np "wstań!"

          A co Cię ludzie obchodzą? Zajmujesz się swoim dzieckiem i już. Fakt, trzeba mieć torbę wyładowaną na taką okazję, ale lepsze to niż awantura w przychodni.
          A nawet jesli awantura by się zdarzyła, to nie reagujesz. tzn wiadomo, nie pozwalasz dziecku walić głową w podłogę czy też wpadać w szał. Ale tupanie nogami? Krzyki? To można zignorować (pozwolić się zezlościć, powiedzieć, że rozumiesz, że chciałaby coś tam zrobić, ale teraz czekamy na pana doktora, po doktorze wstaniemy i pójdziemy, coś w ten deseń). I poprosić może, żebys weszła bez kolejki? Bo dla dzieci siedzenie w jednym miejscu najzwyczajniej w swiecie męczarnia.
          A od siebie polecam Ci książki do poczytania - autorek Mazlish i Faber:
          www.mediarodzina.com.pl/autor/29/elaine_mazlish.html
          • damafioletowa Re: 2-latka nie 16.09.11, 17:30
            mad_die , Tobie również dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. W pośpiechu przeoczyłam ją i czytam dopiero teraz. Jestem dość przewidująca, jeśli chodzi o córę, także zawsze zaopatruję się właśnie w torbę pełną "niespodzianek" dla małej: zabawek, przekąsek itp. Wczoraj jednak córka nie chciała na NIC patrzeć, cokolwiek tylko z tej torby wyciągałam. Chyba jeszcze bardziej ją denerwowało to, co wyciągałam. Dodam jeszcze, że jej rozkazywanie póki co nie jest formą zabawy, a stricte rozkazywania. W poczekalni zaczęła mi rozkazywać: gdy usiadłam na krześle - kazała mi wstać, ciągnęła za rękę i chciała prowadzić do wyjścia (albo chodzić na kolanach wraz z nią po podłodze, bo akurat sobie taką zabawę wymyśliła). Przewidując sytuację, poprosiłam koleżankę, którą córa dobrze zna, by poszła z nami do przychodni i posiedziała z córką 10 minut na czas trwania mojej wizyty. Niestety córka nie chciała posiedzieć z ciocią i musiałam ją zabrać do gabinetu (PS. czy to już było uleganie? Czy miałam ją zostawić na siłę z ciocią?), gdzie zaczęła się prawdziwa awantura. Córka nie dala mi porozmawiać z lekarką, nie mówiąc o braku możliwości zbadania mnie. I ja i lekarka próbowałyśmy zająć czymś córkę (lekarka miała fajne naklejki, autko, pozwoliła nawet córce pozaglądać do swoich szuflad), jednak bezskutecznie, bo nie interesowało ją absolutnie NIC poza rozkazywaniem mi.

            To taka jedna z przykładowych scen (w dodatku wyjątkowa, ekstremalna sytuacja, kiedy musiałam iśc do lekarza z dzieckiem), w sumie najgorsza jaką miałam dotychczas. Inne, drobniejsze dotyczą właśnie braku możliwości porozmawiania przez telefon przy córce, czy z kimkolwiek na żywo. Córka chce być na pierwszym miejscu, chce, by zajmować się nią i nie daje minuty na spokojną rozmowę.


            dziękuję też za polecenie mi lektur, zaopatrzę się na pewno i przeczytam
            • kachape Re: 2-latka nie 17.09.11, 01:14
              w tej poczekalni innych tego rodzaju miejscach to ja bym próbowała odwrocić role i zaproponowala urozmaicenie zabawy - jedno polecenie cora, jedno Ty. Ona mówi siadaj, siadasz i mówisz "cora ręke do gory" dotknij palcem noska, itp coś w tym rodzaju.
              sytuacja w gabinecie to już moim zdaniem troszkę zbyt daleko zaszła... wiem, że to iężka sprawa bo sama mam 18 miesieczniaka i 3 latka, ale...
              posadziłabym córę i dała do wyobru - jeśli z mamą chce zostać to spokojnie siedzi na krześle (było tam obrotowe? na znane mi dzieci działa i działało) a jeśli wybiera bieganie i szaleństwa to może się wyszaleć z ciocią na zewnatrz przychodni. i zrealizować. nawet za cenę płaczu małej...
              • damafioletowa Re: 2-latka nie 17.09.11, 12:29
                kachape, super pomysł z tą zabawą w odwrócenie ról i "rozkazywanie na zmianę" :) Coś jak gra "Simon says". Wypróbuję na pewno!

                a odnośnie tego gabinetu: jak tylko wchodziłam do gabinetu, jeszcze sama, córa pobiegła za mną i wyraźnie dała do zrozumienia, że nie chce zostać z ciocią, tylko iść ze mną. Dałam jej taki wybór: zostaje ze mną i siedzi grzecznie na krześle i daje mamie porozmawiać z lekarką lub zostaje z ciocią. Córa w płaczu wybrała zdecydowanie pójście ze mną, wtedy jeszcze dodałam (i lekarka też), że skoro idzie ze mną, to musi grzecznie siedzieć na krześle, ja jej dam zabawki, ona pobawi się chwilę sama i w tym czasie będę rozmawiać z lekarką. Zgodziła się, weszłyśmy i zaczęła nam przerywać rozmowę już od pierwszych słów. Obrotowego krzesła nie było, ale była szafka z szufladami na kółeczkach, którą lekarka pokazała córce (zaczęła otwierać szuflady, przesuwać szafkę po podłodze, wyciągać zawartość - w innych okolicznościach byłaby to na pewno bardzo atrakcyjna szafka) i zaproponowała, że może się tą szafką pobawić. Córa nie chciała absolutnie nic, co jej proponowałyśmy, za to ciągnęła mnie za rękę, mówiła "mama wstań", "mama chodź", "mama idź", rozkazywała, nie dała nam dojść do słowa.
                • scher Re: 2-latka nie 17.09.11, 13:48
                  damafioletowa napisała:

                  > a odnośnie tego gabinetu: jak tylko wchodziłam do gabinetu, jeszcze sama, córa
                  > pobiegła za mną i wyraźnie dała do zrozumienia, że nie chce zostać z ciocią, tylko iść
                  > ze mną. Dałam jej taki wybór: zostaje ze mną i siedzi grzecznie na krześle i daje mamie
                  > porozmawiać z lekarką lub zostaje z ciocią.

                  Serio myślałaś, że dwulatka jest w stanie dokonać mądrego wyboru w tej sytuacji? ;)

                  > pobawi się chwilę sama i w tym czasie będę rozmawiać z lekarką. Zgodziła się, weszłyśmy
                  > i zaczęła nam przerywać rozmowę już od pierwszych słów.

                  Już w tym momencie należało córkę odprowadzić z powrotem do cioci. Mimo wrzasku i protestów. Powinnaś uczyć dziecko konsekwencji złych wyborów, to właśnie ten wiek, wiek rzucania się na podłogę, wrzasków i tupania; musicie to razem przejść, nie unikniesz tego.
                • mad_die Re: 2-latka nie 17.09.11, 14:56
                  Bez sensu zupełnie. Dwulatek serio nie wie, co dobre a co złe, co to znaczy być grzecznym a co nie. Więc takie gadanie to można sobie wsadzić...
                  Gdybym ja miała z kim isc do lekarza (w sensie miałabym pomoc do dzieci) to bym od razu - czyli przy pierwszym fochu - zarządziła, że dziecko idzie z "ciocią" na dwor i tam sobie może biegać, skakać, krzyczec i co tam jeszcze robić do woli. A ja ide spokojnie na wizytę.
                  Co inne gdy nie masz pomocy - wtedy po prostu zachowanie dziecka ignorujesz i najszybciej jak to możliwe załatwiasz swoją sprawę. Bez reagowania na płacze, krzyki, proponowania zabaw i zabawek.

                  Dzieci - zwłaszcza taki maluch - muszą wiedziec, że to mama/tata rządzi. Jak tego nie czuje, to się gubi. Stąd później płacze i awantury. Nie oznacza to oczywiście, że masz dziecku rozkazywać, traktować bez szacunku, nie słuchać co Ci dziecko chce powiedzieć. Nie. Właśnie masz bardzo dobrze słuchać, słyszeć, rozumieć, wczuć się w sytuację, podejść z empatią, na spokojnie. To wymaga pracy, nad sobą.
                  • damafioletowa Re: 2-latka nie 17.09.11, 20:29
                    Błąd był taki, że faktycznie nie zostawiłam córki z ciocią na zewnątrz, tylko poszłyśmy we 3 do poczekalni. Na następny raz na pewno tak zrobię. Wtedy nie pomyślałam o tym. Pomyślałam za późno, jak już byłyśmy w budynku.

                    Natomiast odnośnie kwestii, że jednak miałam postawić na swoim i płaczącą i wyrywającą się córkę powinnam była zostawić mimo wszystko z ciocią, to nie było takiej możliwości. Ciocia jest w ciąży i nie byłam w stanie takiego "rozwrzeszczanego" dziecka zostawić z nią, w sensie, że nie miałam serca tego zrobić (cioci)
                    • mad_die Re: 2-latka nie 17.09.11, 21:46
                      To dobrze, ze już wiesz, co źle zrobiłaś ;) Dobry początek :)
                      Następnym razem albo od razu zostaw dziecię z ciocią na pobliskim placu zabaw albo weź inną ciocię ;)
    • mskaiq Re: 2-latka nie 16.09.11, 14:05
      Mysle ze to lek, przejdzie kiedy zrozumie ze nie ma powodu obawiac sie ze
      ktos jest wazniejszy od niej, albo moze zajac jej miejsce.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • damafioletowa Re: 2-latka nie 16.09.11, 14:10
        ale zanim "to przejdzie", to jak reagować? Dawać, to, czego chce, czy nie? A jeśli nie, to JAK TO UCZYNIĆ? Awantura murowana

        wiecie, ja sama jestem jedynaczką (córeczka póki co też) i pamiętam doskonale z dzieciństwa, że właśnie dokładnie ten sam problem rodzice mieli ze mną, ale to nie chodziło o wiek, gdy miałam 2 latka, tylko był to okres przedszkolny, podstawówka. Dlatego też "to minie" nie specjalnie do mnie przemawia. Bo może i minie, ale za ile? Miesiąc, rok, czy 10 lat? A może wcale nie minie? Chciałabym jakoś córce pokazać, że jednak nie jest pępkiem świata... i nie może mieć zawsze tego, czego chce
        • Gość: domza2 Re: 2-latka nie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 16.09.11, 15:51
          To jest naturalny etap, co nie znaczy, że nie trzeb a reagować. Zbytnia obawa o to, by dziecko w przyszłości nie pozostało egoistą może przysłonić ci fakt, że teraz jest pępkiem świata i każdy maluch jest egocentrykiem. Nie wiem, co dokładnie może podziałać w Twojej sytuacji, co działa na córkę, ale u nas stanowcze powtarzanie, że mama i tata są tam, gdzie są, ze nie chcą czy nie będą tego czy tamtego robić przy równoczesnym zaspokajaniu potrzeb dziecka - podziałało. Bo gdy córka wołała, że mam gdzieś stać i się nie ruszać, to miała akurat taką a nie inną koncepcję zabawy, w którejh byłam "potrzebna", np. - to było coś innego niż zwykłe rozkazywanie. Chodzi więc o to, że wszystko zależy od sytuacji i nie chodzi o to, aby zawsze odmawiać czy zawsze się zgadzać. Awantury trzeba przeczekiwać, w miejscach publicznych maksymalnie zająć dziecko, jak już pisano. Ja dawałam nagrody za dobre (wcześniej omówione przed wyjściem z domu) zachowanie u lekarza itp. Działało. Wystarczyło, bym w danym miejscu tylko przypomniała o umowie i nagrodzie. Ale - to po prostu taki wiek. To, że ulegniesz dziecku, które ma ciekawą koncepcję zabawy i zrobisz jak ci "rozkazuje" nie skaże dziecka na bycie egoistą do końca dziecka. Ty sama musisz , znając własne dziecko znaleźć złoty środek.
        • mskaiq Re: 2-latka nie 16.09.11, 16:40
          Czy myslisz ze dziecko chce Ci wejsc na glowe ? Dziecko tak nie mysli,
          to dorosli tak mysla.
          Czy myslisz ze dwuletnie dziecko chce toba kierowac ?
          W wieku dwoch lat zaczyna sie uniezaleznianie sie dziecka od matki.
          Dziecko probuje podejmowac wlasne decyzje tak samo jak uczy sie
          chodzic.
          Ono musi je podejmowac, beda to najczesciej zle decyzje, bo dziecko
          nie wiele rozumie ale sa one wazne i probuje ich bronic.
          Ten proces trwa pzez wiele lat.
          Nie mozna pozwalac na wszystko ale nie mozna rowniez kontrolowac,
          oceniac, zmuszac do dzialania na zawolanie.
          Male dziecko nasladuje i warto to wykorzystywac. Trzeba uczyc zasad
          ale nie na sile, warto korzystac z kompromisow.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • scher Re: 2-latka nie 16.09.11, 16:44
            mskaiq napisał:

            > Czy myslisz ze dwuletnie dziecko chce toba kierowac ?

            Nie no, skądże! Dziecko nigdy nie chce kierować dorosłym, ma tylko "leki" ;)
      • scher Re: 2-latka nie 16.09.11, 16:43
        mskaiq napisał:

        > Mysle ze to lek

        Nadal bierzesz te leki?
        • Gość: domza2 Re: 2-latka nie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 17.09.11, 11:15
          Szczerze powiedziawszy trudno mi wyobrazić sobie, jak można budować dobre i zdrowe relacje z dziećmi do których ma się stosunek jak do obrzydliwych manipulatorów, którzy tylko czyhają na to, by zdominować i zmanipulować dorosłego. Tu już należało by mówić o poważnych lękach opiekuna...
          • scher Re: 2-latka nie 17.09.11, 11:22
            Odróżniasz stosunek do dziecka od stosunku do jego konkretnego zachowania?
          • damafioletowa Re: 2-latka nie 17.09.11, 12:19
            domza2, czy to do mnie było na temat tych "obrzydliwych manipulatorów"?
            • Gość: domza2 Re: 2-latka nie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 17.09.11, 14:52
              damafioletowa - oczywiście, nie. To było do scher, a raczej cytatu z innej jego wypowiedzi.
              • damafioletowa Re: 2-latka nie 17.09.11, 20:33
                cieszę się :) Trochę miałam obawy przyznam, bo on kilku dni czytam forum gazeta i napotkałam się na wyjątkowo dużo złośliwości, sakrazmu itp... Ale UFFF :)
                • Gość: domza2 Re: 2-latka nie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 18.09.11, 10:18
                  Sorki, że tak mogłaś zrozumieć:))) A forum faktycznie jest osobliwe, ale mozna się przyzwyczaić:) pozdr
                  • alishou Re: 2-latka nie 19.09.11, 12:48
                    Troche tak na szybko napisze.
                    Mam troche podobnego dwulatka, nardzo upartego, niestety po mnie. I wiem jedno - cytujac dziewczyny wyzej" co Cie obchodza inni? A dwa - Nie zrozum mnie zle, ale: jesli spelniasz "rozkazy" to jaka motywacje ma Mala, zeby przestac? Zadnej.
                    U mnie bylo kilka takich sytuacji, tez na ulicy. Moje "nie", znaczy "nie". Owszem sa wyjatki od reguly (jest chory i nie chce jesc, kilka razy prosze - ok, no to nie, rozumiem), ale jesli - nawiazujac do twojego przykadu - chce zwrocic na siebie uwage a ja musze cos zalatwic - no to nie ma zmiluj. Dzialam na zasadzie trzech sygnalow: Kochanie, rozmawiam przez telefon, jak skoncze przyjde do Ciebie. 2) Synku, jesli nie przestanie krzyczec, pojdziesz uspokoic sie do swojego pokoje 3) najczescie juz nie ma 3, ale jak jest to idzie do pokoju pokrzyczec. Na zewnatrz jest to samo. tylko wtedy do wozka idzie jesli nie mam mozliwosci stanac z nim na boku.
                    To nie jest tak ze ja na niego krzycze, szarpie nim. Jestem wtedy spokojna, tylko staram sie to mowic stanowczo, ale spokojnie. Nie wiem czy to kogos przekona, ale moje dziecko jest naprawde uparte. Kiedys jak nie dostal ciastka przed obiadem to rzucal sie po pokoju pol godziny prawie, wrzeszczal, plakal itp. Mialam go na oku, ale nie ruszalam go. Wiem tez ze u nas proba odwrocenia uwagi konczy sie wiekszym wnerwem. Oczywiscie nie zawsze, bo zawsze probuje, ale jak raz, drugi pokazuje mu cos, proponuje a on w wiekszy krzyk, to wiem, ze nie ma sensu dalej probowac.

                    Pewnie znajda sie glosy, ze jestem wyrodna, nieczula itp, ale... jakis kierunek ptrzeba obrac, a w takich sytuacja takie dzialanie u nas sie sprawdza
                    • damafioletowa Re: 2-latka nie 20.09.11, 13:27
                      alishou, dzięki za odpowiedź :)

                      odnośnie tego "co powiedzą inni", to na ulicy, czy w markecie mnie to nie obchodzi. Jednak to była dość wyjątkowa sytuacja, bo siedzieliśmy w poczekalni, gdzie należy zachowywać się cicho i grzecznie. Trudna sytuacja, bo nieuleganie zachciankom doprowadza do wrzasków, które w takim miejscu nie są mile widziane. Krzyk buntowniczki było słychać na pewno w każdym z gabinetów, mnie było wstyd. Nie wstydziłam się córki, tylko siebie, że sobie nie radzę, tylko i wyłącznie siebie.

                      Odnośnie pół godzinnego wrzasku o ciastko we własnym pokoju rozumiem. Ale co by było gdyby to była np elegancka restauracja? Są przecież i takie sytuacje
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka