Bunt 2-latka

IP: *.dynamic.chello.pl 27.12.11, 21:53
Witam, i od razu uprzedzam (i z góry przepraszam): wiem, takich wątków jest milion, ale i tak zapytam.
Mam dwojke dzieci. Maluch 1 rak i starszy 2,3 lata.
Generalnie jest super, fajne dzieciaki. Różne, ale fajne. Powiedziałabym, że się nawet kochają :) Pod warunkiem, że akurat nie chcą tej samej zabawki :)
Ale do rzeczy.
Jestem, a właściwie starszy jest, na etapie buntu. Typowe, ale prawde powiedziawszy, nie za bardzo wiem co robić. Działam trrochę po omacku.
Np. Bije nas, jak się ze złości. Ok, ostrzegam, mówie, że boli, że przykro, że nie można. On i tak swoje (czasem caly pokoj przejdzie, zeby przylozyc). Jak nie pomaga, to idzie do swojego pokoju "uspokoic sie" i może wrócić, jak mu przejdzie (wtedy przeprasza). ALE bedac tam rzuca czym popadnie. Ostatnio stawiam go po prostu do kata jak uderza i moze przyjsc jak sie uspokoi. Ale rzucanie zabawkami to juz dla mnie zagadka... Co mam mu powiedziec? Nie rzucaj, bo rozwalisz (to sie w koncu nauczy), zabrac? (w koncu jego, nikomu krzywdy nie robi). Mowilam, ze jak rzuca, to znaczy, ze nie chce i ze moge ta zabawke schowac na miejsce, ale co tam!? Za kazdym razem tylko mowie, ze nie wolno, bo moze zrobic komus krzywde, ze zepsuje sobie itp.
Mowie mu, ze sie zlosci, denerwuje i ja to rozumiem, ale zeby nie rzucal, nie bil tylko np. tupal nogami czy pokrzyczal. OK - robi to, ale tylko w sytuacjach, kiedy sam sie bawi i nie radzi sobie z czyms.
No i wymuszanie. Jesli ignoruje to konczy sie wlasnie jak wyzej opisane. Generalnie jestem konsekwentan (czasem za bardzo :/) i wiem, ze minie takie wymuszanie, ale... no wlasnie - jak sobie radzic?
CHodzi o to, ze nie wiem czy wlasciwie, efektywnie postepuje. Czy to o to chodzi? Jak mozna lepiej? A moze nie tedy droga?
    • joshima Re: Bunt 2-latka 27.12.11, 22:07
      Gość portalu: alishou napisał(a):

      > czasem caly pokoj przejdzie, zeby przylozyc
      No weź i widząc na co się zanosi nie jesteś w stanie go powstrzymać? Przecież wystarczy zatrzymać rękę.

      > Jak ni
      > e pomaga, to idzie do swojego pokoju "uspokoic sie" i może wrócić, jak mu przej
      > dzie (wtedy przeprasza). ALE bedac tam rzuca czym popadnie.
      Nic dziwnego bo to głupia metoda jak wszystkie inne odmiany karnego jerzyka i stawianie do kąta.


      > Ale rzucanie zabawkami to juz dla mnie zagadka...
      Ale co jest w tym zagadkowego i złego?

      > No i wymuszanie. Jesli ignoruje to konczy sie wlasnie jak wyzej opisane. Genera
      > lnie jestem konsekwentan (czasem za bardzo :/) i wiem, ze minie takie wymuszani
      > e, ale... no wlasnie - jak sobie radzic?
      Może przestać przesadzać z konsekwencją? Może zatrzymać się na chwilę i spróbować dowiedzieć się, co właściwie Twoje dziecko chce Ci powiedzieć? Może przeczytac coś mądrego (http:/dzikiedzieci.pl, wswieciezyrafy.blogspot.com/) i spróbowac dostrzec coś więcej niż tylko wymuszanie i inne zło.


      > CHodzi o to, ze nie wiem czy wlasciwie, efektywnie postepuje.
      Moim zdaniem nie.
    • rulsanka Re: Bunt 2-latka 27.12.11, 22:12
      Dwulatki czasem biją i nie są w stanie nad tym zapanować. Nie biją świadomie. Kary nie poskutkują. W końcu ten etap sam minie. Przytrzymuj rączkę, tak by uniemożliwić mu uderzenie - to najlepszy sposób.
      Co do rzucania. Ja pozwalałam rzucać - nie w ludzi. Daj mu coś do rzucania (poduszka?)

      Wymuszanie... Takie dzieci nie wymuszają. Po prostu baaardzo chcą coś dostać. Są też histerie ze zmęczenia, frustracji, z faktu bycia dwulatkiem. Żelazna konsekwencja jest taką samą głupotą jak histeria dziecka. Upór dla samego uporu. Bądź konsekwentna, gdy widzisz sens swojego postępowania, a nie zawsze.
      Wbrew pozorom ustępowanie, najlepiej na zasadzie kompromisu - najlepiej oducza dziecko "wymuszania". Nie chcesz myć zębów teraz? Ok, nastawimy budzik za 5 minut i wtedy umyjesz. Chcesz ten ostry nóż? Nie mogę ci go dać, bo obetniesz sobie palec... Ale dam ci ten obiadowy. Tu masz banana, krój go sobie. Tylko nie odchodź od stolika, bo zabiorę!. Praktycznie zawsze da się wymyślić jakiś kompromis :)
    • Gość: Flanela Re: Bunt 2-latka IP: *.toya.net.pl 27.12.11, 23:24
      Dosłownie jakbym czytała o moim 2-latku. Kropka w kropkę: bicie, rzucanie przedmiotami, rzucanie się na podłogę. Oj strasznie Cię rozumiem i też czekam na rady, bo bardzo się w tym gubię. Z jednej strony nie chcę wychować małego tyrana, z drugiej dziecka zastraszonego. A z trzeciej strony, nie chcę się za niego (i za siebie, za własną niewiedzę) wstydzić.
      Dziś od kuzyna, ojca bliźniaków 21-letnich obecnie usłyszałam: jak zrobi ci aferę, zdejmij rajtuzy, pampersa, wez pasa i strzel mu przez tyłek raz a porządnie, zapamięta. Zamknęłam się. Po prostu bez komentarza. Aha, i okrasił to historią, jak jego 1,5 roczni wówczas chłopcy kłócili się o to, który ma iść "na barana" - czyli na plecach taty. Awantura z tego wyszła, jak przyszli do domu, dostali takie lanie, że następnym razem jak próbowali coś zbroić to wystarczyło jego spojrzenie. Smutne, ale prawdziwe.
      Prosimy o więcej porad dla mam zbuntowanych 2-latków.
      • morekac Re: Bunt 2-latka 28.12.11, 09:02
        Flanela, 2-latki zachowują się czasami odlotowo. Ale poczucie 'wstydu' to sobie schowaj - bo jednak w wychowywaniu 2-latka jest przeszkodą. Bo pewnie nie jeszcze raz publicznie wykona teatralny pad na glebę, tocząc niemal pianę z ust, a ty w poczuciu wstydu albo mu przylejesz, albo zaczniesz przekupywać. A wystarczyłoby przeczekać.
    • morekac Re: Bunt 2-latka 28.12.11, 08:51
      Bicie siebie uniemożliwiaj. Co do rzucania: nie w ludzi/zwierzęta i nie jakimiś ciężkimi, ostrymi przedmiotami.
      No i jednak może staraj się rozładowywać złość 'podstępem' i kompromisem, zanim dziecko wybuchnie. Konsekwencja typu 'nie. bo nie' nie jest jedynym wyjściem.
    • el_elefante Re: Bunt 2-latka 28.12.11, 12:49
      > Jestem, a właściwie starszy jest, na etapie buntu. Typowe[...]
      Czasami warto się zastanowić, ile w pojęciu "bunt dwulatka" jest zachowań wynikających z etapu rozwoju, a ile mitu. Tłumaczenie wszystkiego że typowe, że wszystkie tak mają i że minie, daje pewien komfort, poczucie zrozumienia, panowania nad sytuacją, i w konsekwencji może prowadzić do zaniechania zadawania sobie pytań typu "dlaczego".

      > Mowilam, ze jak rzuca, to znaczy, ze nie chce
      Nie. To nie znaczy, że nie chce - to twoja zmanipulowana interpretacja. Przyczyna jest zupełnie inna i przecież sama o tym dobrze wiesz.

      To wygląda trochę tak, jakbyś próbowała walczyć z własnym dzieckiem o "manie racji". Karzesz go za okazywanie emocji, nad którymi nie potrafi zapanować. Odsuwasz go od siebie, do kąta, do innego pokoju, zamiast być przy nim i pomóc mu się opanować. Swoim spokojem, wyczekująca obecnością, nazywaniem uczuć (robisz to, mówiąc, że rozumiesz że się złości, ale czy próbujesz wnikać w przyczyny?).

      > i wiem, ze minie takie wymuszanie, [...]
      No ja bym tak całkiem do końca nie był pewien że minie, to znowu popularny pogląd, biorący się z uogólnień. Jest za mało informacji, aby stwierdzić, czy twoje dziecko jest wystarczająco typowe, aby stosować względem niego typowe porady z miesięczników o dzieciach.
    • wojtulek703 Re: Wiem coś o tym 20.02.12, 19:20
      Trafiłam tu bo mam podobny problem. Maluch skończy 2 latka ciągle słyszę, że przechodzi "bunt dwulatka" sama już nie wiem. Jak czegoś nie chce jak mu każe zrobić to jest histeria. Jak nie chcę iść się kąpać to mogę się z nim męczyć ok pół godziny prośby i groźby nic nie dalą. Poza tym nic nie chce jeść jest krzyk jak ma posprzątać zabawki i czasami jak ma się ubrać. Ja tez nie wiem co robić. Wmawiam sobie, że to przejściowe zobaczymy. POZDRAWIAM I CIERPLIWOŚCI ŻYCZĘ:)
      • marlusia82 Re: Wiem coś o tym 22.02.12, 16:13
        U nas też bunt. Taki bunt, że ho ho. Moje dziecko z aniołka zamieniło się w aniołka z piekła rodem;)
        Niedawno pojechałam z nim do centrum handlowego,po którym postanowił pochodzić własnymi ścieżkami (np. wchodził Paniom za ladę, nie chciał odejść od stolika zabaw w kawiarni itp.). Dałam mu wolną rękę (pod moim nadzorem oczywiście)-wiadomo, dziecko świata ciekawe. Ale jak mieliśmy wychodzić... Wpadł w taką furię jak w Superniani - położył się na podłodze, darł się w niebogłosy itd. Kiedy ze spokojem zgarnęłam go na ławkę, aby go ubrać , pewien Pan siedzący obok powiedział mi, że powinnam udać się z dzieckiem do psychologa, bo chyba z nim coś nie tak. Odpowiedziałam:"to chyba z Panem, proponuję udać się do psychiatry" - bo mnie już poniosło i musiałam się na kimś wyładować.
        Faktycznie, czułam się jak kretynka niepotrafiąca zapanować nad własnym dzieckiem. Takie zachowanie kompletnie mnie zaskoczyło, bo wcześniej nie mieliśmy takich akcji. Postanowiłam na razie nie jeździć z nim do centrów handlowych. Spróbujemy za jakiś czas.
        W domu - próbuje awanturować się o wszystko. Jak jestem z nim sama, metoda kompromisu działa super, bo staram się przewidywać. Ale jak wraca mąż... Szkoda słów - rzucanie zabawkami, wymuszanie przez histerię, ogólna furia. Mąż mówi, że mu ustępuję, ja uważam, że uprzedzam te napady. On, najpierw mówi mu nie, a jak widzi że wpada w histerię, to proponuje mu jakąś zabawę - wg mnie on uczy tego wymuszania.
        Przerabiamy też bicie - jak nadchodzi furia, to podchodzi i bije i jeszcze pyta: "boli?" (kiedyś jak mnie uderzył oddałam mu i tak własnie zapytałam...). Teraz staram się go przytrzymać. W krytycznej sytuacji jak nie działa, deleguję do drugiego pokoju lub idę tam sama- raczej po to, żeby siebie wyciszyć i nie stracić panowania, czyli mu nie wpie...yć.
        Stawiałam do kąta, do łazienki, kilka razy dostał klapsa - efekt: w dwoch pierwszych wypadkach uspokajał się po dłuższym płaczu, przepraszał, ale i tak wracał do swoich zachowań. Klaps? Kiepska metoda: co z tego jak się uspokoił, ale w jego oczach widziałam zaskoczenie, bo jak to ja, jego mamusia mogła go uderzyć.
        Ta cała teoria z rozumieniem dziecka super brzmi, jestem za, ale człowiek jest tylko człowiekiem i moja cierpliowość też ma swoje granice...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja