adu.sia14
30.12.12, 13:54
a może nie z nim, tylko z jego rodzicami? pewnie tak...
Mam syna, nastolatka i młodszą córę. Jest między nimi rywalizacja, kłótnie, ale chyba w normie. Najgorsze są szarpaniny. Córa zaczepia syna, np. klepie go mocno po ramieniu, a on oddaje ze zdwojoną siłą. Ostatnio kopnął ją tak mocno, że miała stłuczoną całą dłoń i musieliśmy pojechac na pogotowie. Nie zezwalamy na przemoc w naszym domu. Rozdzielamy dzieci, kiedy zaczynają się kłócić, ale czasem zostają same w domu i wtedy się zaczyna... Raz jest awantura i wydzwanianie do nas (dzwoni córa, że syn ją kopnął, popchnął) albo jest spokój i wracamy do czystego mieszkanka, gdzie rodzeństwo w zgodzie ogląda film...
Synowi swego czasu musiałam poświęcic sporo czasu ze względu na rehabilitację. Bardzo duzo, tak duzo, że zaniedbałam córę. Teraz jej to wynagradzam i właściwie kłopot z jej zachowaniem się skończył. Kłopot z synem jest cały czas.
Podam przykład. Syn oszczędzał na nowy telefon, dłuugo, prawie rok. Kupił sobie wreszcie wymarzony, cieszył się bardzo. Miesiąc później durni rodzice wymienili córce okazyjnie na taki sam, żeby starszy, obeznany brat mógł pomóc w razie czego... Raaanyy, syn płakał, był na nas wściekły, ma do tej pory żal, że on odkładał, a jej kupilismy (to była bardzo opłacalna wymiana, nic nie dołozyliśmy). Zwrócilismy mu część pieniędzy, ale on dalej nie może tego przeboleć. Twierdzi, że nienawidzi, gdy ktoś ma to samo co on.
Fakt. Postąpilismy źle. Nie przyszło nam do głowy, że możemy go w ten sposób zranić. Jak to teraz można naprawić?
Bardzo się staram, żeby było po równo. Pokoje bardzo podobne, wyposażenie też, gadżety najpierw dostaje starszy, siłą rzeczy. Słodycze po równo. Czas i pomoc-chyba też. Juz sama nie wiem.
Syn robi wrażenie dziecka skrzywdzonego.
Przykład z dzisiaj. Zupa mleczna z płatkami. Podstawą mają być kukurydziane, reszta w niewielkich ilościach do smaku. Niechcący wzięłam ze stołu kulki czekoladowe, żeby schować. Złapał za nie i powiedział: a ona...(no tak, ona dostała, on nie). Musze liczyć te kulki, poduszeczki, i musi byc po równo, bo inaczej on jest skrzywdzony.
A teraz mój główny problem.
Syn jest uzależniony od slodyczy. W dzieciństwie pozyczał od kolegów pieniądze, potem wydawał, bez mojej zgody oczywiście, całe kieszonkowe na słodycze. Później oszczędzał na telefon, więc nie wydawał swoich pieniędzy, ale wyjadał i wyjada wszystko co było w domu.
Grzebie mi dosłownie wszędzie, szuflady z bielizną, szafki, no wszędzie. Po dwóch dniach od schowania czegoś, zastaję puste opakowanie. Oczywiście nie przyznaje się. iIgdy. A ja jestem coraz bardziej wściekła. Ba, nienawidze tego. Lubie czasem zjeść coś słodkiego, ale czasem. I chowam sobie np. kilka cukierków czekoladowych by zjeść codziennie po jednym. Guzik, wszystko znajdzie i zje. A jak nie ma slodyczy, bo był czas, że wywaliłam wszystko, co było w domu, zjadał całą cukierniczke cukru...
Wiem, że córa tego nie robi, bo wychodzi z domu ze mną, a w tygodniu wraca później niz brat. Ale czasem zostaja oboje sami w domu i ona dzwoni do mnie i mówi, że syn grzebie po szafkach i wyjada. Nie raz naciagał ją, żeby mu cos kupiła za swoje kieszonkowe..
Co mam z tym zrobic?
Co robić, żeby nie czuł się gorzej traktowany? Wg mnie nie jest, oprócz tej akcji z telefonem, ale nie zrobilismy tego specjalnie, przeprosilismy go. Skąd to się bierze?