Dodaj do ulubionych

nie radzę sobie

09.02.15, 20:47
Nie wiem jak sobie poradzić z synem :-( Synek od jakiegoś czasu (ok 1,5 -2 miesiące) zachowuje się inaczej, jest nieznośny, nie słucha, wpada w histerię, potrafi uderzyć, napluć, płacze, krzyczy. Mówi że nie chce takiej mamy /taty/babci w zależności kto postąpił nie po jego myśli. Problemem jest już wszystko, rano budzi się w dobrym humorze, śmieje się, wystarczy że poproszę aby się ubrał a on chce się jeszcze bawi ć już jest awantura. Proszę żeby umyć zęby-on nie chce, tłumacze że trzeba itp. on biega, ucieka, śmieje się przy tym tak złośliwie. Ubieramy się- tak samo, biega, rzuca ubraniami, w ogóle nie słucha co mówię. Każda sytuacja która przebiega nie po jego myśli kończy się histerią. W przedszkolu też zachowuje się inaczej, rozmawiał am z panią i też widzi ze jest niefajnie, do tej pory był bardzo pomocny, ambitny, chętny do prac i zadań, teraz strzela fochy, nic mu się nie chce, nie chce uczestniczyć w zajęciach. Mają psychologa, pracuje z dziećmi indywidualnie, nie widzi zmień, z nią pracuje ponoć ładnie. Ja już nie wiem jak z nim postępować, każda odmowa kończy się mega złością. Mi powoli kończy się cierpliwość, zaczynam na niego krzyczeć, chwilami mam ochotę go oddać, albo dać klapsa, na szczęście jeszcze do tego nie doszło ale boję się ze kiedyś nie wytrzymam. Martwi mnie jeszcze ze jak syn jest na mnie zły to mówi że nie chce żyć, chcę żeby przejechał go samochód, albo żeby wypadł z okna itp. lub że zabije mnie, uderzy mnie. Jak reagować?
Nie wiem z czego wynika takie zachowanie, pani z przedszkola sugeruje bunt 4 latka (syn ma 4l4m) i zazdrość o siostrę (ma roczek).
Zawsze po takich awanturach synek przeprasza, mówi że mnie kocha, że już się tak nie zachowa, a 5 minut później znowu to samo. Po kolejnej awanturze w ciągu dnia naprawdę muszę się zmuszać do zabawy bo zwyczajnie mam syna dość i tych jego humorow, a potem mam wyrzuty sumienia ze jestem kiepską Mama, nie radzę sobie i nie potrafię pomóc własnemu dziecku:-(
Obserwuj wątek
    • capribb Re: nie radzę sobie 09.02.15, 22:34
      czy to nie jest jego sposób na bycie w centrum Twojej uwagi i bycie z Tobą?
      ja bym starała się wziąć na luz ile się da, w malo ważnych rzeczach ustąpić, zapytać o zdanie- przywileje starszego syna. zwykle okresy napięć mijają. Swoją drogą masz chęć go oddać? rozumiem, że piszesz tu o emocjach, wiem, ze nie o intencji ale popatrz jakie to sile. czy on czuje się bezpiecznie? nie łatwo być starszym bratem roczniaka.
      • grajfrutt Re: nie radzę sobie 09.02.15, 23:17
        Domyślam się że to efekt zazdrości, mimo że siostrę uwielbia i ładnie się z nią bawi i widać że dla niego jest ważna. Staram się poświęcać synkowi tyle uwagi ile mogę, jak mąż jest w domu to staramy się przynajmniej godzinę bawić się tylko z synkiem (tata i syn, albo ja i synek), żeby miał nas na wyłączność. Ale nie zawsze tak sie da. Mąż pracuje na zmiany, często wyjeżdża, jestem wtedy sama z dziećmi. I właśnie proszę o radę jak mam postępowac w momentach agresji, histerii synka, co odpowiadać kiedy mówi że nie chce żyć itp. Zawsze mówie że go kocham, nawet jak zachowuje się niewłaściwie, że nie podoba mi sie jego zachowania ale mimo to bardzo go kocham. Odpuszczam kiedy mogę, jeśli to są duperele typu chcę zejść pierwszy ze schodów a ja już jestem na dole, to wchodzę z powrotem i mały schodzi pierwszy, jak chce byc pierwszy w wannie to czekam z kąpielą córki, itp. Ale np. na spacerze wyrzucę papierek do kosza a on chciał to zrobić i histeria na całego, a przecież nie będę grzebać w tym śmietniku... teraz zawsze pytam czy chce wyrzucić śmieci sam czy ja mam to zrobić, ale sytuacje tego typu się zdarzają. Ostatnio była u nas babcia (mieszka daleko i przyjażdża rzadko za to na dłużej), bawił się w straszenie (ma maske potwora) ale niestety reakcjababci nie była zadowalająca i juz rozpacz, złość, histeria, niszczenie wszystkiego wokół, plucie itp. Albo sytuacja z dzisiaj, teraz my jesteśmy u babci, w domu jest zasada że może obejrzeć maksymalnie 3 bajki dziennie (nie mamy kanałów bajkowych, bajki włączam na dvd), u babci bajki sa całą dobę, i mały chciałby oglądać je wszystkie. Umówiliśmy się przed przyjazdem ze wyjątkowo u babci moze byc tych bajek więcej (5) o ile bedzie sie dobrze zachowywał. No i dziś awantura rano przy ubieraniu, potem wieczorem nie chciał iść się kąpać, bo bajka. Mówię że już obejrzał 3 i koniec, czas na kąpiel. Dziadek wyłączyl telewizor więc napluł na dziadka, obrażony przyszedł do łazienki, kąpać sie nie chciał, ryk, płacz i mega złość. W końcu jakoś babcia go spacyfikowała (ja usypiałam córke) niby ok, ale po kapieli znowu bajka, mówię ze nie, to krzyki, wrzaski, zrobie ci na złośc i obudze siostrę, kopne cię, masz za swoje i takie teksty. Poczym wyproszony w pokoju poszedł i opluł wszystkie zdjęcia jakie babcia ma na ścianie. Swoją drogą nie wiem skąd wziął to plucie... Przez godzinę marudził o bajkę, w końcu dał spokój, zjadł kolacje i nawet fajnie sie pobawiliśmy, poczytalismy i było super. Ale nie wiem zupełnie co robić w takich sytuacjach buntu z jego strony, wychodzić, jego wypraszać, odsyłac go do pokoju? Przytulać? Próbować rozmawiać? Jak rozmawiać to co mówić? Naprawdę czuję się bezsilna :-( Synek nigdy nie był super grzecznym karnym dzieckiem, zawsze miał sporo energii i był "rozrabiakiem", ale generalnie się słuchał, bardziej się wygłupiał w niektórych momentach, ale teraz po prostu nic sobie nie robi z tego co sie do niego mówi (np. w zabawie z dziadkiem skacze dziadkowi na plecy, dziadek prosi nie rób tak bo to boli, nic, skacze dalej, dziadek prosi znowu, mały nic, skacze, mało tego, śmieje się tak inaczej, złośliwie, szyderczo, to jest zupełnieinny śmiech od tego zwyczajnego z radości). I jeszcze jedno, nie wiem, może sie doszukuję na siłę problemów, ale mam wrażenie że syn zrobił sie nadpobudliwy, nie usiedzi na miejscu, ciągle biega, nawet jak coś do mnie mówi to się kręci nerwowo w kółko, ale jednocześnie potrafi się skupić na zabawie klockami, rozwiązywniu zadań w książeczkach, oglądaniu bajki. Codziennie staram się wyjśc z nim na dwór, z przedszkola wracamy piechotą (2 km), jak pogoda dopisze to idziemy na plac zabaw, ale wiadomo, tego ruchu jest mniej niz latem.
        • aqua48 Re: nie radzę sobie 10.02.15, 10:41
          Musisz dziecko wyciszać, wprowadzić regularny rozkład dnia, tak, żeby synek wiedział co następuje po czym, bez zmian, dwadzieścia minut wcześniej dodatkowo uprzedzaj, mów mu co będzie, żeby miał czas się przygotować psychicznie - do kolacji, umycia rak, wyjścia na spacer. Jeśli wiesz, ze czegoś nie lubi i mogą być problemy dawaj mu wybór - np nie proś żeby się ubrał, tylko pytaj: dzisiaj włożysz czerwona bluzę czy niebieską, wolisz umyć zęby sam, czy mam ci pomóc?
          Na bicie, plucie, złośliwości nie pozwalaj. Mów: to mnie boli, nie zachowujemy się tak w domu, i przerywaj rozmowę czy zabawę, wychodź z pokoju, nie czekaj, nie upominaj po kilka razy. Marudzenie puszczaj mimo uszu - jeśli ustalicie coś wspólnie i będziesz konsekwentna, to w końcu przestanie marudzić, nauczy się, ze nic takim zachowaniem nie zyska. I przede wszystkim nie załamuj się, zdrowe, całkiem normalne dzieci tak się zachowują, to kolejny etap wychowania :) Choć trudny dla rodziców. Dlatego prawdziwe jest powiedzenie, że jak dzieci są maleńkie to człowiek chciałby je schrupać takie są słodkie, a jak zaczynają dorastać to żałuje, że tego wcześniej jednak nie zrobił...
    • mad_die Re: nie radzę sobie 10.02.15, 12:46
      Opisujesz jak najbardziej typowe zachowanie dla tego wieku.
      Spójrz do jakiejkolwiek książki o rozwoju psychicznym dzieci i przekonaj się, że wiek 4 lata to typowy dołek... skok rozwojowy. Za rok będzie lepiej :)
      Następny trudny wiek to 7 lat :)

      Także co Ci mogę doradzić... cierpliwość.
      Czytałaś coś o tym, jak rozmawiać z dziećmi? Jak słuchać?

      wystarczy że poproszę aby się ubrał a o
      > n chce się jeszcze bawi ć już jest awantura.
      Nie proś, tylko ubierz sama.

      Proszę żeby umyć zęby-on nie chce,
      > tłumacze że trzeba itp. on biega, ucieka, śmieje się przy tym tak złośliwie.
      Nie proś, tylko umyj mu sama. I nie zwracaj uwagi na "złośliwy" śmiech.

      U
      > bieramy się- tak samo, biega, rzuca ubraniami, w ogóle nie słucha co mówię.
      A co mówisz?

      Każ
      > da sytuacja która przebiega nie po jego myśli kończy się histerią.
      No takie jest życie. Weć histerię na klatę, małego utul i żyjcie dalej :)

      > . Ja już nie wiem jak z nim postępować, każda odmowa kończy się mega złością.
      A czego mu odmawiasz i dlaczego?

      Martwi mnie jeszcze ze jak syn jest na mnie zły to
      > mówi że nie chce żyć, chcę żeby przejechał go samochód, albo żeby wypadł z okna
      > itp. lub że zabije mnie, uderzy mnie. Jak reagować?
      Dostrzec jego złość, jego ból, jego smutek. Nazwać te uczucia. Porozmawiać skąd się wzięły. ZAAKCEPTOWAĆ dziecko.

      Nie wiem z czego wynika takie zachowanie, pani z przedszkola sugeruje bunt 4 la
      > tka (syn ma 4l4m) i zazdrość o siostrę (ma roczek).
      Nie bunt, tylko skok rozwojowy.

      Po kolejnej awanturze w ciągu d
      > nia naprawdę muszę się zmuszać do zabawy bo zwyczajnie mam syna dość i tych jeg
      > o humorow, a potem mam wyrzuty sumienia ze jestem kiepską Mama, nie radzę sobie
      > i nie potrafię pomóc własnemu dziecku:-(
      Najpierw popatrz dlaczego są te awantury.
      Masz prawo byc zmęczona, zła i zrezgnowana. Dziecko ma prawo to widzieć, wiedzieć, odczuć. Masz prawo nie miec oochoty się z nim bawić.
      ALE zanim odmówisz mu zabawy, obrazisz się na niego czy zezłościsz, pomyśl DLACZEGO jemu jest źle?
      • grajfrutt Re: nie radzę sobie 10.02.15, 22:35
        wystarczy że poproszę aby się ubrał a on chce się jeszcze bawi ć już jest awantura.
        > Nie proś, tylko ubierz sama.

        > Proszę żeby umyć zęby-on nie chce,
        > > tłumacze że trzeba itp. on biega, ucieka, śmieje się przy tym tak złośliwie.
        > Nie proś, tylko umyj mu sama. I nie zwracaj uwagi na "złośliwy" śmiech.
        Ubieram sama, myję mu zeby itp. mimo że potrafi sam, ale jednak jakies minimum współpracy z jego strony jest konieczne, ciężko mi na siłę ubierać/myć 4,5 latka. Poza tymnie chcę, dlatego próbuję wszystko załatwić pokojowo.


        Ubieramy się- tak samo, biega, rzuca ubraniami, w ogóle nie słucha co mówię.
        > A co mówisz?

        proszę żeby podszedł, żeby się ubrał bo musimy wyjść gdzieś tam (najczęściej do przedszkola). Ale właśnie to co mówie nie dociera, dlatego proszę o radę co mam mówić?



        > > . Ja już nie wiem jak z nim postępować, każda odmowa kończy się mega złoś
        > cią.
        > A czego mu odmawiasz i dlaczego?
        Odmawiam kolejnej bajki (pewnie mógłby oglądać cały dzień jakbym pozwoliła), słodyczy (przed obiadem, zaraz po myciu zębów, po zjedzeniu już jakiejś porcji), siedzenia w wannie w zimnej już wodzie po 30 min kąpieli (muszę kłaść młodsze dziecko spać i starszy musi wyjść z wanny) i tego typu sytuacje. Raczej nie odmawiam mu "dla zasady" 'bo ja tak chcę".

        > Martwi mnie jeszcze ze jak syn jest na mnie zły to
        > > mówi że nie chce żyć, chcę żeby przejechał go samochód, albo żeby wypadł
        > z okna
        > > itp. lub że zabije mnie, uderzy mnie. Jak reagować?
        > Dostrzec jego złość, jego ból, jego smutek. Nazwać te uczucia. Porozmawiać skąd
        > się wzięły. ZAAKCEPTOWAĆ dziecko.
        Ja naprawdę akceptuję synka, wiem że się złości, że nie radzi sobie z tą złością, że pierdoły dla mnie to dla niego naprawdę ważne problemy, i nigdy nie bagatelizowałam jego kłopotów, próbuję z nim rozmawiać, ale właśnie nie wiem jak. Jak mówił że mnieniekocha, że chce inną mamę albo inny dom, to jakoś było mi łatwiej, rozumiałam to, ale jak mi mówi że nie chce żyć,że chce się zabić to mi ciarki przechodzą po plecach, i kompletnie nie wiem jak wtedy z nim rozmawiać.

        Jakie pozycje z literatury fachowej o tymjak rozmawiać z dzieckiem są godne polecenia?



        Co doplucia,bicia i tego typu zachowań, oczywiście mówię że tak nie wolno, że to boli, ale równie dobrze mogłabym mówić do ściany. No i właśnie nie wiem, czy nie reagować po pierwszym upomnieniu? Udać że nie widzę co robi? Jak mnie kopie wyjść z pokoju? Teraz tak robię, bo inaczej puszczaja mi nerwy i zaczynam na niego krzyczeć, a to kończy się dodatkowo płaczem i histerią, synek jest nie tylko zły ale i rozgoryczony. Ale też nie wiem czy jak zostawiam go samego z tą złością to nie zaburzam jego poczucia bezpieczeństwa?

        A jak pomóc dziecku radzić sobie ze złością, z niepowodzeniem, z rozżaleniem?
        • aqua48 Re: nie radzę sobie 11.02.15, 15:11
          grajfrutt napisała:

          > wystarczy że poproszę aby się ubrał a on chce się jeszcze bawi ć już jest awan
          > tura.
          >Proszę żeby umyć zęby-on nie chce,
          > > > tłumacze że trzeba itp.
          > Ubieram sama, myję mu zeby itp. mimo że potrafi sam, ale jednak jakies minimum
          > współpracy z jego strony jest konieczne, ciężko mi na siłę ubierać/myć 4,5 latk
          > a. Poza tymnie chcę, dlatego próbuję wszystko załatwić pokojowo.


          > Ubieramy się- tak samo, biega, rzuca ubraniami, w ogóle nie słucha co mówię.
          > proszę żeby podszedł, żeby się ubrał bo musimy wyjść gdzieś tam (najczęściej do
          > przedszkola). Ale właśnie to co mówie nie dociera, dlatego proszę o radę co ma
          > m mówić?

          Przede wszystkim nie proś i nie tłumacz, to bez sensu, bo dziecko tego nie słucha. Uprzedzaj - np za dziesieć minut/po śniadaniu masz być ubrany do wyjścia, za dwadzieścia wychodzimy.
          Wydawaj konkretne polecenia. Kucnij przed dzieckiem, jeśli trzeba złap go za rączkę, powiedz - spójrz na mnie i powiedz stanowczo, ale łagodnie i w najkrótszy sposób czego do niego chcesz.
          Dawaj wybór - zapytaj czy woli sam się ubrać, czy chce abyś ty mu pomogła. Zrób wyścigi kto szybciej włoży buty ty czy on i daj mu wygrać, po czym pochwal, ze jest już taki duży i zręczny.

          > Odmawiam kolejnej bajki (pewnie mógłby oglądać cały dzień jakbym pozwoliła), s
          > łodyczy (przed obiadem, zaraz po myciu zębów, po zjedzeniu już jakiejś porcji)
          > , siedzenia w wannie w zimnej już wodzie po 30 min kąpieli (muszę kłaść młodsze
          > dziecko spać i starszy musi wyjść z wanny) i tego typu sytuacje. Raczej nie od
          > mawiam mu "dla zasady" 'bo ja tak chcę".

          Ustalaj wcześniej ile bajek i kiedy będzie mógł oglądać. I nie ulegaj naciskom. Wprowadź zasadę - dla zdrowych zębów wszyscy jemy jeden deser PO obiedzie i nie ma od tego wyjątków. Pozwól mu na kąpiel pół godziny wcześniej żeby mógł sobie posiedzieć w wodzie (dolewaj mu ciepłej) jeśli lubi. Zapytaj go - czy chce sam się rozebrać i wskoczyć do wanny teraz, to będzie dzięki mógł zostać dłużej w kąpieli. Albo ustal, ze dłuższa kąpiel owszem ale w weekendy kiedy nie trzeba się spieszyć rano i można pobaraszkować w wodzie dłużej.
          >
          > > Martwi mnie jeszcze ze jak syn jest na mnie zły

          Ogranicz zakazy do minimum, staraj się nie odpowiadać NIE, tylko odwracaj jego uwagę jeśli spodziewasz się awantury - przypominaj: ustaliliśmy inaczej, zdecydowałeś że będzie tak, w naszym domu są zasady że, teraz robimy to, a tamto będzie później. I dotrzymuj słowa. To bardzo ważne dla dziecka.
          A jak nie jesteś pewna czy możesz na cos pozwolić mów - zastanowię się i odpowiem ci wieczorem/jutro/jak porozmawiam z tatą.

          > Co doplucia,bicia i tego typu zachowań, oczywiście mówię że tak nie wolno, że t
          > o boli, ale równie dobrze mogłabym mówić do ściany. No i właśnie nie wiem, czy
          > nie reagować po pierwszym upomnieniu? Udać że nie widzę co robi? Jak mnie kopi
          > e wyjść z pokoju?

          Nie upominaj. Jak widzisz, że ręka wznosi się do uderzenia, szybko łap i przytrzymuj, mówiąc jednocześnie i stanowczo, że bić nie wolno i dopiero po tym wychodź. Nie krzycz, nie denerwuj się. Oczekuj przeprosin. absolutnie nie udawaj, że nie widzisz takiego zachowania. Na plucie też reaguj - daj szmatkę i kategorycznie każ powycierać po sobie. I nie ma zmiłuj się, czekasz z wybaczeniem aż wyzłości się i powyciera.
          • grajfrutt Re: nie radzę sobie 13.02.15, 23:09
            Główny problem to ten że syn zaczął ignorować to co mówimy. Mieliśmy/mamy ustalone zasady typu że słodycz jedna po posiłku nie przed, ze po jedzeniu myjemy żeby, że rano się ubiera i dopiero schodzi na dół, że bajki 3 dziennie, itp. Wszystko grało, nie było większych problemów, az po prostu syn przestał nas słuchać, o wszystkich zasadach jakby zapomniał, wrzaskiem dopomina się tego czego chce. Żadne dawanie wyboru np przy ubieraniu nie działa (a działało), wyścigi itp. też nie. Dajecie rady jak pluje niech wyciera, jak rozwali niech posprzata itp. Ja to wiem, to w zasadzie oczywiste, mój problem polega na tym że ja mówię "wytrzyj" a syn ani myśli to zrobić. Ucieka, śmieje się, płacze. Odpowiada "nie" i już. I jak mam go zmusić? Siłą? Nie bardzo to sobie wyobrażam. Wcześniej synek wiedział że jak mówię nie to nie, nie ma dyskusji. Ze jak ma coś zrobić to zrobi, bo tak ustaliliśmy. A teraz totalnie ma w nosie moje gadanie. Jak mu nie dałam czekolady przed śniadaniem to wziął sam, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło.
            • aqua48 Re: nie radzę sobie 14.02.15, 17:30
              grajfrutt napisała:

              > Główny problem to ten że syn zaczął ignorować to co mówimy.
              > wrzaskiem dopomina się tego czego chce

              Jego wrzaski TY ignoruj, głuchnij na nie, po stwierdzeniu, że tak rozmawiać nie będziecie wychodź do innego pokoju. To wymaga trochę samozaparcia, ale skutkuje.

              > Dajecie rady jak pluje niech wyciera, jak rozwali niech posprzata itp.
              > mój problem polega na tym że ja mówię "wy
              > trzyj" a syn ani myśli to zrobić. Ucieka, śmieje się, płacze. Odpowiada "nie"
              > i już. I jak mam go zmusić?

              Przeczekaj jego "nie" uciekanie, śmiech, płacz. Idź za nim z tą szmatką i bezwzględnie każ mu posprzątać po sobie. Pamiętaj, że najważniejsza jest konsekwencja i nieuchronność zdarzeń. Tzn jeśli napluje czy nabałagani ze złości to będzie MUSIAŁ posprzątać.
              Jeśli odpuszczasz w jednym to dziecko próbuje następnego.

              >Jak mu nie dałam czekolady przed śniadaniem to wziął sam

              I jaka była Twoja reakcja?

            • mag1982 Re: nie radzę sobie 15.02.15, 20:25
              mój problem polega na tym że ja mówię "wytrzyj" a syn ani myśli to zrobić. Ucieka, śmieje się, płacze.

              Ja w takiej sytuacji czekałam najpierw aż dziecko się wyśmieje czy wyzłości. Tzn u nas na tekst "posprzątaj: był przeważnie najpierw foch później ryk. Czekałam aż skończy w międzyczasie zajmując się swoimi sprawami. Gdy skończyła przeważnie przychodziła z propozycją jakiejś zabawy albo żebym jej coś podała a wtedy odpowiadałam "dobrze ale najpierw masz tu szmatkę i wytrzyj".

              Jak mu nie dałam czekolady przed śniadaniem to wziął sam, co nigdy wcześniej się nie zdarzyło.

              O mnie słodycze są poza zasięgiem dzieci. Gdyby córka sama sobie sięgnęła zapowiedziałabym, że albo przestrzega zasad albo ja nie będę słodyczy kupować.

              U nas rano też były boje o ubranie ale ostatnio się wyciszyło. Tylko ja w końcu miałam dość i przez dwa tygodnie ja ją ubierałam. Po tych dwóch tygodniach zaczęła z powrotem ubierać się sama.
              Naprawdę staraj się nie krzyczeć. Ja po sobie widzę, że im jestem spokojniejsza tym lepsze humory ma córka. Jeśli chodzi o wrzaski dziecka to zgadzam się z aqua48. Ja też przestałam reagować na wrzaski, za to przypominam, że jeśli coś chce trzeba poprosić.
        • zabka141 Re: nie radzę sobie 13.02.15, 22:36
          Z tego co do tej pory przeczytalam to nie macie zadnych kar. Mozecie wpowadzic cos takiego jak karny kacik, moze byc w pokoju dziecka, ale wtedy bez zabawek. Odstawiasz dziecko do tego kacika w chwilach zlosci dziecka. Mowisz ze przyjedziesz za tyle minut lub gdy sie uspokoi i jest gotowy przeprosic sam moze przyjsc. Po okreslonym czasie idziesz do dziecka, dziecko powinno przeprosic za zle zachowanie, a ty powinnas przytulic i powiedziec ze juz wszystko ok/wyjasnione miedzy wami i ze kochasz.

          Swoja droga dziadkowie maja niezla cierpliwosc. Maz opowiadal mi o swoim tacie, ktory opiekowal sie kuzynem. Kuzyn przegral w pilke i uderzyl dziadka. Dziadek oddal.
          • grajfrutt Re: nie radzę sobie 13.02.15, 22:46
            Kary ma, ale wynikające z przewinienia. Do karnych kącików itp. nie mam przekonania, to po pierwsze, a po drugie syn z tych co w chwilach złości ani myśli stać w kącie i dumać za co tam stoi. A jak miałabym się z nim szarpać to też nie widzę sensu.
            • aqua48 Re: nie radzę sobie 14.02.15, 17:34
              grajfrutt napisała:

              > Kary ma, ale wynikające z przewinienia.

              A jakie?

              Do karnych kącików itp. nie mam przekon
              > ania, to po pierwsze, a po drugie syn z tych co w chwilach złości ani myśli sta
              > ć w kącie i dumać za co tam stoi.

              A to się dzieciom przydaje, nie jako dumanie za karę, ale jako chwila na wyciszenie i uspokojenie.
              • rulsanka Re: nie radzę sobie 14.02.15, 18:11
                Najpierw musisz tam dziecko zaprowadzic i zatrzymac. Bardzo wyciszajace dla obu stron.
                • aqua48 Re: nie radzę sobie 14.02.15, 18:51
                  rulsanka napisała:

                  > Najpierw musisz tam dziecko zaprowadzic i zatrzymac. Bardzo wyciszajace dla obu
                  > stron.

                  W czym problem? Prowadzisz dziecko za rękę. I każesz mu zostać. Jak samowolnie odejdzie, bierzesz i prowadzisz ponownie.
                  • rulsanka Re: nie radzę sobie 14.02.15, 19:29
                    Prowadzisz dziecko za rękę. I każesz mu zostać. Jak samowolnie odejdzie, bierzesz i prowadzisz ponownie.

                    Jeżeli dziecko słucha, jak każę mu zostać w kącie, to znaczy że jest posłusznym dzieckiem, które kąta nie potrzebuje. A jeżeli jest nieposłuszne, to zaciąganie szalejącego dziecka jest raczej ekstremalnym, a nie wyciszającym doświadczeniem. Zarówno dla dziecka, które czuje się upokorzone, jak i dla rodzica, który raczej nie jest obojętny jak skała.
                    I jeszcze raz i kolejny. Zamiast skupiać się na realnym problemie i realnych odczuciach toczysz z dzieckiem absurdalną walkę by zmusić do pozostania w kąciku. Czego to niby ma uczyć? Jeśli działa, to jest to wymuszona reakcja, a nie prawdziwe wyciszenie.

                    Próbowałam, a jakże, nawet o dziwo bez przemocy (byli tresowani w przedszkolu). Tak jak sama piszę, sto razy miałam poczucie porażki wychowawczej. Sadzanie na krzesełku było jedną z takich porażek, co widziałam, jak już syn z krzesełka schodził. Było w nim dużo więcej buntu, tłumionego gniewu, niż wcześniej. Najskuteczniejsze było pozwolenie dziecku na histerię i wyładowanie emocji. O ile nie szkodzi sobie i otoczeniu to niech szaleje. Emocje opadną same i wtedy można będzie porozmawiać, przytulić. Bez przemocy.

                    Jeżeli dziecko da się zaprowadzić po dobroci, to znaczy, że wyciszenia nie potrzebuje. A jeśli się szarpie i walczy, to czy używanie przemocy w celu zaciągnięcia dziecka do kąta jest czymś więcej niż przemocą? Udowodnieniem kto tu rządzi? Klaps jest zły, ale zawleczenie dziecka siłą do kąta jest w porządku? Jak dla mnie przemoc jest uzasadniona tylko w kwestiach zdrowia i życia.
                    • aqua48 Re: nie radzę sobie 15.02.15, 10:07
                      rulsanka napisała:

                      > Jeżeli dziecko słucha, jak każę mu zostać w kącie, to znaczy że jest posłusznym
                      > dzieckiem, które kąta nie potrzebuje. A jeżeli jest nieposłuszne, to zaciągani
                      > e szalejącego dziecka jest raczej ekstremalnym, a nie wyciszającym doświadczeni
                      > em. Zarówno dla dziecka, które czuje się upokorzone, jak i dla rodzica, który r
                      > aczej nie jest obojętny jak skała.
                      > I jeszcze raz i kolejny. Zamiast skupiać się na realnym problemie i realnych o
                      > dczuciach toczysz z dzieckiem absurdalną walkę by zmusić do pozostania w kąciku
                      > . Czego to niby ma uczyć? Jeśli działa, to jest to wymuszona reakcja, a nie pra
                      > wdziwe wyciszenie.

                      Dzieci są różne i różnie reagują dla jednego będzie to rzeczywiście chwila wyciszenia dla drugiego sygnał, że to jednak rodzic rządzi w domu i narzuca reguły, (odróżnij od bezsensownego upokarzania). Inne dziecko wreszcie potrzebuje innych środków reakcji. Nie wiemy jak reaguje dziecko autorki ja podałam mój sposób. Możesz podać swoje skuteczne rozwiązania. Na razie przy dziecku szalejącym po domu (pozwalanie na histerię i wyładowanie emocji) to autorka jest bezradna i to raczej ona czuje się upokorzona a dzieciak bezkarny. Zatem Twoje rozwiązanie w tym przypadku - nie działa.

                      > Jeżeli dziecko da się zaprowadzić po dobroci, to znaczy, że wyciszenia nie potr
                      > zebuje. A jeśli się szarpie i walczy, to czy używanie przemocy w celu zaciągnię
                      > cia dziecka do kąta jest czymś więcej niż przemocą? Udowodnieniem kto tu rządzi
                      > ? Klaps jest zły, ale zawleczenie dziecka siłą do kąta jest w porządku?

                      A kto mówi o szarpaniu, czy wleczeniu dziecka gdziekolwiek? A w daniu odczuć dziecku kto autentycznie rządzi w domu ja nie widzę niczego złego. Ktoś musi narzucać zasady i konsekwentnie pilnować ich przestrzegania. Źle jeśli robi to dziecko.
                      • rulsanka Re: nie radzę sobie 15.02.15, 10:46
                        jest bezradna i to raczej ona czuje się upokorzona

                        Jako dorosła osoba może swoje odczucia przemyśleć i zracjonalizować. Nie przejmowanie się histerią to pierwszy krok do przejęcia kontroli nad sytuacją.

                        a dzieciak bezkarny

                        Czyli jednak szukamy kary czy wyciszenia?

                        A kto mówi o szarpaniu, czy wleczeniu dziecka gdziekolwiek?

                        O szarpaniu nie mówię. Ale jeżeli dziecko nie chce gdzieś pójść to stawia fizyczny opór i można go przełamać jedynie siłą fizyczną. Bo jeśli idzie na komendę lub prowadzone za rączkę to zaiste kącik mu niepotrzebny.

                        A w daniu odczuć dziecku kto autentycznie rządzi w domu ja nie widzę niczego złego.

                        Rodzice rządzą w sposób naturalny i nie muszą w tym celu toczyć absurdalnych siłówek zawlekając dziecko do kąta. Jeśli już wykorzystujemy siłę to w działaniach mających sens. Czyli przytrzymanie dziecka u lekarza, powstrzymanie przed wbiegnięciem na ulicę itp.

                        Możesz podać swoje skuteczne rozwiązania.

                        Podałam niżej. I to kilka sposobów.
                        • aqua48 Re: nie radzę sobie 15.02.15, 12:44
                          rulsanka napisała:

                          > Jako dorosła osoba może swoje odczucia przemyśleć i zracjonalizować. Nie przejm
                          > owanie się histerią to pierwszy krok do przejęcia kontroli nad sytuacją.
                          >
                          > a dzieciak bezkarny
                          >
                          > Czyli jednak szukamy kary czy wyciszenia?

                          Najpierw wyciszenia, a potem poniesienia konsekwencji złego zachowania, np plucia w tym konkretnym przypadku. Oczywiście możesz to nazwać karą, albo się nadal czepiać słówek.

                          > O szarpaniu nie mówię. Ale jeżeli dziecko nie chce gdzieś pójść to stawia fizyc
                          > zny opór i można go przełamać jedynie siłą fizyczną.

                          Ja znam inne sposoby.

                          > Rodzice rządzą w sposób naturalny i nie muszą w tym celu toczyć absurdalnych si
                          > łówek zawlekając dziecko do kąta.

                          W sposób naturalny to dzieci podważają władzę rodziców i używają różnych środków aby przetestować granice. A rodzice mają obowiązek im te granice wskazać.
                          Co ty z tym zawlekaniem i siłówkami masz?

                          > Możesz podać swoje skuteczne rozwiązania.
                          >
                          > Podałam niżej. I to kilka sposobów.

                          No, dla mnie akurat grożenie dziecku, które nie chce się ubrać i wyjść do przedszkola tym, że zostanie samo w domu jest kompletnym bezsensem, bo wiadomo że pogróżki tej matka i tak nie wprowadzi w czyn, nawet jak dziecko się zatnie i odpowie jej: nie lubię cię, jedź sobie, ja będę przez cały dzień oglądał bajki...i wtedy jest pat droga pani.
                          • rulsanka Re: nie radzę sobie 15.02.15, 18:36
                            Ale jeżeli dziecko nie chce gdzieś pójść to stawiafizyczny opór i można go przełamać jedynie siłą fizyczną.
                            >
                            > Ja znam inne sposoby.


                            Jakie to sposoby, jeśli dziecko się opiera? Oświeć mnie. Proszę o konkrety.

                            Najpierw wyciszenia, a potem poniesienia konsekwencji złego zachowania, np plucia w tym konkretnym przypadku.

                            Jaka kara za plucie - podasz przykład? Czy rozumiem, że mają być 2 kary? Najpierw kara przymusowego wyciszenia a potem jeszcze szlaban na tv. Z grubej rury.

                            W sposób naturalny to dzieci podważają władzę rodziców i używają różnych środków aby przetestować granice. A rodzice mają obowiązek im te granice wskazać.

                            No to wskazują. Chyba się trochę zagalopowałaś, czyżby wg. ciebie kącik był jedyną formą pokazywania granic? Ja poza kilkoma przypadkami "testowego" użycia kącika w przypływie bezsilności, nie stosowałam żadnych środków tresury, poza logicznymi konsekwencjami. A od czasu tego skoku rozwojowego nie mam większych zastrzeżeń do zachowania syna.

                            Kącik przemyśleń tylko odwraca uwagę od właściwego problemu, jakim np. jest plucie. Bo kilkakrotne zaprowadzenie dziecka do kącika powoduje, że dziecko skupia się na kąciku, zamiast na tym co wcześniej zrobiło.

                            Co ty z tym zawlekaniem i siłówkami masz?

                            Ja się nie siłuję bezcelowo (a jako cel rozumiem kwestie zdrowia i życia itp). Po prostu nie wyobrażam sobie pokojowego zaprowadzenia do kącika rozhisteryzowanego czterolatka. Ponawiam prośbę o oświecenie.

                            No, dla mnie akurat grożenie dziecku, które nie chce się ubrać i wyjść do przedszkola tym, że zostanie samo w domu jest kompletnym bezsensem, bo wiadomo że pogróżki tej matka i tak nie wprowadzi w czyn

                            Czemu miałabym tego nie wprowadzić w czyn? Nigdy nie mówiłam, na jak długo go zostawię, tylko że wyjdę bez niego. Spełniłam groźbę raz, wyjechałam samochodem z garażu i zamknęłam dom. Gdy po minucie wróciłam, syn zapłakany ubierał się w tempie błyskawicznym. Lekcja była okrutna, ale starczyła na długo.
                            Jeżeli syn mnie uderzył, to obrażałam się na niego. Mówiłam, że nie rozmawiam z tobą, bo mnie bijesz. Szybko się oduczył.
                            Natomiast na zwykłe histerie reagowałam różnie, w zależności od sił własnych. Ale tak naprawdę przytulanie i masaże były zaskakująco skuteczne.
                            • aqua48 Re: nie radzę sobie 15.02.15, 21:41
                              rulsanka napisała:

                              > Czemu miałabym tego nie wprowadzić w czyn? Nigdy nie mówiłam, [b]na jak długo[/
                              > b] go zostawię, tylko że wyjdę bez niego. Spełniłam groźbę raz, wyjechałam samo
                              > chodem z garażu i zamknęłam dom. Gdy po minucie wróciłam, syn zapłakany ubierał
                              > się w tempie błyskawicznym. Lekcja była okrutna, ale starczyła na długo.

                              Gratuluję..przemocy fizycznej nie stosujesz, być może, ale psychiczną na pewno...Musisz mieć bardzo posłuszne dziecko. Ze strachu.
                              • grajfrutt Re: nie radzę sobie 15.02.15, 23:27
                                A ja ostatnio też zostawiłam syna samego, po 2 minutach wróciłam to mały czekał ubrany i stwierdził że to jednak był głupi plan zostać samemu. Ale przynajmniej obyło się bez awantur i histerii. I był bardzo miły spacer :-)
                                A co do zachowania synka, jest nieco lepiej. Babcia wyjechała, my wróciliśmy do domu, wszystko wróciło "do normy". Ja staram się być spokojniejsza, jeśli synek czegoś nie chce i zaczyna wygłupy, to wychodzę i nie biorę w tym udziału, i zaskakująco szybko się uspokaja i prosi o pomoc lub robi coś tam sam. Zauważyłam że największym problemem jest radzenie sobie z porażką, złością, smutkiem. Przytulam, próbuje uspokoić, jak widzę że nic nie dociera zostawiam go samego. Zapisałam go też do szkółki jazdy konnej, mały bardzo lubi konie, myślę że takie zajęcia mogą być dla niego korzystne.
                              • rulsanka Re: nie radzę sobie 15.02.15, 23:32
                                Zabraklo argumentow to przechodzimy do obrazania? Przemoca nazywasz zostawienie dziecka na minute w domu? Jednorazowo? Zreszta ja nie twierdzilam, ze nie stosuje przemocy w ogole. Nie stosuje jej do bezsensownych celow jak zaciaganie dziecka do kata. A tak poza tym po prostu unikam o ile sie da.
                                A swoich sposobow na doprowadzenie walczacego dziecka do kata nie zechcialas zdradzic. W ogole ja sie produkuje, podaje przyklady, argumenty, a ty tylko odbijasz pileczke po linii najmniejszego oporu.
                                • mag1982 Re: nie radzę sobie 16.02.15, 09:03
                                  Ruslanko, tak jak ogólnie się z Tobą zgadzam tak tu moim zdaniem nie masz racji. Według mnie absolutnie nie powinno się zostawiać dziecka samego, nawet nie z powodu zagrożeń jakie mogą wyniknąć (czterolatek raczej w kilka minut nie zrobi sobie krzywdy) ale dlatego, że dziecko może się poczuć odrzucone i przerażone. Moja córka już od dawna wie, że dzieci nie mogą zostać same. Gdy nie chciała się ubierać a nie dała sobie pomóc mówiłam "Ubieraj się bo ja muszę wyjść a ty nie możesz zostać sama w domu. Jeśli się nie ubierzesz wychodzimy w piżamie". I to skutkowało. Tak samo nie popieram odpowiadania dziecku, że jeśli chce się wyprowadzić to droga wolna. Wiadomo, że to jest nierealnie więc nie ma co dziecka wprowadzać w błąd. Moja córka tylko raz czy dwa mówiła, że się wyprowadzi a ja wtedy powiedziałam, że dzieci mieszkają z rodzicami a poza tym tęskniłabym gdyby się wyprowadziła i to rozładowało sytuację.
                                  • rulsanka Re: nie radzę sobie 16.02.15, 11:20
                                    dy nie chciała się ubierać a nie dała sobie pomóc mówiłam "Ubieraj się bo ja muszę wyjść a ty nie możesz zostać sama w domu. Jeśli się nie ubierzesz wychodzimy w piżamie". I to skutkowało.

                                    U mnie to też skutkowało i nawet sama polecałam. Tylko, że jeżeli dziecko nie chciało się ubrać i NIE DAŁO się ubrać i NIE chciało samo zejść na dół, to sorry, ja się szarpać nie będę.
                                    Zakomunikowałam, że wychodzę i wyszłam. To był dalszy ciąg całej serii wydarzeń. Tak jak pisałam, syn dążył do eskalacji konfliktu, nie satysfakcjonowały go jakieś stosunkowo łagodne rozwiązania. Niestety w jego przypadku potrzebny był szok.
                                    A zapłakanego utuliłam i traumy raczej nie ma.

                                    Tak samo nie popieram odpowiadania dziecku, że jeśli chce się wyprowadzić to droga wolna.

                                    Wiesz, to chyba zależy od tonu i kontekstu wypowiedzi. Kwestia wyczucia. Pewnie wyobraziłaś sobie jakiś taki zimny, okrutny obrazek wypędzania dziecka z domu. Natomiast syn raczej nie miał takiego odczucia, po prostu temat się kończył.
                                    • mag1982 Re: nie radzę sobie 17.02.15, 08:20
                                      Tylko, że jeżeli dziecko nie chciało się ubrać i NIE DAŁO się ubrać i NIE chciało samo zejść na dół, to sorry, ja się szarpać nie będę.

                                      Widzisz, ja mimo, ze unikam używania siły jednak wolałabym się w tym momencie poszarpać. W sumie teoretyzuję, bo jeszcze aż takiej sytuacji przy wyjściu z domu nie miałyśmy. Raz było blisko i próbowałam ją ubierać "na siłę" i rzeczywiście się nie dało bo wiła się jak piskorz więc w końcu sama się wyciszyłam i rzucałam tylko krótkie komendy "buty", "kurtka" a ona kiedy już widziała, że jestem na maksa wkurzona zaczęła współpracować.

                                      > Wiesz, to chyba zależy od tonu i kontekstu wypowiedzi. Kwestia wyczucia. Pewnie
                                      > wyobraziłaś sobie jakiś taki zimny, okrutny obrazek wypędzania dziecka z domu.
                                      > Natomiast syn raczej nie miał takiego odczucia, po prostu temat się kończył.

                                      Może i tak. Gdzieś trafiłam na wątek, gdzie kobieta po tekście córki, że się wyprowadza zaczęła ją pakować żeby odstawić do babci. Dopiero gdy dziecko wpadło w histerię i zaczęło przepraszać matka wycofała się i powiedziała, że może zostać. Według mnie to było okrutne.
                                      • rulsanka Re: nie radzę sobie 17.02.15, 09:24
                                        Może i tak. Gdzieś trafiłam na wątek, gdzie kobieta po tekście córki, że się wyprowadza zaczęła ją pakować żeby odstawić do babci. Dopiero gdy dziecko wpadło w histerię i zaczęło przepraszać matka wycofała się i powiedziała, że może zostać. Według mnie to było okrutne.

                                        No pewnie, że okrutne. Ja to raczej mówiłam tonem lekko żartobliwym, ale nie jako kpina. Raczej tak na spokojnie i ciepło. Syn się po tym uspokajał.

                                        Widzisz, ja mimo, ze unikam używania siły jednak wolałabym się w tym momencie poszarpać. W sumie teoretyzuję...

                                        A ja nie teoretyzuję, przetestowaliśmy różne sposoby :) Większość całkowicie pokojowych. Przenoszenie też, z reguły jest w porządku, choć np. gdy dziecko wierzga, ucieka to jest to ciężkie do wykonania. Niosłam kiedyś młodego Nowym Światem w Warszawie a ten na cały głos wrzeszczał "moje gardło, dusisz mnie!" Miał wtedy równo 3 lata i skok rozwojowy trzylatka. Oczywiście niosłam go normalnie, choć trzymałam na tyle mocno by mnie się nie wyrwał, nie dotykałam mu w ogóle szyi. Ale rozglądałam się czy policja mnie nie zgarnie.
                                • aqua48 Re: nie radzę sobie 16.02.15, 09:24
                                  rulsanka napisała:

                                  > Zabraklo argumentow to przechodzimy do obrazania? Przemoca nazywasz zostawienie
                                  > dziecka na minute w domu? Jednorazowo? Zreszta ja nie twierdzilam, ze nie stos
                                  > uje przemocy w ogole.
                                  > A swoich sposobow na doprowadzenie walczacego dziecka do kata nie zechcialas zd
                                  > radzic.

                                  Podałam wyżej. Nie chciało Ci się doczytać. Sama twierdzisz, że stosujesz przemoc. Więc czemu moje wytknięcie tego faktu uważasz za obraźliwe?
                                  Ja uważam wyjście z domu, zamknięcie go i zostawienie tam samego, przerażonego malucha targanego emocjami za przemoc psychiczną. Ty możesz za "sposób wychowawczy"...
                                  • rulsanka Re: nie radzę sobie 16.02.15, 11:33
                                    W czym problem? Prowadzisz dziecko za rękę. I każesz mu zostać. Jak samowolnie odejdzie, bierzesz i prowadzisz ponownie.

                                    Napisałaś tylko tyle. Ile razy mam powtarzać, że jeżeli dziecko walczy, to NIE DA się tego zrobić bez użycia przemocy? I że przemoc niczemu nie służy, bo odwraca uwagę od głównego problemu? Nie odpowiedziałaś na moje pytanie, czy twoim zdaniem po wysiedzeniu w kąciku dziecko dostaje dodatkową karę np. za plucie. Bo coś takiego napisałaś a ja uważam, że to już w ogóle nadmiar kar i tresury.

                                    Więc czemu moje wytknięcie tego faktu uważasz za obraźliwe?

                                    Bo to było nie na temat. Rozmawiamy na temat sensowności kącika. Na moje pytania i argumenty nie odpowiedziałaś a doczepiłaś się kwestii przemocy. A ja już wcześniej pisałam, że jestem przeciwko przemocy bezsensownej, czyli np. w celu walki o siedzenie na krzesełku i pokazywaniu kto tu rządzi w ten sposób.
                                    Uważam również za obraźliwe insynuowanie, że wychowuję poprzez strach. Jest to chamskie, ponieważ wypróbowałam wiele innych metod, które stosuję na co dzień. A bodziec szokowy był zastosowany raz, na krótko, po wcześniejszym ostrzeżeniu a syn później utulony i uspokojony. Moja przemoc nie była zastosowana w celu pokazania kto tu rządzi (to był efekt dodatkowy), tylko w celu WYJŚCIA z domu. Gdy inne środki zawiodły.
                                    • aqua48 Re: nie radzę sobie 16.02.15, 13:13
                                      rulsanka napisała:

                                      > Napisałaś tylko tyle. Ile razy mam powtarzać, że jeżeli dziecko walczy, to NIE
                                      > DA się tego zrobić bez użycia przemocy?

                                      To Ty tak uważasz. Ja bym po prostu przeczekała zamiast z dzieckiem walczyć. O czym pisałam.

                                      > Nie odpowiedziałaś na moje pytanie, czy twoim z
                                      > daniem po wysiedzeniu w kąciku dziecko dostaje dodatkową karę np. za plucie.
                                      > ja uważam, że to już w ogóle nadmiar kar i tresury.

                                      Nie, nie dostaje kary, tylko polecenie posprzątania po sobie. To naturalna konsekwencja nabałaganienia - obojętne z jakiego powodu - czy złości, czy zabawy, czy np jedzenia.
                                      >
                                      > Rozmawiamy na temat sensowności kącika. Na moje pytani
                                      > a i argumenty nie odpowiedziałaś a doczepiłaś się kwestii przemocy.

                                      O przemocy Ty zaczęłaś - i to imputując mi ciągnięcie dziecka siłą, wdawanie się z nim w jakieś szarpaniny itp o czym ja nigdzie nie wspomniałam. A sama nie widzisz nic złego w zachowaniu które dla mnie jest ze strony rodzica absolutnie niedopuszczalne. Na temat kącika Ty masz inne zdanie - ja inne. U mnie sprawdził się doskonale. Pisałam o tym, że dzieci rozmaicie reagują.

                                      > jestem przeciwko przemocy bezsensownej

                                      Nie ma przemocy sensownej.

                                      > Uważam również za obraźliwe insynuowanie, że wychowuję poprzez strach. Jest to
                                      > chamskie, ponieważ wypróbowałam wiele innych metod, które stosuję na co dzień.
                                      > A bodziec szokowy był zastosowany raz, na krótko, po wcześniejszym ostrzeżeniu
                                      > a syn później utulony i uspokojony.

                                      Przeczysz sobie i samą siebie oszukujesz. Twoja bezsilność jest tylko dowodem klęski wychowawczej, która przemocy nie usprawiedliwia. A zastraszenie dziecka to zastraszenie, nawet jeśli nazwiesz je "bodźcem szokowym". Niczym się od lania nie różni. I tak samo niczego nie uczy. Ale oczywiście masz prawo z moim zdaniem się nie zgodzić.
                                      • rulsanka Re: nie radzę sobie 16.02.15, 13:50
                                        To Ty tak uważasz. Ja bym po prostu przeczekała zamiast z dzieckiem walczyć. O czym pisałam.

                                        No ale jeżeli przeczekujesz do momentu jak dziecko się uspokoi to znaczy, że dziecko już nie potrzebuje kącika?

                                        Nie, nie dostaje kary, tylko polecenie posprzątania po sobie.

                                        Aaa, no to w porządku. Ale co, jeśli napluł ci w oko? (teoretyzuję)

                                        O przemocy Ty zaczęłaś - i to imputując mi ciągnięcie dziecka siłą, wdawanie się z nim w jakieś szarpaniny itp o czym ja nigdzie nie wspomniałam.

                                        Nie imputowałam ci używania przemocy, tylko nielogiczność :) w sugerowaniu, że jest to metoda wyciszająca. Bo jeżeli dziecko walczy, to PO DOBROCI nie da się zaciągnąć, a jeżeli nie walczy, to kącik jest niepotrzebny.

                                        A sama nie widzisz nic złego w zachowaniu które dla mnie jest ze strony rodzica absolutnie niedopuszczalne.

                                        Nie tyle nie widzę nic złego, co nie widziałam wtedy innego wyjścia. Może ty coś zaproponujesz? Dziecko siedzi w swojej sypialni, nie chce się ubrać, nie chce się dać ubrać, a my już MUSIMY wyjść.

                                        Nie ma przemocy sensownej.

                                        A z tym się nie zgodzę. Jeżeli wynoszę dziecko z piaskownicy bo sypie innym w oczy mimo upomnień, to jest to przemoc sensowna. Przemoc bezsensowna (a może to złe słowo, po prostu zła przemoc) to moim zdaniem przemoc mająca na celu pokazanie dominacji i upokorzenie drugiej osoby.

                                        Na temat kącika Ty masz inne zdanie - ja inne. U mnie sprawdził się doskonale.

                                        Ale być może bez kącika byłoby jeszcze lepiej :)

                                        Przeczysz sobie i samą siebie oszukujesz.

                                        Dlaczego uważasz, że sobie przeczę? Oczywiście jak zwykle wiesz lepiej, a przynajmniej w ten sposób prowadzisz dyskusję. Ja przyznaję, że uczę się na błędach. A jeśli zrobię komuś krzywdę to ją naprawiam, przepraszam.

                                        zastraszenie dziecka to zastraszenie, nawet jeśli nazwiesz je "bodźcem szokowym". Niczym się od lania nie różni. I tak samo niczego nie uczy.

                                        Zostawienie dziecka w domu na minutę, może mniej, porównujesz do lania? Być może gdyby to było połączone z komentarzem "nigdy do ciebie już nie wrócę, gó...arzu", to tak. Prawdę mówiąc ja w ogóle zastraszania nie widzę tylko logiczną konsekwencję odmowy wyjścia z domu. Nie chcesz wyjść to zostajesz. Przecież do ostatniej chwili mógł do mnie dołączyć, nikt go na siłę na górze nie trzymał, wręcz przeciwnie, wołałam go by zszedł.

                                        Twoja bezsilność jest tylko dowodem klęski wychowawczej, która przemocy nie usprawiedliwia.

                                        Tylko ciekawe jakim cudem od 2 lat jestem w fazie sukcesu wychowawczego. Po tej traumie...
                                        Widocznie klęska nie była całkowita, bo ogólny rozrachunek jest na plus.
                                        Skoki rozwojowe bywają ciężkie. Starszak poza skokami jest aniołkiem, ale niestety w trakcie skoków rozwojowych roznosi dom i sam siebie od wewnątrz.
                                        • aqua48 Re: nie radzę sobie 16.02.15, 14:10
                                          rulsanka napisała:

                                          > Aaa, no to w porządku. Ale co, jeśli napluł ci w oko? (teoretyzuję)

                                          Zapisuję na zawody w pluciu do celu, bo ma szanse na główną wygraną. (teoretyzuję)

                                          Bo jeżeli dziecko walczy, to PO DOBROCI nie da się
                                          > zaciągnąć, a jeżeli nie walczy, to kącik jest niepotrzebny.

                                          Owszem bywa bardzo potrzebny - na wewnętrzne pogodzenie się z niewygodnymi dla dziecka wymaganiami rodzica, na wyburczenie w tym kąciku swojej złości, na przerwanie demolki i nakręcania się dziecka przy niej.

                                          > Nie tyle nie widzę nic złego, co nie widziałam wtedy innego wyjścia. Może ty co
                                          > ś zaproponujesz? Dziecko siedzi w swojej sypialni, nie chce się ubrać, nie chce
                                          > się dać ubrać, a my już MUSIMY wyjść.
                                          >
                                          > Nie ma przemocy sensownej.
                                          >
                                          > A z tym się nie zgodzę. Jeżeli wynoszę dziecko z piaskownicy bo sypie innym w o
                                          > czy mimo upomnień, to jest to przemoc sensowna. Przemoc bezsensowna (a może to
                                          > złe słowo, po prostu zła przemoc) to moim zdaniem przemoc mająca na celu pokaza
                                          > nie dominacji i upokorzenie drugiej osoby.

                                          Jeśli wyniesiesz dziecko sypiące piaskiem to tak samo możesz wynieść dziecko nie chcące się ubrać i wyjść z domu - jeśli Ty musisz wyjść. Bez różnicy.
                                          >
                                          > Na temat kącika Ty masz inne zdanie - ja inne. U mnie sprawdził się doskonal
                                          > e.


                                          > Ale być może bez kącika byłoby jeszcze lepiej :)

                                          Wiesz, praktykowałam na dwójce - w przypadku jednego był dobrym rozwiązaniem, w przypadku drugiego, który wpadał w spiralę histerii po odmowie czegoś, lepszym sposobem na uspokojenie było wzięcie dziecka na kolana mocne i ciasne przytulenie do siebie i w ten sposób przeczekanie ataku buntu, złości i niezgody na odmowę, a potem rozmowa. Choć być może Ty uznałabyś to za "szarpanie się i walkę z dzieckiem". My wypracowaliśmy taki sposób.

                                          > Oczywiście jak zwykle wiesz lepiej, a przyn
                                          > ajmniej w ten sposób prowadzisz dyskusję.

                                          Nie, nie wiem lepiej, ale dla mnie zostawienie malucha samego w domu choć na chwilę w odpowiedzi na jego bunt i odmowę wyjścia jest niedopuszczalnym posunięciem - z punktu widzenia wychowania oraz prawa..

                                          > Twoja bezsilność jest tylko dowodem klęski wychowawczej, która przemocy nie
                                          > usprawiedliwia.

                                          >
                                          > Tylko ciekawe jakim cudem od 2 lat jestem w fazie sukcesu wychowawczego. Po tej
                                          > traumie...

                                          Tak samo jak rodzice dający dzieciom klapsy?

                                          > Skoki rozwojowe bywają ciężkie.

                                          Oczywiście, że są ciężkie i wiele rodziców ponosi mniejsze lub większe klęski wychowawcze w toku wychowania. Nie raz..Niemniej jednak należy się moim zdaniem starać unikać przemocy, a nie zachęcać do niej, bo jest skuteczna. No, na krótką metę jak najbardziej.
                                          • rulsanka Re: nie radzę sobie 16.02.15, 14:45
                                            Jeśli wyniesiesz dziecko sypiące piaskiem to tak samo możesz wynieść dziecko nie chcące się ubrać i wyjść z domu - jeśli Ty musisz wyjść. Bez różnicy.

                                            No wyniosę i co dalej? Wrzucę do samochodu jak wór kartofli i pojedziemy? Przecież on ma się zapiąć foteliku i nie stwarzać zagrożenia dla kierowcy.
                                            Byłaby to dużo większa przemoc, upokorzenie dla syna, gdybym go tak wyniosła.

                                            Z piaskownicy to się wynosi 2-3 latka. A nie stawiającego opór czterolatka. To był tylko przykład na to, że przemoc może mieć sens i uzasadnienie. Z wiekiem przemocy fizycznej jest z natury rzeczy coraz mniej. Bo np. dwulatkowi jeszcze myłam czasami zęby siłą, ale w przypadku trzylatka byłoby to naruszenie jego godności.

                                            kolana mocne i ciasne przytulenie do siebie i w ten sposób przeczekanie ataku buntu, złości i niezgody na odmowę, a potem rozmowa. Choć być może Ty uznałabyś to za "szarpanie się i walkę z dzieckiem".

                                            Jak dla mnie przytulanie to ma być przytulanie. Czyli nie odbywa się wbrew woli. Ja przytulałam "szukającego guza" syna bardzo często jeśli tylko dał się przytulić. Wielokrotnie rozładowywało to napięcie.
                                            Natomiast to, co ty robiłaś nazwałabym unieruchomieniem. Uzasadnione, gdy dziecko niszczy, zagraża sobie lub otoczeniu.

                                            Wiesz, praktykowałam na dwójce - w przypadku jednego był dobrym rozwiązaniem, w przypadku drugiego, który wpadał w spiralę histerii po odmowie czegoś, lepszym sposobem na uspokojenie było wzięcie dziecka na kolana mocne i ciasne przytulenie do siebie i w ten sposób przeczekanie ataku buntu, złości i niezgody na odmowę, a potem rozmowa.

                                            A próbowałaś po prostu dać im się wyszaleć? Nie przytrzymując, nie zatrzymując w kącie? Nie przynosiło to efektu? Czy stwarzały zagrożenie, niszczyły? Bo u nas tego nie było. Tylko wrzaski, wicie się, sporadycznie rozrzucanie ale nic co by się niszczyło. Dlatego ja czekałam aż minie.

                                            Tak samo jak rodzice dający dzieciom klapsy?

                                            Wiesz, może i tak. Bo chyba w rodzicielstwie liczy się całokształt. To, że dziecko czuje że jest kochane, że z nim rozmawiamy i go słuchamy. I nawet jeśli ktoś da jakiegoś klapsa, ale nie systemowo i nie w celu upokorzenia zdarzy się taki incydent, to nie wpływa to negatywnie na dziecko. Ja nie stosowałam zostawiania syna w domu jako element systemu wychowawczego. W ogóle nie mam systemu wychowawczego poza tym, żeby uczyć myślenia i (tak!) empatii, najlepiej na własnym przykładzie. Dlatego nie stosuję kar, poza logicznymi.

                                            Niemniej jednak należy się moim zdaniem starać unikać przemocy, a nie zachęcać do niej, bo jest skuteczna.

                                            Opisuję realne doświadczenia a nie "zachęcam do przemocy". Tak jak pisałam był to środek ostateczny. Wręcz przeciwnie, zachęcam do masaży i przytulania. Moim celem nie była przemoc, pokazanie władzy. Ale wyjście z domu, tu i teraz. Bo się spieszyliśmy.
                                            Poza tym ty też "zachęcasz do przemocy". Ty byś dziecko wyniosła do samochodu. Gratuluję krzepy fizycznej tak swoją drogą.
                                            Ja syna poinformowałam, że jeśli nie zejdzie na dół to wychodzę bez niego i zrealizowałam to.
                                            Na dobrą sprawę nie da się wychować całkowicie bez przemocy. Za to uważam, że da się wychować normalne dziecko bez tresury. Bo siedzenie w kącie jest dla mnie tresurą.
                                            • aqua48 Re: nie radzę sobie 16.02.15, 15:37
                                              rulsanka napisała:

                                              > Bo np. dwulatkowi jeszcze myłam czasami zęby siłą

                                              Ja nigdy czegoś takiego nie robiłam..uważam to za zupełnie niepotrzebne siłowe szarpanie się z dzieckiem. Wolałam sposobem nakłonić dziecko do umycia zębów, lub choćby do przepłukania buzi wodą. I maluch może mieć dzień nadwrażliwości w ustach.

                                              > Jak dla mnie przytulanie to ma być przytulanie. Czyli nie odbywa się wbrew woli
                                              > Natomiast to, co ty robiłaś nazwałabym unieruchomieniem. Uzasadnione, gdy dziec
                                              > ko niszczy, zagraża sobie lub otoczeniu.

                                              U nas sprawdzało się jako sposób na uspokojenie, danie wsparcia i jakoś tak naturalnie przechodziło w przytulenie rozżalonego odmową dziecka i rozmowę z nim już na spokojnie.

                                              > A próbowałaś po prostu dać im się wyszaleć? Nie przytrzymując, nie zatrzymując
                                              > w kącie? Nie przynosiło to efektu?

                                              Tak, próbowałam. Kończyło się dziką awanturą w przypadku starszego albo szlochami prowadzącymi do bezdechu w przypadku młodszego (tego przytulanego).

                                              > Bo chyba w rodzicielstwie liczy się całokształt. To, że dzie
                                              > cko czuje że jest kochane, że z nim rozmawiamy i go słuchamy.

                                              Na pewno. Ja już jestem w tym wieku, że zbieram owoce wychowania i jest to dla matki najprzyjemniejszy chyba okres macierzyństwa. Kiedy dziecko traktuje rodziców jak partnerów do rozrywki, chętnie spędza z nimi czas i dobrze się bawi wspólnie z nimi, a jednocześnie ma chęć zasięgać ich opinii co do swoich całkiem już dorosłych i niezależnych od rodziców planów, chętnie się nimi dzieli i opowiada o nich.

                                              > zachęcam do masaży i przytulania.

                                              W tym się zgadzamy.

                                              > Poza tym ty też "zachęcasz do przemocy". Ty byś dziecko wyniosła do samochodu.

                                              A dla mnie to nie przemoc tylko właśnie konieczność jeśli nie zechciało pójść osobiście. Bo ja bym dziecka nie zostawiła samego - to zostawienie jest moim zdaniem przemocą.

                                              > Gratuluję krzepy fizycznej tak swoją drogą.

                                              Oj nie ma nic cięższego niż śpiące dziecko - a mój syn zasypiał momentalnie w każdym środku lokomocji i musiałam wynosić takiego "śpiącego mietka" nawet po krótkiej przejażdżce autobusem czy tramwajem. Krzepy mi nie zazdrość, przepukliny można się dorobić przy takim egzemplarzu.

                                              > Na dobrą sprawę nie da się wychować całkowicie bez przemocy.

                                              Wiesz, moja Mama tak wychowywała wnuki - kompletnie bez przemocy. Do tego stopnia, że jak kiedyś raz jedyny w żartach, na niby, zaczęła ich gonić ze ścierką w ręce, burcząc coś pod nosem, to mój syn..się rozpłakał, takim to jej zachowanie było dla niego szokiem i tak niezrozumiałe.

                                              >Za to uważam, że da się wychować normalne dziecko bez tresury. Bo siedzenie w kącie jest dla mnie tresurą.

                                              Wiesz, dla mnie każdy sposób wychowania oraz kontaktów międzyludzkich w społeczeństwie to w gruncie rzeczy nic innego tylko jakaś tresura. Już choćby wchodząc gdzieś mówimy dzień dobry najczęściej nie z dobrej woli, ani szczerze życząc tego obecnym, tylko dzięki tresurze...
                                              • rulsanka Re: nie radzę sobie 16.02.15, 21:11
                                                Wolałam sposobem nakłonić dziecko do umycia zębów,

                                                Sugerujesz, że ja myłam dziecku siłą bo nie chciało mi się wymyślać innych sposobów? Doprawdy, ciężko się z tobą rozmawia. Akurat uważam, że jestem kreatywna i pomysłowa jeśli chodzi o wykonywanie tego typu czynności po dobroci, w formie zabawy. Natomiast dwulatki mają takie dni, że NIE i JUŻ. A moim zdaniem wieczorne mycie zębów nie podlega dyskusji. Przepłukanie nie wystarczy. Słyszałaś o płytce nazębnej?
                                                Dobre jest to, że od kiedy starszak zrobił się na tyle kumaty, by tłumaczenia dały trwały efekt (czyli jak miał 3 lata), to nigdy nie mieliśmy problemów z myciem zębów. Pokazałam obrazki próchnicy w internecie i podziałało. (Znowu szok i niedowierzanie bo zdjęcia obrzydliwe...). Ma prawie 7 lat, wcześnie ząbkował, ma już wszystkie szóstki od pół roku i odpukać żadnego ubytku.

                                                U nas sprawdzało się jako sposób na uspokojenie, danie wsparcia i jakoś tak naturalnie przechodziło w przytulenie rozżalonego odmową dziecka i rozmowę z nim już na spokojnie.

                                                No to jeśli było to rzeczywiście uspokajające i dające wsparcia to super.

                                                Tak, próbowałam. Kończyło się dziką awanturą w przypadku starszego albo szlochami prowadzącymi do bezdechu w przypadku młodszego (tego przytulanego).

                                                No to u mnie zgoła inaczej. Mój syn po etapie szału się pięknie sam uspokajał. No i tu mamy gdybanie. Czy gdyby dziecko po etapie szału potrafiło się samodzielnie uspokoić to bawiłabyś się w krzesełko lub unieruchamianie? Moim zdaniem warto dać dziecku szansę na samodzielne wyciszenie, dając mu właśnie wsparcie swoją obecnością (lub nieobecnością, niektórym dzieciom służy izolacja). Natomiast jeśli nic innego nie działa, to robimy coś co działa, na zasadzie mniejszego zła.

                                                Oj nie ma nic cięższego niż śpiące dziecko

                                                Ja śpiące przenoszę bez problemu. Ale wierzgające, wijące się, to już byłby problem. Przede wszystkim żeby go przenieść nie sprawiając mu bólu (serio).

                                                Wiesz, moja Mama tak wychowywała wnuki - kompletnie bez przemocy.

                                                Relacje z babcią są trochę inne. Oczywiście brawo dla babci. :) Niemniej dzieci najgorzej z reguły zachowują się przy matce. Bo to przy niej czują się najbezpieczniej i wiedzą, że zawsze będzie ich kochać. A wszelkie bunty to mniej lub bardziej świadome etapy odpępniania.

                                                Już choćby wchodząc gdzieś mówimy dzień dobry najczęściej nie z dobrej woli, ani szczerze życząc tego obecnym, tylko dzięki tresurze...

                                                Nie mylmy nauki współżycia społecznego z tresurą. Tresura byłaby gdyby za powiedzenie dzień dobry dziecko dostawało słoneczko a za brak powitania chmurkę albo minutkę w kąciku przemyśleń. Dla mnie tresura to wykorzystanie kar i nagród nie powiązanych z celem w sposób logiczny. Czyli wracamy do kącika. Logicznym następstwem plucia jest gniew rodzica i posprzątanie a nie siedzenie w kąciku. Może w twoim przypadku kącik miał jakieś uzasadnienie, jednak uważam że jest zbyt rozreklamowany jako metoda wychowawcza. Czyli przeskrobałeś to siedzisz, normalnie jak w więzieniu. Stosowane zamiast normalnych ludzkich reakcji jak gniew (tak, dziecko moim zdaniem powinno widzieć, że zdenerwowało rodzica jakimś ekscesem), stosowane na zimno, bez emocji. A emocje są ważne. Przeżywa je dziecko i przeżywa rodzic. Po negatywnych przychodzą te dobre.
                                                • aqua48 Re: nie radzę sobie 17.02.15, 09:49
                                                  rulsanka napisała:

                                                  > Sugerujesz, że ja myłam dziecku siłą bo nie chciało mi się wymyślać innych spos
                                                  > obów? Doprawdy, ciężko się z tobą rozmawia.

                                                  Nic nie sugeruję, biorę wprost to co piszesz.

                                                  >Natomiast dwulatki mają takie dni, że NIE i JUŻ. A moim zdaniem wieczo
                                                  > rne mycie zębów nie podlega dyskusji. Przepłukanie nie wystarczy. Słyszałaś o p
                                                  > łytce nazębnej?

                                                  Ja dwulatkowi czasami szorowanie odpuszczałam. może dlatego, że sama mam bardzo wrażliwą śluzówkę w ustach i wiem, ze nawet zwykłe oparzenie zbyt gorącą herbatą wieczorem bywa bardzo nieprzyjemne podczas mycia zębów - a nie chciałam malucha do tej czynności zniechęcić. I nic złego moim dzieciom się nie działo. Mają zęby zdrowe jak konie (ponad 20 lat bez ubytków - zazdroszczę im sama), choć nie jest to genetyczne, tylko wypracowane ograniczeniem w jedzeniu słodyczy w dzieciństwie.

                                                  > No i tu mamy gdybanie. Czy gdyby dziecko po etapie szału potrafiło się samodzie
                                                  > lnie uspokoić to bawiłabyś się w krzesełko lub unieruchamianie?

                                                  Nie, po co? Nie uważam, też żeby należał dziecko karać dla karania, dla przykładu czy czegoś innego. Dużo lepszy i szybszy efekt daje nagradzanie właściwego zachowania, a jak tylko się da pomijanie swą uwagą złego.

                                                  >A wszelkie bunty to mniej lub b
                                                  > ardziej świadome etapy odpępniania.

                                                  Oj, tak, u mnie najgorszy był bunt nastolatkowy i to podwójnie, bo jak starszy skończył, dość ładnie, to młodszy akurat wszedł - nie było oddechu pomiędzy dla znękanych starych rodziców, tłumaczących małpiatkom, że w domu samcem alfa jest nadal tatuś :)

                                                  > Nie mylmy nauki współżycia społecznego z tresurą. Tresura byłaby gdyby za powie
                                                  > dzenie dzień dobry dziecko dostawało słoneczko a za brak powitania chmurkę

                                                  Ależ tak jest. Tylko tym słoneczkiem lub chmurką teraz jest zachowanie naszego sąsiada, ekspedientki, lub pani w biurze. Człowiek, który nie umie się zachować nadal dostaje od nich chmurkę..w postaci niemiłej uwagi, opinii, łatki. A taki który wie jak zażartować,powiedzieć komplement, wprowadza miłą atmosferę, jest uprzejmy, nie narzeka, dostaje słoneczko - ma szybciej i lepiej załatwioną sprawę, ponownie wita się go z przyjemnością, uśmiechem.
                                                  • rulsanka Re: nie radzę sobie 17.02.15, 13:09
                                                    Nic nie sugeruję, biorę wprost to co piszesz

                                                    A jednak pokazuje to, że widzisz mnie w czarnym świetle. Co może nie ma znaczenia dla mojej osoby, ale ma skutek w postaci sposobu dyskutowania. Bo jak można normalnie rozmawiać z kimś, kogo uważa się za gnojka (a sorry, ktoś kto myje zęby dwulatkowi na siłę bo mu się nie chce zrobić z tego zabawy, nauki, wyścigów - jest po prostu gnojkiem)
                                                    Napisałam, że czasami myłam zęby na siłę. Nie wchodziłam wprawdzie w wyjaśnianie okoliczności, ale wydaje mi się jasne, że normalny, przyzwoity rodzic nie myje zębów na siłę ot tak, bo nie chce mu się kombinować, a dziecko ma się słuchać i już.

                                                    Ja z reguły zakładam, że rozmówca jest przyzwoitym człowiekiem, nawet jeżeli się z nim nie zgadzam.

                                                    sama mam bardzo wrażliwą śluzówkę w ustach

                                                    wbrew pozorom mycie zębów na siłę nie musi być gorsze dla śluzówki niż zwykłe mycie. Wrzeszcząc dziecko otwiera buźkę szeroko i wszystkie ząbki są doskonale dostępne :) A przy zwykłym myciu połowa mycia to wysysanie szczoteczki z zaciśniętymi ustami. Takie szczegóły techniczne.

                                                    Nie uważam, też żeby należał dziecko karać dla karania, dla przykładu czy czegoś innego.

                                                    No i tu się zgadzamy. Czyli nie stosowałaś krzesełka w celu, w jakim stosowane jest zazwyczaj.

                                                    Tylko tym słoneczkiem lub chmurką teraz jest zachowanie naszego sąsiada, ekspedientki, lub pani w biurze.

                                                    Nie, bo zachowanie sąsiada w logiczny sposób wynika z bycia uprzejmie powitanym. A słoneczko nie jest zbyt logiczne. Żaden sąsiad nie daje drugiemu chmurek bo ktoś na niego krzywo spojrzał. Na tej zasadzie posprzątanie rozlanej herbaty jest logiczne a siedzenie w kącie za rozlanie herbaty jest nielogiczne.
                                                  • aqua48 Re: nie radzę sobie 17.02.15, 14:05
                                                    rulsanka napisała:

                                                    > A jednak pokazuje to, że widzisz mnie w czarnym świetle.

                                                    Nie, patrzę na ciebie całkowicie neutralnie. Twoje wypowiedzi niekiedy wzbudzają moje zdziwienie i tyle.

                                                    > Napisałam, że czasami myłam zęby na siłę. Nie wchodziłam wprawdzie w wyjaśniani
                                                    > e okoliczności, ale wydaje mi się jasne, że normalny, przyzwoity rodzic nie myj
                                                    > e zębów na siłę ot tak, bo nie chce mu się kombinować, a dziecko ma się słuchać
                                                    > i już.

                                                    No to po co? Bo na prawdę od parukrotnego przepłukania tylko ust wodą nikt jeszcze nie umarł. Tak samo jak od pójścia spać bez prysznica.

                                                    > wbrew pozorom mycie zębów na siłę nie musi być gorsze dla śluzówki niż zwykłe m
                                                    > ycie. Wrzeszcząc dziecko otwiera buźkę szeroko i wszystkie ząbki są doskonale d
                                                    > ostępne :)

                                                    Zależy od dziecka, nie musi wrzeszczeć, może w złości i buncie właśnie zaciskać usta na sam widok szczoteczki. Co byś wtedy zrobiła? Odpowiedz proszę.


                                                    >posprzątanie rozlanej herbaty jest logiczne a siedzenie w kącie za rozlanie herbaty jest nielogiczne.

                                                    Nie widzę żadnego powodu do stawiania dziecka do kąta za rozlanie herbaty, to jakiś absurd.
                                                  • rulsanka Re: nie radzę sobie 17.02.15, 16:15
                                                    Zależy od dziecka, nie musi wrzeszczeć, może w złości i buncie właśnie zaciskać usta na sam widok szczoteczki. Co byś wtedy zrobiła? Odpowiedz proszę.

                                                    Próbowałam podważyć ząbki palcem i wtedy już otwierały. U małych dzieci jak u konia, nie cała jama ustna jest wypełniona zębami.

                                                    No to po co? Bo na prawdę od parukrotnego przepłukania tylko ust wodą nikt jeszcze nie umarł. Tak samo jak od pójścia spać bez prysznica.

                                                    Brak prysznica nie powoduje, że robią się dziury w ciele, które wymagają bolesnego leczenia. Mój starszak na widok lekarzy dostawał dosłownie spazmów, bo miał traumę po szpitalu w niemowlęctwie. Musiałam zrobić wszystko, by go nie nabawić kolejnej traumy. A co do płytki nazębnej, to jednorazowe nieumycie zębów powoduje, że płytka jest dużo trudniejsza do umycia w dniu następnym i wtedy naprawdę trzeba szorować. A jak nie ma płytki to zęby dwulatka myje się w kilka sekund (ja nie szorowałam jakoś przesadnie, ale zależało mi by przelecieć szczotką każdą powierzchnię zębów)
                                              • zabka141 Re: nie radzę sobie 16.02.15, 22:12
                                                Aqua i ruslanka, nic z tej waszej klotni niewiele wynika, a autorka watku pewnie juz dawno go opuscila. Klocicie sie o przemoc. Moim zdaniem wyjecie dziecka z piaskownicy to nie jest przemoc. Mylicie uzycie sily z przemoca. Natomiast nie potrafie sobie wyobrazic ze w ogole wyciaganie dziecka z piwnicy jest potrzebne. Podobnie nie potrafie sobie wyobrazic ze dziecko trzeba zaciagac do kacika. Otoz wydaje mi sie ze 4 letnie dziecko powinno choc troche sluchac rodzicow. To jest dla mnie nie do pomyslenia ze nie slucha. Oczywiscie w histerii nie poslucha, ale o tym ponizej. Ale tak normalnie to chyba dzieci was sluchaja?

                                                Co do kacika - ruslanka piszesz ze jak juz dziecko tam da sie odstawic to musi byc spokojne, wiec po co ten kacik? Otoz kacik jest kara. Nie odstawiamy tam dziecka w momencie najwiekszej histerii. Generalnie to nie odstawialabym tam dziecka za histerie. Ale za uderzenie, naplucie, itd.

                                                Na histerie sa inne metody - np. jesli widzimy ze histeria nadchodzi, ale jeszcze nie nadeszla - probujemy jakos odwrocic uwage dziecka i moze uda mu sie o histerii zapomniec. Jesli histeria juz nadciaga, ale jeszcze nie jest to mega histeria - probujemy udac ze nie widzimy, np. idziemy do innego pokoju. Jesli nie da sie udac ze nie widzimy - zostawiamy dziecko gdzie jest (jesli jest w tym miejscu bezpieczne) i mowimy - wychodze do duzego pokoju, jak sie uspokoisz prosze przyjdz. Jesli dziecko nie jest bezpieczne (np, uderza glowa o cos) - powstrzymujemy.

                                                Po kazdej tej histerii nastepuje rozladowanie sytuacji. Ze strony mamy jest wyjasnineie "wiesz ze nie wolno ....". Ze strony dziecka jest przepraszam. Z obu stron jest przytulenie, rodzic rowniez musi powiedziec ze wszystko jest juz ok/ zapomniane/ kocham cie.
                                                • grajfrutt Re: nie radzę sobie 16.02.15, 22:42
                                                  Mój syn normalnie to mnie słucha, hmm słuchał... A teraz nie chce. Dlatego założyłam ten wątek. A w momencie awantury, histerii, ataku złości to syn stara się wszystko robić na przekór. Do kącika by nie poszedł właśnie dlatego że kazalabym mu tam iść. I szczerze mówiąc stanie w kącie to dla mnie głupia kara. Sama pamiętam z dzieciństwa że stanie w kącie powodowało u mnie większą złość, i niczego nie uczyło.
                                                  Mój problem z synem polega na tym że ostatnio niemal wszystko potrafi wywołać u niego atak złości, szału, histerie, a wtedy nie dociera do niego nic. Jakbym umiała przewidzieć te sytuacje to też bym nie zakładała tego wątku bo problem by nie istniał.
                                                  • zabka141 Re: nie radzę sobie 17.02.15, 11:14
                                                    Powinniscie ustalic z mezem jak postepujecie w momencie ataku histerii (np. tak jak pisalam ponizej ignorujecie, wychodzicie z pokoju - na koniec jak dziecko sie uspokoi syuacja jest rozladowywana przez przytulanie). Do tego inna taktyka powinna byc przy karaniu dziecka. Jesli nie ten kacik to cos innego. Jesli dziecko nie ma ustalonych regul (np. pluje, bije, a ty przytulasz) to wydaje mi sie to moze zachecac do powtarzania takich zachowan (np. dlatego ze synkowi chodzi o wasza uwage).
                                                  • rulsanka Re: nie radzę sobie 17.02.15, 13:26
                                                    Minie :)

                                                    Jeśli chodzi o tłumienie w zarodku to masaże i przytulanie. Jeszcze może, ale to z wyczuciem - zdarzało mi się dać dzieciakom w krytycznym momencie łyżkę miodu/dwa okienka czekolady. Wiadomo, nie powinna być to reguła, ale czasem dziecko wariuje bo ma za mało cukru we krwi (a czasem, bo za dużo...). Moje chudzinki potrafią być nieznośne gdy są głodne.

                                                    U nas teraz nie ma nieposłuszeństwa, ale są niekończące się dyskusje, dlaczego, jak, po co, a może tylko trochę, a może nie tutaj. Jest to nawet zabawne.
                                                • rulsanka Re: nie radzę sobie 16.02.15, 22:55
                                                  Nie kłócimy się tylko żywiołowo dyskutujemy ;)

                                                  Co do przemocy, to wg. definicji z wikipedii: Przemoc fizyczna to wywieranie wpływu na proces myślowy, zachowanie lub stan fizyczny osoby pomimo braku jej przyzwolenia przy użyciu siły fizycznej. Czyli wyniesienie z piaskownicy jest przemocą.

                                                  Otoz wydaje mi sie ze 4 letnie dziecko powinno choc troche sluchac rodzicow.

                                                  No to się słucha zazwyczaj. Ale czasem się nie słucha i rozmawiamy o tym, co wtedy.

                                                  Otoz kacik jest kara.

                                                  To jest właśnie temat dyskusji pomiędzy mną a aquą. Ja uważam, że generalnie kącik jest karą i uważam, że lepiej wychowywać bez takich (nielogicznych, tresurowych) kar. Natomiast aqua stosowała kącik nie jako karę tylko formę wyciszenia, jedyną działającą w przypadku jednego dziecka. Mam wrażenie, że obie stoimy na stanowisku, że kary powinny być logicznym następstwem czynu.

                                                  Na histerie sa inne metody - np. jesli widzimy ze histeria nadchodzi, ale jeszc ze nie nadeszla - probujemy jakos odwrocic uwage dziecka i moze uda mu sie o histerii zapomniec.

                                                  To chyba u roczniaka działa. Starsze i mądrzejsze dziecko nie zapomina tak łatwo, a jeśli to robi, to chyba jest lekko gapowate.

                                                  Jesli nie da sie udac ze nie widzimy - zostawiamy dziecko gdzie jest (jesli jest w tym miejscu bezpieczne) i mowimy - wychodze do duzego pokoju, jak sie uspokoisz prosze przyjdz.

                                                  Niektórym dzieciom służy histeryzowanie w towarzystwie (szybciej się uspokajają: mój starszak) a innym ignorowanie (młodszy). Metodę dostosowuję do dziecka.

                                                  Po kazdej tej histerii nastepuje rozladowanie sytuacji. Ze strony mamy jest wyjasnineie "wiesz ze nie wolno ....". Ze strony dziecka jest przepraszam. Z obu stron jest przytulenie, rodzic rowniez musi powiedziec ze wszystko jest juz ok/ zapomniane/ kocham cie.

                                                  Strasznie to wszystko szablonowe i oderwane od realnych uczuć.
                                                  • zabka141 Re: nie radzę sobie 17.02.15, 11:22
                                                    Ruslanka, tak, brzmi szablonowo, bo to jest mooja propozycja, szablon dla rodzicow. Prosze sobie taki szablon wypelnic swoimi sformulowaniami, sposobem w jaki wyrazasz uczucia.

                                                    Wkurza mnie takie lapanie sie za slowka, wolalabym poczytac jakies ciekawe propozycje jak postepowac w momencie histerii, jak karac (albo dlaczego nie karac dziecka).

                                                    Co wiecej krytykujesz odwracanie uwagi - przeciez pisze ze to jest w momencie przed histeria. Krytykujesz wychodzenie z pokoju, bo histeryzowanie w towarzystwie lepiej sluzy twojemu dziecku. Jesli juz lapiemy sie za slowka to pierwszy raz slysze ze histeryzowanie "ma sluzyc" dziecku, tzn. nie powinnas zachecac dziecka do wyladowywania frustracji przez histerie, a raczej probowac innych sposobow.
                                                  • Gość: mag1982 Re: nie radzę sobie IP: *.dynamic.chello.pl 17.02.15, 11:37
                                                    wolalabym poczytac jakies ciekawe propozycje jak postepowac w momencie histerii, jak karac (albo dlaczego nie karac dziecka)

                                                    Jestem świeżo po warsztatach prowadzonych przez panią psycholog z PPP i generalnie problem z karaniem jest taki, że nie działa. Tzn. dziecko nie przestaje robić niedozwolonych rzeczy tylko robi je kiedy rodzic nie widzi. Dlatego zamiast kar psycholodzy aktualnie zalecają szukanie konsekwencji np. naplułeś-zetrzyj itp. nie w formie kary tylko logicznego następstwa. Dużo lepiej działa szczere chwalenie tego co dziecko robi dobrze. Inna sprawa, że dzieci przechodzą różne fazy, natężenie zależy od temperamentu dziecka, i wtedy nawet zazwyczaj dobrze zachowujące się dziecko potrafi szaleć i nie słuchać. Jest to naturalny etap rozwoju, który po prostu trzeba przeżyć i nie oszaleć ;)
                                                  • rulsanka Re: nie radzę sobie 17.02.15, 13:18
                                                    Odwracanie uwagi, przed histerią czy nie, jest bez sensu. Histeria jest z jakiegoś powodu, np. dziecko nie może czegoś dostać. I nie zapomni o tym tak łatwo. O ile ma lat więcej niż 2. Ja raczej powtarzałam ewentualny zakaz i ewentualnie dawałam krótkie uzasadnienie, po czym dziecko mniej lub bardziej skutecznie radziło sobie ze swoją frustracją. A ja byłam obok by móc przytulić, gdy będzie chciało.

                                                    Jesli juz lapiemy sie za slowka to pierwszy raz slysze ze histeryzowanie "ma sluzyc" dziecku, tzn. nie powinnas zachecac dziecka do wyladowywania frustracji przez histerie, a raczej probowac innych sposob

                                                    Chodziło mi o to, i chyba nawet to wyjaśniałam, że niektóre dzieci szybciej się wyciszają, gdy towarzyszy im rodzic, a inne w samotności.

                                                    O tym, dlaczego nie karać (w znaczeniu kar nielogicznych typu kącik przemyśleń czy chmurka na tablicy) było wielokrotnie. Nielogiczne kary oduczają myślenia i nie dają prawdziwej motywacji do czynienia dobra/unikania zła.
                                                  • aqua48 Re: nie radzę sobie 17.02.15, 14:14
                                                    rulsanka napisała:

                                                    > Odwracanie uwagi, przed histerią czy nie, jest bez sensu. Histeria jest z jakie
                                                    > goś powodu, np. dziecko nie może czegoś dostać.

                                                    Mylisz się. Należy starać się nie dopuścić aby dziecko wpadało w histerię, nie przyzwyczajało się do huśtawek emocjonalnych i reagowania złością na odmowę czegokolwiek. W tym celu odwraca się jego uwagę. Potem już nie ma problemu, że czekolady dostanie jeden kawałek, a bajki może oglądnąć tylko dwie. Od takich decyzji rodziców nie ma odwrotu, ale za to są potem inne ciekawe sprawy do zrobienia.

                                                    Nielogiczne kary oduczają myślenia i
                                                    > nie dają prawdziwej motywacji do czynienia dobra/unikania zła.

                                                    Zapewniam, że logiczne kary też nie dają wiele do myślenia - ani dzieciom, ani dorosłym. Nagrody są dużo lepsze, skuteczniejsze i dają szybszy efekt.
                                                  • rulsanka Re: nie radzę sobie 17.02.15, 16:05
                                                    Należy starać się nie dopuścić aby dziecko wpadało w histerię, nie przyzwyczajało się do huśtawek emocjonalnych i reagowania złością na odmowę czegokolwiek. W tym celu odwraca się jego uwagę.


                                                    Ale ja nie piszę, że dobre jest pozwolenie, żeby dziecko wpadło w histerię, jeżeli można jej zapobiec. Piszę tylko, że dziecku powyżej 2 rż nie da się odwrócić uwagi (mojemu starszakowi w ogóle nie dało się odwrócić uwagi, nawet jak był niemowlęciem). I dlatego rada jest bez sensu, bo rozmawiamy o czterolatku.

                                                    Zapewniam, że logiczne kary też nie dają wiele do myślenia - ani dzieciom, ani dorosłym.

                                                    Posprzątanie po sobie jeśli się nabałaganiło nie daje do myślenia?

                                                    Nagrody są dużo lepsze, skuteczniejsze i dają szybszy efekt.

                                                    Głupie nagrody są równie demoralizujące jak głupie kary.
                                                • mag1982 Re: nie radzę sobie 17.02.15, 08:11
                                                  Piszesz z własnego doświadczenia? W jakim wieku masz dzieci? Odwracanie uwagi działało u mojej córki do ok. 2,5 roku. W wieku trzech lat wywoływało efekt wręcz odwrotny więc zaniechałam.

                                                  Po kazdej tej histerii nastepuje rozladowanie sytuacji. Ze strony mamy jest wyj
                                                  > asnineie "wiesz ze nie wolno ....". Ze strony dziecka jest przepraszam. Z obu s
                                                  > tron jest przytulenie, rodzic rowniez musi powiedziec ze wszystko jest juz ok/
                                                  > zapomniane/ kocham cie.


                                                  Testowałaś to na swoim potomstwie? Moja na takie podręcznikowe zagrywki reaguje alergicznie. Poza tym wydaje mi się nie w porządku, żeby dziecko przepraszało za histerię. Dziecko w takich momentach naprawdę nad sobą nie panuje i często nie potrafi się samo uspokoić. To wyjaśnienie ze strony mamy będzie brzmiało "Wiesz, że nie wolno się złościć"?
    • ambivalent Re: nie radzę sobie 10.02.15, 22:52
      Corke mam dokladnie w tym samym wieku i przechodzimy obecnie przez to samo (wlaczajac mlodsze rodzenstwo ale wylaczajac plucie).
      Mysle, ze rady auqa i mad_die sa trafione w sedno.
      Nie wydaje mi sie, zeby czeste ustepowanie bylo dla niego dobre. Czasami moze byc tak jak on chce a czasami nie i on raczej powinnien sie tego nauczyc. Na sytuacje kiedy on niszczy, albo kogos krzywdzi, reaguj ostro. Czterolatek, nawet podczas skoku rozwojowego, powinnien wiedziec, ze nie wolno sie tak zachowywac. Jezeli sie tak zachowa nie karz go, ale kaz mu posprzatac (np wytrzec te nieszczesne zdjecia). Nie obiecuj bajek, O ILE bedzie sie dobrze zachowywal. W ogole nie powinnas traktowac TV jako nagrody. To moze i dziala na krotka mete, ale dlugodystansowo marne to przyniesie efekty. ALE jezeli powiesz, ze moze obejrzec 5 to pozwol obejrzec 5. Wymagasz od niego, zeby sie trzymal umow miedzy wami, to ty tez powinnas.
      Nie wtracaj sie miedzy niego a dziadkow. Nie upominaj jezeli jest z nimi, niech to miedzy soba zalatwia. Chociaz porozmawiaj z nimi, pomoc im w relacjach z wnukiem. Wydaje mi sie, ze upominanie pieciokrotne w sytuacji kiedy on dziadka krzywdzi nie powinno miec miejsca. Mozna ostrzec raz, ze np skakanie na plecy boli i poprosic, zeby tego nie robil, ale nastepnym razem koniec zabawy. I koniec.
      Nadpobudliwosc tez przechodzimy. I odkrylam, ze ruch owszem, ale nie kosztem czasu w domu. Czasami lepiej dziala powrot szybki do domu i to, ze dziecko ma wiecej czasu na zabawe niz meczacy spacer. Moje dziecka to nie uspokaja i nie wycisza, wrecz przeciwnie. Ale oni spedzaja naprawde duzo czasu na podworku w przedszkolu, bez wzgledu na pogode, wiec jej wystarcza to.
      Ogolnie to mysle, ze nie jestes kiepska mama i nie powinnas miec wyrzutow sumienia. Uporzadkuj troche swoje stosunki z synem i wprowadz proste zasady w kwestii jego zachowania. Odpusc tak duzo jak mozesz, z takim czterolatkiem nigdy nie wygrasz, a jezeli wygrasz to najprawdopodobniej poniesie ON duzy koszt twojej wygranej. Nie pros go o zrobienie czegos np ubranie sie, tylko powiedz, ze to czas na ubranie sie. Kazda moja prosba w stosunku do mojej corki konczy sie odmowa. Po prostu stwierdz fakt: teraz sie ubierasz. I zostaw to jemu.
      I nie uwazam, ze to przejaw zazdrosci o siostre.
      Uspokoj sie i ignoruj. Niedlugo przejdzie.
      • mag1982 Re: nie radzę sobie 11.02.15, 08:39
        "Nie wydaje mi sie, zeby czeste ustepowanie bylo dla niego dobre. Czasami moze byc tak jak on chce a czasami nie i on raczej powinnien sie tego nauczyc. Na sytuacje kiedy on niszczy, albo kogos krzywdzi, reaguj ostro."

        Mam takie samo wrażenie. Sama mam prawie czterolatkę i prawie roczniaka i u nas od niedawna poprawa zachowania córki. Mniej awantur, co prawda nadużywa słów "kupa" czy "siku" o czym zakładałam niedawno wątek ale ogólnie lepiej. Mam nadzieję, że to potrwa jak najdłużej ;)
        Jeśli córka mnie uderzy (ostatnio zdarzyło się to z miesiąc temu) reaguję ostro i wychodzę z pokoju. Jeśli pluje, mówię, że mi się to nie podoba, dostaje szmatę i sprząta. Może pluć do umywalki w łazience. Nie daję nagród w postaci nadprogramowych bajek czy słodyczy, kar też nie daję. Jeśli nie chciał iść się kąpać bo bajka, można mu było powiedzieć, że pozostałe dwie obejrzy po kąpieli już w piżamce.
    • rulsanka Re: nie radzę sobie 14.02.15, 16:51
      Mój starszak miał równo 4,4 jak urodził się młodszy. Były straszne jazdy, częściowo z zazdrości, choć braciszka kochał i kocha ogromnie. Ale rzeczywiście był to okres skoku rozwojowego. Nieposłuszeństwo, dążenie do eskalacji konfliktów. Jeżeli ja byłam cierpliwa, to starał się mi tak dokuczyć bym się jednak zdenerwowała. Było ciężko. Syn cały czas chodził pobudzony, nakręcony. Bardziej, gdy zostawał dłużej w przedszkolu (do 16.30). Gdy zostawał do 15, zachowanie było lepsze.
      W okresach, kiedy miałam poczucie kontroli nad sytuacją, skutkowały głębokie masaże całego ciała. Syn nawet raz zasnął przy takim masażu. Zaskakująco skuteczne było przytulanie syna, w momencie w którym zaczynał dążyć do konfliktu. Bo tak naprawdę wyglądało na to, że kłótnia była dla niego sposobem na rozładowanie jakichś wewnętrznych napięć, a powód mógł być dowolny. Tak naprawdę to jedyna różnica między 4,5 latkiem a dwulatkiem jest taka, że dwulatkowi łatwiej odwrócić uwagę. Poza tym są tak samo niedojrzali.
      Krzyczenie dawało odwrotny skutek. Skuteczne było pozostawienie synowi wolnej ręki do pewnego stopnia. Ubierz się, za chwilę wychodzimy do przedszkola. Jeżeli się nie ubrał, to wprowadzałam w czyn wychodzenie w tym, w czym jest. Jeżeli się opierał, to mówiłam, że jadę bez niego a on zostaje sam. Nie walczyłam siłą fizyczną i starałam się też nie krzyczeć (z tym bywało różnie).
      Tak czy inaczej zdarzyło mi się nie raz mieć poczucie klęski wychowawczej.
      Po kilku miesiącach było znacznie lepiej i na razie (syn ma 6,5) nie wróciło. Był jeszcze jeden okres nadpobudliwości ale bez takiego okropnego buntu.
      Ja nie stosowałam żadnych kar, poza logicznymi następstwami. Uważam że kary w długofalowym rozrachunku mają więcej wad niż zalet. Bo nie uczą myślenia, wręcz oduczają.

      Martwi mnie jeszcze ze jak syn jest na mnie zły to mówi że nie chce żyć, chcę żeby przejechał go samochód, albo żeby wypadł z okna itp. lub że zabije mnie, uderzy mnie. Jak reagować?

      Nie bierz tego za bardzo do siebie, on tak odreagowuje. Można trochę zignorować, trochę pocieszyć. Nie okazując, że cię to rani, bo niestety może to zacząć wykorzystywać. Mój się wyprowadzał z domu. Mówię dobra, okej, pakuj manatki. Szybko temat ucichał.
      • grajfrutt Re: nie radzę sobie 15.02.15, 23:33
        Nie biorę do siebie tych słów, jak się wyprowadza z domu, jak zmienia mamę czy tatę to rozumiem, ale jak mówi że chcę się zabić i np celowo uderzy się o coś (ścianę, drzwi itp) to jednak nie czuje się z tym zbyt dobrze i wydaje mi się ze powinnam jakoś zareagować, tylko nie wiem jak zeby z jednej strony nie wdawać się w dyskusję a z drugiej nie bagatelizować problemu.
        • rulsanka Re: nie radzę sobie 16.02.15, 08:45
          ale jak mówi że chcę się zabić i np celowo uderzy się o coś (ścianę, drzwi itp)

          Jeżeli widzisz, że robi sobie dużą krzywdę, np. skacze na główkę z kanapy (taki skok zaliczył mój starszak mając właśnie 4,5 - choć nie ze złości tylko z nadpobudliwości), to lepiej dziecko powstrzymać. Ale jeśli nie robi sobie dużej krzywdy to najlepiej ignorować, wtedy szybciej mu się znudzi.
          Mnie się wydaje, że takie gwałtowne zachowania, histerie, szukanie konfliktów, bicie to reakcja na rośnięcie. Myślę, że dzieciom w tym okresie jest naprawdę trudno, przede wszystkim samym ze sobą. Jak porównywałam zdjęcia syna sprzed tego skoku i po (różnica jakichś 3 miesięcy), syn wyglądał na nich całkiem inaczej. Na tych młodszych zdjęciach miał wygląd bardziej zbliżony do trzylatka. A później nagła zmiana na małego chłopca. I mnie się wydaje, że te fizyczne zmiany muszą być w jakiś nieprzyjemny sposób odczuwane przez dziecko. Dlatego naprawdę polecam te masaże, jakieś wałkowanie w kocu itp. To stymuluje mięśnie i nerwy, co jest ważne gdy proporcje ciała się zmieniają. Takie zabawy bardzo fajnie wyciszają. Ostatnio syn przyszedł nakręcony od kolegi, skakał, wariował. Zrobiłam mu masaż i miałam spokojne dziecko.

          Jeśli grozi, że się zabije, to ja bym pozostawiła to bez komentarza. Raczej nie mówi serio. A jak czujesz, że jest to bardziej serio, że to powtarza, skupia się na tym, to jednak udałabym się do psychologa, na początek bez dziecka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka