Gość: Karola
IP: 80.54.109.*
04.08.17, 11:50
Zacznę od początku. Córkę urodziłam dość młodo. Czasem chodziłam z nią na zajęcia na uczelni. Była dość chorowita w przedszkolu, więc zwykle to ja z nią zostawałam, a racji tego, że miałam mało zajęć na uczelni, ale za to więcej nauki w domu. Dużo się wtedy z nią bawiłam, z taka myślą, że później sama będzie się chętnie bawić. Bawiłysmy się w salonie, bo swój pokoik ma mały i tak zostało, nie chce sama siedzieć w pokoju, jeśli już ją namówie żeby zjęła się sobą to znosi zabawki to salonu. (Później nie chce ich sprzątać). Lecz to właściwie nigdy nie nastąpiło. Potrafiła się zająć naprawdę bardzo krótko, mimo posiadania różnego rodzaju zabawek. Zwykle nie wiedziała czym się bawić więc musiałam sama coś jej wetknąć ( zabawkę lub inne rzeczy, z których np można coś porobić). Z tą samodzielną zabawą jest bardzo ciężko aż do dziś (8 lat). Przez te lata tłumaczyłam, że np. „teraz czas dla mamy- 20 min”, „mama chce odpocząć” itp. I zwykle było tak, że chwile się pobawiła i zaraz zaczynała symulować, a to że chce jeść, że boli brzuch. No krew mnie zalewała. Kiedyś byłam spokojniejsza i moje tłumaczenia nie pomagały, teraz już często zaczynam krzyczeć, że kłamie. Oczywiście atmosfera robi się kiepska. Córka z płaczem do swojego pokoju i tak siedzi 20 minut.
Córka bardzo lubi dzieci i ludzi. (Ja nie jestem zbyt towarzyska). Najbardziej przydałoby się rodzeństwo, ale to niemożliwe. Więc z tymi dziećmi jest tak, że córka bardzo łatwo nawiązuje kontakty, ale co mnie martwi, to to, że na placyku, pierwsza rzecz, która robi, to nie pójście na huśtawkę, tylko szukanie koleżanki… Jak już ją znajdzie, to jest strasznie namolna. Myślałam, że z czasem to minie… Łazi za nią cały czas, nawet gdy ta idzie to toalety, do rodziców, zjeść. Do mnie nie podejdzie, tylko cały czas z tą nową koleżanką. Nawet się jej pyta: napijemy się wody? Tamta mówi nie, więc córka nie pije. I tak cały czas. Co robić, wiem, że to dużo problemów, próbuję jej tłumaczyć, że nie można za kimś cały czas chodzić i prosić o zabawę, bo inne dzieci jednak często tego nie lubią, ale to nie działa. W zeszłe wakacje przeszła sama siebie. Mieszkałyśmy w domku, a obok duża rodzina z dziećmi, córka już od samego rana stała przy ich domku, nie pomogły moje tłumaczenia, że to niekulturalne, wpraszała się do nich non stop. I do innych domków tez cały czas podchodziła, mimo, że był bardzo duży plac zabaw, choć czasem nie było na nim dzieci. Stwierdziłam, że będziemy częściej nad wodę chodzić… Innym razem „zaprzyjaźniła się” z małymi dziećmi – 3 latkami trojaczkami , poszła z nimi oglądać bajkę, a jak dzieci poszły spać to ciągle tam siedziała, kazałam jej wyjść, wyszła z płaczem, potem jeszcze kilka razy chodziła tam, bo zawsze cos dostawała do jedzenia :/ Nie rozumiała, że zawraca głowę tej pani. W tym roku już nie pojechałam z nią na wakacje.
Co robić? Podpowiedzcie coś..