Dodaj do ulubionych

Jak zmotywowac 9latke do nauki?

22.12.06, 20:49
Witam,
moja prosba bedzie nietypowa, ale bardzo proszę o odpowiedź choc nie jestem
matką dziecka. Do tej pory zwierzalam na forum "starsze dziecko" i tam juz
mnie znają :), natomiast na innych forach czesto pierwszym odruchem jest
zlekcewanie mojego wpisu gdyz mam pytanie.

Bo sytuacja jest nietypowa. Jestem wolontariuszką do rodziny wielodzietnje i
patologicznej w ktorej jest 6 dzieci w wieku od 3 mcy do 10 lat. Organizuje
im pomoc od 2,5 roku. Nie jest to pomoc ani finansowa ani materialna (z
wyjatkami np. uzywanych ciuchow dla dzieci czy prezentow na Gwiazdke czy I
Komunie itp) - glownie zajmujemy sie pomoca szkolno-zdrowotną dzieciom, gdyz
matka dzieci, lekko uposledzona umyslowo, bardzo agresywna i prymitywna wraz
z ojcem dzieci, zaniedbują je wychowawczo, emocjonalnie. Są to nich
przywiązani, maja czysto w domu, nie ma alkoholu tam, ale nie dbaja ani o ich
zdrowie np. szczepienia, okulista itp ani juz w ogole jesloi chodzi o nauke.
Dziewczynka obecnie 9letnia, uczennica III klasy, urodzona jako wczesniak
zatruty nikotyną, nie stymulowana, nie rehabilitowana, nie reedukowana -
przejawia ogromne problemy z nauką: z mysleniem, kojarzeniem, wyslawianiem
się, zapamietywaniem. Bardzo slabo przyswaja tresci. Od konca I klasy jest
objeta wolontariatem, na poczatku ja ją uczylam w swoim domu 2 razy w tyg.
Nawiazala sie relacja miedzy nami, Emilka u mnie sie kąpala, uczylam ją
higieny, zasad moralnych, wszytsko cierpliwie tlumaczylam, robilsmy masę
dodatkowych cwiczen na fachowych materialach (bylam wychowawczynia w
przedszkolu do czasu zachorowania na stawy, jestem niepelnosprawna), na
poczatku II klasy na moj wniosek dziecko zostalo przebadane psychologicznie i
okreslono ze ma inteligencje ponizej przecietnej sporo ale jeszcze w normie,
ze opóźniona w rozwoju o ok 1,5 roku. Zapisalam ją do Poradni Reedukacyjnej
aby jeszcze wzmocnic jej pomoc. Dziewczynka pracowala ze mna dosc dobrze,
byly wzloty i upadki ale wymyslilam system sloneczek: za wytrwale
(niekoniecznie bezblednie ale bez marudzenia i migania sie) odbrabianie
lekcji ze mną + zrobienie dodatkowych cwiczen bylo sloneczko cale, za
marudzenie sloneczko ze chmurka a za stosunek "olewczy" burza z piorunami. Za
uzbierane 3 cale sloneczka bądż 5 za chmurką otwieralam "kuferek motywacyjny"
i tam byly rozne drobiazgi typu pachnaca gumka, naleoki, gazetka dziecieca,
spinki fajne, kredki itd i dziecko sobie wybieralo nagrode. Emilka pracowala
dosc systematycznie, zostala przepuszczona do 3 klasy bo opanowala minimum
programowe.

Teraz od wrzesnia mamy dramat. Ja nie moge malej uczyc bo mialam operacje
kolejna i nie mam juz sily. Znalazlam jej wolontariuszke z centrum
wolontariatu ktora zaczela pracowac z Emilka na identycznych warunkach.
Niestety choc dziecko bardzo chetnie chodzi do wolontariuszki, nie chce sie w
ogole uczyc. Nie pomaga system sloneczek, Emilka lekcewazy polecenia, nie
odrabia lekcji, nie czyta w ogole lektur, nigdy nie robi dodatkowych cwiczen,
nie sposob ją zmusic do dodatkowych cwiczen. W zeszlym roku ja ją prowadzalam
za kazdym razem do Poradni reedukacyjnej i bylam z nia w`czasie zajec -
uczylam sie w tmn sposob sama od pani reedulatorki jakie metody stosowac w
czasie pracy z dzieckiem. W tym roku poniewaz przychodnia jest bardzo blisko
nich, Emilka ma sama chodzic - polowe zajec opuszcza gdyz klamie ze nie ma
pani, ze to nie dzis, ze inna godzina itd. Wzielam ja do domu na powazna
rozmowe ale pomglo na tydzien.

Dziewczynka jest bardzo wrazliwa, posiada dar wielkiej empatii, nie jest
agresywna, wszystkie problemy dusi w sobie, trzeba byc baaaaaardzo cierpliwym
zeby dociec co sie dzieje w niej (np. problem z zeszlego roku gdy "do konca
zycia" odmowila zrobienia siusiu do pojemniczka na badanie i nikt nie mogl
zrozumiec dlaczego), nie umie mowic o swoich uczuciach.

Zaczela sie zachowywac nieznosnie: histeryzuje, tupie nogami na rodzicow,
obraza ich slownie, lekcewazy ich dobre gesty, nikt nie jest w stanie z jej
otoczenia zaintresowac jej nauką. Niszczy bezmyslnie podreczniki.
Nie moge jej juz uczyc i bedzie miala inna wolontariuszke od lutego gdyz ta
pierwsza zrezygnowala bo sama ma za duzo nauki. Wiem ze musze poszukac kogos
choc odrobine stanowczego i konsekwentnego ale nie chce mi sie wierzyc ze
tylko ja jestem w stanie zmusic to dziecko do pracy. Nie wiem o co chodzi
jej, co sie dzieje z jej psychiką.

jak mozna jeszcze na nia wplynac aby wykazala zainteresowanie nauką? ona
nadal jest w tyle rozwojowo za rowiesnikami, jest takze niższa i chudsza,
wiem ze ma dysfunkcje umyslowe ale zawsze, zawsze wymagalam od niej tylko
zaangazowania a nie od razu sukcesow i dobrych ocen. Ale gdy juz dostala
dobra ocene bylo wielkie swieto. W tej chwili wychowawczyni informuje ze
dziecko ma fatalne oceny :(.

W hierarchii wartosci rodzicow nauka zajmuje miejsce ostatnie. W ogole nie
chodza do szkoly (sporadycznie,raz do roku). Szkola i MOPS pomagaja dzieciom,
ja wspolpracuje zarowno z pedagogiem jak i z opieka socjalna.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Jak zmotywowac 9latke do nauki? 22.12.06, 21:38
      Wiesz, moim zdaniem przyczyna tkwi w opóżnieniu Emilki, a nie lenistwie czy
      braku motywacji. Problem w tym, ze ona nie jest w stanie nawet wkładając w to
      mnostwo pracy, dorównać kolegom, ani otrzymać dobrej oceny. Nie da sie ukryć -
      Emilka jest w sytuacji dziecka , ktore powinno być w pierwszej lub w drugiej
      klasie, a wymada sie od niej opanowania programu trzeciej - a to po prostu moze
      byc niewykonalne. Rozumiem, ze nie czyta lektur, to lektury dla niej za trudne,
      że nie robi zadań - bo ich nie rozumie. I to powoduje totalne zniechęcenie i
      agresję.
      Taka sytuacja spowodowałoby niechęć do nauki nawet dziecka z najlepszej,
      wykształconej rodziny, a co dopiero mówić o sytuacji rodziny patologicznej.
      W dodatku 9-latka naprawdę jest zbyt mała, by uczyć się "sama dla siebie" czy
      dla odległej o wiele lat przyszłości.
      Wydaje mi sie, że najlepiej dla Emilki byłoby zostać na drugi rok. Nie ma szans
      poradzic sobie w czwartej klasie, gdzie nastepuje nagły skok trudnosci - to
      raz. Znajdzie się w grupie dzieci bliżej jej w rozwoju intelektualnym - to dwa.
      sama przekona sie, ze uczyć sie trzeba, żeby przejść do nastepnej klasy - to
      trzy.
      nie mozna zmotywować człowieka do rzeczy niemozliwych. Gdyby mi kazano
      studiowac fizyke, prawdopodobnie też nikt i nic nie zmotywowaloby mnie do
      nauki. Wiem, ze ci na dziecku zalezy, ale w takiej sytuacji trzeba przede
      wszystkim stawiać na rozwój społeczny, na praktyczne umiejętności, a nie na
      nauke szkolną. Juz widzisz, że jej charakter się pogarsza, a przyczyna jest
      stała frustracja. Emilka nie będzie naukowcem. Nauczcie ją dobrze funkcjonowac
      w swiecie, pomózcie zdobyć zawod i nie liczcie za bardzo na jakiekolwiek
      osiagniecia w szkole.
      Widziałam w mojej klasie lekko uposledzoną dziewczynkę "ciągnietą za uszy"
      przez matke z klasy do klasy. Efekt - śladowe szkolne wiadomosci i bardzo,
      bardzo nieszczęśliwe dziecko, ktore wyroslo na nieszczęśliwą kobietę. Sa rzeczy
      o niebo wazniejsze od nauki.
    • Gość: sion2 pani pedagog... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.12.06, 12:40
      Czy pani pedagog moglaby tez tu sie wypowiedziec? oczywiscie verdano zgadzam
      sie z toba ale bylam teraz u tej rodziny dzien przed swietami i zobaczylam ...
      kompletnie zgnojoną 9latkę, ktora najwyrażniej jeszcze ktos straszyl moja osobą
      (!) "zobaczysz jak ciocia Kasia sie dowie jak sie uczysz to..." - troche znam
      sie na dzieciecych minkach i nastrojach ze wyczulam ze cos takiego mialo
      miejsce. Dziewczynka sie boczyla na mnie, byla przeraźliwie smutna a ja
      przywiozlam dzieciom worek prezentow od darczyncow, preznety obracala w palcach
      bez radosci, na wszelkie pytania odpowiadala polslowkami itd... serce mi sie
      krajalo.

      Okazalo sie ze mama poszla pierwszy raz od wrzesnia do szkoly na wywiadowke.
      Emila ma 80% najgorszych ocen, ktore w tej szkole brzmia "musisz popracowac",
      ale nie tylko chodzi o jej zle wyniki sprawdzianow itd. Ona nie wykazuje
      zadnego zaintresowania nauka np. wypelnia z bledami i bez sensu karty pracy
      naprzod a potem siedzi na lekcji i sie nudzi bo dzieci dopiero to robia a ona
      zaczyna rozparszac kolezanki, gadac. Nie czyta w ogole lektur, nie uczy sie na
      pamiec, nie wykonuje polecen. W domu odprawia histerie jak ma cokolwiek zrobic
      zwiazengo z lekcajmi.

      Jej rodzice w mojej obecnosci wylali na nia kubel pomyj slownych, probowalam to
      zatrzymac ale nic z tego, oni sa przekonani ze Emila ma złą wole i nie chce sie
      uczyc. Wychowacwzyni powiedziala ze dziecko powinno byc przebadane przez
      psychologa. Ja widze tez taka koniecznosc aby okreslic czy jej problemy
      wynikaja z buntu (czesc na pewno) czy z jej problemow intelektualnych i tego ze
      mimo opinii z poradni ze powinna powtarzac 2 klase, zostala promowana do klasy
      3.

      Pani pedagog do kogo sie zwrocic o pokierowanie?
    • ekspert_femmeritum Re: Jak zmotywowac 9latke do nauki? 27.12.06, 12:47
      Całkowicie zgadzam się z wypowiedzią Verdeny. Dodałabym jeszcze, że ważne jest,
      aby dziecko miało poczucie własnej wartości niezależnie od poziomu swoich
      możliwości oraz czerpało radość z życia z tego , że jest człowiekiem. Stawianie
      mu zadań ponad jego możliwości nie daje dziecku sposobności do przeżywania
      sukcesu a tylko dostarcza porażek, co w efekcie pozbawia je poczucia sprawczości
      i wiary w to, że może żyć godnie takie jakie jest. Chciałabym jeszcze dodać, że
      jestem pełna podziwu dla Ciebie. To dziecko ma szczęście, że spotkało na swojej
      drodze kogoś, kto może dać mu wsparcie. A to wydaje mi się najważniejsze.
      Pracuję z dziećmi z rodzin ubogich, dotkniętych chorobą alkoholową, chorobą
      psychczną. Wiem jak dla nich ważny jest kontakt z kimś, kto ich rozumie, pomaga,
      wspiera w borykaniu się z trudnymi warunkami ich rozwoju.
      • verdana Re: Jak zmotywowac 9latke do nauki? 27.12.06, 17:29
        Widzisz, problemem jest stosunek rodziców Emilki do niej, a nie nauka szkolna.
        Próba zmuszenia czy skłonienia dziecka do uczenia się na poziomie
        odpowiadajacym jej rodzicom - to uczynienie z dziecka ofiary patologicznej
        rodziny. Nie Emilka ma się dostosować do nierealnych oczekiwań matki i
        dorosłych, tylko matka i dorośli dostosować swoje wymagania do możliwosci
        dziecka. Nic nie da dziecku jeszcze i to, ze inne osoby będą ją nakłaniać do
        nauki, skoro ona na wymaganym poziomie uczyć się nie może. Po prostu NIE MOŻE -
        nie "nie chce", nie "nie potrafi", nie "nie ma motywacji" - tylko nie jest do
        tego zdolna i nic nie jest w stanie tego zmienić. Dziecko niesprawne fizycznie,
        z porażeniem mózgowym nie bedzie choćby przeciętne z w-f-u - i to dorośli jakos
        rozumieją. Emilka nie będzie przeciętną, ani nawet słabą uczennicą - i to
        trzeba zrozumieć, a nie "motywować". Każda próba zachęcenia jej w tym momencie
        to dalsze przypominanie, ze nie spełnia niczyich nadziei - ani rodzicow, ani
        reedukatorki, ani nawet ulubionej Pani Kasi. Ja bym dziecku wyraźnie
        powiedziała, ze oczekujesz od niej, by była dobrym człowiekiem, by wypełniała w
        miarę możliwosci polecenia Pani, ale ani słowem nie mówiła o stopniach,
        wynikach. Moze nawet przeciwnie - powiedziałabym, ze zostanie na drugi rok
        nikogo nie hanbi. Z doswiadczeń na własnych dzieciach wiem, jak doskonałe
        skutki przynosi czasem zaniedbanie - dziecko zbyt skoncentrowane na uczeniu się
        rzeczy, ktorych nauczyc się nie jest w stanie osiaga wyniki coraz gorsze, a nie
        coraz lepsze. Czasem spadek presji, machnięcie ręka, usmiech i powiedzenie
        dziecku - A, przestań się tym przejmować, nie musisz! - przynosi skutki wręcz
        rewelacyjne.
        Konieczna jest natomiast wizyta u psychologa. On może i zbadać IQ i dać
        wskazówki - nie tylko dziecku, ale i nauczycielom. Może konieczne byloby
        nauczanie takie, jak w klasach integracyjnych?
        • verdana PS Skierowanie do psychologa? 27.12.06, 17:33
          Do psychologa nie trzeba skierowania. Trzeba się zgłosić do poradni
          pedagogiczno-psychologicznej. Numer i nazwisko psychologa, zajmującego się
          dziećmi z tej szkoły bedzie na pewno w sekretariacie szkolnym. Trzeba zadzwonić
          i umowić się na wizytę - problem jednak w tym, ze na pewno będą chcieli, aby
          dziecko przyszło z matką. Bez zgody matki lub ojca przebadanie dziecka jest
          niemożliwe.
          • sion2 No tak verdano ale... 27.12.06, 20:08
            dziekuje oczywiscie za odpowiedzi, pani pedagog takze


            musze jednak powiedziec ze problem jest na pewno bardziej zlozony: oczywiscie
            wydaje sie ze 90% stosunku Emilki do nauki wynika z jej intelektualnych
            niedomagan

            chcialabym jednak wyraźnie podkreslic ze jesli chodzi o moja caloroczną prace z
            tym dzieckiem - mam na mysli 2 klase gdy spotykalysmy sie 2 razy w tyg niemal
            caly rok szkolny - NIGDY nie walczylam o stopnie Emilki, NIGDY nie
            przedstawialam jej sytuacji w taki spoosb ze MUSI miec okreslone wyniki w
            szkole, system sloneczek na przyklad dotyczyl mojego oceniania STOSUNKU Emilki
            do nauki a nie ilosci błędow przez nia popelnianych. zawsze uczylam ją
            dokladnie tego co opisalas: ze wartosc czlowieka nie mierzy sie stopniami, ze
            liczy jej pracowitosc a nie efekty koncowe, ze nie kazda ocena musi byc
            sprawiedliwa, ze najwazniejsze aby ona chiala pracowac i cwiczyc a nie jest
            wazne czy "bardzo dobry" dostanie zawsze czy raz na pol roku. Nigdy nie
            krytykowalam jej za bledy.

            I dziecko pracowalo, bylo posluszne, juz w zeszlym roku byla sprawa bazgrania
            po kartach pracy i gadania na lekcjach a takze oddawania starszej siostrze
            lekcji do odrobienia - i wierzcie czy nie, po kilku serdecznych rozmowach,
            Emilka sama zrouzmiala i wniosek wyciagnela ze ona sama siebie krzywdzi takimi
            zachowaniami i az do konca roku zniknal problem... pojawil sie znowu w nowym
            roku skzolnym gdy nie mialam z powodu operacji kontaktu z dzieckiem.

            Chodzi o to ze Emilka jest autentycznie zlosliwa, pyskuje, lekcewazy to co sie
            do niej mowi - a mnie zalezy na ustaleniu czy jest to wynik frustracji szkolnej
            spowodowanej slabym intelektem, czy tez po prostu Emilka uznala ze nie bedzie
            sie uczyc bo nie i juz. Tak dzieci czasem mają przeciez. W pierwszym wypadku
            trzeba zmienic wymagania jej, inaczej uczyc, inaczej oceniac ale w drugim
            trzeba poporacowac nad jej charakterem i wychowaniem.

            Rozumiem ze Emilka moze nie umiec pracowac na materiale 3 klasy ale nie
            rozumiem zlosliwego bazgrania po ksiazce, klamania ze nic nie jest zadane itd
            nawet gdy te czynnosci są tylko przejawem buntu i nieradzenia sobie.

            Rodzice widza ze robi sie tak wielki problem ze sami sa chetni isc z nia do
            psychologa ale co z tego skoro nie posluchaja sie go potem, dla nich ich
            wszystkie dzieci są calkiem normalne, nawet niemowiacy 4,5 latek.

            Emila jest pod opieka poradni pedagogicznej - o i tu mi sie przypomnialo: caly
            zeszly rok ja chodzilam z nia na kazde zajecia do tej poradni. Poradnia jest
            300 m od ich domu a idzie sie przez park. W tym roku dziewczynka ma obowiazek
            chodzic tam sama - i co? zaczela klamac matce ze nie dzis, ze inna godzina, ze
            odwolane itd itd, cudem sie dowiedzialam i uchronilam ją od wyrzucenia z
            poradni bo w kolejce czeka mnostwo dzieci. Dlaczego Emila nie chce chodzic tam
            skoro ma tę samą ukochana panią Elę i doskonale zna tamte klimaty i
            oczekiwania? ze mna robila zadania domowe, ktore zadawala jej terapeutka, sama
            Emilka nie zrobi absolutnie nic.
            • verdana Re: No tak verdano ale... 27.12.06, 20:42
              Ja rozumiem Emilkę. Ona radziła sobie o tyle o ile w zeszłym roku, bo miala
              stałą pomoc. Bez pomocy, takiej jak Twoja jest bezradna.
              Mój syn jest dysortografikiem. W pierwszej klasie miał rozsądną wychowawczynię.
              W drugiej klasie przyszła pani, ktora wprawdzie wiedziała, ze ma do czynienia z
              dzieckiem "z deficytami", ale wymagała i tak. Stawiała jedynki, nawet
              tlumaczyła, że nie bedzie ich liczyła, ale stawiała. Systematycznie i
              regularnie.
              Dokladnie pół roku wystarczyło, by mój syn uwierzył (a my, niestety razem z
              nim), ze jest dzieckiem niezdolnym. Kolejne pół, aby przestał się uczyć. Bo po
              co? Czy osmiolatek może mieć na tyle samozaparcia, by uczyć się godzinami bez
              efektu? Nawet człowiek dorosły przestaje się wysilać, gdy widzi, ze to niewiele
              daje. Więc negatywne cechy charakteru rodza się tu z frustracji. Dziecko, nawet
              nie najbystrzejsze, nie tylko słucha co mowia mu dorośli, ale także wyciaga
              własne wnioski. Gdy wiele razy stara się, probuje - i nie potrafi - dochodzi do
              wniosku, ze jest głupie i niewiele warte, chocby mu nawet tłumaczyć że tak nie
              jest. I broni sie przed ta własna diagnozą, często metodą "olewania"
              wszystkiego. Udaje, że mu nie zalezy. Bo gdy zalezy, to porazki sa nie do
              zniesienia.
              Wygłupy, demonstracyjne nie wykonywanie poleceń to strategia obronna. W
              uproszczeniu można to opisać tak. Nie robię tego co każą - i dlatego dostaję
              zle stopnie. Nie jestem głupia, niezdolna, opóźniona, tylko niegrzeczna. Gdy
              robię co pani kaze też dostaje zle stopnie, ale wtedy wszyscy widza, ze dostaje
              jedynki, bo nie potrafię, jestem głupia.
              Gdyby nie rozsądny psycholog udało by mi sie zmarnować bardzo zdolne dziecko.
              Reagujące w bardzo podobny sposob jak Emilka. Rok pracy bez efektów
              psycholog "odrabiał" wieloletnią terapia. I jeszcze do dzis czasem coś z tego
              okresu widze w synu, dorosłym już człowieku.
              Praca nad "charakterem" takiego dziecka przynosi czesto jeszcze gorsze efekty -
              bo dziecko, jezeli zacznie pracować, zgodnie z naszymi oczekiwaniami, bedzie
              jeszcze bardziej załamane niz wtedy, gdy stosowało wlasne techniki obronne.
              Uwazam, ze Emilka powinien zająć się w tej chwili fachowy psycholog. Tak jak
              moje zdroworozsadkowe metody zaszkodziły mojemu synowi, tak te metody zaszkodzą
              zapewne i Emilce.
              Sprawdź też, co dzieje sie w poradni. Pamiętaj, ze prawdopodobnie zadania w
              poradni sa takie same, jak wtedy, gdy dziecko bylo dopilnowane przez Ciebie -
              teraz pewnie Emilka nie jest w stanie ich wykonać. Wobec tego kazda wizyta w
              poradni konczy się frustracją.
              Nie można wymagać dyscypliny i kontroli od opóźnionego w rozwoju, 9-letniego
              dziecka, ktore dotychczas było kontrolowane. To tak, jakby wymagac samokontroli
              od 7-latka.
    • anngal Re: Jak zmotywowac 9latke do nauki? 08.01.07, 17:41
      Nie znam się na tym, ale z tego, co czytam mam wrażenie, że dziewczynka tak
      reaguje na Twoje odejście / pisałaś, że jest bardzo wrażliwa/ i późniejsze
      zmiany osób. Myślę, że minie sporo czasu zanim zrozumie, że nie możesz jej
      uczyć/przecież ma inteligencję poniżej przeciętnej/ a Ty byłaś dla niej jak
      matka /kąpanie, tłumaczenie itp./ Może chociaż czasami ją odwiedzaj i próbuj
      uczyć czegokolwiek w formie zabawy, aby zrozumiała, że jej nie porzuciłaś

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka