Dodaj do ulubionych

Złośc na małego niejadka...

27.10.07, 00:44
Wstyd się przyznac, ale czasami straszliwie wkurza mnie mój synek.
Ma rok i 9 miesięcy. Jest bardzo ciężkim alergikiem pokarmowym, a ja
dosłownie na głowie staję, żeby zapewnic mu odpowiednią dietę, co
wymaga zarówno czasu jak i sporych nakładów finansowych.

Niestety na domiar złego bywa niejadkiem, więc drogie i z trudem
zdobyte i ugotowane cuda ladują w koszu lub w naszych żołądkach. Byc
moze jego niejedzenie ma związek z alergią, ale nie mam pewności, bo
diety przestrzegamy bardzo ściśle. Byc moze to kwestia faktu, ze
jest żywy i "nie ma czasu jeśc". W normach się mieści, jest zdrowy,
choc nie należy do dużych dzieci. Lekarze nie widzą problemu.

Kłopot w tym, ze ja nie umiem sobie z tym dac rady. Po prostu sie o
niego boję. Czuję się nieadekwatna, do niczego, bo tak się staram, a
on nie chce jeśc - poza tym pozostaje obawa: a może jednak jest
uczulony, może nie upilnowałam diety.

Wiem, ze to zabrzmi niedojrzale, ale kiedy po tych wszystkich
staraniach znów widze skrzywioną minę i łapkę odpychającą łyżkę,
robi mi się dosłownie ciemno przed oczami z bezsilności, która
przechodzi w złośc. Parę razy już byłam trochę agresywna -
próbowałam wepchnąc łyżeczkę siłą, odepchnęłam go od siebie
mówiąc "Nie to nie, spadaj" albo coś w tym stylu.
Boję się, że któregos dnia nie wytrzymam i dam mu parę ostrych
klapsów albo na niego nawrzeszczę zanim zdążę rozsądnie pomyślec.

Mąż podchodzi do sprawy zupełnie inaczej - mówi, że "jak zglodnieje
to zje". Ale ja tak nie umiem. Skoro przy wszystkich moich
staraniach przybiera na wadze bardzo wolno, to bez tego pewnie by
chudł. Od wakacji przez około dwa miesiące było w porządku, temat
jedzenia przestał byc źródłem stresu. Teraz, niestety, problem
wrócił. Jest nawet jeszcze gorzej - mały jest przeziębiony i dostaje
sporo leków. Ileś podejśc z łyżeczką paskudztwa plus pięc posiłków
dziennie - i dom naprawde zamienia się w pole bitwy. Wiekszośc
potyczek toczę ja, bo pracuję dużo krócej niż mąż i sporo jestem z
synkiem sama.

Myśląc na trzeźwo tak bardzo się boje, ze robię mu krzywdę, ze on
wyczuwa moją frustrację i złośc, że dobra mama nagle zmienia sie w
złą babę jagę a potem odwrotnie - i dziecko jest na psychicznej
huśtawce. Ale za godzinę znów nie mogę sobie poradzic, przeklinam
pod nosem, walę pięścią w stół. Strasznie się z tym męczę a co
gorsza mały może na tym ucierpiec. Proszę o radę.


Obserwuj wątek
    • mamaigiiemilki Re: Złośc na małego niejadka... 27.10.07, 13:30
      wg mnie powinnas naprawde odpuscic z tym jedzeniem na jakis czas;
      nie chce jesc- niech nie je; na wiekszosc dzieci ten sposob działa;
      po jakims czasie znow chca jesc;
      teraz dla twojego synka jedzenie jest zrodlem stresu wiec nie dziwie
      sie ze nie chce jesc; przeczekaj a jak sie b.martwisz, to zrob
      badania na pasozyty- jak wyjda ok bedziesz spokojniejsza;
      dodam jeszcze ze sporo dzieci w 2-3 roku zycia je mniej i jest to
      naturalne;robienie z tego problemu tylko pogarsza sprawe; naprawde
      zdrowe dziecko sie nie zagłodzi...pozdr.
      • mamaigiiemilki Re: Złośc na małego niejadka... 27.10.07, 13:33
        dodam jesze ze podejrzewam iz na twoim miejscu niewatpliwie tez bym
        była zdenerwowana i przejmowała sie,, gdyz nie jest łatwo byc mama
        niejadka- i ja tak sobie teoretyzuje gdyz moje do niejadkow nie
        naleza aczkolwiek teraz jedza mniej; i apetyt jedego dnia jest
        wiekszy drugiego mniejszy; pozdrawiam raz jeszcze; Anka
    • katklos Re: Złośc na małego niejadka... 27.10.07, 13:35
      Myślę podobnie jak Poprzedniczka. Za dużo szumu wokół tego jedzenia, presja,
      nerwy, krzyki...
      A ile Synek waży?
      • verdana Re: Złośc na małego niejadka... 27.10.07, 14:18
        Usiądź do stołu, gdy absolutnie nie jesteś głodna, postaw przed sobą
        potrawę, za którą nie przepadasz i poproś męża, aby siłą wepchnął Ci
        do ust parę łyżek jedzenia - codziennie przy każdym posiłku przez
        tydzień.
        I sama zastanów się, kiedy następnym razem usiądziesz do stołu z
        przyjemnoscią, a nie ze ściśnietym żołądkiem.
        Sama stymulujesz niejedzenie syna. Piszesz, ze gdybyś nie zmuszała,
        pewnie by schudł. Nie wykluczone, ze gdybyś nie zmuszała, zacząłby
        jeść. Albo i nie zaczął - mój najstarszy syn był totalnym niejadkiem
        przez pierwsze parę lat życia - potrafił trzy dni nic nie jeść,
        prócz mleka, a i to raz - dwa razy dziennie. I czasem zjadł coś
        surowego. Był najniższy w przedszkolu i szkole podstawowej. Do
        niczego nie zmuszałam, chociaz z pewnym przerażeniem patrzyłam na
        kolegów wyższych o głowę.
        Syn ma 180 cm. I nadal je bardzo, bardzo mało - choc jeść lubi. Są
        po prostu szczęśliwi ludzie, ktorzy mają znacznie mniejsze
        zapotrzebowanie na jedzenie, niż wykazują madre tabelki. Żałuję, ze
        sama się do nich nie zaliczam - i walczę z nadwagą.
    • asia.sthm Re: Złośc na małego niejadka... 27.10.07, 18:35
      mbartoszew miedzy innymi napisała:

      > Wiem, ze to zabrzmi niedojrzale, ale kiedy po tych wszystkich
      > staraniach znów widze skrzywioną minę i łapkę odpychającą łyżkę,
      > robi mi się dosłownie ciemno przed oczami z bezsilności, która
      > przechodzi w złośc.


      Czesc, jak myslisz dlaczego tak sie dzieje?

      Zanim wroci pani Justyna to przedstawie ci moja teorie.
      Otoz nosimy dziecie w sobie 9 m-cy, rodzimy je z mniejszym lub
      wiekszym bolem, tzw dajemy zycie nowemu czlowiekowi, za ktorego
      jestesmy calkowicie odpowiedzialne. Zycie = pokarm. Do przezycia
      potrzebny jest ten pokarm, za dostarczenie ktorego tez jestesmy 100
      procentowo odpowiedzialne (pomijajac oczywiscie tatusiow , ktorzy sa
      odpowiedzialni za zdobycie srodkow do zdobycia pokarmu ;))

      No i teraz , ten czlowiek zdany na nasza odpowiedzialnosc odmawia
      przyjecia pokarmu....co dla nas automatycznie, gdzies w
      podswiadomosci oznacza odmowy ZYCIA. A to zycie przeciez mu dalysmy.

      To jest moja prosta teoria , dlaczego matki tak strasznie frustruja
      sie swoimi niejadkami. Ojciec potrafi slusznie powiedziec:
      - Jak nie chce, to niech nie zre.

      Dla nas matek, nasz wlasny niejadek oznacza calkowita porazke.

      Prosze rozwaz, czy nie mam racji :))))

      PS Mam znajoma, ktorej corka, we wczesnym dziecinstwie, przez
      prawie rok nie jadla "NIC" oprocz swiezych ogorkow i kostek lodu.
      Doprowadzila tym matke prawie do obledu... dzis jest dorosla i ma
      wlasnego niejadka. Tez wariuje z niepokoju :))))
    • agathos3 Re: Złośc na małego niejadka... 27.10.07, 22:26
      Mam synka w wieku Twojego i też alergika, choć powoli wychodzi z ciężkiej
      alergii. Też muszę się starać z jedzeniem, by go nie uczulało. I też od jakiegoś
      czasu walczę o jego apetyt. Ale gdy doprowadziłam się do stanu, gdy nakarmiłam
      synka jak gęś - wsadzając ryczącemu łyżkę po łyżce do paszczy (na szczęście
      połykał!), opamiętałam się i postanowiłam zastosować złotą zasadę zasłyszaną z
      tego forum:
      - My Rodzice decydujemy o tym CO i KIEDY dziecko ma jeść, ono decyduje ILE. Nie
      chce teraz, to następny posiłek za kilka godzin. W międzyczasie do picia tylko woda.
      I jak mi synek zaprotestował po raz kolejny przeciwko zupce (zjadł dwie łyżki
      wywaru i powiedział "nie"), to przyjęłam to ze spokojem i puściłam luzem.
      Pomyślałam, że jak zgłodnieje, to zje. I tylko muszę się pilnować, by nie miał w
      zasięgu wzroku żadnych chrupek ani soków. Czasem takie przetrzymanie działa a
      czasem nie, ale nie chcę łamać w dziecku woli decydowania o sobie w tym wąskim
      zakresie jakie ma.

      I jeszcze jedno - gdy dziecko jest chore, ma mniejszy apetyt. Gdy musi jeść
      leki, one odbierają apetyt (są na cukrze). Warto mieć to na uwadze przy
      oczekiwaniach, ile dziecko powinno zjeść.
    • deela ech kto nie ma niejadka ten nie zrozumie 28.10.07, 01:18
      tez mam niejadka
      nie alergika ale niejadka
      po prostu szalu dostaje jak mam go karmic
      teraz juzjest lepiej bo sa dni ze jest ok
      ale sa takie dni ze....
      koszmar
      na mysl o karmieniu wyc mi sie chce
      tez potrafie mu powiedziec nie chcesz to nie, bujaj sie, jedzenie wywalam i
      siedzi glodny (?) do nastepnego posilku ktorego tez zjada mikroskopijna ilosc
      moja rada?
      jak robi ci sie ciemno przed oczami, wsadz malego do lozeczka
      wyjdz z pokoju
      walnij reka w sciane albo kponij
      policz do stu.... itd
      wiem co czujesz bo czasami jestem tak wsciekla na niego ze nie je ze mam
      zwyczajnie ochote go udusic
      • jola_ep Re: ech kto nie ma niejadka ten nie zrozumie 28.10.07, 09:34
        Mam dwójkę niejadków.
        Rozumiem.

        Ale wiem też, że nakręcając się tak nic dobrego nie uzyskam.
        Więc zaczęłam od siebie.
        Uspokoiłam się.
        Nauczyłam się nie zmuszać, nie namiawiać, ba, nawet nie przejmować się. Stosowałam w tym celu różne "psychtechniki" ;)

        Moje dzieci są już duże. Jedno mieści się w średniej krajowej, drugie nadal bardzo chude.
        Oboje na dźwięk "obiad" lecą z radochą :)))


        Pozdrawiam
        Jola
        • nchyb kto był niejadkiem - zrozumie dziecko... 28.10.07, 11:39
          jako były niejadek i matka niejadka - rozumiem dzieci i współczuję
          im. Tym niejadkom.
          Jako były niejadek, ktry naprawdę nic nie jadł (tyko pł) przez
          długie tygdnie - rozumiem dzieci które się buntują przeciwko
          wmuszaniu im edzenia.
          Jako dziecko nie wytwarzałam kwasw żoładkowych, nie odczuwałam
          głodu, nie adłam, bo nie czułam takiej potrzeby. Przez pewien okres
          rodzice w trosce o moje zdrowie, a nawet życe - wmuszali we mnie
          jedzenia. Wtedy przysięgłam sobie, że sama nigdy nie bedę zmuszać
          dzieci do jedzenia.

          Moi rodzice w pewnym momencie wyluzowali, byłam na zastrzykach. Nie
          umaram z niedożywienia. W okresie dojrzewania w rganizmie się
          przestawiło i teraz jeść lubię. Lubię smak jedzenia, czynność
          jedzenia jedzenie jako taie. Kocham przepisy, gotowanie tp.
          Mżegdyby rodzice w pewnym momencie nie dali mi spokoju - byłoby na
          odwrót.

          Jako dorosła miałam synków. Jeden jadek dobry pczątowo, drugi
          iejadek total. Potrafił nie jeść przez wiele dni. Pił.
          Zrobiłam morfologię. Wszystko ok. Badania wykazały - że dziecko
          zdrowe.
          Więc nie zmuszałam do jedzenia. I dziecko było szczęśliwe, chociaż
          najchudsze w przedszkolu, poźniej w szkole. Nie zmuszałam sama i
          nikomu nie pozwalalam zuszać. Walczyłam m.in. w przedszkolu ze
          zmuszaniem synka do edzenia. Wygrałam, bo wiedziałam, że nie pozwolę
          krzywdzić dziecka. A karienie na siłę to potężne krzywdzenie...

          Twierdzenie, że kto nie miał niejadka ten nie zrozumie - ja tej
          tezie przeciwstawię inne - kto nie był niejadkiem zmuszaym do
          jedzenia - ten nie zrozumie co czuje takie dziecko traktowane jak
          tucznik.
          Wbrew pozorom, zdrowe dziecko nie zagłodzi się. Więc po co je
          krzywdzić, męczyć i zmuszać. Zdrowe dziecko je tyle, ile
          potrzebuje...
          • mbartoszew Dzięki wszystkim 28.10.07, 16:13
            Dziękuje Wam wszystkim za odpowiedzi. Pomogło.
            Bardzo dotarła do mnie teoria Asi.sthm o tym, dlaczego dla matki
            niejadek to taki koszmar (a dla ojca nie aż tak straszny).
            Dla tych, które pytały: wymiarowo młody jest w normie, na 21
            miesięcy mierzy chyba 85 i waży niecałe 13 kg, więc nie ma dramatu.
            Dzieki jeszcze raz i pozdrawiam mocno!
            • asia.sthm Re: Dzięki wszystkim 28.10.07, 18:44
              Bardzo mi milo :))
              Nastepny krok to swiadomie odpuscic sobie caly ten stres. Latwo nie
              bedzie, ale bedzie duzo lzej :)))

              ( tak na marginesie: stres matki niejadka jest porownywalny ze
              stresem matki dziecka probujacego popelnic samobojstwo. Gdzies, w
              jakichs badaniach, dokonano porownania substancji chemicznych
              wytwarzanych przez organizmy owych matek - pani Justyna pewnie wie,
              w ktorym kosciele mi dzwoni)


              Mbartoszew, serdecznosci sle Tobie i dziecieciu.
              Dobrze bedzie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka