Dodaj do ulubionych

Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy nie?

22.01.08, 20:48
Ja jestem przeciw. Teraz kombinuję,co by tu zrobić...
Obserwuj wątek
    • monique76 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 22.01.08, 21:05
      Moje dziecko to rocznik 2003 wiec tez jestem bardzo zainteresowana
      tym tematem.. Z jednej strony dzieci rozwijaja sie teraz szybciej i
      moze to dobrze ze wczesniej pojda do szkoly.. Z drugiej strony -
      nasze szkoly publiczne sa zupelnie nieprzystosowane do przyjecia
      dodatkowej ilosci dzieci w ogole, a takich maluchow w szczegolnosci.
      Nasza skola rejonowa nie ma placu zabaw, toaleta sa dwie na pietro
      (dla dzieczynek i dla chlopcow) i korzystaja z nich dzieci od
      zerowki do trzeciej klasy wlacznie.. Juz sie boje pomyslec jak z tej
      toalety bedzie korzystala moja szesciolatka..
      Nie mowiac o tym, ze zupelnie nie podoba mi sie pomysl laczenia
      dwoch roznych rocznikow, z ktorych jeden bedzie po zerowce a drugi
      tylko po trzeciej grupie..

      Wczoraj ten temat poruszylam w przedszkolu - nasza nauczycielka
      przedszkolna twierdzi ze powinnismy walczyc. Szesciolatki w szkole
      to pomysl nie na poziomie ustawy.. Wiec szanse na wybicie go komus z
      glowy sa calkiem spore..
      • verdana Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 22.01.08, 21:16
        Jestem za. Dlaczego tylko w Polsce szesciolatki maja być zbyt małe
        żeby iść do szkoły, a w reszczie Europy (poza finalndia) sa akurat?
        Zerówka i pierwsza klasa to zły pomysł. Żly, bo zetowki przygotowuja
        dzieci na bardzo róznym poziomie, w pierwszej klasie wobec tego
        wiele rzeczy powtarza się - jedne dzieci nudza się smiertelnie, dla
        innych program idzie za szybko. Zerowka wydaje mi się tez zbyt
        dziecinna dla wielu juz siedmio lub prawie - siedmiolatkow. One już
        nie są na etapie "zabawy w kółeczko". Szkola, wbrew pozorom, daje
        dzieciom większa wolność - wymaga się nauki, ale już nie zjedzenia
        do końca...
        Oczywiście, trzeba dostosowac program.
        W dodatku, zacynajac szkołę w wieku 7 lat, mlodzież kończy studia
        mając lat 24. O wiele, o wiele za późno.
        ja poslalam dziecko wczesniej. Problemow nie bylo.
        • topola2005 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 22.01.08, 23:53
          hmmm- to ja niestey wręcz przeciwnie niz Ty verdeno (oczywiście nie
          ganię twych poglądów) jestem przeciwna tak szybkiemu posyłaniu do
          szkoły - mieszkam w Szkocji - tu dzieci idą do szkoły bardzo szybko -
          ( w zależności od miesiąca urodzenia) moja mała jest z czerwca,
          więc powinna iść do szkoły już we wrześniu po skończeniu 4 lat - dla
          mnie to absurd - mimo, że edukacja dla maluchów wygląda tu inaczej
          niż w Polsce - wiem napewno , że będę walczyła o dodatkowy rok
          przedszkola dla niej ..... - a dlaczego ukończenie studiów w wieku
          24 - 26 lat to zdecydowanie za późno ???
          • ally Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 16:31
            > przedszkola dla niej ..... - a dlaczego ukończenie studiów w wieku
            > 24 - 26 lat to zdecydowanie za późno ???

            są studia, które nie pozwalają na zarabianie i samodzielność finansową. a w
            pewnym wieku warto wyprowadzić się od mamusi ;-)
        • lebot Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 10:09
          >Szkola, wbrew pozorom, daje
          >dzieciom większa wolność - wymaga się nauki, ale już nie zjedzenia
          >do końca...

          Verdano, zgadzam się w 100%! Nie ukrywam, że nie lubię przedszkoli,
          samej idei przedszkola. Jedzenie, ubieranie, siusianie itp. to są
          prywatne sprawy każdego człowieka - dziecka też (a może przede
          wszystkim). W prywatne sprawy dziecka mogą, moim zdaniem, ingerować
          wyłącznie rodzice i to tylko tyle, na ile jest to niezbędne. Szlag
          mnie trafia na myśl, że ktokolwiek miałby decydować co i ile ma jeść
          moje dziecko i kiedy się położyć. To pogwałcenie podstawowych
          wolności człowieka - tak to widzę. Obowiązkowe przedszkole to jakiś
          koszmar - zło czynione w imię źle pojętego "wyrównywania szans".
          Moje dziecko żadnego "wyrównywania" nie potrzebuje!
          Natomiast, jak słusznie zauważyłaś, szkoła to co innego. Szkoła to
          miejsce, gdzie można się uczyć - konkretnych rzeczy i życia w
          grupie. Myślę, że to jest zgodne z naturą dziecka, że ono właśnie
          tego potrzebuje. Trzeba tylko uwzględnić, że dzieci są różne i jedno
          w wieku sześciu lat będzie na to gotowe, a inne - jeszcze nie.
          Szkoła dla sześciolatka powinna być możliwa ale nieobowiązkowa.
          Rodzice powinni uzgodnić z dzieckiem (może także z psychologiem) czy
          dziecko chce i może iść w tym wieku do szkoły, czy nie. Ja sama
          przedszkola nienawidziłam ale do szkoły bardzo chciałam iść
          wcześniej i czułam się tam bardzo dobrze!
          Pozdrawiam
        • acorns Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 10:34
          > W dodatku, zacynajac szkołę w wieku 7 lat, mlodzież kończy studia
          > mając lat 24. O wiele, o wiele za późno.

          Czyli przystąpienie rok wcześniej do tego właściwego wyścigu
          szczurów kosztem roku dzieciństwa? Poza tym nie każdy kończy studia.
    • saskiaplus1 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 10:47
      Dla jasności - jestem przeciwko OBOWIĄZKOWI szkolnemu dla sześciolatków. W ogóle
      jestem przeciwko obowiązkowi szkolnemu. Dzieci są moje, a nie państwowe, ja je
      wychowuję i ja za nie odpowiadam, a nie państwo. Dlaczego chce mi się wtryniać w
      moje i mojego dziecka życie? Wbrew konstytucji zresztą.
      Jeśli jednak ktoś chce posłać dzieci do szkoły wcześniej, powinien mieć taką
      możliwość. Natomiast obowiązkowi mówię nie.Czy jeśli do szkoły poślemy
      pięciolatki, to jeszcze bardziej wyrównamy im szanse życiowe? A jak poślemy tam
      trzylatki? Jeszcze lepiej?
      • lebot Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 11:31
        Też mnie doprowadza do szewskiej pasji ten argument
        o "wyrównywaniu". Dla części dzieci to jest "wyrównywanie" w dół!!!
        Skąd to założenie, że rodzice są ZAWSZE gorsi i głupsi od
        nauczycieli w szkole?! Wygląda to na myślenie typu: "Trzeba jak
        najszybciej odebrać dzieci głupim rodzicom i dać mądrym
        nauczycielom, bo tylko oni mogą dziecko uczyć i wychowywać." No,
        zgroza po prostu! Zwłaszcza, że wszyscy doskonale wiedzą, że szkolna
        rzeczywistość bardzo się różni od ideału. Jeśli dziecko jest W DOMU
        odpowiednio przyuczone i wychowane to w szkole sobie poradzi i
        będzie się uczyć dalej. Jeżeli nie, to niczego nie "wyrówna" tylko
        będzie miało kłopoty po prostu...
    • saskiaplus1 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 12:36
      Każdy normalny rodzic wie, czy jego dziecko powinno już pójść do szkoły, czy
      nie. Dlatego to my powinniśmy o tym decydować, a nie jacyś anonimowi urzędnicy,
      którzy nie znają naszych dzieci.
      Owszem, są rodzice, którzy się nie sprawdzają i takiej decyzji nie można
      zostawić tylko ich uznaniu. Ale takich rodziców jest niewielu (margines
      społeczny - dosłownie) i dlatego nie powinno się wszystkich na wszelki wypadek
      traktować jak nieudolnych albo zgoła patologicznych opiekunów. A tak niestety
      państwo nas lubi traktować. Dziećmi z rodzin patologicznych lub w różny sposób
      niewydolnych powinna się zająć opieka społeczna na poziomie gminy i organizacje
      pozarządowe (takie rodziny i tak są objęte taką opieką, bo nie tylko w sprawach
      edukacji sobie nie radzą), a reszcie zdrowego społeczeństwa trzeba zostawić wybór.
      No i tak się mądrzę, ale właściwie napisałam tu z nadzieją, że ktoś mi podrzuci
      pomysł, co by z tym właściwie można zrobić. Jak najlepiej wpłynąć na decydentów,
      żeby ten idiotyczny według mnie pomysł ubezwłasnowolniający rodziców i dzieci
      zdusić w zarodku. Będę wdzięczna za pomysły.
      • verdana Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 12:56
        Nie, absolutnie nie zgodzę sie z tym, ze rodzice zawsze wiedzą
        lepiej... Rodzice na ogół widzą tylko swoje dziecko i nie są w
        stanie ocenić poziomu jego rozwoju. Oceniają wg. klkorga dzieci
        znajomych i własnych oczekiwań. I to nie zawsze "w górę". Bardziej
        niebezpieczna jest ocena "w dół". Ja sama, osoba - hm... nie chwaląc
        się - wykształcona, oczytana w dziełach pedagogicznych, kulturalna i
        troskliwa przez całe lata żyłam w przekonaniu , ze mam niezdolne i
        bardzo przeciętnie inteligentne (czy może wręcz nieinteligentne )
        dziecko. Które zmarnowałabym na 100%, gdyby nie fachowa pomoc i
        skerowanie ze szkoły do psychologa.
        Niezdolny piątkolasista miał IQ 145.
        Zwonienie z obowiązku szkolnego to dla wielu dzieci koniec edukacji -
        bo po co zawozić dziecko do szkoły, jak się przyda w gospodarstwie,
        albo do pilnowania siostry. Tak nie rozumuje margines, tak rozumuje
        wielu ludzi, którzy po prostu nie cenią sobie wykształcenia.
        Rodzice nie są głupsi od nauczycieli, ale nie są też mądrzejsi.
        Uwazam, ze zostawianie rodzicom wszyskich decyzji dotyczących
        dziecka, uczyni z wielu dzieci niewolników, którzy musza wykonywać
        najdziwniejsze pomysły dwojga osób. I to także w dobrych rodzinach.
        • lebot Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 14:25
          Verdano, rodzinę, która kombinuje "do czego może się przydać
          dziecko" a nie myśli o jego rozwoju, ja uważam za patologiczną. Z
          tym, że takich rodzin może być faktycznie sporo i tu masz, niestety,
          rację.
          Ja widzę jeden wielki plus obowiązku szkolnego: dziecko ma szansę
          się uspołecznić. Prędzej czy później musi nauczyć się nawiązywać
          więzi z ludźmi spoza rodziny, rówieśnikami (odkryć, że nie dla
          wszystkich jest oczkiem w głowie i samo nie wszystkich jednakowo
          lubi), autorytetami innymi, niż rodzice. Szkoła jest
          takim "poligonem doświadczalnym". Ale moim zdaniem, to rodzice
          powinni decydować, kiedy dziecko jest gotowe, by się na
          ten "poligon" udać.
          Pozdrawiam
          • verdana Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 14:41
            A rodzine, ktora planuje dla dziecka zawodowke, bo nie widzi jego
            potencjału? Rodzine, ktora nigdy nie zauwazyla talentu swojego
            drugiego dziecka, a odkrył go nauczyciel? Rodzinę, której nie chce
            chodzic się do filharmonii, bo mama ma pierwszy stopień muzykalnosci
            (rozrózniam graja czy nie graja), a w ramach lekcji muzyki okazało
            się, ze dziecko filharmonię uwielbia i ma doskonaly słuch?
            To moja rodzina. Dobra rodzina. Inteligencka. Troskliwa.
            Wiecej doroslych w wychowaniu dziecka to większe szanse na jego
            rozwój. Po to jest szkoła - aby nie zamykać dziecka w obrebie
            wyborow i decyzji jednej rodziny, nie zawsze w pelni do tego
            przygotowanej.
            • saskiaplus1 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 18:12
              "A rodzine, ktora planuje dla dziecka zawodowke, bo nie widzi jego potencjału?
              Rodzine, ktora nigdy nie zauwazyla talentu swojego drugiego dziecka, a odkrył go
              nauczyciel? Rodzinę, której nie chce chodzic się do filharmonii, bo mama ma
              pierwszy stopień muzykalnosci (rozrózniam graja czy nie graja), a w ramach
              lekcji muzyki okazało się, ze dziecko filharmonię uwielbia i ma doskonaly
              słuch?" - to wszystko są sytuacje, którym obowiązek szkolny nie zapobiega i nie
              będzie nigdy zapobiegał.
              • verdana Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 19:05
                Jak to nie.
                To moja rodzina. U mnie wlasnie temu wszystkiemu zapobiegł obowiazek
                szkolny.
            • lebot Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 22:09
              Verdano, sytuacje, które opisujesz nie są przykładem patologii tylko
              pewnych błędów. Błędów nie do uniknięcia, bo bezbłędnych rodziców
              nie ma. Zawsze i w każdej rodzinie tego rodzaju błędy będą się
              zdarzać. Idąc dalej tropem Twojego rozumowania (> Wiecej dorosłych w
              wychowaniu dziecka to większe szanse na jego rozwój<), doszlibyśmy
              do wniosku, że niemowlęta najlepiej odbierać matkom (bo mogą
              popełnić błąd) i wychowywać je w szpitalu bo tam jest dużo
              dorosłych, którzy mogą w razie czego zareagować. Absurd, no nie?:)
              Dziecko potrzebuje nie dużo dorosłych, tylko dorosłych "dobrej
              jakości" - czyli rodziców (chyba, że są oni patologiczni, ale wtedy
              wiadomo, że trzeba interweniować).
              Dziecko musi w pewnym momencie wyjść z rodziny w szerszy świat. Ale
              czemu o momencie tego wyjścia ma decydować akurat rok urodzenia? Rok
              urodzenia jako kryterium jest wygodny dla urzędników, a nie dla
              dzieci. Dzieci to nie produkty seryjne z jedną datą gotowe do
              dalszej obróbki. To rodzice (oczywiście pod warunkiem, że są
              normalni, a nie patologiczni) wiedzą najlepiej, czy ich dziecko już
              do tego dojrzało. Jedno dojrzeje w wieku pięciu lat, a inne - mając
              siedem. Administracja jest przywiązana do roczników, bo tak jest
              wygodnie, ale z dobrem dziecka to nie ma nic wspólnego.
    • asia889 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 23.01.08, 15:19
      Jeśli dziecko jest zdolne to super, bez wahania można posyłać. Ale czy przeciętny 6-latek poradzi sobie z materiałem klasy pierwszej, czy nie stanie się jednym z gorszych uczniów, tylko dlatego, że nie dojrzał jeszcze do pewnego poziomu abstrakcji? Mam wątpliwości, szczególnie, że większość rodziców musi siedzieć ze swoimi dziećmi nad lekcjami, żeby sobie poradziły. Za moich czasów tego nie było, nie potrzebowałam pomocy rodziców, by dobrze radzić sobie z nauką w szkole.
      • 2razy_mama Re: Jestem przeciw! 23.01.08, 21:41
        Mojego starszaka na szczęście to już nie dotyczy (w grudniu skończył 6 lat jest
        z 2001), ale martwię się o młodszego... Jest z listopada 2004, a to oznacza, że
        szedłby do szkoły nie mając (!!!) 6 lat! To już przesada. Ktoś tu wcześniej
        pisał, że w przedszkolu decydują o sikaniu, jedzeniu itp. I że to są sprawy
        "intymne" dziecka. Ciekawe jak wygląda intymność sześciolatka w ubikacji, w
        której królują nastolatki z ostatniej klasy podstawówki! Czy Wy o tym nie
        myślicie? Że będą uczyć się razem z dzieciakami już dorastającymi? I że szybciej
        zetkną się z brutalnym środowiskiem polskich podstawówek?! Jeszcze raz - JESTEM
        PRZECIW, nie chcę tego dla swoich dzieci!!!
        • zofijkamyjka Re: Jestem przeciw! 23.01.08, 21:47
          E bez przesady - ogromna większośc szesciolatków sobie poradzi w
          szkole drogie mamy. Mam wrażenie że moja pieciolatka juz by sobie
          poradziła :-)
          Tylko po co tak sie śpieszyc w te dorosłość, jestem przeciw.
        • verdana Re: Jestem przeciw! 23.01.08, 21:49
          W szkołach, do ktorych chodzily dzieci, w szkole, w ktorej mam
          zajecia i w wielu innych, ktore widziałam, korytarze mlodszych klas
          sa na parterze, a starszych na piętrze. Nie ma szans
          na "wymieszanie" się dzieci. Zreszta, pamiętaj, ze jak do szkół
          pojda szesciolatki, to te najstarsze będa mialy 11-12 lat. To tez
          będa jeszcze dzieci.
          Ciekawe też, ze wszystkie nasze dzieci, te maytek z forum sa super,
          agresorami sa jakies zupelnie inne.
          • saskiaplus1 Re: Jestem przeciw! 23.01.08, 23:00
            Nie o to przecież chodzi - chodzi o to, że kolejny raz państwo chce nas
            uszczęśliwiać na siłę, bo lepiej od ciemnego ludu wie, co dla niego dobre... Jak
            tu temu zapobiec? Ciągle szukam pomysłów, które mogłyby być skuteczne.
          • Gość: Ann Re: Jestem przeciw! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.08, 00:47
            Po przeczytaniu niektorych opini mam wrazenie, ze dyskusja dotyczy
            ogolnego obowiazku szkolnego, a nie wczesniejszego posylania dzieci
            do szkoly:(

            Bylabym "Za" - gdyby nasze szkoly byly na to przygotowane. A nie sa.
            Niestety. To podstawowy, najwazniejszy zarzut.
            Bedzie jak zawsze.
            Najpierw wprowadzimy przepis, "a pozniej sie pomysli". Zawsze mozna
            wprowadzic poprawke ustawy, poprawke poprawki ustawy.
            Tak wyglada ustawodawstwo w Polsce. Dyrektywy unijne (te mniejszego
            kalibru) implementowalismy do naszego prawa po 5 razy. A i to z
            marnym skutkiem.
            Spokojnie jak na wojnie.
            Szkoda, ze odbedzie sie to kosztem dzieci...

            Verdano nie wiem w jakich szkolach bywasz. Niestety "wymieszanie sie
            dzieci" w roznym wieku jest nagminne.
            I nie chodzi o to, ze moje dziecko bedzie swiete. Chodzi o to, ze
            moze byc zarowno ofiara, jak i agresorem (pare lat pozniej).

            Tematu nauczycieli nie bede rozwijac...

            Co do roznic w zerowkach. Nie powinno ich byc. Nie mowi sie nic o
            roznicach w klasach I-III, czyli mozna... Ale to chyba juz inna
            bajka. Jak dla mnie nie jest to argument. Lepiej usprawnic nauczanie
            w zerowkach niz wprowadzac "na szybko" nowe (bo u Europie tak mają,
            WOW!).

            Poza tym najlepiej odciagnac uwage od waznych spraw poruszajac taki
            wlasnie temat. Pewne jest, ze wzbudzi on zainteresowanie
            spoleczenstwa.

            Zastanowmy sie tez, czy dotychczasowy system szkolny wyrzadzil komus
            (nam?) krzywde. Ja tego nie widze (moze z wyjatkiem paru
            politykow...).

            Reasumując nie sadze, ze cos da sie zmienic. Jak postanowili tak
            zrobia. Wszak wladza wie lepiej. Najgorzej beda mialy pierwsze
            roczniki uczace sie w takim trybie. Podobnie jak bylo z nowa
            matura...

            Pozdrawiam!


        • lebot Re: Jestem przeciw! 24.01.08, 09:36
          >Ciekawe jak wygląda intymność sześciolatka w ubikacji, w
          > której królują nastolatki z ostatniej klasy podstawówki!

          A jak wygląda intymność siedmio- albo ośmiolatka? To nie kwestia
          wieku dziecka, tylko tego, jak jest to w szkole zorganizowane...
          Poza tym, starsze dzieci nie muszą koniecznie być groźne dla
          młodszych. Zależy, czego te starsze będą w domu i w szkole uczone.
          To nie rocznik decyduje o tym, czy dziecko jest brutalne i jak się
          odnosi do innych, tylko wychowanie. A że w polskiej szkole wygląda
          to ponuro... Kiedyś nasze dzieci będą musiały do tego mniej czy
          bardziej ponurego świata wyjść i nauczyć się w nim żyć. I to rodzice
          powinni zadecydować, kiedy. Nie urzędnicy państwowi.
    • Gość: roberta Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy IP: *.gprs.plus.pl 24.01.08, 09:54
      Witam,
      Czasy się zmieniły, rzeczywistość się zmieniła, zmieniły się też wymagania i
      oczekiwania od ludzi młodych. Piszę to jako osoba oderwana bezpośrednio od tego
      problemu, bo nie mam jeszcze dzieci, co pewnie będzie koronnym argumentem dla
      mam o odmiennym poglądzie ;). Ja na to wszystko patrzę z boku i obserwuje z
      perspektywy 20-paro latki, kończącej studia.
      Po pierwsze, państwo nigdy nie dogodzi wszystkim i zawsze będą osoby które będą
      czuły się pokrzywdzone i czuły się ograniczone we swobodach obywatelskich, ale
      ogólnie rzecz biorąc lepszy trochę niesprawiedliwy porządek niż przemiły dla
      obywateli bałagan. Gdyby rodzice zaczęli decydować o wieku posyłania dzieci do
      szkoły w pierwszej klasie znalazły by się 10-latki rodziców pragnących
      przedłużyć dzieciństwo i 4-latki w myśl zasady czego Jaś się nie nauczy tego Jan
      nie będzie umiał, więc im wcześniej tym lepiej. Wobec powyższego konieczna jest
      sztywna granica wieku obowiązku szkolnego i to zarówno po to by dzieci zaczęły
      się uczyć i aby też życie społeczne klasy było jak najbardziej przyjazne, co
      daje im równy wiek dzieci.
      Problemem jest w takim razie w jakim wieku powinno się to wszystko zacząć, ta
      cała wszechstronna edukacja? I dlaczego nagle o rok wcześniej?
      Moim zdaniem to "nagle: powinno być co najmniej 10 lat temu. Zmienił się nam
      system z komunizmu na kapitalizm, drastycznie w górę wzrosła
      poprzeczka wymagań. 20-30 lat temu wystarczyło mieć maturę i było ok. Dziś tak
      nie jest i nie łudźcie sie, że to się zmieni. Studia, ale już nie po prywatnej
      szkole o niskim prestiżu, język, ale nie czysta polszczyzna tylko dodatkowo
      angielski z certyfikatem. Proponuje poczytać sobie oferty pracy. Dlatego też i
      od dzieci zaczęliśmy wymagać więcej i wcześniej. To nie jest żadne widzi mi
      się państwa. Złości Was że określa się to wyrównywaniem szans, bo to
      jest po części wyrównanie szans dzieci z miasta i wiejskich, gdzie bardzo mały
      odsetek dzieci uczęszcza do przedszkoli. A różnica roku w wieku 0-10 lat jest
      ogromna - to najświetniejsze lata naszej percepcji. Co innego rok w życiu 30 -
      latka.
      Każdy życzyłby sobie aby życie naszych dzieci było usłane różami, ale niestety
      LIFE IS BRUTAL!!! I coraz bardziej się o tym przekonuje. Głupi wyścig szczurów?
      Niestety, istnieje.
      A, że szkoła nie taka przystosowana, program zły, książki złe, nauczyciele
      beznadziejni, no cóż na wszystko można znaleźć argumenty. No i oczywiście, że
      rodzice sami wiedzą lepiej, heh,
      moi rodzice uważają że byli szalenie światłymi rodzicami, bardzo postępowymi.
      Zabrzmi to śmiesznie, ale chyba żałuję że nie wymagali ode mnie jako dziecka
      więcej bo teraz było by mi znacznie łatwiej.
      Life is brutal! Nic na to nie poradzimy...
      • lebot Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 10:36
        >Wobec powyższego konieczna jest
        >sztywna granica wieku obowiązku szkolnego i to zarówno po to by
        >dzieci zaczęły
        >się uczyć i aby też życie społeczne klasy było jak najbardziej
        >przyjazne, co
        >daje im równy wiek dzieci.

        A ja właśnie z tym poglądem się nie zgadzam! Popatrz, jak jest w
        rodzinie: są rodzice, są dzieci w różnym wieku - młodsze uczą się od
        starszych, starsze uczą się właściwego stosunku do młodszych. Tak
        samo było w społeczeństwach pierwotnych, zanim wymyślono szkoły.
        Dzielenie ludzi na grupy ze względu na rocznik jest wygodne
        organizacyjnie ale niezgodne z naturą. Dla człowieka naturalne jest
        przebywanie i kontaktowanie się z osobami w różnym wieku. Zaryzykuję
        stwierdzenie, że niektórych znanych nam patologii społecznych (np.
        odsuwania osób starszych na margines) można by uniknąć, gdybyśmy nie
        uważali, że to wiek ma decydować o tym, z kim będziemy przebywać i
        od kogo się uczyć. Czemu kontakt 10-latka z 4-latkiem miałby
        powodować "mniej przyjazne" życie społeczne? Trzeba by
        przeorganizować sposób nauczania, uwzględnić stopień rozwoju
        intelektualnego każdego dziecka z osobna (a nie zakładać jakąś
        odgórną normę, jakby dziecko było produktem) ale sądzę, że jako
        społeczeństwo bardzo byśmy na tym zyskali.

        >Złości Was że określa się to wyrównywaniem szans, bo to
        > jest po części wyrównanie szans dzieci z miasta i wiejskich, gdzie
        >bardzo mały odsetek dzieci uczęszcza do przedszkoli.

        Zgodnie z tym, co pisałam wcześniej, moim zdaniem przedszkole nie
        jest dobre dla dziecka. Chyba, że są to 3-4 godzinne (maksymalnie)
        zajęcia polegające na zabawie i nauce np. literek, cyferek itd.

        Zatem dla dobra dzieci wiejskich mamy stosować odpowiedzialność
        zbiorową i nawet te dzieci, które nie potrzebują "wyrównywania" bo
        zadbano o ich rozwój w domu muszą iść do szkoły tylko dlatego, że
        akurat urodziły się w tym, a nie innym roku? Dla mnie to bez sensu...


        • Gość: roberta Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy IP: *.gprs.plus.pl 24.01.08, 12:31
          Kształtowanie postaw w rodzinie i relacji w stosunku do dziadków rodziców i
          rodzeństwa starszego czy młodszego to zupełnie inna bajka niż nauka w szkole.
          zasy kiedy kobiety siedziały z dziećmi w osadzie i zbierały jagody a faceci szli
          na polowanie minęły bezpowrotnie. Co więcej inaczej jest teraz inaczej było 30
          lat temu.
          Oczywiście sam kontakt z różnymi grupami wiekowymi jest jak najbardziej wskazany
          i ważny, ale myślę że nauka w jednej klasie przez 6 lat dzieci w różnym wieku
          spowodowałaby wiele problemów. Myślę też że to nasze różne postrzeganie tego
          problemu wynika z różnych doświadczeń i to że Ty bardziej podchodzisz do tego
          indywidualnie a ja z punktu widzenia samego państwa i społeczeństwa.
          Mamy gwarancję swobód i wolności, ale mamy też ograniczenia narzucane przez
          państwo i urzędników i bez nich jako społeczeństwo nie umielibyśmy dobrze już
          funkcjonować. Sama liberalizacja o ile
          mysle że korzystna jest w życiu gospodarczym to w życiu społecznym
          czyli na przykład jeśli chodzi o edukację, kiedy państwo zobowiązało się tym
          zająć to też narzuciło na nas pewne uśrednione warunki, czyli jaki wiek dzieci,
          czego się mają uczyć (zauważ że przecież program w szkole dla niektórych dzieci
          jest łatwy a dla niektórych trudny). Aby było tak że rodzice decydują kiedy
          posłać do szkoły czego jego dziecko ma się uczyć a czego nie i ile, to ja sobie
          nie wyobrażam jak wyglądałaby nauka w takiej klasie. Pewnie jeszcze dodatkowo
          sama nauka w szkole podstawowej stałaby się płatna. Poza tym państwo jest od
          tego aby reagować na procesy społeczne które zaczynają dotykać większość
          obywateli a nie koncentrować się na indywidualnych potrzebach jednostki. Takie
          są konsekwencje życia w organizacji zbiorowej. powinno się zważać na to czego
          potrzebuje większość a także przewidywać na przyszłość i analizować podjęte
          decyzję. Podejrzewam że sama idea wysłania dzieci wcześniej do szkoły wiąże się
          z tym żeby wcześniej skończyć edukację i iść do pracy, bo zaczyna się proces
          starzenia społeczeństwa. Ktoś będzie musiał zapracować na emerytury dla nas.
          Zwiększył się też wiek przejścia na emeryturę to też jest tego konsekwencja. To
          tak z punktu widzenia samego państwa. Wiesz ja też w wielu kwestiach nie zgadzam
          się z mechanizmami które nam państwo narzuca. Ale wydaje mi sie też że jeśli
          bardzo Ci zazleży na tym aby nie posłać dziecka rok wcześniej do szkoły to przy
          opinii psychologa, że dziecko nie nadaje sie jeszcze do szkoły będzie to
          możliwe. Tak mi sie wydaje. Skoro puszcza się dzieci rok wcześniej...
          jeśli chodzi o przedszkole to nie jest ono obowiązkowe i jeśli tylko masz ku
          temu warunki finansowe i możesz posyłać dzieci na 4 godzinki
          dziennie żeby dziecko pobyło z innymi dziećmi pobawiło się i pouczyło razem a
          potem ty spędzasz z dzieckiem czas to ja Ci po prostu szczerze zazdroszczę
          takiego układu.

          • lebot Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 14:50
            > Kształtowanie postaw w rodzinie i relacji w stosunku do dziadków
            >rodziców i rodzeństwa starszego czy młodszego to zupełnie inna
            >bajka niż nauka w szkole.

            A do osób starszych nie będących dziadkami? Dzieci nie będących
            rodzeństwem? Wiele się mówi o tym, że szkoła powinna nie tylko
            uczyć, ale także wychowywać, czyli kształtować postawy. Ale w
            praktyce jakoś to nie wychodzi... może dlatego, że dzieci o rok
            starsze są już w innej klasie, czyli są "obce"? Jedyną szansą na
            kontakt z tymi "obcymi" pozostają kółka zainteresowań, może tego
            powinno być więcej, a "zwykłych" zajęć mniej? Może różnych akcji
            społecznych na rzecz potrzebujących powinno być w szkole więcej?
            Integracji z innymi ludźmi, nie tylko w klasie, ale poza nią?

            > Czasy kiedy kobiety siedziały z dziećmi w osadzie i zbierały
            >jagody a faceci szli na polowanie minęły bezpowrotnie. Co więcej
            >inaczej jest teraz inaczej było 30 lat temu.

            Ale natura ludzka nie zmienia się tak szybko! Potrzeby dziecka są
            takie same, jak w tamtych czasach! Nie będziemy mieli szczęśliwego
            społeczeństwa, jeżeli nie zadbamy o zaspokojenie potrzeb własnych
            dzieci!

            >Ty bardziej podchodzisz do tego
            > indywidualnie a ja z punktu widzenia samego państwa i
            >społeczeństwa.

            Rzeczywiście, uważam, że społeczeństwo składa się z jednostek i moim
            zdaniem dobro państwa nie może stać ponad dobrem obywatela.

            Sama liberalizacja o ile
            > mysle że korzystna jest w życiu gospodarczym to w życiu społecznym
            > czyli na przykład jeśli chodzi o edukację, kiedy państwo
            zobowiązało się tym
            > zająć to też narzuciło na nas pewne uśrednione warunki, czyli jaki
            wiek dzieci,
            > czego się mają uczyć (zauważ że przecież program w szkole dla
            niektórych dzieci
            > jest łatwy a dla niektórych trudny).

            To, że państwo zobowiązało się tym zająć, nie oznacza jeszcze, że
            zajęło się właściwie. Ja mogę sobie wyobrazić "klasy" grupujące
            dzieci o podobnych zainteresowaniach czy talentach, niezależnie od
            wieku. "Profile" nie polegające na tym, że jednych przedmiotów jest
            więcej, a innych mniej, lecz na tym, że uczy się w nich na różne
            sposoby. Podam przykład: mam pamięć słuchową i przymus notowania
            bardzo mi w szkole przeszkadzał. Musiałam skupiać się na prowadzeniu
            zeszytu, a nie na przyswajaniu lekcji w sposób dla mnie najlepszy
            tj. słuchaniu. Dziś wiedziałabym znacznie więcej, gdyby nie sposób
            nauczania jednakowy dla wszystkich. Dziecko o uzdolnieniach
            artystycznych można uczyć "malowania" literek, a nie ich pisania.
            Nauczy się szybciej i bez stresu. I tak dalej...
            Odnośnie do liberalizacji - cóż, ja uważam, że liberalizacja jest
            dobra zawsze i we wszystkim. Nie jestem zwolenniczką "trzymania za
            mordę" w żadnej dziedzinie (no, może poza ściganiem przestępców).

            Następna kwestia: emerytury. System oparty na solidarności
            międzypokoleniowej szwankuje. Wszędzie szuka się innych rozwiązań -
            choćby nasze składki na fundusze emerytalne. Uważam, że to jest
            właściwa droga - niech każdy ma na starość tyle, ile sam sobie
            zaoszczędzi. Zaganianie dzieci do szkoły, żeby jak najwcześniej
            zaczęły na nas pracować, uważam za niemoralne.

            > jeśli chodzi o przedszkole to nie jest ono obowiązkowe i jeśli
            tylko masz ku
            > temu warunki finansowe i możesz posyłać dzieci na 4 godzinki
            > dziennie żeby dziecko pobyło z innymi dziećmi pobawiło się i
            pouczyło razem a
            > potem ty spędzasz z dzieckiem czas to ja Ci po prostu szczerze
            zazdroszczę
            > takiego układu.

            Tak właśnie jest i przyznaję, że mam sporo szczęścia. Mój mąż
            codziennie uczestniczy w "wyścigu szczurów" (choć wolałby robić coś
            innego) i dzięki temu ja mogłam zrezygnować z pracy i zająć się
            dzieckiem. Czasem brakuje mi "powera", jaki daje praca zawodowa, ale
            uznałam (oboje uznaliśmy), że tak jest lepiej dla córki. Wiem, że
            nie wszyscy mają tak dobrze. Kiedyś rano widziałam, jak matka
            odprowadzała płaczącego synka do przedszkola i tłumaczyła mu: "Ja
            cię nie dlatego tam zostawiam, że chcę. Muszę iść do roboty i tyle."
            Ona chciała być w domu z tym dzieckiem ale po prostu nie mogła sobie
            na to pozwolić. To bardzo smutne.

          • acorns Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 16:51
            > Aby było tak że rodzice decydują kiedy posłać do szkoły czego jego
            > dziecko ma się uczyć a czego nie i ile, to ja sobie nie wyobrażam
            > jak wyglądałaby nauka w takiej klasie.

            A po co klasa? Klasa to tylko i wyłacznie sztuczny twór
            ograniczający możłiwości edukacyjne. Osobne grupy na każdy
            przedmiot, a przedmiot podzielony na różne poziomy. W ten sposób w
            grupie mógłby być niezbyt lotny dwunastolatek i zdolny ośmiolatek.
            Jak ww. dwunastolatek nie zda, to powtarza tylko to z czego nie zdał
            a nie cała klasę bez względu na oceny z pozostałych przedmiotów. Jak
            się chce to można zreformować coś z sensem, ale w tym kraju
            zrobienie czegokolwiek z sensem to sensacja dziesięciolecia. Tu
            ukłony dla Pana Ex-Prezydenta m. st. Warszawy Pawła Piskorskiego za
            tunel wzdłuż rzeki, jedyny chyba w Europie.
            • lebot Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 25.01.08, 09:19
              >Osobne grupy na każdy
              > przedmiot, a przedmiot podzielony na różne poziomy. W ten sposób w
              > grupie mógłby być niezbyt lotny dwunastolatek i zdolny ośmiolatek.
              > Jak ww. dwunastolatek nie zda, to powtarza tylko to z czego nie
              zdał
              > a nie cała klasę bez względu na oceny z pozostałych przedmiotów.

              Tak, to też dobry pomysł. Powinniśmy iść w stronę akceptowania i
              rozwijania indywidualnych potrzeb i możliwości każdego dziecka - nie
              unifikacji. Dzieci to nie przedmioty!!!
      • saskiaplus1 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 12:18
        Roberto, piszesz o swoim świecie. Mój i moich dzieci jest inny. Niesprawiedliwy
        porządek lepszy niż przemiły bałagan? Toż to mentalność chłopa pańszczyźnianego.
        Nie mówiąc już o tym, że alternatywa jest fałszywa.
      • acorns Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 12:26
        > Wobec powyższego konieczna jest sztywna granica wieku obowiązku
        > szkolnego i to zarówno po to by dzieci zaczęły się uczyć i aby też
        > życie społeczne klasy było jak najbardziej przyjazne, co daje im
        > równy wiek dzieci.

        Równy wiek dzieci to kolejny sztuczny podział i ograniczenie jakie
        oferuje szkoła. W życiu takie podziały nie istnieją i na gruncie
        prywatnym i zawodowym spotykają się osoby w różnym wieku. Ja akurat
        mogę sporo powiedzieć na temat tych przyjaznych klas rownolatków.
        Ostatnio to dziewczyny są o wiele gorsze od chłopaków, bo chłopaki
        pobiją się i się pogodzą a dziewczyny prowadzą ze sobą ciche wojny
        nieraz od III klasy podstawówki aż do końca gimnazjum.

        > Zmienił się namsystem z komunizmu na kapitalizm, drastycznie w
        > górę wzrosła poprzeczka wymagań. 20-30 lat temu wystarczyło mieć
        > maturę i było ok. Dziś tak nie jest i nie łudźcie sie, że to się
        > zmieni. Studia, ale już nie po prywatnej szkole o niskim prestiżu,
        > język, ale nie czysta polszczyzna tylko dodatkowo angielski z
        > certyfikatem. Proponuje poczytać sobie oferty pracy. Dlatego też i
        > od dzieci zaczęliśmy wymagać więcej i wcześniej.

        Dzieje się tak bo pracodawcy się rozbestwili. Taki pracodawca sam
        nie wie czego chce, a najbardziej to by chciał pracownika 24
        letniego z mgr, 10 letnim doświadczeniem zawodowym w branży i
        czterema językami obcymi – obiekt w przyrodzie niewystępujący. I to
        że jakiś fiut ma kosmiczne wymagania niewspółmierne do pensji jaką
        oferuje to nie oznacza że ja muszę koniecznie dziecku zabierać rok
        dzieciństwa aby mogło rok wcześniej być zwarte i gotowe do Wielkiego
        Wyścigu Szczurów do Trumny. A tak na marginesie, to moja córka bez
        żadnych dyplomów mgr rusycystyki, bez certyfikatów z tego języka
        przegadała tłumaczkę przysięgłą. Po prostu rosyjski to jej drugi
        język ojczysty, a tłumaczka nie umiała nawet płynnie mówić. Oto co
        warte są papierki.

        > Każdy życzyłby sobie aby życie naszych dzieci było usłane różami,
        > ale niestety
        > LIFE IS BRUTAL!!! I coraz bardziej się o tym przekonuje. Głupi
        > wyścig szczurów?
        > Niestety, istnieje.

        Wyścig szczurów istnieje tylko dla tych którzy chcą w nim
        uczestniczyć i dla tych którzy są zbyt zaślepieni żeby dostrzec że
        istnieją jakieś alternatywy dla wyścigu szczurów. A istnieją i ja z
        nich korzystam przez całe życie. W przeciwieństwie do szczurów
        wyścigowych jeżdżę swoim samochodem i mieszkam w swoim domu, bank
        nic nie ma ani do jednego ani do drugiego. Szczury wyścigowe kupują
        sobie Avensisa na kredyt, na kredyt kupują klitkę za 450 tysięcy w
        jakimś strzeżonym krawaciarskim getcie, całe życie są związani tym
        kredytem i wydaje im się że oni się dorobili. Goowno się dorobili,
        to banki się na nich dorabiają a jak szczurki wyścigowe nie
        wytrzymają presji i zaczną padać jak muchy między czterdziestką a
        pięćdziesiątką z niespłaconymi kredytami to czeka nas taki kryzys na
        rynku nieruchomości jak w USA. Ja jestem wolny, a jak będę
        potrzebował domu dla moich dzieci, to kupię taniej za gotówkę z
        licytacji bankowej po ś.p. Krawaciarzu Biurowym albo Lwicy
        Korporacyjnej zmarłej przedwcześnie.
        • Gość: roberta Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy IP: *.gprs.plus.pl 24.01.08, 12:52
          Myślisz że ja niczego w życiu tak nie pragnę jak uczestniczyć w wyścigu
          szczurów, że mnie to bawi że mnie się to podoba. bardzo bym chciała żeby rodzice
          mi kupili choćby kawalerkę za 50 tyś ( jak znajdą taką w Warszawie) ale wiesz
          rodzice mi nic nie zagwarantują a wręcz oczekują ze im pomogę. No i cóż przy
          tych zarobkach co mam trudno mi będzie kupić cokolwiek.

          Wyścig szczurów istnieje tylko dla tych którzy chcą w nim
          > uczestniczyć i dla tych którzy są zbyt zaślepieni żeby dostrzec że
          > istnieją jakieś alternatywy dla wyścigu szczurów

          ja chętnie posłucham tych alternatyw, wręcz na nie czekam. Chce mały dom,
          rodzinę i samochód, nic specjalnego. Nie chcę kredytu, rzecz jasna. No i nie
          chcę uczestniczyć w tej konkurencji jaka istnieje.






          • Gość: Ann Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.08, 13:19
            Roberto, przepraszam, ale Twoje wypowiedzi są totalnie oderwane od
            rzeczywistości.
            I właśnie tak jest jak o naszych dzieciach decydują ludzie, którzy o
            rodzicielstwie nie mają zielonego pojęcia. Mnie też się wydawało, że
            o dzieciach wiem bardzo dużo...aż nie urodziłam własnych.
            Spejalistów teoretyków jest u nas wysyp ostatnio. W każdej
            dziedzinie.
            Piszesz, że czepiamy się. Czepiamy się, żeby było lepiej. Żeby
            szkoły były bezpieczne i przyjazne dzieciom. To samo nauczyciele.
            Czepiających się jest ogromna ilość więc coś jest na rzeczy.
            Ja kończyłam studia pedagogiczne i 70% moich znajomych z roku
            zdecydowanie nie powinno uczyć w szkole. A uczą...pewnie ze szkodą
            dla dzieci.
            Wiesz, to nie chodzi o to, żeby posłać wcześniej dzieci do szkoły,
            chodzi o to, żeby nie robić tego w pośpiechu. Żeby się do tego
            przygotować. Praktycznie, a nie teoretycznie. Wszak wiadomo, że
            papier wszystko zniesie.

            • Gość: roberta Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy IP: *.gprs.plus.pl 24.01.08, 14:59
              Wiecie cała ta sytuacja jest bardzo trudna i złożona. Ja rozumiem Wasze obawy i
              pretensje, ale żyjemy w takim a nie innym państwie. Akurat pech trafił że to
              Wasze dzieci będą pionierami zmian jakie mają zaistnieć. Nasze polskie państwo
              przez ostatnie 20 lat przeżywa kolosalne zmiany.
              I z jednej strony musimy gonić Europę i posłać dzieci wcześniej do szkoły jak w
              innych krajach, bo nasze dzieci polskie generalnie są opóźnione jeśli chodzi
              edukacje, bo wypadają bardzo słabo na międzynarodowych testach i co rusz się
              zmienia program nauczania, żeby go dostosować i ulepszyć. Wiadomo że to nie
              wypływa korzystnie
              na dzieci. Wiecie, ja też byłam ofiarą pośpiesznych zmian w edukacji, a
              mianowicie przeżyłam na własnej skórze całe zamieszanie
              wprowadzenia nowej matury. Naprawdę wcale nie było mi do śmiechu jak po pierwsze
              byłam w zawierzeniu co w ogóle będę miała zdawać na maturze, a program który
              realizowałam ni jak się miał do nowej. Na
              tą całą bolączkę dzieci i rodziców przydała by się kasa. Ale nasz kraj jest za
              biedny!!! Niestety, jesteśmy krajem co prawda nieźle rozwijającym się ale nadal
              biednym. Gdyby były nieograniczone środki na reformę w szkolnictwie to nie było
              by żadnych narzekań. Ale póki co państwo chce reformować, bo taka reforma jest
              konieczna, ale nie ma wystarczających na to środków. Jeszcze długo długo i wiele
              razy będziemy my oraz Wasze pewnie i kiedyś moje dzieci ponosić konsekwencje
              warunków w jakich przyszło nam żyć. ja sobie zdaję sprawę że w szkołach jest
              brak materiałów naukowych, że sale gimnastyczne i komputerowe to porażka, że
              zawód nauczyciela nie cieszy się prestiżem i uczą ludzie bez powołania, ale
              trudno wymagać od nauczycieli skoro ich zarobki są uwłaczające godności tego
              zawodu. Ja naprawdę chciałabym aby zawód nauczyciela kojarzony był z respektem.
              Niech będą wobec nich wymagania nie się szkolą niech jeżdżą na kursy, niech się
              starają ale niech też zarabiają dobrze w szkole, a nie tylko na korepetycjach.
              Osobiście mam nadzieję że w miarę przypływy pieniędzy i mądrości rządzących to
              się zmieni. Ja nie wierzę w złą intencję państwa i to że ktoś wymyślił wysyłkę
              dzieci rok wcześniej, pomimo braku funduszy na ten cel. Podejrzewam, że z
              przystosowaniem szkoły do wcześniejszej nauki szkolnictwo będzie się borykało
              jeszcze dobrych parę lat. Bo powtarzam jesteśmy krajem biednym, które nie spełni
              socjalnych oczekiwań obywateli, choćby nie wiem co i nie chodzi tylko o
              szkolnictwo, ale też inne kwestie. Zmiany będą bo muszą zaistnieć. Jeszcze się
              doczekacie tego że wasze dzieci będą płaciły za studia dzienne na uczelniach
              państwowych, to kwestia kilku dosłownie lat.
              Strajki protesty i narzekania są o tyle konieczne że zmiany są
              konieczne, bez tego nikt sam z siebie w państwie nic nie da i nie
              zmieni. Niestety...
              Do rodziców umiejących ochronić swoje dzieci przed wyścigiem szczurów czyt.
              kupie mieszkanie po jakimś za wcześnie wyeksploatowanym umarlaku i dam prace we
              własnej firmie -
              macie racje wasze dzieci są w czepku urodzone. Niech korzystają
              z błogiego dzieciństwa jak najdłużej, im nic nie grozi.
              Do rodziców, którzy jednak nie są pewni czy aby wesprą swoje pociechy uczcie je
              pracy i pokonywania trudności. Szkolcie, a w życiu dorosłym będzie im po prostu
              lżej i łatwiej. (bez przesadyzmu;). Pozdrawiam ta totalnie oderwana od
              rzeczywistości ;)
              • acorns Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 16:36
                > Nasze polskie państwo przez ostatnie 20 lat przeżywa kolosalne
                > zmiany.

                I są to niestety zmiany na gorsze.

                > I z jednej strony musimy gonić Europę i posłać dzieci wcześniej do
                > szkoły jak w innych krajach, bo nasze dzieci polskie generalnie są
                > opóźnione jeśli chodzi edukacje, bo wypadają bardzo słabo na
                > międzynarodowych testach i co rusz się zmienia program nauczania,
                > żeby go dostosować i ulepszyć.

                Z jednej strony piszesz że nie chcesz uczestniczyć w wyścigu
                szczurów, a teraz piszesz o gonieniu Europy. Po co mamy ją gonić?
                Dla samej idei gonienia? To nieprawda że polskie dzieci słabo
                wypadają. Weź np dzieci amerykańskie. Polscy młodzi informatycy
                razem z rosyjskimi są w światowej czołówce. Nie jest tak źle. A
                gonić nikogo nie potrzeba. Niech oni poczekają na nas :)

          • acorns Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 16:43
            > bardzo bym chciała żeby rodzice mi kupili choćby kawalerkę za 50
            > tyś ( jak znajdą taką w Warszawie)

            Jak dołożysz jedynkę na początku, to coś się pewnie znajdzie :)
            Kolejny cud gospodarczy w tym kraju żeby taka klitka kosztowała taką
            kasę.

            > ja chętnie posłucham tych alternatyw, wręcz na nie czekam. Chce
            > mały dom, rodzinę i samochód, nic specjalnego. Nie chcę kredytu,
            > rzecz jasna. No i nie chcę uczestniczyć w tej konkurencji jaka
            > istnieje.

            Samochód to można kupić spokojnie za 8 tysięcy. Mały dom kupujesz
            gdy Cię na niego stać. A mały domek można sobie wydzierżawić razem z
            gospodarstwem. Jest tego trochę do wydzierżawienia. To jest tak że
            np. rodzice poumierali, dzieci siedzą w mieście, nie chcą sprzedawac
            ziemi bo prędzej wzrośnie na wartości niż spadnie, więc ją
            dzierżawią. Lepiej płacić za dzierżawę niż ratę kredytu bo nie
            płacisz łącznie ponad 2x więcej niż to warte no i masz swobodę że
            jak nie będzie Cię stać to komornik nie przyjdzie.

            Chcesz znać alternatywę dla wyścigu szczurów to dam Ci mała
            podopowiedź – zapomnij że istnieje coś takiego jak garnitur, żakiet,
            garsonka, zapomnij że istnieją korporacje. Zadzwoń do murarza ile
            sobie zażyczy za wyburzenie ścianki działowej, postawianie drugiej.
            Zadzwoń do hydraulika ile sobie zażyczy za obsadzenie kibla i
            podłączenie umywalki. Zadzwoń do elektryka ile sobie zażyczy za
            podłączenie 2 gniazdek i ile będziesz czekać w kolejce na usługę.
            Rury pękały, pękają i będą pękać a magistry płaciły, płacą i będą
            płacić.
            Ja na dzień dzisiejszy wróciłem do tego od czego zaczynałem – jestem
            kierowcą wywrotki i operatorem koparko – spycharki. Godzina mojej
            pracy to jest 80-150 zł. Dziś z kumplem kończymy równanie terenu i
            wysypywanie tłucznia bo pan sobie kupił domek i chciał urządzić
            parapetówę, a teraz parę dni padało i pan ma na podwórku Jezioro
            Łabędzie i bajoro. Zlecenie super pilne bo parapetówa w sobotę i
            skosiliśmy 3,5 tysiąca na czysto na dwóch, sprawę załatwiliśmy w 3
            dni, teraz kumpel równa to walcem i koniec roboty. W kolejce czekają
            dwa stawy melioracyjne, rów melioracyjny, wywiezienie gruzu i coś
            tam jeszcze. Roboty nie brakuje, tylko czasem pobrudzić się trzeba.
            Kończę robotę, wracam do domu, umyję się i jestem wolny. Żadnych
            służbowych kolacji, żadnych wydzwaniających kontrahentów. Spokój,
            bez stresu, bez nerwów.
            • Gość: roberta Re: do acorns spraw kilka IP: *.gprs.plus.pl 24.01.08, 19:04
              Uważasz że komunizm był lepszy, że Polska i jej obywatele i dzieci skorzystałaby
              na tym gdyby nie podjęto się transformacji ustrojowej pomimo bolesnych skutków,
              których jesteśmy świadkami. Myślisz że w takim państwie żyłoby się nam lepiej???

              Wiesz byłam w USA i niańczyłam tam dzieci aby sobie zarobić na studia.
              Porównywanie Polski i Ameryki nie ma sensu - to zupełnie 2 różne światy kulturowe.

              Jeśli chodzi o twoją radę wydzierżawienia domu razem z gospodarstwem. Musisz
              wiedzieć jedno umowa dzierżawy to stosunek cywilnoprawny swoja natura bardzo
              zbliżony do najmu. Można nawet powiedzieć że to taka wysublimowana forma najmu
              różniąca się tym że można z niego czerpać pożytki,np dzierżawisz sad zbierasz
              jabłka i je sprzedajesz. Naprawdę wątpię aby ktoś wydzierżawił dom za jakieś
              grosze! Poprzez dzierżawę nie nabywasz żadnego prawa własności. Tu w odróznieniu
              od komornika pewnego dnia przychodzi wydzierżawiający wręcza wpowiedzenie i bye
              bye a ty nadal nie masz
              nic! A co na starość, to trochę mało halo nie mieć gdzie mieszkać, no chyba że
              zaproponujesz dom starości.
              I fajnie pozostawić dzieciom coś w spadku prawda?
              Od razu wyjaśniam że można pozostawać dzieciom na przykład mieszkanie z kredytem
              którego nie zdążyło się spłacić. I co wtedy? Ano zawsze istnieje możliwość
              przyjęcia spadku nie wprost tylko z dobrodziejstwem inwentarza (do wysokości
              aktywów).

              Jeszcze słów kilka co do alternatywy na wyścig szczurów. Słuchaj Ty naprawdę
              radzisz i życzyłbyś swojej córce aby została hydraulikiem albo jeździła na
              koparce??? Naprawdę pragnąłbyś tego dla niej???
              Z jednym się zgodzę dyplom zawsze można schować do kieszeni i zaciągnąć rękawy
              do góry i zacząć pracować fizycznie. Nie wiem, może jestem zwariowana ale ja
              swoim dzieciom i sobie też nie życzę pracy fizycznej tylko umysłowej, pracy
              głową. Nie zrozum mnie źle, ja szanuję każdą osobę wykonującą swoją pracę.
              Zaistniały teraz takie okoliczności, iż faktycznie fachowcy nieźle zarabiają,
              ale skąd wiesz że za 5 może 10 lat nie przyjadą do nas Ukraińcy albo Białorusini
              i nie ogarną tego rynku???

              Poza tym chciałam dodać, iż odwracasz kota ogonem. Moim pobożnym życzeniem
              byłoby nie branie udziału w jakieś tam chorej rywalizacji.
              Po prostu chciałbym aby to że skończyłam studia, dawałby mi gwarancję normalnej
              pracy na godziwych warunkach. Wiesz idę do roboty sprzedaję swoją wiedzę, a ktoś
              mi za to płaci.
              Pewnie tak będzie, bo cholerny ze mnie uparciuch:) tylko ogromnym poświęceniem.
              Niestety...

              Widzisz tak to jest, jak trzeba liczyć na siebie.

              ps przepraszam wszystkich iż mój post nie dotyczy wątku, ale naprawdę poczułam
              nieodprutą chęć odpisania temu Panu:)
              • acorns Re: do acorns spraw kilka 25.01.08, 02:14
                > Uważasz że komunizm był lepszy, że Polska i jej obywatele i dzieci
                > skorzystałaby na tym gdyby nie podjęto się transformacji
                > ustrojowej pomimo bolesnych skutków, których jesteśmy świadkami.
                > Myślisz że w takim państwie żyłoby się nam lepiej???

                Dla jednych lepiej, dla drugich gorzej. Ja jestem zwolennikiem
                prawdziwej gospodarki wolnorynkowej. Prawdziwa oznacza taką w której
                mogę sobie handlować wódą i piwem bez koncesji, gdzie nie będę
                musiał robić kursu przewoźnika żeby prywatnym autobusem wozić ludzi,
                gdzie nie będę musiał płacić haraczu na ZUS który nie jest mi
                potrzebny i nic od niego nie chcę.

                > Jeśli chodzi o twoją radę wydzierżawienia domu razem z
                > gospodarstwem. Musisz wiedzieć jedno umowa dzierżawy to stosunek
                > cywilnoprawny swoja natura bardzo zbliżony do najmu.

                Wiadomo że jak są porządne budynki gospodarcze, maszyny,
                kilkadziesiat hektarów to nie będzie to za grosze choćby dlatego że
                w tym układzie to dzierżawcy a nie właścicielowi należą się dotacje
                unijne i wątpię aby właściciel z nich zrezygnował. A samych dotacji
                może być i po kilkadziesiąt tysięcy rocznie. Ja mówię o takim domku
                na wsi z kilkunastoma arami wokół domu, jakąś stodołą, szopą i
                tyle.

                > Tu w odróznieniu od komornika pewnego dnia przychodzi
                > wydzierżawiający wręcza wpowiedzenie i bye bye a ty nadal nie masz
                > nic!

                Nie mam nic. A jak mi komornik zlicytuje mieszkanie z którego mnie
                wcześniej eksmituje to co mam? Też nic. Jeśli bierzesz kredyt 400
                tysięcy na 30 lat przy oprocentowaniu zmiennym wynoszącym 7,5% w
                skali roku, to łącznie do spłaty masz 900000. Miesięczna rata wynosi
                2500 zł. Zakładamy że bank nie robi numerów takich że na początku
                spłaty masz 70% część odsetkową i 30% kapitałową raty. To ja wolę
                płacić nawet i 1500 miesięcznie a po 1000 sobie odkładać na konto
                oszczędnościowe, to przez 30 lat odłożę 360 tysięcy a za to można
                już coś własnego kupić nie pakując się w kredyty, ewentualnie te 360
                tysięcy zostawić dzieciom w spadku i to najlepszym spadku, bo nie
                zapłacą od tego podatku od wzbogacenia jak to ma miejsce przy
                dziedziczeniu nieruchomości.

                > Słuchaj Ty naprawdę radzisz i życzyłbyś swojej córce aby została
                > hydraulikiem albo jeździła na koparce??? Naprawdę pragnąłbyś tego
                > dla niej???

                Ja chcę żeby byla szczęśliwa, a czy będzie jeździła koparką czy
                walcem drogowym czy zostanie dyrektorką to już jej wybór. Niech
                będzie kasjerką w Tesco, niech będzie opiekunką hipopotamów w ZOO,
                niech będzie akwizytorką, handlowcem. Najważniejsze żeby robiła to
                co lubi i nie padła ofiarą manipulacji. Czy naprawdę uważasz że ten
                wyścig szczurów wszyscy uwielbiają i chętnie poświęcają dla niego
                życie rodzinne, prywatne? Tak nie jest. Ludzie wkręcają się w tryby
                tej machiny omamieni kasą, którą mogą wydać na gadżety które uważają
                za niezbędne bo tak im wmówili spece od marketingu. To wszystko to
                jest manipulacja. Ty też cały czas powtarzasz to czym Tobą
                manipulują:

                - musimy gonić Europę
                - nasze dzieci polskie generalnie są opóźnione
                - Czasy się zmieniły, rzeczywistość się zmieniła, zmieniły się też
                wymagania i oczekiwania od ludzi młodych
                - Zmienił się nam system z komunizmu na kapitalizm, drastycznie w
                górę wzrosła poprzeczka wymagań.
                - Proponuje poczytać sobie oferty pracy. Dlatego też i od dzieci
                zaczęliśmy wymagać więcej i wcześniej

                Czy celem Twojego życia jest gonienie Europy (tak na marginesie to
                gonienie samego siebie jest bezcelowe, Polska nie musi gonić Europy,
                bo sama jest jej częścią) i spełnianie wymagań pracodawców? Czy
                naprawdę wierzysz w to że ludzie świadomie wybierają poświęcenie się
                dla korporacji zamiast dla rodziny? Ja tu widzę manipulację. Nieraz
                jest tak że rezygnując z wyścigu szczurów, rezygnujemy też z wożenia
                dupy drogim samochodem czy z mieszkania w modnej okolicy. Coś za
                coś. Jednak umiejętność rezygnacji z dóbr materialnych daje
                prawdziwą wolność. Ja będę szczęśliwszy żyjąc z rodziną w slumsie z
                wilgocią i grzybem na pół ściany niż lwica korporacyjna w swoim
                luksusowym mieszkaniu obstawionym drogimi meblami i gadżetami, ale
                tak naprawdę zimnym i pustym. A mojej córce jak na razie bliżej do
                koparki niż do biura. Całkiem sprawnie radzi sobie z "Ostrówkiem" :)
                Praca może nie bardzo rozwojowa, ale za to opłacalna. Jutro jadę na
                3 godziny wykopać kawałek rowu melioracyjnego sąsiadowi faceta u
                którego teraz robiłem. 450 do kieszeni przytulę. A jeszcze podobno
                kolejna sąsiadka chce zebym jej wywiózł gruz porozbiórkowy z
                podwórka to też stówka wpadnie i jeszcze dodatkowo zapłaci mi ten
                który go potrzebuje bo na wiosnę będzie wylewkę robił. Może nie
                zarobi się 15 czy 20 tysięcy miesięcznie jak menadzer średniego
                szczebla ale za to praca spokojniejsza, przyjemniejsza i na świeżym
                powietrzu a nie w klimatyzowanym przeszklonym biurze. No i
                pewniejsza. Światowy system finansowy już się sypie, jak Ameryka
                pierdyknie, a pierdyknie niedługo to pociągnie za sobą całą resztę.
                A rury pękały, pękają i pękać będą, ludzie będą budować, remontować,
                popyt na mnie będzie zawsze. A co zrobi krawaciarz?

                > Z jednym się zgodzę dyplom zawsze można schować do kieszeni i
                > zaciągnąć rękawy do góry i zacząć pracować fizycznie.

                Nie tak prosto jak mówisz. Teoretycznie można, a w praktyce to dla
                większości krawaciarzy niewykonalne. Ruszy taki dwa razy łopatą, pot
                mu po jajkach popłynie, żyłka pierdząca mu na czoło wyskoczy i musi
                odpocząć żeby mu pikawa nie wysiadła. Jak sobie wyobrażasz takiego
                krawaciarza z delikatnymi rączkami za kierownicą KRAZa? Jak on by
                miał czymś takim pojechać jak tu wspomagania nie ma a jak jest to i
                tak najczęściej nie działa, nie ma czujników parkowania, a
                samochodzik duży i czasem trzeba się nim wcisnąć tam gdzie ciasno.
                Kiepsko to widzę. Poza tym prawie wszystkie biurasy mają dwie lewe
                rączki do roboty. Oni poza przewalaniem papierków nic nie potrafią
                zrobić.

                > Nie wiem, może jestem zwariowana ale ja swoim dzieciom i sobie też
                > nie życzę pracy fizycznej tylko umysłowej, pracy głową.

                Nie musisz im tego życzyć. Po prostu życz im szczęścia i pamiętaj że
                Twój raj może być ich piekłem i na odwrót.

                > ale skąd wiesz że za 5 może 10 lat nie przyjadą do nas Ukraińcy
                > albo Białorusini i nie ogarną tego rynku???

                Ukraińcy już są od dawna i jakoś roboty nie odebrali. Nadal jest
                deficyt na fizycznych bo wszędzie same magistry a robić nie ma komu.

                > Wiesz idę do roboty sprzedaję swoją wiedzę, a ktoś mi za to płaci.

                Zawsze tak jest. Mogę Ci życzyć tego żeby zawsze był popyt na wiedzę
                którą właśnie zdobywasz.
                • Gość: roberta Re: do acorns spraw kilka IP: *.gprs.plus.pl 25.01.08, 11:43
                  cześć Acorns, wiesz ja wierze w twoje dobre intencje, ale mam też świadomość
                  tego że Ty jesteś w pozycji osoby która ma już ustabilizowaną sytuację życiową.
                  Obrałeś sobie pewien kierunek, powiodło Ci się i jesteś szczęśliwy. A ja mam 23
                  lata i przede mną szereg ważnych cholernie ważnych decyzji. Istnieje coś takiego
                  w psychologii (może na forum ktoś to potwierdzi) że ludzie którzy kończą
                  sielankę studencką łapią przysłowiowego doła i są sfrustrowani całą sytuacją.
                  Wiesz gdybyś 5 lat temu poradził mojemu koledze to co mi teraz i on tak postąpił
                  miałby do Ciebie żal. Wtedy on kupił mieszkanie za 130 tyś na Żoliborzu w
                  Warszawie biorąc go na kredyt. Miał również niepewną sytuację życiową, choć miał
                  stałą pracę, ale jeszcze 5 lat temu sytuacja na rynku pracy wyglądała inaczej,
                  była gorsza. Wiem że bił się z myślami co zrobić, a wszyscy na hasło kredyt
                  siwieli. Miał trochę wkładu własnego i zaryzykował. Nikt nawet wtedy nie mówił
                  że nieruchomości tak zdrożeją, a dziś sprzedał mieszkanie 2-pokojowe za podand
                  350 tyś kredyt spłacił i jeszcze mu zostało. Mądrość czy szczęście?
                  Dziś sytuacja się zmieniła, a samych rozwiązań jest kilka. Można zrobić jak
                  napisałeś, można zarżnąć się kredytem, choć ja osobiście póki co nie mam takiej
                  zdolności kredytowej, można dalej wynajmować mieszkanie i czekać co się będzie
                  działo, można pier...ć to wszystko i wyjechać na 3 lata na Zachód i tam się
                  zacząć dorabiać, wrócić i zacząc od nowa. Każda z tych decyzji pociągnie za sobą
                  daleko idące konsekwencje, naprawdę myślę że ciężko przewidzieć jaka sytuacja
                  będzie za 10 lat i czy obrana droga była tą właściwą. Dlatego pod tym względem
                  targają mną zmienne nastroje. na samą myśl o tej astronomicznej kwocie kredytu i
                  tego że nie mamy tu przed oczyma willi z basenem tylko jakieś paskudne
                  mieszkanie w blokowisku robi się niedobrze. Załóżmy, że kupie takie mieszkanie
                  bo mam tu prace , a wynajem jest niemal porównywalny z ratą kredytu, a tu
                  nastąpi krach na rynku nieruchomości i szlag człowieka trafi. Albo tak ruszy
                  budownictwo mieszkaniowe, że ceny też spadną na łeb na szyję. heh, niestety
                  życie to stek zależności.

                  Ja od samego początku żyję w świecie, w którym pieniądz zaczął swe
                  rządy i to że manipulacja istnieje jestem o tym przekonana. Myslę że można by
                  się od tego uwolnić wyjeżdżając do puszczy amazońskiej i tam zacząć
                  funkcjonować. Ja po prostu nie wierzę, że można się tak całkowicie od tego
                  odseparować. Na ulicy w szkole wszędzie praktycznie od najmłodszych lat nasze
                  umysły zostają temu poddane i
                  choć mamy wolną wolę ciężko nam stanąć obok. Nie wiem, podejrzewam że
                  sam dobrze zarabiając nie pozbawisz z premedytacją swojego dziecka
                  dobrodziejstw świata współczesnego. Jak Cię na to stać idziesz i kupisz mu
                  markowe buty komórke komputer choćbyś był przekonany że
                  tak do końca nie jest mu to potrzebne. Zrobisz to choćby dlatego żeby się dobrze
                  czuło. Piszę to oczywiście w oderwaniu od tego że dzieciom należy się przede
                  wszystkim miłość zainteresowanie i poczucie bezpieczeństwa, które są rzeczami
                  priorytetowymi rzecz jasna.

                  Oprócz tego wszystkiego moja indoktrynacja polegała na jeszcze jednej kwestii, w
                  mojej rodzinie panował kult nauki i kultury rozumianej jako muzyka, taniec
                  ciekawość świata, wyjazdy. Moi rodzice wyrwali się z ogromnej biedy, zrobili
                  krok milowy w stosunku do moich dziadków )którzy chyba nawet nie umieli czytać)
                  i zrobili maturę. Ja i 3 mojego rodzeństwa skończyliśmy studia wyższe. No cóż
                  moi rodzice harowali na to jak dzikie woły, a czy była to ich mądrość życiowa
                  czy wyrządzili nam tym krzywdę czas pokaże. W każdym razie to wszystko polegało
                  na ich nawoływaniu do nauki od najmłodszych lat. Nikt nas nie terroryzował i nie
                  maltretował psychicznie wymagając cudów. Po prostu była ogólna radość z sukcesów
                  jak olimpiady świadectwa z paskiem, ale też minimalizowanie jakiś niepowodzeń i
                  duża akceptacja. Jak mój brat nie dostał się na studia
                  medyczne, reakcja moich rodziców - zostań pielęgniarką. Oczywiście
                  wiedzieli że on na tym nie przestanie, dostał się za drugim razem i
                  skończył. Inna sprawa że praca fizyczna nie była nam obca, rodzice wozili nas do
                  dziadków, aby zobrazować nam jak pracuję się fizycznie na roli. Hehe wiesz jak
                  bardzo chciało mi sie uczyć jak sobie tak cały dzień zbierałam truskawki albo
                  ziemniaki. :) No też chyba wywarło na nas niemałe piętno.

                  Poza tym, ja pragnę pewnego standardu życiowego. Po prostu mały dom,
                  nie pałac ze złotymi klamkami, tylko własna prywatna przestrzeń życiowa dla
                  mojego ogniska domowego, auto - nie potrzeba mi maybacha , niech to będzie opel
                  corsa i żeby było mnie stać na to że przychodzę do domu i razem z rodziną
                  idziemy do kina albo na basen bo nas na to stać. A wyścig szczurów pojawił się
                  na tym etapie. Idziesz do pracy i żeby ją dostać deklarujesz elastyczne godziny
                  pracy do 19, że bardzo Ci zależy na karierze zawodowej ( w domyśle dzieci i
                  rodzina broń boże) i to że oferowana pensja to szczyt twoich marzeń no i wtedy
                  przy odrobinie szczęścia robotę dostaniesz.
                  Ja mam nadzieje że aż tak czarno całe życie nie będzie, po prostu jestem trochę
                  tym wszystkim rozczarowana, a czytając twoje posty wyśmiewające się z magistrów
                  po prostu jeszcze bardziej mnie dobijają.

                  Mimo to nadal jestem przekonana że społeczeństwu polskiemu potrzebne jest dbanie
                  i zabieganie o to aby było jak najwięcej ludzi wykształconych aby istniało w
                  społeczeństwie przekonanie że nauka jest warta. Ja myślę że im bardziej światłe
                  społeczeństwo tym lepiej dla niego i dla każdej jednostki z osobna. lepiej żyć z
                  ludźmi mądrymi i choćby oni potem wykonywali zwykłą ludzką robotę to będą
                  pragneli nie tylko się nażreć i wyspać, ale będzie w tym coś więcej.
                  Ze moje założenia są idealistyczne, ale to domena ludzi młodych. Ja uważam, że
                  państwu któremu zależy aby obywatele, byli wykształceni to państwo dobrze
                  rządzące się, bo w takich ludziach jest potencjał, który przyniesie korzyść
                  wszystkim, stąd to wyrównywanie szans. Im bardziej ciemny naród tym łatwiej nim
                  manipulować, tym Ci ludzie są bardziej podatni na komercjalizm. Spójrz co się
                  podziało z Amerykanami??? Przecież to debilizm wtórny, co oni z siebie zrobili
                  na ulicach chodzą potwory, są tak grubi że ja sobie nawet nie jestem w stanie
                  wyobrazić ile musiałabym się nażreć żeby tak wyglądać.
                  jestem absolutnie za tym żeby państwo zmierzało do tego aby kształcić
                  społeczeństwo, że nawet gdy będą u nas płatne studia żeby ludzie je robili, aby
                  poszerzać swoje horyzonty.
                  uważam za słuszne szerzyć idee rozwoju intelektualnego dzieci, bo to też dla ich
                  dobra i robić to tak aby w tym odnajdywali swoje szczęście. jeśli szczęściem
                  zaczyna być dla dziecka komp i gry komputerowe a hitem świat według kiepskich
                  to niestety to idzie w złym kierunku. To świadczy o ograniczeniu.
                  Pozdrawiam.

                  • acorns Re: do acorns spraw kilka 25.01.08, 14:22
                    > Wiesz gdybyś 5 lat temu poradził mojemu koledze to co mi teraz i
                    > on tak postąpił miałby do Ciebie żal. Wtedy on kupił mieszkanie za
                    > 130 tyś na Żoliborzu w Warszawie biorąc go na kredyt.

                    Taki jest rynek. Gdybyś 3 lata temu poleciła koledze żeby wziął
                    kredyt i zainwestował w fundusze akcyjne, to dziś by Cię po rękach
                    całował za to. Ale gdybyś to doradziła np. w maju zeszłego roku, to
                    dziś by Cię przeklinał. Trzeba brać pod uwagę sytuację rynkową. Ceny
                    nieruchomości w Warszawie są już napompowane jak balon. To zacznie
                    spadać, bo rozwijają się inne duże miasta i firmy a co za tym idzie
                    pracownicy firm tam właśnie się lokalizują. Gdy weźmiesz kredyt
                    teraz, może się stać tak że ceny nieruchomości spadną (wartość
                    kredytu oczywiście nie), wzrosną stopy procentowe (a więc i kredyt
                    stanie się droższy przy zmiennym oprocentowaniu) no i za mieszkanie
                    przepłacisz już nawet nie dwukrotnie, a trzykrotnie.

                    > Każda z tych decyzji pociągnie za sobą daleko idące konsekwencje,
                    > naprawdę myślę że ciężko przewidzieć jaka sytuacja będzie za 10
                    > lat i czy obrana droga była tą właściwą.

                    Sytuacja jaką mamy obecnie charakteryzuje się dużą zmiennością i
                    niepewnością. Myślenie długoterminowe traci sens bo to co dziś jest
                    dobre, słuszne i przysżłościowe, za 10 lat wyprowadzi na manowce bo
                    sytuacja się zmieni. Dlatego dla własnego bezpieczeństwa lepiej nie
                    pakować się w zobowiązania długoterminowe ani też specjalizować się
                    tylko w jednej dziedzinie.

                    > Załóżmy, że kupie takie mieszkanie bo mam tu prace , a wynajem
                    > jest niemal porównywalny z ratą kredytu, a tu nastąpi krach na
                    > rynku nieruchomości i szlag człowieka trafi.

                    To nastąpi bo nastąpić musi. Przed podjęciem decyzji warto
                    dowiedzieć się jak to wszystko wyglądało w USA kilkanaście -
                    kilkadziesiąt lat temu i do czego doprowadziło. Polska powtarza
                    amerykański scenariusz. Obecny kryzys rynku nieruchomości a co za
                    tym idzie sektora finansowego w USA nie wziął się znikąd. Nas też to
                    czeka bo ludzie uwielbiają życie ponad stan.

                    > Ja po prostu nie wierzę, że można się tak całkowicie od tego
                    > odseparować. Na ulicy w szkole wszędzie praktycznie od
                    > najmłodszych lat nasze umysły zostają temu poddane i choć mamy
                    > wolną wolę ciężko nam stanąć obok.

                    Całkowicie to nie można się od tego uwolnić, ale można uwolnić się
                    od potrzeby posiadania dla samei idei posiadanie i nagle okazuje się
                    że nie trzeba koniecznie mieć dochodów w wysokości 8 tysięcy na
                    miesiąc.

                    > Nie wiem, podejrzewam że sam dobrze zarabiając nie pozbawisz z
                    > premedytacją swojego dziecka dobrodziejstw świata współczesnego.

                    Gdybym tak robił, to ona robiłaby wszystko żeby wejść w posiadanie
                    tego czego ja jej z premedytacją bym nie kupił. Do tego stałbym się
                    jej wrogiem, a chęć posiadania przysłoniłaby jej rzeczy o wiele
                    ważniejsze niż "wszystkomający" Sony Ericsson Wu-ileś tam. I nawet
                    nie o samą chęć posiadania chodzi, tylko o bycie świadomym
                    konsumentem, który kupuje to co mu potrzeba a nie to co przy pomocy
                    psychomanipulacji wciskają jej spece od marketingu. Ona doskonale
                    wie że ma mniej niż córka jakiegoś bogacza, a więcej niż jej
                    biedniejsza koleżanka. Ale wie też że gdy wszystkie trzy staną nagie
                    obok siebie, wówczas okaże się że dobra materialne nic nie znaczą a
                    ich wartością jest to co mają w głowie a nie na sobie. Jeśli będzie
                    się w markowym bucie dobrze czuła to tylko dlatego że but jest
                    dobrze zaprojektowany i wykonany a przez to wygodny a nie dlatego że
                    ma logo Nike.

                    > Oprócz tego wszystkiego moja indoktrynacja polegała na jeszcze
                    > jednej kwestii, w mojej rodzinie panował kult nauki i kultury
                    > rozumianej jako muzyka, taniec ciekawość świata, wyjazdy.
                    T
                    o bardzo dobrze. Lubię takie podejście głównie dlatego że nauka nie
                    jest utożsamiana z tytułami naukowymi i studiami. Pamiętam jak w
                    Wielkiej Grze kilka albo nawet kilkanaście razy występował
                    motorniczy tramwaju który nawet chyba średniego wykształcenia nie
                    miał, a prawie za każdym razem kosił główną nagrodę. A to nie było
                    takie proste, trzeba było mieć naprawdę dużą wiedzę w danej
                    dziedzinie.

                    > Hehe wiesz jak bardzo chciało mi sie uczyć jak sobie tak
                    > cały dzień zbierałam truskawki albo ziemniaki. :) No też chyba
                    > wywarło na nas niemałe piętno.

                    Krótko mówiąc oboje jesteście leserzy i robić Wam się nie chce :)
                    Ale uwierz mi - zmęczenie umysłowe jest dużo bardziej odczuwalne niż
                    fizyczne. Ja po ciężkiej robocie wskoczę pod chłodny prysznic, piwa
                    zimnego się napiję i jestem wypoczęty.

                    > Idziesz do pracy i żeby ją dostać deklarujesz elastyczne godziny
                    > pracy do 19, że bardzo Ci zależy na karierze zawodowej ( w domyśle
                    > dzieci i rodzina broń boże) i to że oferowana pensja to szczyt
                    > twoich marzeń no i wtedy przy odrobinie szczęścia robotę
                    > dostaniesz.

                    Dlatego właśnie ja nie szukam pracy bo nie mam mentalności kundelka
                    merdającego ogonkiem i skaczącego wokół nogi swojego pana żeby
                    dostać miskę ochłapów z jego stołu. Wolę robić coś na własną rękę i
                    nie muszę niczego deklarować a potem samemu w te swoje deklaracje
                    uwierzyć.

                    > Ja mam nadzieje że aż tak czarno całe życie nie będzie, po prostu
                    > jestem trochę tym wszystkim rozczarowana, a czytając twoje posty
                    > wyśmiewające się z magistrów po prostu jeszcze bardziej mnie
                    > dobijają.

                    Ja nie wyśmiewam się z magistrów. Ja mam szacunek dla ludzi którzy
                    się uczą i mają w tym cel, chcą po prostu wykonywać zawód który
                    wymaga wyższego wykształcenia. Natomiast nie mam szacunku dla tych
                    leszczyków którzy uważają się za lepszych od pracowników fizycznych
                    bo mają mgr przed nazwiskiem I taki szczaw mgr ekonomii i zarządania
                    uważa się za kogoś lepszego od mojego znajomego, byłego cinkciarza,
                    który dorobił się po upadku PRLu, od tamtej pory inwestuje na
                    Giełdzie, przeżył bessę, przeżył hossę i rynek zna świetnie. A
                    szczawik skończył studia, korporacja wysłała go na parę szkoleń
                    typu "jak ludziom wcisnąć naszą ofertę" i szczawik myśli że jest
                    ekspertem rynkowym. Do takich mam zero szacunku bo i oni go nie mają
                    ani do innych ani nawet do samych siebie. Moja stawka 80-150 zł za
                    godzinę pracy nie wzięla się znikąd. Jak klient jest OK, to mu liczę
                    taniej, jak trafię na takiego fiuta co wyżej sra jak dupę ma to
                    sobie doliczam za pracę w szkodliwych warunkach że na jego mordę
                    muszę patrzeć :)

                    > Mimo to nadal jestem przekonana że społeczeństwu polskiemu
                    > potrzebne jest dbanie i zabieganie o to aby było jak najwięcej
                    > ludzi wykształconych aby istniało w społeczeństwie przekonanie że
                    > nauka jest warta.

                    Nadprodukcja magistrów wywołuje raczej przekonanie przeciwne - że
                    nauka jest nic nie warta skoro magistry jeżdżą na szmacie w Wlk.
                    Brytanii bo niczego nie potrafią zrobić, a ludzie bez wykształcenia
                    potrafią tam zarobić kasę w swoim fachu do którego wystarczyła im
                    zawodówka i kilkuletnia praktyka zawodowa.

                    > Ze moje założenia są idealistyczne, ale to domena ludzi młodych.
                    > Ja uważam, że państwu któremu zależy aby obywatele, byli
                    > wykształceni to państwo dobrze rządzące się, bo w takich ludziach
                    > jest potencjał, który przyniesie korzyść wszystkim, stąd to
                    > wyrównywanie szans.

                    Nie ma równych szans i nigdy nie było i nie będzie. To zwykła
                    fikcja. Żeby były równe szanse, nalazałoby wszystkie dzieci po
                    odstawieniu od cyca odbierać rodzicom i wychowywać w specjalnych
                    ośrodkach wychowawczych. Brzmi strasznie? Ale inaczej nie będzie
                    równych szans.

                    > Im bardziej ciemny naród tym łatwiej nim manipulować, tym Ci
                    > ludzie są bardziej podatni na komercjalizm. Spójrz co się podziało
                    > z Amerykanami???

                    Wykształcenie nie ma z tym nic wspólnego. Oni zaczynając studia byli
                    już zmanipulowani chęcią posiadania. Kończyli studia po to aby
                    zara
                    • Gość: roberta Re: do acorns spraw kilka IP: *.gprs.plus.pl 25.01.08, 16:39
                      To nastąpi bo nastąpić musi. Przed podjęciem decyzji warto
                      > dowiedzieć się jak to wszystko wyglądało w USA kilkanaście -
                      > kilkadziesiąt lat temu i do czego doprowadziło. Polska powtarza
                      > amerykański scenariusz. Obecny kryzys rynku nieruchomości a co za
                      > tym idzie sektora finansowego w USA nie wziął się znikąd. Nas też to
                      > czeka bo ludzie uwielbiają życie ponad stan.

                      Wiesz skąd w
                      ziąć rzetelne informacje na ten temat ??? Wiem że Ameryka przeżywa krach, ale
                      moje informacje są pobieżne. Wiem, że im gospodarka szwankuje, że zamiatali
                      brudy pod dywan a teraz to wszystko wyłazi, że przeliczyli się z wojna w Iraku.
                      Ciekawi mnie to bardzo, jeśli masz informacje na ten temat napisz coś. Staniały
                      u nich nieruchomości, tak ?

                      Niektórzy się wypowiadają, że gospodarka amerykańska i tak sobie poradzi.
                      Najbardziej to uderza inne kraje, które są w dużej mierze uzależnione od Ameryki.

                      Co będzie w Polsce tak naprawdę to możemy sobie teoretyzować i kreślić różne
                      scenariusze. Równie dobrze będziemy mieli taką inflację, że oszczędności na
                      koncie szlag trafi.

                      > Dlatego właśnie ja nie szukam pracy bo nie mam mentalności kundelka
                      > merdającego ogonkiem i skaczącego wokół nogi swojego pana żeby
                      > dostać miskę ochłapów z jego stołu. Wolę robić coś na własną rękę i
                      > nie muszę niczego deklarować a potem samemu w te swoje deklaracje
                      > uwierzyć.

                      Jest też trochę tak, że aby zacząć działać samemu najpierw trzeba sie pokajać u
                      kogoś innego, przynajmniej w moim wypadku. Z paru względów, żeby się przekonać
                      czy sobie człowiek da radę, czy mu sie to podoba, nabrać praktycznego
                      doświadczenia, w ogóle zobaczyć jak to wszystko hula. Bo każde przedsięwzięcie
                      pociąga za sobą koszty i ryzyko i dlatego podchodzę do tego asekuracyjnie. Żeby
                      jeździć koparką trzeba ją mieć, wiesz pewnie są jakieś
                      dotacje unijne, może leasing na sprzęt, ale to wszystko bardziej w sektorze
                      takim technicznym, budownictwie, które średnio mnie interesuje jednak.
                      Nie wiem czy można mówić o nadprodukcji magistrów, choć wszak magister
                      magistrowi nierówny.Różne są szkoły, różni są ludzie...
                      Tak samo nie chodzi mi żeby wszystkim dać po równo i już, nie bacząc na nic.
                      Było by to głupie, Decyzje na szczeblu państwowym są takie, że wprowadzając
                      jakiś mechanizm spowoduje to, że generalnie wpłynie to korzystnie. Choć tu
                      kontrargumentów pewnie znalazłby wiele, bo każdy ma swój punkt widzenia i
                      wymiernych korzyści.

                      poza tym minęły czasy zapotrzebowania ludzi z dyplomami, a takowe przecież były.
                      To stąd mamy tą masę magistrów po Prywatnych Wyższych Szkołach Buraczanvch po
                      szumnym kierunku zarządzanie i marketing, a zaczęły czasy, że dyplom to jedno a
                      wiedza i umiejętności to drugie i to też zaczęło być pożądane, nie że masz
                      dyplom tylko, ale to i to i tu się zaczął dramat ludzki ;).
                      takie nakierunkowywanie ludzi, aby się kształcili, sprawia też że ludzie są
                      mniej podatni na demagogię i mam nadzieje bardziej świadomi tego wszystkiego co
                      się w około nich dzieje i nie będą popadać w jakieś paranoje. Wiesz, to jest jak
                      politycy wciskają ludziom głupoty, bo "ciemny lud to kupi".A jak ciemny to i
                      kupi;). Chodzi mi tu o to, że studia dają jakąś tam nadzieje i podstawe, by
                      twierdzić, że ten magister coś sobą reprezentuje, czegoś się jednak nauczył,
                      choćby to była sama nauka procesu uczenia się, (choć tak być niepowinno)Zresztą
                      sama wysyłka dzieciaka samego na studia do innego miasta daje mu dużą dawkę
                      nauki o życiu. Takie są moje odczucia.
                      na dzień dzisiejszy mam taką ideologię, a że życie weryfikuje poglądy, no cóż na
                      to trzeba się przygotować.
                      • acorns Re: do acorns spraw kilka 28.01.08, 12:40
                        > Ciekawi mnie to bardzo, jeśli masz informacje na ten temat napisz
                        > coś. Staniały u nich nieruchomości, tak ?

                        Rzetelne informacje bierze się z analizy bieżącej sytuacji. Że jest
                        źle to widać. W grudniu FED obniżył stopy procentowe o 25 punktów i
                        to była spodziewana i oczekiwana obniżka. Parę dni temu obniżył o
                        75p. na posiedzeniu nadzwyczajnym. To pierwsza taka sytuacja od
                        czasy zamachu na WTC. Widać że na dzień dzisiejszy oni mają wybór
                        jak pomiędzy rakiem a AIDS. Albo walczą z recesją albo z inflacją.
                        Sztucznie napędzana gospodarka wcześniej czy później musi powrócić w
                        mniej lub bardziej gwałtowny sposób do właściwego poziomu. Tak też
                        się dzieje. W USA ludzie żyli i żyją na kredyt. Najwięcej pieniędzy
                        jest w kredytach hipotecznych, które stanowią fundament całej
                        finansowej piramidy. Ludzie mają coraz większe trudności w ich
                        spłacaniu, a więc z jednej strony rynek nieruchomości musi
                        wyhamować, a nieruchomości muszą tanieć, a z drugiej strony banki
                        ponoszą straty z powodu niespłacanych kredytów no bo nawet jak
                        dłużnika za jaja powieszą to i tak nic to nie da, bo z nagiego i
                        bosego nic nie ściągną. W efekcie musi nastąpić tąpnięcie które
                        odczuje cały świat z powodu kursu dolara. W Polsce dzieje się to
                        samo - buduje się na kredyt. Te wszystkie "Zielone
                        Zakątki", "Buraków Apartments", "Bagno Towery" są rozsprzedane zanim
                        się wybudują. A ludzie biorą na to kredyty. Nie wszyscy bedą w
                        stanie je spłacać.

                        > Niektórzy się wypowiadają, że gospodarka amerykańska i tak sobie
                        > poradzi. Najbardziej to uderza inne kraje, które są w dużej mierze
                        > uzależnione od Ameryki.

                        Gospodarka sobie poradzi. Polska też poradziła sobie z galopującą
                        inflacją. Będzie to być może kosztem samobójstw kilku tysięcy
                        dłużników, kilku tysięcy niedoświadczonych graczy giełdowych -
                        dawców kapitału, kilka milionów ludzi będzie musiało nieco zacisnąć
                        pasa i żreć mniej MC Chickenów przez co nadmiar fast-foodów
                        splajtuje, wskutek czego wzrośnie bezrobocie, ale gospodarka sobie
                        poradzi i się unormuje.

                        > Co będzie w Polsce tak naprawdę to możemy sobie teoretyzować i
                        > kreślić różne scenariusze. Równie dobrze będziemy mieli taką
                        > inflację, że oszczędności na koncie szlag trafi.

                        Pieniądze nie są od leżenia na koncie. Jak na coś odkładasz, np. na
                        mieszkanie, to trzeba korzystać z wyżej oprocentowanych kont
                        oszczędnościowych i lokat bankowych, niekoniecznie w Polsce.

                        > Jest też trochę tak, że aby zacząć działać samemu najpierw trzeba
                        > sie pokajać u kogoś innego, przynajmniej w moim wypadku.

                        No niestety, tak to już jest. Jednak nie całe życie pod butem. Każdy
                        jest kowalem swojego losu. No i coś za coś.

                        > Zresztą sama wysyłka dzieciaka samego na studia do innego miasta
                        > daje mu dużą dawkę nauki o życiu.

                        Jaka to szkoła życia? W dupę ciepło, jest gdzie mieszkać, imprezki
                        ze znajomymi, kasa od rodziców. Szkoła życia to był Stadion X lecia
                        gdzie już o 2.30 w nocy trzeba było wyruszyć w zimę z towarem, a
                        potem stać i czekać do rana na klientów. Szkoła życia to nieraz
                        kilkudniowa kolejka na granicy z Rosją i Ukrainą a nie studia w
                        innym mieście. Chociaż z drugiej strony mój znajomy student musiał z
                        dnia na dzień przeczytać ponad 200 stron i się tego nauczyć i
                        zastanawiam się czy gdybym znów miał 19 lat czy bym wolał studia czy
                        Stadion X lecia :)
    • justyna_dabrowska Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 14:26
      jestem za. To jest jeden ze spososbów by przeciwdzialać wykluczeniu
      społecznemu dzieci z mniejszych ośrodków. W Polsce ok 30 % dzieci
      chodzi do przedszkola a w Europie do 90%.
      Są w Polsce regiony gdzie do przedszkola chodzi 7 %!!!!
      Obowiązkowa zerówka oznacza że dzieci nie objęte porzedtem opieka
      mają szansę na wyrównanie swoich umiejętności zanim wystartują w
      szkole.
      Inna sprawa to jakośc tej zerówki i szkoły w ogóle. Ale to temat na
      osobne rozważania.
      Pozdrawiam
      JD
      • saskiaplus1 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 24.01.08, 15:24
        Pani Justyno, czy to znaczy, że obowiązek szkolny dla pięciolatków będzie
        jeszcze lepszy?
        • justyna_dabrowska Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 25.01.08, 16:10
          jeszcze lepsze byłoby gdyby w Polsce 80% dzieci miało dostęp do
          przedszkola lub do grup zabawowych
          • lebot Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 26.01.08, 18:11
            W takim razie dlaczego inicjatywa ustawodawcza jest taka, żeby
            WSZYSTKIE dzieci, niezależnie od tego, czy
            potrzebują "wyrównywania", czy też nie, posłać do szkoły wcześniej?
            Czemu państwo nie skupia się na umożliwieniu tworzenia takich "grup
            zabawowych" tam, gdzie są one potrzebne? Czy wysłuchano w tej
            sprawie opinii rodziców, psychologów? Skoro mówi Pani, jako
            psycholog, że to byłoby najlepsze, to czemu państwo właśnie tego nam
            nie proponuje?
      • Gość: Ann Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.08, 01:46
        Pani Justyno,
        uważa Pani, że nasz kraj jest na to gotowy? Bo nam tu nie chodzi o
        to, żeby nie wprowadzać zmian. Chodzi o to aby wprowadzać je mądrze.
        Mówi Pani o jakości nauczania w zerówkach. Może właśnie od tego
        zacząć.
        Uważam, że takie zmiany powinny być poprzedzone kilkuletnimi
        przygotowaniami, zarówno w zakresie przystosowania kadr, jak i
        przystosowania szkół.
        Poza tym nie wiem skąd biorą się kompleksy co do naszego
        wykształcenia. Cudze chwalicie, swojego nie znacie.
        Obawiam się, że za pare lat napisze Pani: "inna sprawa to jakość tej
        pierwszej klasy..."
        Chociaż bardzo bym chciała się mylić.
        Pozdrawiam!
    • saskiaplus1 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 26.01.08, 20:09
      A dlaczego tak mało dzieci chodzi do przedszkoli? Pomijam fakt, czy powinny, czy
      nie - moim zdaniem (i nie jestem w nim odosobniona) dzieci nie muszą być na
      siłę "uspołeczniane" w przedszkolu, jeśli obracają się w towarzystwie starszych
      i dzieci w swoim naturalnym środowisku (w domu, na podwórku itd.). Natomiast z
      pewnością więcej dzieci chodziłoby do przedszkoli, gdyby przedszkola były
      tańsze, bliżej i w ogóle żeby były - w Olsztynie zapisanie dziecka do
      przedszkola graniczy niemal z cudem.
      • 2razy_mama Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 27.01.08, 12:21
        > Z pewnością więcej dzieci chodziłoby do przedszkoli, gdyby przedszkola były
        > tańsze, bliżej i w ogóle żeby były

        Zgadzam się w 100%. Moje dzieci chodzą do przedszkola (młodszy poszedł od
        września nie mając nawet skończonych 3 lat), kosztuje nas to dużo, ale my
        uważamy, że warto zainwestować w rozwój dzieci (mamy inną możliwość - dziadkowie
        są już na emeryturach). Gdyby przedszkola były tańsze, większa liczba rodziców
        mogłaby sobie pozwolić na taką formę uspołeczniania dzieci, a tak to dzieci do
        przedszkola posyłają głównie ci co muszą...
    • saskiaplus1 Re: Obowiązek szkolny dla sześciolatków - tak czy 27.01.08, 18:52
      A może pani minister wierzy, że jeśli wprowadzi się przepis, to przedszkola
      nagle stanieją i się rozmnożą?
      • monika9920 obowiazek zerowkowy 27.01.08, 23:44
        nie mam nic przeciwko obowiazkowej zerowce, ale bardziej w znaczeniu
        zerowka niz szkola, i nie od wrzesnia 2008 - jak ma to sie stac na
        Pradze Poludnie w Warszawie /dodam, ze jestem mama dziecka z
        listopada 2002, ktore jako 5-latek ma isc na pierwszy ogien do
        kompletnie nieprzygotowanej szkoly/.

        Bo o ile szkoly beda mogly zapewnic tak malym dzieciom odpowiednia
        calodzienna opieke (oddzielna swietlica, oddzielne, przygotwane
        dla "maluchow" sale, oddzielne toalety, stolowka, wejscie do szkoly,
        szatnie, ogrodek, odpowiedni personel itd)to jestem za.

        Inna sprawa pozostaje pytanie dotyczace opieki podczas dni kiedy
        szkola jest zamknieta (a jest tych dni w roku baaardzo wiele, duzo
        wiecej niz urlopu rodzicow).

        Jak wiadomo przedszkola dzialaja w systemie 11- miesiecznym i
        zapewniaja opieke przez caly rok ( dyżury w wakacje), dla dzieci
        szkolnych podczas np. feri czy wakacji istnieje zorganizowana opieka
        w np. klubach osiedlowych (np. Zima w miescie itd..), mozna je juz
        wyslac na kolonie, ale co zrobic z 6-latkiem przez te wszystkie dni
        wolne? Niektorzy jednak musza pracowac i nie maja dziadkow na
        emeryturze....
        Jak dzielnice zamierzaja rozwiazac ten problem ?
        Jakie placowki beda w stanie zapewnic calodzienna opieke tak malym
        dzieciom ?

        Zwazywszy na to, iz na jedna szkole w rejonie (u nas) przypadaja
        srednio 4 przedszkola (a w kazdym grupa zerowkowa 25 dzieci)mowimy o
        conajmniej setce szesciolatkow, ktore zostana pozbawione mozliwosci
        opieki jaka daja przedszkola.

        Rece opadaja...

        Reasumujac obowiazek szkolny tak, ale w odpowiednich warunkach,
        sensownie przygotowany. Moim zdaniem aby do tego doprowadzic w
        Polsce potrzeba duzych nakladow finansowych, zmiany organizacji
        szkol i co najmniej 3 lat....
        • saskiaplus1 Re: obowiazek zerowkowy 28.01.08, 10:44
          Ale ja się ciągle pytam, dlaczego tak wiele z Was jest za OBOWIĄZKIEM -
          szkolnym, przedszkolnym czy zerówkowym, czy jak go tam jeszcze zwać. Bardzo mnie
          to ciekawi, dlaczego tak chcecie, żeby państwo ubezwłasnowolniło Was w sprawie
          wychowania własnych dzieci, i to jak najwcześniej.
          • login_znany_moderatorowi_forum Re: obowiazek zerowkowy 29.01.08, 17:32
            Właśnie. Osłabia mnie wiara w to, że państwo przymusowo zrobi wszystko lepiej (a rodzice mają spokojne sumienie bo jak coś nie tak to nie ich wina). Może od razu po urodzeniu trzeba dzieci oddawać do domów wychowawczych, gdzie zajmą się nimi profesjonalni pedolodzy.
            A tak w ogóle to w tym pomyśle nie chodzi przecież o dzieci. Trzeba po prostu zapełnić szkoły, żeby kadra miała pracę. Gdyby chodziło o dobro dziecka, to trzeba byłoby stworzyć ogólnie dostępny system poradni, uświadamiania i edukacji dla rodziców itp. z którego każdy zainteresowany mógłby dobrowolnie skorzystać. Przypadkami patologicznymi powinna zająć się opieka społeczna. Szkoła nie jest miejscem gdzie kosztem wszystkich dzieci bedzie się takie przypadki rozwiązywało. (Tak jak ginekolog nie jest od robienia zabiegów "ze względów społecznych" tylko wskazań medycznych) Jak pokazują doświadczenia ogólnoświatowe państwo nie wyrówna nikomu szansy na siłę. To rodzice i dziecko muszą mieć świadomość, że ich przyszłość zależy od ich wyborów. Wtedy będą wymagali od przedszkola, aby stwarzano warunki rozwoju dla maluchów a nie były przechowalniami tłamszącymi wolności człowieka, jak to argumentuje ktoś powyżej. Dziwię się osobom, którym się przedszkole nie podoba i nic nie interweniują, nie wpływają na jego kształt, tylko krytykują na forum. To państwo ma to za was załatwić? A jeżeli przedszkola są takie be, to skąd płynie wasza wiara, że szkoły jako takie są od nich lepsze. W przedszkolach pracują źli ludzie, nie dbający o dobro dziecka a nagle w szkole same anioły. Zastanówcie się ludzie trochę zanim będziecie klikać.
            Na zakończenie proszę zwrócić uwagę, jak się teraz definiuje szkołę.
            Jest to instytucja "świadcząca usługi edukacyjne". Wygrała ekonomia, czego najlepszym dowodem jest robienie kołchozowych szkół zbiorczych w których jest kilkaset czy więcej dzieci. Fabryki absolwentów. I taka szkoła ma dostrzec talent Janka muzykanta? Litości.
            • Gość: goscc Login- brawo! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.08, 00:51
              login_znany_moderatorowi_forum BRAWO!
              dzięki za Twoj post. Przywraca mi wiarę w ludzi i ich IQ

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka