margerita75
16.05.08, 00:10
Witam! Pozwalam sobie skopiować własny post z innego forum, bo zależy mi na
opinii psychologa dziecięcego.
Oto w skrócie moja historia (a raczej moje piekło), bez której problem będzie
mało czytelny. Byłam z mężczyzną, który uzależnił naszą przyszłość od
posiadania dziecka, co zaaprobowałam. Idylla skończyła się, gdy okazało się,
że faktycznie jestem w ciąży - zaczęły się szykany, głównie finansowe.
Oczywiście nie zamieszkał ze mną. Wykorzystywał sytuację, że jestem na
zwolnieniu lekarskim i nie mam środków do życia, żeby mnie poniżać, straszyć
alimentami rzędu 200 zł i że nie będzie kontaktował się z dzieckiem. Do
spełnienia tych gróźb nie doszło, ale m.in. ze stresu urodziłam wcześniej
(ciąża była zagrożona), córcia miała i ma problemy ze zdrowiem. Od jej
narodzin do dziś, a skończy już 2 lata, są istne cyrki z pieniędzmi i z
przedmiotowym i lekceważącym traktowaniem mnie. Uzgodniliśmy, że zostanę na
wychowawczym m.in. ze względu na stan zdrowia córki, nie pracuję więc, a mam
dość wysokie koszty (m.in. kredyt hipoteczny). Tatusia stać na sfinansowanie
mojego zajmowania się naszą córką, ale robi, co może, żebym poszła do pracy i
oddała dziecko do żłobka. Spóźnia się z przelewami, straszy, że to już koniec
pieniędzy, zostawia mnie bez grosza przy duszy. Sprzedałam całą biżuterię,
jaką kiedykolwiek dostałam, żeby wytrzymać po kilka dni bez pieniędzy, itp.
Jestem tak znerwicowana, że przy każdej jego wizycie u nas zaczynam go
oskarżać, czepiać się, wybucham płaczem. No i dodatkowo są sceny przy
płatnościach, muszę go po prostu błagać, żebyśmy miały za co żyć.
Martwię się o córkę, wobec niej jest niby w porządku, bawi się z nią (nic
ponadto), ale myślę, że krzywdząc mnie i niszcząc spokój w moim domu krzywdzi
też dziecko. Ona od urodzenia słucha krzyku, płaczu, awantur, różnych
wzajemnych oskarżeń i obelg.
To się już skończy, zamierzam sprzedać mieszkanie, na utrzymanie którego mnie
nie stać i dać sprawę do sądu o alimenty, ile dostanę, tyle dostanę. Za rok do
pracy, więc będzie o wiele lżej.
Na razie, może przez dłuższy czas, chciałabym unikać kontaktu z nim, uspokoić
samą siebie i atmosferę w domu. Czy postępuję słusznie? Czy mam prawo pozbawić
dziecko kontaktu z ojcem? Z drugiej strony myślę, że chyba lepszy taki
bezkontaktowy tatuś niż ciągłe afery w domu...
Zaznaczam, że nie zgodzę się na spotkania poza domem, kilka razy córcia była z
nim na spacerze, czasem wychodziłam do sklepu podczas jego wizyty u nas - on
jej w ogóle nie pilnuje, mała często gdzieś się uderzy albo ma nie zmienioną
zasikaną pieluchę. Dodam jeszcze, że potrafił mnie straszyć, że z nią nie
wróci do nas do domu, tylko zabierze ją do siebie.