alooca
19.09.08, 18:08
Witajcie.
Mam spory problem wychowawczy z moją 5-letnią córką (jedynaczką).
Zacznę może od tego, że zawsze była bardziej... "żywa" od rówieśników spod bloku. Początkowo myśleliśmy z żoną, że może to być ADHD, ale poczytałem o tym trochę w internecie i chyba ma zbyt mało symptomów: potrafi się nad czymś skupić (kolorowanka, puzzle, zabawa lalkami, itp), ma doskonałą pamięć (pamięta jakieś episody nawet sprzed trzech lat - kiedy sama miała dwa). Jest bardzo ciekawa świata, interesuje się praktycznie wszystkim.
Problemy z tak zwanym "słuchaniem" pojawiły się już dawno. Chodzi nawet o drobne sprawy, typu "idź założyć ciapy", "podejdź tu" czy "koniec zabawy, zbieraj zabawki". Często wogóle nie reaguje jak powtarza się prośbę kilka, kilkanaście razy. Dopiero powiedzenie czegoś podniesionym głosem czy wręcz krzyknięcie odnosi jakiś skutek.
Próby z zaprowadzaniem jej do przedszkola podjęliśmy jak tylko skończyła trzy lata. Coprawda nie było takiej potrzeby, bo żona nie pracowała, ale pomyśleliśmy sobie, że na kila godzin może chodzić żeby mieć więcej kontaktu z rówieśnikami. W 4-latkach żona zabierała ją przed leżakowaniem, bo córka nigdy nie lubiła spać w dzień. W kwestii uczęszczania do przedszkola to wyglądało to różnie, bo córka dosyć często "łapała" różne choroby typu przeziębienie czy grypa w wyniku czego do przedszkola chodziła "pół-na-pół" a nawet więcej czasem tego niechodzenia było więcej niż chodzenia. Tak było w 3- i 4-latkach.
Jeżeli chodzi o zachowanie to nigdy do cichutkich aniołków nie należała - ma to ponoć po mnie.
Od września żona podjęła pracę i córka spędza w przedszkolu już po osiem godzin (8-16). Zmieniła się również wychowawczyni i przedszkolanki. Grupa dzieci pozostała praktycznie ta sama.
No i przechodzimy do meritum.
JEST ŹLE...
Moje dziecko jest agresywne, bije się z innym dziećmi, przy czym przewaga siły jest po jej stronie z racji tego, że jest bardzo sprawna fizycznie i najczęściej to przeciwnicy są poszkodowani, chociaż i ona nosi ślady ugryzień i zadrapań. Wchodzi na parapety, kopie szafki, "strzela" drzwiami, nie chce dzielić się zabawkami, jest nieugięta. Nie chce sprzątać, niechętnie włącza się do zajęć. Nie jest podobno prowodyrem rozmaitych awantur (w grupie jest kilka kilka naprawdę strasznych łobuzów), ale jak tylko zaczyna się jakaś "zadyma" ona natychmiast się do tego włącza i staje się najbardziej zauważalnym jej uczestnikiem.
Dzisiaj na przykład dowiedziałem się od pani, że moje dziecko pogryzło dwoje innych dzieci i rozbiło klockiem głowę trzeciemu...
Jeśli chodzi o te pojedynki to jeżeli w przedszkolu jest tak jak na podwórku (nie zawsze mogę się dowiedzieć o przebiegu zdarzeń od córki, bo czasami coś "kręci" za to te spod bloku mogę sam obserwować) to schemat jest zawsze podobny: dochodzi do wymiany zdań po czym najczęściej moja córka zostaje uderzona/uszczypnięta/ugryziona/szarpana za włosy. Wtedy zamiast się poskarżyć bierze sprawy w swoje ręce i sama wymierza sprawiedliwość, po czym poszkodowany oponent nie dając sobie z nią rady mimo, że często jest od niej większy i zdawałoby się - silniejszy, biegnie z płaczem na skargę...
Pomóżcie, bo nie wiem już co mam mam robić. Jak tak dalej pójdzie to żona będzie musiała się zwolnić z wymarzonej pracy.
Pozdrawiam serdecznie.