nat.wroclaw
01.04.09, 09:30
Pani, Anno, drogie mamy, napisałam może troche na wyrost w liczbie
mnogiej, ale przekopałam i forum i internet i literaturę, co się
dało - temat niejadków wszędzie sprowadza się do:
wspolnych posiłków, kolorowych atrakcyjnych kanapeczek i
odpuszczania, gdy dziecko mowi "Nie będę jeść" - zgodnie z zasadą,
że samo się nie zagłodzi.
Myslę, że nie jestem jedyna mamą, która bezradnie czyta takie
treści, mamą dziecka, ktore, gdyby mu pozwolic - to pewnie by się
zagłodziło, albo mocno nadszarpnęło zdrowie.
Moja córka jest niejadkiem "od zawsze" - przez pietrwsze półtora
roku jej zycia lekarze i rodzina bagatelizowali problem twierdząc -
ze ma to po mnie (tez podobno bylam niejadkiem), ze chudemu w zyciu
łatwiej (nasza alergolog) i ze z tego wyrosnie.
Teraz mała ma 2,5 roku, je coraz mniej, jest poniżej 3 centyla
wagowo i powoli to, co ona wyrabia, żeby nie jeść zaczyna być
niebezpieczne dla niej samej. Lekarze bezradnie rozkladają ręce, bo
poza alergią (najprawdopodobniej na tle Lambliozy i candidy, ale nie
wiemy na pewno, bo jesteśmy dopiero w przeddzien kuracji) - młoda
jest w sumie zdrowa, tylko chuda jak patyk i niestety raczej chudnie
niz przybiera (rosnie do góry ale waga stoi).
Każdy posilek Hani poprzedza placz, rzucanie się na ziemię
uciekanie, krzyk "Nie ciem mniam mniam". Reagujemy bardzo spokojnie,
nie zmuszamy, zachecamy, namiawiamy, w ostateczności - odpuszczamy,
Nigdy na silę. Zwykle da sie nakarmic (sama nie chce jesc, ucieka z
krzesełka, rzuca łyżką, wyrzuca jedzenie na podłogę) 4-5 lyzeczkami
kaszki rano, potem jabłko, w poludnie 4-5 lyzeczek zupy, najgorzej
jest po poludniu - gdy widzi cos na ksztalt drugiego dania -
strasznie placze i wrzeszcy - nie chce nawet sprobowac.
Ostatecznie, czasem niestety dopiero przy bajce w TV skubnie kilka
lyzeczek ryzu i 4-3 kawaleczki kurczaka (maja one wielkosc 0,5x0,5
cm, wiec sa naprawde małe).
Wieczorem, po awanturze - czasem (nie codziennie!) uda sie ja
namowic na 3-4 lyzeczki kaszki. Czasem .. idzie spac głodna, bo tak
bardzo płacze ze nie chce jesc i ucieka, ze odpuszczamy namawianie.
Probowalam zostawiac ja bez jedzenia (na zasadzie - nie, to nie),
nie jadla dwa dni. Nie prosila, nie mowila ze jest glodna, domagała
sie tylko picia (dostaje bardzo mocno rozcienczony sok jablkowy lub
vibovit). Nie je przekasek, czasem skubnie kawalek chleba (2-3
kesy), nie je slodyczy, nie pije slodkich sokow. Nie je dzemów, z
owocow je tylko jablka i b. rzdako winogrona na reszte jest
uczulona). Wedlin nie je (odmawia), parowek tez nie (uczulona).
Do tego mała nie je zadnego nabiału, wiec wapno ma suplementowane.
Ale białko? 3-4 malenkie kawałeczki miesa i to nie codziennie to
naprawde za malo do prawidowego rozwoju.
Myslę, że nie jestesmy sami z tym problemem, ze podobnych dzieci
jest wiecej, Pani Aniu kochana, co robic, gdy "gazetowe" sposoby na
niejadka nie dzialają?
Natalia