Dodaj do ulubionych

zalamalam sie - problem z 10-latką..

07.04.09, 08:37
Nawet nie wiem od czego zaczac... wczoraj ryczalam pol wieczoru i to
juz niestety moja jedyna reakcja na klopoty, po prostu sobie nie
radze..
Corka ma 10 lat, jest w 4 klasie. Dziecko inteligentne, zdrowe, ma
praktycznie wszystko co jej do szczescia potrzeba, w domu spokoj,
pelna rodzina, ma swoj pokoj, ukochane zwierzatko etc etc...
Ale nie chce sie uczyc. I to nie na zasadzie ze ma z tym problemy,
ze czegos by nie zrozumiala czy ma braki sprzed jakiegos czasu - ale
za chwile je bedzie miala poniewaz stwierdzila ze uczyc sie nie chce
i nie bedzie. Tlumaczenia, prosby, zachety we wszelakich formach,
oferty pomocy ze strony babci emerytowanej nauczycielki, ostatnio
juz "grozby" i kary - nic nie dziala. Zaparla sie totalnie, na kazde
pytanie (najgorzej z matematyka) odpowiada "nie wiem i nie chce
wiedziec". Dochodzimy do banalow typu ile jest 1x1 - odp - nie
wiem... W szkole nauczycielka rozklada rece bo tez nie umie jej
zmusic. Jak Marta ma jakis "lepszy" dzien matematyczka (dziw ze
wogole jej sie jeszcze chce..) wyciaga od niej jakas wiedze i
okazuje sie ze doskonale umie (mimo ze sie nie uczy). Corka totalnie
w siebie nie wierzy, wogole nie wiem skad wzielo jej sie takie
przekonanie ze jest do niczego i nic jej sie nie uda wiec nie warto
probowac... Chodzilismy do psychologa jakis czas temu ale corka byla
im totalnie przeciwna, odbierala to jako przymusowe leczenie i na
sesjach nie odzywala sie wogole lub wrecz byla niegrzeczna i
sprowadzaly sie one do tego ze to ja i maz mowilismy a ona
rozzloszczona siedziala cala nadasana... Psycholog twierdzil ze
sesje maja przyniesc efekt w postaci tego ze sami znajdziemy
rozwiazanie problemu:( Ja chodzilam tam zeby doswiadczony czlowiek
podpowiedzial mi co mam z tym moim uparciuchem zrobic - a pomoc byla
praktycznie zerowa... Sa okresy w roku szkolnym - na poczatku roku i
styczen luty - po przerwach wakacyjno-feriowych ze Marta
dostaje "werwy" i uczy sie jako tako... Potem nastepuje jakis okres
zalamania, zmeczenia, nie wiem jak to nazwac i corka totalnie
zaczyna olewac. Przynam ze nawet oferowalismy jej system nagrod
pienieznych za oceny... za oczeny od 6 do 4 dostawala okreslone
kwoty, za 3 nic, za 2 i 1 nam musiala "placic". Wszystko odbywalo
sie na papierze w formie zalozenia jej "konta" u rodzicow- a wyplata
zbiorowa miala byc na koniec roku i mogla sobie sama wybrac cos co
chciala np nowy rower. Dzialalo cudnie ale krotko. Po pierwszych
ocenach 3,2 ktore zlapala po chorobie a nauczyciele nie chcieli jej
mimo nieobecnosci dac tego poprawic - znowu przyszedl kryzys i
przestala sie uczyc bo "nie warto" bo "po co jej to".
Prosimy, tlumaczymy, podajemy przyklady jak mi ciezko czy znajomym
ktorzy mogli miec lepsze wyksztalcenie i teraz innaczej w pracy,
sama widzi jak ja sie mecze i haruje bo co tu ukrywac nauke
skonczylam na maturze bo mi sie wydawalo ze starczy... Nic nie
trafia do tego dziecka.
Wczoraj - kolejna awantura. Proste cwiczenie z matmy robila poltorej
godziny, byla momentami agresywna, krzyczala na mnie i meza,
pyskowala... w koncu zrobila ale oczywiscie o pozostalych lekcjach
mowy nie bylo bo juz byla zmeczona, bolala ja glowa i tysiac wymowek.
Nie wiem juz co mam robic... Zachecic i tlumaczyc i osiagnac efekt
mozna jesli ktos ma w sobie odrobine checi - ona nie ma. To juz
troche jak leczenie na sile alkoholika. Jesli alkoholik nie zrozumie
ze jest chory - nikt go nie nakloni do kuracji.
Prosze o pomoc - moze ktos ma tez takie problemy, moze jakis
pomysl... nie wiem juz sama... Jak tak dalej pojdzie nie zda do
kolejnej klasy bo mimo szczerych checi nauczycielki ma po prostu
same palki i dwojki z matematyki.. Inne przedmioty roznie aczkolwiek
tez nie kolorowo. Kocham ja bardzo i tak mnie boli ze nie umiem jej
pomoc. Mam wyrzuty sumienia ze ja zaniedbalam, ze gdzies popelnilam
blad, ze nie wiem gdzie i jak to naprawic... Wszystko mi sie sypie -
i w pracy i w domu...
Obserwuj wątek
    • verdana Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 09:49
      Placenie za stopnie na pewno pogłębilo problemy, bo przy kazdej
      słabszej ocenie dziecko traciło wszystko, co osiagnęło przy
      lepszych. Czyli rzeczywiscie nauczyło się, ze nie oplaca się uczyc.
      Kiedyś, gdy moj najstarsy się nie uczył, dobra psycholog powiedziała
      mi, ze w tym wieku nie ma dzieci "leniwych", ot tak - bo im sie nie
      chce. Są leniwe, gdy maja jakiś powód. Najczęściej taki, ze jak się
      uczą to im tez nie wychodzi - i z tego co piszesz, tak własnie jest.
      Twoja córka jest niepewna siebie, a awantury w domu ta niepewność
      jeszcze pogłebiają.
      Nie ma co tez dziesieciolatce tłumaczyć, ze to, czego się teraz uczy
      przyda się jej za 10 lat - to termin niewyobrazalny, dziecko nie ma
      żadnej motywacji, aby robić coś, co dziś mu się nie przyda, tylko w
      dorosłosci, ktora wydaje się być innym światem.
      Co bym proponowała - w ogóle przestać interesować się chwilowo nauka
      córki. Najgorsze, co może się zdarzyc, to powtarzanie klasy. A
      przynajmniej znowu będzie miała dom i będzie Waszym dzieckiem, a nie
      druga szkołę w domu, w ktorej nadal będzie tylko marną uczennica.
      Obawiam się, ze bez psychologa się nie obędzie - ten, ktorego
      znaleźliscie chyba nie był dobry, jesli byliscie obecni przy
      rozmowach z córką. Konieczne jest zrobienie testów - między innymi
      IQ. Jesli córka ma zbyt niski IQ to jej kłopoty sa zrozumiałe. Ale
      jesli ma zbyt wysoki - klopoty z nauką sa niemal takie same, tylko
      pracować z dzieckiem trzeba inaczej.
    • mskaiq Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 12:01
      Mysle ze przede wszyskim nie mozna zmuszac grozic ani karac. W taki
      sposob staje sie sie jeszcze bardziej negatywna.
      Mozna dziecko motywowac pieniedzmi ale to zwykle slaba motywacja,
      latwo przestaje dzialac.
      Piszesz ze ona nie ma checi, tak jest zawsze kiedy ktos jest
      negatywny bo wtedy nie wierzy w sens uczenia sie. Stwierdzenia ze
      bez nauki nie ma przyszlosci poglebiaja tylko jej negatywizm i
      zniecheca do uczenia sie. Argumenty ze bez nauki niewiele osiagnie
      nie motywuja bo strach jest zla motywacja.
      Najlepsza motywacja jest lubienie tego co sie robi, kiedy nauka jest
      zabawa i radoscia.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • kasia_mm Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 12:59
      wszystko ok, wszystko rozumiem i wiem - ale jak jej pomoc? jak
      namowic na nauke, jakimi argumentami sie poslugiwac, co robic?
      • verdana Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 14:27
        Wiesz, problemem tu w ogóle nie jest "namówienie" do nauki (IMO
        nieosiagalne). Problem, ktory trzeba rozwiazać w pierwszej
        kolejnosci, to ten - dlaczego tak bardzo nie chce się uczyć.
        Czy rozmawiałas z jej wszystkimi nauczycielami? Czy istnieje jakiś
        przedmiot, ktory lubi? Czy bylas z corką u okulisty? Czy córka czyta
        równie sprawnie i szybko co koledzy? Czy ta niechęć by;la od
        zerowki, czy zaczęła się w jakima momencie - wtedy nalezy
        przypomnieć sobie, co sie wtedy stało.
        Bez rozwiazania zagadki "dlaczego" nie sklonisz córki do nauki.
        • kasia_mm Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 18:56
          Marta od malego zawsze byla na "nie" jesli cos jej nie pasowalo.
          Poczawszy od nie tego do zjedzenia na co miala ochote skonczywszy na
          nie tym kolorze rajstop jaki miala do wyboru. Rzecz polega na tym ze
          nie umie zrozumiec ze czasem sie idzie w zyciu na ustepstwa i trzeba
          sluchac wskazowek, rad, polecen doroslych bo nie sa one skierowane
          przeciwko niej tylko dla niej. Jesli cos jej pasuje, czegos chce
          potrafi i potrafila przemieniac sie z wiecznie niezadowolonej w
          przecudnie usmiechnieta, pomocna, mila istote. Nieslychany upor i
          raczej niespotykany u dzieci - ona niestety to ma. Zaprze sie,
          zatnie w sobie i jakiekolwiek tlumaczenie, pokazywanie rozwiazan,
          skutkow etc nie pomaga bo jest dla niej niejako dyshonorem przyznac
          komus innemu racje czy postapic jak sie pierwotnie jej zalecalo.
          Nawet jesli w 99% przypadkach widzi ze jednak nie miala racji -
          twardo stoi przy swoim zeby tylko nie przyznac sie do bledu.
          Pytasz o nauczycieli - tak mam kontakt, nie sprawia klopotow
          wychowawczych w postaci nieuwazania na lekcji, gadania, sciagania,
          klotni z rowiesnikami. Przedmioty ktore nie wymagaja takiej
          regularnosci jak matematyka, angielski, w ktorych mozna odrobina
          inteligencji "nadrobic" czy sprawic wrazenie ze sie wiecej wie niz
          jest naprawde - Marta ogarnia idealnie, zwlaszcza humanistyczne.
          Duzo czyta, czytala zreszta samodzielnie od 5-6 roku zycia bez
          naszej ingerencji czy zmuszania jej z naszej strony do wczesniejszej
          nauki zeby bylo jasne. Po prostu pewnego dnia okazalo sie ze klei
          wyrazy, potem zdania i poszlo. Czyta mysle wiecej niz rowiesnicy,
          zbiera z czytania 5,6 jako jedna z nielicznych w klasie. Nie robi
          tez praktycznie wogole bledow ortograficznych. Nie jest to wiec
          problem braku czy mniejszej inteligencji niz rowiesnicy. Okulista
          tak - bylam, ma okulary do czytania, regularnie badamy wzrok i
          wogole stan zdrowia.
          Nie ma wiec jednoznacznej odpowiedzi "dlaczego" jest taka uparta. Po
          prostu od zawsze taka jest, ma taki charakterek i nikt jej tego nie
          zmieni - rzecz w tym zeby ja przekonac ze nauka nie jest dla niej
          krzywda a dobrem. Nie raz sie przekonalam ze nic na sile sie z nia
          nie zdziala i ja tego nie zrobie bo nie ma sensu kijem Wisly
          zawracac. Problem wylacznie w jej niecheci do systematycznosci...
          • verdana Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 19:29
            No zaraz.
            Czyli z polskiego jest dobra. Z czego jest zła? I dlaczego nie
            pozwolicie jej wyciągnąć konsekwencji z własnych zachowań? Nie uczy
            się - trudno, bedzie dostawała jedynki.
            • kasia_mm Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 19:36
              tak jak pisalam - nie odrabia lekcji ani nie uczy sie w domu NICZEGO
              co skutkuje w przedmiotach matematyka, angielski (ktore wymagaja
              systematycznosci) - jedynkami; a przedmiotach humanistycznych i
              oglednie mowiac tam gdzie sie da lac wode - lawiruje i ma oceny w
              pelnej skali - za czytanie, opowiadanie, prace na lekcji 4-5 za
              prace domowe (a raczej ich brak) i klasowki/kartkowki do ktorych NIE
              chce sie uczyc ma 1, gora 2. O ile w polskim nie ma tragedii to w
              matematyce juz ma takie zaleglosci ze kazdy dzien przybliza
              niezdanie do kolejnej klasy. Dla mnie moze nie zdac- dramatu nie
              robie z tego - ale niezdanie nie zmieni jej podejscia rozumiesz? Ma
              taki stosunek do nauki jaki ma - byle sie nie uczyc i efekty juz sa.
              Co bedzie jak dojdzie chemia, fizyka? Niezdawanie co rok? Szkola
              specjalna? to nie jest wyjscie dac jej ponosic konsekwencje bo z
              takim twardym charakterem jaki ona ma - olaniem jej wynikow w nauce
              nic sie nie wskora, jeszcze bardziej ja to uswiadczy w przekonaniu
              ze nie musi sie uczyc... Jak mam wychowac przyszlego obywatela ktory
              ma miec kiedys obowiazki, prace byc sumiennym i odpowiedzialnym
              czlowiekiem skoro teraz jako 10 letni czlowiek ona nie widzi w tym
              sensu i potrzeby bycia systematyczna w swoich dzialaniach?
              • verdana Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 19:47
                Na razie nie masz w domu przyszłego obywatela, tylko 10-letnie
                dziecko z powaznymi problemami. Mysle, ze za łatwo przyjęłaś tezę,
                ze nie uczy się, bo nie chce, a nie chce - bo jest uparta. Dzieci
                zwykle nie maja ochoty się uczyć, ale także - szczególnie te o
                silnym charakterze - nie mają ochoty być najgorsze w klasie. W tym,
                ze córce to nie przeszkadza kryje sie na pewno cos znacznie
                głębszego niż upór.
                Zaniepokoilo mnie to, ze zrezygnowaliscie z psychologa, bo
                córka "nie chce". Dobry psycholog jest od tego, by własnie pracować
                z takimi, ktorzy nie chcą i potrafi dziecko sklonic do mowienia,
                oczywiscie nie w obecnosci rodziców. Proponowałabym jednak szukanie
                i znalezienie dobrego psychologa, nie tylko zresztą dla córki -
                trzeba w takim wypadku terapii calej rodziny.
              • paszczakowna1 Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 19:56
                > Jak mam wychowac przyszlego obywatela ktory
                > ma miec kiedys obowiazki, prace byc sumiennym i odpowiedzialnym
                > czlowiekiem skoro teraz jako 10 letni czlowiek ona nie widzi w tym
                > sensu i potrzeby bycia systematyczna w swoich dzialaniach?

                No nie. Równie dobrze mogłabyś napisać:

                > Jak mam wychowac przyszlego obywatela ktory
                > ma miec kiedys obowiazki, prace byc sumiennym i odpowiedzialnym
                > czlowiekiem skoro teraz jako 2-letni czlowiek ona nie chce sprzatać zabawek?

                Nie znam, i nie słyszałam o 10-latku, który by widział sens w byciu
                systematycznym. I skądinąd słusznie - dośc zadowalające oceny inteligentne
                dziecko moze w tym wieku uzyskać nie ucząc sie prawie wcale. A z odrabianiem
                lekcji czy nauką w domu ma w tym wieku kłopoty co drugie dziecko (nie mają te
                bynajmniej nie bardziej systematyczne, tylko posłuszniejsze). To jest norma.

                Nie stresuj się, daj córce dorosnąć, nie naciskaj, nie karz (nagradzać chyba
                można). Oceny w klasie 4-tej Sz.P. naprawde nie mają żadnego wpływu na przyszłą
                karierę zyciowa. Niech lepiej te ksiązki czyta, a uczy sie niezbędne minimum.

                A dobry psycholog by się przydał. Z jakiego miasta jesteś? Moze ktoś by kogoś
                doradził?
              • gacusia1 Pytanie do Kasie 07.04.09, 19:58
                Czy Twoja corka ma starsze rodzenstwo?
                • kasia_mm Re: Pytanie do Kasie 07.04.09, 20:12
                  ma mlodszego brata, lat 6, lada moment zerowka... i to dla mnie
                  kolejny stres bo mlody juz obserwujac siostre i jej awantury
                  twierdzi ze tez sie nie bedzie uczyl bo jak Marta nie musi to on
                  tez...
                  • verdana Re: Pytanie do Kasie 07.04.09, 21:18
                    Jeszcze nie zaczął zerówki, a Ty juz w stresie?
                    I dlaczego "Marta nie musi" - rozumiem wplyw starszej siostry, ale
                    czy Wy nie macie na dziecko zadnego wplywu?
                    I jak to "nie musi" - przeciez widzi awantury w domu, nie daje mu to
                    jednak do myślenia, ze "musi".
                    Trochę przestaję rozumieć.
                    • kasia_mm Re: Pytanie do Kasie 07.04.09, 21:33
                      ale czego nie rozumiesz>?? brat bierze z siostry przyklad, sa bardzo
                      ze soba zwiazani, przebywaja ze soba wiecej niz z nami wlasciwie -
                      ja pracuje lacznie z weekendami, maz tez nie wraca do domu o 16 bo
                      ma prace jaka ma - wiec niestety czesto jest tak ze wlasnie wplyw na
                      mlodsze w takiej sytuacji moze miec starsze a starsze wykazuje i
                      przekazuje ze nie musi i nie robi tego co wymagaja/prosza je rodzice-
                      i kolo sie zamyka. To ze mlody widzi awanture o kolejne
                      nieodrobione lekcje to wcale nie znaczy ze odbierze to jako zachete
                      do nauki, nie wiem skad wogole taki pomysl ze mu taka afera da do
                      myslenia w pozytywnym tego slowa znaczeniu?? same piszecie ze malo
                      ktore dziecko nie ma oporow przed odrabianiem lekcji i robieniem
                      tego systematycznie - wiec zakladajac ze mlody jest takim
                      przecietnie myslacym dzieckiem plus wzor siostry to faktycznie "nie
                      mam" sie czym martwic na przyszlosc...:(
                      • kasia_mm Re: Pytanie do Kasie 07.04.09, 21:38
                        i jeszcze jedno - gdybym miala jakis wplyw na swoje starsze dziecko
                        to nie mialabym takich problemow jakie mam - a ze corka ma charakter
                        jak opisywalam to chyba nie dziwi ze moj wplyw jest praktycznie
                        zerowy - probowalismy praktycznie wszystkiego co nam przyszlo do
                        glowy
                        stad moj post na forum aby uzyskac podpowiedzi osob ktore cos
                        takiego przeszly, pomoc wrecz, jakies klarowne jasne rozwiazanie jak
                        na corke wplynac zeby zmienila myslenie o sobie i swojej nauce;
                        przykro mi ale odpuszczenie sobie 4 rok z rzedu jej nauki w tym roku
                        zaowocuje juz niezdaniem i tak jak pisalam wcale nie poprawi to ani
                        relacji mojej z nią ani jej zapatrywania na siebie - wrecz sie
                        pogorszy. Najlatwiej powiedziec - odpusc jej - tak odpuszczalismy 3
                        pierwsze klasy gdzie jak wiadomo system nauki jest inny i
                        nauczyciele innaczej oceniaja i podchodza do dzieci - teraz
                        wymagania w szkole wzrosly wiec i obowiazkow dzieciom przybylo -
                        naturalna kolej rzeczy... Wlasnie dlatego ze odpuszczalismy i
                        przymykalismy oko przez pare lat na jej stosunek do nauki wyrobila
                        sobie a wlasciwie nie wyrobila zadnych nawykow i teraz ( przy
                        zwiekszonej liczbie przedmiotow ) zaczyna sie robic nieciekawie...
                        • verdana Re: Pytanie do Kasie 07.04.09, 21:47
                          Nie ma nic takiego, jak klarowne , jasne rozwiazanie tak
                          skomplikowanej kwestii i nie licz na to, ze ktokolwiek da Ci cudowna
                          radę. Z Twego postu wynika, ze nie macie czasu dla dzieci - trudno
                          więc spodziewać się, aby nie sprawiały klopotów. Co gorsza wlasciwie
                          juz pogodzilas sie z tym, ze nie masz wplywu na corke i teraz
                          tracisz wplyw na syna...
                          Widzisz, zaczynasz od jednego problemu, jak się wydaje w tym
                          kontekscie, wcale nie najwazniejszego - co robić, aby dziecko się
                          uczyło. Potem okazuje sie, ze dziecko nikogo nie słucha. Potem - ze
                          nie macie czasu dla dzieci i faktycznie wychowanie mlodszego
                          stopniowo przejmuje starsze - a uwazacie, ze wplyw corki jest zły.
                          Czyli widac, ze ten stosunek do nauki, to tylko czubek góry lodowej.
                          Bez terapii rodzinnej ani rusz.
                          • kasia_mm Re: Pytanie do Kasie 07.04.09, 22:05
                            bardzo latwo wydajesz wyroki droga Verdano
                            czasu z dziecmi spedzamy jak najwiecej sie da, to ze pracujemy to
                            fakt oczywisty ktorego raczej w obecnej rzeczywistosci sie nie da
                            ominac, przynajmiej nie kazdy moze - my nie
                            nie wiem co to za okreslenie ze dziecko nikogo nie slucha - kogo ma
                            sluchac skoro jest tylko z nami? co wogole mialas na mysli i skad
                            takie wnioski?
                            skad wniosek i przykre dla mnie stwierdzenie ze wychowanie malego
                            przejela corka? bo napisalam ze sa ze soba zwiazani? ze dluzej
                            przebywaja ze soba? chyba naturalne ze kiedy koncza
                            lekcje/przedszkole o 14 to zanim ja czy maz wrocimy sa razem i
                            dluzej ze soba przebywaja - myslisz ze ich krzywdze bo pracuje i nie
                            spedzam 100% dnia? Gdybym sie pogodzila z tym ze nie mam wplywu na
                            moja rogata corke to po co bym pisala na forum EKSPERCKIM z prosba
                            do EKSPERTA o pomoc/rade? moze faktycznie zbyt ogolnikowo napisalam
                            ze szukam jasnej porady/recepty od osob ktore to przeszly badz maja
                            podobnie - ale czy nawet na podstawie takiego mojego stwierdzenia
                            juz wydalas slusznie "wyrok" ze trace wplyw na syna bo stracilam na
                            corke? nie napisalam o mlodym ani slowa jaki jest jaki ma teraz
                            stosunek do nauki przedszkolnej, zabawy, swiata etc etc tylko
                            napisalam ze martwie sie czy nie przejmie corki pogladow
                            bardzo Ci mimo przykrych jednak dla mnie troche slow - dziekuje za
                            opinie i rady
                            licze tez caly czas na opinie pani psycholog opiekujacej sie tym
                            forum:)
                            • gacusia1 Kasiu 07.04.09, 22:40
                              Kto jak kto ale Verdana ma naprawde duzo madrych rzeczy do
                              powiedzenia. Ma kobieta doswiadczenie i podejrzewam,ze oprocz
                              doswiadczenia wiedze teoretyczna nabyta z roznego rodzaju zrodel.
                              Wnioski,ktore wyciagamy z Twojego postu sama nam podsuwasz. Czytajac
                              OBCA historie w oczy rzucaja sie takie szczegoly,ktorych nie
                              dostrzega autor historii. Poszperaj w internecie i poczytaj
                              informacje na temat dzieci w tym wieku. Teraz Cie POSTRASZE jeszcze
                              bardziej ,-))) i napisze,ze przed Wami okres dojrzewania ,-DDDD
                              Pamietaj o jednym-Ty jestes dorosla i powinnas miec takie argumenty
                              w dyskusjach z dziecmi,ktorych one nie sa w stanie odeprzec,a ktore
                              sa dla nich zrozumiale,oczywiste i do zaakceptowania.
                            • verdana Re: Pytanie do Kasie 08.04.09, 07:55
                              " brat bierze z siostry przyklad, sa bardzo
                              ze soba zwiazani, przebywaja ze soba wiecej niz z nami wlasciwie -
                              ja pracuje lacznie z weekendami, maz tez nie wraca do domu o 16 bo
                              ma prace jaka ma " - sama to napisałaś, Kasiu.
                              Cyli sama stwierdzasz, ze córka ma większy wpływ na brata, niż Wy.
                              Dlaczego? Ja też nie uwazam, aby z dzieckiem trzeba było być cały
                              dzień, ale jednak zwykle wpływ rodziców jest większy niż rodzeństwa.
                              Sama piszesz, ze na córkę nie masz wpływu. Teraz zaczynasz sądzić,
                              ze na syna także nie. Dlaczego siostra miała by być dla niego
                              większym autorytetem, niż rodzice?
                      • gacusia1 Zeby CI to,Kasiu tak wyraznie nakreslic... 07.04.09, 22:30
                        Slyszalas o "samospelniajacej sie przepowiednia"? To cos jak to,co
                        robisz. Ty juz zakladasz z gory,ze BEDZIE ZLE. Masz Caly czas sie
                        czyms stresujesz. Synek ma jeszcze przed soba pol roku a Ty juz
                        wiesz,ze BEDZIE ZLE. Pytalam Cie o rodzenstwo bo ja akurat bylam w
                        sytuacji takiej,w jakiej jest Twoja corka.Tyle,ze ja mialam
                        starszego brata,stawianego za przyklad i bez przerwy porownywano
                        mnie do niego(i nie tylko). Nienawidzilam sie uczyc a jak mi matka
                        KAZZALA to ja robilam identycznie,jak Twoja cora-NIE i juz! To,jak
                        reagowala na moje zachowanie matka tylko mnie nakrecalo do glebszego
                        brniecia w BAGNO. Dodam,ze bylam jedna z najlepszych uczennic ,-)))
                        Nienawidzilam geografii,chemii,historii. Kochalam polski i matme.
                        I wiesz,powiem Ci z doswiadczenia,ze Twoim podejsciem-wygorowanymi
                        ambicjami wobec dzieci- krecisz na siebie bicz. Psujesz relacje z
                        dziecmi. DLaczego AZ tak bardzo zalezy Ci na tym,by corka "nie
                        oberwala po uszach"? Dlaczego nie pozwolisz jej poniesc konsekfencji
                        jej nieodrabiania lekcji? Piszesz,ze nie wiesz skad u niej takie
                        niskie poczucie wlasnej wartosci...Poszukaj odpowiedzi w sobie,w
                        swoim dzialaniu.
                        • Gość: anula Re: Zeby CI to,Kasiu tak wyraznie nakreslic... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.09, 16:07
                          nieto niema sesu
      • gacusia1 Verdana swoje,a Kasia swoje .-)))) 07.04.09, 19:54
        Ty nie masz corki NAMAWIAC do nauki. Masz sobie-tak,SOBIE odpuscic
        na jakis czas.
    • marzena604 Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 07.04.09, 23:39
      A może odpuście? Siądźcie z nią jak z dorosłym i powiedzcie, że macie jej coś do
      powiedzenia, a potem chętnie jej wysłuchacie. Powiedzcie, że wiedza jest bardzo
      ważna (i jakieś argumenty na poparcie tego), i że jest już dużą dziewczynką i
      powinna to rozumieć. Ale jeśli podejmie decyzję, że nie chce się uczyć ,to
      będzie jej decyzja i ona poniesie konsekwencje (w postaci zaległości, gorszych
      ocen, narzekania nauczycieli, itd.). Ale Wy już nie wracajcie do tematu.
      Powiedzcie, że codziennie np. od godziny 16 do 18 jest czas na odrabianie lekcji
      i jeśli Was poprosi to jej pomożecie, sprawdzicie odrobiona pracę. Ale jeśli
      zdecyduje ten czas przeznaczyć na coś innego-to będzie jej decyzja i również jej
      będą konsekwencje. Myślę, że ona się buntuje, bo jest traktowana jak małe
      dziecko, a czuje się już nastolatką. Chce sama o sobie decydować. A zaprzeczając
      Waszym oczekiwaniom ma poczucie,że właśnie ma na coś wpływ.
      Myślę, że to może zadziałać, ale tylko jeśli będziecie konsekwentni i po 2
      dniach nie wrócicie do napominanie córki, że ma się uczyć. Spróbujcie, bo i tak
      nie macie nic do stracenia ;)
      Pozdrawiam i życzę powodzenia
      • Gość: Ina Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. IP: *.adsl.inetia.pl 11.03.19, 00:30
        Bardzo dobra rada! Podkreślić dziecku, że konsekwencje poniesie ona za buntowniczą postawę wobec obowiązków szkolnych. I nie pomagać, tylko sprawdzić czy poprawnie odrobiła lekcje. Tu chodzi o to, żeby córka zaczęła poczuwać się odpowiedzialną za swoje postępowanie.
    • Gość: lena1972 Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. IP: 194.156.44.* 08.04.09, 10:04
      Moim zdaniem troche za bardzo naskakujecie na matkę, która po prostu
      się pogubiła i szuka wsparcia. W moim otoczeniu jest wiele rodziców,
      w tym samotnych matek które mają może mniejsze dzieci niż Kasia ale
      zycie je zmusza do pracy w takich ilościach, że nawet nie zdają
      sobie sprawy jak za parę lat może to zaowocować w zachowaniu ich
      dzieci. I myślę, że tu właśnie tak może byc. Nie pisze "jest" bo nie
      jestem - i fachowcem psychologii -i nie mam aż takiego
      doświadczenia - ani też nie znam dokładnie tej zagubionej
      dziewczynki. Czasy są podłe - nie ma praktycznie wyboru, albo
      pracujesz tyle, że zaniedbujesz rodzinę albo pracujesz mało za małe
      pieniądze i masz problem z utrzymaniem domu i zapewnieniem dzieciom
      bytu.
      Wracając do Kasi i jej problemu, domyślać się tylko mogę (w
      nawiązaniu tego co napisałam wcześniej), że wracając po iluśtam
      stresujących godzinach pracy do domu, widząc córkę która ma wszystko
      w nosie i do tego pyskuje - mogą jej puszczać nerwy. Owszem jest
      dorosła i powinna się opanowywać ale dużo można mówić a ciężej jest
      tak robić. Może nie ma wsparcia w mężu o czym nie pisze (faceci są
      różni jak same pewnie wiecie), może sama musi dzwigać tą
      odpowiedzialność za dom i dzieci i wcale się nie dziwię, że się
      dziewczyna załamuje. Chce dobrze a wszystko jej nie wychodzi.
      Rozumiem też, że się trochę broni przed zastosowaniem Waszych rad
      żeby odpuściła. Spójrzmy realnie - jest kwiecień, do wystawiania
      ocen - moment. Która matka nawet jakby to nie było dobre (?) dla
      dziecka potrafi "olać" żeby dać dziecku do zrozumienia że ma samo
      decydować za siebie i ponosić tego konsekwencje? Poza tym czy
      naprawde uważacie, że ta mała dziewczynka tego potrzebuje? Wyraźnego
      sygnału od matki, rodziców, że tak naprawde nie obchodzi ich to o
      czym probują ją przekonać od miesięcy, tłumacząc, prosząc itd? Ja na
      miejscu takiej dziewczynki utwierdziłabym się w przekonaniu, że moje
      przypuszczenia, że można nic nie robić - są prawdziwe. Że tym razem
      miała racje, co więcej moim zdaniem dzieciak poczuje się bardziej
      zaniedbany i wręcz opuszczony niż to ma miejsce - może sobie
      wytłumaczyć ze nie obchodzi rodziców! Może ta dziewczynka woła swoim
      zachowaniem o pomoc - o więcej troski, wspólnego czasu z mamą i
      tatą, więcej rozmów. Na spokojnie, może nie w domu gdzie obok stos
      ksiązek i pewnie znienawidzone biurko gdzie trzeba odrabiać lekcje.
      Kasiu droga - jak pisałam ja fachowcem nie jestem więc ciężko mi
      radzić co trzeba zrobić żeby było lepiej - ja Ci mogę zasugerować co
      chyba bym sama próbowała zrobić:):) Chyba spróbowałabym wziąć urlop
      i pospędzać z tą małą przekorą duuuużo czasu. Może nawet wyjechać
      gdzieś we dwie. Pogadać z nauczycielką, usprawiedliwić taką
      nieobecność i same we dwie - bez brata, bez taty - pobyć. Może ten
      dzieciak potrzebuje takiego czasu wyłącznie dla niej. Wspólnych
      zakupów, spacerów, gadania o niczym i wszystkim, zabaw itd itd...
      Tobie też się przyda odpoczynek, skoro pracujesz jak piszesz nawet w
      soboty i niedziele to pewnie jesteś jednym wielkim kłębkiem nerwów
      (dom) i zmęczenia (praca). Weź urlop albo lewe zwolnienie i
      odpocznijcie razem. Wcale nie odpuszczaj, nie olewaj, wymagaj ale
      innaczej, może spokojniej, może wyznacz jej zadania jakich nie miała
      do tej pory.. Ale na pewno spróbowałabym od wspolnego czasu we dwie:)

      Życzę Ci powodzenia, uszy do góry. Będzie dobrze:)!! Tylko w to
      uwierz:):):)
      • nat.wroclaw Dokładnie TO SAMO chciałma napisać :) 08.04.09, 11:28
        Wyjęłas mi te słowa spod klawiatury. Mam identyczne przemyslenia -
        że praca pracą, ale dzieci nie przyjmują takiego myślenia: trudno,
        takie czasy, że mama musi pracować Bóg wie ile godzin i do tego w
        weekendy.

        Trzebaby Kasiu trochę usensownic zarówno ilość jak i jakość Twojego
        i męża czasu z córką (zwłaszcza - sam na sam, bez brata). To
        powienien być punkt wyjścia. A do tego Jak już ktos mądrze napisal:
        uczenie przy okazji: spaceru, wyjścia do muzeum, wycieczki.

        Znajoma anglistka organizowała u siebie w domu spotkania dla
        kilkorga przyjaciół swojego syna i razem w zabawie powtarzali
        angielski, moze wiec jakis przedmiot uda sie powtarzac z kolezanka
        corki, z Waszym wsparciem i pomoca?

        Pozdrawiam Cie serdecznie i zycze sil i spokoju w radzeniu sobie z
        ta sytuacja.
        Natalia

    • mamapodziomka Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 08.04.09, 10:43
      Generalnie zgadzam sie z verdana, problemy zapewne leza glebiej niz samo
      odrabianie lekcji i to za nie trzeba by sie najpierw zabrac, nawet kosztem
      powtarzania roku, bo w dluzszej perspektywie sie to oplaci.

      Ale mam kilka luznych uwag...

      Sadzac z opisu usilujecie spedzic z nia nad lekcjami dosc duzo czasu,
      poswiecacie jej wtedy uwage. Owszem negatywna, ale uwage. Czy ona ma
      wytsraczajaco duzo waszej uwagi poza problemem szkolnym? Dla dziecka nawet
      negatywna uwaga jest lepsza niz ignorowanie go, byc moze tak to wlasnie u was
      dziala.

      Czy Marta wie jak sie uczyc? Czasami dzieci, nawet naprawde dosc inteligentne
      nie rozumieja tak naprawde czego sie od nich wymaga. Dla przykladu jesli powiem
      mojej piecioletniej corce, ze ma isc pocwiczyc gre na pianinie to ona sie na
      mnie patrzy jak na ufoludka i oczywiscie zaczyna plakac, ze ona nie umie grac,
      ze to jest za trudne, etc. Jesli jednak z nia siadam, tlumacze jak ma zaczac -
      przegrac dobrze znane utwory, rozgrzac paluszki, a potem z nia takt po takcie
      przerabiam nowe rzeczy, tlumaczac po ile razy ma kazde 2-4 taktow przerabiac,
      kiedy robic przerwe, kiedy zamknac oczy i jak cwiczyc przejscia, to nagle
      okazuje sie, ze nawet na pierwszy rzut oka trudne rzeczy sa w gruncie rzeczy
      latwe (moja corka uzywa niemieckiego slowa "pipileicht" siusiolatwe ;)

      Duza czesc materialu podstawowki mozna zrobic "przy okazji" - moim zdaniem
      oczywiscie. Co prawda moja corka jest sporo mlodsza, ale cala mase wiedzy i
      umiejetnosci mozna zgromadzic na przyklad idac na spacer i wykonujac dzialania
      na szyszkach, patyczkach, etc. Najwazniejsze to wymyslac odpowiednio atrakcyjne
      zadania ;) Mloda uwielbia zabierac na wyprawy przewodniki o przyrodzie, ciagle
      chce, zeby jej cos wyjasnic. Muzea to tez doskonale zrodlo wiedzy o prawie
      wszystkim, a dzieci zazwyczaj je bardzo lubia, trzeba czasem tylko troche
      tlumaczyc z nudno-doroslego. Ulamki mozna cwiczyc przy gotowaniu i pieczeniu,
      itd. To wymaga troche wysilku i czasem warto sie podeprzec jakas ksiazka, zeby
      nie musiec wszystkiego wymyslac od zera, ale moim zdaniem warto.

      Stosujac system nagrod, ktory tez moze naprawde dpbrze dzialac trzeba pamietac,
      ze nie wolno odbierac juz zdobytych punktow, ze zadania powinny byc tak dobrane,
      zeby lezaly w obrebie mozliwosci dziecka, zeby nie odraczac nagrody zbyt dlugo,
      ale u starszych dzieci nie dawac jej natychmiast (albo nie tylko natychmiast).

      Warto tez podkreslac ile sie juz nauczyla, ze rok temu nie potrafila jeszcze
      tego lub tamtego, a teraz juz umie.

      I chyba nauka nie powinna byc jedynym obowiazkiem dziecka, bo wtedy czesto
      naprawde traktuja ja to jak wielka niesprawiedliwosc. Nie piszesz nic o tym, czy
      corka ma inne obowiazki i czy sa z nimi problemy, ale czasem warto czesc
      konfliktu przeniesc na inny teren.
    • jola_ep Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 08.04.09, 17:06
      To będą takie moje luźne impresje na temat ;)

      Odpuścić. To znaczy przestać się przejmować i zajmować. Kosztem oczywiście pogorszenia się wyników. Jednak ostateczny cel - nauka odpowiedzialności jest ważniejszy od średniej na koniec klasy.
      To ma też inne bardzo ważne znaczenie: jeśli czymś się bardzo przejmujesz, to dużo łatwiej jest Ciebie zdenerwować. Przynajmniej ja tak mam. Nie możesz dać sie wyprowadzić z równowagi. Jeśli czujesz, że zaraz wybuchniesz - wyjdź, albo każ wyjść dziecku, rozdzielcie się, dajcie sobie chwilkę na oddech.

      Masz tak mało czasu dla rodziny, że nie warto go marnować na przepychanki przy odrabianiu lekcji.

      Zachować spokój pomoże też Ci zrozumienie (mi w każdym razie pomogło). To trudny wiek, bo wydaje Ci sie, że Twoja córka jest taka duża i powinna być odpowiedzialna, ale to złudzenie. Ona jeszcze tkwi jedną nogą w dzieciństwie. Zastanów się też, czy nie jest przypadkiem tak, że traktujesz ją jak dziecko, a oczekujesz zachowania dorosłej osoby? Pozwól jej na popełnianie błędów. Ma do tego pełne prawo.

      Kolejna sprawa. Nie wiem jak jest u Ciebie, ale moja córa największe awantury wyrządzała wtedy, gdy zadanie które przed nią stało, wydawało jej się zbyt trudne. Potrafiła przez pół godziny ryczeć, wrzeszczeć, trzaskać drzwiami itp. itd. a potem zrobić w pięć minut.
      Wtedy można okazać zrozumienie i wiarę w jej możliwości.

      Dodaj do tego możliwość początku dojrzewania - wtedy co jakiś czas organizm znajduje się w hormonalnej nierównowadze i łatwiej o wybuchy złości i irracjonalne zachowania (hormony początkowo są produkowane "rzutami" co jakiś czas).

      Teraz o "olaniu". Nie chodzi o to, że masz ją olewać, ale musisz przestać się tak angażować w jej sprawy. W to, za co to ona powinna przejąć odpowiedzialność. Masz ją traktować jak osobę odpowiedzialną. To żadnym razie nie oznacza, że możesz oczekiwać rzetelnego wypełniania obowiązków. Ale musisz pozwolić jej ponosić konsekwencje swoich działań.

      Na początku skup się na jakimś małym celu. Nie oczekuj od niej wyników nauki. Żadnych reguł co do stopni, bo sama widziałaś, że różnie z tym bywa. Ja - przyznaję - ograniczyłam się tylko do odrabiania lekcji. To, co było zaznaczone w zeszycie miało być odrobione. Ja służyłam tylko i wyłącznie do pomocy, ale cały ciężar odrobienia lekcji spoczywał na barkach dzieci. Nawet jak pomagałam, to raczej podpowiadając i naprowadzając.

      Możesz też wyznaczyć osobiście konsekwencje nieodrobienia lekcji. Wtedy ustal godzinę, w czasie której ma odrobić. Nie za wcześnie, aby miała czas na odpoczynek. I nie za późno, aby był potem czas na przyjemności. W tym czasie deklarujesz swoją pomoc - na przykład od 16-tej do 17-tej. Potem już nie pomagaj (ale bądź elastyczna, bo mogą zdarzyć się opóźnienia nie z winy dziecka). Ważne: nie ty jej pomagasz, ale czekasz, aż Cię poprosi. Pomoc powinna być maksymalnie krótka. Dlatego lepiej jak odrabia w swoim pokoju - łatwiej będzie Ci nie dać się wciągnąć w stare zwyczaje. Okaż, że wierzysz w jej możliwości :)

      Jak nie odrobi w wyznaczonym czasie, to ustal - wcześniej - konsekwencje: na przykład nie będzie mogła oglądać telewizji, klikać, ma zajmować się cichymi zajęciami, siedzieć przez godzinę w pokoju itp. Jak pokaże, że odrobiła, to niech ma swoje przyjmności.
      Możesz też np. ustalić, że w soboty-niedziele powinna odrobić zaległe prace z tygodnia, dopóki tego nie zrobi, nie może spotykać się ze znajomymi itp. itd.

      Ja tego nie stosowałam, ale moja córa w tym wieku twierdziła, że najlepiej jej się odrabia w dniach, gdy ma aikido: bo musi się wyrobić przed 18-tą, a potem ma fajne zajęcia :)

      Tylko musisz przestać zrzędzić. Zachowaj pełen spokój. Nie daj się wciągną w dyskusje i awantury! Nie odrobiła? Trudno. Jej wybór. Woli siedzieć w pokoju, albo nie oglądać telewizji, albo nie wychodzić z koleżankami? Ma do tego pełne prawo :) Daj jej możliwość nauczenia się odpowiedzialności - a najlepiej się to robi przez ponoszenie logicznych konsekwencji :)

      Jak będzie sprawdzać prace domowe, to koniecznie oceniaj jej wysiłek, a nie efekt. Nawet nie sprawdzaj błędów (chyba, że poprosi).
      Jak system zacznie działać (pewnie nie od razu), to po jakimś czasie możesz go rozluźniać, przestać tak pilnować i poprzestać na tym, że za nieodrobioną pracę domowę ponosi konsekwencję w szkole.

      U mnie było tak, że awantury o lekcje z moją temperamentną córą miałam, gdy mój mąż pracował poza domem i zjawiał się tylko w sobotę-niedzielę. Potem sytuacja się odwróciła - to ja miałam dużo mniej czasu dla dzieci, ale mąż był codziennie. Z konieczności musiałam przerzucić część obowiązków na córę, mniej jej pilnować. I w efekcie otrzymałam mniej awantur przy lekcjach :) Więc albo wpływ mojego męża (ostoja spokoju), albo tego, że przstałam zrzędzić i pilnować. Inna sprawa, że przejściowo zeszła z 5 na 3.

      Ważne jest też, abyś spróbowała - nawet kosztem prowadzenia domu - przeznaczyć trochę swojej uwagi dzieciom. Zamiast spędzać czas przy lekcjach, daj im siebie w innych sytuacjach. Choćby wychodząc z nimi do parku czy na jakieś wypasione place zabaw, rower, wycieczki choćby po sklepach itp. Co tylko sprawi Wam przyjmność :)

      Pytałam moje dzieci, co ich motywuje do nauki.
      Syn lat 9: odrabia lekcje, bo pani będzie wrzeszczeć.

      Córa lat 13: odbrabia lekcje systematycznie, bo potem przed klasówką nie chce jej się wszystkiego powtarzać (dotarło! mówiłam jej zawsze, że uczyć się trzeba leniwie i robić wszytsko, aby się nie przemęczyć, czyli systematycznie: uważać na lekcji i odrabiać lekcje ;) )

      Pozdrawiam
      Jola
    • asia_i_p Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 08.04.09, 22:13
      Odpuść na trochę.
      Jeżeli zagrozi jej niezdanie do następnej klasy i rozstanie z
      kolegami, prawdopodobnie zacznie się uczyć.
      Uznaj jej uczucia - raz jeden na jej "Nie chcę wiedzieć" zamiast
      przekonywania, błagania, nakazywania, powiedz "Rozumiem. Nie chcesz
      się uczyć." Może wypadniecie z pętli i uda wam się do czegoś dogadać.
      Na mój gust, nie obraź się, trochę ci za bardzo zależy. Nawet jeśli
      teraz zmusisz, to ci się wymknie za kilka lat. Lepiej pozwól jej
      teraz popełnić błąd i poczuć konsekwencje.
      • ale80ssandra Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 09.04.09, 11:05
        Kasiu. Współczuję Ci. Macie duży problem. Niestety podejrzewam, że
        sami sobie na niego zapracowaliście. Zachowanie córki nie wzięło się
        ot tak sobie.
        Koniecznie córka do psychologa (ale spotkania indywidualne córka-
        psycholog) i oddzielnie Wy do psychologa.


        Nie rozumiem dlaczegosyn nie może zostawać w szkole/przedszkolu do
        momentu aż któreś z rodziców Go odbierze (dlaczego siedzi w domu z
        Martą? Dlaczego na Jej barkach spoczywa codzienna opieka nad
        bratem??).
        Nauczyłaś Martę, że uczy się dla Ciebie, dla stopni,dla pieniędzy,
        dla lepszej przyszłości. Spróbuj to zmienić i powtarzaj jak mantrę,
        ze uczy się DLA SIEBIE. Podaj Jej jakieś przykłady z życia wzięte
        (np. ekspedientka w sklepie nie oszuka Cię, bo umiesz policzyć czy
        dobrze wydała Ci resztę. Na wakacjach w Bułgarii czy na Hawajach -
        umiesz porozumieć się z ludźmi, bo uczyłaś się angielskiego)
        Powiedz Marcie, że stopnie nie są ważne. Ważne jest to, co ma w
        głowie, to to Jej zostanie.
        Odpuść Jej naukę. Nie chce się uczyć, odpowiedz: Dobrze córeczko, to
        Twoja szkoła, Twoja nauka. Jesteś już 10 letnią dziewczynką i z
        pewnością wiesz czy trzeba się uczyć czy nie. Nie chce odrabiać
        lekcji:Ok Marta, może odrobisz później. ale pamiętaj, ze to Twoja
        sprawa i Twoja odpowiedzialność.
        Przestań pokazywać Jej jak bardzo zależy Ci na tej Jej nauce. Niech
        naprawdę poczuje, że cos zależy od Niej.
        No cóż najwyzej nie zda.

        Poza tym podpisuję się w całości pod Verdaną.
        2. Zos

    • zarzycka.anna Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 09.04.09, 21:13
      Witam,
      Wywiązała się juź spora wymiana na temat tego co Pani napisała.
      Jednak moją uwagę głównie przyciągają Pani uczucia (których siła
      "wczoraj ryczalam pol wieczoru i to
      > juz niestety moja jedyna reakcja na klopoty, po prostu sobie nie
      > radze.." nie dokońca jest zrozumiała biorąc pod uwagę to, co Pani
      napisała, o wynikach w nauce Pani córki - "jak tak dalej pojdzie nie
      zda do
      > kolejnej klasy bo mimo szczerych checi nauczycielki ma po prostu
      > same palki i dwojki z matematyki.. Inne przedmioty roznie
      aczkolwiek
      > tez nie kolorowo" a w kolejnym poście pisała Pani o tym, że córka
      sama nauczyła się czytać i z pracy na lekcji z przedmiotów innych
      niż matematyka, dzięki inteligencji dostaje zadowalające lub dobre
      oceny. Wygląda na to, że córka o coś bardzo tą nauką walczy, a Pani
      za wszelką cenę chce dla niej lepszego źycia - "Prosimy, tlumaczymy,
      podajemy przyklady jak mi ciezko czy znajomym
      > ktorzy mogli miec lepsze wyksztalcenie i teraz innaczej w pracy,
      > sama widzi jak ja sie mecze i haruje bo co tu ukrywac nauke
      > skonczylam na maturze bo mi sie wydawalo ze starczy..." - i tu
      zastanawiam się czy Pani rozpacz to nie jest rozpacz nad Pani
      decyzją, wyborem, że trudno Pani rozumieć córkę bo przede wszystkim
      boi się Pani, że będzie miała tak jak Pani i to jest dla Pani nie do
      zniesienia. Każde jej opuszczenie się w nauce przeżywa Pani tym
      mocniej im bardziej wyrzuca sobie Pani swój wybór. Trochę tak jakby
      uznała Pani, że Pani się co prawda męczy ale Pani córka będzie miała
      wszystko "ma
      > praktycznie wszystko co jej do szczescia potrzeba, w domu spokoj,
      > pelna rodzina, ma swoj pokoj, ukochane zwierzatko etc etc..."
      tylko żeby się uczyła. Jednak to, czego nie ma Pani córka to
      zrozumienie trudności w szkole, frustracji, niechęci do nauki. Tak
      jakby Pani całą swoją postawą mówiła tak, tak to moźe i waźne ale
      najwaźniejsze jest nauka. I córka swoim buntem Pani cały czas
      pokazuje - "To ja jestem ważna jak ja nie będę chciała, to nie będę
      się uczyć". Myślę, że ten lęk też może Pani przesłaniać faktyczną i
      racjonalną ocenę sytuacji - może powodować, że wizja niezdania jest
      wyolbrzymiona i inne sygnały dotyczące nauki też Pani tak widzi, źe
      córka nie nadrobi bo ma tak wielkie zaległości (dlaczego ma nie
      nadrobić biorac pod uwagę jej inteligencjE?. Widzi Pani tą sytuację
      jako bez wyjścia i jeśli coś się wydarzy - Pani córka raz się
      opuści, przez trzy lata będzie miała gorsze oceny to skończy na
      maturze albo i to nie; będzie to miało konsekwencje tak poważne że
      nieodwarcalne. I ta presja powoduje, że cięźar związany z nauką dla
      córki moźe być zniechęcający i przytłaczający.
      Także zachęcałabym Panią do przyjrzenia się Pani uczuciom związanym
      z wyborami jakich Pani dokonała i tym jaki mają one wpływ na
      relację Pani z córką. Zachęcałabym też do zmniejszenia presji na
      naukę córki (że wszyscy, babcia, Pani, psycholog mają jej
      wytłumaczyć, że trzeba się uczyć) i do wyciągania konsekwencji z
      sytuacji, gdy córka się nie uczy (krótkiej i stanowczej bez
      tłumaczenia, zmuszania). Ale przede wszystkim doceniania tego co
      robi, choćby było to w Pani ocenie mało; pozostawienia jej większej
      samodzielności - przede wszystkim do niepomagania na siłę, bo rodzi
      to jeszcze większy bunt "Dochodzimy do banalow typu ile jest 1x1 -
      odp - nie
      > wiem..." I do spojrzenia na córkę nie jak na ucznia, ale jak na
      10-letnią dziewczynkę, dla której ważne są koleżanki grupa
      rówieśnicza, ukochane zwierzątko, relacje rodzinne.
      Pozdrawiam A.Z.
    • kasia_mm odpuściłam - pierwsze efekty 21.04.09, 08:29
      Odpuscilam. Tak jak prawie wszystkie radzilyscie. Postawilismy
      sprawe jasno z mezem - my nie upominamy, ona ponosi konsekwencje za
      swoje uczenie sie lub nie. Powiedziala ze uklad bardzo dobry. Potem
      zero gadek, zero tlumaczen, presji, prosb etc etc. Spedzilysmy
      bardzo fajny rodzinny weekend, potem troche pochorowala (2 dni bez
      szkoly) wiec dwa dni praktycznie we dwie. Fajne chwile, corka
      przemila, zadowolona, promieniala usmiechem. Nie mowilam nic kiedy
      ewidentnie nie robila nic w domu z prac domowych. Pozwalalam wyjsc
      na dwor kiedy chciala. W domu cicho, spokojnie zero napiec bo
      rodzice nie upominali i nie przypominali o lekcjach.
      Minely dwa tygodnie takiej sielanki. Wczoraj zebranie - efekty w
      nauce - nowych pięć jedynek w tym jedna z matematyki. Ocena na
      srodrocze z matmy - 1. Pozostale jedynki obnizyly jej srodroczna
      ocene z 5 na 4 i z 4 na 3. Wychowawczyni ma skargi od kilku
      nauczycieli ze Marta zupelnie wogole przeslala pracowac.
      Oczywiscie prawdopodobnie nie zda. Musialaby poprawic 3x1 i 1x2 z
      matmy zeby myslec o promocji do klasy 5.
      Ale oczywiscie mam nic nie mowic? Nie zmieniac "polityki"? Bo nagle
      w znowu czwartej klasie od wrzesnia - z nowymi dziecmi, nowa pania
      (a bardzo wolno sie aklimatyzuje i ma z tym problemy) - dostanie
      olsnienia i bedzie sie uczyla na poziomie minimum dostatecznym zeby
      w koncu zdac do 5 klasy? Zacznie odrabiac lekcje czyli bedzie robila
      to niezbedne minimum ktorego wymagaja rodzice i nauczyciele? Ot tak
      nagle jej sie zmieni po 2-3 miesiacach przekonania sie ze mozna nie
      robic nic i jest do tego fajnie: nie gadaja, nie prosza, nie
      zmuszaja do pracy, co wiecej przyjemnie i milo w domu?
      • jola_ep Re: odpuściłam - pierwsze efekty 21.04.09, 12:56
        Nie chodzi o to, aby jak na huśtawce przelecieć z jednej strony na drugą.
        Odpuścić, nie znaczy "olać" całkowicie.
        Na przykład dlaczego:

        >" Nie mowilam nic kiedy
        > ewidentnie nie robila nic w domu z prac domowych."

        ?
        Jeśli ma jakiś obowiązki, to jakie konsekwencje ponosiła, gdy ich nie dopełniła?
        Jeśli nie ma, to co zrobiłaś, aby ją do nich wciągnąć? Wspólne gotowanie,
        pranie, sprzątanie itp. może też być fajnym sposobem na wspólne spędzanie czasu
        (byle krótkim ;) )

        Moim zdaniem chodziło o przeniesienie uwagi ze szkoły na dziecko. Zobaczyć ją
        nie tylko jako uczennicę. Oceniać nie tylko przez pryzmat jej osiągnięć
        szkolnych. Chwalić, ale też uczyć ponoszenia konsekwencji swoich decyzji.
        Pozwolić jej na eksperymentowanie. Dać jej prawo do błędu. Wspierać ją i pomóc
        dostrzec rozwiązanie, a nie tylko narzucić jej własne.

        Czasem konsekwencje długotrwałe są zbyt trudne dla dziecko, bo ono potrzebuje
        czegoś tu i teraz.

        Na Twoim miejscu usiadłabym z córą i zastanowiłabym się NA SPOKOJNIE co teraz?
        Zejście z innych przedmiotów na trójki jest na razie mniej ważne. Zajmij się
        matematyką. Czy ona rozumie, że może zostać w klasie? Z czym to jest związane?
        To nie jest Twój problem, tylko jej. Weźcie dużą kartkę i spiszcie rozwiązania.
        Co może zrobić, aby wykorzystać ostatnią szansę na zdanie? Niech ona też coś
        wymyśli. Nie tylko Ty. Nawet zacznij od niej. Na początku ważne jest, aby
        zapisywać wszystkie pomysły, także te najdurniejsze. Ja dodatkowo proponowałam,
        aby zapisać przyczyny powstania problemu. To znaczy ja wymyślałam, trochę moje
        dziecko. Bo łatwiej było mi znaleźć rozwiązanie, gdy znałam przyczyny. Dopiero
        na następnym etapie można wykreślić te najbardziej bzdurne i pozostawić te
        najrealniejsze. Ale to w żadnym wypadku nie powinno być tylko Twoje zarządzenie.
        Ona też musi wziąć w tym udział. Ona musi być ważna. To jej życie, jej problem.
        Ty ją wspierasz i jej pomagasz, ale za nią nie rozwiążesz. Pilnuj tego, aby
        pokazać, że ona jest ważna, a jej pomysły przyjmij ze zrozumieniem.

        Jeśli ustalicie coś wspólnie (ale to nie może być tylko Twoja inicjatywa), to od
        razu określ konsekwencje. Powyżej zaproponowałam Ci, abyście skupiły się na
        bieżącym odrabianiu lekcji. Jakie konsekwencje można zastosować, gdy dziecko ich
        nie odrobi? Najlepiej sprawdza się marchewka na końcu kija ;) Wyjdziesz na dwór,
        gdy odrobisz lekcje. Marchewka :) Nie potrafi? Ustal, że przez pewien czas
        jesteś do jej dyspozycji. Pomożesz, gdy Ciebie o to poprosi. Albo powiedz, że
        nie potrafisz jej uczyć i niech ona wymyśli, kto jej pomoże (babcia?
        korepetytor?). Może wymyślisz coś innego. Ona potrzebuje zachęty (tej
        marchewki), ale też i tego, aby ponieść bardziej bieżące konsekwencje. I nie
        oczekuj, że to się zmieni za tydzień lub dwa.

        A w tym wszystkim ważny jest Twój SPOKÓJ. Naucz się wyjść, gdy czujesz, że Cię
        ponosi. Fajnym wentylkiem jest poczucie humoru. Jak mojej córze wychodziły
        głupoty z matematyki, to śmiałam się, że będzie obrywać młotkiem po głowie za
        każdą bzdurę (bo np. obliczała, że normalne, pokojowe, drzwi mają 9m szerokości,
        a po sugestii, aby się zastanowiła, stwierdzała że "ależ oczywiście, mają 9 cm"
        ;) ). Ale my w takich żarcikach rodzinnie trenujemy się od dawna.
        Innym "odstresowaczem" jest ruch. Szybki spacer, rower, badminton itp. Ja czasem
        trudne problemy omawiam w łóżku u dzieciaków - bo starym nawykiem nauczyłam się
        zachowywać spokój wieczorem, w ciszy, trudniej jest też zabić własne dziecko,
        gdy się je przytula ;) Teraz np. starsza siedzi w swoim łóżku-norce, a ja obok
        siedzę na piłce (bo takie kołysanie też mnie uspokaja), jak się wkurzę to zanim
        zacznę warczeć wychodzę i potem znowu wracamy do rozmowy.

        Być może ten zawalony rok byłby dla niej jakimś otrzeźwieniem. Ja osobiście
        raczej spróbowałabym jej pomóc uniknąć tego.

        > nagle jej sie zmieni po 2-3 miesiacach przekonania sie ze mozna nie
        > robic nic i jest do tego fajnie: nie gadaja, nie prosza, nie
        > zmuszaja do pracy, co wiecej przyjemnie i milo w domu?

        Rodzice nie mogą być fajni. Oni w tym wieku mają za zadanie pilnować granic. Dać
        dziecko szerokie pole manewru, dać prawo do własnych pomysłów i pozwolić na
        ponoszenie konsekwencji. Ale nie przez gderanie, ciągłe proszenie, marudzenie.

        Polecam osobiście lekturę "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały - jak słuchać,
        żeby dzieci do nas mówiły" Adele Faber, Elaine Mazlish
        oraz "Kiedy pozwolić? Kiedy zabronić?" MacKenzie Robert.
        Musisz zdobyć wiedzę, bo to jest problem, który Ty musisz rozwiązać. Może
        sensowny psycholog dla Ciebie też byłby dobrym rozwiązaniem (terapia rodzinna?
        systemowa?)

        Pozdrawiam
        Jola
        • verdana Re: odpuściłam - pierwsze efekty 21.04.09, 14:29
          Odpuścic to nie znaczy pozwolić, ab dziecko nic nie robiło!!!
          To znaczy przypilnowac, aby usiadło do lekcji, a dopiero potem
          robilo co innego. Nie siedzieć, nie kontrolowac, nie popedzac,
          pomagać o ile poprosi, ale jednak pilnowac zasady "najpierw
          obowiazek, potem przyjemność".
          W dodatku to bylo do przewidzenia - dziecko nagle pozostawione
          samemu sobie nie zmieni się w pracusia. Szczegolnie, jesli
          dotychczas nie bylo w ogóle odpowiedzialne za lekcje (to Ty bylas)
          to z dnia na dzień nie stanie się doroslym człowiekiem.
          Zastanawia mnie też fakt, ze piszesz, ze zjechala z piątek i
          czworek - czyli wlasciwie Twój pierwszy post jest nie do konca
          zrozumiały, bo piszesz o dobrej uczennicy, z trudnosciami z
          matematyki, a nie o dziecku, ktore ma kłopoty w szkole. Matematyka
          ma to do siebie, ze jak się jej nie rozumie, to nie można jej
          odrobić i tyle. Najwyraźniej dziecko potrzebuje korepetycji (nie z
          mama i tata, tylko osoba fachową), a nie biadania, ze nie zda. Nie
          bylabym tu za "rozmowa" z córka i pomyslami - to świtne rozwiazanie,
          ale jest na nie za późno. Teraz daj jej dodatkowe lekcje i już.
    • kachape Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 24.04.09, 20:52
      poza tym wszystkim, co zostało już napisane i pod czym się
      podpisuję, dodam tylko tyle, że zwróciłam uwagę na twoje określenia
      dotyczące córki "uparta" "taka zawsze była" itp. Czy to nie jest
      tak,że sama w niej ten upór umacniasz takimi własnie zdaniami i
      przekonaniem. Efekt samospełniającej się przepowiedni...
      mieszkam z takim pod jednym dachem:)
      teściowa chętnie i często opowiada jaki to jej synek był
      uparty. "taki uparty, że nie było mocnych, trzeba było go do
      przedszkola takóswką wozić jak się zaparł, że chce taksówką"...
      dla mnie kosmos, bo wzywając tę taksówkę pokazała mu, że upór jest
      ok i że to sposób na osiągnięcie celu.
      i że taki party, że jak się zawziął, to nie rozmawiał jak był
      obrażony. Podobnie o jego siostrzenicy mówili i mówią - moim zdaniem
      wzmacniając ją w tym, bo nie raz chyba miała ochotę jednak przełamać
      milczenie, no ale jak sie wtedy słyszy "co, Ty, daj spokoj, ona taka
      uparta, że na pewno się do Ciebie nie odezwie" to cóż robić, trzeba
      dalej milczeć czyż nie??


      wracając Kasiu, do Twojej sprawy. Trudne to wszystko na pewno, bo
      sporo emocji się nagromadziło, ale chyba trzeba tu duzo rzezy od
      początku poukładać, na córę spojrzec jak na córę a nie na ucznia,
      ustalić zasady domowej gry (w tym obowiązki domowe, a jakże - bardzo
      potrzebne by juz teraz je opanować, podobnie jak ułamki) i dotrzeć
      się lepiej

    • drobnostka7 Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 15.03.19, 12:09
      Tak się składa, że mam w domu IV klasistkę, bardzo inteligentną, szybko jednak się zniechęcającą i zmęczoną szkołą. Moje podejście do nauki, ocen, wykształcenia jako takiego jest zgoła inne niż Twoje. Może też dlatego mnie jest łatwiej, nie pieklę się, nie straszę córki strasznymi konsekwencjami. Pozostawiłam córce kwestię nauki. Chcę by wiedziała, że to jej powinno bardziej zależeć na zdobywaniu wiedzy. Oceny jako takie są dla mnie średnio ważne, nawet jeśli w konsekwencji córka nie przyniesie ani jednego świadectwa z paskiem i do liceum idealnego się nie dostanie. Moim osobistym zdaniem, z perspektywy moich 41 lat życia stwierdzam, że sytuacja w której to rodzic walczy o uczenie się dziecka jest nie do przyjęcia! To dziecko ma się nauczyć systematyczności, uważności, tego wszystkiego co potrzebne jej będzie w życiu, nie tylko by zdobyć wymarzony zawód. Czasy są tak niepewne że nie widzę sensu by walczyć z dzieckiem o to by w przyszłości miała lepiej. Ważniejsze jest dla mnie tu i teraz - zapewnić dzieciom spokojne dzieciństwo, możliwość odkrywania różnych rzeczy, poszukiwanie ich talentów. By ich relacje z ludźmi były dobre. Szkoła podstawowa uczy całej masy rzeczy kompletnie niepotrzebnych i duża z tego część jest nieinteresująca dla dzieci, ani dla nas. Nic na program nauczania nie poradzę, ale nie mam też zamiaru karać dzieci za fakt, że w takich czasach przyszło jej zacząć naukę.
      Nikt nie musi się zgadzać z moim podejściem, ale uwierzcie, że dystans do ocen, uczenia się dzieci poprawia relacje w domu.
      • drobnostka7 Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 15.03.19, 13:12
        :) kto odgrzebuje posty z przed 10 lat??:)
        • kasia_kar Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 16.03.19, 09:47
          A czy teraz są z dziećmi inne problemy? Nadal takie same...
          • drobnostka7 Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 18.03.19, 10:20
            To fakt, bezsprzeczny.
            • Gość: Kora Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. IP: *.dynamic.chello.pl 23.03.19, 18:14
              Ciekawe jak poukładało się z córką. Sama mam dosyć upart egzemplarz ( co prawda dopiero 3,5 letni ale rokujący :-)) więc ciekawa jestem co pomogło.
              • drobnostka7 Re: zalamalam sie - problem z 10-latką.. 26.03.19, 12:45
                A to tak, dlatego czasem warto odkurzyć stare wątki.
                Moje młodsze dziecie też z tych o silnych charakterkach i też już daje powody do obaw o tą jej przyszłość edukacyjną. Cała moja nadzieja w tym, że w edukacje Polaków wleci jakieś tornado zmian i dzieci zaczną w końcu być uczone w skuteczny sposób potrzebnych im rzeczy przez zadowolonych ze swojej pracy nauczycieli..
                Pomarzyć każdemu wolno :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka