ukrywam_nicka
26.08.12, 23:04
I kolejna, której nick jest na tyle rozpoznawalny dla znajomych, że musi go zmienić na potrzeby tego posta. Sprawa jest jednak na tyle ważna, a Wasze zdanie uważam za na tyle wartościowe, że jest to tego warte.
Znam się z X od 5ciu lat. Praktycznie od początku złapaliśmy kontakt, był jakiś flirt, aż któregoś dnia dostałam obuchem w łeb, bo się okazało, że ma dziewczynę. W dość głupi sposób, kiedy zapytałam go, czemu nikogo nie ma (chcąc wybadać teren). Jeszcze idiotyczniejsze było to, że zacisnęłam wtedy zęby (głupia, mloda i naiwna) i uznałam, że nie przeszkadza mi to i że możemy się przyjaźnić. Pogrążę się dalej - zdarzyło się nam pójść za daleko nie raz. Były jakieś wyjazdy, maratony filmowe - widywaliśmy się ze sobą częściej niż on ze swoją dziewczyną. Zakochałam się i miotałam ciągle no bo była ona, a my byliśmy w głupiej relacji, że nie rozmawialiśmy o tym co jest między nami. Potrafiliśmy rozmawiać bardzo szczerze o wszystkim, ale nigdy o nas. Potrafił być szalenie troskliwy, zabiegał o tę znajomość, więc przez cały ten czas modliłam się kiedy w końcu się rozstaną. Byłam przekonana, że zajmę jej miejsce i będę szczęśliwa. W międzyczasie kogoś miewałam i wtedy kontakt się nam rozluźniał (na tyle, że nie było mowy o zdradzaniu moich partnerów). Potem się sypało i wracaliśmy do tych dziwnych spotkań.
Dwa lata temu zerwali. Krótko przed tym przeczytał moją wiadomość do kogoś, że niczego tak nie pragnę jak tego, żeby wreszcie ta sytuacja się rozwiązała i żeby się rozstali. No spadło to jak z nieba niemal. Wysłał mi od razu smsa, że jest wolny, a następnego dnia wyjeżdżaliśmy na planowaną od dawna konferencję.
I wtedy nie wiem jak to się stało, ale poznałam kogoś innego, bardzo szybko zaczęliśmy ze sobą być (nie byłam przekonana, ale w tamtym okresie bardzo chciałam kogoś mieć i tak jakoś wyszło). Przeżyliśmy ze sobą dwa lata, aż w końcu skończyło się, bo ja wciąż nie byłam pewna swoich uczuć (i ciągle myślałam i tęskniłam za X, ale o tym już nie mówiłam nikomu). Znajomość z X miała wtedy różne etapy - a to spotykaliśmy się jak dawniej, a to potrafiliśmy nie rozmawiać przez dwa miesiące. Nie jestem z siebie dumna, ale wiem, że muszę napisać wszystko, żeby można mi było jakoś pomóc.
Miałam przez cały ten czas (odkąd poznałam X) dwa uczucia: raz, że jest jakoś zaangażowany, a raz, że jestem mu kompletnie obojętna i łączy nas tylko łóżko i kilka szczerych rozmów i fajnych wyjazdów. No bo jak można do bliskiej osoby nie odzywać się dwa miesiące?
Teraz kiedy rozstałam się z facetem chciałabym chociaż spróbować być z X. Po to, żeby przekonać się, że nic z tego nie będzie, bo towarzyszy mi nieustannie poczucie, że jest absolutnie beznadziejnym facetem, nie pasuje do mnie, nie dogadamy się, nawet nie wiem, czy on się nadaje do związku z kimś. Nic jednak nie poradzę, że mam świra na jego punkcie i nie mogę o nim zapomnieć.
I tu dochodzę do końca tej żenującej historii i zarazem pytania:
Jak zdobyć kogoś, kto jest nieuleczalnym chyba pracoholikiem, mam wrażenie, że jestem mu już obojętna i ciężko się z nim rozmawia, bo w zasadzie nigdy nie rozmawialiśmy o nas? Czy to w ogóle ma sens,kiedy nie wiem, czy w ogóle cokolwiek dla niego znaczę?
Nie wiem, czy będę umiała z nim wprost porozmawiać i powiedzieć co czuję, więc może znacie jakiś sposób, żeby się dobitnie przekonać?