Dodaj do ulubionych

Kolejny post o mężczyźnie

26.08.12, 23:04
I kolejna, której nick jest na tyle rozpoznawalny dla znajomych, że musi go zmienić na potrzeby tego posta. Sprawa jest jednak na tyle ważna, a Wasze zdanie uważam za na tyle wartościowe, że jest to tego warte.

Znam się z X od 5ciu lat. Praktycznie od początku złapaliśmy kontakt, był jakiś flirt, aż któregoś dnia dostałam obuchem w łeb, bo się okazało, że ma dziewczynę. W dość głupi sposób, kiedy zapytałam go, czemu nikogo nie ma (chcąc wybadać teren). Jeszcze idiotyczniejsze było to, że zacisnęłam wtedy zęby (głupia, mloda i naiwna) i uznałam, że nie przeszkadza mi to i że możemy się przyjaźnić. Pogrążę się dalej - zdarzyło się nam pójść za daleko nie raz. Były jakieś wyjazdy, maratony filmowe - widywaliśmy się ze sobą częściej niż on ze swoją dziewczyną. Zakochałam się i miotałam ciągle no bo była ona, a my byliśmy w głupiej relacji, że nie rozmawialiśmy o tym co jest między nami. Potrafiliśmy rozmawiać bardzo szczerze o wszystkim, ale nigdy o nas. Potrafił być szalenie troskliwy, zabiegał o tę znajomość, więc przez cały ten czas modliłam się kiedy w końcu się rozstaną. Byłam przekonana, że zajmę jej miejsce i będę szczęśliwa. W międzyczasie kogoś miewałam i wtedy kontakt się nam rozluźniał (na tyle, że nie było mowy o zdradzaniu moich partnerów). Potem się sypało i wracaliśmy do tych dziwnych spotkań.
Dwa lata temu zerwali. Krótko przed tym przeczytał moją wiadomość do kogoś, że niczego tak nie pragnę jak tego, żeby wreszcie ta sytuacja się rozwiązała i żeby się rozstali. No spadło to jak z nieba niemal. Wysłał mi od razu smsa, że jest wolny, a następnego dnia wyjeżdżaliśmy na planowaną od dawna konferencję.
I wtedy nie wiem jak to się stało, ale poznałam kogoś innego, bardzo szybko zaczęliśmy ze sobą być (nie byłam przekonana, ale w tamtym okresie bardzo chciałam kogoś mieć i tak jakoś wyszło). Przeżyliśmy ze sobą dwa lata, aż w końcu skończyło się, bo ja wciąż nie byłam pewna swoich uczuć (i ciągle myślałam i tęskniłam za X, ale o tym już nie mówiłam nikomu). Znajomość z X miała wtedy różne etapy - a to spotykaliśmy się jak dawniej, a to potrafiliśmy nie rozmawiać przez dwa miesiące. Nie jestem z siebie dumna, ale wiem, że muszę napisać wszystko, żeby można mi było jakoś pomóc.
Miałam przez cały ten czas (odkąd poznałam X) dwa uczucia: raz, że jest jakoś zaangażowany, a raz, że jestem mu kompletnie obojętna i łączy nas tylko łóżko i kilka szczerych rozmów i fajnych wyjazdów. No bo jak można do bliskiej osoby nie odzywać się dwa miesiące?
Teraz kiedy rozstałam się z facetem chciałabym chociaż spróbować być z X. Po to, żeby przekonać się, że nic z tego nie będzie, bo towarzyszy mi nieustannie poczucie, że jest absolutnie beznadziejnym facetem, nie pasuje do mnie, nie dogadamy się, nawet nie wiem, czy on się nadaje do związku z kimś. Nic jednak nie poradzę, że mam świra na jego punkcie i nie mogę o nim zapomnieć.
I tu dochodzę do końca tej żenującej historii i zarazem pytania:
Jak zdobyć kogoś, kto jest nieuleczalnym chyba pracoholikiem, mam wrażenie, że jestem mu już obojętna i ciężko się z nim rozmawia, bo w zasadzie nigdy nie rozmawialiśmy o nas? Czy to w ogóle ma sens,kiedy nie wiem, czy w ogóle cokolwiek dla niego znaczę?
Nie wiem, czy będę umiała z nim wprost porozmawiać i powiedzieć co czuję, więc może znacie jakiś sposób, żeby się dobitnie przekonać?
Obserwuj wątek
    • anka_z_lasu Re: Kolejny post o mężczyźnie 26.08.12, 23:36
      Nie znam się więc się wypowiem.

      Naprawdę jedyne co przychodzi mi do głowy to powiedzieć wprost co aktualnie czujesz, ewentualnie dodać, co czułaś w przeszłości i zapytać, na co możesz liczyć. Natychmiastowej i jednoznacznej odpowiedzi raczej bym się nie spodziewała ale przynajmniej oczyścisz sytuację. Dobrze mi gadać, bo sama nigdy czegoś takiego nie zrobiłam, ale na Twoim miejscu byłabym już na tyle zmęczona, że byłoby mi wszystko jedno.
      Brutalnie mówiąc, skoro dotychczas pan nie zaangażował się bardziej, to obawiam się, że wiele z tego nie będzie. Ale jeśli już się uda to albo Wam coś wyjdzie albo raz na zawsze wyleczysz się z tej fascynacji - w każdej sytuacji wygrywasz ;)

      I muszę dodać, że Twoja historia przynajmniej jest uczciwie zawikłana. Trudno dać jednoznaczną radę. Bez obrazy ;)
      • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 08:09
        No głupia ta historia, wiem :)
        Najlepsze jest to, że post napisałam pod wpływem wczorajszego spotkania. Nie żeby coś się działo - po prostu umówiliśmy się na jednodniową wycieczkę po nieco dalszych okolicach naszego miasta i pozwiedzaliśmy a to kopalnię, a to groty jakieś - no taki spontaniczny wypad na jeden dzień, kiedy on jakimś cudem miał wolny weekend.
        A mnie oczywiście serce zabiło mocniej i obudziła się chęć sprawdzenia jak to jest.
        Dzisiaj natomiast - emocje opadły i nie czuję już takiego porywu serca.

        Generalnie jest tak, że bez problemu (no, może z malutkim jednak tak) potrafię żyć bez niego, ale kiedy już zaczynamy się widywać czy nawet częściej rozmawiać to mnie zaczyna go brakować.

        Przy czym bywały momenty, że po którymś spotkaniu przy "kawie ze śmietanką" :D po prostu nie odzywaliśmy się do siebie przez miesiąc. Ja jakoś wtedy stwierdziłam, że nie będę pisać, on chyba też (chociaż nie było ku temu powodów) i nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu.

        Trudno mi uwierzyć, że chodzi tylko o seks, na pewno jakiś cień pozytywnych uczuć jest (nie mówię o miłości rzecz jasna), bo nie trwałoby to przez 5 lat. On od czasu rozstania z tamtą dziewczyną jest sam, a ja przez cały czas trwania związku drżałam, czy on sobie za chwilę kogoś nie znajdzie i teraz, kiedy jestem sama mam przynajmniej poczucie, że gdyby coś to nie stracę go tylko przez to, że jestem zajęta.

        Myślę, że spróbuję zintensyfikować spotkania, choć trudno to wykonać z czlowiekiem, który pracuje po 300-350 godzin w miesiącu :D
        • morela888 Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 19:04
          ukrywam_nicka napisała:

          > Generalnie jest tak, że bez problemu (no, może z malutkim jednak tak) potrafię
          > żyć bez niego, ale kiedy już zaczynamy się widywać czy nawet częściej rozmawiać
          > to mnie zaczyna go brakować.
          No proszę Cię! Zalatuje tym:
          literat.ug.edu.pl/amwiersz/0025.htm

          > Trudno mi uwierzyć, że chodzi tylko o seks,
          Żadna zakochana dziewczyna nie chce wierzyć, że mogłoby chodzić o seks.

          > ja przez cały czas trwania zwi
          > ązku drżałam, czy on sobie za chwilę kogoś nie znajdzie i teraz, kiedy jestem s
          > ama mam przynajmniej poczucie, że gdyby coś to nie stracę go tylko przez to, że
          > jestem zajęta.
          Totalnie Cię "zaklepał". Musisz, po prostu musisz teraz coś zrobić, bo jak sama widzisz wszystko i tak kręci się wokół niego i to od lat. Sprawdź czy w ogóle jest tego wart. Czy można na nim polegać w życiu, czy tylko na kochanka się nadaje. Wówczas zapomnij o nim.
    • marikooo Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 07:56
      Pierwsze, co mi się nasuwa, to pytanie, czy te jego napady zaangażowania wynikają z głębszego uczucia, czy z chęci gonienia króliczka. W końcu raz go wabiłaś, a raz się odsuwałaś - to może budzić albo chęć pogoni, ambicjonalnego udowodnienia sobie, że "ja ją jeszcze zdobędę", albo zniechęcenie. Może spróbuj rozważyć, jak to może wyglądać u niego.

      Druga sprawa: pracoholizm może (chociaż oczywiście nie musi) wynikać z niechęci wracania do pustego domu, w którym nikt na Ciebie nie czeka. U mnie tak było. Przeszło wraz z powrotem ukochanego do chałupy. Ot, taka iskierka nadziei.
    • ciociazlarada Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 11:42
      Nie wiem, czy zrozumiałam dokładnie jak to wygląda, bo pierwszy post jest trochę zagmatwany. Ale przypomina mi ogólnie sytuację z książek typu: "Nie zależy mu na Tobie". No bo imo nie zależy - nie w taki sposób, jakiego wydajesz się oczekiwać.
      Może wywal kawę na ławę jeśli Cię to wszystko mocno gnębi, tyle że wtedy wóz albo przewóz - delikwent może być w siódmym niebie albo uciec gdzie pieprz rośnie.
      • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 13:02
        Kawa na ławę raczej nie wchodzi w grę póki co :) Spróbuję na razie okazać mu więcej zainteresowania i trochę go znowu oswoić.
        • tfu.tfu Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 13:55
          ukrywam_nicka napisała:

          > Spróbuję na razie okazać mu więcej zainteresowania i trochę go znowu oswoić.

          hmmm, po raz kolejny widzę, że mężczyznę postrzega się jako inny gatunek. coś w rodzaju dzikiego zwierza, które trzeba oswajać, a pogadać się nie da :-/
          dziwne to. jak się nie da pogadać to dla mnie nie warto. ale ja już swoją porcję "dzikich zwierząt" przerobiłam i jedyne zwierzę warte "oswajania" to w moim wypadku pies ze schroniska.
          • kis-moho Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 13:58
            > hmmm, po raz kolejny widzę, że mężczyznę postrzega się jako inny gatunek. coś w
            > rodzaju dzikiego zwierza, które trzeba oswajać, a pogadać się nie da :-/
            > dziwne to. jak się nie da pogadać to dla mnie nie warto. ale ja już swoją porcj
            > ę "dzikich zwierząt" przerobiłam i jedyne zwierzę warte "oswajania" to w moim w
            > ypadku pies ze schroniska.

            A jak facet próbuje "oswoić" kobietę, to potem piszą na forum, że oszukiwał w okresie godowym :o)
            Ale Mata Hari ze mnie żadna, więc może się nie znam.
            • tfu.tfu Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 16:15
              może ja mało romantyczna jestem, ale nie lubię tańców godowych ;-) lubię mieć jasną sytuację i lubię rozmawiać z ludźmi. ze swoim psem też lubiłam rozmawiać ;-)

              mnie to "oswajanie" przeszkadza, bo wtedy faktycznie człowiek robi rzeczy, których normalnie nie robi. tańce godowe są oszustwem, bo pokazują nas "lepszymi" lub zgoła innymi niż faktycznie jesteśmy.
              nie wiem, ja się nigdy w tańce godowe nie bawiłam, bo dla mnie to mało zabawne. chyba się już taka stara i mało zabawowa urodziłam ;-)
    • pierwszalitera Nic na siłę 27.08.12, 12:07
      Przecież ty wiesz czego chcesz. Chcesz z nim spróbować, to spróbuj. Podkręć kontakt, pokaż mu zaintereresowanie i stałość z twojej strony. Wcześniej się spotykaliście to teraz też się da, a teraz oboje jesteście wolni więc otwierają się nowe możliwości. I przestań zadawać sobie to idiotycze pytanie, czy coś dla niego znaczysz. Ludzie zaczynają coś dla siebie znaczyć, gdy związek się rozwija, a w żadnym związku do tej pory nie byliście, to była luźna relacja. Nie wiem skąd to przekonanie, że jak facet nie jest w stu procentach zadeklarowany i nie wyznał nam dozgonnej miłości, to nie warto ryzykować. Jeżeli teraz mu jeszcze wiele nie znaczysz, to może niedługo zaczyniesz? Przecież ludzie się zmienieją, uczucia rozwijają, itd. A jak zaczniesz go teraz przyciskać do muru, by definiował i powiedział co do ciebie czuje, to się może wystraszy i zrezygnuje, bo faceci rozumieją czsęto takie deklaracje jako zobowiązanie, a on może przecież teraz jeszcze sam nie wiedzieć, co to właściwie między wami jest i może niedokładnie zrozumieć, co ty właściwie chcesz teraz wiedzieć. Faceci mają często problemy z nazywaniem swoich uczuć, jeżeli nie są jednoznaczne, takie jak "nic od ciebie nie chcę", albo "kocham cię nad życie". A prawda może leżeć przecież gdzieś pośrodku. Nie macie też doświadczenia w takich wspólnych rozmowach, więc może nie zaczynać od spraw aż tak decydujących. Wydaje mi się, że sama jesteś niepewna swoich uczuć, więc chętnie zwaliłabyś odpowiedzialność za niego, niech on decyduje wóz, czy przewóz. Ale tak się nie da. Tu każdy ponosi swoje własne ryzyko. Nie przekonuj go więc dobitnie, tylko daj sobie sama więcej na luz i pozwól się temu rozwijać, od samego początku. Nic na siłę. A może okazać się, że wam wyjdzie. Znam taką parę, on ciągle z kimś innym, ona też, ale bardzo nim zainteresowana, kręcili się wobec siebie, ona nie rezygnowała, po paru latach się pobrali, bo on strasznie się w niej zakochał. Ale nie od samego początku tak bardzo mu na niej zależało.
      • ukrywam_nicka Re: Nic na siłę 27.08.12, 21:03
        Jeśli moje wypowiedzi zabrzmiały tak, jakbym oczekiwała deklaracji to widocznie pisała to moja podświadomość, bo świadomie na pewno nie oczekuję rzucenia mi się na szyję i wyznania, że całe te 5 lat o mnie myślał. Nie planuję też wyznania mu swoich uczuć i rozpłakania mu się.
        Natomiast myślałam raczej właśnie o częstszym spotykaniu się, zaprzestaniu uciekania i maskowania się, może lekkim (!) ociepleniu moich komunikatów. Tak, żeby się właśnie trochę oswoił. Nie planuję odstawiać szopki z męską wersją kwiatów i czekoladek, bo wyglądałoby to śmiesznie w moim wykonaniu, nie jestem typem słodkiej romantyczki.

        Masz rację, że nic na siłę, z resztą z jego grafikiem jest to niemożliwe :D I racja jest również w tym, że bardzo chciałabym, żeby to on za mnie zdecydował - wiedziałabym na czym stoję i mogłabym zareagować.

        Nie czuję się najlepsza w prowadzeniu flirtu i takich męsko-damskich gierek. Do tej pory byłam zdobywana, ale moje związki były udane i to ja je przerywałam, bo czułam się znudzona. Natomiast nigdy nie czulam się na siłach, żeby kogokolwiek zdobywać. Mam powodzenie u mężczyzn (o dziwo nie będąc specjalnie atrakcyjną, taka przeciętna jestem), ale pewności siebie i świadomości atutów u mnie za grosz. Zdecydowanie lepiej się czuję w relacjach kumpelskich, gdzie skupiam się na tym, żeby nikt nie pomyślał, że mi się podoba :D Może "skupiam się" to za mocne słowo - po prostu dbam, żeby facet nie czuł się skrępowany tym, że musi mi dać do zrozumienia, że nie podobam mu się.
        To tak offtopowo, ale może coś pomoże i powie coś o mnie.
    • morela888 Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 18:53
      Wszystko co poniżej napiszę będzie tylko moją próbą "wczucia się" w Twoją sytuację i moimi wnioskami nt. opisanej przez Ciebie sytuacji. Tzn., że to wszystko mogą być kompletne bzdury, bo potrafię oceniać tylko przez filtr własnych zapatrywań. Ale istnieje też szansa, że gdzieś tam Twoją sytuację dobrze wyczuję. Po to to piszę ;-) Zatem: ja piszę co o tym sądzę, a Ty oceniaj wedle własnego rozumu (bądź serca ;-)

      ukrywam_nicka napisała:

      > Znam się z X od 5ciu lat. Praktycznie od początku złapaliśmy kontakt, był jakiś
      > flirt, aż któregoś dnia dostałam obuchem w łeb, bo się okazało, że ma dziewczy
      > nę. W dość głupi sposób, kiedy zapytałam go, czemu nikogo nie ma (chcąc wybadać
      > teren). Jeszcze idiotyczniejsze było to, że zacisnęłam wtedy zęby (głupia, mlo
      > da i naiwna) i uznałam, że nie przeszkadza mi to i że możemy się przyjaźnić. Po
      > grążę się dalej - zdarzyło się nam pójść za daleko nie raz. Były jakieś wyjazdy
      > , maratony filmowe - widywaliśmy się ze sobą częściej niż on ze swoją dziewczyn
      > ą. Zakochałam się i miotałam ciągle no bo była ona, a my byliśmy w głupiej rela
      > cji, że nie rozmawialiśmy o tym co jest między nami. Potrafiliśmy rozmawiać bar
      > dzo szczerze o wszystkim, ale nigdy o nas. Potrafił być szalenie troskliwy, zab
      > iegał o tę znajomość, więc przez cały ten czas modliłam się kiedy w końcu się r
      > ozstaną. Byłam przekonana, że zajmę jej miejsce i będę szczęśliwa. W międzyczas
      > ie kogoś miewałam i wtedy kontakt się nam rozluźniał (na tyle, że nie było mowy
      > o zdradzaniu moich partnerów). Potem się sypało i wracaliśmy do tych dziwnych
      > spotkań.
      Z tego mi wynika, że byłaś w nim zwyczajnie zakochana i to dość mocno.

      > Dwa lata temu zerwali. Krótko przed tym przeczytał moją wiadomość do kogoś, że
      > niczego tak nie pragnę jak tego, żeby wreszcie ta sytuacja się rozwiązała i żeb
      > y się rozstali. No spadło to jak z nieba niemal. Wysłał mi od razu smsa, że jes
      > t wolny, a następnego dnia wyjeżdżaliśmy na planowaną od dawna konferencję.
      > I wtedy nie wiem jak to się stało, ale poznałam kogoś innego, bardzo szybko zac
      > zęliśmy ze sobą być (nie byłam przekonana, ale w tamtym okresie bardzo chciałam
      > kogoś mieć i tak jakoś wyszło).
      A tu nasuwa mi się pytanie jak to się stało, że z X nic nie wyszło? Przecież Ty "niczego tak nie pragnęłaś jak żeby oni się rozstali" oraz on Ci napisał, że jest wolny. To co się stało, że nic się między Wami wtedy nie stało? Wiem, że napisałaś, że nie wiesz, ale skup się ;-)

      Przeżyliśmy ze sobą dwa lata, aż w końcu skońc
      > zyło się, bo ja wciąż nie byłam pewna swoich uczuć (i ciągle myślałam i tęsknił
      > am za X, ale o tym już nie mówiłam nikomu). Znajomość z X miała wtedy różne eta
      > py - a to spotykaliśmy się jak dawniej, a to potrafiliśmy nie rozmawiać przez d
      > wa miesiące. (...)
      Jakoś mocno podkreślasz te 2 miesiące. Jakby Cię zabolało, że się w tym czasie nie odzywał.
      Czy przesadzam i tak nie było?
      > Miałam przez cały ten czas (odkąd poznałam X) dwa uczucia: raz, że jest jakoś z
      > aangażowany, a raz, że jestem mu kompletnie obojętna i łączy nas tylko łóżko i
      > kilka szczerych rozmów i fajnych wyjazdów. No bo jak można do bliskiej osoby ni
      > e odzywać się dwa miesiące?


      Te 2 ambiwalentne uczucia: że jest zaangażowany bądź, że mu nie zależy oznaczają wg mnie mniej więcej tyle, co potocznie określa się "wysyłaniem sprzecznych sygnałów". To jeszcze o niczym nie świadczy.

      > Teraz kiedy rozstałam się z facetem chciałabym chociaż spróbować być z X. Po to
      > , żeby przekonać się, że nic z tego nie będzie, bo towarzyszy mi nieustannie po
      > czucie, że jest absolutnie beznadziejnym facetem, nie pasuje do mnie, nie dogad
      > amy się, nawet nie wiem, czy on się nadaje do związku z kimś. Nic jednak nie po
      > radzę, że mam świra na jego punkcie i nie mogę o nim zapomnieć.
      No teraz Ty piszesz trochę ambiwalentnie. Może to Ty mu wysyłasz te sprzeczne sygnały? ;-)
      Bo raz piszesz, że "towarzyszy ci nieustannie poczucie", że nic z tego nie będzie, a następnie, że masz świra na jego punkcie i że chciałabyś spróbować z nim być.
      Ziemia do ukrywam_nicka: gdy jesteśmy przekonani, że dany związek nie ma szans to nie dążymy do jego nawiązania ;-). Przeciwnie. Ty jednak zdajesz się mi chcieć po prostu tego związku, ale obawiasz się o to, czy on też. Przynajmniej ja tak to odbieram.

      Wg mnie Twoje słowa znaczą, że X jest dla Ciebie facetem-odnośnikiem. On zawiesił poprzeczkę i jak do tej pory innych mężczyzn odbierasz w ten sposób, że nie tworzą na potrzeby związku z Tobą własnej narracji, ale odnoszą się tylko do tego, co do Twojego życia wniósł X. Czyli: on od 5 lat jest numerem jeden i nawet chłopak, z którym byłaś parę lat stał na niższej pozycji niż X. To nie jest typowe i normalne. Zwykle jednak partnerzy są ważniejsi niż wcześniejsi kochankowie i kumple.

      Generalnie wynika mi z Twojej wypowiedzi, że Ty od początku byłaś w nim zakochana, ale widocznie dobrze udawałaś brak zaangażowania i teraz może wreszcie zaczynasz odczuwać, że tak długo ciągnąć nie można, bo choć "udajesz", że jest Ci to obojętne to w rzeczywistości cierpisz. Bo kochasz i jesteś niepewna co do uczuć 2 strony.
      Jeśli moje filozofowanie powyższe opisuje Twoją sytuację to radzę Ci:
      1) przyznać się przed samą sobą, że jesteś w nim zakochana i to od paru lat. Zaakceptować ten stan rzeczy, by potem przejść do działania.
      2) Mianowicie: skoro Ty jesteś zakochana a jego uczucia mogą wyglądać tylko tak, że on ten stan ducha podziela bądź nie, to opcja 2 tj. sytuacja, w której on nic do Ciebie nie ma, nie zależy mu itd. krzywdzi Cię. Bo dostajesz wówczas mniej niż sama oferujesz. Ale może on podziela Twoje uczucia. Jeśli tak to rozumiem, że lepiej wg Ciebie być nie może. Wszystko przed Wami.
      Zatem: w Twoim interesie leży przestać żyć w niepewności i poznać jego opinię. Przestań chować głowę w piasek, dowiedz się co on o tym sądzi. Rozumiem, że łatwo mi pisać, ale przyjęłam, że nie macie nastu lat a sytuacja, w której 2 ludzi decyduje się być razem jest najnormalniejsza w świecie. Normalniejszym na pewno niż spotykanie się z jednym a trwanie w związku z drugim.
      Macie jakąś wspólną przeszłość, nie zaczynalibyście od zera. Jeśli on by jednak powiedział, że nie, że nie czuje tego do Ciebie, bardziej kocha pracę etc. to też staraj się to zaakceptować i tworząc kiedyś nowy związek mieć pewność, że nie było szans by być z X.

      Albo postaw sprawę konkretnie: spotykać się z Tobą, sypiać może, ale już zaangażować się i stworzyć coś sensownego już nie? To chyba świadczy o tym, że coś z nim jest nie tak.
      Przypominam: on będąc z dziewczyną zdradzał ją z Tobą, Ty będąc z chłopakiem spotykałaś się z nim. Nie sądzisz, że to dziwne? Że dorośli ludzie szybciej powinni spróbować być razem niż towarzyszyć sobie nawzajem w życiu z kimś innym.

      > Jak zdobyć kogoś, kto jest nieuleczalnym chyba pracoholikiem, mam wrażenie, że
      > jestem mu już obojętna i ciężko się z nim rozmawia, bo w zasadzie nigdy nie roz
      > mawialiśmy o nas? Czy to w ogóle ma sens,kiedy nie wiem, czy w ogóle cokolwiek
      > dla niego znaczę?
      > Nie wiem, czy będę umiała z nim wprost porozmawiać i powiedzieć co czuję, więc
      > może znacie jakiś sposób, żeby się dobitnie przekonać?
      Nie wiem czemu, ale irytują mnie te pytania ;-).
      Ja na Twoim miejscu nie myślałabym w ogóle o zdobywaniu go. Czy on nie ma za dobrze? A to jesteś jego kochanką, a to się widujecie mimo trwania Twego związku. Jeśli coś miał do Ciebie poczuć to już to poczuł.

      W wersji pesymistycznej może być tak, że pasujesz mu jako kochanka i ktoś z doskoku. I ewentualnie chętnie "przykryje się" pracocholizmem, chętnie będzie Ci utrudniał rozpoczęcie "poważnej rozmowy".
      Dlatego nie daj się, nie daj by padał cieniem na kolejne Twoje związki. Walcz o swoje!

      Trafiłam cokolwiek, z jakąkolwiek oceną? ;-)
      • azmb Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 20:02
        Morelo, wg. mnie bardzo jasno i wszechstronnie spojrzałaś na problem autorki (Ukrywającej nicka). Z mojej strony tylko taka praktyczna podpowiedź: jak Ukrywająca nie umie powiedzieć swojemu- nieswojemu mężczyźnie co czuje, czego oczekuje, to może niech do niego napisze?
      • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 20:53
        Zmroził mnie Twój post :D Wydaje mi się, że "wywlekłaś" wszystkie moje lęki i obawy :)

        Nie za bardzo chciałam, żeby jednak okazało się, że to tak silne uczucie. O ironio, sądziłam do tej pory, że nie jestem do takowego zdolna, bo dość szybko nudzę się mężczyznami - moje poważniejsze związki nie przekraczają 2 lat i po tym czasie czuję, że się wypalam i tracę zainteresowanie. A ta fascynacja (chyba wolę to słowo ;)) trwa znacznie dłużej.

        Dopuszczam możliwość, że sama namieszałam, bo rzeczywiście - nie było ze mną lekko. Bywały rzadkie momenty (na palcach jednej ręki mogę policzyć) kiedy po ktorymś spotkaniu pisałam delikwentowi, że mam dość, bo po naszych schadzkach czuję się miękka i tęsknię (jak na mnie jest to wielkie wyznanie!), ale niestety spotykałam się z ciszą, co przechyla szalę na stronę poglądu, że X jednak niczego nie chce. Choć może być również tak, że nie wiedział co napisać, bo jednak jest to niezbyt prosty komunikat - niby miły, ale nie do końca. Poza tym radziłam sobie z tą tęsknotą wtedy i tłumaczyłam sobie, że głupia baba miała wyrzut oksytocyny i wariuje.

        Dlaczego nie "zaczekałam" na niego dwa lata temu? Bo chyba nie wierzyłam, że coś może się jednak wykluć. Uległam zabieganiu innego i mimo, że uważam byłego za najwspanialszego człowieka na świecie to nie pasowaliśmy do siebie. Nie jestem romantyczką, nie lubię czułych wyznań - bardziej chyba pasuje mi taki skomplikowany typ jak X niż facet, który ma serce na dłoni i zrobiłby dla mnie wiele.

        Wpadłam na idiotyczny może pomysł, że jak go spotkam to go spiję i wezmę na spytki :D A w razie niepowodzenia uznam, że rozmowy nie było i żadne z nas nie będzie czuło się skrępowane tym co się stało. Głupi pomysł pewnie, ale nie mieści mi się w głowie, żebym na trzeźwo miała mu się przyznać do jakiegokolwiek uczucia. Mogę w żartach powiedzieć, że się stęskniłam, ale na poważnie nie przejdzie mi to przez gardło.

        Coś w tym jest, ze piszesz, że to dziwna sytuacja gdy dwie osoby widują się i są kochankami (brr, nie cierpię tego słowa) mimo innych partnerów na stałe. Ale ciągle z tyłu głowy mam to, że może po prostu jesteśmy puszczalscy. Co lepsze - prawdopodobnie byłabym w stanie się teraz z kimś związać w nadziei, że będzie klinem i wybije mi X z głowy. Tylko racjonalne myślenie każe mi nie zniszczyć komuś jakiegoś czasu, który ta osoba spędziłaby ze mną.

        W tym problem - niemal każde jego zachowanie jestem w stanie zinterpretować na dwa sposoby. On pewnie moje też, nie zdziwiłabym się. Dlatego to wszystko jest takie głupie :) I w sumie to może powinnam prosić o rady jak się z tego wyleczyć, bo zapewne byłoby łatwiej. Nie wierzę, że takie historie kończą się happy endem, nie gramy w filmie.
        • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 21:21
          Coś mi jeszcze wpadło do głowy.
          Sytuacja z dzisiaj:
          Wróciłam do domu, odezwałam się do niego, odpisał, wymieniliśmy co u nas słychać na dzisiaj i stwierdził, że musi lecieć. Jestem przekonana, że pojechał do pracy, ale ciekawi mnie której. Normalny człowiek napisałby zatem smsa, gdzie to drugie tak popędziło. Ja niestety tego zrobić nie umiem, żeby nie poczuł się przypadkiem zaszczuty, bo sama nie za bardzo lubię się spowiadać drugiej osobie z tego gdzie jestem i co robię. Ja wiem, że to zwykłe pytanie jest i moje wątpliwości są absurdalne, ale takie właśnie odruchy w sobie przez te 5 lat wyrobiłam. O nic nie pytam, jak chce to mówi, jak nie to nie dopytuję i w drugą stronę jest tak samo, bo też nie piszę mu gdzie wychodzę. Nie zwierzałam mu się nigdy z problemów w moim związku, on mnie częściej, ale też niezbyt obficie.
          W sumie to zastanawiam się, czy my się dobrze znamy :D Do tej pory wydawało mi się, że tak, bo kiedyś stwierdził, że boi się tego, że tak dobrze odgaduję jego intencje. Zdarzało mi się nie raz zaczepnie coś stwierdzać i wprost mówić co myślę o jakimś jego zachowaniu i wtedy właśnie mówił, że za dobrze go znam i że nic się nie ukryje. Ale znowu - mógł być to tylko flirt i gra.

          Eh, dobrze się czasem tak wygadać, wybaczcie mi ten flood :)
          • morela888 Re: Kolejny post o mężczyźnie 29.08.12, 19:57
            Sorry za to, co zaraz napiszę, ale myślę o nim coraz gorzej ;-)

            Nie ma sensu zastanawianie się czy się dobrze znacie czy nie, bo nie może nic zmienić.

            Problem jest taki: chciałabyś zapytać, ale tego nie robisz, bo tak się między Wami porobiło. Czyli dyskomfort jest po Twojej stronie,a Ty dbasz, by go chociaż nie zaszczuć. Czy on dba byś mogła się wygadać gdy zechcesz?

            > W sumie to zastanawiam się, czy my się dobrze znamy :D Do tej pory wydawało mi
            > się, że tak, bo kiedyś stwierdził, że boi się tego, że tak dobrze odgaduję jego
            > intencje. Zdarzało mi się nie raz zaczepnie coś stwierdzać i wprost mówić co m
            > yślę o jakimś jego zachowaniu i wtedy właśnie mówił, że za dobrze go znam i że
            > nic się nie ukryje. Ale znowu - mógł być to tylko flirt i gra.
            A to mi zalatuje złymi intencjami. Bo mogłabyś się domyśleć, że tylko z Tobą pogrywa?
            Rozpamiętywanie takich rozmów bywa milusie, ale pomyśl raczej o czymś konkretnym jeśli swoją sytuację względem jego chcesz polepszyć.
        • pinupgirl_dg Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 21:41
          > Coś w tym jest, ze piszesz, że to dziwna sytuacja gdy dwie osoby widują się i s
          > ą kochankami (brr, nie cierpię tego słowa) mimo innych partnerów na stałe. Ale
          > ciągle z tyłu głowy mam to, że może po prostu jesteśmy puszczalscy.

          Oj tam, po prostu nie dla wszystkich ludzi wierność jest ważna. Dla Was może nie być. Zastanowiło mnie tylko to, co napisałaś, że Ty trzymałaś dystans na tyle, żeby nie było mowy o zdradzie - dlaczego? Naprawdę myślisz, że to nie jest ok, czy uważasz, że tak "wypada"? Z ciekawości pytam, bo w temacie chyba za wiele nie pomogę :).
          • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 27.08.12, 21:51
            pinupgirl_dg napisała:

            > Oj tam, po prostu nie dla wszystkich ludzi wierność jest ważna. Dla Was może ni
            > e być. Zastanowiło mnie tylko to, co napisałaś, że Ty trzymałaś dystans na tyle
            > , żeby nie było mowy o zdradzie - dlaczego? Naprawdę myślisz, że to nie jest ok
            > , czy uważasz, że tak "wypada"? Z ciekawości pytam, bo w temacie chyba za wiele
            > nie pomogę :).

            Jedna znajomość sprawiła, że nie chciałam się z nim spotykać - byłam zauroczona tamtym facetem, ale niestety się rozpadło. Następne były chyba próbą niespotykania się z X i ułożenia sobie życia z kimś - chciałam być uczciwa i porządna, i wybić sobie z głowy tę nieszczęsną znajomość.
        • morela888 Re: Kolejny post o mężczyźnie 29.08.12, 19:51
          Zatem jeśli trafiłam z oceną, to kontynuuje moją dedukcję ;-)

          ukrywam_nicka napisała:

          > Nie za bardzo chciałam, żeby jednak okazało się, że to tak silne uczucie. O iro
          > nio, sądziłam do tej pory, że nie jestem do takowego zdolna, bo dość szybko nud
          > zę się mężczyznami - moje poważniejsze związki nie przekraczają 2 lat i po tym
          > czasie czuję, że się wypalam i tracę zainteresowanie. A ta fascynacja (chyba wo
          > lę to słowo ;)) trwa znacznie dłużej.

          Takie mamy czasy, że się przyznać do sypiania z kimś jest ludziom łatwiej niż do własnych uczuć względem kogoś.
          Uciekanie w "niezależną" nomenklaturę ("fascynacja" zamiast "uczucie") to przejaw dalszego nieprzyznawania się przed sobą do własnych uczuć. A radziłam przecież od tego zacząć ;-)

          > Dopuszczam możliwość, że sama namieszałam, bo rzeczywiście - nie było ze mną le
          > kko. Bywały rzadkie momenty (na palcach jednej ręki mogę policzyć) kiedy po kto
          > rymś spotkaniu pisałam delikwentowi, że mam dość, bo po naszych schadzkach czuj
          > ę się miękka i tęsknię (jak na mnie jest to wielkie wyznanie!), ale niestety sp
          > otykałam się z ciszą, co przechyla szalę na stronę poglądu, że X jednak niczego
          > nie chce. Choć może być również tak, że nie wiedział co napisać, bo jednak jes
          > t to niezbyt prosty komunikat - niby miły, ale nie do końca.
          Moim zdaniem tłumaczysz go. Nie wiedział co napisać? Bo nie ma serca? żadnego nawet: "bardzo mi miło to słyszeć"? Chyba interpretujesz jego zachowanie korzystniej niż by na to sytuacja wskazywała. Rozumiem, że czasy są takie, że również bycie "miłym" nie jest modne i ludzie nie przyznają się, że tak chcą być traktowani, ale moim zdaniem brak reakcji na takie Twoje wyznanie jak najbardziej coś znaczy. Negatywnego coś.
          Inaczej: gdybyś myślała o nim jako o swoim przyszłym partnerze to czy chciałabyś by on pozostawał wobec Ciebie obojętny (jak obojętny był w tej sytuacji)? Innymi słowy: żeby w ten sposób olewał Twoje uczucia? Bo ja bym wolała kogoś, kto by przynajmniej się wysilił, żeby napisać co najmniej cokolwiek.
          Znowu: kochać się z Tobą potrafi a ukoić Twoich uczuć już nie? Chyba jest jakiś wybrakowany :P

          W tym świetle, nie dziwię się, że nie palisz się do wyznawania mu uczuć. Bo on na tym polu z Tobą nie współdziała. A może nawet własnym milczeniem ucisza Twoje nieliczne próby.
          Zastanów się czy chciałabyś żyć z kimś takim?

          Poza tym radziłam
          > sobie z tą tęsknotą wtedy i tłumaczyłam sobie, że głupia baba miała wyrzut oksy
          > tocyny i wariuje.
          Innymi słowy: było Ci miło jeszcze po spotkaniu. Przy kochającym facecie myślałabyś: "chwilo trwaj, jakże jesteś piękna", a przy nim musisz sobie z uczuciami "radzić". Czyli je wygłuszać? Pomyśl jak fajnie byłoby żyć z kimś kto by Twoje uczucia podzielał.

          > Nie jestem
          > romantyczką, nie lubię czułych wyznań - bardziej chyba pasuje mi taki skomplik
          > owany typ jak X niż facet, który ma serce na dłoni i zrobiłby dla mnie wiele.
          To też jest tak, że wiele robią faceci, którym zależy na kobiecie. Czyli, że nie tyle jest to wg mnie cecha charakteru co sposób zachowania wobec osoby, o którą się dba w konkretnym stanie ducha. Czyli mówisz, że wolisz, gdy się o Ciebie nie dba? ;-) tj. Cię nie kocha?
          Uważam, że prawdopodobnie zupełnie inaczej odbierałabyś przejawy dobroci, które ofiarowywałby Ci ktoś, na kim Ci zależy (czytaj: z kim rzeczywiście chciałabyś być).
          Bo w ten sposób wg mnie błędnie oceniasz mężczyzn. Może Twój były zawinił zbytnim odkryciem się, czego Ty nie lubisz (mały dreszczyk niepewność bywa fajny, ale to zupełnie coś innego niż ignorowanie czyichś uczuć).

          > Wpadłam na idiotyczny może pomysł, że jak go spotkam to go spiję i wezmę na spy
          > tki :D A w razie niepowodzenia uznam, że rozmowy nie było i żadne z nas nie będ
          > zie czuło się skrępowane tym co się stało. Głupi pomysł pewnie, ale nie mieści
          > mi się w głowie, żebym na trzeźwo miała mu się przyznać do jakiegokolwiek uczuc
          > ia. Mogę w żartach powiedzieć, że się stęskniłam, ale na poważnie nie przejdzie
          > mi to przez gardło.
          Pomysł jasne, że dziecinny, ale jeśli jedyny byś czegokolwiek się od niego dowiedziała lub jemu powiedziała...

          > Coś w tym jest, ze piszesz, że to dziwna sytuacja gdy dwie osoby widują się i s
          > ą kochankami (brr, nie cierpię tego słowa) mimo innych partnerów na stałe. Ale
          > ciągle z tyłu głowy mam to, że może po prostu jesteśmy puszczalscy.
          W to, że on czerpie korzyść po prostu z Tobą sypiając-w to nie wątpię.
          Ale Ty odnosisz się do jego osoby wchodząc w związki z innymi, co oznacza, że jest dla Ciebie dużo ważniejszą osobą niż kochankiem. Ma duży/ogromny wpływ na Twoje życie i Twoje życiowe wybory. Powtarzam: przyznanie się przed samą sobą do własnych uczuć to pierwszy krok by wybrnąć z takiej sytuacji.

          Zrozum: nie ma partnerstwa, sprawiedliwości, ani równych relacji, gdy jednej osobie zależy a drugiej nie. Absolutnie prawdę mówi ten banał, że kto kocha bardziej ten zawsze przegrywa (bo drugiemu nie zależy bądź zależy mniej, więc w bardzo ograniczonym zakresie lub wcale można go zranić, podczas gdy drugą osobę przeciwnie=musisz zadbać o siebie i zacząć chronić siebie).

          Co lepsze -
          > prawdopodobnie byłabym w stanie się teraz z kimś związać w nadziei, że będzie
          > klinem i wybije mi X z głowy. Tylko racjonalne myślenie każe mi nie zniszczyć k
          > omuś jakiegoś czasu, który ta osoba spędziłaby ze mną.
          A co z Twoim czasem?
          Ktoś, kto pisał w tym wątku, że nieziszczone związki są najlepsze ma rację.
          Tak się nie buduje związków (choć oczywiście zdarza się, że i z takiej motywacji "wychodzą" udane relacje). Czy nie postrzegasz swego stanu jak choroby, na którą lekiem jest tylko on lub Twoja żmudna praca nad nauczeniem się, że można inaczej? (W tym układzie inni faceci są jak te wszystkie herbatki z malin, cytryny i ciepłe skarpetki-miłe to i nieskuteczne).

          > W tym problem - niemal każde jego zachowanie jestem w stanie zinterpretować na
          > dwa sposoby. On pewnie moje też, nie zdziwiłabym się. Dlatego to wszystko jest
          > takie głupie :) I w sumie to może powinnam prosić o rady jak się z tego wyleczy
          > ć, bo zapewne byłoby łatwiej. Nie wierzę, że takie historie kończą się happy en
          > dem, nie gramy w filmie.
          Albo dowiedz się czy on widzi szansę byście spróbowali być razem albo zaczynaj leczyć się z niego jak najprędzej.
          • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 29.08.12, 21:43
            Rozumiesz już czemu jestem przekonana, że to niezbyt dobry wybór na partnera ;) Nic mi też nie przyjdzie z tego, że się przyznam do uczuć, bo niewiele to zmieni. Z chęcia i wdzięcznością przygarnę rady, jak się wyzbyć tego "uczucia" - całkowite zerwanie kontaktu bez ewidentnego trzaskania drzwiami jest trudne, bo gad sam się odzywa po jakimś czasie.

            Na jutro jesteśmy umówieni na kino (nie żadne romantyczne, znamion randki to to nie ma), a potem i tak co najmniej kilka tygodni się widzieć nie będziemy, to i spokoju w życiu trochę będzie.

            Ze skruchą przyznaję też, że brakuje mi odrobinę takiej niepewności uczuciowej, a i profitów dla niego z naszych spotkań nie ma żadnych łóżkowych, więc i nie ryzykuję za dużo (emocjonalnie rzecz jasna).

            Dziękuję morelo za te wyczerpujące wypowiedzi :D Jesteś kubłem zimnej wody, którego mi trzeba :)
    • niktniewiekimjestem Re: Kolejny post o mężczyźnie 28.08.12, 10:54
      Ja też ukrywam nicka, a co.

      Twój post jest tak długi, że kiedy docieram do końca nie pamiętam początku. To nie ze złośliwości, to stara matura. Pytasz, czy jest sposób, by się dobitnie przekonać. Otóż moim zdaniem nigdy nie ma gwarancji, wszystko pokazuje dopiero czas i współżycie w czasie. Więc możesz jedynie szczerze i zwyczajnie z nim porozmawiać, przedstawić swoje stanowisko i roboczo przyjąć, że jeśli gość je podziela, to mówi prawdę. A potem jednak czekałobym na jego ruch, mimo panującej mody na żeńską aktywność ponad wszystko. Niech on przeżuje i się określi wystarczająco dla Ciebie dobitnie.

      I jeszcze jedna moja refleksja - otóż wiadomo, że najlepsze są te związki do końca nigdy nie zaistniałe. Ten facet niedoszły na pewno dziewczyny nie rani, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, rajstop kostropatymi paluchy nie zaciąga. A na wyspach Bergamutach podobno jest kot w butach. Realizacja marzenia o ideale związek idealny niszczy. Dlatego to właśnie partnerzy nieosiągalni tudzież nieosiągnięci zdają nam się tacy ponętni. Piszemy o nich długie posty, ukrywamy pseudonimy, bijemy się z myślami. Wnosi to trochę tak potrzebnej poezji do prozy życia.
      • ko_kartka Re: Kolejny post o mężczyźnie 29.08.12, 00:11
        niktniewiekimjestem napisał(a):
        >
        > I jeszcze jedna moja refleksja - otóż wiadomo, że najlepsze są te związki do ko
        > ńca nigdy nie zaistniałe. Ten facet niedoszły na pewno dziewczyny nie rani, nie
        > unosi się gniewem, nie pamięta złego, rajstop kostropatymi paluchy nie zaciąga
        > . A na wyspach Bergamutach podobno jest kot w butach. Realizacja marzenia o ide
        > ale związek idealny niszczy.

        Miałam kiedyś takich przyjaciół. Męskich. Znaczy, ze sobą się przyjaźnili, a ze mną stworzyli na pewien czas wspólną paczkę (nie tylko ze mną, oczywiście). I tak mi się jeden podobał, że jacię. Przeszło mi, jak mnie pocałował - miał trwać na piedestale ideału męskiego wdzięku i czaru, a nie poddawać się zwyczajnym chuciom jak człowiek! No to drugi - tak, tak, bawiły mnie szalenie te podchody - czy to już, czy jeszcze nie... a może teraz... ale nie... jeszcze nie... Jak zaczął ode mnie wymagać deklaracji, to od razu się zrobiłam mocno zasadnicza, bo mi się przyjemna zabawa skończyła.

        Moim zdaniem - ten Twój króliczek nie wart jest dogonienia.
    • iw1978 Re: Kolejny post o mężczyźnie 04.09.12, 14:29
      Bez wdawania się w szczegóły i analizowania motywów Twoich i mężczyzny.

      Ja zagrałabym w otwarte karty (no może częściowo otwarte) i spróbowała doprowadzić do autentycznego bycia razem. Z doświadczenia wiem ( może nie aż takiego jak Twoje - kawa była bez śmietanki :P ), że największym balastem są fascynacje, z których nic nie wyszło w sensie związku. Często łatwiej zapomnieć o "miłości życia", z którą przeżyło się związek zakończony klapą, niż o fascynacji, z którą do związku nie doszło. Najgorsze jest idealizowanie, gdybanie. Potrafią naprawdę być obciążeniem. Po nieudanym związku jest rozpacz/ żal/ żałoba/ cokolwiek, a potem człowiek idzie jednak do przodu.

      Moim zdaniem, jeśli się nie odważysz i nie spróbujesz, to ta fascynacja będzie Ci się kładła cieniem na każdym związku.
      • niktniewiekimjestem Re: Kolejny post o mężczyźnie 04.09.12, 14:49
        No proszę. Jak to cudownie, że tak różny stosunek można mieć do tej samej kwesti:)

        Ty napisałaś: "największym balastem są fascynacje, z których nic nie wyszło w sensie związku. (...) Najgorsze jest idealizowanie, gdybanie. Potrafią naprawdę być obciążeniem".

        Ja napisałom: "najlepsze są te związki do końca nigdy nie zaistniałe. (...) Realizacja marzenia o ideale związek idealny niszczy. Dlatego to właśnie partnerzy nieosiągalni tudzież nieosiągnięci zdają nam się tacy ponętni".

        Moje byłe związki, doszłe i niedoszłe, nie zdają mi się ciężarem, nie chcę o nich zapominać, nie naruszają harmonii mojego obecnego związku doszłego.
        • iw1978 Re: Kolejny post o mężczyźnie 04.09.12, 17:56
          Dla mnie w aktualnym związku też nic nie jest balastem :)

          Ale czasem jest tak, że ten niezrealizowany związek idealny sprawia, że wszystkie inne są nieidealne i nie dostają swojej szansy. I ja wiem, że fajnie jest gonić króliczka, ale w pewnym momencie jeszcze fajniej jest tego swojego króliczka dogonić :)

          W jednym natomiast się zgadzam - różnice poglądów są super.
          • niktniewiekimjestem Re: Kolejny post o mężczyźnie 04.09.12, 18:25
            Świadomość, że realizacja związku związek z różowej mgiełki odziera, wystarcza, by związkom zaistniałym zarzutu z nieidealności nie czynić.

            Kilka króli w życiu się łapie, po kilka nie wyciągnie rąk, ale to nie znaczy, że się je uporczywie goni. Ich potencjalne istnienie pociągu do gonitwy we mnie nie wzbudza.
          • pinupgirl_dg Re: Kolejny post o mężczyźnie 04.09.12, 21:47
            > Ale czasem jest tak, że ten niezrealizowany związek idealny sprawia, że wszystk
            > ie inne są nieidealne i nie dostają swojej szansy. I ja wiem, że fajnie jest go
            > nić króliczka, ale w pewnym momencie jeszcze fajniej jest tego swojego króliczk
            > a dogonić :)

            Pocieszę i nie pocieszę. Mi się tam nic cieniem nie kładzie, ale kładło się długie lata. Moim zdaniem to nie ma nic wspólnego z realizacją, ale z czasem, który musi minąć, żeby się wyleczyć z fascynacji (chociaż może i faktycznie, zaciąganie rajstop kostropatymi paluchami może pomóc w leczeniu). U mnie to, niestety, kilka lat. Czy by było szybciej, gdyby była realizacja - raczej nie, bo cień mi się kładł i po związku już zaistniałym. Ale jak już mi przeszło, to żadnej chemii, wspomnień, żalu i innych cieni. Bardziej mi żal spoglądając na mój poprzedni, w którym zaciąganie rajstop było na porządku dziennym, cieniem mi się nie kładzie, ale przykro, że się skończyło tak, jak się skończyło.
        • morela888 Re: Kolejny post o mężczyźnie 04.09.12, 19:16
          niktniewiekimjestem: weź pod uwagę, że ona spotykała się z X podczas związku z innym facetem+pisała, że chciałaby spróbować być z X+że chciałaby wyleczyć się z fascynacji nim. To wg mnie znaczy tyle, że jej relacja z X kładzie się cieniem od jakiegoś już czasu na stosunki z innymi facetami i życie w ogóle. Ma pewien negatywny wydźwięk.

          Moim zdaniem, cieszyć się z relacji "niezaistniałej", rozumianej jako np. rozmyślanie o tym jak fajnie by było gdyby była z X na przykład można tylko gdy jest się wyleczonym ze słabości do tej osoby. A ukrywam_nicka chyba nie jest. Więc być może to są inne stany rzeczy zupełnie.
    • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 16.09.12, 19:31
      Chyba winna jestem kilka słów o tym, jak się wszystko rozwiązało. A właściwie rozwiązuje ;)
      Powooli, powolutku się pan oswaja. Ja z resztą też, bo dojrzewam do myśli, że się forma znajomości kiedyś może zmienić. Wzbudza to moje lekkie obawy i ułatwia niespieszenie się z czymkolwiek.
      Posłuchałam rady pierwszejlitery i swojej intuicji, żeby zacząć mu tak zwyczajnie okazywać sympatię - zapytać co słychać, napisać w ciągu dnia, zaproponować wyjście do kina. I to działa ;) Pan sam z siebie zaczyna pisać dość często, pyta co u mnie, jak wychodziłam w nocy, a on pracował to dopytywał, czy wróciłam bezpiecznie. Próbuję przełamać się i czasem napisać coś miłego - byłam z siebie szalenie dumna, gdy udało mi się napisać po wyjściu do kina i spacerze, że fajnie było go zobaczyć :D Ciężki z nas przypadek, bo za olbrzymi sukces uważam, że odpisał, że cała przyjemność po jego stronie :D
      W tej chwili planujemy wspólny wyjazd na konferencję listopadową w góry :)
      • kk345 Re: Kolejny post o mężczyźnie 16.09.12, 19:54
        Jesteście na dobrej drodze, tak trzymaj:)
      • pierwszalitera Re: Kolejny post o mężczyźnie 16.09.12, 22:13
        ukrywam_nicka napisała:

        > Posłuchałam rady pierwszejlitery i swojej intuicji, żeby zacząć mu tak zwyczajn
        > ie okazywać sympatię - zapytać co słychać, napisać w ciągu dnia, zaproponować w
        > yjście do kina. I to działa ;)

        No i super! :-) Ale ta metoda funkcjonuje u jakiś 85% facetów. Ci, u których nie funkcjonuje, mają zwykle przerośnięte ego i nie warto się o nich starać. ;-)
        • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 17.09.12, 17:21
          pierwszalitera napisała:

          > No i super! :-) Ale ta metoda funkcjonuje u jakiś 85% facetów. Ci, u których ni
          > e funkcjonuje, mają zwykle przerośnięte ego i nie warto się o nich starać. ;-)

          Ja jestem wręcz zaszokowana jej skutecznością :) Widać też, że dużo sama miałam na sumieniu, skoro facet robi się momentami aż słodki tylko przez to, że zaczęłam sama częściej pisać i interesować się tym, co się u niego dzieje.
          • pierwszalitera Re: Kolejny post o mężczyźnie 17.09.12, 23:29
            ukrywam_nicka napisała:

            > Ja jestem wręcz zaszokowana jej skutecznością :)

            No co ty? Nigdy nie czytałaś "Przeminęło z wiatrem"? ;-) To dobra szkoła uwodzenia facetów i od tego czasu wiele się nie zmieniło, bo tu działa stara psychologiczna zasada - lubimy ludzi, którzy nas lubią i nami się interesują. Oczywiście w małoletnim wieku chłopcy to często jeszcze neandertalczycy, więc można wpaść w kategorię "mięso samo pełzające do piaskownicy", ale im dojrzalszy facet, tym bardziej ceni sobie kobietę pokazującą zainteresowanie i doceniającą jego osobę, z taką kobietą przyjemniej się bowiem żyje. ;-)
            • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 19.09.12, 11:10
              Do szału mnie doprowadza ten człowiek.
              Wczoraj gadał takie bzdury, że miałam ochotę go udusić. Rozmawiamy o czymś i nagle palnął coś w stylu "ja teraz jestem sam i doceniam dobre strony tego... ale są też złe... a w ogóle to nieważne". Wtedy śmiać mi się chciało, bo wyglądało to tak jakby sobie coś rzucił tak, potem zreflektował się, że to źle brzmi i ostatecznie chciał uciąć temat, ale dzisiaj się zastanawiam, czy nie chciał czegoś dać do zrozumienia, że on tej wolności oddawać nigdy nie zamierza. Grr. Głupek. Albo przekonywał, że powinnam sobie szukać partnera wśród techników z naszej branży, bo to takie modne teraz. Wtedy już się zezłościłam i zapytałam, czy to przymus jakiś jest, to znowu się zreflektował i stwierdził, że tak sobie tylko gada.
              A tak było miło przez większość czasu, nawet mnie objął na pożegnanie (głupawo to brzmi, biorąc pod uwagę w jakiej zażyłości byliśmy wcześniej :P).
              • azymut17 Re: Kolejny post o mężczyźnie 19.09.12, 12:21
                ukrywam_nicka napisała:
                > ale dzisiaj się zastanawiam, czy nie chciał czeg
                > oś dać do zrozumienia, że on tej wolności oddawać nigdy nie zamierza.

                Mężczyźni z reguły nic nie dają do zrozumienia ogródkami, mają na myśli dokładnie to, co mówią. Tylko zazwyczaj mówią niewiele :-) Zacytuję anegdotę, podobno kultową:
                Powiedzmy, że facetowi imieniem Stefan podoba się kobieta... nazwijmy ją Jolka. Zaprasza ją do kina. Ona się zgadza, spędzają razem miły wieczór.
                Kilka dni później proponuje jej obiad w restauracji i znów oboje są zadowoleni. Zaczynają się spotykać regularnie i żadne z nich niewiduje się z nikim innym. Aż któregoś wieczoru w samochodzie, Jolka zauważa:
                - A wiesz, że dziś mija dokładnie sześć miesięcy odkąd się spotykamy?
                W samochodzie zapada cisza. Dla Jolki wydaje się ona strasznie głośna.
                Dziewczyna myśli: "Kurcze, może nie powinnam była tego mówić. Może on nie czuje się dobrze w naszym związku. Może sądzi, że próbuję na nim wymusić jakieś zobowiązania, których on nie chce, albo na które nie jest jeszcze gotowy".
                A Stefan myśli: "O rany. Sześć miesięcy".
                Jolka myśli: "A tak w sumie to i ja sama nie jestem pewna, czy chcę takiego związku. Czasami chciałabym mieć więcej przestrzeni, więcej czasu, żebym mogła przemyśleć, co chcę dalej zrobić z tym związkiem. Czy ja naprawdę chcę, żebyśmy posuwali się dalej...? W zasadzie... doczego my dążymy? Czy tylko będziemy się nadal spotykać na tym poziomie intymności? Czy może zmierzamy ku małżeństwu? Ku dzieciom ? Ku spędzeniu ze sobą całego życia ? Czy ja jestem już na to gotowa ? Czy ja go właściwie w ogóle znam ?"
                A Stefan myśli: "... czyli... to był... zobaczmy... czerwiec, kiedy zaczęliśmy się umawiać, zaraz po tym, jak odebrałem ten samochód, a to znaczy... spójrzmy na licznik... Cholera, już dawno powinienem zmienić olej!"
                A Jolka myśli: "Jest zmartwiony. Widzę to po jego minie. Może to jest zupełnie inaczej ? Może on oczekuje czegoś więcej - większej intymności, większego zaangażowania... Może on wyczuł - jeszcze zanim sama to sobie uświadomiłam - moją rezerwę. Tak, to musi być to. To dlatego on tak niechętnie mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia."
                A Stefan myśli: "I muszą jeszcze raz sprawdzić pasek klinowy. Cokolwiek te barany z warsztatu mówią, on nadal nie działa dobrze. Zwalają winę na mrozy. Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten silnik pracuje jak stara śmieciara! A ja głupi jeszcze zapłaciłem tym niekompetentnym złodziejom 6 stówek."
                A Jolka myśli: "Jest zły. Nie winię go. Też bym była na jego miejscu zła. No - to moja wina, kazać mu przez to przechodzić, ale nic nie poradzę na to, co czuję. Po prostu nie jestem pewna..."
                A Stefan myśli: "Pewnie powiedzą, że gwarancja tego nie obejmuje. To właśnie powiedzą.... Chamy."
                A Jolka myśli: "Może jestem po prostu idealistką, czekającą na rycerza na białym koniu, kiedy siedzę obok wspaniałego mężczyzny, z którym lubię być, na którym naprawdę mi zależy, któremu chyba także zależy na mnie. Mężczyzny, który cierpi z powodu mojej egoistycznej, dziecinnej, romantycznej fantazji."
                A Stefan myśli: "Gwarancja! Ja im dam gwarancję! Powiem, żeby ją sobie wsadzili w d...... Ja chcę mieć sprawny wóz"
                - Stefan - odzywa się Jolka.
                - Co? - pyta Stefan, wyrwany niespodziewanie z zamyślenia.
                - Nie dręcz się już tak - kontynuuje Jolka, a jej oczy zaczynają napełniać się łzami. Może nigdy nie powinnam... Czuję się tak... (załamuje się i zaczyna szlochać)
                - Ale co? - dopytuje się Stefan
                - Jestem taka głupia... Wiem, że nie ma rycerza. Naprawdę wiem. To głupie. Nie ma rycerza i nie ma konia....
                - Nie ma konia? - pyta zdziwiony Stefan
                - Myślisz, ze jestem głupia, prawda ? - pyta Jolka.
                - Nie! - odpowiada Stefan, szczęśliwy, że wreszcie zna prawidłową (chyba) odpowiedź na jej pytanie.
                - Ja tylko... Ja tylko po prostu... Potrzebuję trochę czasu...
                (następuje 15-sekundowa cisza, podczas której Stefan, myśląc najszybciej jak potrafi, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu trafia na jedną, która wydaje mu się niezła)
                - Tak. - mówi.
                Jolka, głęboko wzruszona, dotyka jego dłoni.
                - Och, Stefan, naprawdę tak czujesz? - pyta.
                - Jak? - odpowiada pytaniem Stefan.
                - No, o tym czasie... - wyjaśnia Jolka.
                - Nnnoo... Tak.
                (Jolka odwraca się ku niemu i patrzy mu głęboko w oczy, sprawiając,że Stefan zaczyna się czuć bardzo nieswojo I obawiać, co też ona może teraz powiedzieć, zwłaszcza, jeśli dotyczy to konia.... W końcu Jolka przemawia)
                - Dziękuje ci, Stefan.
                - To ja dziękuję - odpowiada z ulgą mężczyzna. Potem odwozi ją do domu, gdzie rozdarta, umęczona dusza chlipie w poduszkę aż do świtu, podczas gdy Stefan wraca do siebie, otwiera paczkę chipsów, włącza telewizor i natychmiast pochłania go powtórka meczu tenisowego między dwoma Szwedami, o których nigdy wcześniej nie słyszał. Cichy głos w jego głowie podpowiada mu, że w samochodzie wydarzyło się dziś coś ważnego, ale Stefan jest pewny, że nigdy nie zrozumie co, więc stwierdza, że lepiej wcale o tym nie myśleć (tę samą taktykę stosuje w stosunku do wielu tematów - np. głodu na świecie).
                Następnego dnia Jolka zadzwoni do swej najbliższej przyjaciółki, może do dwóch i przez sześć godzin będą omawiać tę sytuację. Drobiazgowo analizują wszystko, co ona powiedziała i wszystko, co on powiedział, po raz pierwszy, drugi i n-ty, interpretując każde słowo, każdą minę i każdy gest, szukając niuansów znaczeń, rozważając każdą możliwość... Będą o tym dyskutować, przez tygodnie, może przez miesiące, nie osiągając żadnej konkluzji, ale także wcale się tym nie nudząc. W tym samym czasie, Stefan, pijąc piwo ze wspólnym przyjacielem jego i Jolki, zastanowi sie i zapyta:
                - Janusz, nie wiesz, czy Jolka miała kiedyś konia?
                • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 19.09.12, 12:39
                  Uśmiałam się, dziękuję :D
                  Dlatego też skłaniam się ku temu, że słuszniej oceniam sytuację na bieżąco i rzeczywiście on palnął coś bezmyślnie, a ja niepotrzebnie się zastanawiam. W końcu ostatecznie był miły, nawet przepraszał za swoje problemy z kontaktowaniem, bo się przeziębił, martwił się, czy nie zmarznę wracając itd.
                  Ale tak szczerze mówiąc, to chyba lubię mieć takie rozterki :) Dość przyjemne jest takie zastanawianie się i targanie emocjami - bardzo mi tego brakowało i teraz mam z tego olbrzymią radochę.
                • tfu.tfu LOL 19.09.12, 19:02
                  :-D
                  miała, Jola Rutowicz miała, różowego;-) chyba że to był jednorożec... prawie cała Polska kiedyś tym żyła ;-)
              • madzioreck Re: Kolejny post o mężczyźnie 19.09.12, 13:09
                Gdybym juz miala sie bawic w domyslanie sie, o co chodzi, to to pierwsze zdanie odczytalabym dokladnie odwrotnie :)
                • ukrywam_nicka Re: Kolejny post o mężczyźnie 19.09.12, 13:29
                  madzioreck napisała:

                  > Gdybym juz miala sie bawic w domyslanie sie, o co chodzi, to to pierwsze zdanie
                  > odczytalabym dokladnie odwrotnie :)


                  Co to znaczy dokładnie odwrotnie? :)
                  • madzioreck Re: Kolejny post o mężczyźnie 19.09.12, 14:02
                    No odwrotnie - że choć stan bycia samemu ma zalety, to ma i wady - no bo w takiej kolejności. I sam fakt rozpoczęcia takiego tematu możnaby odbierać jako sugestię, że może pan chciałby powoli coś tam...
                • besame.mucho Re: Kolejny post o mężczyźnie 19.09.12, 13:29
                  Ja też :). A drugie też bym czytała jako czekanie na "ależ skąd, żaden z nich mi się nie podoba, Ty jesteś od nich wszystkich fajniejszy".

                  Ale najprawdopodobniej nie rozkminiałabym w ogóle, tylko się cieszyła, że się dobrze bawimy. Ale ja pod tym względem chyba jakaś męska jestem, bo w przytoczonej wyżej anegdotce też bym była tą stroną, która się zastanawia czy już trzeba olej wymienić.
                  • pierwszalitera Re: Kolejny post o mężczyźnie 19.09.12, 17:07
                    besame.mucho napisała:

                    > Ja też :). A drugie też bym czytała jako czekanie na "ależ skąd, żaden z nich m
                    > i się nie podoba, Ty jesteś od nich wszystkich fajniejszy".

                    Dokładnie. Jemu się podoba, że się o niego starasz i się od twojego zainteresowania uzależnia. Całkiem możliwe, że to żaden chłody twardziel tylko ktoś, kto chce więcej intymności. A proszenie się o czułość i potwierdzenie, to przecież takie niemęskie, więc nawija, że inni faceci niby byliby dla ciebie lepsi i nie przeszkadza mu, że jest sam. Ale z asekuracją i zachęceniem - no tak całkiem fajnie być samym to nie jest. Gdyby było mu wszystko jedno, to by tego nie dodał. Bo niby dlaczego miałby? On za romantyczną księżniczkę, która wybuchnie histerycznym płaczem, że nie zaplanował jeszcze wspólnej przyszłości, cię przecież nie uważa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka