m.arta.m
11.03.09, 12:36
kiedyś, dziecięciem będąc, miałam umiarkowane objawy. Zazwyczaj zależało to od
tego, kto prowadził samochód- z niektórymi jeździć mogłam, z innymi- nie. ale
czasem i podczas jazdy z tymi właściwymi trzeba było się zatrzymać w celu
wyprowadzenia pewnego ptoka...
jak byłam dzieckiem, to mogłam się hustać na wszystkim, chodzić na karuzele,
aż w końcu poszłam na taką wielką w wesołym miasteczku, gdzie wszystko kręciło
się w inną stronę (nazywała się Bolero) i do końca dnia byłam jak pijana, do
domu wracałam od krawężnika, do krawężnika, siadając na każdej napotkanej ławce.
Mam wrażenie, że jest coraz gorzej.
Kiedyś pomagała jazda na przednim siedzeniu, teraz i to nie pomaga.
Nie mogę siedzieć w tramwaju tyłem do kierunku jazdy, nigdy nie mogłam nic
czytać w środkach lokomocji/komunikacji (w pociągu czasem się uda, ale już jak
siedzę tyłem, to nawet nie próbuję, bo i bez tego czuję się nienajlepiej), nie
mogę spojrzeć na telefon, przeczytać, napisać smsa.
W samolocie róźnie bywa, najgorszy jest oczywiście start i lądowanie, w
trakcie lotu czasem jest ok, czasem niebardzo (tu staram się siedzieć
nieruchomo albo w miarę możliwości położyć przynajmniej głowę na kolanach
współpasażera- jeśli akurat jest mi znajomy;) ).
Na statku doszło kiedyś do tego, że przeleżałam cały rejs plackiem na
pokładzie (byłam jedną z niewielu osób, które nie poszły się ukryć przed
zimnem), mimo wielkich fal niemal wdzierających się na pokład, mimo ogromnego
wiatru, modląc się, żebyśmy już dopłynęli.
Doszło już do tego, że na wyciągu krzesełkowym jest mi niedobrze. A jak
jeszcze się zatrzyma i zacznie hustać, to mam ochotę stamtąd zeskoczyć.
Kiedyś myślałam już, że zepsułam sobie cały pobyt w aquaparku, bo na początku
poszłam na zjeżdżalnię "czarna rura", z której wyszłam nieprzytomna. Po prostu
inne informacje docierały do mózgu z błędnika, a inne z oczu- błędnik czuł
wszystkie zakręty i spadki, a oczy nie widziały nic.
Zaczęłam kombinować i eksperymentować. Próbowałam jeździć samochodem w
okularach, próbowałam bez. W sumie najlepiej chyba było wtedy, kiedy miałam
kontakty, ale pewna nie jestem.
Kombinuję z patrzeniem przed siebie, zamykaniem oczu, kładzeniem się.
Wiem, że najlepiej byłoby prowadzić samej, ale chwilowo się nie zapowiada
(kolejna długa historia;) ).
Próbowałam aviomarinu, ale przytłumia, usypia.
Próbowałam avioplantu, ale źle się po nim później cały dzień czuję (nadyma,
powoduje ból brzucha, mdłości). W sumie w samolocie lepiej było bez niczego
niż z nim, bo po nim jeszcze się imbirem odbija ;)
Znacie jakieś inne genialne sposoby, które Was uratowały? jakaś autohipnoza,
refleksologia itp?
Niektórzy proponują żucie gumy, ale mi właśnie tylko pogorszy ten stan, bo
czasem nawet własna ślina czy język mi przeszkadzają...
Pomożecie? ;)