Dodaj do ulubionych

choroba lokomocyjna

11.03.09, 12:36
kiedyś, dziecięciem będąc, miałam umiarkowane objawy. Zazwyczaj zależało to od
tego, kto prowadził samochód- z niektórymi jeździć mogłam, z innymi- nie. ale
czasem i podczas jazdy z tymi właściwymi trzeba było się zatrzymać w celu
wyprowadzenia pewnego ptoka...
jak byłam dzieckiem, to mogłam się hustać na wszystkim, chodzić na karuzele,
aż w końcu poszłam na taką wielką w wesołym miasteczku, gdzie wszystko kręciło
się w inną stronę (nazywała się Bolero) i do końca dnia byłam jak pijana, do
domu wracałam od krawężnika, do krawężnika, siadając na każdej napotkanej ławce.

Mam wrażenie, że jest coraz gorzej.
Kiedyś pomagała jazda na przednim siedzeniu, teraz i to nie pomaga.
Nie mogę siedzieć w tramwaju tyłem do kierunku jazdy, nigdy nie mogłam nic
czytać w środkach lokomocji/komunikacji (w pociągu czasem się uda, ale już jak
siedzę tyłem, to nawet nie próbuję, bo i bez tego czuję się nienajlepiej), nie
mogę spojrzeć na telefon, przeczytać, napisać smsa.
W samolocie róźnie bywa, najgorszy jest oczywiście start i lądowanie, w
trakcie lotu czasem jest ok, czasem niebardzo (tu staram się siedzieć
nieruchomo albo w miarę możliwości położyć przynajmniej głowę na kolanach
współpasażera- jeśli akurat jest mi znajomy;) ).
Na statku doszło kiedyś do tego, że przeleżałam cały rejs plackiem na
pokładzie (byłam jedną z niewielu osób, które nie poszły się ukryć przed
zimnem), mimo wielkich fal niemal wdzierających się na pokład, mimo ogromnego
wiatru, modląc się, żebyśmy już dopłynęli.
Doszło już do tego, że na wyciągu krzesełkowym jest mi niedobrze. A jak
jeszcze się zatrzyma i zacznie hustać, to mam ochotę stamtąd zeskoczyć.
Kiedyś myślałam już, że zepsułam sobie cały pobyt w aquaparku, bo na początku
poszłam na zjeżdżalnię "czarna rura", z której wyszłam nieprzytomna. Po prostu
inne informacje docierały do mózgu z błędnika, a inne z oczu- błędnik czuł
wszystkie zakręty i spadki, a oczy nie widziały nic.

Zaczęłam kombinować i eksperymentować. Próbowałam jeździć samochodem w
okularach, próbowałam bez. W sumie najlepiej chyba było wtedy, kiedy miałam
kontakty, ale pewna nie jestem.
Kombinuję z patrzeniem przed siebie, zamykaniem oczu, kładzeniem się.
Wiem, że najlepiej byłoby prowadzić samej, ale chwilowo się nie zapowiada
(kolejna długa historia;) ).

Próbowałam aviomarinu, ale przytłumia, usypia.
Próbowałam avioplantu, ale źle się po nim później cały dzień czuję (nadyma,
powoduje ból brzucha, mdłości). W sumie w samolocie lepiej było bez niczego
niż z nim, bo po nim jeszcze się imbirem odbija ;)

Znacie jakieś inne genialne sposoby, które Was uratowały? jakaś autohipnoza,
refleksologia itp?
Niektórzy proponują żucie gumy, ale mi właśnie tylko pogorszy ten stan, bo
czasem nawet własna ślina czy język mi przeszkadzają...

Pomożecie? ;)
Obserwuj wątek
    • malagracja zaklej pępek 11.03.09, 13:25
      np. plastrem. Tylko szczelnie. Mnie to ratuje zawsze i wszedzie. A kiedys 5m nie
      moglam przejechac samochodem. :D
      • m.arta.m Re: zaklej pępek 11.03.09, 13:32
        o, wydaje mi się, że coś o pępku w tej sprawie słyszałam.
        a nie wiesz, czemu to pomaga? jakies podciśnienie się tworzy, wrażenie
        posiadania pępowiny, powrót do życia płodowego?
        • szarsz Re: zaklej pępek 11.03.09, 13:39
          Mnie to też zastanowiło :) I rozbawiło (przepraszam), bo związek
          między pępkiem a wymiotami jest .... hmm... trudny? :D
          • malagracja Re: zaklej pępek 11.03.09, 13:50
            Sprobuj i potem powiesz jak bylo ok?
            Kumpel polecil mi tak robic ;P
            Z tego tez dobry wymiotnik był...
            • m.arta.m Re: zaklej pępek 11.03.09, 14:12
              ja wypróbuję na pewno.
              nawet zaczynam się zastanawiać, czy się na jakąś wycieczkę po Wiśle nie wybrać w
              celu przetestowania tego :)
              • irena.earl Re: zaklej pępek 11.03.09, 14:16
                Z tym pępkiem to bzdura. Jeżeli działa, to tylko dzięki autosugestii. Dlaczego
                waszym zdaniem taka metoda w ogóle miałaby szanse powodzenia? Nie ma absolutnie
                żadnego związku między pępkiem a chorobą lokomocyjną! Dziewczyny, błagam,
                fizjologia człowieka wcale taka tajemnicza i magiczna nie jest!
                • malagracja Re: zaklej pępek 11.03.09, 14:20
                  Przeciez autosugestia to najlepszy sposob na wyleczenie sie. Ja wole sobie
                  zakleic pepek i tak jezdzic niz lykac tabsy :)
                  • irena.earl Re: zaklej pępek 11.03.09, 14:27
                    Równie dobrze można sobie nakleić plasterek na czoło, pietę, albo jeszcze gdzie
                    indziej. Oczywiście, autosugestia jest stosunkowo bezpieczną formą leczenia;)
                    Problem pojawia się wtedy, kiedy inteligentne i wykształcone osoby powtarzają
                    taką rewelację z pełnym przekonaniem jako świętą prawdę.

                    Rada o zaklejeniu pępka irytuje mnie bardzo, od kiedy dostałam ją w samochodzie
                    - już cała zielona - od wesolutkiego gościa bez śladu choroby lokomocyjnej.
                    Miałam ochotę mu poradzić, żeby sobie co innego zakleił co prędzej.
                    • malagracja Re: zaklej pępek 11.03.09, 14:47
                      Haha, pewnie ze mozna sobie nawet warkoczyki zaplesc i wierzyc ze od tego sie
                      nie wymiotuje :-)
                      • pta-szyn Re: zaklej pępek 12.03.09, 10:14
                        a ja czytałam o tym ja pisemku pseudonaukowym (focus chyba, czasem zdarza im się
                        coś mądrego napisać), że pępek ma coś wspólnego z błędnikiem, tylko nie pamiętam
                        już co. wypróbowałam i przejechałam 700km na tylnym siedzeniu z jedną przerwą,
                        ale tylko na obiad :)
                        to było już jakiś czas temu, teraz trochę się przyzwyczaiłam, bo codziennie
                        sporo jeżdżę autobusami i tramwajami, czasem kończy się to tylko bólem głowy,
                        ale żołądek już nie fika, choć na początku ciężko było
                    • kotwtrampkach Re: zaklej pępek 13.03.09, 12:23
                      nie słyszałam, zęby ktoś to powtarzał jako święta prawdę ale jako jeden ze
                      "sposobów" tak - i to jest chyba w porządku. A czy nie ma nic wspólnego z
                      wymiotami? MOże powoduje ucisk w odpowednim miejscu na brzuchu? ;-) Hmm, mnie
                      się wydaje, ze warto próbować różnych rzeczy.

                      mnie żołądek nie fikał jak się czymś zajęłam i nie myślałam o tym. Np jak
                      jechałam w dorbym towarzystwie i było wesoło ;-) Jak się bałam, jak uda się
                      przejechac dłuzszy kawałek, zawsze było źle. Potrafiłam wybrać czterogodzinną
                      podróż pociągiem niż godzinę autobusem, zeby mieć spokój! Teraz jest ok, w ciąży
                      się trochę pomęczyłam, ale nie wróciło na stałe.
                      • irena.earl Re: zaklej pępek 13.03.09, 15:27
                        Obstawiam, że plaster na pępku działa jako bodziec odwracający uwagę od mdłości.
                        • quleczka Re: zaklej pępek 13.03.09, 15:30
                          no chyba jedynie :) bo z blednikiem to raczej maly ma zwiazek ;)
                          • kotwtrampkach Re: zaklej pępek 16.03.09, 14:47
                            choroba lokomocyjna to nie tylko błędnik - jak perystaltyka przełyku nie
                            zakombinuje, to zostanie złe samopoczucie, a wymiotować nie będziesz. Dla mnie
                            taka pewność "nie potrzebuję woreczka" jest na tyle uspokajająca, że pomaga :-)
                            Za to mdli mnie nawet przygotowanie "woreczka". Brrr. A naprawdę, wyrosłam już :-)
      • irena.earl zbadaj to 11.03.09, 13:43
        Z tym pępkiem to czysta autosugestia. Nie ma to żadnego uzasadnienia medycznego,
        co nie znaczy że nie działa. Działa na wiele osób właśnie dzięki wierze w ten
        magiczny środek - bo brzmi tajemniczo i ciekawie. W zapobieganiu chorobie
        lokomocyjnej ważne jest dobre samopoczucie, a jeżeli wiara w zaklejony pępek to
        samopoczucie poprawia - dobra nasza.

        Sama mam paskudną chorobę lokomocyjną, nawet w tramwaju czy pociągu mi się
        zdarza, zwłaszcza przy jeździe tyłem. Na razie skuteczne okazał się tylko
        Aviomarin i Diphergan, niestety oba okropnie usypiają i otępiają. Preparaty z
        imbiru powodowały taką kosmiczna zgagę, że rzeczywiście na pierwsze pół godziny
        zapomniałam o mdłościach, ale później mdłości nadrabiały stracony czas. Kiedyś
        wzięłam jakiś środek homeopatyczny, jednak chyba jestem człowiekiem zbyt małej
        wiary, bo były to najgorsze dwie godziny w moim życiu.

        Bardzo ci współczuję i wiem jak choroba lokomocyjna potrafi męczyć na co dzień
        (bo jak tu skupić się na zajęciach, gdy człowiek czuje się jak kot wyjęty z
        pralki?). Mnie pomagają sposoby, które już wymieniłaś: leki, jazda przodem, na
        przednim siedzeniu, obserwacja horyzontu przed sobą, unikanie zbędnego kręcenia
        głową i oczami (czyli bez obracania się na pogawędkę ze współpasażerem),
        wcześniej nieduży posiłek, wyspanie się, świeże powietrze.

        Jeżeli piszesz, że dolegliwości nasiliły się w ostatnim czasie, zastanów się nad
        odwiedzeniem lekarza. Zwiększanie się choroby lokomocyjnej z wiekiem nie jest
        normalne, typowa jest raczej sytuacja odwrotna, dlatego warto się tym objawem
        zainteresować. Sprawami błędnika zajmuje się otolaryngolog lub otoneurolog.
        Opisz rodzinnemu swoje objawy i poproś o skierowanie do laryngologa lub
        neurologa. Prawdopodobnie zostaną ci wykonane różne testy, aby określić np
        rodzaj i kierunek oczopląsu.
        • m.arta.m Re: zbadaj to 11.03.09, 18:11
          argh, czyli jednak będę musiała zrobić więcej badań niż myślałam. chyba czas
          założyć notatnik na zapisywanie wszystkich lekarzy do odwiedzenia i badań do
          zrobienia... :/
      • brethil4 Re: zaklej pępek 11.03.09, 14:57
        Też mam chorobę lokomocyjną... Zaklejenie pępka nic nie daje... Raz skorzystałam
        z takiej rady i bardzo żałowałam... Nie wzięłam tabletek, jedynie zakleiłam
        pępek, wierzyłam, że zadziała. Niestety nie zadziałało... Nigdy więcej!
      • agacia2025 Re: zaklej pępek 16.03.09, 22:24
        a to tez slyszalam i tez korzystam:)
    • szarsz Re: choroba lokomocyjna 11.03.09, 13:38
      Ja teraz nie mam większych problemów, ale strasznie nacierpieli się
      moi rodzice ze mną, jak byłam mała. Potem ostro wróciło w ciąży, ale
      na szczęście nie na długo :)

      Pomaga: siedzenie na przednim siedzeniu i patrzenie na drogę (te
      same informacje oko - błędnik)
      Opuszczenie głowy jak najniżej, między kolana i poniżej,
      Drobny posiłek przed (od liceum, gdzie zaczęłam poranne jazdy do
      szkoły, nie wyjdę z domu bez śniadania).
      Świetnie przeciwwymiotnie działa imbir.

      Są środki homeopatyczne, przetestowałam na sobie Cocculine (boiron)
      i nawet działało, ale to trzeba zacząć brać na kilka godzin przed
      podróżą.
      Moje dziecię w grypie żołądkowej dostało vomitusheel i podziałało
      rewelacyjnie, wymioty ustały od pierwszej dawki.
    • m.arta.m Re: choroba lokomocyjna 11.03.09, 14:31
      zapomniałam dodać, że jak byłam dzieckiem, to miałam wieczne problemy z uszami-
      co roku zapalenie, głuchnięcie i inne takie.

      no i że przy tym nieszczęsnym wyciągu dodatkowo dochodzi wysokość. ogólnie chyba
      lęku wysokości nie mam, mogę być wysoko i patrze przed siebie, ale już pionowo w
      dół spojrzeć nie mogę. nie wiem, czy to ma jakiś związek, ale mi się przypomniało:)
      • irena.earl Re: choroba lokomocyjna 11.03.09, 14:58
        Jeżeli miałaś kiedyś kłopoty z uszami, a teraz dodatkowo wzmogła ci się choroba
        lokomocyjna, to tym bardziej odwiedź lekarza. My możemy ci najwyżej polecić
        sposoby, które już znasz i wymieniłaś jako nieskuteczne, albo ciekawie brzmiące
        sposoby "magiczne".
      • luliluli Re: choroba lokomocyjna 12.03.09, 13:28
        i uszy i brak możliwości normalnej jazdy, i nawet lęk przed
        spoglądaniem w dół z wysokości - to ja:D jedyne metody to:
        - nieużywanie w aucie choinek śmrodowych blehh,
        - niepisanie smsów w trakcie jazdy, bezwzględny zakaz czytania czy
        patrzenia na podłogę/radio/współpasażerów,
        - ograniczenie do minimum rozmów w trakcie jazdy i bezwzględnie
        spoglądanie za okno cały czas, nawet jeśli ktoś do mnie mówi:D
        - w autobusie siadam zawsze 2 miejsca za przednią osią kół, nigdy z
        tyłu, bo tam śmierdzi spalinami i trzepie,
        - godzine przed wyjazdem jem:P na głodniaka jest mi jeszcze gorzej,
        - nie jeżdze z wariatami:D jak ktoś nie umie płynnie ruszać, hamować
        i wyprzedzać, to z nim nigdzie nie jadę:D
        - nie używam perfum, których zapach czułabym na sobie,
        - jak mi gorzej, zaczynam oddychać tylko ustami i głęboko (to
        zwłaszcza jak jedzie spalinami) oraz często ziewam - naprawde
        pomaga:)
        - zwyczajowo robię przerwy podczas długich podróży - w trakcie
        staram się nawdychać się świeżego powietrza,
        - w miarę możliwości jeżdżę tylko z mężem i pociągami, bo autobusy i
        inni kierowcy mnie rozchorowują:)
        i tak daję rade od paru lat - a swojego czasu mieszkałam w
        internacie i musiałam wyjeżdżać do rodziców na wszystkie weekendy:(
        • luliluli Re: choroba lokomocyjna 12.03.09, 13:30
          aaa! patrzenie za okno - nie patrz na to co blisko, bo wtedy
          wszystko lata przed oczami, wyvierz oddalony punkt (blok, oddalone
          drzewo, cokolwiek), który będzie się "powoli przesuwał po szybie":)
    • turzyca a takie pytanko a propos 11.03.09, 16:27
      O co chodzi z ta jazda tylem i czytaniem?

      Ja od zawsze czytalam w poruszajacych sie pojazdach. Przy czym czasem slyszalam
      gderliwe "nie czytaj, choroby lokomocyjnej dostaniesz, lepiej powygladaj przez
      okno", wygladalam przez okno, wszystko mi za tym oknem tylko migalo, zaczynalo
      mnie mdlic i wracalam do czytania. Ksiazka sie trzesie, ale ja tez sie trzese,
      wszystko pasuje. Przez okno patrze tylko jak siedze na przednim siedzeniu, tam
      mam odlegly horyzont i nic mi nie miga.
      Co wiecej jezdze teraz namietnie pociagami i odkrylam, ze zdecydowanie najlepiej
      jezdzi mi sie, jak jade tylem do kierunku jazdy. Bo wtedy jak wygladam przez
      okno, to moge zobaczone przedmioty odprowadzac wzrokiem, nie przelatuja mi kolo
      glowy ze swistem, wiec nie ma tego upiornego migania, ktore mi tak przeszkadza.
      I do tego takie kolysanie tylem jest jakos uspokajajace, kojarzy sie z noszeniem
      na rekach.

      Wydawalo mi sie, ze moje postepowanie jest logiczne, bo mam wrazenie, ze choroba
      lokomocyjna bierze sie z tej odmiennosci odczuc wzrokowych i fizycznych, z tego
      ze cialo nie wie, co sie z nim wlasciwie dzieje. A znowu czytam, ze powinno sie
      robic dokladnie na odwrot i mnie to zdumiewa. Ale ja chorobe lokomocyjna mam
      bardzo slaba, odzywa sie raczej tylko, jesli z jakichs innych wzgledow mi
      niedobrze (np. niewyspalam sie lub zjadlam cos niedobrego), wiec i doswiadczenia
      umiarkowane. Ale jak to jest, ze moje odczucia i metody sa zupelnie inne niz
      calej reszty?



      PS Jedna wielka zaleta tego stanu rzeczy - zawsze udaje mi sie znalezc chetnych
      do zamiany na miejsca. :)
      • m.arta.m Re: a takie pytanko a propos 11.03.09, 18:10
        chodzi o to, że do mózgu docierają właśnie sprzeczne informacje z oka i
        błędnika. Inaczej bowiem trzęsie się ta trzymana w ręce książka (widzi ją oko),
        a inaczej Ty się trzęsiesz (błędnik). Dlatego "należy" patrzeć za okno- żeby oko
        widziało to, w stosunku do czego Ty zmieniasz położenie.
        Oczywiście patrzenie za okno z perspektykwy pasażera tylnego siedzenia lub
        pociągu, czyli patrzenie przez okno boczne raczej nie działa, wręcz może wzmagać
        nieprzyjemne odczucia, bo własnie te obrazy za oknem migają nam przed oczami.
        Nalezy patrzeć na jak najbardziej stałe punkty (horyzont, dalekie drzewa, ogólny
        krajobraz), żeby oko widziało to, w stosunku do czego zmieniamy swoją pozycję.

        Dla mnie siedzenie tyłem do kierunku jazdy wiąże się z pokazującymi się za oknem
        rzeczami nagle, wyskakującymi mi zza ramienia, nawet jak je odprowadzam
        wzrokiem, to wyskakują mi nowe, bardzo blisko mnie. a jak siedzę przodem, to
        każdy przedmiot widzę już z daleka i powoli się on do mnie zbliża.

        a ja się zawsze zastanawiam, czy to możliwe, żeby tym ludziom, którzy siadają
        tyłem mimo wolnych miejsc przodem, było naprawdę obojętne. Zawsze myślałam, że
        zawsze lepiej jest przodem, niektórym może tylko nie robić róznicy, jesli już
        muszą siąść tyłem... ;)
        • plecha1 Re: a takie pytanko a propos 11.03.09, 18:37
          Ja nawet nie rejestruję, w jaki sposób siadam :) Jest mi zupełnie obojętne i
          faktycznie dość często zdarza się, że siadam tyłem do kierunku jazdy w momencie,
          kiedy są wolne miejsca przodem. Nie czuję najmniejszej różnicy, toteż nie
          zwracam uwagi.
          • irena.earl Re: a takie pytanko a propos 11.03.09, 18:46
            Zazdroszczę. Ja siadam tyłem do kierunku jazdy, kiedy nie mam innego wyboru i
            czuję się bardzo dobrze, zwykle jednak wolę stać, jeżeli zostały tylko miejsce
            tyłem.

            W sierpniu wybieram się na Bałtyk (huraaa), ale obawiam się, że będę tylko
            leżącym, zielonym balastem (buuu) lub śpiącym balastem (też buuu, tyle że z
            Aviomarinem). To będzie mój pierwszy raz na morzu i najbardziej obawiam się
            właśnie choroby morskiej, zwłaszcza w kabinie, kiedy nie będę widziała zewnętrza.
            • turzyca Re: a takie pytanko a propos 11.03.09, 19:51
              A tak w ogole to juz zeglowalas? Po Mazurach chociazby?
              Bo ja mam wrazenie, ze moze jest paskudne, mazurskie sztormy mi niestraszne, a
              na morzu przy nieprzyjemnej fali faktycznie umie mnie mdlic. I co ciekawe chyba
              w srodku mniej niz na zewnatrz. :)
              • irena.earl Re: a takie pytanko a propos 11.03.09, 20:51
                Oczywiście! Żegluję jak tylko mam okazję, dotychczas jednak tylko po jeziorach. Ale jakie fale mogą być na Mazurach? Niewielkie w porównaniu z morzem.

                Co ciekawe, na wodzie nigdy przenigdy nie miałam żadnej choroby lokomocyjnej na wodzie, nawet na największych falach. Jedynie w kabinie w czasie solidnej wichury zrobiło mi się niewyraźnie, gdy ze schyloną głową szukałam czegoś w bakiście pod siedzeniem. Na szczęście szybko mogłam wyjść z kabiny i udać się z załogą do pobliskiej knajpy, a jak wróciliśmy, kiwanie już nam nie przeszkadzało;P

                Dlatego się obawiam morza - zwłaszcza przebywania w rozhuśtanej kabinie oraz tego, że nie będzie blisko stałego nierozhuśtanego lądu, na którym można odpocząć od kiwania.
                • turzyca Re: a takie pytanko a propos 11.03.09, 23:58
                  Sama zobaczysz, jak bedzie, ale mam nadzieje, ze Ci sie spodoba. Mi sie bardzo
                  podoba, choc dopiero na morzu zrozumialam, dlaczego choroba lokomocyjna nazywa
                  sie morska. Ale o dziwo pod pokladem mi przechodzilo. :)
                • quleczka Re: a takie pytanko a propos 12.03.09, 14:06
                  > Oczywiście! Żegluję jak tylko mam okazję, dotychczas jednak tylko po jeziorach.
                  > Ale jakie fale mogą być na Mazurach? Niewielkie w porównaniu z morzem.

                  mnie mdlilo nawet czasem na sniardwach jak musialam wejsc pod poklad i cos tam
                  robic na dziobie :D

                  na morzu sie ze mnie smieja, ze jak jem to znaczy, ze totalna flauta lub ze
                  stoimy w porcie ;)

                  na poczatku znosnie jest tylko na zewnatrz gdy widze moze albo pod pokladem gdy
                  leze (nie wiem czemu jak leze to nie choruje tak)...

                  najgorszy jest moment zejscia pod poklad i rozebrania sie przed
                  polozeniem...zdarzalo mi sie lezec w sztormiaku na podlodze w mesie ;)

                  tak wiec polecam to robic jak najszybciej, szczegolnie w poczatkowych dniach i
                  jesc w miare mozliwosci na zewnatrz , potem blednik sie uspokaja :)

                  no i zamien sie z kims na wachty kambuzowe tak bys nie musiala gotowac na morzu
                  - ja tak zawsze robie i nie ma problemu :)
            • luliluli Re: a takie pytanko a propos 12.03.09, 13:37
              kilka lat temu byłam na wycieczce w Grecji i zrobiono nam
              fakulatywną wycieczkę - rejs po jakichśtam wyspach. Matko, co ja
              przeżyłam!:D każde zejście na brzeg to był plask na piach i błaganie
              o litość, a każda sekunda wycieczki sprawiała, ze byłam coraz
              bardziej zielona:D całą drogę powrotną spędziłam z głową między
              kolanami:))) tylko, że to był płytki stateczek i kiwało nim na
              wszystkie strony świata (typowy widokowy dla małej wycieczki).
              Później płynełam wielkim promem i nic mi nie było. Bądź dobrej
              myśli, irena.earl!;)
            • yaal Re: a takie pytanko a propos 12.03.09, 20:27
              Ciekawostka przyrodnicza: sztorm na Bałtyku mi nic nie robił (no dobra, bałam
              się, że któraś z tych potwornych fal, po których skakaliśmy, mnie zmyje z
              pokładu w ciemną noc), jedzenie w przechyle >30° - zero problemów. Zdechłym
              balastem zostałam, jak wiatr ucichł prawie do zera, a jacht bujał się na takich
              30 cm falkach wzdłuż osi kadłuba (czyli wolniutkie kiwanie prawo-lewo)... nikt z
              obecnych nie umiał tego wyjaśnić (:
              • quleczka Re: a takie pytanko a propos 13.03.09, 01:28
                ja moge sie postarac wyjasnic :)

                martwa fala jest zjawiskiem wyjatkowo paskudnym...wiatru brak, fale sobie, a
                jacht sobie kolysze sie z boku na bok bez wiatru

                i widac akrat wtedy twoj blednik wtedy nie bardzo mogl zgrac to co widzi z tym
                co czuje :)

                wiele osob na normalne widoczne i odczuwalne normalnie fale i przechyl nie
                reaguja specjalnie...a wystarczy jakas inna dziwna "czestotliwosc" i widzialam
                chorujace osoby, ktorym nigdy nic nie bylo

                na przyklad przy duzym jachcie i krotkiej baltyckiej fali, tak, ze nie poruszal
                sie normalnie z fala tylko czasem jakby fala sie za wczesnie pod nim konczyla i
                dziwnie wlasnie sie kiwal, hustal, opadal niespodziewanie...

                nawet osoby wiele lat plywajace wtedy nie mogly uwierzyc, ze cos ime jest, a
                taka kombinacja im widac nie posluzyla ;)

                ja jedna z dziwniejszych sytuacji zwiazanych z choroba morska pamietam na zlocie
                zaglowcow cutty sark na westerplatte....na ladzie :D

                a moze prawie na ladzie bo stala tam jakas taka knajpa a la lodz wikingow
                przycumowana sztywno do nabrzeza, w kanale daleko od morza, woda teoretycznie
                calkiem gladka...

                postanowilismy usciasc z kolega i cos zjesc, dostalismy karty i zanim kelnerka
                przyszla przyjac zamowienie wymienilismy szybko porozumiewawcze spojrzenie... i
                czym predzej udalismy sie na staly lad :D

                ogolnie nie widac bylo, ze ta barka sie rusza, woda wygladala na gladka, a jak
                widac jednak nie bylo tak idealnie...bo nasze bledniki blyskawicznie zglupialy :)

                nawet na morzu normalnie nie mdli mnie az w takim tempie jak wtedy ;)
          • yaga7 Re: a takie pytanko a propos 12.03.09, 10:31
            Mnie też jest obojętne, jak siedzę w autobusie i nie robi mi to żadnej różnicy.

            Natomiast mam jakąś odmianę choroby lokomocyjnej - strasznie działają na mnie
            spaliny (czy cuś), które czuć, jak się jedzie samochodem, czasem nawet autokarem
            na dłuższych trasach (ale to w Polsce, za granicą nie). Pewnie wyjściem byłoby
            auto z klimą, ale nie mam do takiego dostępu ;)
            Jak byłam mała, było jeszcze gorzej, teraz ciut lepiej, ale też mi się zdarza.
        • turzyca Re: a takie pytanko a propos 11.03.09, 19:49
          Ja teorie znam, ale ta argumentacja do mnie nie przemawia. Bo jak wygladam za
          okno, to mam nietrzesacy sie krajobraz i trzesaca sie mnie. A w przypadku
          patrzenia sie na ksiazke (lub wlasne kolana), widze ze sie trzese i sie trzese i
          ogolnie mi sie zgadza.

          a jak siedzę przodem, to
          > każdy przedmiot widzę już z daleka i powoli się on do mnie zbliża.

          Taaaak, szczegolnie jak jedziesz przez las i te drzewa wyskakuja co i rusz nagle
          i robia tylko bziuuuut zanim znikna za plecami. ;) Przy rozleglych rowninach
          faktycznie mozna sobie ogladac jakis punkt, ale w lesie?



          > a ja się zawsze zastanawiam, czy to możliwe, żeby tym ludziom, którzy siadają
          > tyłem mimo wolnych miejsc przodem, było naprawdę obojętne.

          Naprawde. Obojetne, a wrecz sympatyczne, jak mam w autobusie dwa miejsca, to
          raczej wybiore to tylem. I zadna babcia nie bedzie nade mna stala i sie na mnie
          potepienczo patrzyla ;] one wola jezdzic przodem i wisza nad innymi, a ja moge
          sobie w spokoju ducha siedziec. Nawet jak im ustepuje, to mowia, ze nie lubia
          jezdzic tylem i nie siadaja. Mozliwe ze przyjemnosc zwiazana z jezdzeniem tylem
          jest u mnie nawykiem wyrobionym podczas lat jezdzenia warszawskimi autobusami. ;)
          • quleczka Re: a takie pytanko a propos 12.03.09, 14:11
            > Taaaak, szczegolnie jak jedziesz przez las i te drzewa wyskakuja co i rusz nagle
            > i robia tylko bziuuuut zanim znikna za plecami. ;)

            ale jednak jak siedzisz z przodu to ta droga nie robi "bziuuut" i nie znika za plecami ;) wielu osobom to pomaga ale w gre wchodzi patrzenie przez przednia szybe glownie :)

            > a ja się zawsze zastanawiam, czy to możliwe, żeby tym ludziom,
            > którzy siadają tyłem mimo wolnych miejsc przodem,
            > było naprawdę obojętne.

            mi jest obojetne zazwyczaj jesli chodzi o sama chorobe bo w komunikacji miejskiej i pociagach raczej jej nie mam, choc lubie siedziec przodem glownie z tego powodu, ze przez okno lepiej sie patrzy jak widoki sie zmieniaja w normalnym kierunku ;)
            • turzyca Re: a takie pytanko a propos 13.03.09, 00:10
              > ale jednak jak siedzisz z przodu to ta droga nie robi "bziuuut" i nie znika za
              > plecami ;) wielu osobom to pomaga ale w gre wchodzi patrzenie przez przednia sz
              > ybe glownie :)

              W pociagu??? :-o
              • quleczka Re: a takie pytanko a propos 13.03.09, 01:19
                ok, nie zauwazylam ze pisalas o pociagu :D

                swoja droga nie slyszalam nigdy tej rady jesli chodzi o pociag akurat :)
      • szarsz Re: a takie pytanko a propos 11.03.09, 19:52
        turzyca napisała:
        > gderliwe "nie czytaj, choroby lokomocyjnej dostaniesz, lepiej
        > powygladaj przez okno", wygladalam przez okno, wszystko mi za tym
        > oknem tylko migalo, zaczynalo mnie mdlic i wracalam do czytania.

        Przez okno tak, ale wyłącznie to z przodu. Reszta jest be, fuj i
        mdląca.
      • aadrianka Re: a takie pytanko a propos 12.03.09, 15:35
        Moja mama zawsze powtarza "nie czytaj, oczy popsujesz do reszty". I
        faktycznie, taki skaczacy druk meczy oczy. Objawow choroby
        lokomocyjnej u mnie nie wywoluje. Wygladanie przez okno tez nie.
        Chorobe lokomocyjna w lagodnej formie (bol glowy i ogolne
        uczucie "jakos mi niedobrze") miewam wylacznie na tylnym siedzeniu
        samochodu z miekkim zawieszeniem, i to po co najmniej godzinie
        jazdy.
        --
        Dobrze dobrany stanik
      • 987ania Re: a takie pytanko a propos 04.04.09, 20:25
        Turzyca obawiam się ze nie jesteś jedyna:) ja też lubię jeździć tyłem
        do kierunku jazdy i zawsze czytam jak jadę. Szkoda mi kilku godzin
        jazdy na siedzenie i oglądanie drzew, no chyba ze jestem w jakimś
        miejscu z ciekawymi widokani.
    • daslicht Re: choroba lokomocyjna 12.03.09, 00:10
      A ja mam tak, że mdli mnie tylko w pojazdach spalinowych. Samochód,
      autobus = ble!, natomiast pociąg czy statek = nic. Myślę, że chyba
      chodzi tu o smród i duchotę.

      Kiedyś dawno temu moja mama spróbowała z autosugestią - jechałam na
      kolonie i zamiast avio-pavio dostałam do zjedzenia witaminę B. Potem
      jęczałam do słuchawki, że "po drodze puściłam pawia, chyba będę
      musiała brać dwie tabletki buuuu!". Nie zawsze więc sugestia działa.
      • irena.earl Re: choroba lokomocyjna 12.03.09, 01:23
        > A ja mam tak, że mdli mnie tylko w pojazdach spalinowych. Samochód,
        > autobus = ble!, natomiast pociąg czy statek = nic. Myślę, że chyba
        > chodzi tu o smród i duchotę.

        Myślę, że oprócz smrodu i duchoty znaczenie mają też wibracje silnika, mnie się niedobrze robi nawet w stojącym, ale włączonym samochodzie. Czasami samo przebywanie w wyłączonym samochodzie samochodzie wywołuje mdłości. Swoja drogą - to takie typowe warunkowanie klasyczne, jak z psem Pawłowa - jeżeli przez długie lata w czasie jazdy samochodem pojawiały się mdłości, to można reagować mdłościami na sam samochód lub jego zapach.

        > Kiedyś dawno temu moja mama spróbowała z autosugestią - jechałam na
        > kolonie i zamiast avio-pavio dostałam do zjedzenia witaminę B. Potem
        > jęczałam do słuchawki, że "po drodze puściłam pawia, chyba będę
        > musiała brać dwie tabletki buuuu!". Nie zawsze więc sugestia działa.

        O tak, nie zawsze. Kiedyś wzięłam lek homeopatyczny, pełna wiary w niego, i było źleeeeeeeeeee...
        • luliluli Re: choroba lokomocyjna 12.03.09, 13:32
          > takie typowe warunkowanie klasyczne, jak z psem Pawłowa - jeżeli
          przez długie l
          > ata w czasie jazdy samochodem pojawiały się mdłości, to można
          reagować mdłościa
          > mi na sam samochód lub jego zapach.

          niestety można też zacząc mdłościami reagować na niedzielny obiad
          mamy:( zawsze go lubiłam a teraz zjedzenie "standardowego zestawu
          niedzielnego" powoduje u mnie mdłości i uczucie wirowania w głowie:D
          a zaręczam, że mama nie dosypuje nic do obiadu;))) wszystko dlatego,
          ze przez 4 lata jechałam po takim obiadku blisko 2 godziny autobusem
          do szkoły
      • quleczka Re: choroba lokomocyjna 12.03.09, 14:08
        ja mam posrednio :)

        auta lub autbusy, autokary czasem bywa zle...ale to glownie kwestia zapachu
        spalin i w ogole...

        tramwaje, pociagi - nie ma problemu najmniejszego

        morze to inna bajka - bujania moj blednik na poczatku nie trawi...
    • livada Re: choroba lokomocyjna 12.03.09, 14:20
      Ja jako dziecko miałam straszna chorobę lokomocyjną, łykałam Aviomarin (nie pamiętam specjalnego otępienia, ale działał tak sobie), łykałam Cocculine (efekt jak przy Aviomarinie, czyli różny), a i tak zwykle kończyło się pawiem. Przy czym w pociągu i tramwaju nigdy nic mi nie było, a samochodzie i autobusie - zawsze. Z wiekiem prawie przeszło, puścić pawia mi się w pojazdach kołowych już nie zdarza, ale czasem - nawet dość często - mnie muli. Na szczęście zwykle prowadzę, a kierowcy chyba nigdy nie jest niedobrze;-)

      Jeżeli jadę w dłuższą podróż i wiem, że nie będę cały czas prowadzić, zawsze zaopatruję się w zapas landrynek lub podobnych owocowych cukierków do ssania - na mnie działają doskonale, właśnie ślina luzem czasem mi przeszkadza, wzmacnia efekt mdlenia, a landrynki pozwalają ją zagospodarować;-) Jedyny efekt uboczny to pochłanianie strasznej ilości cukru;-) Acha, guma do żucia się nie sprawdza, muszą być zwykłe landrynki czy inne Nimm2:)

      Staram się jeździć z przodu, jeśli z tyłu - próbuję zasnąć. Przez okno patrzyć do przodu, to wiadomo. Nie pochylać głowy, absolutnie! Ostatnio odkryłam, że jestem w stanie nawet czytać książkę, jeżeli siedzę prosto i książkę trzymam sobie pionowo przed twarzą.
      Dobrze jest też rozmawiać na interesujący temat, to odwraca uwagę od mdłości. Z tym że należy zacząć, jak jeszcze nie jest tragicznie;-)

      Przeszkadzają mi wszelkie zapachy - nie mówię już o benzynie i spalinach, ale też zapach samochodowych plastików (niektóre auta tak pachną), zapach rozgrzanego ogrzewaniem czegokolwiek (w dawnych czasach, kiedy Mama miała malucha, zawsze jeździła ze mną w zimie bez ogrzewania, bo inaczej była tragedia;-)). Absolutnie nie do przeżycia są wszelkie zapachowe choinki i inne spraye, robi mi się od nich niedobrze od razu;-) Najlepiej, jak może być choć trochę otwarte okno.

      W samolotach i innych obiektach latających czuję się dobrze, jakoś tego moja choroba lokomocyjna nie dotyczy. Na dużych promach - zdarzyło mi się, że mnie muliło, ale to przy naprawdę złej pogodzie. Najlepiej się położyć plackiem, na plecach, i nie ruszać, a zwłaszcza nie podnosić głowy. Ręce dość szeroko, dłońmi do dołu, głowa też w miarę możliwości bokiem. Zakładam, że tak jest mi lepiej, bo mam maksymalny kontakt z podłożem;-) Na żaglówce podczas gorszej pogody to tez działa - lepiej nawet niż siedzenie na pokładzie.
      • quleczka Re: choroba lokomocyjna 12.03.09, 14:59
        > Przy czym w pociągu i tramwaju nigdy nic mi nie było, a samochodzie
        > i autobusie - zawsze. Z wiekiem prawie przeszło, puścić pawia mi
        > się w pojazdach kołowych już nie zdarza, ale czasem -
        > nawet dość często - mnie muli.

        mam tak samo dokladnie :) jeden wyjatek - kiedys jechalam przez pol europy
        autobusem i bylo ok, do momentu korkow przy wjezdzie do warszawy juz prawie pod
        dworcem zachodnim...myslalam, ze jeszcze 5 minut i bede na miejscu...i niestety
        ostatnie 5 minut wykrecania okazalo sie 5 minutami za duzo ;) a wczesniejsze 20
        godzin spoko :)


        >Przeszkadzają mi wszelkie zapachy - nie mówię już o benzynie i spalinach,
        >ale też zapach samochodowych plastików (niektóre auta tak pachną),

        no mi tez ale i tak najgorsze wspominienie z dziecinstwa, to auto wujka jakis
        chyba stary mercedes z taka krowia skora na tylnim siedzeniu...o matko to plus
        zapach auta porazka ;/

        > W samolotach i innych obiektach latających czuję się dobrze, jakoś tego moja ch
        > oroba lokomocyjna nie dotyczy.

        zapomnialam dodac, tu mam na szczescie tak samo :)

        > Najlepiej się położyć plackiem, na ple
        > cach, i nie ruszać, a zwłaszcza nie podnosić głowy

        dokladnie, lezenie na morzu pomaga :) i na boku tez...tylko o ile pamietam jest
        teoria na ktorym boku ;) ja w ogole najczesciej leze na brzuchu :)

        ogolnie toleruje dwa stany - pod pokladem plasko i na zewnatrz patrzac przed
        siebie ale przy tym drugi nie zawsze jest az tak dobrze jak przy lezeniu ;)
        • brak_podpisu Re: choroba lokomocyjna 10.07.09, 00:21
          Łyknij Aviomarin i po problemie.
          Najlepszy sposób na chorobę lokomocyjną:)
    • ottiss Cocculine :) 12.03.09, 22:14
      ja mialam straszne problemy z choroba lokomocyjna do ok 16 roku zycia, Aviomarin mnie za bardzo otumanial,ale mama znalazla Cocculine-jest godny polecenia-nie jest sie po nim sennym,i mozna nawet prowadzic;)Z tym,ze nie lyka sie go 30 min przed jazda,tylko( z tego co pamietam) dzien wczesniej+prze jazda :) mnie bardzo pomogl
      • irena.earl Re: Cocculine :) 12.03.09, 23:19
        A mi cocculine zafundował mrożące krew w żyłach dwie czy trzy godziny z Rabki do
        Krakowa. Pełna wiary w to cudo łykałam homeo-szmeo jak ulotka przykazała. W
        niewielkim busiku zostały tylko dwa najgorsze miejsca, czyli najbardziej z tyłu.
        Wsiadałam przeżyłam chyba najgorsza chorobę lokomocyjną w swoim życiu.
    • irena.earl Homeopatia - czyste placebo 03.04.09, 13:03
      Ha! Nareszcie informacja w popularnym portalu - może ludzie przestaną się dawać
      tak nabierać:
      wyborcza.pl/1,75476,6448687,Homeopatia__czyli_uzdrawianie_woda____z_mozgu.html
      Wzrusza mnie ten fragment:
      W najpopularniejszym środku homeopatycznym - oscillococcinum - proces
      rozcieńczania, jak możemy przeczytać na opakowaniu, powtarzany był 200 razy
      (mówi o tym oznaczenie K200). Po 200-krotnym rozwodnieniu otrzymany roztwór
      teoretycznie ma stężenie 1 do 10 do potęgi 400. To niewyobrażalna liczba. Dość
      powiedzieć, że gdyby cały Wszechświat był złożony z wody i gdybyśmy rozpuścili w
      nim jedną jedyną cząsteczkę (i dobrze wymieszali!), uzyskany roztwór miałby
      stężenie zaledwie 1 do 10 do potęgi 80.

      Czyli - czysta woda z cukrem. Dodajmy - odpowiednio droga woda z cukrem, a - jak
      dowiedli Rebecca Waber i Dan Ariely, laureaci IgNobla 2008 - im droższe placebo,
      tym lepiej działa.
      • irena.earl Re: Homeopatia - czyste placebo 03.04.09, 13:05
        Artykuły źródłowe:
        jama.ama-assn.org/cgi/content/full/299/9/1016
        www.gsb.stanford.edu/news/research/mktg_shiv_pricing.shtml
      • klymenystra Re: Homeopatia - czyste placebo 04.04.09, 22:48
        Placebo nie placebo - mnie Cocculine wyprowadzilo z choroby lokomocyjnej i juz w
        wieku 15 lat nie musialam sie zamulac aviomarinem, jak przez cale wczesniejsze
        zycie. Teraz w aucie czuje sie swietnie i moge podrozowac i podrozowac.

        Co ciekawe - nawet w okresach, kiedy chorobe lokomocyjna mialam bardzo silna, na
        wodzie czulam sie rewelacyjnie.
    • magdalaena1977 Re: choroba lokomocyjna 04.04.09, 18:25
      a jak sama prowadzisz ?

      Ja miałam chorobę lokomocyjną jako dziecko i na większe wyjazdy brałam aviomarin.
      Potem mi przeszło, ale jakby wróciło po jednej narkozie. Generalnie u mnie
      pomaga nawiew i niezbyt wysoka temperatura. Nienawidzę warszawskich taksówkarzy,
      którzy namiętnie włączają ogrzewanie na full i jeżdżą w sweterkach zamiast w
      kurtkach.

      Ale nigdy nie miałam żadnych objawów, jeśli to ja siedziałam za kierownicą.
      Wtedy jest jak na rowerze - to nie mną telepie, tylko pojazd dostosowuje się do
      moich ruchów.
    • 100krotna Re: choroba lokomocyjna 08.04.09, 17:59
      Mnie też choroba lokomocyjna męczy często.
      Z moich sposobów:
      1. Nie używać żadnych perfum, ani mocniej pachnących dezodorantów. A już
      całkowicie zabronione "słodkawe" zapachy - mdłości gwarantowane.
      2. Uchylone okno - choćby minimalnie. I nie włączać bez konieczności ogrzewania.
      W razie potrzeby wysiąść i pooddychać. Najlepiej w lesie.
      3. Nie pić zbyt dużo. Im więcej przed jazdą, tym gorzej się czuję, zwłaszcza jak
      jeszcze dojdzie przemożna potrzeba "siusiu"
      4. Miętówki! Nie guma do żucia, ale właśnie dropsy miętowe. Tylko koniecznie
      płaskie. Nie tic-taki. Jedna na godzinę. W dłuższej podróży niezastąpione.
      5. Nie jeździć nigdzie po wysiłku fizycznym, zwłaszcza nagłym a intensywnym. Jak
      podbiegnę, żeby złapać autobus to i tak wysiądę na następnym przystanku. A z
      kondycją nie mam większych problemów.
      6. Nie jeść jajek, mleka i sera białego, bo Ryga.
      7. Unikać busików ;) Zwłaszcza tych zapakowanych. A jeśli się nie da - jechać
      jak najbliżej przodu i otwartego okna.
      8. Prowadzić samemu. Ten sposób na mnie działa najlepiej. O ile nie włączę
      ogrzewania ;)
    • pierwszalitera Re: choroba lokomocyjna 10.07.09, 00:33
      W całym tym wątku nikt nie napisał o imbirze, a przecież wiadomo, że działa na chorobę lokomocyjną i nie powoduje senności jak chemiczne tabletki. Kupuje się torebkę kandyzowanego imbiru i pogryza co jakiś czas podczas jazdy. Ale w Polsce chyba trudniej dostać.
      • mobi-lna Re: choroba lokomocyjna 11.07.09, 16:40
        tak też słyszałam o imbirze ale mimo tych "naturalnych" sposobów
        zawsze mam przy sobie aviomarin bo to jednak pewny sposób na te
        dolegliwości
        • grzes654 Re: choroba lokomocyjna 11.07.09, 18:16
          Zgadzam się z mobilna.... Powie wam ze dopiero jak zakupiłem aviomarin to ta
          straszna choroba przestała mi dokuczać.... On na prawdę działa
    • jul-kaa Re: choroba lokomocyjna 11.07.09, 20:37
      Moja mama twierdzi, ze straciła chorobę lokomocyjna w momencie, kiedy zaczęła
      sama prowadzić. Ja nie prowadze i czasem mam jeszcze nieprzyjemne objawy. Brałam
      aviomarin i Cocculine. Skutkow tego drugiego nie pamiętam, ale kiedy jeździłam
      często na Ukraine, bralam porządne dawki aviomarinu - jedzie się czasem i 15
      godzin w potwornych warunkach (autobusem). Skutek tego był taki, ze zasypiałam
      po prostu na jakieś 8 godzin, a na granicy mąż musiał mi głowę podnosić do góry
      za włosy, taka byłam nieprzytomna :)))))
      • mobi-lna Re: choroba lokomocyjna 11.07.09, 22:49
        trzeba było zastosować się do dawki z ulotki a nie brać "porządne"
        dawki:)
        napewno biorąc "normalną" dawkę nie byłabyś tak zmulona. tak mi sie
        wydaje
        • jul-kaa Re: choroba lokomocyjna 12.07.09, 15:06
          mobi-lna napisała:

          > trzeba było zastosować się do dawki z ulotki a nie brać "porządne"
          > dawki:)
          > napewno biorąc "normalną" dawkę nie byłabyś tak zmulona. tak mi sie
          > wydaje

          Z pewnością nie byłabym, ale zmulenie było celem ważniejszym niż likwidacja
          choroby lokomocyjnej :)))
          Nie lubie autobusów, źle się w nich czuję, wszystkie wschodnie w dodatku mają
          dość ostry i osobliwy zapach, rozwalone resory, hałaśliwych współpasażerów,
          którym zdarza się palić w podróży, kopać w siedzenie, jeść kiełbasę czosnkową
          itp. Sen w takich okolicznościach jest absolutnym zbawieniem.

          ps. uwielbiam wschód! Uwielbiam Ukrainę, uwielbiam Ukraińców. Nie lubię tylko
          ich podejścia do podróżowania (wiecie, że przeciąg to cichy morderca...?)
          • mobi-lna Re: choroba lokomocyjna 21.07.09, 23:38
            A nie wiecie czy Aviomarin pomaga aby choroba ustąpiła z czasem, bo gdzieś
            napotkałam się na taką opinię?
            • brak_podpisu Re: choroba lokomocyjna 22.07.09, 14:25
              Mobi-lna nie wiem czy Aviomarin działa aby choroba się z czasem cofneła, ale na
              pewno jest najbezpieczniejszym lekiem stosowanym przy tej chorobie.
              • terepak Re: choroba lokomocyjna 24.07.09, 16:25
                Byłam na obiazdówce i zauważyłam że jedna kobieta miała ponaklejane
                plastry (takie z kółeczkiem) na nadgarstkach(podobno też na pępku).
                Wypytałam z ciekawości. Były to plastry na chorobe lokomocyjną
                dostępne w aptekach. Mówiła że jej pomagają, chociaż też była
                zdziwiona.
                • mobi-lna Re: choroba lokomocyjna 25.07.09, 17:14
                  O plastrach na nadgarstki nie słyszała, ale na pępek tak. Różne są o tym opinie,
                  najwięcej pozytywnych wypowiedzi pojawia się na temat Aviomarinu.
                • grzes654 Re: choroba lokomocyjna 26.07.09, 22:30
                  Na pępek to słyszałem ale na nadgarstki pierwsze słyszę?Ciekawe czy działa to na
                  wszystkich bo do tej pory na mnie działał tylko Aviomarin.
                  • terepak Re: choroba lokomocyjna 27.07.09, 16:21
                    Zaznaczam że to były SPECJALNE plastry na te dolegliwości a nie
                    zwykłe lub z opatrunkiem.
                    • grzes654 Re: choroba lokomocyjna 27.07.09, 17:12
                      No tak wiem o tym a nie wiesz na jakiej zasadzie one działają?
    • inez69 Zapachy 12.07.09, 14:18
      Kilka dziewczyn przede mną pisało, ja tylko potwierdzam, że za
      mdłości u mnie odpowiadają zapachy. Odkąd straciłam węch, mogę
      jeździć autami i autobusami, ale bywaja takie momenty, że zaczynam
      coś czuć i wtedy mdłości na powrót utrudniają podróż i parę godzin
      po:/
      Najgorsze są te choineczki i inne wynalazki zapachowe, dym
      papierosowy i spaliny.

      W autobusie i samolocie zawsze czytam książki, pomagają mi się
      oderwać od myślenia o mdłościach. Czasem też zażywałam tabletki
      Kwells, zawierają 300 microgram czegoś (nie wiem czego, bo mam
      odciętą pozostałą część listka:) i działają zdecydowanie lepiej niż
      aviomarin z tym że bardziej usypiają.
      --
      69/94/100 30G/GG
      Fotoblog:)
    • jehanette Re: choroba lokomocyjna 14.07.09, 13:22
      Ja też zawsze miałam chorobę lokomocyjną. Najgorzej było w samochodzie dziadka,
      to był taki dostojny mercedes z lat 70tych (chyba?)z którego był on strasznie
      dumny, miałam 3-4 lata jak go miał jeszcze no i on tak kołysał... kołysał... i
      kołysał na tych resorach... i jeszcze dziadek nie słuchał rodziców i
      przyśpieszał na wzniesieniach... mama twierdzi że ten samochód był w ładnym
      zielonym kolorze, w moich wspomnieniach jest (wybaczcie wyrażenie)
      sraczkowato-oliwkowy ;))).
      Sama rzadko prowadzę i w samochodach raczej nie mam sensacji (na wszelki wypadek
      nie czytam książek), ale w tramwajach i autobusach w lecie to jest dramat!
      Obojętnie, nowe czy stare, nowe nawet gorzej bo śmierdzą świeżym plastikiem co
      się koszmarnie komponuje z zapachem przegrzanych ludzi. Na długą trasę biorę
      Aviomarin, może spróbuję z imbirem bo odkryłam, że świeży (można kupić w
      supermarketach) jest świetny po zaparzeniu jako napój na zimno lub gorąco ;)
    • landora Re: choroba lokomocyjna 18.07.09, 13:01
      Mam chorobę lokomocyjną w samochodzie (ale nie jak sama prowadzę) i autobusie. O
      dziwo, nie choruję w pociągu, samolocie i na łódce, nawet, jeśli bardzo buja.
      Aviomarin działa, ale po nim tylko bym spała. Avioplant powoduje jeszcze gorsze
      mdłości, i tak jak wspomniałaś, odbija się imbirem. Jest taki lek dostępne w
      Wielkiej Brytanii, nazywa się SeaLegs. Działa jak Aviomarin, ale (przynajmniej
      mnie) nie przymula i nie usypia. W żadne zaklejanie pępka nie wierzę, na jakiej
      zasadzie niby ma to działać?
      Łączę się w bólu...
    • chocochoco Re: choroba lokomocyjna 22.07.09, 17:27
      Ja strasznie wymiotowałam będąc mała, ale oduczyłam się jak raz rodzice
      zaaplikowali mi aviomarin i myślałam, że umrę tak ostro na mnie zadziałał , od
      tamtej pory chyba moja podświadomość wyparła chorobę lokomocyjną i przeszło jak
      ręką odjął, mogę jeździć czym chcę, nawet statkiem i na karuzeli. Chyba mój
      organizm postanowił sobie, że musi być koniec z wymiotami bylebym nie brała
      więcej tego wstrętnego awiomarinu :P. Efekt typowo psychologiczny, pewnie
      podobny jak z zaklejaniem pępka ;-)
    • kotwtrampkach Re: czy to choroba lokomocyjna? 22.07.09, 21:37
      pomyślałam, ze bez sensu zakładać nowy wątek, skoro jest ten. A mam takie
      pytanie do Was - chodzi o 5-letnią dziewczynkę. Jadąc autobusem skarży się, ze
      ją boli gardło. Kiedy wysiada przechodzi ów ból..
      jak myslicie, to może być objaw choroby lokomocyjnej? Kurcze, nie wiem, jak
      reagować, czy coś robić w tym kierunku, wypytywać. W sumie dziwny objaw dla mnie
      trochę.. ale ja mało mam do czynienia z wymiotami (hehe) i tak pokrętnie mi się
      kojarzy.. (to, ze w autobusie a w aucie nie, dziwne nie jest - ja tez tak miałam)
      • anna-pia Re: czy to choroba lokomocyjna? 22.07.09, 22:53
        może być - zaproponuj może coś do ssania, mi pomagały miętówki (w dowolnej postaci)
        • irena.earl Re: czy to choroba lokomocyjna? 22.07.09, 23:55
          To może być choroba lokomocyjna, tylko mała nie wie, jak to nazwać. Sprawdź czy pomoże jazda przodem do kierunku jazy, najlepiej przy przedniej szybie, żeby dziewczynka mogła widzieć to, przed nią.

          Pamiętam, że od małego lepiej znoszę jazdę na stojąco, może to też się przyda?
        • kotwtrampkach Re: czy to choroba lokomocyjna? 23.07.09, 15:07
          anna-pia napisała:

          > może być - zaproponuj może coś do ssania (...)

          hmmm, jej też pomaga ssanie, ja się tylko zastanawiam, czy nie chodzi o
          wyłudzanie cukierków ;-)

          mała autem jeździ z tyłu i nic jej się nigdy nie dzieje, więc obawiam się że w
          autobusie przednia szyba niewiele pomoze, a na pewno nie będzie bezpieczniej.
      • zooba Re: czy to choroba lokomocyjna? 23.07.09, 15:48
        To może być choroba lokomocyjna - moja córka, kiedy mówi w samochodzie, że boli
        ją gardło, sygnalizuje de facto mdłości - teraz wiemy, że należy natychmiast stanąć.
      • grzes654 Re: czy to choroba lokomocyjna? 24.07.09, 17:37
        Mi się zdaje że są to objawy choroby lokomocyjnej, niestety. Daj dziecku 30
        minut przed wyjazdem Aviomarin i będzie dobrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka