Dodaj do ulubionych

Jest mi zimno :)

08.05.09, 10:03
Ja rozumiem, że temat może się wydawać dziwny, ale jest mi zimno ;)

Po pierwsze jestem zmarźlak straszny - przy temperaturze powietrza 30 stopni spokojnie sobie egzystuję i nic mi się nie dzieje (pod warunkiem, że nie ma dużej wilgotności). Ale w temperaturze -20 też mogę egzystować, jak się dobrze opatulę.

Natomiast odkąd wyłączyli nam kaloryfery w bloku jest mi non stop zimno w mieszkaniu. Temperatura w mieszkaniu to ok 20-21 stopni - tak przynajmniej mówi termometr pokojowy i to jest dla mnie za mało. Łażę w swetrach, polarach, wyłażę na balkon na słońce, żeby się rozgrzać, wracam do środka, po jakimś czasie znów mi zimno.
Gorące kąpiele pomagają też doraźne.
Wieczorem pomaga alkohol :P No ale nie będę pić od rana.... ;))))
Co jakiś czas skaczę, ruszam się, żeby pobudzić krążenie, no ale zimno ;)))
Gorące herbaty też piję....

Zasadniczo mam tak każdego roku, gdy na zewnątrz jeszcze nie całkiem ciepło, a kaloryfery od dawna nie grzeją. Zresztą czasem i w środku lata w mieszkaniu siedzę w polarze i przebieram się w krótkie rękawki, żeby wyjść na zewnątrz do sklepu przykładowo.

Czy ktoś ma tak jak ja?
A może na coś jestem chora? Lol.

Czy ktoś ma jakieś rady dla zmarźluchów? ;)
Obserwuj wątek
    • luliluli Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 10:11
      ekhm, właśnie dopiero co wyłączyłam farelek:D mi jest zimno
      wiecznie, wystarczy, że usiądę na 20 minut, już mam zimne ciało:)
      dlatego uwielbiam temperaturę ok.25 stopni na dworze, mniam.
      A jakie robisz ćwiczenia na krążenie? bo ja rano zawsze jak tylko
      wstanę robie taki minizestaw i ogrzewa mnie raz dwa (potem
      oczywiscie i tak odmakam w wannie...):
      - najpierw kręcisz kółeczka dłońmi samymi, takie "wkręcanie żarówek"
      czy tam "słoiczki" - jak w tancu brzucha:) raz w prawo raz w lewo,
      - potem od łokci - kręcenie ręcyma - prawo, lewo,
      - potem od ramion - całe ręce - machamy do tyłu, do przodu oraz na
      boki,
      - stopami jakbyś zagaszała peta pokręć,
      - ugnij kolana i zrób nimi kółeczka (ręce oparte nad kolanami).

      Na koniec się wyciągam:D
      Zajmuje mi to ok.minuty (bo oczywiście robię tylko cyk pyk kilka
      pokręceń i koniec) a ogrzewa i rozbudza doskonale:) działa też po
      długim marznięciu przed komputerem.
      • yaga7 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 10:16
        Dobrze wiedzieć, że nie jestem jedyna ;)

        O tak, 25 na zewnątrz to super :)

        Nie robię jakiś specjalnych ćwiczeń - włączam jakąś muzykę i sobie skaczę przez
        pięć minut, machając kończynami i robiąc pajacyki ;))) A do tego dołączę też ten
        Twój zestaw - dzięki!
    • joankb Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 10:26
      Przyłączam się...
      Idealna temperatura to powyżej 25.
      W suchym klimacie może być i 40.
      20 stopni to jest brzydka, zimna wiosna, oooooo
      • yaga7 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 10:29
        W suchym klimacie na Saharze w południe było mi w sam raz. No cieeeepło, ale
        gorąco? no skąd...
    • limonka_01 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 11:40
      O, to sporo nas jest. Najgorzej mam latem w klimatyzowanym biurze.
      Po prostu mam zimowo-syberyjski koszmar, a inni w krótkich rękawkach
      sobie chodzą.

      Chętnie poczytałabym co może być przyczyną zmarźluchowatości, że się
      tak wyrażę ;)
      • yaga7 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 11:57
        Na szczęście rzadko bywam w klimatyzowanych pomieszczeniach.

        Ale jak przykładowo chodzę do klimatyzowanego kina, zawsze muszę się cieplej
        ubrać i wziąć do plecaczka chustkę pod szyję... A pod koniec filmu zawsze
        dygotam... ;)

        No właśnie, chętnie bym się dowiedziała, dlaczego tak mamy.
      • abere8 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 12:03
        O, to, to, ja tak samo. Klimatyzacja to moj wrog i w pracy non stop pije goraca
        herbate, ktora pomaga tylko doraznie. Pod bluzki koszulowe nosze bawelniane
        bluzki z dlugim rekawem, a na to jakies kamizelki czy swetry. I potrafie tak
        ubrana miec lodowate rece, kiedy obok mnie siedzi babka z golymi nogami i
        krotkim rekawem...

        W styczniu mialam okazje pobyc przez pare dni na Sunshine Coast w Australii,
        bylo ok. 28-30 stopni i bylo cuuuudownie! Wygrzalam sie, ale niestety krotko.
        Zastanawiam sie, gdzie bym mogla sie przeprowadzic, zeby bylo, powiedzmy, 20-30
        stopni przez okragly rok. Hawaje...?

        No i tez bym chciala wiedziec, czy to moze miec cos wspolnego z jakas choroba
        czy co.
    • zooba Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 12:08
      Ja tez, ja też.
      Praktycznie cały czas piję coś ciepłego i nic.

      Wiem, że mam niskie ciśnienie i to podobno sprawia, że krew nie dopływa (?) do
      końcówek ciała, ale czy to jest wytłumaczenie, nie wiem.

      18-20 stopni, tak jak dzisiaj, to u mnie: podkoszulka, bluzka z długim rękawem i
      cienka kurteczka - tak siedzę przy kompie.
    • pierwszalitera Słaby kaloryfer 08.05.09, 12:27
      Częstym powodem zmarzluchowatości jest nieodpowiednie odżywianie. I znaczenia nie ma, czy człowiek jest chudziutki jak szczypiorek, czy ma nadwagę. U szczypiorków, to może i częstsze zjawisko i wynika wcale nie z powodu braku sporej ilości ochronnego tłuszczu, tylko przepraszam za wyrażenie, cherlawej tkanki mięśniowej. To ona jest kaloryferem naszego ciała i jeżeli nie dostarczamy jej enegrii, to nie może optymalnie działać. U ludzi krąglejszych problem zaczyna się, gdy zaczynamy uważać, co jemy, w celu oszczędzania kalorii i zachowania, albo odzyskania szczupłej linii. Zdarzyć się może, że mięśnie przejdą wtedy na program oszczędny i zakręcą dostęp wytwarzanego ciepła do peryferii. Wtedy marzniemy. I możemy wypić litry gorącej herbaty, od tego nasze mięśnie nie staną się na stałe cieplejesze. Warto więc przeanalizować co i ile się je. Szczególnie ludzie oszczędzający jedzonko w ciągu dnia mogą mieć problemy. Najlepiej dołóż trochę węglowodanów na śniadanko (super są płatki owsiane), możliwe, że po kilku dniach uzyskasz poprawę. Jeżeli cierpisz na niskie ciśnienie, to pamiętaj też, by pić około 2 litrów płynów dziennie. No i dosyć powszechne problemy z tarczycą mogą też być odpowiedzialne za marznięcie, ale chyba miałabyś też jeszcze inne symptomy.
      • luliluli Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 12:36
        a można zwyczajnie "tak mieć"? jem spore i pożywne śniadania (bo bez
        nich bym nie umiała rano wstać i żyć), ćwiczę i mam "mięśnie w
        normie", nie jestem chudziną ani nie mam nadwagi. Jedyna moja "wada"
        to baaardzo niskie cisnienie, co przychodzi mi bardzo naturalnie i
        od zawsze. Dlaczego więc na mnie padło?:D moja teoria jest taka, że
        jestem predestynowana do życia w śródziemnomorskim kraju:D
        koniecznie muszę się wynieść z tej zimnej Polski;))
        • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 13:31
          luliluli napisała:

          > a można zwyczajnie "tak mieć"? jem spore i pożywne śniadania (bo bez
          > nich bym nie umiała rano wstać i żyć), ćwiczę i mam "mięśnie w
          > normie", nie jestem chudziną ani nie mam nadwagi. Jedyna moja "wada"
          > to baaardzo niskie cisnienie, co przychodzi mi bardzo naturalnie i
          > od zawsze.

          Nie ważna jest ilość mięśni, tylko to, jak pracują. Ponieważ pracuję w branży żywieniowo-dietetycznej wiem, że "spore i pożywne śniadania" są u każdego inaczej definiowane i takie oświadczenie jest czystą abstrakcją. ;-) Niskie ciśnienie, też gra rolę, ale są sposoby, by je podnieść, jeżeli komuś zależy. No i spotkałam się, że w środziemnomorskim klimacie czasem nie ma porządnego ogrzewania w mieszkaniach, co w porze zimowej, która wcale nie jest upalna, wymaga też znoszenia nieco niższych temperatur. ;-)
          • luliluli Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 13:49
            to może jakaś garstka magicznych sposobów na podniesienie
            ciśnienia?;) bo widzę, że nie ja jedna takie mam...

            PS na sniadania jadam te wszystkie obrzydliwości jak płatki owsiane,
            ziarna, ciemne pieczywo... bez przyjemnosci, ale jadam;)))
            • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 14:56
              luliluli napisała:

              > to może jakaś garstka magicznych sposobów na podniesienie
              > ciśnienia?;) bo widzę, że nie ja jedna takie mam...
              >

              Sport? ;-)
              • luliluli Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 14:57
                t ja tu co minutę stronę odświeżam w oczekiwaniu na coś ekstra, a Ty
                mi sporcie piszesz;))))
                • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:00
                  Naprzemienne ciepłe- zimne prysznice. Lepiej? ;-)
                  • luliluli Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:03
                    jeszcze gorzej! Bo rano obowiązkowo włażę do wanny, gdzie grzeję się
                    kilka minut zanim zacznę się myć:D
                    ale ja marudą jestem, więc chyba nie da mi się dogodzić. No, chyba,
                    że napiszesz, że pomaga jedzenie lodów, truskawek i palenie;)))
                    ależ mam dziś głupawę piątkową:D
                    • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:12
                      No to odpowiem ci głupawkowo- piątkowo. ;-) Ja reaguję na truskawki na skórze nieco wrażliwie. Kiedyś wysmarowałam sobie nimi maseczkowo gębę i dostałam niezłej szczypawki. Może jak natrzesz się truskawkami na całym ciele, to reakacja u ciebie będzie podobna? Ciśnienie powinno skoczyć. ;-) A jak nic się nie będzie działo, to możesz zawsze poprosić, by miły ci osobnik wylizał cię z tego truskawkowego sosu do czysta. ;-) O ciśnieniu nic już nie mówię. ;-) Mam nadzieję, że jesteś pełnoletnia? ;-))))
                      • luliluli Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:24
                        :D:D:D nooo, takich pomysłów oczekiwałam;))))
                        • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:43
                          Więcej pomysłów nie podam, bo zbyt wysokie ciśnienie też nie jest korzystne. ;-))))
      • yaga7 Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 12:41
        Na pewno mam słaby kaloryfer mięśniowy. To fakt.
        Faktem jest też, że moją ulubioną czynnością fizyczną jest spanie :P No i
        siedzenie przed kompem....
        No dobra, uwielbiam narty, ale to sie nie liczy.
        Do tego mam chore kolana, więc niestety muszę uważać na to, co mogę, a czego nie
        mogę robić - no ale to wymówka ;)))

        Piję dużo, bo staram się więcej pić, a mniej jeść.
        No właśnie, staram się mniej jeść, bo chcę schudnąć, ale to mi nie wychodzi.

        Tarczycę mam ok, bo jest regularnie badana :)

        W sumie potwierdzasz to, co ja gdzieś tam wiem - powinnam się zacząć więcej
        ruszać, prowadzić aktywny tryb życia, zdrowiej się odżywiać i na pewno byłoby
        lepiej.

        Teorię to ja znam, gorzej z praktyką ;)
        • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 13:24
          yaga7 napisała:

          > Piję dużo, bo staram się więcej pić, a mniej jeść.
          > No właśnie, staram się mniej jeść, bo chcę schudnąć, ale to mi nie wychodzi.

          Właśnie dlatego ci nie wychodzi. Marznięcie jest bowiem najlepszym dowodem na to, że twoje spalanie jest przykręcone. Przy najmniejszej okazji spożycia odrobinki niepotrzebnych kalorii będziesz tyła. Nie będę się rozpisywać, ale paradoksalnie powinnaś zacząć więcej jeść, by zrobiło ci się cieplej i podwyższyła przemiana materii.
          • yaga7 Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 13:42
            Wiesz co, ja to marznięcie mam odkąd pamiętam.
            Nigdy nie katowałam się dietami, nigdy nie przytyłam nagle (jeden wyjątek, gdy
            byłam unieruchomiona w szpitalu przez parę miesięcy), nigdy nie schudłam nagle.
            Czytałam, że przemiana materii może spaść, gdy ktoś ma takie jojo - chudnięcie /
            tycie i tak na zmianę. U mnie tego nigdy nie było, chuda czy szczupła nigdy nie
            byłam.

            Jak będę więcej jeść, na pewno przytyję bardziej - zresztą właśnie dlatego
            przytyłam parę kg w ciągu ostatnich dwóch lat.

            Aha, to nie jest tak, że ja się głodzę, o nie ;)) Ja po prostu nie bywam głodna
            i zazwyczaj jem, bo lubię, a nie jem, bo muszę....

            W sumie możesz się rozpisać, ja chętnie poczytam.
            • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 14:56
              Wcale nie musi być jojo. Wystarczy, gdy sukcesywnie pomniejszasz liczbę kalorii i uważasz, by nie jeść "za dużo". A jeżeli kierujesz się bardziej apetytem i lubieniem, niż autentycznym głodem i sytością, to prawdopodobnie jesz trochę "niefizjologicznie". Rozpisywać mi się nie chce, bo były już wątki o nadwadze, chudnięciu i optymalnym spalaniu. W jednym poleciłam książkę, w której można poczytać, że często za mała ilość dostarczanej energii jest powodem tycia: www.fit.pl/wydawnictwa/chudnij_podczas_snu,128,22,22,4079,0,0,0,0.html
              • yaga7 Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:25
                No niestety nie mam czasu na czytanie wszystkich wątków, więc na pewno mi to
                umknęło. Trudno.

                A na książkę sobie zaraz popatrzę.

                Jakbym się miała kierować głodem, jadłabym ze trzy razy dziennie. Albo dwa. Ale
                że lubię jeść, jem pięć. Tylko że często gubią mnie przekąski i alkohol ;)))
                • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:40
                  yaga7 napisała:

                  > Jakbym się miała kierować głodem, jadłabym ze trzy razy dziennie.

                  I tak byłoby najlepiej. :-)


                  Ale
                  > że lubię jeść, jem pięć. Tylko że często gubią mnie przekąski i alkohol ;)))

                  I właśnie od tego się tyje, przy faktycznym niedożywieniu. ;-)
                  • yaga7 Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:43
                    pierwszalitera napisała:

                    > yaga7 napisała:
                    >
                    > > Jakbym się miała kierować głodem, jadłabym ze trzy razy dziennie.
                    >
                    > I tak byłoby najlepiej. :-)

                    Raaany, postaram się może ze dwa dni w tygodniu.... może mi się uda.... :)

                    > Ale
                    > > że lubię jeść, jem pięć. Tylko że często gubią mnie przekąski i alkohol ;
                    > )))
                    >
                    > I właśnie od tego się tyje, przy faktycznym niedożywieniu. ;-)

                    No wiem, wiem.
                    Od zawsze wiem, że mam nie jeść słodyczy, ciasteczek, pizzy....

                    Obiecuję poprawę :)

                    PS. Może jak publicznie obiecam poprawę, to naprawdę coś z tym zrobię? :)
                    • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:46
                      yaga7 napisała:

                      > PS. Może jak publicznie obiecam poprawę, to naprawdę coś z tym zrobię? :)

                      Psychologicznie rzecz biorąc, działa. ;-) Można poczytać, na przykład tu: www.dobreksiazki.pl/b244-wywieranie-wplywu-na-ludzi.htm
                      • yaga7 Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 15:50
                        Heh, na mnie tricki psychologiczne raczej nie działają ;)

                        Jedynym wyjątkiem jest mój własny organizm, który doskonale potrafi mnie namówić
                        na zjedzenie kolejnego kawałka pizzy :P Jemu nie potrafię odmówić....
                        • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 16:06
                          yaga7 napisała:

                          > Heh, na mnie tricki psychologiczne raczej nie działają ;)

                          Autor nie ma na myśli tricków, tylko opisuje psychologiczne zasady ludzkiego działania, które są ogólne dla wszystkich. Nie ma szans, byś z tego wypadła. Sorry. ;-) Używa przy tym opisów faktycznych tricków używanych przez sprzedawców, maklerów, speców od reklamy, ideologicznych przywódców i innych ludzi, którzy mogą mieć z wykorzystywania tych zasad korzyści. Bo z kosmosu te rzeczy nie powstają, tylko z obserwacji ludzkich reakcji. A to z ewentualną większą naiwnością u niektórych nie ma nic wspólnego.
                          • yaga7 Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 16:10
                            No ale chyba jednak na niektórych te zasady bardziej działają niż na innych nie?
                            Są ludzie, którzy łatwiej się do czegoś przekonają, a są tacy, których przekonać
                            jest trudniej. Mniej więcej o to mi chodziło.

                            Jak będę chciała się nauczyć wywierać wpływ na ludzi, na pewno sobie książkę
                            poczytam .
                            • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 16:19
                              yaga7 napisała:

                              > No ale chyba jednak na niektórych te zasady bardziej działają niż na innych nie
                              > ?
                              > Są ludzie, którzy łatwiej się do czegoś przekonają, a są tacy, których przekona
                              > ć
                              > jest trudniej. Mniej więcej o to mi chodziło.

                              No tak, tylko dobrzy sprzedawcy nie będą wciskać ci widocznej gołym okiem ciemnoty, do której przekonują się tylko mocno łatwowierni, tylko wykorzystają zasady, o którch mowa, w taki sposób, że nie złapiesz, o co chodziło. W ten sposób załapano cię stuprocentowo już wiele razy, tylko nie zauważasz. Zauważasz tylko te sytuacje, które są jednoznaczym oszustwem, albo takim się okazały, ale nie każda sprzedaż i namowa na coś podlega pod tą kategorię. Dobry sprzedawca uszczęśliwia kupującego.... i siebie. ;-)
                              • yaga7 Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 16:29
                                Dopóki jako kupująca jestem zadowolona, to niech sobie stosują przeróżne zasady ;)

                                Ale tak poza tym to ja głównie kupuję w necie i bardzo rzadko mam bezpośredni
                                kontakt ze sprzedawcami. W życiu zawodowym to już w ogóle nie mam kontaktu typu
                                kupno / sprzedaż ;)
                                • slotna Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 20:43
                                  Te ksiazke warto przeczytac i tak :) Chocby dla funu, jest naprawde przystepnie napisana, z humorem i mnostwem przykladow z zycia, a bazuje na prawdziwej psychologii, a nie bridgetjonesowym poradnictwie.
      • stary_dywanik Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 13:44
        Potwiedzam. Moja wiecznie zmarznieta kolezanke lekarz do dietetyka
        odeslal. Gdy zaczela sensownie jesc to jej sie tez cieplej zrobilo.

        pierwszalitera napisała:
        > U szczypiorków, to może i częstsze zjawisko

        Wsrod zimnolubnych osob, ktore znam wiekszosc to akurat chudzielce
        (glownie typ muskularno-zylasty). Takie osoby, ktore energie
        zuzywaja na grzanie a nie na robienie zapasow. Nawet jezeli tej
        energii jest nadwyzka do idzie w gwizdek a nie w boczki.
        • limonka_01 sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 13:48
          stary_dywanik napisała:

          > Potwiedzam. Moja wiecznie zmarznieta kolezanke lekarz do dietetyka
          > odeslal. Gdy zaczela sensownie jesc to jej sie tez cieplej zrobilo.


          Możesz coś więcej na ten temat?
          • stary_dywanik Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 13:59
            W przypadku kolezanki bylo to glownie zaplanowanie sniadan i drugich
            sniadan, bo wczesniej w pierwszej czesci dnia to sie glownie kawa i
            papierosami zywila. Szczegolowego jadlospisu nie jestem w stanie
            podac, ale zasadniczo miala rano jakies platki jesc a na drugie
            przynosila sobie ziarniste bulki z roznosciami (np. troche sera duzo
            warzyw).
            • limonka_01 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 14:07

              Nie pasuje :(
              Na śniadania obżeram się jak mops. Na tygodniu to jest zwykle musli
              z mlekiem. Porcja o objętości o,4 l. Do tego osłodzona kawa. A od
              ziarnistych bułek boleści w okolicach brzucha dostaję.
            • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 14:09
              Szamam przykładnie śniadanie i drugie śniadanie.
              Na śniadanie często jem płatki, albo serki, w każdym razie nabiał.
              • pierwszalitera Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 14:58
                yaga7 napisała:

                > Szamam przykładnie śniadanie i drugie śniadanie.
                > Na śniadanie często jem płatki, albo serki, w każdym razie nabiał.

                E tam nabiał. To jeszcze żadna energia. I od mleka i jego przerobów się tyje. Tajemnica dietetyków. ;-)
                • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 15:22
                  Lol.

                  Na jedzenie mięsa mnie nie namówisz, bo nie jem od prawie 20 lat.
                  Więc jeżeli nabiał to nie energia, mięsa jeść nie będę, to skąd tę energię mam
                  brać, hę? ;))
                  • luliluli Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 15:25
                    z kosmosu, yaga, z kosmosu...
                    :D:D:D
                    • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 15:34
                      I to jest odpowiedź godna piątku :)))
                  • pierwszalitera Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 15:37
                    Energię potrzebną do spalania czerpie się przede wszystkim z węglowodanów. Dopiero, gdy tych brakuje, n.p. przy dietach low carb, organizm produkuje cukier z białka. Jeżeli jesteś jednak wegetarianką i swoje zapotrzebowanie na białko czerpiesz tylko, lub głównie z nabiału, to twoje mięśnie mogą też trochę cierpieć. Nabiał nie dostarcza nam wszystkich amninokwasów koniecznych do budowy i stałej regeneracji tkanki mięśniowej.
                    • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 15:45
                      Hmm, a gdzieś czytałam - ale wiadomo, coś gdzieś, mogę się mylić - że jednak
                      trzeba szamać dużo białka, bo to pomaga w chudnięciu.
                      A Ty piszesz, że trzeba szamać dużo węgli.

                      Chyba jednak powinnam się udać do porządnej dietetyczki. Najlepiej, żeby można
                      się było do niej dostać internetowo, bo inaczej to w życiu tego nie załatwię... ;)
                      • pierwszalitera Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 15:58
                        yaga7 napisała:

                        > Hmm, a gdzieś czytałam - ale wiadomo, coś gdzieś, mogę się mylić - że jednak
                        > trzeba szamać dużo białka, bo to pomaga w chudnięciu.
                        > A Ty piszesz, że trzeba szamać dużo węgli.

                        To nie tak. Białko same w sobie nie powoduje lepszego spalania tłuszczu. By leciało spalanie potrzebna jest organizmowi energia. Najprostszym i ulubionym przez nasze organizmy sposobem na energię jest spalenie węgli, czyli cukru. Problem, że przy jedzeniu węgli wzrasta poziom isuliny, w efekcie spalanie tłuszczu nie funkcjonuje optymalnie, człowiek na dodatek szybciej znowu głodnieje. To tak w uproszczeniu. Dobrym sposobem jest więc zastąpienie węgli białkiem, ale w wystarczających ilościach, bo ograniczenie liczby kalorii może być poważnym błędem. Tak działają diety low carb. A najlepszym sposobem jest mądra kombinacja białka i węglowoadanów. Nie o każdej porze dnia organizm reaguje bowiem na węgle tak samo i istnieją też jeszcze indywidualne różnice w typach przemiany materii. Ale to wyższa jazda i nie każdy dietetyk się na tym zna. Większość traktuje nas jeszcze po starej regule "ograniczyć tłuszcz i kalorie" nie przyjmując, że od głodówek na dłuższą metę się tyje i na świecie wypracowano lepsze i bardziej pasujące do naszej biologii sposoby.
                        • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 16:09
                          Dzięki za wyjaśnienie.
                          Spróbuję sobie o tym gdzieś poczytać. Może uda mi się jakoś zastosować.
                          Najpierw jednak zacznę od tej książki chudnięcie w czasie snu - brzmi bosko ;)))
                          • szarsz Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 11.05.09, 18:57
                            Yaga, w procesie lipolizy z tłuszczów, czyli trójglicerydów powstaje
                            glicerol i wolne kwasy tłuszczowe, które transportowane są w
                            skomplikowany sposób do mitochondriów i tam cięte na odcinki
                            dwuwęglowe (acetylo-CoA) a potem spalane w cyklu Krebsa. Z tego
                            wynika, że węgle spalane są razem z kwasami tłuszowymi, mówi się
                            nawet, że "tłuszcze płoną w ogniu węglowodanów", z czego wniosek, że
                            węgle są niezbędne do tego, żeby spalać tłuszcz.

                            Ale, żeby to nie było takie proste, wysoki poziom insuliny bardzo
                            silnie hamuje ten początkowy etap rozkładu trójglicerydów do
                            glicerolu i wolnych kwasów tłuszczowych.

                            Imho trzeba więc zachować bardzo subtelny balans między obecnością
                            węgli i ich brakiem. Ponieważ to procesy regulowane hormonalnie, to
                            u każdego człowieka ten balans będzie inny.
                • plica Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 08.05.09, 23:10
                  > E tam nabiał. To jeszcze żadna energia. I od mleka i jego przerobów się tyje. T
                  > ajemnica dietetyków. ;-)

                  to skad niby brac wapn ?
                  • pierwszalitera Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 09.05.09, 12:05
                    plica napisała:

                    > to skad niby brac wapn ?

                    W 100g orzechów, na przykład migdałów jest więcej wapna niż w 100g mleka, w którym jest tyle samo, co w 100g brokółów. Co nie znaczy, że nabiału jeść się nie powinno, tylko często nie w takich ilościach, jak niektórzy to robią. Niektórzy używają mleka jako napoju, zapominając, że natura wymyśliła ten płyn do tuczenia cielaków. ;-) Poza tym nabiał mieszamy sobie ochoczo z cukrem: kakaoko, jogurty i twarożki z owocami itp, a to powoduje eksplozję insulinową w organiźmie i tuczy.
                    • plica sękju! 09.05.09, 12:16

                    • szarsz Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 12.05.09, 20:09
                      pierwszalitera napisała:
                      > w 100g mleka, w którym jest tyle samo, co w 100g brokółów.

                      No i jeszcze nie zapominajmy, że przyswajalność wapnia z mleka
                      szacuje się na 30% a z brokułow na 50%...

                      Źródło: www.osteoforum.org.pl/mm8_2004_14.html
                    • tfu.tfu Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 14.05.09, 09:01
                      szczęśliwie nie toleruję mleka ;) orzechów niestety tez nie, to co mam robić?
                      calcium z apteki? :/
                      płatki owsiane zalewam sojowym przetworem ;) uwielbiam! :D a i tak jestem gruba :P
                  • szarsz Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 11.05.09, 18:35
                    plica napisała:
                    > to skad niby brac wapn ?

                    Wapń jest praktycznie wszędzie, jeśli nie jesz śmieciowego jedzenia.
                    Tak naprawdę ciężko jest o niedobór wapnia, gdy jesz normalne
                    posiłki, śniadania na prawdziwym zakwasowym mieszanym chlebie albo
                    płatkach owsianych, obiady z zupą gotowaną na mięsie z kością,
                    drugie danie z kawałeczkiem mięsa, orzechy, zielone rośliny, jak
                    brokuły, szczypiorek, natka piertuszki, strączkowe, jak fasola itp.

                    Żywym dowodem jest tu moje dziecko, które do półtora roczku miało
                    skazę białkową, potem też karmione nabiałem baaaardzo rzadko i w
                    symbolicznych ilościach. Nigdy nie suplementowane witaminą D.
                    Karmiłam piersią do niecałego roku.
                    • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 12.05.09, 09:03
                      Nie jem mięsa, jem strączkowe, orzechy, soję itp.

                      Natomiast ja osobiście mleko i nabiał kocham od zawsze ;)

                      Gdybym miała z niego zrezygnować, to w sumie nie wiem, co zostaje mi do
                      jedzenia. Same owoce i warzywa? Hmm, trochę mało...
                      • daslicht Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 00:34
                        Ja jestem "nietolerancyjna" i kiedy jeszcze nie dorwałam laktazy w
                        aptekach, mleka nie piłam i wiecie co się stało? Nic się nie stało!

                        A teraz jem mleko na potęgę i nie zauważyłam, żebym przytyła, wręcz
                        przeciwnie, wciąż tendencje spadkowe.

                        Taki sam pic na wodę, jak tycie od ziemniaków :/

                        Jak zimno i się tyje od byle czego, to warto hormony sprawdzić (może
                        już o tym było, nie pamiętam całego wątku). A jak badania nic nie
                        wykazą, to bardziej niż nad odstawianiem czegokolwiek (prócz
                        słodyczy i syfnego żarcia) warto się zastanowić nad obniżeniem
                        kaloryczności, bo może te przeciętne 2000 kcal/d to za dużo jak na
                        słabogrzejne ciało.
                        • pierwszalitera Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 13:44
                          daslicht napisała:

                          > A teraz jem mleko na potęgę i nie zauważyłam, żebym przytyła, wręcz
                          > przeciwnie, wciąż tendencje spadkowe.
                          >
                          > Taki sam pic na wodę, jak tycie od ziemniaków :/

                          Coś mi się obiło o oczy, że zajmujesz się odżywianiem? A może się mylę? Pewnie jednak z odchudzaniem (innych ludzi) nie masz żadnych doświadczeń, bo szybko byś się zorientowała, że istnieją interpersonalne różnice między ludźmi jeżeli chodzi o tycie i nadwagę. I owszem od ziemniaków też się tyje, bo świeżo ugotowne ziemniaki to szybciutko przyswajalne węglowodany, które powodują wysoki wzrost insuliny. I istnieją ludzie z predyspozycją genetyczną, którym to na pewno nie pomaga w utrzymaniu szczupłej linii. Pewnie osobiście do takich nie należych, albo/oraz jesteś w wieku, w którym rozregulowana reakcja insulinowa i tycie nie są jeszcze problemem.
                          Zapotrzebowanie kaloryczne oblicza się też według masy mięśniowej, nie według wagi, a już wcale według tabel orientujących się na jakiś 2000 albo innej liczbie kalorii. Nikt nie neguje odpowiedniego bilansu kalorycznego dla utrzymania stałej wagi, ale liczenie kalorii w celu schudnięcia, to przeżytek z ubiegłego wieku, który się nie sprawdził. Nasze organizmy posiadają bowiem wewnętrzną regulację i mechanizmy utrudniające odchudzanie, więc traktowanie nas jako maszyny, którym wystarczy w razie potrzeby kalorie dodać, albo odjąć, nie funkcjonuje. Zarówno w jedną, jak i w drugą stronę. Historyczne już badania z lat czeterdziestych pokazują, że nawet ta sama dodatkowa liczba kalorii powoduje u różnych ludzi zupełnie inny przybytek na wadze. Tak samo ograniczenie liczby kalorii u jednych prowadzi może i do spadku, u innych trenuje tylko organizm do jeszcze oszczędniejszego spalania i w efekcie do tycia. Zawsze rozśmieszają mnie też artykuły i poradniki dietetyczne w stylu: wystarczy zrezygnować ze słodyczy i syfnego żarcia oraz ograniczyć kalorie, bo piszą je ludzie, którzy ślicznie teoretyzują, cytując stare podręczniki, nie mając jednak pojęcia, jak wpływa to w praktyce na fizjologię i psychologię dotkniętych problemem osób.
                          To nie jest osobisty atak na twoją osobę, ale jeżeli faktycznie masz/lub chcesz mieć coś wspólnego z odżywianiem, to może przydałoby się ostrożniejsze wypowiadanie żywieniowych aksjomatów, posiadając tylko i wyłącznie obserwacje dotyczące własnej wagi.
                          • beauty-gosiek Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 14:51
                            pierwszalitera napisała:
                            pierwszalitera napisała:

                            Zawsze rozśmieszają mnie też artyku
                            > ły i poradniki dietetyczne w stylu: wystarczy zrezygnować ze słodyczy i syfnego
                            > żarcia oraz ograniczyć kalorie, bo piszą je ludzie, którzy ślicznie
                            teoretyzują, cytując stare podręczniki, nie mając jednak pojęcia, jak wpływa to
                            w praktyce na fizjologię i psychologię dotkniętych problemem osób.
                            > To nie jest osobisty atak na twoją osobę, ale jeżeli faktycznie masz/lub chcesz
                            > mieć coś wspólnego z odżywianiem, to może przydałoby się ostrożniejsze
                            wypowiadanie żywieniowych aksjomatów, posiadając tylko i wyłącznie obserwacje
                            dotyczące własnej wagi.

                            czyli ze co? ci co chcą schudnąć od razu ruszać do dietetyka?
                            żadna gazetka pt super linia nie pomoże?
                            ba, żeby jeszcze trafić do dietetyka znającego się na rzeczy..
                            skąd ja mam wiedzieć czy on nie idzie starym tokiem myślenia..
                            • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 15:09
                              Ja w sumie chętnie trafiłabym do dietetyka - najlepiej internetowego, bo i tak
                              nie wiem, czy w Krakowie jest ktoś sensowny...
                              • martvica Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 15:37
                                Też bym chętnie trafiła do dietetyka, jest od groma różnych dziwnych diet ale
                                przeważnie nie lubię bądź nie jadam 3/4 dopuszczalnych produktów :D
                                • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 15:39
                                  No właśnie, ja też.
                                  Mnie by zależało na tym, żebym podała: jem to, to, to, lubię to i tamto, nie
                                  znoszę tego i tamtego, proszę mi ułożyć dietę :)
                                  • daslicht Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 16:53
                                    O ile lista będzie w miarę rozsądna, to da się tak zrobić ^^

                                    Są ludzie co by wpisali na listę "z warzyw lubię tylko frytki, a
                                    poza tym to bym mógł się żywić samą czekoladą". Tak to się nie da :)

                                    Ale pewnie Ty się do tej kategorii nie zaliczasz.
                                    • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 17:09
                                      No chyba się nie zaliczam ;)

                                      Moja dieta mogłaby się składać z nabiału (mleko, jogurty, sery, jajka) + łosoś + jakieś warzywa i owoce (brak szczególnych upodobań). Aaaa chlebek i makaron wskazany.
                                      Aha, i maksymalna długość przygotowania posiłku to 10 minut, no może być dłużej, jeżeli dłużej oznacza dłuższe siedzenie w mikrofali... ;))))
                                      Nie lubię gotować, nie chcę się nauczyć, przygotowywanie posiłków to dla mnie strata czasu, wolę siedzieć przed kompem. Dlatego większość diet nie jest dla mnie, bo muszę myśleć, co kupić, czego nie kupic, jak zrobić itp.
                                      W sumie naprawdę chętnie zapłaciłabym komuś, kto by mi ułożył taki schemat, kto by mi mówił, co powinnam a czego nie.
                                      Owszem, nie wydaje mi się, abym jadła tragicznie źle, ale dobrze to na pewno nie jem...

                                      A w ogóle najchętniej to bym kupowała gotowe żarcie w jakiejś dietetycznej firmie. Zbilansowane, przygotowane... Ponoć w Wawie jest taka. W Kraku z tego co wiem, to chyba nie.

                                      Tak, wiem, leń ze mnie wychodzi ;))))
                                      Ale za to nadrabiam zawodowym pracoholizmem ;)
                                      • daslicht Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 17:22
                                        No właśnie warto się zastanowić "Co ja właściwie jem? Z czego to się
                                        składa? Czy jest mi to potrzebne?".

                                        Warto gotować samodzielnie, bo masz wtedy pełną kontrolę nad tym co
                                        jesz.

                                        Jak widzę listy spożywanych posiłków w ciągu dnia, to duuuży procent
                                        ludzi żre po nocy, często też w połączeniu z głodzeniem się rano (bo
                                        przytyję). Inne popularne błędy: drzemki po posiłku (zwykle z za
                                        dużą ilością cukru, który zmula, a jak gospodarka cukrowa się
                                        chwieje, to w ogóle...), małe spożycie wody i błonnika, opychanie
                                        się "lajtami".

                                        A ta firma od gotowego żarcia na jakiej zasadzie działa?
                                        • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 17:30
                                          Ja wiem, czego jeść nie powinnam: słodycze, chipsy, pizza (zbyt często), słodkie napoje, cukier w kawie, herbacie.
                                          Słodycze i tak już ograniczyłam, ale kawę czy herbatę słodzę, czasem piję jakieś słodkie gazowane czy inne napoje ;))) No i alkohol - zwłaszcza na imprezach.
                                          No i czasem objadam się w weekendy, bo zazwyczaj idziemy gdzieś na miasto na obiad.

                                          W nocy nie jem w ogóle - wyjątki to może raz w miesiącu po imprezie idziemy sobie wszyscy na zapiekankę czy coś.
                                          Ale w domu w nocy nie jem nigdy.

                                          Śniadanie i 2 śniadanie jem zawsze.

                                          Drzemki to nie dla mnie.

                                          Wody piję ze 2 litry mineralnej + herbaty.

                                          Lajtów nie jem.

                                          Ta firma z tego co pamiętam działa na tej zasadzie, że można u nich sobie zamówić pełne dzienne wyżywienie - na pewno są różne jadłospisy - i oni to dowożą do domu. Ale dokładniej niestety nie wiem nic.
                                          • daslicht Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 17:56
                                            Pizze można zrobić z grubej mąki, nałożyć na ciasto dużo warzyw
                                            (surowych, nie przysmażanych!), nie kłaść sera i jest git :)
                                        • zooba Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 14.05.09, 09:03
                                          Co jest złego w drzemce po posiłku?
                                          Wydawało mi się, że to zdrowe jest (i marzę, żebym miała czas na takie drzemki).
                                      • scarlet_agta Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 14.05.09, 10:27
                                        > A w ogóle najchętniej to bym kupowała gotowe żarcie w jakiejś dietetycznej firm
                                        > ie. Zbilansowane, przygotowane... Ponoć w Wawie jest taka. W Kraku z tego co wi
                                        > em, to chyba nie.

                                        Właśnie na innym forum znalazłam: www.diety-krakow.pl/index.htm
                                        Wygląda na coś podobnego :)
                                        • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 14.05.09, 10:30
                                          oooo, wielkie dzięki!!!

                                          Zaraz sprawdzę :)

                                          Na pewno tego nie było, jak szukałam ponad rok temu.
                                  • martvica Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 17:37
                                    O, dokładnie, bo masa diet z rzeczy białkowych a niemięsnych ma biały ser, a ja
                                    na sam zapach mam mdłości ;) I w ogóle jak patrzę na te wszystkie montiniaki i
                                    soutbicze to mam wrażenie że nie miałabym tam co jeść ;)
                            • pierwszalitera Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 15:29
                              beauty-gosiek napisała:

                              czyli ze co? ci co chcą schudnąć od razu ruszać do dietetyka?
                              > żadna gazetka pt super linia nie pomoże?
                              > ba, żeby jeszcze trafić do dietetyka znającego się na rzeczy..
                              > skąd ja mam wiedzieć czy on nie idzie starym tokiem myślenia..

                              Nie napisałam, że trzeba od razu do dietetyka. Swoją drogą, znaleść dobrego dietetytka jest tak samo trudno, jak dobrą brafitterkę. Jeżeli jednak porada zaczyna od podawania tabeli z kaloriami, to znaczy, że przespano ostatnich dwadzieścia lat. Chudnięcie to bardzo trudna sprawa i potrzeba zawsze bardzo indwidualnego podejścia. A większość konwencjonalnych porad redukuje się do ograniczenia kalorii i jadłospisów typu: kromka chleba razowego z chudym twarożkiem, listkiem sałaty i jabłko. A na głód poleca się wodę, koniecznie niegazowaną. No sorry, ale od takich rzeczy, to chudną może Ken i Barbie w swoim plastykowym świecie, ale nie normalny człowiek z genami sprzed 10 tysięcy lat. ;-)
                              • beauty-gosiek Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 16:50
                                pierwszalitera napisała:

                                Jeżeli jednak porada zaczyna od podawania tabeli z kaloriami, to znaczy, że
                                przespano ostatnich dwadzieścia lat.

                                haha czyli jak zajdę do takiego to od razu podziękuję za wizytę, dzięki :)
                                • daslicht Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 16:55
                                  A jak zaczynam od "proszę zrobić morfologię" a potem sprawdzam skład
                                  ciała, to ile lat przespałam, o ja taka owaka? ^^
                              • luliluli Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 18.05.09, 09:05
                                A większość konwencjonalnych porad redukuje się do ograniczenia k
                                > alorii i jadłospisów typu: kromka chleba razowego z chudym twarożkiem, listkiem
                                > sałaty i jabłko. A na głód poleca się wodę, koniecznie niegazowaną.

                                oooo, właśnie z tym mi się kojarzy "DIETA":D i za nic w świecie bym na takiej
                                nie wytrzymała dłużej niż godzinę.
                                Po raz pierwszy w życiu zastosowałam "dietę" miesiąc temu (strukturalną czy
                                jakoś takoś), piłam przesmaczne koktajle i jadłam całkiem dobre zupy, ale
                                minusem był fakt, że każdy posiłek przygotowywałam 2 razy dłużej niż zazwyczaj.
                                W końcu mi się odechciało porannego miksowania owoców (którymi przy całej ich
                                smakowitości nie najadałam się wcale, nawet po przegryzieniu kromką chleba
                                pełnoziarnistego) i odpuściłam. Popijam te smaczności parę razy w tygodniu jak
                                mam więcej czasu na babranie się w kuchni:)
                                duży plus to to, że po każdej próbie zdrowego odżywiania zostaje mi jakiś
                                pożądany nawyk - jadam ziarna, orzechy, zamieniłam owocowe słodkie jogurty na
                                naturalny jogurt i kefiry, znam coraz więcej smacznych potraw, które przy okazji
                                są zdrowe:)

                                Jedno jest pewne - nie ma opcji, żebym kiedykolwiek zaczęła wcinać udziwnione
                                sałatki warzywne, gotowane na parze potworności albo odpuściła sobie zupełnie
                                słodycze czy smażone mięsko:D
                                Chyba najlepiej nie przesadzać w żadną stronę. Co za przyjemność można mieć z
                                jedzenia rzeczy, które przełyka się starając nie czuć ich smaku?
                          • daslicht Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 13.05.09, 16:48
                            A co ja napisałam? W sumie podobnie ^^

                            Jedni zużywają więcej ciepła, inni mniej. Skoro ktoś ma słabszy
                            przerób, to jedząc tyle, co przeciętny człowiek potrzebuje (czyli
                            właśnie ok. 2000 kcal), przytyje. A jak ma mocne grzanie, to i 4000
                            przerobi.
                            Przy niedoczynności tarczycy spada metabolizm i trzeba po prostu
                            mniej jeść, niż przeciętnie. Dlatego warto sprawdzić.

                            Kiedyś już pisałam, że mięśnie zuzywają dużo energii, więc jeśli
                            wszystko ok z hormonami, to warto zająć się zwiększeniem masy
                            mięśniowej. Lepsze to, niż jedzenie sibutraminy, która też zwiększy
                            grzanie, ale ma dużo skutków ubocznych.

                            Akurat jedzenie w Macdonaldzie nikomu na dobre nie wyjdzie.
                            Nadmierne jedzenie słodyczy też nie. Ale jedzenie "normalnych"
                            produktów we właściwych dla siebie proporcjach jak najbardziej. I
                            jak już ktoś musi się obeżreć, to niech lepiej zrobi to rano (tu
                            gdzieś już było w watku o jedzeniu płatków i innych węglowodanowych
                            rzeczy).

                            A wykłócać mi się nie chce, bo nie czas na wysiadywanie przy kompie.
                • szarsz Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 11.05.09, 18:26
                  pierwszalitera napisała:
                  > E tam nabiał. To jeszcze żadna energia. I od mleka i jego
                  > przerobów się tyje. Tajemnica dietetyków. ;-)

                  i położnych :)
                  W ciąży tak miałam, że mniej więcej w połowie w ciągu 3 tygodni
                  przytyłam prawie 5 kilo. Wcześniej tylko chudłam, wpadałam już w
                  panikę z tego powodu i chciałam, żeby to chudnięcie trochę
                  przystopowało, ale jak weszłam na wagę wtedy, to prawie zeszłam na
                  zawał serca :)
                  A położna, jak to zobaczyła, od razu wzięła mnie na rozmowę i
                  rozpisałyśmy mój jadłospis szczegółowo. I wyszło szydło z worka.
                  Nabiał, sery, śmietana, mleko do inki i herbaty...

                  Zakazała jeść nabiał i od tamtej pory na wadze przybierałam
                  książkowo, 1.5kg miesięcznie...
                  • luliluli Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 12.05.09, 08:33
                    ojej, a ja tak lubię zółty ser, fetę, kefir, jogurt - co prawda
                    naturalny, więc może nie ma dramatu? kawę zbożową i zwykłą pijam
                    wyłącznie z mlekiem:( a co szkodzi najbardziej? to może choć z
                    jednego zrezygnuję... z bólem:P
                    no i kurde, co jeść zamiast kanapki z żółtym serem albo jogurtu??
                    • yaga7 Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 12.05.09, 09:04
                      Ja też lubię :)

                      A do tego nie jem mięsa, więc jeżeli nie będę jeść jeszcze nabiału, to nie wiem,
                      co będę jeść ;))
                      • szarsz Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 12.05.09, 19:55
                        yaga7 napisała:
                        > A do tego nie jem mięsa, więc jeżeli nie będę jeść jeszcze
                        > nabiału, to nie wiem, co będę jeść ;))

                        Coś w każdym razie musisz :) No chyba że masz w nadmiarze powietrza
                        i miłości ;p
                    • szarsz Re: sensowne jedzenie dla zmarźluchów 12.05.09, 19:56
                      luliluli napisała:
                      > wyłącznie z mlekiem:( a co szkodzi najbardziej? to może choć z
                      > jednego zrezygnuję... z bólem:P

                      Z tego co wiem, to chyba nadmiar...
      • daslicht Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 13:47
        Działa, potwierdzam :)
      • plica Re: Słaby kaloryfer 08.05.09, 23:06
        czytam yage - jakby o sobie czytala. i wszystko co napisalas pierwszalitero mam dokladnie odwrotnie. kupe pracujacych miesni, tluszcz w normie, owsianki co rano, 2 litry plynow tarczyca zdrowa, a cisnienie raczej wyzsze niz niskie. i jestem zmarzluchem. tak to juz jest, ze najchetnie spedzilabym zycie na piecu albo obok mojego prywatnego misiowego kaloryfera :)
        • pierwszalitera Re: Słaby kaloryfer 09.05.09, 12:10
          plica napisała:

          > czytam yage - jakby o sobie czytala. i wszystko co napisalas pierwszalitero mam
          > dokladnie odwrotnie.

          Ja stawiać diagnoz na odległość nie umiem i nawet nie jestem lekarzem, by być do czegoś takiego uprawnionym. Napisałam, że często (albo czasem) marznięcie to wynik złego odżywiania, albo problemu pracy tarczycy, ale nie, że jest tak w każdym przypadku. :-)
    • agafka88 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 12:28
      i ja, i ja i ja. Zamarzam. Co lepsze, większość zimy miałam zakręcone kaloryfery
      i otwarte okno - no ale w bloku sąsiedzi mnie dogrzewają z każdej strony i mi to
      wystarcza. A od jakiegoś tygodnia nie grzeją, blok się kompletnie wychłodził i
      trzęsę się z zimna - ciepło z zewnątrz nie leci, a tylko wiatr przez nieszczelne
      okna wpada do pokoju, brrr
      • yaga7 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 12:42
        No właśnie, te bloki są masakrycznie wychłodzone :(
    • aadrianka Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 12:47
      Ja tez marzne, a lodowate rece w 30stopniowy upal to dla mnie norma.
      Ostatnio marzne bardziej niz zwykle i wlasnie jestem w trakcie
      badania tarczycy na wszelkie mozliwe sposoby.
    • chocochoco A mio cieplutko :-) 08.05.09, 13:19
      Mam w domu 20 stopni a siedzę w krótkim rękawku i spodenkach, w polarze bym się ugotowała. Do snu nie trawię temperatury powyżej 20 stopni, a optymalna dla mnie to ok. 17, w 30 stopniach umieram :-))
      • yaga7 Re: A mio cieplutko :-) 08.05.09, 13:20
        Proponuję założyć wątek dla tych, co im ciepło i nie denerwować biednych
        zmarźluchów ;))))))
        • chocochoco Re: A mio cieplutko :-) 08.05.09, 13:21
          Heh ale pociesz się, że jak już będzie na prawdę ciepło to będziesz się czuła
          świetnie, a ja nie będę mogła spać i będę się pociła jak mysz całe lato :-)))
          • luliluli Re: A mio cieplutko :-) 08.05.09, 13:53
            ja mam konflikt podkołderny;D
            mąż - wiecznie odkryty i non stop otwiera okno w nocy, ja oczywiście
            regularnie je zamykam, przykrywam się (tyłek muszę mieć zakryty
            ZAWSZE) i tak właśnie się męczymy co lato:D
            • yaga7 Re: A mio cieplutko :-) 08.05.09, 13:55
              heh, skąd to znam ;)))
            • beauty-gosiek Re: A mio cieplutko :-) 08.05.09, 15:42
              luliluli napisała:

              > ja mam konflikt podkołderny;D
              > mąż - wiecznie odkryty i non stop otwiera okno w nocy, ja oczywiście
              > regularnie je zamykam, przykrywam się (tyłek muszę mieć zakryty
              > ZAWSZE) i tak właśnie się męczymy co lato:D

              a u mnie odwrotnie, mąż pozakrywany, a ja lubię się poodkrywać, on za szczupły,
              ja za gruba, może dlatego :)
            • anulla1974 Re: A mio cieplutko :-) 13.05.09, 13:20
              My to rozwiązaliśmy 2 kołdrami - moja cieplejesza, męża
              chłodniejsza. A kończy się tak, że ja mam 2 kołdry :)
    • filoruska Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 14:17
      Właśnie dla mnie rozpoczyna się zimna pora roku... czyli lato z
      klimatyzacją. Wolę zimę, bo wtedy można sobie dogrzać, a latem to
      wszyscy ziębią klimą. Mnie jest ciepło dopiero powyżej 25 stopni, a
      przecież nikt tak klimy nie ustawi. Moim marzeniem jest ubrać latem
      krótki rękaw i zdjąć rajstopy. Sandały mam wyłącznie do tego, by
      zdobiły półki na buty. Zamarzłabym, jeśliby je założyła.
      U mnie to kwestia krążenia. Ciepło mi jest, jak się ruszam. Jak
      tylko posiedzę chwilę, to zamarzam. Przez to wszystkich, którzy
      nieustannie słyszą, że jest mi zimno, wprowadzam w wielkie
      zdziwienie, że temperatura minus 25 stopni to odpowiednia
      temperatura do spacerów.
      • kotbert Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 16:15
        Przyłączam się do Waszych zeznań :]
        Mnie też jest wiecznie zimno i z całego serca nienawidzę klimatyzacji. Idzie
        lato, więc będzie powtórka z lat ubiegłych - czyli dyżurny sweter w pracy +
        zawsze półbuty :/
        Co z tego, że na zewnątrz może być przyjemne 30 stopni, jak w biurze będzie
        pewnie 20 i będę się trzęsła, patrząc na ludzi, którym nawet w takiej
        temperaturze jest za ciepło.
        Permanentnie ciepło (tzn. przed dłuższy czas, a nie kilka godzin czy dni) było
        mi jedynie pewnego lata w Stanach, gdzie temperatura powietrza sięgała 40 stopni
        Celsjusza, a do tego była fantastyczna wilgotność powietrza, rzędu 70 czy 80%.
        Raj. Poza tamtymi 3 miesiącami, całe życie jest mi zimno.
    • amoureuse Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 17:15
      Ech, też jestem zmarźluch... I tak jak Któraś z Was wcześniej napisała, też nie mogę mieć odkrytych nerek. Momentalnie marznę...
      Ale do rzeczy :)
      Yago, a czy próbowałaś jeść zupy? :) Mi pomagają zdecydowanie bardziej niż herbata. A jeśli masz w domu jakieś warzywo, czy chociaż puszkę pomidorów, to zrobienie zupy trwa maksymalnie pół godziny. I nie tuczą strasznie :) mogą też być Gorące Czubki, jak nie masz uprzedzeń do tego typu produktów.
      Pozdrawiam :)
      • yaga7 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 17:20
        Próbowałam Gorące Czubki (boskie!!!) + makaron. Pomaga tak, jak herbata, czyli
        na krótko ;)
        Zup jako takich nie probowałam, bo się nie znam na gotowaniu ;))
        Pół godziny? Strasznie długo, leniwa jestem ;)
    • martvica Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 19:00
      O, ja też jestem zmarźluch. Łapki, stópki i pośladki mam lodowate bardzo często,
      dostaję gęsiej skórki na nogach przy byle podmuchu, brrr.
      Zupy jadam, bez śniadania bym się chyba nie obudziła, ciśnienie... hmm, tu jest
      problem, jestem 100% pewna że jest niskie po mamusi, ale zawsze jak mi mierzą,
      to się denerwuję i wtedy mi skacze i jest idealnie w normie :)
      • yaga7 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 19:03
        To mi przypomina, jak byłam w szpitalu i byli studenci, i był jeden pielęgniarz
        ;) I jak on mierzył ciśnienie, to zawsze było najwyższe ;)))
    • kaga9 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 22:43
      Jam też trup;) Dłonie, nos i stopy- prawie zawsze. Obowiązkowo w sytuacji stresu
      i zwykle wtedy ktoś podaje mi rękę. Niekrępujące, w ogóle. Stopami mierzę pod
      kołdrą poziom miłości męża do mnie. Wypada minusowo;/
      • yaga7 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 23:01
        ech, to z moim Lubym nie jest tak źle - przytula i grzeje... ;)))
    • wielebnna Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 22:53
      byłam zmarźluchem straszliwym - przeszło mi po urodzeniu dwójki dzieci
      • yaga7 Re: Jest mi zimno :) 08.05.09, 23:00
        Ta opcja odpada od razu :P
        • kaga9 Yaga-:))))))))))))))))) n/t 10.05.09, 13:15
    • edytaf5 Objaw Reynauda 09.05.09, 09:30
      Mi tez jest wiecznie zimno. Zawsze mam zimne rece. Z tego co widze, to pare
      lobbystek tez o tym napisalo. Kiedys bylam u reumatologa, bo bolaly mnie kolana.
      Na samym poczatku wizyty (zanim powiedzialam o moim problemie) lekarka zlapala
      mnie za rece i powiedziala, ze mam objaw Reynauda. Jest to tzw. choroba zimnych
      rak. Ja myslalam, ze to taki urok moich rak. Nawet mowi sie, ze zimne rece,
      gorace serce ;) Ale to jest choroba i nawet dostalam tabletki na pobudzenie
      krazenia. Najwazniejsze w tym wszystkim to to, aby nie dopuscic do zmarzniecia
      rak, bo potem baaaardzo trudno je ogrzac...
      Co do innych czesci ciala, to tez jest mi zimno, gdy jestem w domu. Przed
      komputerem to musowo musze byc owinieta w kocyk ;) Odzywiam sie nawet dobrze,
      ale jestem szczupla.
    • e.m.i1 Re: Jest mi zimno :) 12.05.09, 09:36
      No dobra, a co jeśli mi jest zawsze albo za zimno albo za gorąco - rzadko kiedy jest w sam raz?:)
      Nie wyobrażam sobie nie mieć na nogach skarpetek, często mam zimne dłonie, nos, ramiona. Co do ramion właśnie, też muszę mieć zawsze zakryte, choćby przespanie jednej nocy z odkrytymi kończy się kilkudniowym bólem. Zimą zdarza mi się spać z szalikiem na nadgarstkach :)
      A lato to najgorsza pora roku, już teraz jest jak dla mnie za gorąco, bo pocę się jak mysz, przy większych upałach leżę całe dnie w domu, puchnę i boli mnie serce, a zimne części ciała nadal pozostają zimne.
      Czy to już czas na emeryturę?;)
      • slotna Re: Jest mi zimno :) 12.05.09, 21:40
        Hehehe, mam tak samo i nie wiem, co ze soba zrobic. Niedawno wrocilam z pracy, caly dzien mi bylo za goraco, a jak szlam w sloncu do domu, to myslalam, ze padne - nie znosze slonca, zaraz mi lataja mroczki przed oczami i w ogole niefajnie jest. Posiedzialam troche na tylku, przewietrzylam chalupe i musialam zalozyc cieple skarpetki, bo juz mi stopy zmarzly. Zima potrafie siedziec przy kompie w rekawiczkach, na nogach miec welniane kapcie i dwie pary cieplych skarpet - i marznac :D Latem za to wystarczy nieco cieplejszy dzionek, zebym cala czerwona i przymulona modlila sie o szybkie nadejscie zimy. Echhh.
        • anna-pia Re: Jest mi zimno :) 12.05.09, 23:14
          ciśnienie, echo serca, EKG - zróbcie koniecznie
          ja też łatwo marznę i łatwo się zgrzewam, ale bez dodatkowych efektów, więc po
          prostu uznałam, że moja optymalna temperatura otoczenia waha się pomiędzy 18 a
          23 stopniami C ;p
          • e.m.i1 Re: Jest mi zimno :) 13.05.09, 10:01
            Ja mam z sercem ogólnie wszystko w porządku, poza tym że chyba cały układ krążenia bardzo wrażliwy, jeśli można tak to określić.
            Nie mogę pić kawy ani nawet większej ilości coli; raz wzięłam tussipect na kaszel (z efedryną), myslałam, że umrę, chłopak wezwał pogotowie a oni przyjechali pędem, bo objawy pasowały do zawału. A ja "tylko" przez ok. 10h miałam ciśnienie 160/110, puls 150 i nie mogłam się ruszyć.
            W szpitalu już wzięli mnie za jakąś ćpunkę;)
            • martvica Re: Jest mi zimno :) 13.05.09, 13:55
              O, też kiedys miałam straszne jazdy po tussipectcie (jak się to cholerstwo
              odmienia?) przyszłam do mojego ex ledwo zywa od kaszlenia, to mi zaaplikował
              dwie tabletki i colę do popicia - myślałam że umrę ze strachu, tak mi serce
              waliło ;)

              A czasem wieczorem mam tak lodowate stopy, że nie zasnę póki nie wstanę i nie
              włożę skarpetek :( Nie ma to nic wspólnego z porą roku, chociaż zimą jest częstsze.
            • slotna Re: Jest mi zimno :) 13.05.09, 17:11
              Na mnie tez efedryna strasznie mocno dziala :D Ale kawe pije na litry, uwielbiam, a cisnienie mam bardzo niskie (rodzinne). Serce ok, sprawdzone, ogolnie jestem jednak chlodolubna, marzna mi tylko te wystajace czesci, ewidentnie wina zlego krazenia. Troche energicznych cwiczen dziala znacznie lepiej niz te wszystkie rekawiczki i skarpetki, ale nie zawsze mi sie chce :)
    • kotwtrampkach Re: Jest mi zimno, brrrr! 15.05.09, 14:50
      A ja w standardzie jestem typem zimnolubnym - zazwyczaj mi za gorąco. A od kilku
      (kilkunastu?) dni marznę okropnie! herbata pomaga tylko na chwilę, ciepłe
      skarpetki też nie na długo, normalnie nie wiem, co się dzieje :-) I wcale nie
      jestem przeziębiona, temperaturę mam w normie. MOze czas juz na lato i mój
      organizm się przestawił, a przymrozki są do bani? ;-)
    • cieldeplomb Re: Jest mi zimno :) 18.05.09, 17:42
      Wlasnie sesja (w przerwach lobby;)) trwa, siedze w swetrze i zimowych
      skarpetkach popijajac herbatke. Latem tez sie zdazy. ZIMAAAAAAAA to jest dopiero
      masakra, moglabym siedziec w wannie calymi dniami, wyjscie z domu paralizuje. U
      mnie niby nie ma mroznej zimy, ale jest deszcz i wiatr - fantastycznie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka