iza42
04.05.09, 07:05
Kiedys tutaj cos pisalam, ze Kiwi sa raczej zamknieci w sobie i niezbyt chetni
do nawiazywania kontaktow towarzyskich z nowoprzybylymi imigrantami. Wlasne
tego mi tutaj w Australii brakuje! Pisze zupelnie powaznie. Mieszkamy tutaj
juz od pol roku i bardzo bylibysmy ze swoich warunkow mieszkaniowych
zadowoleni gdyby nie sasiadka, z ktora od jakiegos czasu nie mozemy sobie
poradzic. Zaczelo sie raczej milo bo na poczatku naszego pobytu cieszylismy
sie, ze mamy milych sasiadow, ktorzy sa zyczliwi i sie nami interesuja ale
obecnie to zainteresowanie zaczyna nam coraz bardziej doskwierac. Chodzi
glownie o te pania bo jej maz prowadzi business i ma swoje sprawy natomiast
ona cale dnie przesiaduje przy oknie sledzac kazdy nasz ruch. Interesuje ja
wszystko - nasz harmonogram pracy, kto nas odwiedza i dlaczego, na jak dlugo
itd, dlaczego nie wystawilismy kosza na smieci, literalnie wszystko! Jak
wychodzimy z domu ona widzi nas i biegnie pytajac sie o to i owo starajac sie
dowiedziec gdzie sie wybieramy, jak na zakupy to ma dla nas mnostwo dobrych
rad co jest tanie, gdzie co kupic itd. Sama ma zwyczaj kupowania rzeczy, ktore
sa na tzw specials i zagracania nimi domu, ostatnio np kupila trzy ekspresy
do kawy bo byly tanie. Poniewaz ma ciasny krag zainteresowan rozmowa z nia
nudzi mnie i meczy i nie mam ochoty ani jej odwiedzac ani ja do siebie
zapraszac, na sama mysl o tym robie sie potwornie zmeczona. Niedawno
powiedzielismy jej, ze udalo nam sie kupic tanie bilety lotnicze do
Frankfurtu i ona juz mnie meczy abym surfowala godzinami na necie i zalatwila
im bilety w takiej samej cenie do Londynu lub Mediolanu, na lipiec (szczyt
sezonu). Dzis rano wyjechali od nas goscie, ktorzy spedzili z nami trzy dni,
w pare godzin po powrocie do domu z lotniska dzwonek do drzwi, oczywiscie
sasiadka zadna informacji o naszych gosciach i wszystkim co sie w przeciagu
ostatnich trzy dni w naszym zyciu wydarzylo. Macie jakis sposob aby sie pozbyc
tej baby? Na przeprowadzke nie mamy ochoty, miejsce jest naprawde piekne.