Chcę się z Wami podzielić sposobem, który u nas zadziałał.
Czytuję to forum od jakiegoś czasu i nie widziałam tutaj jeszcze
tego sposobu, więc postanowiłam, że Wam napiszę. Oczywiście nie
zachęcam, aby go stosować w ciemno - najlepiej będzie jak
skonsultujecie to ze swoim pediatrą, bo być może nie dla wszystkich
dzieci jest wskazany. Nam go poleciła nasza pediatra po dwóch
nieskutecznych próbach pozbycia się robactwa w tradycyjny sposób. I
zadziałał

))
Nasza historia jest dość łagodna jeśli porównać ją z częścią z tego
forum. Nasza córka rozwija się dobrze, jest raczej szczupła i
niejadkiem, ale nie choruje, więc tym się nie martwiłam.
Zaniepokoiły mnie sińce pod oczami, ale doszłam do wniosku, że może
taka jej uroda. No i te systematyczne problemy ze snem. Córka śpi
ładnie, bez problemu przesypia noce, ale co jakiś czas trzy- cztery
noce były nieprzespane, budziła się, płakała. Na początku
tłumaczyłam to skokami rozwojowymi, ale zadziwiała mnie
systematyczność tych problemów - otóż działo się tak co 4-5 tygodni
i potem był spokój. I jeszcze drobna wysypka na twarzy (drobny
groszek na policzkach) - przez długie miesiące odstawiałam kolejne
pokarmy, aby znaleźć alergen - bezskutecznie. Ostatecznym jednak
impulsem był pewien post na ogólnym forum, w którym pewna mama
skarżyła się na zgrzytanie zębami przez dziecko i ktoś jej odpisał,
że to jeden z objawów pasożytów. Córka też zgrzytała zębami.
Zrobiłam badania - no i wyszły lamblie.
Leczenie - jak już pisałam wyżej - dwa razy nieskuteczne, w każdym
kolejnym powtarzanym badaniu wychodziły cysty lamblii. Córka
niedawno skończyła 2 lata, więc jest za młoda na mocniejsze środki
jak Tinidazol.
Nasza pediatra poleciła nam dość innowacyjną terapię. Powinna trwać
7 dni. Wieczorem smarujemy brzuch maścią nagietkową (jej funkcja to
ochrona skóry, wiem z doświadczenia, bo gdy raz jej nie zastosowałam
to odparzyłam sobie brzuch) a następnie nasączamy kawałek szmatki
np. pieluchy tetrowej ziołami Bittnera (nie wiem czy mogą być inne
zioła, my stosowaliśmy akurat te) i przykładamy na brzuch (w
okolicach pępka) po czym zawijamy dziecko folią aluminiową - tzn.
wokół pasa. Oczywiście trzeba to zrobić z wyczuciem, aby nie było za
mocno. No i z tym "opatrunkiem" przesypiamy noc. Robimy tak przez 7
nocy i lamblie się wyprowadzają. Podobno działa to na tej zasadzie,
że zioła wchłaniają się przez skórę i wykurzają niechciane
koleżanki. U nas zadziałało - dwa testy robione 4 i 5 tygodni po
kuracji wyszły negatywnie. A co najważniejsze - córeczka przestała
się budzić i zniknęła wysypka (po ponad roku!!!).
Sposób bardzo sobie chwalimy również z tego powodu, że córka nie
musiała nic niedobrego połykać - zawsze są straszne cyrki z podaniem
jej jakiegos leku. Przy zawijaniu brzuszka w pierwszym odruchu też
było "nie", ale gdy ja sobie też zawinęłam na jej oczach oraz
zawinęliśmy brzuszek jej ulubionego misia folią to następnego dnia
już sama domagała się tej "fajnej zabawy".
Na koniec jeszcze polecę laboratorium dla tych, które są z Górnego
Śląska - również polecone przez naszą pediatrę. Gdy wyszły nam
lamblie to zmusiłam cała rodzinę to zrobienia sobie badań. Moja
bliska ciocia (dużo czasu spędza z naszą córką) zrobiła badanie na
antygen i wyszło negatywnie. Namówiłam ją, aby powtórzyć badanie
w "naszym" laboratorium. I wyszły cysty lamblii!! Dlatego wiem jak
ważne jest dobre laboratorium. W tym laboratorium robiły tez badania
znajome swoim dzieciom - wszystkim wyszły lamblie. Dlatego, gdy
zobaczyłam negatywny wynik córki, a potem drugi - to uwierzyłam, że
problem mamy z głowy (a właściwie wątroby

.
Laboratorium przy Szpitalu Klinicznym nr 1, 41-800 Zabrze, 3 Maja 13-
15
Najpierw należy się udać do Biura Obsługi Pacjenta (na parterze w
najwyższym budynku na terenie szpitala) i zapłacić, potem pani
skieruje gdzie zostawić próbkę. Koszt badania to 4zł

)) Nie jest to
badanie na antygen, więc w przypadku wyniku negatywnego należy je
dwa razy powtórzyć, żeby mieć pewność, że pasożytów nie ma.