W tę niedzielę miałam na działce
cztery psy. A raczej trzy psy i jeden cyklon, tajfun, wulkan i trzęsienie ziemi w jednym.
Koleżanka przywiozła mi na przechowanie swoje suki, już tu prezentowane - Ajmę i Kunę. Wraz z nimi dostarczyła Rapida - labradora, którym się opiekuje pod nieobecność właścicieli.
Labrador to specyficzna rasa, którą mogę określić słowami RADOSNY IDIOTA. Bezstresowy taran, kompletny matoł, szczęśliwy jak jest blisko człowieka, więc plącze się pod nogami, pcha pod ręce, bez przerwy się wierci, przemieszcza, galopuje na oślep, niejednokrotnie waląc łbem w niezauważone w porę przeszkody, macha ogonem, szczeka, wyje, wlecze przez grządki znalezione patyki czyli gałęzie rozmiaru małego drzewka, włazi do wody, wyłazi z wody, otrzepuje się na człowieka, doprasza głaskania, ślini, wyciąga kamienie z wody i roznosi po okolicy, skacze, znowu gania jak głupi i tak w kółko. Albo gapi się na człowieka bezmyślnym, tępym, dobrodusznym spojrzeniem pełnym bezwarunkowego uwielbienia. No słowem - kochane, durne, potwornie męczące bydlę.
Na samym początku władował się do oczka wodnego
Oczko jest niewiele większe od niego, ale jakimś cudem on w nim
pływał
Potem dołączyła do niego Kuna
We dwójkę zdemolowali mi oczko, powyciągali folię, skotłowali tkaninę maskującą, kamienie z brzegu utopili w oczku, a te z dna powywlekali w krzaki. Nie wiem, czy folia gdzieś nie ma dziur - pazury labradora mogły narobić sporych szkód.
Ajma rozsądnie wykorzystywała czas na sen, Kuna chwilami też się uspokajała i zalegała obok koleżanki.
Spokój Ajmy jednak był pozorny, wcześniej namierzyła kępę rudbekii, pracowicie powyrywała kwiaty i przeniosła je metr dalej, gdzie równie pracowicie składała je na kupę. Po co - nie wiadomo. Psa rasy husky nie idzie zrozumieć
Kłopot trzymał się na dystans i obserwował demolkę z wyraźnym obrzydzeniem a nawet ze zgrozą
Nic dziwnego, że raczej nie miałam głowy do robienia zdjęć kolejnym kwiatuszkom, ale jednak trochę zrobiłam.