Dodaj do ulubionych

Jak "potkłam" sie o granta.

19.03.11, 13:47
Nie mylić z granatem ;)

Oto główna osoba dramatu, niejaki Guacko. Ostoja opanowania i spokoju.
https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/bc/ag/bgyb/O0gUcYbASgeKalAQIX.jpg

To pewien nerwus. Imię nieistotne.
https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/bc/ag/bgyb/H9bdN3yTAzT8nInWzX.jpg

To dzięcioł który leczył pewnego mangowca
https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/bc/ag/bgyb/bPbFXDJTyFa1glvbnX.jpg

A oto nowoczesna rezydencja pewnego wikłacza
https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/bc/ag/bgyb/FeORlk0u7bNLQA3kfX.jpg

Jeżeli jesteście zainteresowani jak to z grantem było proszę o słowa zachęty bo chwilowo brak mi spontaniczności w klepaniu w klawiaturę.
Obserwuj wątek
    • dupetek Posuwaj dalej!! 19.03.11, 14:13
      Jestem w temacie!!! Ja budkę lęgową dla sikorek modrych zmajstrowałem i już dwa tygodnie ją sezonuję/leżakuję żeby farba odparowała. W poniedziałek wieszam!
      Czytam z wypiekami na bladym licu!
      • inna57 Re: Posuwaj dalej!! 19.03.11, 14:55
        Oj, to cudnie że dbasz o rozwój budownictwa mieszkaniowego. Tylko pamiętaj, jadłodajnię czas zamknąć. Dokarmiany wiosną pan sikorek nie jest zainteresowany amorami tylko pilnuje michy, dlatego jeśli chcesz mieć potomstwo w lokalu musisz przestać przyjaciół dokarmiać, jest już na tyle ciepło że dadzą sobie radę.

        Ale wracam do granta. Oczywiście musiało się zacząć od "sporu" w miejscu publicznym. Przedmiotem sporu był kolor nowego aparatu fotograficznego. Ja uparłam się na czarny, Koledze Małżonkowi był on obojętny ale nie spodobał mu się mój upór. Czarny aparat miał gps który by w tym momencie tylko zwykłym wodotryskiem bo nikt z nas nie jest pasjonatem robienia zdjęć. Ale stanęło na moim, czyli wyszliśmy ze sklepu z czarnym aparatem w czerwonym futerale ;)
        Polecieliśmy tam gdzie Ave wie jak zwykle na odpoczynek i ładowanie akumulatorów. Aparat poleciał z nami ;). To co lubimy to obserwacja przyrody, więc obserwowaliśmy, robiliśmy fotki, pytaliśmy miejscowych co to jest i to nam wystarczało. Na jednej z fotek znalazło się tajemnicze ptaszydło o którym tambylcy mówili "guacko" i że on jest nawet smaczny. Taka większa kura.
        Jako istota ciekawska nie zadowoliłam się tylko imieniem, postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o guacko. Przekopałam internet, przewertowałam wszystkie dostępne atlasy i nic zero, ja na fotce go mam, ale jego nie ma ;). Wpadłam na pomysł i wysłałam e-maila z zapytaniem i fotką do tamtejszego muzeum przyrodniczego. Po kilku dniach dostałam odpowiedź. Senior Hose, ornitolog pisał że i owszem jest to guacko, ale moja fotka to jakaś ściema, bo na fotce jest namiar gps, a według jego wiedzy to w tym miejscu jest hotel a w hotelu guacko nie występuje, no chyba że wypchane. Ja mu na to że i owszem jest to hotel ale guacko fotkowaliśmy nad Smródką która przepływa przez hotel. Senior Hose napisał, że to niemożliwe, bo guacko dawno się z tych terenów wyniósł bo ludzie wszystko przerobili albo na hotele albo na plantacje, a guacko lubi zarośla mangrowe, namorzyny, i nie lubi ludzi bo ludzie i owszem jego lubią ale jeść. Cdn...
        • damakier1 Re: Posuwaj dalej!! 19.03.11, 15:09
          Na zdjęciu to Twój Guacko najbardziej przypomina małą czaplę.
          Dawaj ten "ciąg dalszy nastąpi" , bo zaczyna sie ciekawie.
          • tojajurek Re: Posuwaj dalej!! 19.03.11, 15:37
            Przyłanczam siem do przedmówczyni. Sadź dalej. To prawie jakbym słuchał mojego dziecka, któren nic tylko wolne chwile spędza w błocku nad Biebrzą i fotografuje ptactwo. A jak sie rozbestwił, to pojechał fotografować różne pierzaste w Kenii. Ostatnio zaś wrócił z Cejlonu i tyż zamast robić zdjęcia tubylczym dziewojom, to ino pstrykał ptactwo niejadalne, a w przerwach żaby i nietoperze czyli różniste gacki (właśnie!).
          • inna57 Re: Posuwaj dalej!! 19.03.11, 16:00
            Brawo Damo. Guacko jest czapą, a raczej należy do rodziny czapli, choć w tym wypadku jest gatunkiem endemicznym występującym na bardzo ograniczonym terenie. Z uwagi na wyspiarski charakter miejsca zamieszkania jest znacznie mniejszy od kontynentalnych krewnych.

            Senior Hose korespondował ze mną o ptaszydle. Kolega Małżonek dawał mi pewne wsparcie powtarzając że "głowę' tylko zawracam tą swoją dociekliwością. A ja chciałam o guacko wiedzieć wszystko co wie Senior Hose. Od e-maila do e-maila okazało się że oni tam mają dużą ochotę na przeprowadzenie badań nad tym już ginącym gatunkiem ale brak im pracowników naukowych bo tam jak już ktoś chce coś badać to to jest pod wodą. Cóż począć, takie miejsce gdzie nurkowanie jest atrakcją.
            W międzyczasie senior Hose zapakował się do auta, przejechał na drugą stronę wyspy i potwierdził moje obserwacje. Hotel jest, Smródka jest, nad Smródką rośnie zachowany pierwotny namorzyn, a w namorzynowych chaszczach mieszka para guacko.
            Ponieważ z seniorem Hose doszliśmy korespondencyjnie do porozumienia że interesują nas wspólnie nie tylko ptaki ale i ich przodkowie, otrzymałam pytanie a może mam ochotę na granta. Głupi tylko by nie chciał. Kasa nie jakaś rewelacyjna, ale sama perspektywa kilku tygodni w ukochanym miejscu to już było coś. Okazało się że chodzi o zachowanie behawioralne w okresie wychowywania młodych. Pasowało. Kolega Małżonek pukał się w głowę bo na ostatnich badaniach terenowych byłam 30 lat temu ale powiedziałam sobie dam radę. Miałam tylko nadzieję że w trakcie obserwacji nie spotkam się z niejaką skolopendrą przywleczoną tu przez człowieka z kontynentu

            https://www.terrarium.com.pl/ftp/justgreg/opisy/gigantea/tn_3.jpg

            cdn...
            • damakier1 Re: Posuwaj dalej!! 19.03.11, 17:54
              Fest mnie tą skolopendrą postraszyłaś, ale przyjrzałam sie dokładniej, a ona ma całkiem sympatyczną buzię.
              • tojajurek Re: Posuwaj dalej!! 19.03.11, 18:37
                damakier1 napisała:

                > Fest mnie tą skolopendrą postraszyłaś, ale przyjrzałam sie dokładniej, a ona ma
                > całkiem sympatyczną buzię.

                Wewogle to wygląda na smaczną. Jakby udusić z chili, z czosnkiem i zielonym pieprzem. Mniam.
                • ave.duce Re: Posuwaj dalej!! 19.03.11, 18:53
                  Ja bym z tego zrobiła tempurę albo utentegowała > uprażyła? na chrupko.
                  • inna57 Re: Posuwaj dalej!! 20.03.11, 10:44
                    Nic z tego skolopendra jest jadowitym wijem i to cholernie jadowitym. Osiąga długość 25-30 cm i jest strasznie agresywna.

                    Trochę mnie zastanowiło dlaczego sam Senior Hose nie brał tego granta. Ale wszelkie moje wątpliwości rozwiały się gdy poznałam go osobiście. Senior Hose ma prawie 78 lat, i jedyne co ma to właśnie ta posada w muzeum. W jego wieku badania terenowe raczej nie wchodzą już w grę a młodzi pracownicy muzeum nie pałali ochotą do siedzenia dwa tygodnie w krzakach.

                    O behawiorze guacko (miniaturowej czapli siwej) jak i nerwusa, który też jest miniaturową czaplą królewską (pozory mylą w rzeczywistości ma wspaniałą długą szyję) nie będą Wam pisać bo temat owszem i ciekawy ale po trzech tygodniach opisywania tego mam tematu zwykle dość.

                    Morał z tego jest taki, warto być wścibskim i szukać wiedzy gdzie się da.
                    Korzyści z tego są dość wymierne. Muzeum ma udokumentowaną wiedzę o zachowaniach pewnego ginącego gatunku, ja spędziłam za friko ciekawe kilka tygodni w raju, mam nowego przyjaciela z którym wymieniamy się korespondencją. Hotel dostał "diplome" za zachowanie tego kawałka pierwotnego terenu (nawet nie wiecie jak oni kochają "diplomy"). Hiszpański właściciel hotelu dał im dodatkową pochwałę bo okazało się że mają jakiegoś hopla na temat "zieloności". I tylko Kolega M. zwątpił w swoje wątpliwości ;).

                    Jeżeli nadal macie ochotę na czytanie moich opisów przyrody to mam w zanadrzu jeszcze wściekłe mrówki i wikłaczyka.

                    A to specjalnie dla Tojajurka tambylki

                    https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/bc/ag/bgyb/HlK0fAvetisV1IQQcX.jpg
                    • ave.duce Re: Posuwaj dalej!! 20.03.11, 12:32
                      Myślisz, że ja nie myślę? Przecież to byłby poczęstunek ;)

                      ps. to ja poproszę o wikłaczu. Podoba mi się jego gust architektoniczny.
                      • inna57 Re: Posuwaj dalej!! 21.03.11, 14:21
                        Do wikłacza muszę zgrać resztę zdjęć bo mam udokumentowany cały proces budowlany ;)

                        A może na początek moje spotkania z

                        https://de.academic.ru/pictures/dewiki/51/300px-Sideview_Dolichotis_patagonum.JPG

                        albo z

                        https://m.blog.hu/cu/cukisag/image/ddq/koati1.jpg
                        • ave.duce Re: Posuwaj dalej!! 21.03.11, 14:29
                          Wybieram spotkanie 2. stopnia.
                          Sponosorowałam (firmowo) jedną ostronoskę w warszawskim ZOO, więc jest mi ten zwierzak bliższy.
                          • inna57 Re: Posuwaj dalej!! 21.03.11, 14:55
                            Ostronos (koati) był przez nas nazywany Franiem. Mieszkaliśmy wtedy w Meksyku w jednym z hoteli na Riviera Maya. Hotel był podzielony na dwie części jedna tuż nad brzegiem oceanu druga wewnątrz lądu. Po środku była ogromna przestrzeń należąca do zwierzęctwa wszelakiego. Wilgotne zarośla były licznie zamieszkiwane przez koati, mary, pancerniki, iguany, ptactwo wszelakie z małymi kondorami włącznie aż po białego pieska i białego kotka. Przestrzeń była na tyle duża że przemieszczanie się po hotelu odbywało się przy pomocy taksówek elektrycznych (melex jakoś źle mi się kojarzy;).

                            Koati są bardzo inteligentne. Łatwo się oswajają a jeszcze łatwiej przyzwyczajają się do darmowej michy. Matki uczą swoje młode jak wykorzystać fakt iż gość hotelowy jest doskonałym źródłem pokarmu. To znaczy gość jako taki sam jest niejadalny, ale bez trudu można go przekonać do tego aby przynosił dowolną ilość wybranego jedzenia. Oczywiście nie ma takiej ilości tabliczek w językach dowolnych informujących żeby nie karmić zwierząt. Gość nie jest w stanie ugiąć się przed błagalnym wzrokiem faceta w futrze który nagle wyskakuje z zarośli i w geście ekshibicjonisty rozkłada łapki. Kamień zmiękłby od takiej prośby. Ulubioną potrawą był jeden wybrany rodzaj płatków śniadaniowych, potrafiły odróżnić je po opakowaniu.
                            Cudne było to że te wszystkie zwierzęta były wolne i dzikie, przychodziły i odchodziły kiedy tylko chciały. Nie lubię zoologów w których zwierzęta może i mają większe szanse na przetrwanie ale czy są szczęśliwe, nie wiem.

                            Nawet wróbel może nauczyć się jeść z ręki a nawet zaczepić cię o jedzenie, ale zabawne i miłe jak dla mnie jest to tylko wtedy gdy ten wróbel jest nadal wolnym ptakiem.
                            • wanda43 Re: Posuwaj dalej!! 21.03.11, 16:03
                              Nadawaj dalej. Super sie ciebie czyta :)
                            • ave.duce Re: Posuwaj dalej!! 21.03.11, 16:36
                              Na temat ZOO już kiedyś uwagi wymieniałyśmy, o ile pamiętam. I zdanie miałyśmy takie samo.
                              Dawaj dalej ;)
                            • damakier1 Re: Posuwaj dalej!! 21.03.11, 16:37
                              No, to coś tu napisała, to jedno z najmądrzejszych napisań, jaki zdarzyło mi się czytać.
                              Każda klatka i każdy łańcuch niszczy przyjemność obcowania człowieka ze zwierzęciem.
                              W obie strony.
                              • inna57 Re: Posuwaj dalej!! 21.03.11, 17:00
                                Dzięki Wam wielkie za ciepłe słowa.

                                Teraz będzie o marach patagońskich.
                                Mara to taki zając na długich nóżkach. Taras naszego apartamentu wychodził trochę na ocean (cholernie hałaśliwy) a trochę na chaszcze dzikie. W chaszczach mieszkało dzikie zwierzęctwo, a wśród niego właśnie mary. To najbardziej punktualne zwierzęta jakie miałam okazję poznać.
                                Jako że mieliśmy z Kolegą M. VIP guest servis to i oprócz zwykłego allinclusivu mieliśmy dodatkowe dostawy michy pod nos czyli do apartamentu. Codziennie oprócz patery serów lub wędlin stale uzupełniany kosz owoców wszelakich. Przejeść tego nie dało się żadną miarą. I tak wróciliśmy z wewnętrznym nadbagażem 2 kg na głowę, a raczej na bioderka. Musieliśmy coś z tym zrobić czyli z kimś się podzielić. Zwierzęctwo wydało nam się najlepszym adresatem nadmiaru.
                                Mary przychodziły dwa razy dziennie punktualnie o 6.30 i 18.30 chaszcze zaczynały szeleścić i wyłaniały się z nich te długonogie zajęce. Wielbiły owoc wszelaki, pieczołowicie rozkładany w miejscach dogodnych dla naszych obserwacji. Szczęśliwa mara która znalazła śliwkę, kawałek jabłka lub gruszki zachowywała się w sposób prześmieszny. Zatrzymywała się przed obiektem a następnie ze szczęścia wielkiego unosiła włosy na grzbiecie swego futerka robiąc z tego wspaniały futrzany wachlarz. Okazało się że tzw plerez zaczyna się marze bezpośrednio na karku. Następnie mara porywała zdobycz i uciekała z nią w krzaki w celu spokojnej konsumpcji.
                                • tojajurek Re: Posuwaj dalej!! 21.03.11, 17:57
                                  Mara to ma klawe życie. No i wyżywienie klawe.
                                  Pozazdrościć ino.
                                  A o tych wędlinach, to można prosić o jakiś smaczny i dogłębny opis?
                                  • inna57 Re: Posuwaj dalej!! 22.03.11, 15:37
                                    Wybacz Totyjurku ale specjalistek od kulinariów we dworum mamy wiele, ja niestety się do nich nie zaliczam. Wędlina to wędlina, ja gustuję w "czerwonej" (wędzonki) Kolega M. w "brązowej" (pieczyste) ale w tym wypadku łatwo o domowy kompromis, zawsze może być pół na pół.
      • mala200333 Re: Posuwaj dalej!! 22.03.11, 17:25
        Prosze o wiecej!
        • inna57 Nietoperze ;) 22.03.11, 17:58
          Kilkanaście lat temu spędzałam wakacje z Kolegą M. w słonecznej Andaluzji.

          Ważną informacją dla całej opowieści jest to że Kolegę M. żre wszystko co bzyka. Mnie bzykające nie tyka a jego żre w każdy odsłonięty element. W każdą podróż zabieramy ogromny zapas maści antyhistaminowych żeby bąble i bąbelki były mniej uciążliwe. Co wieczór odbywa się rytuał smarowania miejsc ukąszeń, ot taka specyficzna gra wstępna ;).

          No a w tej Andaluzji nic, żadne nie chciało użreć. Już Kolega M. planował że po powrocie zrobi serię badań żeby sprawdzić dlaczego żreć przestało. Tym bardziej że innych gości hotelu żarło i to porządnie. Tajemnica wyjaśniła się gdy pewnego dnia tuż przed zachodem słońca wyszłam na taras naszego apartamentu w celu zaczerpnięcia świeżego dymu tytoniowego. Usłyszałam na zewnątrz tarasu dziwne piski i szmery. Wychyliłam się i zobaczyłam za ozdobnymi drewnianymi kasetonami budzący się ze snu futrzany tłumek. To były nietoperze które mieszkając właśnie w tym miejscu dawały Koledze M. gwarancję świętego spokoju. Następnego wieczoru staraliśmy się policzyć ileż to osobników mieszka razem z nami, to znaczy my we wnętrzu one na zewnątrz ale kwatera ta sama. Po pierwszej setce odpuściliśmy sobie liczenie bo kolejka do wylotu była nadal dość duża.

          Nigdy nie wiadomo jakie zwierzę przyjdzie nam spotkać ale każde które ma odpowiednią ilość odnóży z pewnością będzie się cieszyło naszym zainteresowaniem.

          Cieszę się że podobają się Wam moje opowieści o spotkaniach z przyrodą. Was też zachęcam piszcie o swoich przyrodniczych przygodach. To dobra odtrutka od polityki.

          Przecież nie trzeba odbywać dalekich podróży żeby mieć śmieszne i ciekawe przygody. Większość z Was ma w domu jakieś zwierzę. My teraz mamy tylko Maćka który jest papugiem falistym i sierotą. W czasie gdy wyjeżdżamy wędruje do sąsiadów gdzie straszy pewnego królika udając że jest orłem.
          • wanda43 Re: Nietoperze ;) 22.03.11, 18:27
            Czytając drugie zdanie malo nie oplulam monitora :D
            Dalej mnie zmrozilo, bo nietoperkow sie boje. Duzo ich tu nie mam, ale latem, gdy wieczorem wyjde z psem to mi czasem jaki smignie nad glową. Brrr.....
            • inna57 Re: Nietoperze ;) 22.03.11, 19:00
              Oj muszę uważać co piszę bi jeszcze mi rachunek za czyszczenie monitorów wystawicie.

              Nietoperzy bać się nie należy, są pożyteczne, wcale nie mają zwyczaju wkręcać się w koafiury. Co prawda bliższe przyjaźnie nie są wskazane choćby ze względu na to że wiele nietoperzy jest nosicielami wścieklizny. Ale nasze poczciwe gacki czy nocki nie mają w zwyczaju żywić się krwią stałocieplnych tak więc jeśli tylko my nie będziemy ich niepokoić one nas nie pokąsają.
          • blind_as_a_bat Re: Nietoperze ;) 26.03.11, 06:40
            Jako nietypowy, mieszkam sam ;-)
    • inna57 Tym razem nie moja przygoda 22.03.11, 15:33
      ale w sam raz pasuje do mojego zwierzyńca.

      deser.pl/deser/1,111857,9300137,Siedzisz_w_samolocie__a_tu____pingwin__WIDEO_.html
      • tojajurek Ze świata nauk przyrodniczych 22.03.11, 19:22
        Zachęcony i sprowokowany poniekąd przeczytanym wyżej tekstem, przytoczę jedno z fascynujacych osiagnięć nauki.

        Po długoletnich doświadczeniach, eksperymentach naukowych i wnikliwych dociekaniach, amerykańscy uczeni zdołali wyjaśnić genezę i charakter zjawiska zwanego duchowością.
        Zgodnie z ich najnowszymi ustaleniami - istota ludzka dwunożna i wyprostna, czy chce czy nie, wytwarza ze swej natury duchowość. Jedni więcej, inni mniej, ale nieuchronnie.
        Proces ten odbywa się na tej samej zasadzie, na jakiej stajnia wytwarza konie, kurz pod podłogą wytwarza myszy, a obornik wytwarza smród. Najlepiej jednak zjawisko to ilustruje przykład drożdży winnych, które żyjąc produkują alkohol (excusez le mot). Z natury
        rzeczy jednakowoż - gdy wytworzą go zbyt dużo - onże w krótkim czasie zabija je bezlitośnie. I z duchowością, jak twierdzą uczeni, jest analogicznie. Aliści nie ma powodu do paniki, bo homo sapiens produkuje mniej duchowości (łac.: Spiritus) niż alkoholu właśnie. Zaś alkoholu produkuje więcej niż jest w stanie zabsorbować, jednak zanim on wszystkich wykończy, zrobi to z pewnością wcześniej świńska grypa.
        A w pierwszej kolejności zatłucze niepijących, bo są nieodporni na mikroby.
        • inna57 Re: Ze świata nauk przyrodniczych 22.03.11, 19:43
          Święte słowa Totyjurku.

          Jako osoba wielbiąca szlajanie się po świecie mogę stwierdzić że w krajach gdzie spirytualia nie są dostępne w sposób łatwy i wygodny, a te dostępne przypominają mieszaninę royalu z lakierem nitro, ryzyko zapadnięcia na choroby nóg, objawiające się koniecznością częstego biegania i kucania nad porcelanowym zbiornikiem wodnym, jest bardzo wysokie. Patrz Egipt i tzw. zemsta faraona. Natomiast osoby dorosłe, w krajach gdzie spirytualia i to dobre są powszechnie dostępne, nie są narażone na choroby kończyn dolnych, chyba że ktoś przesadzi z ilością i kończyny ulegną chwilowemu splątaniu. Problem zachorowalności może wystąpić u dzieci ale moim zdaniem ciąganie ze sobą potomstwa na wakacje jest przejawem czystego masochizmu, wszak potomstwo mamy na tzw. podorędziu na co dzień a wakacje powinny służyć nam jako okres wypoczynku.
    • inna57 Kartki z podróży 23.03.11, 11:31
      Chciałam Was zachęcić do pisania "kartek z podróży". I nie chodzi mi wcale o jakieś wielkie wyprawy na koniec świata, choć te też będą mile widziane. Wyprawę można odbyć choćby do dużego pokoju, na drugą stronę ulicy, na imieniny do cioci Waci czy gdziekolwiek. Chwilowo kartki z wypraw do osiedlowego spożywczaka można sobie darować. Ważne żeby "kartka" była dowcipna.

      Mamy we Dworum wiele zdolnych piór (klawiatur) które miło się czyta. Można też puścić wodze fantazji i napisać kartkę z Nibylandii.

      Będzie to nasza ochrona przed okolicznościowym ponuractwem którzy próbują nam narzucić niektórzy.

      • wanda43 Re: Kartki z podróży 23.03.11, 12:08
        Kartka z podróży? Hm...
        Odbyłam dzis podróz do sklepu. Na rowerku. W obie strony może ze 2 km. Rzyc mi wytrzęsło, srubki sie pewnie poluzowaly, bo były burmistrz zamiast dróg, stadion wybudował. Ale nie ma co narzekać, podeschło i doły sa, ale błota przynajmniej juz nie ma. Na stawie przy stacji kolejowej juz urzędują kaczki. Jeszcze troche, a zazieleni sie tatarak, sliczne zolciotkie lilie wodne i nenufary, ktore w zeszlym roku kolo wedkarskie posadzilo.
        • inna57 Re: Kartki z podróży 23.03.11, 12:19
          No to eskapada prawie sanatoryjna. To trzęsienie to prawie jak masaż dolnych partii organizmu. Powietrze świeże w płuca toż to inhalacja pierwsza klasa. A wrażenia przyrodniczo estetyczne były w ramach gratisu ;)
      • inna57 Pewna nieodbyta wyprawa 24.03.11, 16:42
        Osoby dramatu:
        Mamcia
        Tatko
        Starszy Brat
        Ja, czyli Inka
        kupon chińskiego jedwabiu
        i w charakterze chóru antycznego Smolarze

        Czas akcji: maj wczesne lata 60-te XX-go wieku
        Miejsce akcji: jedno z warszawskich osiedli

        Starszy Brat miał przystąpić do komunii. Mamcia zdobyła kupon chińskiego jedwabiu i wyczarowała z niego dla córci przepiękną kreację. W dniu uroczystości w domu panowało zamieszanie więc Mamcia ubrała młodszą latorośl w białą suknię, bielutkie lakierki i żeby nie przeszkadzała w dalszych przygotowaniach poprosiła - "Ineczko, wyjdź przed dom i poczekaj chwilkę na nas, tylko uważaj nie przewróć się bo pobrudzisz sukienkę"

        No to wyszłam. Niestety właśnie w tym czasie smołowano dach naszego domu. Trudno było oprzeć się atrakcji w postaci miękkiej smoły. Zarówno dla odzieży jak i dla całej reszty spotkanie ze smołą było brzemienne w skutkach.

        Gdy Mamcia z Tatkiem i Starszym Bratem wyszli z domu zobaczyli obraz dość opłakany. Biała suknia i lakierki całe były w lepkie czarne kropki. Te dziwne piegi miałam również na każdej odsłoniętej części ciała. Mamcia załamała ręce i powiedziała - "Dziecko jak ty wyglądasz, przecież mówiłam ci że masz na nas grzecznie poczekać". Tatko skwitował sprawę prosto - "Mówiłaś jej żeby się nie przewróciła"

        Na komunii Starszego Brata nie byłam, suknia i lakierki wylądowały w śmietniku, plamy ze skóry Tatko cierpliwie zmywał mi benzyną ekstrakcyjną. Smolarze nie przyjęli Mamcinej reklamacji że pozostawiają bałagan bez opieki ;)
        • wanda43 Re: Pewna nieodbyta wyprawa 26.03.11, 07:42
          :D
          Czas akcji mniej wiecej ten sam. Dzień mojej komunii. Wszystko przebiegalo normalnie do ok. poludnia. Potem przyszla burza i luneło. Na ulicy zrobily sie kałuże. Od cioteczki, mojej chrzestnej mamuski dostalam w prezencie rower. Rodzinka biesiadowala, a ja w bialej, dlugiej sukience komunijnej, z wianuszkiem na glowie poszlam jezdzic na rowerze z siostrami. Ja pedalowalam woząc co raz ktorąś jak nie na kierownicy, to na bagazniku. Pieknie przejezdzalo sie przez kałuże, ale do czasu. Z cioteczną siostrą ciutke mlodszą runelysmy w kaluze. Mamuska malo nie dostala zawalu na nasz widok, bo na 17-ą znow trzeba bylo do kosciola. Na pamiątke zostaly zdjecia, na ktorych wyglądam jak obraz nedzy i rozpaczy, a ktore cichcem zrobil tata.
          Po latach historia niemal sie powtorzyla, z tym, ze do komunii przystępowal moj siostrzeniec i jednoczesnie chrzesniak, a rower byl prezentem ode mnie. W bialym garniturku ostro zahamowal na rowerze, przelelecial do przodu i szczupakiem runął na szutrową ulice. Mial szczescie, bo po poludniu mszy juz nie bylo.
          • kanciasta Re: Pewna nieodbyta wyprawa 26.03.11, 10:54
            Zaczytałam się tym wątkiem i mi się też przypomniały okołokomunijne wydarzenia :-)
            Był czas przed I komunią mojego syna, uczył się właśnie z katechizmu uczynków miłosiernych.
            Przyszedł mój teść (wtedy po siedemdziesiątce) i jak to on zaczął podśmiechiwać. Od słowa
            do słowa - postanowiliśmy z Młodym przeegzaminować dziadka z tych uczynków (bo dziadek
            utrzymywał, że jest lepszym chrześcijaninem, mimo, że w kościele bywał jedynie wtedy, gdy
            go remontował ;-) Wnuk słuchał z buzią otwartą a dziadek był w swoim żywiole przypominając
            sobie swoje dobre uczynki. Trzeba przyznać, że życie miał ciekawe i ciekawie umiał opowiadać.
            Wreszcie padło: nagich przyodziać. Czy dziadek przyodziewał i jak to było?
            Dziadek się lekko żachnął, mrucząc, że z tym to trochę trudniej będzie, bo raczej rozbierał
            i nie za bardzo o tym wnukowi... Ale za chwilkę z tryumfem w głosie zawołał: oczywiście, że przyodziewał! I opowiedział, jak będąc na robotach w Niemczech ratował młode dziewczyny, które
            do sąsiedniej wsi trafiły po powstaniu warszawskim w lekkich ubraniach. A on im znosił grube płaszcze, które zdejmował ze... strachów na wróble. To były porządne ciuchy, tak się te dziewuszki cieszyły, tak mi dziękowały... dziadek wzruszył się aż mu świeczki w oczach stanęły.
            Wnuk oczywiście dumny z takiego dziadka - bohatera :-) Bo to wcale bezpieczne nie było to przyodziewanie...
            No ale to jeszcze nie koniec historii. Jakiś czas potem wracam ja z pracy, a mój syn radośnie
            oznajmia mi nowinę: tata jutro wraca! (Pracował w Niemczech). I dodaje entuzjastycznie:
            Na pewno ci, mamusiu, przywiezie piękne ubrania. Będziesz wyglądała jak strach na wróble!
    • inna57 Magia 30.03.11, 22:07
      Potraktuję to miejsce jako odpowiednie dla kolejnej anegdotki.

      Kolegę M. dopadły problemy gastryczne. W pewnym wieku to norma więc się nie przejęłam. Wręczyłam pełen zestaw medykamentów i zadecydowałam - ma ci przejść. Ale Kolega M. to 100% faceta czyli 200% hipochondryka. Twierdził że nie przechodzi. Ja się na Florence Nightingale nie nadaję więc powiedziałam - albo pójdziesz do lekarza i on stwierdzi co ci jest albo koniec narzekania, koniec kleików, dietki i innych fanaberii. Poszedł, narobił badań tyle że sama go podziwiałam bo nie wszystkie były sympatyczne. A mnie z tyłu głowy kołatało się wspomnienie jednej z ciotek która struła się w wieku lat 19-stu i do 97 roku życia była na diecie, z przecieranymi zupkami, drobno mieloną gotowaną cielęciną i innymi fanaberiami jak ustawiczne poszukiwanie czerstwej bułki paryskiej bo cioteczka przyjeżdża. I co ? Otóż nic, zero, null, niente. Lekarz orzekł jest pan zdrów i koniec.
      Kolega M. orzeczenie lekarza przyjął z pokorą. Tego samego wieczora po uzyskaniu tak druzgocącej diagnozy kombinował, kombinował aż wreszcie odkrywczo wypalił - już wiem co mi jest, ja mam po prostu mały głód. I poszedł eksplorować zawartość lodówki. Problemy gastryczne zniknęły jak ręką odjąć. Ja się tylko zastanawiam co przeważyło, magia reklamy czy lekarska diagnoza.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka