zbigniew_clapton
31.10.12, 21:06
Najpierw milczysz jak idiota. Gadasz jak idiota. Krzyczysz jak idiota. Nie śpisz. Gdy już uśniesz, śnisz jak idiota. Potem dojrzewasz i zaczynasz oczekiwać od miłości czegoś więcej. Nie wystarcza ci, że jest. Chcesz łapczywie, żeby uprzedzała twoje pragnienia, spełniała sny i zaskakiwała. Nie zaskakuje, no bo z jakiej kurwa racji?! Trzepoczesz się jak kanarek w klatce, ale czas płynie. Miłość, której prawdziwe oblicze zaciera się w pamięci, racjonalizujesz do przyziemnej -choć przesmacznej - kawy podanej do łózka, do kupienia pod choinkę szalika Burberry, do cmoknięcia w czoło na dobranoc. Czas płynie. Zaczynasz się łapać na tym, że utożsamiasz miłość z jednoczesnością żądz i niechęci. Że zapominasz, że miłość nie ma płci, odcieni i niuansów. Że jest absolutna, a skoro jest absolutna, to znaczy, że jest utopią. Że byłeś głupi trzydzieści parę lat temu. Że teraz jesteś równie głupi, ale dodatkowo jesteś zgorzkniały i cyniczny. Ze zawiodłeś, ale łatwiej jest przyjąć, że to ciebie zawiodła ta jedyna. Ta druga jedyna nie lepsza. Baby to chuje.