31.10.12, 21:06
Najpierw milczysz jak idiota. Gadasz jak idiota. Krzyczysz jak idiota. Nie śpisz. Gdy już uśniesz, śnisz jak idiota. Potem dojrzewasz i zaczynasz oczekiwać od miłości czegoś więcej. Nie wystarcza ci, że jest. Chcesz łapczywie, żeby uprzedzała twoje pragnienia, spełniała sny i zaskakiwała. Nie zaskakuje, no bo z jakiej kurwa racji?! Trzepoczesz się jak kanarek w klatce, ale czas płynie. Miłość, której prawdziwe oblicze zaciera się w pamięci, racjonalizujesz do przyziemnej -choć przesmacznej - kawy podanej do łózka, do kupienia pod choinkę szalika Burberry, do cmoknięcia w czoło na dobranoc. Czas płynie. Zaczynasz się łapać na tym, że utożsamiasz miłość z jednoczesnością żądz i niechęci. Że zapominasz, że miłość nie ma płci, odcieni i niuansów. Że jest absolutna, a skoro jest absolutna, to znaczy, że jest utopią. Że byłeś głupi trzydzieści parę lat temu. Że teraz jesteś równie głupi, ale dodatkowo jesteś zgorzkniały i cyniczny. Ze zawiodłeś, ale łatwiej jest przyjąć, że to ciebie zawiodła ta jedyna. Ta druga jedyna nie lepsza. Baby to chuje.
Obserwuj wątek
    • magdolot Re: Miłość 31.10.12, 22:05
      Moja prywatna definicja mówi, że miłość to takie coś, co boli.

      Zguglowałam se i kopiuję kawałek z Wiki, powinien Ci trafić w nastrój:

      " W świetle teorii konstruktywistycznych miłość tak jak rozumieją ją Europejczycy i Amerykanie, istnieje jedynie w zachodniej rzeczywistości społecznej (dla wielu mieszkańcow naszej planety jest ona po prostu obca) - to charakterystyczny „konstrukt” społeczny, ukształtowany w długiej historii kultury euroamerykańskiej, instytucja społeczna spełniająca pewne cele społeczne – to społeczna iluzja, swoista utopia konsumpcyjna i współczesna postreligia[15]. W myśl konstruktywizmu nie ma innej rzeczywistości niż kulturowa i w związku z tym nie ma innej miłości od tej, która jest produktem społeczeństwa. W myśl konstruktywistycznych teorii miłości, uczucie to nie jest niczym więcej, jak tylko społecznym scenariuszem, iluzją misternie utkaną po to, by podtrzymać strukturę społeczną w „należytym porządku”, rytuałem i wdrukowanym w umysły schematem poprawnego postępowania w zakresie fizycznej reprodukcji. Miłość w wersji europejskiej jest zjawiskiem w świecie wyjątkowym i niespotykanym nigdzie tam, gdzie nie ma telewizorów i rozwiniętego kapitalizmu, narzucających Europejczykom społecznie uzgodniony scenariusz postępowania w seksie. Miłość wydaje się jedyną rzeczą prawdziwie mistyczną w kulturze ponowoczesnej, w której wszystko już stało się nudne, bo zdemistyfikowane. Miłość jest tak „niezwykła”, „pasjonująca”, „metafizyczna” i „nie da się jej wyrazić słowami” dlatego, że taki jej scenariusz akurat obowiązuje. Taką właśnie miłością karmi się Hollywoodzki film, i repertuar pop-szansonistek, które gdyby miłosny mit nie istniał nie miały by o czym śpiewać. Taka właśnie miłość ukazuje najpełniej swoje współczesne konsumpcyjne i kiczowate oblicze w Święto Zakochanych (Dzień Świętego Walentego).

      Nieprzewidywalność i ekstatyczność miłości erotycznej nie jest tak nieprzewidywalna, ani tak ekstatyczna jak się ludziom wydaje. Przeciwnie w pełni poddaje się kontroli społecznej i społecznym regułom, jest symbolicznym kodem komunikacji, co powoduje, że jest przez to funkcjonalna – służy wyraźnie określonym celom społecznym. Musi być wszechogarniająca i nieprzezwyciężalna, niczym siły nadprzyrodzone, aby jednostki czuły się zmuszone do założenia „podstawowej komórki społecznej” i płodzenia potomstwa zgodnie z panującymi w danej kulturze wzorcami. Musi być taka, aby ci, którzy kochają nie mieli innego wyjścia aby ich wybory seksualne były społecznie przewidywalne. Społeczeństwo w drodze internalizacji uczy postaw i wartości, tego jak taka nieprzewidywalność miłości ma w praktyce wyglądać.

      Innymi słowy miłość romantyczna to ukształtowana w procesie historycznym „fanaberia” kultury euroamerykańskiej. Kulturowej genezy miłości erotycznej dowodzi choćby jej historyczna zmienność. Korzenie współczesnej postaci miłości erotycznej sięgają daleko w przeszłość i prowadzą na Półwysep Arabski gdzie muzułmańscy Beduini na długo przed Europejczykami sławili rozkosze miłości w swych pieśniach. Ich obyczaje cechowała daleko posunięta tolerancja dla swobody seksualnej, co poskutkowało tym, że w tej swobodnej atmosferze narodziła się idea, wedle której dwoje ludzi może tak kochać siebie nawzajem, iż przestaje ich obchodzić cały świat[16]. Wynalazek muzułmański został w drodze radykalizacji religii islamskiej odrzucony jednak wzorzec płomiennych uczuć, podpatrzony u arabskich najeźdźców w Hiszpanii[17], zmodyfikowali nieco francuscy trubadurzy i rycerze (arabskie słowo tarab oznacza muzykę i podobno od niego bierze swój źródłosłów termin „trubadur”). Nie jest więc chyba przesadą w tym kontekście stwierdzenie, że miłość wymyślili Guilhelm z Akwitanii, Jaufre Rudel, Bertran de Born, Arnaud Daniel, Pere Vidal, Peire Cardenal, Bernart de Ventadorn, Arnaud de Maruelh i Marcabru. Zrobili to w przeciągu trzech wieków, XI, XII i XIII, w ogarniętej religijną pasją, podzielonej na księstwa zachodniej Europie[18]. Byli trubadurami, a więc nadwornymi pieśniarzami wynoszącymi pod niebiosa w erotycznych balladach walory swoich dam serca, niedostępnych im fizycznie i oddzielonych od nich z racji wysokości urodzenia[19]. Ich zajęciem stało się zatem, z konieczności „miłowanie z oddali”, którego wzór przetrwał po dziś dzień w niezrozumiałym dla przedstawicieli wielu innych kultur zamiłowaniu Europejczyków do „niespełnionych kochanków” i „niespełnionej miłości”.

      Średniowieczni śpiewacy podchwycili najpierw arabskie pieśni, potem niesione w nich miłosne innowacje, jednak feudalna struktura społeczna, surowość chrześcijańskich reguł postępowania oraz chrześcijańska doktryna umiłowania Boga[20] dała w efekcie nie miłość swawolną i nieskrępowaną, ale niezwykłą krzyżówkę w postaci „miłości niespełnialnej”. Europejczycy podchwycili w szczególności dwa spośród arabskich wynalazków. Pierwszy to idealizacja kobiet, drugi istotniejszy – to idea „komunii dusz” zakochanych. Ciało ludzkie było w średniowieczu w niewielkim poważaniu, było niczym proch, szybko niszczało poddawane nieuleczalnym wówczas chorobom, ginęło na wojnach, a czasem nawet starzało się, co musiało poskutkować oderwaniem miłości od człowieczej, niedoskonałej cielesności. Komunia dusz dwojga zakochanych, ich transcendentne spotkania korespondowały blisko z pośmiertnym spotkaniem z Chrystusem. W efekcie mamy dziś do czynienia z taką koncepcją miłości, w której uznaje się jej „transcendentalną naturę”. „Prawdziwa miłość” jest tym samym w społecznym przekonaniu ponadnaturalna.

      Niekoniecznie jednak za jej kształt odpowiadają tylko i wyłącznie oszołomieni na odległość urokiem swoich dam bardowie, błędni rycerze i niespełnieni kochankowie w rodzaju Abelarda i Heloizy. Historia społeczna próbuje przekonać, że do średniowiecznej spuścizny w dziedzinie obyczajowości seksualnej każde następne pokolenie aż do rozkwitu ery kapitalistycznej dodawało kolejne elementy. Miłość jest więc ukształtowanym w specyficznych warunkach historycznym tworem kulturowym, efektem nakładania się „kolejnych warstw” na koncepcję komunii dusz: idei poetów romantycznych czy dobrodziejstw i sprzeczności kapitalistycznego systemu gospodarczego."

      verte!
      • magdolot Re: Miłość 31.10.12, 22:07
        cd.
        "Księżycowo-randkowy scenariusz funkcjonuje w kulturze zachodniej od całkiem niedawna, ale już stał się na tyle dominujący, by przeciętny Amerykanim czy Francuz przekonani byli o jego naturalności i odwieczności. Określenie dating, czyli umawianie się na randki, zostało użyte po raz pierwszy dopiero w roku 1896 i nie od razu randka musiała oznaczać kontemplację księżyca. Wszystkie atrybuty romantycznego spotkania „zakochanych”, a więc wieczorny spacer, spoglądanie w gwiazdy, romantyczna kolacja przy świecach, Taniec towarzyski czy bukiet czerwonych róż były stopniowo dodawane do repertuaru randki, a w pełnej wersji romantyczna konwencja miłości, taki banalny romantyzm, zwany często opcją księżyca i róż, pojawił się dopiero po drugiej wojnie światowej w Stanach Zjednoczonych. Skoro celem spotkania był dobór małżeński, to nie może dziwić, że interakcje odbywały się w otoczce podobnych, jeśli nie takich samych rekwizytów. Z czasem tylko takie rekwizyty i tylko taki schemat zostały społecznie uznane za romantyczne. Konstruktywiści negują również i realność (obiektywne istnienie i naturalne pochodzenie) emocji jakie taka podksiężycowa sytuacja może wywołać. Syndrom niespania i niejedzenia, który endokrynolodzy uważają za efekt wydzielania się amfetaminopodobnej fenyloetyloaminy u ludzi pozostających w stanie zakochania to jedynie oznaka nadążania jednostki za kulturowym wzorcem przeżywania miłosnego zauroczenia. Kto może jeść i spać, w myśl kultury zachodniej, nie kocha prawdziwie. Dlatego również emocje generowane podksiężycowym spacerem są wytworzone społecznie, identycznie jak sytuacja randki[21].

        Tak więc miłość erotyczna to ukształtowana w długiej historii kultury euroamerykańskiej instytucja społeczna, w ramach której doznania seksualne wepchnięte są w tryby wystandaryzowanych, powtarzalnych i schematycznych rytuałów z ciągle tym samym zasobem rekwizytów, słów i trików do wykorzystania.

        Ulrich Beck pisze, że w ponowoczesnych, postkapitalistycznych, zlaicyzowanych społeczeństwach to właśnie miłość erotyczna zajmuje miejsce religii. Miłość sama stała się tutaj swego rodzaju postreligią czy też wszechobowiązującą ideologią - zastąpiła bowiem Boga, marksizm czy wiarę w rynek. Pozostając społeczną fikcją, jest ważna, bo teraz to właśnie ona wskazuje cele[22].

        Niewątpliwie skutkiem ubocznym oparcia współczesnych związków małżeńskich na miłości jest wysoki wskaźnik rozwodów. Wzorzec romantycznej miłości rozpowszechniają media - tym samym dając do zrozumienia, że romantyczna miłość to coś, co może przydarzyć się każdemu. Miłość ma w tym sensie potencję czegoś, co może się wydarzyć w przyszłości, i do czego, z racji przyjemności, która jest w miłość wbudowana należy za wszelką cenę dążyć (czego kosztem są ustawiczne procesy budowania i zrywania związków). Stąd tęsknota za wielką, wieczną miłością i w jej imieniu, nieustanne poszukiwania, które rozbijają związek za związkiem. Mimo, że panuje przekonanie, że małżeństwo oparte na miłości powinno być „wieczne”, gdy tylko „coś się zepsuje”, natychmiast dochodzi do zrywania więzi[23][24]. Dążenie do realizacji potrzeby romantycznej miłości, która - kiedy się wydarza – słabo też koresponduje z dążnością do samorealizacji i jednostkowej autonomii, ponieważ uzależnia od drugiego człowieka."

        Jak to czytam, to chcę do Azji. Natychmiast. F co oni nas fpuścili?!!!
    • cichym.lotem Re: Miłość 01.11.12, 10:26
      Trzeci, miłość nie jest absolutna, nie jest utopią, ona jest ludzka - na wskroś.
      Żeby czuć się kochanym trzeba oddać kawałek siebie, ten najbardziej egoistyczny kawałek poświęcić. I prawdziwym cudem jest, jeśli nasz ukochany też gotów jest poświęcić dla nas tę swoją ulubioną część. To zawsze trochę boli, ale dzięki temu jest się razem.

      Miłość cierpliwa jest, łaskawa, nie zazdrości, nigdy nie jest przewrotna czy pyszna lub arogancka, nie stawia sobie nigdy celów egoistycznych, nie czuje się rozdrażniona, nie zastanawia się nad niesprawiedliwością, nie ma upodobania w czynieniu zła, ale cieszy się ze zwycięstwa prawdy, znosi, wierzy, jest ufna i trwa aż do końca. Miłość posiada w swej szacie skraj, który dotyka kurzu i usuwa plamy z ulic i zaułków.
      Matka Teresa (wcale nie taka święta ;)
    • ave.duce Re: Miłość 01.11.12, 17:24
      Tragedią miłości nie jest śmierć.
      Tragedią miłości nie jest rozłąka.
      Tragedią miłości jest obojętność.

      William S. Maugham

      ps. faceci to egocentryczni ślepcy (?)
      • nihilyst Re: Miłość 01.11.12, 21:42
        każdy widzi to, czego mu potrzeba -
        no i rozmawiamy sobie, ślepi, o kolorach
    • olga_w_ogrodzie Re: Miłość 01.11.12, 18:08
      kawal dobrej literatury zobaczylam w poscie Twym krotkim, Zbigo Claptonie.

      /bez milosci jest raczej do niczego./
    • syropa Re: Miłość 01.11.12, 21:35
      powinni uświadamiać to już w podstawówce. Zgadzam się z tym, choć jestem chyba niepoprawna, ponieważ podobało mi się to jak kiedyś myślałam o miłości...
      • nihilyst Re: Miłość 01.11.12, 21:40
        też mi się podobało
        ale bardziej podobają mi się - - jak zbigniewa - posty


        btw. kawa, dobra kawa, do łóżka jeszcze, a przez jakiś czas jeszcze łóżko
        więcej chyba być nie może - romantycznego

        ale potem zaczyna się na szczęście ludzkie. najczęściej osobno
    • humbak Re: Miłość 01.11.12, 22:39
      Zawsze istnieje inna możliwa odpowiedź:
      www.youtube.com/watch?v=BYZPsHx2tCY
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka