magdolot
04.08.14, 12:55
Dziś o 3 rano zadzwonił Szaciek wracający do dom sz pszyjaciółką piechotą, bo im nie jechał bus. Zadzwonił, że idzie za nimi kotek. Nie wabcie!!! Nie wabili. Kotek ich ganiał ze 3 kilometry i przyszedł z nimi do domu.
Dziefczynka. Straszna luzaczka. W czerwonej obróżce z dzwonkiem, czyli wychodząca.
Nakarmiliśmy i zostawiliśmy jej otwarte drzwi do ogrodu i o 5 rano poszliśmy lulu. Nigdzie se nie poszła, więc albo nas lubi albo nie wie gdzie iść. Nie odwiozę jej tam, gdzie się przyplątała, bo w dzień to ruchliwa ulica.
Szaciek ma straszliwą alergię na koty i jusz kicha jak dziki. Ugadaliśmy kolegę Szaćka, że może u niego pomieszkać aż ją znajdą, kombinujemy kotener. Szaciek właśnie się za nią ugania, żeby zrobić jej fotki. Na stronie TOZ i azylu są kwestionariusze zgubiony/znaleziony, to wypełnię. Wywieszę na przystankach ze trzech, tym gdzie się objawiła i dwóch sąsiednich.
Chyba krzyżufka ze czymś rasowym, bo wysoka, szczuplutka i buzię ma długą i chudą a w niej wielkie żółtozielone ślipia i jest biała w paskowane łaty. Się rusza jak modelka.
Co jeszcze mogę zrobić?
Najchętniej bym ją zapierdzieliła, bo pyszna jest, rezolutna i tuliwa, ale lecz ktoś ją kocha na bank i jutro on zacznie lać ślozy, a Szaciek kicha jak potłuczony.