04.08.14, 12:55
Dziś o 3 rano zadzwonił Szaciek wracający do dom sz pszyjaciółką piechotą, bo im nie jechał bus. Zadzwonił, że idzie za nimi kotek. Nie wabcie!!! Nie wabili. Kotek ich ganiał ze 3 kilometry i przyszedł z nimi do domu.
Dziefczynka. Straszna luzaczka. W czerwonej obróżce z dzwonkiem, czyli wychodząca.
Nakarmiliśmy i zostawiliśmy jej otwarte drzwi do ogrodu i o 5 rano poszliśmy lulu. Nigdzie se nie poszła, więc albo nas lubi albo nie wie gdzie iść. Nie odwiozę jej tam, gdzie się przyplątała, bo w dzień to ruchliwa ulica.
Szaciek ma straszliwą alergię na koty i jusz kicha jak dziki. Ugadaliśmy kolegę Szaćka, że może u niego pomieszkać aż ją znajdą, kombinujemy kotener. Szaciek właśnie się za nią ugania, żeby zrobić jej fotki. Na stronie TOZ i azylu są kwestionariusze zgubiony/znaleziony, to wypełnię. Wywieszę na przystankach ze trzech, tym gdzie się objawiła i dwóch sąsiednich.
Chyba krzyżufka ze czymś rasowym, bo wysoka, szczuplutka i buzię ma długą i chudą a w niej wielkie żółtozielone ślipia i jest biała w paskowane łaty. Się rusza jak modelka.

Co jeszcze mogę zrobić?
Najchętniej bym ją zapierdzieliła, bo pyszna jest, rezolutna i tuliwa, ale lecz ktoś ją kocha na bank i jutro on zacznie lać ślozy, a Szaciek kicha jak potłuczony.
Obserwuj wątek
    • ploniekocica Re: Koteczka 04.08.14, 13:24
      Idźcie może do weta i sprawdźcie, czy może chipa ma, bo jak ma obróżkę i kochana to pewnie zaczipowali malutką. Moje nie wychodzą w ogóle, ale też je zaczipowałam na wypadek (tfutfu) gdyby się wybrały gdzieś. Szczególnie, że w większości miast jest akcja czipowania za darmo. I bardzo dobrze.
      • magdolot Re: Koteczka 04.08.14, 13:46
        Ło. Dobra wieść. Dzięki! Ja stare dane mam, jak czipowalim Musa, to prawie nikt nie czipował. Kotener namierzony, Tygrys ma. Kolega Szaćka negocjuje ze starymi. Kot śpi na fotelu na ofcowej skórze, którą sobie "pomielił" i choć mu fcale nie poleciało mreko [które ma w nosie, bo woli wiejską kiełbasę; sam powiedział, bo akurat pomywałam lodówkę i zawartość była na blacie i sobie zapierdzielił, fięc mu wychowawczo odebrałam i oddałam w plasterkach. Tygrys by mu przeżuł dla pewności, ale ja sadystką jestem, no.] jess git i ma fffszystko w nosie.
    • gat45 Re: Koteczka 04.08.14, 14:30
      Obejrzyj dobrze obróżkę. Kiedy nie tak dawno wyposażałam Tobołka, odkryłam obróżki różnych rozmiarów ze specjalnym miejscem na wpisanie numeru telefonu na wewnętrznej stronie. Może ta nocna panięka ma coś takiego ?
    • damakier1 Re: Koteczka 04.08.14, 15:25
      Szaciek ma straszliwą alergię na koty i jusz kicha jak dziki. Ugadaliśmy kolegę Szaćka, że może u niego pomieszkać aż ją znajdą,

      Nie mogę rozgryźć, kto u kolegi będzie pomieszkiwał - Szaciek, czy koteczka? W każdym razie, można na dwie strony, co znakomicie zwiększa swobodę działania.
      A pamiętając, jak się do nas Pan Czesio wprowadzał, poważnie się obawiam, że jesteście na tę koteczkę skazani ;)

      -----------
      "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
      (aut.: ToJaJurek)

      Wrona i inne zwierzaki
      • magdolot Re: Koteczka 04.08.14, 16:46
        Ofszem, przypomniał mi się Pan Czesio i pewna dzieweczka od Musierowicz mówiąca ufnie: Dzień dobry, przyszłam na obiadek. Dokładnie tak ta koteczka do nas wparowała, radośnie i przyjacielsko z ogonkiem we floresy. Jestem zakochana, właśniem miała kłopoty z odlepieniem się od niej, bo pada i ona wieeelce przytuliwa, czuła, rozmruczana, cieplutka i delikatna i nawet Szaciek się jeszcze nie zalewa katarem, ale lecz na miejscu właściciela tego cudu kociego bym jusz chodziła po ścianach i bardzo mi go żal, fięc jak małż przyjedzie, to ją wrzucimy do auta, pognamy po kotener i z nim do weta skanować jej czipa jak ma. A jak nie ma, to wet ma whiskasa, choć parufki też pyszne są [kiełbasa wiejska już wyszła do kociego żołądka, mrrrrauuu!], a podbierając kotener mogę ja buchnąć Pimpie kawałek jej cieląciny w najlepszym gatunku.

        Obróżkę jej rozebrałam i obejrzałam na fszystkie strony. Nic.
        TOZ się opieprza z zamieszczeniem info, na stronie azylu się kwestionariusz wypełnia i z mety publikuje, a do TOZ trza wysłać maila i oni go obrabiają...
        • ploniekocica Re: Koteczka 04.08.14, 19:40
          I jeszcze weź wydrukuj ogłoszenia i ponalepiaj w okolicy tamtej. I zobacz, czy już szukające nie wiszą przypadkiem.
        • magdolot Re: Koteczka 04.08.14, 19:43
          Mamy troop. Koteczka ma czipa, ale wetka nie mogła znaleźć jego numeru w bazach danych, a baz podobno jest multum... dała nam numer do samodzielnego szukania, bo miała nowego pacjęta. Pomyślałam se mściwie, że puszczę troopem FzD, bo zdolniejsze niż wetka. Przytomnie kupiłam żwirek, chrupki oraz mokry fud. Kotka była fkurzona badaniem [zwiedzała ciekawie gabinet, lecz wzięta przez wetkę za eb napsyczała i naburczała jak złoto, mojakreff] i kotener przestał działać [ażurowy pojemnik na pranie by Ikea wyścielony ofczą skórą ulubioną], ale jakoś go wepchaliśmy do auta i dawaj w okolice znalezienia, paczyć czy nie ma ogłoszeń. A tam obok jest azyl, więc postanowiłam pozawracać im głowę. Poczułam się pewniej pod furtką, jak wyczytałam że o tej porze zwierząt nie wydają, bo się obawiałam że wyjdę z zawartością i ftedy małż już mnię całkiem udusi. Pani mi rzekła, że sprawdzi czy to nie ich kotka, fpisała we kompa i bingo! Mam komórę właściciela/ki, ale jest wyłączona, więc napisałam SMS. Azyl ma na nas namiar i wie o sprawie.
          Kot rozgrzebał piach we kuwecie fachowo i myślałam że kuca, a on tam zaległ na chfilkę. Zawłaszczał może, bo zbyt bezosobowa? Zeżarł torebkę i poszedł spać w naszym wyrze. Małż coraz mocniej zgrzyta z obawy o Szaćka, Szaciek kichajonc go gasi brrrutalnie, kot to fffszystko dyma, a ja się troszkę niepokoję.
          Wakacje, okolice azylu. Czy ktoś go wywalił obok, bo jess tchórzem? Czy kot się zapodział i zmierzał do azylu, bo go zna? Ale czy ktoś zdolny wywalić kota zostawia mu dzwoneczek? I czy ktoś byłby zdolny wywalić TAKIEGO kota?!
          • dzidzia_bojowa Re: Koteczka 04.08.14, 20:18
            Tak obok tematu trochę: wzięłam kiedyś sobie do domu cudnego kotka małego. Z miejsca zaczęłam go kochać jak nie wiem co. W krótkim czasie okazało się, że mam taką alergię, że klękajcie narody, kichanie to pikuś, zapalenie spojówek, wysypka na szyi i potem wszędzie. Tak zapuchłam, że mnie musieli na pogotowiu ratować. Antyhistamina nie pomogła, smarkałam nic nie widząc na zapuchnięte oczy. A tak strasznie chciałam kota w domu! To było dawno. Z bólem serca wywiozłam kociaczka do rodziny. Teraz mam astmę, tak mi się ta alergia uaktywniła. Chociaż se na zdjęcia popatrzę. Żal.
            • magdolot Re: Koteczka 05.08.14, 00:19
              Oj, ciężki jest los alergika!
              Ja cała na paluszkach i nasłuchuję. Szaciek póki co tfierdzi [a kilka razy oprócz kichania mi kaszlnął], że reakcję a. to on miał w gabinecie wetki, a na tę kotkę nic. Mu wytłumaczyłam, że ma nie nadrabiać miną, to raz. A kotkę tę ja też bym wzięła z piskiem opon, ale nawet jak Szaciek będzie OK, to są jeszcze Zu i Anka... i one może są rzadko, ale lecz nie wypierdzielę ich do hotelu jak przyjadą do DOMU! A u Tygrysa nie mogą się zatrzymać, bo u Tygrysa jest kotka Pimpa na którą się duszą.
              Właściciele nie odpowiadają. Jutro zadzwonię do azylu, bo z reakcji pani wyglądało jakby wybrała komórkę z dwóch numerów, jakoś się tak wahnęła. Może ten od komórki jest na wakacjach we śfiecie, ale stacjonarny odbierze ktuś? Zdecydowanie wymarzonym wyjściem byłoby wepchanie koteczki w stęsknione obmięcia właściciela! Ale lecz boję się, że jutro będę załatwiała kotu kochający dom i nie wiem gdzie. Kolega Szaćka może ją przygarnąć, ale ma już dwa koty i pono są zazdrosne, pod pistoletem jest to jakieś wyjście, ale tak normalnie, to nie. :(
              • ploniekocica Re: Koteczka 05.08.14, 09:37
                Kotkę w Pimpu (i Tygrysu)!!! Fszyscy będą szczęśliwi nawet po trudnych początkach. Dwa koty to w obsłudze fizycznej 1,25 kota, a emocjonalnej chyba 0,9 w porównaniu z samotnym i znudzonym. Bo się koty (albo psy i koty) zajmują sobą, nawet gdy się teoretycznie niespecjalnie lubią, i nie maltretują tak właścicieli psychicznie. Wiem, co mówię, bo moja matka ma kotkę jedynaczkę i chociaż niby delikatna i subtelna, i mało wymagająca, ale..... Zresztą jak Pingwin był przez pół roku jedynaczką to mi dał popalić za wszystkie swoje dziewięć wspólnych lat - choroby, upierdliwości, depresje, nadwaga, a teraz po dwóch i pół latach z Ryżym to ona inicjuje większość gonitw, zwłaszcza nocnych i okupuje najlepsze miejscówki, zdrowa jak koń, całkiem jak na siebie szczupła i we wogle szczęśliwa jak psi ogon.
                A i finansowo jest bez zmian, bo się przy dwóch kotach zaczyna się opłacać kupować dziesięciokilowe torby żarcia i trzydziestolitrowe piasku w necie i polować na promocje w sklepach internetowych, co powiedziawszy poszłam otworzyć kurierowi z wielką paczką.
                • damakier1 Re: Koteczka 05.08.14, 10:23
                  I to jest najsłuszniejsze rozwiązanie dla fszystkich! MANIE WIĘCEJ NIŻ NIŻ JEDNEGO KOTA (niekoniecznie pięciu) JEST ZNACZNIE LEPSZE, NIŻ MANIE MNIEJ NIŻ JEDNEGO KOTA!
                  • dzidzia_bojowa Re: Koteczka 05.08.14, 10:46
                    damakier1 napisała:

                    > I to jest najsłuszniejsze rozwiązanie dla fszystkich! MANIE WIĘCEJ NIŻ NIŻ J
                    > EDNEGO KOTA
                    (niekoniecznie pięciu) JEST ZNACZNIE LEPSZE, NIŻ [u]MANIE MNIEJ
                    > NIŻ JEDNEGO KOTA!
                    [/u]


                    Ja mam mniej niż jednego kota i potwierdzam, to nie jest przyjemne :((
                    • gat45 Re: Koteczka 05.08.14, 10:50
                      Wypada tu z całą mocą przypomnieć, że koty liczy się wyłącznie na jednostki. Żadnych ułamków!
                • magdolot Re: Koteczek 05.08.14, 13:45
                  Obudził mnię kurier, co stał we drzwiach i się wydzierał jak potłuczony, więc posunęłam kota co na mnie chrapał i fstałam uszczęśliwić kuriera autografem...
                  W nocy kot robił za psześladofca małża, któren to małż najchętniej by go udusił jako oprafcę Dziecka, lecz Dziecko mu nie wybaczy i on to wie. Klincz. Kot popruł za mną do wyra i się na mnie wmulił ze dzwoneczkiem i fffszystkim i począł mnię bucać po tfarzy jak durny, co obudziło małża i po omacku poszedł się wysiusiać. Za nim popruł kot pobrzękując dzwoneczkiem. Małż wrócił się położyć, a ja obserwując koci ogonek widoczny znad wyra podążający za małżem f trop doznałam wrażenia, że to płetwa rekinia krążąca wokół tratfy z rozbitkiem... Dokładnie tak. Rekin przypuścił atak na nasze łby, a małż podrygiwał bezradnie z nadzieją odstraszenia drania, lecz drania owo podrygiwanie jeno zachęcało do dalszych badań małża... W końcu małż weszedł w jakże niechcianą interakcję z oprafcą i był go zepchnął z wyra, rekini bumerang skumał i wrócił na mnie.

                  Już po rozmowie ze Szaćkiem, azylem, Tygrysem i kolegą.

                  Komóra właściciela dalej wyłączona, Szaciek się rano poddał i wyznał że trza kota przemieścić, kolega go weźmie dzisiaj. A Tygrys wykona próbę z Pimpą jak wróci ze kszakuf za 10 dni. Się przyznał w rozmowie, że już mu radzono drugiego kota. Są tylko dwa "ale". 1. Tygrys ewoluuje f kierunku "babci kociary", fięc kot co mu daje popalić będąc upierdliwą źrenicą oka - to jest TO! Tygrys uwielbia się kimś opiekować. Po drugie Pimpa nie wychodzi, więc nasz kot straci duży kawałek wolności.
                  Rzecz jasna, najpierw odbyłam długą konwersację z przemiłą panią z azylu. Innego telefonu właścicieli nie było, lecz pani tam pośle inspektorów TOZ, by obadali sytuację we miejscu ich zamieszkania i da mi cynk. Właściciel ma 7 dni na zgłoszenie zguby, po tym terminie zwierz czeka na nowy dom oficjalnie. Ale lecz polskie prawo traktuje zwierza jak rzecz i to oznacza, że właściciel ma 2 lata na zażądanie zwrotu "własności", a jak zgłosi kradzież, to nawet i 3. Za to w takim wypadku ma zwrócić nakłady poczynione na zwierza w tzw. międzyczasie. Ustaliłam z panią, że nie oddaję jej kota do azylu, ale gdzieś go umieszczę póki czas i podałam im fszystkie kontakty na siebie.
                  Przy okazji się okazało, że poszłam do łóżka z kobietą a fstałam z facetem, no. Koteczka w azylu nosiła imię Donald. I wię, że przez 1,5 roku mieszkał on przy Alejach, gdzie jest bardzo duży ruch samochodowy. Ciekawe, czy wychodził?! Stamtąd do azylu jest z 5 km, dla łazęgi nie problem chyba...

                  P.S. Kociczko, jesteś strrrasznie mądra, wiesz? Postudiowałam se stronkę azylu i w fiszce "zgubione" jest dużo, dużo kotów niewychodzących, co sfalowały przez okno. Poradziłam Tygrysu, by zaczipował Pimpę.
                  Byłam na stronie "Centralny Rejestr Zwierząt", za 5 dni ją otwierają. I dobrze, bo przecież to paranoja z ęsięcioma konkurencyjnymi bazami danych. Ojca wet czipuje za 35 zeta i bezpłatnie zgłasza do Safe Animal - tak wygląda krakowska akcja. I dobrze.
                  • ploniekocica Re: Koteczek 05.08.14, 14:55
                    Jako strasznie mądra to Ci powiem tak - Tygrys jako babcia kociara z dwoma kotami będzie miał, co obserwować. Tylko Ty biedna będziesz, bo wysłuchiwać opowieści kocich zmuszona zostaniesz. Bo, proszę pani, jeden kot to nic ciekawego nie może, a dwa to mogą fszystko, no prawie, bo fszystko to może pięć kotów. Na ten przykład aktualnie u mnie jest tak, że Pingwin wlazł na półkę w pokoju dziecka i nie wpuszcza tam Ryżego, a Ryży piętro niżej na komodzie udaje żyrafę (nie Żyrafę), a ponieważ ja właśnie tę komodę, pod tą półką usiłuje pomalować za pomocą farby tablicowej to, co chwila któryś kot ląduje w farbie, albo koci włos na świeżo pomalowanym i ja wyję jak łoś ranny i usiłuję całe towarzystwo przegnać, ale lepiej jak siedzą tak niż jak zeskakują i wskakują. A jak przylazłam do tego komputera w ramach schnięcia farby to przylazły za mną i Pingwin wlazł do pudełka po butach ciasno go wypełniając, a Ryży leży obok i udaje ośmiornicę, coby Pingwina zahaczyć. Tak, ze Tygrysu z Pimpą i Donaldem (haha, wina Tuska) nie grozi nuda. Nigdy!
                    Taka próba z dwoma kotami to są dwa tygodnie, a nie dwie godziny. Pamiętasz, co się u mnie działo? A teraz zawsze razem, chociaż teoretycznie fcale się nie lubią przeca.
                    • magdolot Re: Koteczek 05.08.14, 16:12
                      Właśnie odjechali do kolegi, buuu. Z kuwetom adhocowom, miseczkom i kocykiem. 3mam kciuki, bo jak będzie tragedia, to chyba go przewalimy do Pimpy i mnie tam zamieszkamy? To ftedy nie zrobię nic w domu [nie mogę sprzątać, bo trzymam poduszkę?]. Tygrys wraca za 10 dni i chyba niedługo potem wyjeżdża ze swoimi małymi brydżystami na obóz... Jutro z nim obgadam to fffszystko, jak już będzie wiadomo co i jak z kotami kolegi. A teraz pilna eksterminacja kocich kłak...
                    • ploniekocica erratum 05.08.14, 16:18
                      ciasno je (pudełko) wypełniając.
                      To pisałam ja miejscami Afroamerykanka tablicowa!
                      • magdolot Re: erratum 05.08.14, 23:48
                        Pół domu odkłaczone, całego kota brak wielce. Nasłuchujemy ze Szaćkiem dzwonienia...
                        Kot wsadzon do pokoju kolegi, inne koty póki co nie dopuszczone. Szaćkowi już lepiej, ale za to smutno. Mi tesz. Małż wygłosił sposzczerzenie, że kot był inteligentny. Fakt. Niby się bawił papirem na wędce, ale przez cały czas se ze mną pogrywał nie dając się ponieść i kontrolując co się dzieje z końcem wędki i ze mną. Cfaniaczek.
                        • ewa9717 Re: erratum 06.08.14, 13:34
                          Pełna emocji, czekam na cd. ;)
                          • magdolot Re: erratum 13.08.14, 00:50
                            Dupa zbita, Pani Ewo, nie cd.
                            Załamka na całej linii.

                            Tygrys przemyślał sprawę i się wymiksował, bo on będzie mu dominował jego koteczkę, a finansowo nie na jedno, bo koteczka najlepszą cielęciną jeno, akceptuje tylko jednego dostaffcę a jak Tygrys przyniesie nie taką jak trzeba, to za karę ją zjada sam. I o to w tym układzie biega, o królewnę we wieży cięgiem ratowaną i nie bardzo mnie to w sumie zdziwiło.

                            Szaciek na wieść o dostał trzy kule przez pierś, wyjęczał że przecież to tylko na pół roku, bo on się odczuli we samym Rzeszowie, a kota zabiera na studia do Anglii i szlus. Popchałam mu te kule sztyletem powierciłam, że z odczulaniem to nie tak siup, że wynająć lokum z kotem we Anglii nie siup i że te palanty chyba na dodatek mają kwarantannę na tej swojej wyspie. Zaoszczędziłam mu podłej uwagi, że za 4,5 miesiąca ma mieć operację i najlepiej jak będzie się odczulał... w trakcie. Polałam miodu ciut, że też bym tego kota strasznie chciała, ale kurrrna nijak.

                            Szaciek wyjechał f kszaki się spotkać z kolegami. Nie miałam ja wątpliwości, że przy okazji pomolestuje Tygrysa, ale spełzł a Tygrys wieżę obronił.

                            Dziś spacerując cudze psy spotkałam pana sąsiada, co Tygrysowi wżenił Pimpę. Oni sami mają 4 koty, a jego żona jest wytrenowana we wżenianiu ludziom kotów ze podwórka. Zaapelowałam o pomoc. Się dowiedziałam, że się popróbuje, ale lecz to najgorszy czas na takie siupy, bo lud we pędzie do wakacji masowo wywala zwierze na ulicę i... dowiedziałam się jeszcze, że koty azylowe chodzą po terenie azylu samopas. I wtedy mi piknęło mocno, bo jednej z pań azylowych a propos naszego kota wyrwało się coś we stylu "bo on nam się wysmyknął" [do Szaćka kot się przyczepił 500m od azylu]. I to była pani co mi sprawdziła czipa i podała komórkę właścicieli kota i takoż... napomykała przy okazji radośnie, że odczulenie dziecka to nie problem...

                            Właściciele kota/ "właściciele kota" już włączyli sobie komórkę, lecz mnie nie odbierają. Jutro dzwonię do azylu zadać kilka pytań, a najpierw chyba podzwonię z innych komórek na tę mi podaną... Jak żądać od adoptujących zwierzaki odpowiedzialności, skoro azyl być może sam nią bynajmniej nie grzeszy?

                            Kolega Szaćka zeznaje, że już długo nie wytrzyma z kotem, bo zaczynają się do niego przywiązywać, a nie mogą go zatrzymać. Ja jestem umówiona we kszakach na duuugi wikend a f trakcie kończy się okres na który kolega się podjął zaopiekować huncwotem i mam wyrzuty sumienia. Mam zrobić koledze Szaćka to samo, co być może azyl robi mnie?! A "nie rób drugiemu co tobie niemiłe" [nie leć z bliźnim w gumy], to pies?!

                            Nie wię, co robić. Co robić?!
                            • ewa9717 Re: erratum 13.08.14, 07:05
                              Kurde, gdyby wszystkie forumowe pozytywne fluidy zadziałały, kotecka miałaby już ze trzy pałace z pełną obsługą. Strasznie to smutne, że nic mądrego nie mogę doradzić.
                            • gat45 Re: erratum 13.08.14, 07:37
                              Nie macie wyboru, o Siostro Lotna. No nie macie. Musicie znaleźć kotu porządny dom, bo przecież ani do azylu go nie oddacie, ani do właściciela, który go do azylu zwrócił.
                              Odpowiedzialność to strasznie niewygodna cecha charakteru. Ale niezrzucalna.
                              Trzymam kciuki za powodzenie Akcji Kot.
                              • ave.duce Re: erratum 13.08.14, 08:05
                                Tesz czymam.

                                Koty są po to,
                                żeby rzucać papierki kotom.
                                Po to bywają kocurki,
                                żeby piórka im dawać i sznurki.
                                po to zdarzają się kotki,
                                żeby szpulki toczyć i motki.
                                To dla kota
                                najlepsza robota:
                                papier pogryźć,
                                motek zamotać.
                                A gdy kotek pragnie czegoś jeszcze,
                                można pisać mu i mruczeć wiersze.

                                Joanna Kulmowa, "Kaja się bawi"
                                • magdolot Jak Donisław nie został postrachem Niujorku. 26.08.14, 04:05
                                  Jak Donisław* nie został postrachem Niujorku albo hapi end.

                                  * przeczytafszy pilnie dyskusję o patryjotyzie spolszczyłam i zesłowiańszczyłam rdzennie to opce i ryże imionko Donald i to jest pókico mój patriotyczny fkład. No i wynaradawianie kota cudem zostało pofszczymane i o tym jest historyjka.

                                  Rodzice kolegi nacisnęli na zwrot kota, a tu kompletna kaszana. Podejmowałam się odwieźć kota ze znakiem jakości Żyrafy do Wawy, a tu fffszyscy na ament zakoceni albo alergicy. Szaciek w rozpaczy pchnął sprawę do Berlina i zaczął molestować tamtejszych kolegów przynosząc okropny fstyd naszemu Narodowi, a małż pchnął maila do Bardzo Odpowiedzialnych Osób.

                                  Był piątek wieczorem, wróciłam z krzakuf z wiadrem grzyp i oprawiałam do rana, w chałupie do żadnego pomieszczenia nie dało się wejść, bo fszyscy się wprowadzają do domu i fszędzie zwały przeglądanych podejrzliwie rzeczy, piwnica wygrzebana na pokoje, bo gnije [osuszacz nawalił i nikt go nie chciał naprawić, za to proponowali wynajęcie], łoezuezu co za burdel! Usłany kłakami ze Dwóch Gupich Psuf bejbisitowanych przez Szaćka, a w łazience na deser rozwalony klosz i szkło i cała krwią zachlapana, bo pewien wirujący derwisz się tam relaksował bez radosnego skutku [sądząc po jusze na ścianach]. Myślałam się wyśpię i do boju, a tu po chwili brutalnie mnie obudzono i zaczęła się jazda bez trzymanki.

                                  W nocy, jak się okazało, niejaki Pablo oglądał filmik zrobiony kotu przez Szaćka fciąż i fciąż i zakochiwał się coraz bardziej i bardziej... Od rana Szaciek miał zakochanego Pabla pożądającego kota jak kania dżdżu na fffszystkich możliwych łączach, a mnie się włos jeżył coraz bardziej i bardziej, a małżowi prostował [bo ma afro]. W nawarstwiającej się paranoi ratowała nas odrobinka żywionej cichaczem nadziei, bo BOO okazały ostrożne zainteresowanie kotem, albowię planowały drugiego do pary, co prawda małego, ale może? BOO otrzymały filmik oraz link do wątku niniejszego, a niezmącona młodzież... planowała Akcję Kot.

                                  Usiłując się ocknąć rzekłam Szaćkowi, że kot ze czipem wieziony do Niemiec musi mieć właściciela, paszport, takie tam duperele. Że przeszmuglować kota w aucie cichaczem nietrudno [Szaciek z małżem jechali do Niemiec w niedzielę], ale ten kot ma czipa. W tzw. międzyczasie wyszło, że Pablo i Mary [córka restauratora, skądinąd krajanka] wybierają się z kotem zamieszkać w Njujorku lada dzień... a Pablo ma drobny problem, bo Niemcy wg. Amerykanów są wolni od fścieklizny, a my - Polacy - nie! Duperele nagle stały się palące, poziom abstrakcji mnie przerósł i fciąż nieocknięta kazałam Szaćkowi wysondować azyl w sprawie Niemiec i trzymać pysk na kłódkę we sprawie Njujorku, oraz odszukać jakąś rodzinę Mary, która mogłaby Donisława usynowić w azylu.

                                  Tępo siorbiąc kawę usiłowałam wymyślić sposób zniemczenia polskiego kota, aby ochronić go przed ewentualną amerykańską fszawą kwarantanną, a potem oprzytomniałam i postanowiłam trzymać się myśli o BOO jak pijany płotu, ale lecz Akcja Kot postępowała w oszałamiającym tempie. Musi Szaciek rozmawiał z azylem jak dziecię i w związku z tym się dowiedział, że kot przed adopcją ma spędzić w azylu tydzień fizycznie i kropka, duża kropka. Okazało się za to, że Mary jest w mieście, ale w niedzielę leci do Berlina.

                                  W tym momencie przyszedł pan do osuszacza, a potem postanowiłam ja pomścić Szaćka na azylu. Zaczęłam od zapytania o interwencję TOZ, którą mi obiecali i oczywiście odesłano mnie do TOZ-u w poniedziałek... Na to dictum się ocknęłam całkiem, a w uszach zagrzmiały mi surmy bojowe i dałam azylu grzecznie do zrozumienia, że leci ze mną w gumy, a ja przecież muszę znać sytuację kota, bo ja z dobrymi ludźmi, którzy by go chcieli w gumy nie polecę, no.
                                  Mnię dopoinformowano, że znaleziony zwierz klincuje w azylu ustawowo przez tygodnie dwa, czekając na właściciela, a potem przechodzi na własność azylu. Fięc ociekając słodyczą zapytałam, czy skoro mają na stronie zgłoszenie o znalezieniu kota 4 sierpnia i to jest jakby dowód, a dwa tygodnie już dawno minęły, to czy mogę się zjawić z tym kotem fizycznie i z osobą co go chce zaadoptować w poniedziałek i czy dla dobra kota możemy poudawać, że on przez te tygodnie sobie był w azylu, choć nie? - Myślę, że da się zrobić, ale dzwoń pani w poniedziałek do kierownika. Ha.

                                  Powiedziałam Szaćkowi co żem uzyskała i że to palcem na wodzie pisane, bo w poniedziałek rano się fffszystko może rozsypać o kierownicze NIE... i poszłam coś poprać... a Mary przebukowała bilet na poniedziałek, a Szaciek zaczął molestować ojca o opóźnienie wyjazdu na poniedział... bo samolot samolotem, a ktoś zawieźć kota musi, czyli on. Małż się zapienił i uciek do myjni, a ja zostałam z rozsierdzonym dzieckiem, którego spokojnie wysłuchałam i zapytałam w punkt, a czemuż to Mary przebukowuje bilet bez małżowego TAKa na opóźnienie wyjazdu?!
                                  Szaciek ciut zbity z tropu, ale z rozpędu zmusił mnie jeszcze do załatwienia terminu wizyty u weta dla Mary na poniedział i wypytania weta czy na pewno na tej wizycie można kota z papierami z azylu zapaszportować na ament i z kopyta ruszyć z nim w świat i dodał, że Mary się umówiła z nim dziś u kolegi na oglądanie kota. Git.

                                  Okazafszy te zwały dobrej woli podrążyłam moje ciut zbite z tropu dziecię dobrem owego kota. Przypomniałam ja jemu, że mając 7 lat samo zdecydowało obyć się bez psa przez rok jeszcze, bo mieliśmy jechać do USA, a latać psa przez ocean i trzymać we kwarantannach to sadyzm... i że tą decyzją mnie przekonało, że dorosło do mania psa. I rzekłam, że jeśli BOO się jednak zdecydują na kota Donisława, to mają dla niego dom w realu, a nie w planach.

                                  Szacio zrobiło Pablowi skypem przesłuchanie i przybiegło powiedzieć, że kot będzie mieszkał w bardzo dobrych warunkach, nie w norze we Bronksie, że Mary się będzie uczyć a Pablo pracować, ale w domu na kompie. Rzekłam, że tu nie biega o "drapię jeno bidermajery, ostatecznie art deco, meble z ikei mnie strasznie mierżą pazury", ale czy koty ogólnie lubią fruwać, czy tułacz przekazywany z rąk do rąk woli dom czy podróże...

                                  I w tym momencie wrócił małż z radosną wieścią, że BOO reflektują!

                                  No, kamień ze serca. Wyraziliśmy nadzieję, że w tej sytuacji Pablo i Mary sami się odpowiedzialnie wycofają. Mary zwiedziła kota u kolegi i stanęła na wysokości zadania, zapewne z pomocą Szaćka, który jednak myśli, choć czasem zbyt szybko i kreatywnie... Za to rodzice kolegi postanowili kuć żelazo póki gorące i Donisław wieczorem wylądował u nas.
                                  Trochę przerażony, usiłował się schować w kotenerze, bo jednak się przyzwyczaił i sobie biedaczek myślał, że tam już ma dom... a tu taki zonk. Pozwijałam dywany i przeniosłam do Szaćka, zaprufiłam kanapę, zniosłam piwnicę do piwnicy i padłam i obudziłam się z kotem na nogach. Żyjemy w kociej strefie minimalnej i zatrzaskujemy niekocią. Jeszcze fczoraj Donisław był niepewny i jakiś trącony, głównie chrapał we wyrku, dziś lata za mną po domu, kosiliśmy trawę, domaga się pieszczot i zabaff. 30 wracają do miasta BOO, Szaciek 29, to się jeszcze pożegna i zasmarka, a ja znuf wydam wojnę kłakom. Dobrze jess. :)

                                  Idę lulu, bo ten drań mi wlaz prawie na klawiaturę i szę zwinął f kłębek gniotąc se kochy o stół w poszukiwaniu przytulanki i mruczy i fstawia mi ręce do tfarzy, właśniem wypluwała różowe poduszki, bo co jess, kurczę blade, z tym naszym spaniem we wyrze?!

                                  ex123.wrzuta.pl/audio/0Qu6QTdD35t/z_donaldem_w_kieszeni


                                  • ewa9717 Re: Jak Donisław nie został postrachem Niujorku. 26.08.14, 08:59
                                    Miało być wielkie bum od tego kamienia, co mi spadł z serca, ale przeszło cicho, bo kamień bezgłośnie spłynął. Jakoś mokro mi się zrobiło ;)
                                  • magdolot Kocia story 26.08.14, 17:46
                                    Donisław zajął mi sprytnie krzesło przed kompem, bo kompy na kompost i co jess, kurczę blade!

                                    Pewna młoda dzieweczka znalazła kota na ulicy i ufnie przyniosła mamusi. Mamusia nie skorzystała, bo jeden jej wystarczał. Córeczka odziała kotka w szeleczki i wzięła w obmięcia i ruszyła miastem do weterynarza, a kiedy tylko ktoś mówił "och, jaki śliczny kotek!" dawała pogłaskać i pytała onego, czy on tego kotka chciałby sobie mieć? Rozdała kotka w 45 minut, a jedna sąsiadka przybiegła nawet do owej mamusi zapytać, czy kotek jeszcze do wzięcia jest, ale odeszła z kfitkiem.

                                    Historyjka prawdziwa, ze stołecznego miasta Wawa, pełnego zuych biznesmenuf oraz znieczulicy. Nasza ostatnia deska ratunku, mało realna chyba. Owa mamusia podjęła się odszukania dla nas owej sąsiadki ok. 1 września i zapytania, czy dalej dyszy chęcią posiadania kotka... Scenariusz z puszczaniem Szaćka po mieście z Donisławem na szelkach także braliśmy pod uwagę w ramach rozpaczy tudzież patriotyzmu lokalnego, bo historyjkę opowiedziano nam z komętarzem, że mieszkańcy stolycy widać gustują w kotach, a Krakusy - nie.

                                    • gat45 Re: Kocia story 26.08.14, 20:43
                                      Czekaj, bo ja już nic nie rozumiem - a co z BOO ???? Odwidziało im się ??? Nie strasz !
                                      • magdolot Re: Kocia story 27.08.14, 15:37
                                        Się nie denerwij, nie odwidziało. BBO uratowali honor Krakusów, tylko napisałam niewyraźnie i bez tej kropki nad i, fięc niniejszym dostawiam. :)

                                        P.S. @ piszę.
                                        • dorola13 Re: Kocia story 31.08.14, 17:21
                                          a dzie foto? że spytam zwięźle?
                                          • magdolot Donisław jaki jest... 01.09.14, 00:42
                                            Pppprosz, Dorolko!

                                            https://www.schronisko.krakow.pl/files/objects/50697/33/20140804_124002.jpg

                                            3 śfiaty z tem kotem, bo on wie czego chce i jest chitrusem. Łaził za mną po domu i dobrze se wiedział gdzie ja go nie fpuszczam i że najbardziej do garderoby i kilka razy zoczyłam szczelinkę na kota we suwanych drzwiach, a przecie żem zamykała! Tom mu materac przystawiła, normalny meblowy. Zatrzymał drania na 24. I nie wiedziałam, czy spodem, czy górą, łapą czy pyszczkiem, albowię na miejscu zbrrrodni nie ma Makawitego, of kołz. Musiałam materac zwalić płasko i po nim do łazienki chodzić i się odcięłam od ubrań na cacy, ale kota też. Przyfilowałam, że pyskiem, jak się do łazienki rył za jedną taką [też suwane drzwi, ino ciężej chodzą].

                                            Pogromcę ogródka zostawiłam samego na pół dnia otwierając mu górny balkon. Wracałam cudzym autem, więc fpadłam po pilota do bramy i nie wypuściłam D., żeby go 3 nawracające wspólnymi siłami niewiasty nie rozwalcowały. Po chwili Donisław zaczął na nas z oburzeniem pyskować z balkonu, a potem mi migał atakując drzwi balkonowe na dole, wyciągnięty na całą wysokość się do nich dobijał, bo co to, kurrrrna, jesss!?

                                            Fczoraj odbyła się kocia pyskówka, Donisław psycząc, zjeżony jak szczotka popędził na górę, a ja żem zoczyła tłustego burasa paskowańca, właściciela terenu, jak się oddalał. Małżdługo nie mógł zrozumieć i był strasznie oburzon, że jakie "jego terytorium"?! Przecież to nasza działka! - Przetłumacz buremu. - Donisław cały.

                                            Dziś Donisław powitał mnie radośnie podrzucając utrupioną ryjówkę w przedpokoju. Nosił ją sobie na trawnik i apiać... i, kurczę, nie wiem gdzie wylądowała. Przed deszczem widziałam ją na chodniku, po deszczu już nie, fięc lekki dreszcz po mnie chodzi, ale i tak będę sprzątać, fięc się postaram pochować.

                                            Dziś przyszedł Tygrys i przyniósł pączki - piłeczki i Pimpy firmową mysz [tylko czarne smyczy, innych nie tknie]. I pierwszy raz zobaczyłam jak kotek się zapomniał kom-plet-nie, ześwirował i odwalił teatr, że hej. Ma pudełko i w pewnym momencie wrzucił do niego mysz, a potem ją tam ścigał żonglując nią wariacko, a potem pudełko się wykopyrtnęło i zonk! Donisław wypadł, pudełko do góry dnem, a mysza pod nim. Biegał, czaił się, dłubał pazuryma, popychał, popychał i dłubał... dłuższą chwilę i NIC. Małż obstawił, że zaraz się podda. - Nie on. - odrzekłam z mocą. I miałam rację, jeszcze chwilę pomerdał, pogmerał, a potem jak się rossspędził i fpadł na pudełko sankując po podłodze, to pofrunęło nieźle, choć duże, a Donisław szybko capnął sfoją mysz i już jej tam nie fsadzał. I nie wię, gdzie ją f końcu fsadził. Też.

                                            Wieczorem zadzwoniły BOO, że właśnie wróciły i jutro przyjdą z kotenerem i już mają książkę i są strasznie obryte, a że Kot nr. 1 też jest azylantem, to dla azylu z pewnością argument, żeby im iść na rękę. Szaciek dziś śpi z Donisławem w salonie, aby się pożegnać. Kicha, smarka i tuli skubańca. Zamknę drzwi do sypialni, bo dobra/zua ze mnie matka, niech ma.
                                            • dzidzia_bojowa Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 07:37
                                              Nie mogę oderwać oczu od tego zdjęcia. Charakter Donisława wypisany na pyszczku i w oczach. Czy BOO zostawią imię?
                                              • ewa9717 Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 08:26
                                                Wygląda na sybarytę ;)
                                              • magdolot Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 12:16
                                                dzidzia_bojowa napisała:

                                                > Czy BOO zostawią imię?

                                                Specjalnie dla Ciebie zapytałam. Nie zostawią. I nie dziwota.
                                            • ploniekocica Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 08:32
                                              Przeczytałam raz jeszcze cały wątek, ale za gupia chyba jestem i nadal nie wiem, co jest z tym Donisławem pod względem genderu, znaczy czy płciowo kobietą, czy facetem? Bo wyraz twarzy ma jak Ryży czyli rozbrykanego kocurka, a nie słodkiej koteczki.
                                              • magdolot Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 10:11
                                                Jest facetem, jaja ma faktycznie, ale nie fizycznie. Słodko, to jemu z buzi nie paczy, ale tym słodszy jest, gdy jest słodki, a jest. :)
                                                • ploniekocica Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 10:28
                                                  magdolot napisała:

                                                  > Jest facetem, jaja ma faktycznie, ale nie fizycznie. Słodko, to jemu z buzi nie
                                                  > paczy, ale tym słodszy jest, gdy jest słodki, a jest. :)

                                                  A bo one te facety kocie to tak mają często, że jak postanawiają być słodkie to siłą i podstępem człowieka biorą. Ryży jak postanawia być słodki i na mnie wleźć ze swoim mruczando to nawet, jak nie mam wcale na to ochoty i na dodatek mam wszystkie kończyny zajęte i w danej chwili żadnego odpowiedniego miejsca do uwalenia się na sobie, to na czubek sterczącego sztorcem kolana się wdrapie (a sporym kocurem jest) i tam zalegnie wczepiony wszystkimi pazurami, żeby nie spaść i słodkie minki i mruczanki odstawia. A jak ma mnie za przeproszeniem w zadku to totalnie, włazi na czubek kredensu, gdzie nawet Pingwinica dostępu nie ma i się oddaje aspołecznej socjopatii.
                                                  • izydor88 Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 13:08
                                                    Od dwóch tygodni też posiadam rudego kota - grzbiet rudy,podwozie białe,oczy mniej skośne niż Donisław.No i Leon jest trochę młodszy 7-8 tygodni.Znaleziony w lesie w krzakach pełnych pokrzyw.
                                                    Prawie zjedzony przez pchły.
                                                    U nas - nie było problemu,wiadomo,że mam alergię na wszystko,więc ten jeden dodatkowy kot nie zmienia sytuacji:)
                                                    A jednak zmienił - zniknęła nasza trzyłapka Lolita!Trzy lata temu znaleźliśmy ją pod domem z połamaną wieloodłamowo tylną łapką.Nogę trzeba było amputować,a Lolita była kotem trudnym - po traumie.
                                                    Robiłam wszystko,żeby ją przyzwyczaić do tego nadpobudliwego malucha,ale od kilku dni - zniknęła.
                                                    Czy możliwe,żeby ktoś przygarnął takie kocie nieszczęście?
                                                    Bo jeśli tak,mogę dać jej solidny posag,w tym - dożywotnie utrzymanie.
                                                    Czuję niepokój,ale staram się myśleć pozytywnie.
                                                    P.S.Donisław jest prawie tak piękny,jak Leon.
                                                  • izydor88 Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 14:25
                                                    Nie wierzę w cuda,ale...
                                                    Napisałam powyższy post i Lolita pojawiła się na tarasie - po tygodniu nieobecności!
                                                    Będzie dobrze...
                                                    Nawet,jeżeli znalazła sobie lepszy dom;)
                                                  • damakier1 Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 14:40
                                                    Niewykluczone, że Lolita będzie teraz miała dwa domy :)
                                                    Z doświadczenia wiem, że wprowadzanie do domu nowego kota zawsze powoduje zamęt wśród zasiedziałych. Ale prędzej, czy później wszystko się uciera, nowy kot zostaje uznanym członkiem rodziny i później razem ze wszystkimi broni domu przed nowym kotem...
                                                  • magdolot Re: Donisław jaki jest... 01.09.14, 14:49
                                                    :)))
                                                    Też nie wierzę, ale lecz traktuję to jako dobry znak uniwersalny i kropka i podpinam podeń boczkiem chyłkiem także Donisława, Kota nr.1 i BOO. Będzie gud.
                                                    I idę z łezką w oku wybierać kłaki z popiołu, żeby se bachor odetchnął pełną piersią i może to słaba pociecha dla onego Szacia co się zaszył we mieście, ale zafffsze cuś.
                                            • dorola13 Oh! 01.09.14, 10:01
                                              Elegancki skubaniec!
                                              • gat45 Re: Oh! 01.09.14, 12:37
                                                Gdyby koty wyglądały jak żaby, zdawalibyśmy sobie sprawę, jakie to paskudne, okrutne małe dranie. Styl. To pamiętają ludzie.

                                                - Terry Pratchett, "Pomniejsze Bóstwa"
                                              • magdolot Odjechał 01.09.14, 12:50
                                                Nowi rodzice przeszli jak burza przez azyl, załatwili formalności i przyjechali już po swojego kota. Zaimponowali mi tym dodatkowo. Donisław dał mi się odłowić w ogródku i zanieść do dom, gdzie dał popis z myszą i razem z myszą został zapakowany do kotenera, niespecjalnie się przy tym zapierając. Będzie dobrze. - rzekła Żyrafa trzymając mocno kciuki.
                                                • ploniekocica Re: Odjechał 01.09.14, 13:05
                                                  Będzie. Oczywiście, że będzie.
                                                  Się mi Donisław wydaje tutafe podobny z charakteru do mojego Ryżego. One sobie radzą w każdych okolicznościach, bo wymuszają swoje. Większość kotów, które były u mnie chwilowo dostawała azyl w otwartej łazience i przez cały czas nie wychodziły dla bezpieczeństwa swego z tej łazienki (mimo otwartych drzwi). Ryży (biedny, pobity kotek bez pucka) zagonił po trzech minutach pingwinią rezydentkę do tej azylowej łazienki.
                                                  A po przeprowadzce do nowego mieszkania w godzinę był panem na włościach i doskonale widział, gdzie dają jeść, a co można podrapać i które okno można odbezpieczyć i wyłazić na zewnętrzny parapet. Ku przerażeniu biednej Kocicy, bo piętro trzecie!
                                                  Teraz już nie wyłazi, bo siatka jest szczelna.
                                                  • dzidzia_bojowa Re: Odjechał 01.09.14, 14:45
                                                    Wiecie co? Nie wiem czy to wina deszczowej pogody czy rwania w skręconej nodze ale naszła mnie taka melancholijna myśl, że kocham Was za te Wasze pełne czułości opisy. Kocham Was za to, że przejmujecie się losem pańskich i bezpańskich. Gdy czytam opisy Magdolota, Kocicy, Gata i nade wszystko Damy to zawsze, ale to zawsze coś mi ściska za gardło i jakem niegdyś bojowa a dziś mazgaj nad mazgajami ryczę chlipiąc, smarkając i obficie łzawiąc. No kocham Was!
                                                • damakier1 Re: Odjechał 01.09.14, 14:42
                                                  Piękna była cała opowieść i piękny jest hapyend. Będzie bardzo dobrze!
                                                  • magdolot Jess dobrze :))) 06.09.14, 20:51
                                                    Po dwóch dniach zapodano, że z jednej miski ją. Obecnie Kot nr. 1 inicjuje gonitfy z Donisławem, ale Donisław nie łapie o co kaman i się goni osobno. Nik nikogo nie leje, nik się nie wyprowadza, tylko Donisław usiłuje na spacer wyjść, jak tylko drzwi otwierają...
                                                  • ewa9717 Re: Jess dobrze :))) 06.09.14, 21:52
                                                    A nawet lepiej ;)
    • olga_w_ogrodzie Re: Koteczka 08.09.14, 00:27
      ja pierniczę.
      ale Ty fajny jesteś Magdolot.
      z poważaniem...
      • magdolot Odprysk :))) 23.09.14, 13:27
        Dzięki, Olgo, z Twej klawiatury prosto do serduszka i trzymam za Was z Nikusią kciuki nieustająco.

        A odszukałam wątek, żeby w nim podonosić, że nie tylko jess dobrze, a nawet jeszcze lepiej.
        Pablo i Mary w Niujorku już są i już mają kota. Usynowili dorosłą niujorską sierotę burą paskowaną i ochrzcili ją Muuczer [pisownia moja].

        Ech, ta dzisiejsza młodzież! - westchnęła z zachwytem Żyrafa.

        Pablo to niezły aparat i smacznej historyjki z jego krótkiego życia używam jako straszaka na polskich rodziców niezreformowanych, wyznających skuteczność tradycyjnych "metod" wychowania tej jakże paskudnej młodzieży.
        11 klasa, osobnik lat 17. Szkoła donosi rodzicom, że dziecię się bardzo źle uczy. Rodzice odkrywają, że dziecię sobie trzyma poważną bazę danych mocno znanej firmy i cichcem zarabia pieniążki. Rodzice robią koniec z tym fstrętnym procederem i wysyłają dziecko na terapię. Po kiego grzyba? Nie wiem. Pod koniec roku szkoła zawiadamia, że dziecię się uczy tra-gicz-nie, więc w desperacji rodzice sięgają do tradycyjnych metod. Wzywają oni dziecię na dywanik i oświadczają z mocą, że od tej pory ono albo się uczy porządnie, albo ma wypierdalać z chałupy pod most z jedną parą gaci. Na to dziecię drapie się w głowę i mówi spokojnie, że musi się zastanowić i sprawę dogłębnie przemyśleć, bowiem dostało właśnie dobrą propozycję pracy w Kalifornii [w tzw. międzyczasie dziecię zmaściło jakąś stronę społecznościową, która ma straszne rwanie w USA]. Dziecię łaskawie szkołę średnią skończyło, po namyśle.
        A ja wię, zwyczajnie wię, że f takich rączkach ten Muuczer nie zginie.

        To już dwa koty w efekcie tej całej historii znalazły dom. :)))
    • magdolot Re: Koteczka 01.07.16, 18:45
      Wiadomość z ostatniej chwili. Nasz były Donisław był wyemigrował. Mieszka z Rodziną w Amsterdamie. Może nauczy się latać, albo jeździć rowerem, abo będzie siadywał w oknie w niekompletnym ubraniu? I będzie se jarau trawę zamiast żreć kocimiętkę?
      Już wiem!
      Jeden taki pisał, że Amsterdam tonie, to miasto tak ma. Nie z Donisławem, albowię Donisław zwyczajnie niezatapialny jest. Fięc może Donisław w tym całym Amsterdamie zostanie... kapitolińską gęsią?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka