no były istotne powody dla przygarnięcia tej małej.
będzie dzieciak u mnie po 8 - 10 listopada.
Dama wie wszystko.
biorę i piszę tu, a nie na Sośnie z powodu, że się lękam.
sprawka może się nie udać albowiem.
Nikusi w czasie choroby się porobiło: chce być ze mną zawsze, wszędzie, nawet w kiblu.
wiem czemu: no bo koty nie pokazują, że je boli - zatem trzeba się wpatrzeć.
a gdy się wpatrzy, to utulić.
czy coś.
tuliłam i tuliłam.
no i się Niki rozkokosiła.
już raczej nie boli - dziób do tabletki i uropetu prawie sama rozdziawia i nie krzyczy, nie drapie, połyka.
dzień w dzień.
no grzeczna i kochana, że ho, ho.
ale płacze, że za mało ją tulimy.
może się uda z tym maleństwem?
że sama potuli dzieciaka?
ale to, nie jest przygarnięcie tylko tak sobie - by Nikusi pomóc.
to koteńka od mamy wywalonej z domu - no nie dałaby sobie rady cała kocia rodzina..
moja koleżanka im pomogła, ale bieda ze znalezieniem domów.
mamy już kasę na szczepienia - dzieciaki i mama zdrowe, odpchlone etc.
wezmę małą, kocurek jeden też ma dom zapewniony.
może ktoś chce stać się podopiecznym małego kotka lub dzielnej mamy?