ploniekocica
15.12.15, 19:28
Zwlekłam się dziś z boleści łoża, na którym to przebywałam przez prawie tydzień, kaszląca i słaba (oraz skurczona we dwoje), cierpiąc na śmiercionośną chorobę zwaną infekcją wirusową, zjadliwą bardzo. Zwlekłam się li i jedynie w celu psa wysikania, ale jak to już uczyniłam postanowiłam kupić pieczywo. Popełzłam więc nadal zakichana po pas, kaszląca, słaba i skurczona jak dziad z babą do nowootwartego sklepu z pieczywem.
Państwo prowadzący ten sklep dwoją się i troją, co chwila jakieś nowe promocje wymyślają, nowy asortyment sprowadzają, a wszystkie te cuda wianki ogłaszane są za pomocą czarnego markera na białej tablicy przed sklepem. Dzisiaj też był nowy napis na niej, a głosił mianowicie, że od 14 grudnia pojawiły się w tymże miejscu wyroby Piekarni Smoleńsk. SMOLEŃSK!!!!!! Nomen omen z przewagą omenu.
Stanęłam ci ja pod tą tablicą i oczom własnym zakatarzonym i łzawiącym nie wierzę. Pomniki smoleńskie ok. Znaczy nie ok, ale kto mnie będzie pytał. Ale piekarnia SMOLEŃSK? Na bogów ojców, matki, córki oraz synów! Czytam raz, czytam drugi raz, trzeci i czwarty na wypadek wszelki, a tam jak byk piekarnia Smoleńsk stoi. Drukowanymi literami. Czarno na białym.
Wchodzę do sklepu. W sklepie pan trzydziestoparoletni, z grubym karkiem, na posiadacza montypajtonowskiego poczucia humoru nie wygląda. Absolutnie nie wygląda. Pytam więc delikatnie: A z tej nowej piekarni Smoleńsk to które pieczywo? Pan podnosi wzrok, a potem wstaje i patrzy na mnie jak na Tuska, albo Kopacza jakiegoś. Piekarnia Smoleń, proszę paniĄ - poprawia z naciskiem na Ń, a po jego oczach widzę, że mogę dostać w ryj. No właśnie Smoleń - mówię przez nos, że niby to wszystko przez katar i zaczynam wybierać chleb, bo widzę, że ani z panem, ani z dwiema klientkami w odpowiednich do pory roku nakryciach głowy, nie pożartuję sobie.
Po wyjściu jeszcze raz przystaję przed ową tablicą, na której nadal widnieje dumny napis PIEKARNIA SMOLEŃSK i tylko, jak się lepiej przyjrzeć to widać, że K jakby ciutkę mniejsze i cieńszym markerem napisane.
A pan w środku w ogóle nie wie, że reklamuje ni mniej ni więcej tylko przemysł smoleński. Branży spożywczej.
No to go, rzecz jasna, nie uświadomiłam.
Ha - pomyślałam nadal kaszląca i słaba, ale za to z chlebem żytnim ze śliwką rzeczonej piekarni w torbie - i straszno, i śmieszno. Jakby na to nie patrzeć to na pewno nadchodzące miesiące, a niedajbuk lata mocno montypajtonowskie będą. A potem mi się Gogolem czknęło.
A chleb był całkiem dobry, tylko miejscami za bardzo przypieczony.