pink_power
17.09.09, 10:20
Witam, zacznę może od poczatku: jeszcze kilka lat temu byłam osobą której ślub
nie był do szczęścia potrzebny, wolny związek wydawał mi się super
rozwiązaniem. Na koleżanki marzące o białej sukience patrzałam trochę z
politowaniem i czułam się od nich tak jakby lepsza, bo mi na żadnych
ceremoniach nie zależało po prostu. Jednocześnie nie byłam jakimś zagorzałym
przeciwnikiem ślubu i gdyby drugiej stronie bardzo na nim zależało ja również
nie robiłabym z tego problemu.
Potem poznałam mojego obecnego partnera, zaszłam w ciążę i urodziłam. Wtedy
jeszcze o ślubie nie myślałam zbytnio bo miałam na głowie nowe obowiązki itp.
Jednak sam temat się pojawił ponieważ rodzice TŻ bardzo nalegali na
sformalizowanie naszego związku. TŻ w rozmowach deklarował, że chce ślubu,
chce żebym była jego żoną ale teraz nie jest odpowiedni na to moment. W sumie
podzielałam jego zdanie wtedy jednak miałam nadzieję a raczej byłam pewna, że
mi się oświadczy, dostanę pierścionek...
Od tamtej chwili minęło 3 lata. Nie było zaręczyn, nie mówiąc już o ślubie.
Nie wiem co się ze mną stało ale zaczęło mi to bardzo przeszkadzać a od kilku
miesięcy jest ze mną naprwadę źle. Czuję się tym sfrustrowana, moja samoocena
jako kobiety podupadła, czuję się gorsza od tych kobiet, które wyszły za mąż.
Chodzę często smutna, kiedy widzę na naszej klasie zdjęcia ze ślubów łzy same
mi się cisną do oczu. jestem zła na TŻ, mam żal do niego, że się nawet nie
oświadczył. On widzi, że jest coś nie tak ale ja nie chcę mu mówić o co
chodzi, nie chcę go w żaden sposób zmuszać do ślubu ani nic sugerować. Czasem
jest mi nawet jakoś głupio przed koleżankami, że mój facet nie chce się ze
mną ożenić.
Nie wiem właściwie co mam robić, bo mój żal do TŻ psuje relacje między nami a
to paradoksalnie ślubu nie przybliża. Jednocześnie nie raz już dochodziłam do
wniosku, że moje zachowania są szczeniackie ale co z tego skoro to nie zmienia
moich emocji i wcale nie jest mi lepiej. Czuję się jak jakaś desperatka, nie
wiem jak rozwiązać tą sytuację