bettina296
25.09.09, 21:04
Postanowiłam się komuś wyżalić. Mam bardzo trudną sytuację, z którą sobie nie radzę. W tym momencie jest to niestety sytuacja chyba bez wyjścia. Mój były mąż wyprowadził się z domu trzy lata temu. Nie układało nam się ze sobą rewelacyjnie, ale jakoś dawaliśmy radę. Do momentu kiedy pojawiła się ona. Wtedy ostatecznie rozpadł się nasz związek. Nie było mi łatwo, zostałam sama z dwójką dzieci, bez pracy.W ciągu tych trzech lat, a tak naprawdę w ciągu ostatniego roku w końcu stanęłam na nogi.Rok temu młodszy syn zamieszkał z tatą, a starszy ze mną. Zaczęłam patrzeć na życie bardziej optymistycznie. Rozwiedliśmy się w tym roku na wiosnę i zaczęło mi się wydawać, że w końcu sytuacja unormowała się. Aż na początku tych wakacji późnym wieczorem dostałam od niego telefon, że niestety rozstał się ze swoją partnerką w wyniku rzekomej zdrady, że to był bląd itp. Powiedział, że się wprowadza z powrotem, bo nie ma się gdzie podziać, ponieważ nie stać go też na wynajęcie mieszkania. Wprowadził się. Nie pytał czy chcę, bo to przecież jego mieszkanie. Dla mnie to był szok.To był jakiś koszmar-w sensie dosłownym, bo miewałam czasem takie sny, z których budziłam się z ulgą. Nie wiedziałam co myśleć. Cieszyłam się tylko z tego, że dzieci znowu są razem, a dzieci się cieszyły z obecności obojga rodziców. Mój były nawet zaczął dawać mi sygnały, że może byśmy mogli odbudować nasz związek. Ja byłam nastawiona na nie, ale z czasem, gdzieś tam głęboko pojawiały się jakieś myśli, że może warto się postarać. Niestety jego była partnerka nie dawała za wygraną, c\dzwoniła, pisała mejle, przychodziła do jego pracy. Znowu zaczęli się spotykać. On znikał na całą noc razem z nią, a ja nie spałam całe noce, bo się denerwowałam. W końcu postanowił do niej wrócić, ale nie wyprowadził się. Ja widząc, ąe niestety nie ma już żadnych szans na odbudowanie związku, pogodziłam się z sytuacją.Tak mi się przynajmniej wydawało. Mój były ustalił bowiem, że ona będzie przychodziła do nas co drugi dzień, a jak się okzało i na cały weekend. Nie daję już rady z tą sytuacją. Nie mam się dokąd wyprowadzić, a nawet nie bardzo chcę ze względu na dzieci. Jej obecność jest dla mnie przykra, ciągle żyję w stresie. Mam problemy ze zdrowiem fizycznym i psychicznym. Codziennie myślę o swojej śmierci, płaczę po kątach, nie umiem się powstrzymać nawet przy dzieciach.Boję się o swoje życie. Boję się, że mogę zrobić jakąś głupotę. Dzisiaj znowu przyszła na chwilę, chociaż była wczoraj. Powiedziałam jej przykre rzeczy, pytałam czy nie wstydzi się tu przychodzić i jak się czuję w mojej obecności. Niestety powiedziałam przy dzieciach , że rozwaliła nasze małżeństwo, a ona się popłakała. Potem oni wyszli, a mój były na odchodnym powiedział, że powinnam być bardziej tolerancyjna! Zadzwoniła do mnie, pytając czy nie możemy jutro porozmawiać. Zgodziłam się. Nie mam już siły. Ta sytuacja mnie przerasta.Nie mogę znieść widoku jego i jej w moim domu. Tego, że rozmawiają o swoich sprawach, czule się do siebie zwracają.Nie wiem co mam robić. Próbowałam rozmawiać z nim, żeby ona przychodziła raz w tygodniu, ale on się zdenerwował i powiedział, że musi się z nią spotykać częściej i nie będzie się włóczył po knajpach, bo to w końcu jego dom.Dodam jeszcze, że nasz młodszy syn rozwija się z deficytami i jemu też było by łatwiej gdyby jego świat był prostszy. Może wy coś wymyślicie pocieszającego, bo mnie już ostatnio nic nie cieszy..