alicia_78
01.05.10, 08:40
Ma dwa tygodnie, a ja nie potrafię się zmusić, żeby okazywać mu jakiekolwiek
uczucia.
Nigdy nie lubiłam dzieci i tak naprawdę nie chciałam ich mieć, ale wszyscy
mnie przekonywali, że to już najwyższa pora, że na pewno sobie poradzę, że mi
się odmieni itd. Cała rodzina czekała na to dziecko. Dałam się namówić i to
była najgorsza decyzja w moim życiu. W ciąży tak naprawdę chyba nie było dnia,
abym potrafiła się cieszyć z tego dziecka. Czułam się bardzo źle ze względu na
żołądek, denerwował mnie mój wygląd i nie mogłam się doczekać w końcu tego
porodu. Ale teraz jest jeszcze gorzej. Jestem nerwowa, mała mnie wkurza, nie
potrafię jej uspokoić. Jestem wiecznie niewyspana, w nocy czasem mam ochotę
udawać, że nie słyszę, jak płacze...Wszystkie czynności koło niej robię
automatycznie jak robot, nawet nie jestem w stanie mówić do niej jakoś
serdecznie. Więcej czułości okazuję własnemu psu...Ona to wyczuwa i nie
potrafi się przy mnie uspokoić. Ja tym bardziej się denerwuję i tak się
nawzajem nakręcamy. Jak ona płacze, ja tez zaczynam, staję się coraz bardziej
niemiła dla otoczenia...Czasem tak mnie denerwuje, że mam ochotę ją wyrzucić
przez okno albo po prostu wyjść z domu i tam już nie wrócić. Najbardziej
jestem szczęśliwa, jak mogę gdzieś wyjść i ją zostawić. Nie wyobrażam sobie
siedzenia w domu z nią jeszcze 4 miesięcy, wolałabym już wrócić do pracy.
Najgorsze jest to, że nie mogę nikomu o tym powiedzieć, bo od razu słyszę, że
nie wolno tak mówić o własnym dziecku, że mnie los pokarze, itd. Wkurzają mnie
też telefony i pielgrzymki rodziny i znajomych, gdzie ustawicznie się mnie
pytają, jak bardzo jestem szczęśliwa i dlaczego wyglądam na tak niezadowoloną.
Wszyscy mnie przekonują, że będzie lepiej, ale ja każdego dnia utwierdzam się
w przekonaniu, że swoją decyzją o ciąży unieszczęśliwiłam siebie i ją.
Nie szukam w zasadzie tutaj rad, chciałam tylko komuś powiedzieć, co czuję, bo
nie mam komu, a tak dłużej już nie wytrzymam...