Dodaj do ulubionych

Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długie)

01.05.10, 08:40
Ma dwa tygodnie, a ja nie potrafię się zmusić, żeby okazywać mu jakiekolwiek
uczucia.
Nigdy nie lubiłam dzieci i tak naprawdę nie chciałam ich mieć, ale wszyscy
mnie przekonywali, że to już najwyższa pora, że na pewno sobie poradzę, że mi
się odmieni itd. Cała rodzina czekała na to dziecko. Dałam się namówić i to
była najgorsza decyzja w moim życiu. W ciąży tak naprawdę chyba nie było dnia,
abym potrafiła się cieszyć z tego dziecka. Czułam się bardzo źle ze względu na
żołądek, denerwował mnie mój wygląd i nie mogłam się doczekać w końcu tego
porodu. Ale teraz jest jeszcze gorzej. Jestem nerwowa, mała mnie wkurza, nie
potrafię jej uspokoić. Jestem wiecznie niewyspana, w nocy czasem mam ochotę
udawać, że nie słyszę, jak płacze...Wszystkie czynności koło niej robię
automatycznie jak robot, nawet nie jestem w stanie mówić do niej jakoś
serdecznie. Więcej czułości okazuję własnemu psu...Ona to wyczuwa i nie
potrafi się przy mnie uspokoić. Ja tym bardziej się denerwuję i tak się
nawzajem nakręcamy. Jak ona płacze, ja tez zaczynam, staję się coraz bardziej
niemiła dla otoczenia...Czasem tak mnie denerwuje, że mam ochotę ją wyrzucić
przez okno albo po prostu wyjść z domu i tam już nie wrócić. Najbardziej
jestem szczęśliwa, jak mogę gdzieś wyjść i ją zostawić. Nie wyobrażam sobie
siedzenia w domu z nią jeszcze 4 miesięcy, wolałabym już wrócić do pracy.
Najgorsze jest to, że nie mogę nikomu o tym powiedzieć, bo od razu słyszę, że
nie wolno tak mówić o własnym dziecku, że mnie los pokarze, itd. Wkurzają mnie
też telefony i pielgrzymki rodziny i znajomych, gdzie ustawicznie się mnie
pytają, jak bardzo jestem szczęśliwa i dlaczego wyglądam na tak niezadowoloną.
Wszyscy mnie przekonują, że będzie lepiej, ale ja każdego dnia utwierdzam się
w przekonaniu, że swoją decyzją o ciąży unieszczęśliwiłam siebie i ją.
Nie szukam w zasadzie tutaj rad, chciałam tylko komuś powiedzieć, co czuję, bo
nie mam komu, a tak dłużej już nie wytrzymam...
Obserwuj wątek
    • kaz-oo Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 01.05.10, 09:26
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,109351986,109351986,Zycie_rodzinne_jest_dla_mnie_koszmarem_.html
      Tu masz dyskusję na podobny temat. Miłość macierzyńska "na zawołanie" to mit.
      Miłości do dziecka trzeba się często długo uczyć. Może Twój stosunek do córeczki
      też z czasem ulegnie zmianie. Może masz depresję poporodową i potrzebna jest Ci
      fachowa pomoc, a może jesteś ofiarą społecznych stereotypów i presji otoczenie.
      Tak czy inaczej dziecko już jest na świecie i nie jest niczemu winne. Jego dobro
      powinno być priorytetem w tej sytuacji. Poszukaj fachowej pomocy i to jak
      najszybciej.
      • verdana Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 01.05.10, 11:30
        Nie muszisz wcale jeszcze kochać dziecka po dwoch tygodniach. Wbrew
        pozorom i stereotypom - to zupełnie normalne.
        • ki_czort Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 01.05.10, 11:37
          Wydaje mi się, że nie wszystko można wytłumaczyć depresją poporodową.
          W końcu nie lubiłaś dzieci, nie chciałaś dziecka i słuchanie w tak ważnej
          kwestii rad 'otoczenia' było błędem.
          Może niektóre kobiety po prostu nie powinny mieć dzieci.
          Kazoo ma rację, dziecko jest już na świecie i nie jest niczemu winne. Jego dobro
          powinno być na pierwszym planie.
          Nic nie piszesz o ojcu dziecka, jakie on ma podejście? Przecież nie zrobiłaś
          sobie małej do spóły z namawiającą rodziną i znajomymi.
        • paszczakowna1 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 01.05.10, 23:23
          > Nie muszisz wcale jeszcze kochać dziecka po dwoch tygodniach. Wbrew
          > pozorom i stereotypom - to zupełnie normalne.

          Dokładnie. W noworodku nie ma nic specjalnego do kochania, to wyjątkowo
          nieciekawe stworzenie. Do tego szok poporodowy, drastyczna zmiana trybu życia,
          zmęczenie, itp. Ja swoim zaczęłam tak naprawdę cieszyć się po jakichś 3
          miesiącach, gdy człowiek już porządnie odpocznie, i jest już kontakt.
          • tmk123 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 03.05.11, 00:05
            Ja też nie cierpię małych dzieci. Po porodzie chyba miałam depresję (ale o tym to wiem teraz)
            Miałam mysli typu na co to mi było, chociaż chciałm miec dziecko. Przewijałam dotykałam przytulałam -bo dziecko potzrbuje- ale ja nie potrzebowałam. Po trzecim miesiącu w jednym momencie okazało się ,że to ja chcę sie przytulic- szok pokochałam- a tak się bałam i straciłam nadzieję....
      • policjawkrainieczarow Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 18.05.11, 23:54
        Jego dobr
        > o
        > powinno być priorytetem w tej sytuacji.

        a matka swoje zrobiła, urodziła i może sobie w łeb strzelić, bo jej dobro proiorytetem nie jest, w końcu i tak jej się bankowo odmieni a teraz nie wie, co mówi.
        :-/
    • bracialwieserce Masz tu link 01.05.10, 15:15
      już był podobny problem.
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,109351986,109351986,Zycie_rodzinne_jest_dla_mnie_koszmarem_.html
      • bracialwieserce Re: Masz tu link 01.05.10, 15:16
        o przepraszam nie zerknęłam, że ktoś Ci to już podał
        • alicia_78 Re: Masz tu link 01.05.10, 15:30
          Tak znalazłam, po napisaniu swojego posta...Sytuacja rzeczywiście podobna, z tą
          różnicą, że mój mąż naprawdę mi pomaga, stara się jak może i ani słowem mnie nie
          krytykuje, ale jest coraz bardziej smutny - chyba też do niego dotarło, że to
          była zła decyzja....
          Nie chcę też małej skrzywdzić ani jej zostawić. Jak widzę, jest tu więcej osób z
          tego typu problemami, szkoda tylko, że nie mówi się o tym głośno, bo zburzyłoby
          to mit Matki Polki...
          • bracialwieserce Re: Masz tu link 01.05.10, 15:44
            Może Ci się jeszcze odmieni, najczęściej takie dyskusje są zduszane w zarodku
            niektórym się w głowach nie mieści
            inni szukają tylko potwierdzenia swego błogostanu i inne rzeczy/uczucia ich
            odstręczają. Niestety bywa i tak....
          • miacasa Re: Masz tu link 01.05.10, 18:55
            Przejdzie Ci, tylko musisz sobie to w głowie poustawiać. Jeśli uda Ci się
            szczerze porozmawiać z dzieciatymi koleżankami to zauważysz, że wielu z nich
            było na początku bardzo ciężko zaakceptować zmiany w ich życiu po narodzeniu się
            dziecka. Czasami miłość rodzi się powoli. Późno to dziecko urodziłaś, wiele lat
            żyłaś aktywnie i koncentrowałaś się na sobie, ewentualnie mężu i im szybciej
            zaakceptujesz fakt, że Twoje życie zmieniło się już na zawsze tym lepiej dla
            Ciebie. nie piszę tego ze złośliwością, sama późno urodziłam dzieci i sama
            miałam długo mętlik w głowie a ja swoich dzieci pragnęłam, marzyłam o nich a
            mimo to gdy zjawiły się na świecie miewałam delikatnie to ujmując mieszane
            uczucia. Nie zapominaj o tym, że dzieci rosną, każdy dzień to jak przełożona
            kartka czytanej książki, nigdy nie wróci w tej samej postaci. Czas płynie, choć
            niekiedy wlecze się i dłuży by za chwilę znikać niepostrzeżenie. Nie płacz nad
            utraconą sobą, nad minioną niezależnością i swobodą, powoli równowaga będzie wracać.
          • lubicielka Generalnie smutne 22.05.11, 13:50
            Powinno słuchać się siebie w kwestii mieć czy nie mieć dziecka. To nie pies i do schroniska się go nie odda gdy okaże się, że to był zły pomysł. Teraz pozostaje nauczyć się tej miłości- czasami trwa to długo, ale prawdą jest, że powstanie relacji bardziej interaktywnych pomaga w budowaniu uczucia. Inną sprawa jest spadek hormonów- warto wybrać się do ginekologa i poprosić o coś wyrównującego poziom estrogenów. Brakiem snu można torturować- bardzo dobrze Cię rozumiem w tym temacie- każdą wolną chwilę wykorzystaj by SPAĆ! Ale musisz też zrozumieć, że Twoje życie już NIGDY nie będzie takie samo i nic w tej kwestii oprócz zaakceptowania stanu rzeczy nie możesz zrobić. Pogodzenie się z tą zmianą, zaakceptowanie jej to pierwszy krok by nie czuć złości do dziecka. To dobry początek. Mąż... zadbaj o relacje z nim, bo go straszysz: można bać się kobiety która uważało się za idealną. Wyjaśnij mu o co czujesz, bo ma prawo czuć się rozczarowany.
            • gazeta_mi_placi Re: Generalnie smutne 23.05.11, 08:10
              Pies to też żywe stworzenie a nie zabawka żeby ją oddać do schroniska, oddanie psa do schroniska można porównać do oddania dziecka do domu dziecka.
            • purpleeyes Re: Generalnie smutne 23.05.11, 10:01
              naprawdę przesadziłas z tym psem dziewczyno:/ pokazałaś niski poziom.
            • esencja08 Re: Generalnie smutne 14.05.13, 00:33
              Z całym szacunkiem Lubicielko, ale czy oddanie psa do schroniska, "bo nie okazał się dobrym pomysłem" uważasz za ludzkie rozwiązanie?
              Jestem wolontariuszką w schronisku dla zwierząt, ostatnio byłam świadkiem, jak rodzina przyjechała oddać psa, w sumie bez żadnego powodu, znudził się..... Patrzyłam biedakowi w oczy, był taki niewinny i nieświadomy, że "ukochana rodzinka" właśnie pragnie się go pozbyć na zawsze....
    • tully.makker Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 01.05.10, 19:07
      Rozwazcie oddanie dziecka do adopcji - ona nie jest winna temu, ze
      ty podjalas bledna decyzje i zasluguje na to, by miec kochajaca
      matke.

      Jest mniostwo rodzin, ktore zapewnia jej szczera milosc i pelna
      oddania opieke.
      • bracialwieserce Oj Tully 01.05.10, 19:18

        zapominasz w jakim kraju żyjesz? Przecież to kolejny przypadek, że inni wiedzą
        lepiej! I łatwo po fakcie gadać {odnośnie różnych wyborów życiowych -mniej
        /bardziej ważnych/rozwojowych/nie} i nawet proponować takie opcje! Przecież nie
        zrobi /zrobią tego co proponujesz z oczywistych względów - społeczny
        ostracyzm/obgadywanie/poniżanie/potępienie. Ludzie się Dowiedzą rozumiesz?
        Już ma dziecko bo uległa presji! Większość ludzi czuje się społecznie super i w
        związku z tym psychologicznie dobrze jak niektórzy powielają niejako ich
        schematy. Pomijam złośliwe babki, które się cieszą, że teraz co poniektóre - jak
        to lubią ujmować prężnie i dynamicznie rozwijające się kobiety{ poza
        macierzyństwem/przed} są udupione {przecież pisano tak o pani Wojciechowskiej,
        że teraz skończy się "fikanie"}. Zobacz jakich argumentów użyły ci co ja
        nagabywali - i teraz ma problem z tym, ze to jej problem a nie ich oni swoje już
        zrobili.
        Smutne, że ludzie nie potrafią pewnych sytuacji zostawić innym. Jej żal-
        chciałabyś traktować swoje macierzyństwo w ten sposób? Dziecko może za jakiś
        czas odczuć całą sytuacje a co z nią? Straszne
        • bracialwieserce Re: Oj Tully 01.05.10, 19:19
          argumentów użyli
      • lia.13 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 22.05.11, 16:59
        tully maker, jak możesz takie coś proponować. SZOK!!! Dziecko ma dopiero dwa tygodnie. Matka jest wymęczona ciążą, porodem, a jeszcze na dodatek teraz też nie może za bardzo wypocząć, przemyśleć tej zupełnie nowej dla niej sytuacji, poukładać sobie wszystkiego i przyzwyczaić się. Nie bez powodu pozostawia się matce 6 tygodni na decyzję o oddaniu dziecka. Po prostu wiele matek krótko po porodzie najchętniej by uciekło, a później jednak im się zmienia.
        Ludzie nie można tak szybko rezygnować. Podejmujecie nowe studia, pracę, wyjeżdżacie na wakacje... i co, też rezygnujecie przy pierwszych niepowodzeniach? Sama dziecka nie mam, więc może mi ktoś zarzuci, że życia nie znam i klepię od rzeczy, ale dziecko to nie jest nietrafiony prezent urodzinowy, który można oddać po dwóch tygodniach do sklepu. To żywa istota, do której trzeba się najpierw przyzwyczaić, a na pokochanie to przyjdzie jeszcze czas. Mam trójkę uroczych siostrzeńców i dwójkę już kocham, a trzeci na razie jest brzydki i pomarszczony, ale jestem pewna, że i na niego przyjdzie dla mnie czas ;)
        Dla autorki wątku też jeszcze przyjdzie czas na pokochanie. Alicjo.78 musisz tylko trochę odpocząć i poczekać aż dziecko się troszkę ustabilizuje. Zapytaj ginekologa o filmy dotyczące opieki nad noworodkiem. Nivea wypuściła kilka takich 15-minutowych filmów. Są ciekawą lekcją dla młodej mamy.
    • ekav Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 01.05.10, 19:25
      Miłośc to wspolny czas i ona sie pojawia często niezauważalnie,cichutko kiedy pijecie raem lub coś oglądacie,kiedy razem spacerujecie kiedy sie do sibie usmiechniecie i razem poplaczecie.Nie martw się.To czuje wioele kobiet na początku.A oskarżanie się o brak uczuc spowoduję jeszcze większy problem.Po prostu zyj z nią i obok niej...nie zauważysz jak pokochasz
      • bracialwieserce Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 01.05.10, 19:57
        A co jak nie? Naprawdę nie znasz/uważasz za niemożliwe, że można nie chcieć i
        NIE kochać dziecka nawet takiego, które się samemu urodziło? Zobacz przecież
        gdyby tak było to nie byłoby parunastu tragedii, że nie wspomnę o historycznych!
        Dwa to co my zakładać możemy jako optymistyczną wersję-że to depresja, że
        przejdzie, że z czasem będzie lepiej etc. a jak nie? Z czasem przybywa
        problemów/zagwozdek co poradzić jej wtedy? Udawać, że problemu
        niema/potępić/wyśmiać czy Twoim/Waszym zdaniem coś to zmieni? Przecież
        "namawiacze" też to stosowali, też uważają, że z czasem będzie lepiej? Ciekawa
        jestem i to nie tylko w tym przypadku jak to jest gdybyście wy zostali do czegoś
        zmuszeni {no jasne, wiem, że w końcu sami podjęli decyzję} ale wiecie o co mi
        chodzi} czy tez byście przyjęli to z pokora etc. Teraz tak mi to wygląda
        próbujemy/próbujecie RACJONALIzować! Trzeba znaleźć /powód/radę/ jakieś
        wytłumaczenie! Ale moim zdaniem tak to nie jest. To musi być straszne mieć
        dziecko ze świadomością, że przepraszam za określenie ma się przegwizdane. Bo
        przecież i ta autorka i ta druga Sabina - przed ciążą nie chciały dzieci {jasne
        teraz poniosą konsekwencje} ale ciekawa jestem - badań chyba brak ile jest
        kobiet którym "nie przeszło"? Są jak myszy w pułapce bo wiadomo, że nawet jak
        ktoś je pożałuje/zrozumie to i tak każdy skupi się na dziecku -czyli i tak ten
        krzyż {w wypadku niechcianego potomka} trzeba będzie nieść a w przypadku
        potępienia w milczeniu! W Mit Matki Polski czy w ogóle kobiety z racji tego, że
        to ona rodzi wpisane są pewne role/powinności i jeszcze podtrzymuje to tradycja,
        kultura no i inne kobiety.Aż strach się bać i w sumie nie ma żadnej alternatywy
        - Tully adopcja? Wolne żarty.........
        • ekav Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 02.05.10, 19:13
          tak nie ma badań nad tematem Ale jest za to presja i autorytatywne
          opinie mające racje
        • alicia_78 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 02.05.10, 20:28
          To nie jest tak, że ja nie znoszę tego dziecka i źle mu życzę, bo na pewno
          oddałabym za niego wszystko, gdyby mu coś groziło, ale czuję się osaczona i
          zmuszana do czegoś, czego nigdy nie chciałam, w dodatku zabrania mi się mówić,
          co naprawdę czuję, "bo nie wypada". Pretensje mogę mieć tylko do siebie tak
          naprawdę, bo przeczuwałam, wiedziałam, co myślę o dzieciach, a mimo to dałam się
          namówić. Staram się teraz znaleźć jakieś rozwiązanie, abyśmy obie nie
          powariowały nawzajem od siebie i nie znienawidziły się do końca życia. Na razie
          żadnego nie znalazłam. Boję się tylko, że rzeczywiście coś wykraczę, a tego bym
          nie przeżyła, gdyby jej coś się stało, obwiniałabym się za to do końca życia...
          • miacasa Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 02.05.10, 20:58
            Staram się teraz znaleźć jakieś rozwiązanie, abyśmy obie nie
            > powariowały nawzajem od siebie i nie znienawidziły się do końca życia. Na razie
            > żadnego nie znalazłam. Boję się tylko, że rzeczywiście coś wykraczę, a tego bym
            > nie przeżyła, gdyby jej coś się stało, obwiniałabym się za to do końca życia...

            eee, no jak nie kochasz jak kochasz, tylko nie tak jak sobie wyobrażałaś miłość
            matki do noworodka....

            jesteś w połogu, w dość ekstremalnej dla dotychczas niezależnej kobiety
            sytuacji, Twoje dziecko jeszcze mało kumate za to piekielnie wymagające i
            nieprzewidywalne (to się zmieni Z CZASEM). Może masz jak zdobyć książkę "Jak nie
            być matką doskonałą" przynajmniej się uśmiechniesz przy lekturze i zobaczysz, że
            więcej kobiet przeżywa podobne do twoich uczucia.
          • mwiktorianka Dobry psycholog 02.05.10, 21:02
            Znajdx dobrego psychologa wygadaj sie przed nim to naprawde pomaga.Teraz
            najwazniejsze jest to aby próbowac zmieniac wasze relacje na lepsze i to jak
            najszybciej,jesli zaczna sie utrwalac bedzie coraz cieżej je zmienic.Moim
            zdaniem sama mozesz sobie nie poradzic tym bardziej,że nie masz obok siebie
            nikogo kto by Cię naprawde rozumial.Pozdrawiam.
          • bubster Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 04.05.10, 13:14
            w dodatku zabrania mi się mówić,
            co naprawdę czuję, "bo nie wypada"


            to ich olej, już raz posłuchałaś i widzisz co z tego wyszło
          • moniowiec Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 22.05.11, 13:10
            będzie nie po matkopolkowemu - chciałam dziecka, a nie mogłam jakoś z nim wyrobić na macierzyńskim... no normalnie bym zabiła, wyrzuciła, zatrzasnęła dzrzwi przed nosem... musiałam wrócić do pracy, dziecko do żłobka i dopiero jak było ok 1,5 roczne to zauważyłam że naprawdę je kocham. czasem trzeba wiecej czasu, nie od razu każda matka ćwierka do swojego słodkiego maleństwa... na początku to czerwone ryczące zawiniątko, które ciągle chce jesc! poczekaj, nic na siłę. dobrze ze masz faceta, powiedz mu o wszystkim (niekoniecznie że dziecko to błąd - raczej że Matką Polką nie jesteś i możesz nie być, ale kochasz dziecko na swój sposób). wg mnie skoro nie robisz dziecku krzywdy i jednak dbasz o nie, oddałabyś wszystko jak sama piszesz to nie możesz myśleć że go nie kochasz, zwyczajnie nie zagłaskujesz jak coniektóre matki... kochasz - ale własną miłością, nie taką jak inne matki. też tak mam i zaręczam, że moje dziecko to wie i akceptuje że nie noszę go ciagle na rękach, nie ciumciam itp... matka jest tylko jedna!
            dwa tygodnie to dopiero początek zabawy - odetchnij głoęboko, idz na spacer i nie martw sie innymi (wiem co mowie!), starczy że raz dałaś się namówić na coś, czego nei chciałaś. teraz spróbuj poradzić sobie bez kiepskich poleczników, porad i słuchania że czegoś nei wolno. nie masz koleżanki, któej możesz się wyżalić? naprawdę wiele matek chciałoby czasem zakatrupić swoje dziecko...
        • olilala Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka 03.05.10, 11:07
          ja tez podczepiam sie do pytania: ilu kobietom nie przechodzi?

          Jestem wdzieczna Autorce watku za odwage i ze szczerze poruszyla ten temat,
          ktory tak naprawde jest tematem nieakceptowalnym przez wiekszosc osob. a jednak
          istnieje, tylko sie o tym glosno nie pozwala mowic, umniejsza i banalizuje sie
          range tego problemu, nie akceptuje sie prawdziwych odczuc cierpiacej osoby i
          przeinacza sie jej odczucia. tak, moze to byc zwykle zmeczenie, poporodowa
          depresja, ale nie musi! Przykre jest to ze o takich problemach nawet nie ma z
          kim pomowic, dobrze ze jest takie forum.

          obecnie w mediach, prasie, reklamach propagowany jest model idealnej rodziny
          ktora razem zasiada do obiadu zrobionego wg przepisu winiary pomysl na....czy
          idealnej matki rozdajacej dzieciom kinder bueno:) jest to pranie mozgu.
          propaguje sie rodzinne porody wypisujac jakie to cudowne korzysci z tego
          wynikaja i wzmacniaja sie wiezi rodzinne. a.....czy.....wiecie ze sa i tacy
          mezczyzni, ktorzy ulegajac presji mediow i otoczenia po takim doswiadczeniu jak
          widok porodu maja pozniej blokade w stosunku do zony? I malzenstwo sie
          wali...seks sie wali... Ale o tym sie juz nie mowi, bo to niewygodne. kolejny
          temat tabu, bo wszystko ma byc ladne piekne jak w reklamie:)

          Nie wszystko jest dla wszystkich. Niech ten watek bedzie przestroga dla nas.
          Dajmy ludziom decydowac o sobie i nie oceniajmy tych, ktorzy nie wpasowuja sie w
          narzucone spoleczne normy. Kazdy z nas jest inny i ma inne potrzeby. Uszanujmy
          to i badzmy tolerancyjni.
        • lia.13 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 22.05.11, 17:05
          do bracialwieserce
          a co jak nie? to się będziemy nad tym zastanawiać nieco później. Na razie jest dwa tygodnie po porodzie i Twoje pytanie uważam za "od czapy". To tak jak by się zastanawiać w lipcu "to też ja będę robić w grudniu jeśli nie spadnie śnieg". To jeszcze nie ten problem, a wiele kobiet w dwa tygodnie po porodzie uważa swoje dzieci za małe pomarszczone potworki, które tylko jedzą, płaczą, srają i śpią. I tak w kółko. I co, wszystkie mają od razu do adopcji oddawać? po czasie człowiek dochodzi do siebie po porodzie, odpocznie, dziecko się zaczyna uśmiechać, zasinienie poporodowe mija... i jest dobrze ;)
          • uwolnic_cyce Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 22.05.11, 21:54
            Moje odosobnienie jest już pełnoletnie i nic się nie zmieniło. było źle i jest.
    • mvszka Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 02.05.10, 21:32
      Przykre to, zwłaszcza dla dziecka, które nie prosiło się na świat,
      tylko mama uległa presji rodziny, otoczenia, nie potrafiła bronić
      swojego prawdziwego ja, co to nie czuje powołania w byciu matką.
      Ponieważ jednak już mleko zostało rozlane, nie trzeba nad nim płakać
      tylko starać się aby jak najmniej skrzywdzić niechciane dziecko.
      Nie potrafisz kochać to szanuj. Opiekę nad dzieckiem dziel z mężem,
      rodzicami, żeby jak najmniej było przypadków "przemęczenia
      materiału". Jak już dojdzie do krytycznej sytuacji, że będziesz
      chciała krzyknąć na dziecko, albo go uderzyć to po prostu wyjdź z
      pokoju, trochę popłacze, Ty się uspokoisz i może nabierzesz siły na
      dalsze bujanie/ bawienie/uspokajanie. Pocieszę Cię, że myśli
      typu: 'wyjść i nie wrócić' ma również mnóstwo matek , które naprawdę
      na dziecko czekały i go chciały. Nie da się ukryć, że wychowanie i
      opieka to ciężka praca i każdy ma prawo mieć tego dosyć. Dzieciństwo
      szybko mija- córka nie spostrzeżesz się kiedy będzie Ci zadawać
      pytania "z kosmosu", albo dawać takie odpowiedzi. Jest naprawdę
      mnóstwo zaskakujących pięknych momentów w macierzyństwie,
      niekoniecznie jednoznacznych z kupką, zupką, ząbkowaniem
      i "dadadaa.." .
    • asia_i_p Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 02.05.10, 22:23
      Czuję, że jest ci bardzo ciężko. Ja dziecka niby chciałam, a po jego
      urodzeniu też długo trwało nim je pokochałam, chociaż ogólnie rzecz
      biorąc bardzo lubię dzieci. Jest wśród nas kobiet i taki typ, który
      nie kocha swojego dziecka instynktownie, od pierwszej chwili, tylko
      uczy się je kochać stopniowo, poznając je jako indywidualną osobę.
      Tak też jest dobrze - dziecko to jest człowiek. Powiedz mi, jakiego
      dotąd człowieka w swoim życiu pokochałaś po dwóch tygodniach
      znajomości?
      Po drugie, miłość nie znosi przymusu. Im bardziej będziesz starała
      się pokochać dziecko, tym blokada będzie silniejsza. Daj sobie luz i
      czas.
      Przemyśl sytuację, w jakiej się znalazłaś. Czasu już nie cofniesz,
      ale dziecka nie musisz mieć - możesz je oddać do adopcji. Nie mówię
      złośliwie i przypuszczam, że w końcu nie oddasz - ale mam wrażenie,
      że w tym poczuciu zniewolenia, w jakim tkwisz, pomocne będzie dla
      ciebie dostrzeżenie wszystkich dostępnych opcji, dostrzeżenie, że w
      ogóle masz wybór.
      Jeśli już się na dziecko zdecydujesz, poobserwuj się pod kontem
      depresji poporodowej - to jest naprawdę świństwo. Postaraj się
      trochę poodsypiać - będzie ci trudno, tak jak mi, ja nie potrafiłam
      dużo spać, kiedy mała spała, bo chciałam wtedy korzystać z życia,
      czytać, oglądać telewizję, gadać z ludźmi - żyć jak przed dzieckiem.
      Nie dosypiałam przez to i czułam się coraz gorzej.
      Zaakceptuj, że nie odebrałaś urodzin dziecka jako radosnego
      wydarzenia i nie miałaś ich obowiązku tak odebrać. Nie jesteś zła
      przez to, że się nie cieszysz. Zapomnij o obowiązku bycia szczęśliwą
      matką i przeanalizuj sytuację taką, jaką jest - już to pozwoli ci
      trochę odetchnąć od przymusu.
      • verdana Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 02.05.10, 22:41
        A ja ciagle mam wrazenie, ze Twoje uczucia sa absolutnie normalne,
        dosyć nawet typowe, tylko nie zgadzają sie z tym, co pisza popularne
        poradniki i co możesz przeczytać na forum - że od razu świata poza
        niemowleciem nie widzisz, że nie czujesz nagle, ze zostałas uwiązana
        na resztę życia, że po co Ci było to wszystko. IMO - takie uczucia
        ma bardzo wiele kobiet i nie ma co ani zastanawiać się "dlaczego",
        ani usilować pokochać na siłę, ani martwić się o przyszle
        zmarnowanie zycie dziecka.
        Dziecko niewatpliwie kochasz, bo się o nie troszczysz. Obojętność
        jest groźna, to co czujesz - chyba nie. Oddanie dziecka do adopcji,
        wbrew temu co pisza dziewczyny, jest najgorszym z możliwych
        rozwiązań. Przede wszystkim te dzieci mają poczucie odtracenia do
        konca zycia - adopcja to ostateczność, dziecku jest zwykle lepiej z
        matką, o ile nie jest to patologia, po drugie - oznacza to rozbicie
        rodziny, bo chyba ojciec dziecka nie zgodziłby sie na oddanie
        dziecka, bo Ty nie masz na nie ochoty - jesli tak, oznaczałoby to,
        ze jest to człowiek z gruntu zły.
        Przypuszczam, ze za parę lat, gdy będziesz rodzila kolejne, bedziesz
        się zastanawiała, czy kolejne dziecko nie zmniejszy Twojej milosci
        do córeczki:)
        I nie kupuj więcej żadnych popularnych czasopism dla kobiet...
        • ki_czort Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 02.05.10, 22:58
          Kolejne dzieci to chyba średnio dobry pomysł.
          Podczepiam się pod pytanie bracilwieserce: ilu kobietom nie przechodzi?
          Nikt nie odpowie na to pytanie, bo niekochanie własnego dziecka to w naszej
          kulturze jedna z największych zbrodni, jakich się może dopuścić kobieta.
          • verdana Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 03.05.10, 10:33
            Po piwrwszych dwóch tygodniach? Większości kobiet to przechiodzi,
            milość wcale nie przychodzi automatycznie. A wlasciwie nawet nie
            milość, bo autorka dziecko kocha - jak by nie kochała, to by się o
            nie tak cholernie nie martwiła. Nie czuje jednak tego, co uwaza, ze
            powinna czuć - radosci, szczęścia i wzruszenia.
            Nie musi. Ja tez nie czulam, a mam troje dzieci i bardzo z tego
            jestem zadowolona.
            Jesli nie przejdzie w ciągu szesciu tygodni - dwoch, trzech
            miesiecy, może potrzebny będzie psycholog. Na razie to reakcja na
            zmeczenie, zdenerwowanie i konieczność rezygnacji z dotychczasowego
            życia.
            Obawiam się, ze w naszej kulturze wielu kobietom milość przechodzi,
            gdy dziecko wkracza w wiek nastoletni, a o tym nikt nie pisze.
            • alicia_78 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 03.05.10, 15:53
              Adopcja - nawet mi to na myśl nie przeszło, nigdy bym jej nikomu nie oddała! To,
              że nie potrafię jakoś wzbudzić w sobie instynktu macierzyńskiego, nie znaczy, że
              chcę się jej pozbyć. Mimo wszystko świadomie podjęłam decyzje o ciąży i chcę
              wziąć za to odpowiedzialność. Jednocześnie nie lubię jej, kiedy płacze, bo jej
              nie rozumiem i mnie denerwuje, ale jednocześnie na myśl, że coś miałoby się jej
              stać, jestem przerażona. Nie chciałabym też, aby w przyszłości kiedykolwiek
              miała świadomość, że jej nie chciałam, bo sama jestem takim wymuszonym dzieckiem
              i wiem, jak to boli...
              Boli mnie też, bo jestem z tym sama, rodzina powoli się rozpada, dzieckiem coraz
              częściej opiekują się dziadkowie, nie wiem jak to zmienić...
              • zabcia35 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 03.05.10, 16:09
                alicja, Twoja córeczka jest jeszcze bardzo malutka, Twoje hormony,
                ogromnie silnie szaleją, Twoje zmęczenie, niewyspanie odbieraja
                radość życia, ciężar odpowiedzialności przygniata.
                Poczekaj...Poczekaj na pierwszy odwzajemniony jej uśmiech, na
                pierwsze GU i spojrzenie prosto w oczy, poczekaj aż poczujesz jak
                bardzo jest Ci bliska. To nie przychodzi od razu, za chwilę, za
                tydzien. Miłość do dziecka dojrzewa i nabiera mocy z kazdym
                tygodniem, miesiącem, rokiem.
                Jestem matką trójki dzieci, które kocham nad życie.Ale ta miłość to
                jest PROCES.Jest coraz większa z każdym kilejnym dniem, z każdą
                trudną chwilą, z kazdym lękiem gdy dzieje się coś złego i pojawia
                się mysl, że mozesz ją stracić...
                To ze czujesz wściekłość, chęć przysłowiowego wyrzucenia przez okno,
                zdarzają się najlepszym matkom na świecie. Ja wierze, ze Ty TEŻ do
                nich właśnie należysz.
                Zycze Ci, zebyś jak najszybciej odkryła tą prawdę i mogła cieszyć
                się cudem macierzyństwa.Bo jest to CUD bez wątpienia!
                Pozdrawiam Cię ciepło :) Nie daj się hormonom i złym emocjom;)
                • mamapabla Re: do zabcia 04.05.10, 10:03
                  Zarówno autorka postu jak i ja (i przypuszczam wiele innych kobiet) możemy Ci
                  pozazdrościć takiego odczuwania macierzyństwa. Ale nie każdy tak ma. Ja - tak i
                  autorka- uległam ogólnemu przekonaniu, że to cud i w ogóle sens życia... A to
                  tylko biologia i przymus rozrodczy. I to nie jest depresja poporodowa, tylko
                  przekonanie (od ośmiu lat) że to był błąd. Dziecko kocham ogromnie, ale na
                  drugie nikt mnie nie namówi, a i synka szkoda, bo matka trafiła mu się do d...
                  • asia_i_p Re: do zabcia 09.05.10, 14:53
                    Przepraszam, wiem, że nie powinnam oceniać, nie znając cię, ale nie
                    wiem, jak matka, która kocha ogromnie, może być do d... . Mam
                    wrażenie, że możesz się nie doceniać - możesz być całkiem fajną
                    matką. Co więcej, im dziecko będzie starsze, tym taka trochę
                    zdystansowana, nienakręcona hormonami matka może być fajniejsza.
              • verdana Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 04.05.10, 12:58
                A co Ty w ogóle rozumiesz pod pojeciem "milość do dziecka"? Bo
                przecież troska o dzieck, to że oddanie dziecka jest dla Ciebie nie
                do pojecia, strach o to, ze dziecku może się cos stać - jest jak
                najbardziej miloscią. Kochającą matkę MA PRAWO!!!! denerwować płacz
                dziecka, ma prawo być na dziecko wsciekla, ze budzi ją sześć razy w
                nocy, ma prawo nie lubić wrzeszczacego noworodka. To jest normalne i
                nie ma nic wspólnego z miloscią, tylko ze zmęczeniem. Instynkt
                macierzyński masz jak najbardziej w porzadku - instynkt odpowiada za
                strach o dziecko i za to, zę nie chcesz dziecka nikomu oddać.
                Natomiast absolutnie nie wyklucza zmęczenia rykiem dziecka i chęcią
                uduszenia go.
                Gdyby wszystkie dzieci, ktorych matki nie były zachwycone zajsciem w
                ciążę, miały byc nieszczęśliwe, to pewnie z połowa ludzi bylaby
                mnieszczęśliwa.
                Wyluzuj. Milośc do dziecka i wscieklość na dziecko to nie sdą
                wykluczające się uczucia.
              • sanciasancia Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 04.05.10, 18:18
                Martwiłabym się, gdybyś się tak czuła rok po urodzeniu dziecka, a nie dwa tygodnie.
                Kiedy urodziłam moją córeczkę (bardzo chcianą i bardzo oczekiwaną) też nie było
                mi łatwo wykrzesać z siebie takich uczuć macierzyńskich, o jakich się pisze w
                kolorowych magazynach. Czułam się podobnie do Ciebie. Potem dziecko zrobiło się
                bardziej komunikatywne i macierzyństwo zaczęło sprawiać mi wiecej przyjemności.
              • asia_i_p Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 04.05.10, 21:26
                To już brzmi lepiej, bo mam wrażenie, że zaczynasz przejmować
                kontrolę nad własnym życiem, mówisz "nie chcę się jej pozbyć", a
                nie "nie mogę się jej pozbyć".
                Czyli, jeśli to nie jest odrzucenie oparte na poczuciu, że zostałaś
                zmuszona do ciąży, to tak, jak pisze Verdana, jesteś w tej samej
                sytuacji co wiele matek. Tych, którym hormony z jakiegoś powodu nie
                obudziły instynktu macierzyńskiego i muszą pokochać swoje dziecko
                jako osobę, nie jako kategorię "swoje dziecko". A to musi potrwać.
                Nie będzie miała świadomości, że jej nie chciałaś, bo nic nie będzie
                pamiętać. Zanim wejdzie w okres, z którego coś się pamięta, będziesz
                ją już prawdopodobnie chciała. Jeśli masz depresję poporodową, to
                dobrze, że to dziewczynka, bo na dziewczynki depresja poporodowa
                matki podobno mniej wpływa.
                Co to znaczy - rodzina się rozpada? Partner nawala? Nie możecie się
                dogadać? I co to znaczy - coraz częściej opiekują się dziadkowie? Bo
                jeśli nie częściej niż ty, to nie ma problemu - każda pomoc jest ci
                teraz przydatna.
                Kup sobie Tracy Hogg "Język niemowlęcia" czy jakoś tak. U mnie
                słynna intuicja macierzyńska poszła się gdzieś bujać razem z
                instynktem i żeby nauczyć się "rozumieć" płacz córeczki musiałam do
                tego podejść "naukowo".
                No tak już mamy - trochę chłodniejsze i ostrożniejsze emocje, więcej
                kontroli szarych komórek, mniej ciała migdałowatego, czy jakoś tak.
                To ma swoje złe strony, nie umiemy być takimi naturalnymi mamami
                niemowlaków, ale ma też i dobre, bo mamy szansę bardziej docenić
                indywidualność nastolatków, mniej ze sobą będziemy walczyć, kiedy
                dziecko będzie odchodzić w świat, jeśli nasze uczucie opiera się
                bardziej na poznaniu konkretnej jednostki niż na poczuciu, że
                dziecko to cząstka nas.
              • ezri Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 24.09.10, 12:37
                W swoich postach dokładnie opisałaś uczucia jakie towarzyszyły mi w pierwszych miesiącach życia naszego syna. Równocześnie pojawiał się lęk, że mogłoby mu się coś stac - w takich chwilach wiedziałam, że zrobiłabym dla niego wszystko, a z drugiej strony drażnił mnie jego płacz i nocne pobudki. Też nie odczuwałam żadnej mitycznej więzi ze "słodkim bobasem". I jeszcze teksty, że matka swoje dziecko rozumie... No więc, uwaga - ja nie rozumiałam. Zawsze metodą prób i błędów dochodziłam do powodu wielkiego ryku małego despoty.
                Miłośc zaczęła (bardzo powoli) przychodzic gdzieś około 3 miesiąca. Nie było to całe tsunami uwielbienia, tylko małe fale, które napływały i odpływały. Czasem coś do niego czułam, czasem nie - wręcz miałam go zwyczajnie dosyc. Z czasem te fale pozytywnych uczuc były coraz częstsze.
                Dziś syn ma rok, świetnie się już porozumiewamy a moja miłośc do niego trwa nieprzerwanie od mniej więcej 9 miesięca. Oczywiście nadal są chwile kiedy potafi mi nieźle dopiec, ale nawet w tych chwilach jestem 100% pewna, że go kocham.
                Napisz coś więcej. Masz czas dla siebie, jakieś hobby? Gdy uda Ci się trochę od małej oderwac powinno byc Ci łatwiej spoglądac na nią życzliwym okiem :-)
                Pozdrawiam i życzę powodzenia!
              • lemonna Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 23.05.11, 08:59
                Droga Alicjo
                Serdecznie polecam Ci książkę "W głębi kontinuum", gdzie autorka opisuje życie rodzinne i zwyczaje panujące w świecie Indian, w odniesieniu do naszej cywilizacji. Tam noworodki nie płaczą, dzieckiem zajmuje się mniej-więcej całe społeczeństwo. Jest tam bardzo dużo ciekawych spostrzeżeń, mimo, że ta książka była pisana w latach '70 jest nadal bardzo, a nawet coraz bardziej aktualna. Czego tak naprawde potrzebują noworodki, jak się czują itd.
                Na pewno są to zupełnie inne przemyślenia niż ze standardowych gazet typu Dziecko, z których mi czasem chce się śmiać...
                Pozdrawiam serdecznie Kochana, po prostu daj sobie czas.
    • mala.czarnaa Alicia_78 ... 04.05.10, 14:01
      Trudno mi w to uwierzyć co piszesz, bo dość szybko pokochałam synka,
      choć gdy sie urodził też nie chciałam by mi go położne przynosiły,
      bałam sie nim zajmować, ale to minęło. Jedyną sensowną radą na teraz
      jest: przeczekaj. Może się odmieni. Jeśli nie-wizyta u psychologa
      wskazana. Rodziną się nie przejmuj - nie chcą widzieć problemu.
      Najważniejsze byście z mężem przeszli przez to razem.
      Fakt jest taki, że każde dziecko potrzebuje miłości... Ma szczęście,
      że ma odpowiedzialną matkę. Napewno sobie poradzisz :)

      pozdrawiam
      • ledzeppelin3 Re: Alicia_78 ... 04.05.10, 19:15
        Popełniłaś błąd, ulegając presji otoczenia. Duuuuży błąd. To nie otoczenie
        chodzi w ciąży, rodzi, wstaje w nocy i karmi piersią, to nie otoczeniu wypływa
        krew spomiędzy nóg i to nie otoczenie buli całe życie kasę na dziecko, boi się o
        nie i słania się ze zmęczenia. Otoczenie tylko pilnuje, zebyś robiła dokładnie
        to samo, co ono, żebyś nie miała czasem lepiej i żebyś nie wyskakiwała przed
        szereg. Dojrzały człowiek powinien umieć zlać otoczenie i sam podejmować
        decyzję. Warto próbować od początku, od wygladu wesela, od decyzji, żeby nie
        mieszkać z mamusią/teściwową, od bycia niezaleznym finansowo i emocjonalnie.
        Wiem że często się tak nie da. Ale ta akurat decyzja jest brzemienna w skutkach
        i bynajmniej nie otoczenie będzie ponosić jej konsekwencje. Jedyne, co możesz
        zrobić, to na spokojnie przeanalizować, co zrobić, zeby się wzajemnie nie
        pokaleczyć. Mała ma ojca, który ją kocha, to bardzo dużo. Ty ją pewnie kiedyś
        polubisz, jak podrośnie i będziecie miały tematy do rozmowy. Może wróć do pracy
        a ojciec niech weźmie urlop ojcowski? Przeciez tak można. Nie sądzę, aby mała
        miała spapraną psychikę, o ile mądrze podejdziesz do rzeczy, pozwolisz, żeby
        ojciec wypełniał większość obowiązków i aby to ojciec dawał małej miłość, płacąc
        za to taka cenę, że córka będzie bardziej kochać ojca, niż ciebie, i to z nim
        będzie związana.
    • foczkaka Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 04.05.10, 17:12
      Nie jestem matką, nie znam się na macierzyństwie, ale z tego co piszesz - Ty już
      kochasz tę małą - bo nie zrobiłabys jej krzywdy, dbasz o nią, zajmujesz się.
      Przede wszystkim musisz sobie uświadomić że to nic złego że czujesz to co
      czujesz. Masz prawo byc zła, zawiedziona, wściekła na Twoją córkę że zabrała Ci
      takie życie jakie miałaś do tej pory, wściekła na otoczenie i na siebie że dałaś
      się wmanewrowac w rolę matki.
      Masz prawo do tych wszystkich uczuć i reakcji.

      Może faktycznie trzebabyło się nie decydować na dziecko. Ale jest już po fakcie
      i nie ma co gdybać.
      teraz nie popełnij drugiego błędu i nie daj sobie wmówić że Twoje uczucia do
      córki i Twoja relacja z nią ma wygladac w jakiś określony sposób.

      Nie musisz sie rozpływać na widok oseska, nie musisz sie uśmiechać, nie musisz
      szeptać czulych słówek. Nic nie musisz.
      Zapewnij mu tylko podstawową opiekę, karm, przewijaj, spróbuj się wyciszyć
      trochę, może poszukaj psychologa - nie po to nawet żeby coś Ci radził, ale zebys
      mogła wykrzyczeć swoje emocje. Daj sobie czas.

      Bo ja wiem, może to subiektywna sprawa, czym dla kogo jest miłosc. Dla mnie
      osobiście to nie czułe słówka i nie motylki w brzuchu, ale kwestia wyboru,
      kwestia dbania o kogoś. Mozna nie "czuć" gorących emocji, ale to nic złego.

      Trzymaj się.
    • olilala szczegolnie do alicia78 i mamapabla 04.05.10, 18:43
      Ja od zawsze wiem ze nie chce miec dzieci. Maz podziela moje zdanie. mam jednak
      problem z rodzina. mam 30 lat, wszystkie kuzynki juz dzieciate i na kazdej
      rodzinnej imprezie uwaga rodziny skupia sie na mnie. Padaja pytania kiedy
      bedziemy miec dziecko a nastepnie aluzje ze jesli jeszcze nie mamy dzieci to czy
      jestesmy zdrowi i tym podobne. Bo finansowo jest u nas nas ok, wiec jesli nie
      kwestia materialna to MUSI BYC W TYM COS, NIENORMALNI? - tak mowi rodzina. Nie
      wiem co o tym zachowaniu myslec, czasem tlumacze sobie ze to zazdrosc, chec
      dokopania mi zeby nie bylo mi za dobrze. Takie teksty slysze nawet od kuzynek z
      ktorymi w dziecinstwie bylam bardzo zzyta i myslalam ze sa to osoby serdecznie
      do mnie nastawione. Szczegolnie jedna z kuzynek wyjatkowo sypie docinkami w moja
      strone. Jest dwa lata starsza, jest matka i gdy obserwuje ja na rodzinnych
      zjazdach to ciagle narzeka, ciagle chodzi skrzywiona, wkurzona na dziecko i
      meza, na okraglo karci dziecko za byle co. A kiedy podchodze zeby z nia zamienic
      kilka niezobowiazujacych zdan to od razu wychwala macierzynstwo jakie to jest
      cudowne i aluzje dlaczego ja jeszcze nie mam dzieci. A za moimi plecami docinki
      na temat mojej bezdzietnosci. Jedyne wyjasnienie jakie mi przychodzi jest takie,
      ze boi sie zeby przypadkiem komus nie bylo lepiej niz jej, ona juz podjela
      nieodwracalna decyzje o dzieciach i nie moze z tym nic zrobic. nota bene rok po
      jej slubie kiedy mialysmy jeszcze dobre relacje wyzalila mi sie ze jest w ciazy,
      powiedziala ze dla niej to za wczesnie, maz o tym wiedzial ze ona jeszcze nie
      chce ale ja w ciaze wrobil bez jej zgody, powiedzial ze jak urodzi to zobaczy
      jak to fajnie byc matka i zmieni zdanie. Jakos od porodu kuzynka przestala byc
      dla mnie serdeczna jak kiedys. tlumaczylam sobie ze ma teraz dziecko, zmeczona,
      musi myslec teraz o rodzinie, ale ona po prostu juz taka zostala mimo ze minelo
      5 lat. I moze chce abym ja tez poddala sie presji i zdecydowala na ten
      nieodwracalny krok. Moze to myslenie typu ze jesli nie zyje jak chciała to ma
      nadzieje ze ja tez nie będe i ugne się pod presja otoczenia a żeby mi teraz
      dokopac to sypie docinkami. Tak to odbieram i nie wiem jak to inaczej sobie
      wytlumaczyc. Pomyslec ze kiedys byłyśmy sobie bliskie, ja jej dalej zycze
      dobrze, ale nie ma to już jak widac znaczenia…

      Biorac pod uwage Wasze doswiadczenia to czy majac w rodzinie takiego kogos jak
      ja wykazałybyście się wyrozumiałością w stosunku do mnie i czy mogłabym liczyc
      na szczera rozmowe z Wami typu ze macierzyństwo nie jest dla każdego? czy jednak
      wolalybyscie robic dobra mine do zlej gry? przykre to ale ja powaznie
      zastanawiam sie nad zerwaniem kontaktow z 'zyczliwymi' czlonkmi rodziny :(
      • ledzeppelin3 Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 04.05.10, 19:37

        Jak ja tego pojąć nie mogę
        Dać sobie dyktować rodzince ile mieć dzieci, jakie, z kim...
        I to wszystko tak na rodzinnych obiadkach? W ciepłej atmosferze niedzieli
        poświęconej rosołkiem? Przy duzym okragłym stole, z babcią, dziadkiem,
        kuzynkami, maleństwami rozkosznie baraszkującymi w cieple rodzinnego ogniska?
        Musicie być masochistkami. Bo nie wierzę, że jak się wam nie podobają docinki,
        to nie możecie z tym nic zrobić. To musi być masochizm.
        • alicia_78 Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 04.05.10, 19:55
          Nie jesteśmy masochistkami tylko żyjemy w takim kraju w jakim żyjemy. Tolerancja
          jest tylko na pokaz, a osoby, które wprost mówią to co myślą, zwłaszcza w takich
          drażliwych kwestiach jak macierzyństwo są od razu piętnowane. Ja od 10 lat
          wszystkich mówiłam, że nie nadaję się na matkę, mam za mało cierpliwości, w
          życiu pociąga mnie całkiem coś innego, ale na palcach mogę policzyć osoby, które
          naprawdę by to zrozumiały. Dziwnym trafem, byli to tzw. "wykolejeńcy" według
          normalnego społeczeństwa - lesbijka i stare panny i single pochłonięte karierą:)
          Też przeszłam te wszystkie rodzinne spotkania, wigilie, na których notorycznie
          życzono mi dziecka. Teraz jak już je mam, życzy mi się następne...Myślisz, że
          łatwo jest coś z tym zrobić? Spróbuj powiedzieć np. swojej mamie czy teściowej,
          że nie chcesz mieć dziecka, bo zwyczajnie lubisz długo pospać, chcesz sobie
          pojeździć po świecie, pić piwo itd. albo zwyczajnie, że masz inne plany na
          przyszłość.
          • ledzeppelin3 Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 04.05.10, 21:21
            Ale CO SIĘ TAKIEGO STRASZNEGO STANIE, gdy powiesz mamie i teściowej?
            Obrażą się? No i CO Z TEGO?
            Co z tego, że ktoś, kto w żadnym razie nie powienien mieć wpływu na Twoje życie
            (jesteś juz dużą dziewczynką) strzeli focha?
            Czy to moze i powinno wpływać na życie Twoje i najbliższej Ci osoby, jaką jest
            Twój facet?
            Płodzisz dziecko, bo boisz się focha?
            W najgorszym razie Cię wydziedziczą. Przeżyjesz.
            Boisz się ostracyzmu/uznania za gorszą/obmawiania po kątach? Ależ Ty to JUŻ
            masz. I tak uważają Cię za wyrzutka i zawsze będą. A bo bez dziecka. A bo tylko
            jedno dziecko. A bo jestes zła matką. A bo wolisz karyjerę/wyjazd na narty od
            spędzania czasu z dzieckiem. A bo masz za dużo dzieci. A bo mąż na ciebie
            zarabia, a ty tylko w domu uwsteczniasz się z dziećmi. A bo za mło zarabiasz. A
            bo roztyłaś się po dziecku. A bo za szybko schudłas po dziecku (wybierz wersję
            adekwatną).
            I masz do wyboru: z wywieszonym jęzorem całe życie doganiać czyjeś oczekiwania.
            Albo przezyć ten koszmar: FOCHA.
            Ja jestem sobą. Niektórzy tego nie akceptują i jestem wyrzutkiem. Inni mnie się
            boją. Jeszcze inni kochają. I z tymi trzymam. A że nie jest ich dwieście
            sześćdziesiąt tysięcy, tylko dziewięcioro? Olaboga, daje się z tym żyć ;)
            Grunt, że kocha mnie mój. Reszta to dodatkowy bonus.
            • alicia_78 Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 05.05.10, 08:38
              No wlasnie ja strzelam te fochy mówiąc co mysle o macierzyństwie, i tak jestem juz wyrodna matką i egoistką. Ale czy ja nie mam prawa w swoim życiu myśleć o sobie? Wszyscy kochają dzieci, ale to ja nie śpię po nocach, bo mała wisi przy cycku, to ja mam obgryzione brodawki, a rodzina, która mnie namawiała, chrapie sobie smacznie. Butla tez nie jest rozwiązaniem, bo mała uwielbia sie przytulać i ssać a ja nie jestem az takim potworem, zeby jej to odbierać. Wkurza mnie to, ze nie mogę głośno powiedzieć całemu światu, ze własne dziecko doprowadza mnie do furii, ze nie umiem go uspokoić, ze wolałabym w tym czasie robić cos innego. Od razu słyszę, ze tak nie wolno, bo wykraczę jakies nieszczęście. Taki szantaż emocjonalny mnie wykańcza.
              • serendepity Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 05.05.10, 12:45
                To przestan ulegac temu szantazowi. Co sie stanie jak nie ulegniesz? Odpowiedz
                masz wyzej.
              • ledzeppelin3 Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 05.05.10, 14:09
                Może uczyłas się życia na książkach o Borejkach i ubrdałas sobie ciepłe rodzinne
                spotkania z parująca zupą i wieeeelką miłooooscią. Możeweź na klatę, że Twoja
                rodzina to Twój mąż i dziecko i oni Ci dobrze życzą, a zdanie reszty NIW MUSI
                być brane pod uwagę. Myślę, że da się przeżyć bez ciepła rodzinnych obiadków z
                ciociami, wujkami babciami i kuzynkami, myślę, że da się przeżyć obrazę
                teściowej, ba, myślę, ze to nie zostawi żadnej traumy i śladu na psychice,
                nawet, jeśli nie będziesz mogła powiedzieć o sobie "Jestem taka miła i wszyscy
                mnie kochają, lubią i akceptują".
                Może czas wyrosnąć z chęci bycia akceptowaną przez wszystkich?
                Dlaczego masz pozwalać na szantaż emocjonalny?
                Dlaczego masz nie powiedzieć "proszę mi nie doradzać, nie życze sobie tego?"
                Sufit się zawali i spadniecie do sąsiadów? Zasłona nieba rozedrze się na dwoje?
                • alicia_78 Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 06.05.10, 10:52
                  Rzeczywiście, to karmienie piersią mnie trochę wykańcza psychicznie, nie sprawia
                  mi żadnej przyjemności, na razie robię to tylko dla małej, bo ona lubi się
                  przytulać. W zasadzie jest mi już wszystko jedno, niech mała jak najszybciej
                  dorośnie.
                  Zemściło się na mnie moje własne życie - jeszcze raz sprawdza się stara prawda,
                  że przez urodzeniem dziecka trzeba na początku uporządkować własne życie
                  emocjonalne i stosunki z bliskimi, bo pojawienie się dziecka nigdy nie polepsza
                  tych relacji, tylko je odsłania wszystko co najgorsze. A więc okazało się, że
                  jestem egoistką, myślę głównie o sobie, nie potrafię się poświęcać dla innych,
                  stroję fochy, jestem niecierpliwa i drażliwa, krzyczę itd. Rodzina już mnie nie
                  odwiedza, poobrażali się, zostałam sama, mąż też się coraz mniej odzywa. Czekam
                  na to "kiedyś", kiedy to się ma polepszyć.
                  • ruda_henryka Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 11.06.10, 22:40
                    wiesz, możemy sobie rękę podać...
                    nigdy nie chciałam mieć dziecka, nieznosiłam śmierdzących i
                    wrzeszczących bachorów. wpadłam po 5 latach fajnego i
                    niezobowiązującego związku. ciązy nienawidziłam, jak się o niej
                    dowiedziałam to chciałam usunąć. dopiero mój facet mnie przekonał. o
                    ciąży do porodu myślałam: płód. nie przywiązywałam się do niego w
                    ogole, a tym bardziej że okazał się synem a nie córką. noszenie w
                    sobie penisa napawało mnie odrazą.
                    urodziłam i nagle poród po podaniu znieczulania okazał się w miarę
                    spoko, żadnych uszkodzeń, niacięcia po pachy ( jak przewidywałam ),
                    wypadania narządów i popuszczania moczu.
                    po porodzie masakra, przyniesiono mi noworodka, który wrzeszczał i
                    błagałam, żeby go wzięli jak najdalej ode mnie na noc przynajmniej.
                    Potem problemy z karmieniem. Długa ciężka zima z małym dzieckiem,
                    wyjść nie można, mrozy były, młody miał kolki do końca 3 miesiąca.
                    w desperacji, chociaż mało wierząca jestem chodziłam do kościoła, bo
                    tam się mogłam wypłakać.
                    a wszyscy dookoła w rodzinie w kólko gadali jakie to cudowne
                    szczęcie jest i jaka ja MUSZĘ być szczęśliwa.
                    gdyby nie mój facet nie wiem jakby się to skończyło, bo wspierał
                    mnie od początku samej ciąży i przez cały czas okazał się lepszym
                    ojcem niż ja matką.
                    i teraz ci powiem jedno: mam w bliskiej rodzinie niepełnosprawne
                    dziecko. i dziś mały ma 9 miesięcy, jest super zdrowym normalnym
                    dzieckiem, które świata poza nami nien widzi. i te wszystkie moje
                    ciotki, matla, siostra i teściowa miały rację: to ogromne szczęście
                    urodzić zdrowe dziecko. ale gdyby nie ten wysiłek, morze łez co
                    wylałam i nieprzespanych nocy to bym tego nie doceniła teraz. to jak
                    bieg na długi dystans, boli i wysiłek jest taki, że myślisz, że już
                    nie wytrzymasz. ja chciałam ucieć, kupić bilet na najdalszy pociąg i
                    nikomu nic nie mówić.
                    życzę ci, żeby ci się wszystko udało :)
                    i życzę ci cierpliwości, jeśli masz oparcie w rodzinie i facecie to
                    powoli dasz sobie radę. ja zakreślałam dni w kalendarzu. i bardzo
                    sprawdziło się karmienie mieszane, nie daj się zwariować terrorowi
                    laktacyjnemu. tatuś się może wykazać, a ty wyjdź z domu, chociaż na
                    spacer, ale sama albo z facetem. oderwij się. to pomaga, zreszta
                    teraz jest lato i łatwiej jest :)))
                    pozdrawiam cię i życzę wszystkiego najlepszego.
                  • lubicielka a jaka jest prawda? 22.05.11, 14:05
                    Alicja, a jaka jest prawda? Piszesz, że urodzenie dziecka obnaża prawdę. Fajnie jest uchodzić za udaną córkę, mądrą dziewczynę, interesująca kobietę i świetnego pracownika gdy wszystko idzie po Twojej myśli. Może jesteś jednak egocentryczna, samolubna, skupiona sobie, faworyzowana w domu, w szkole, na studiach. Może zawsze wszystko układało się według Twojego planu a i nikt Ci się nie potrafił sprzeciwić bojąc się Twoich fochów i obrażalstwa. Czasami prawda nas wyzwala. Może czas powiedzieć: tak jestem wredna egoistką, ale zmienię się. Bo teraz najważniejsza jest mała, a nie ja. Co nie znaczy, że masz byc niewyspana i z wariującymi hormonami:) trzymam kciuki, bo sama zobaczysz, że wszystko się ułoży. Będziesz wymagająca mamą (tata będzie lepszą:) , ale dla córki i tak będziesz najważniejsza istotą na ziemi.
              • verdana Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 05.05.10, 14:12
                Napiszę coś, co jest cholernie niepopularne i jak ktoś mnie
                zastrzeli, to trudno.
                Na Twoim miejsciu rozwazylabym zaprzestanie karmienia piersią po 6
                tygodniach (to najwazniejszy okres). Przejście na butelke umożliwia
                wyjscie z domu, przespanie niocy, gdy ktos inny butelke poda, a
                przytuklać dziecko moze się i tak.
                Ja NIENAWIDZŁAM karmienia - do tego stopnia, ze przy pierwszym
                dziecku zaczęłam sie cieszyć macierzyństwem po 3,5 miesiąca, gdy
                przestałam karmić. Od razu okazało się, ze dziecko nie jest takim
                ciężarem, jakim było dotychczas.
                Następne dzieci karmiłam już dłużej, ale wtedy miałam świadomość, ze
                to mija i ze kiedyś wypocznę. Przy pierwszym niemowlectwo dziecka i
                brak snu wydawały mi sie pulapka na całe zycie.
                I solidnie opieprz rodzine, zobaczysz jak to wszystkim dobrze
                zrobi.
                • ledzeppelin3 Re: szczegolnie do alicia78 i mamapabla 05.05.10, 15:49

                  > Na Twoim miejsciu rozwazylabym zaprzestanie karmienia piersią po 6
                  > tygodniach (to najwazniejszy okres). Przejście na butelke umożliwia
                  > wyjscie z domu, przespanie niocy, gdy ktos inny butelke poda, a
                  > przytuklać dziecko moze się i tak.

                  Zgadzam się w 100%.
                  Czasem karmienie piersią powoduje uczucie osaczenia, braku możliwości wyboru,
                  przykucia do dziecka, a to utrudnia nawiązanie z nim pozytywnej więzi. Butelka
                  może Ci pomóc pokochać/polubić/zaakceptować dziecko.

                  --Jesteś pan zbiorem molekuł
    • jatakze Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 04.05.10, 21:08
      ja do dzisiaj zaluje,ze dalam sie namowic mojemu facetowi na
      bachora.Tak,tak zajmuje sie nim ale nienawidze sama siebie za ta
      decyzje.Ale wszyscy mi mowia,ze trzeba bylo myslec PRZED.Po prostu
      bede z tym dzieckiem bo co moge zrobic? Uciekam jak tylko moge od
      mojego nieszczescia..a to na silownie,na zakupy,na spacer,do
      pracy..Szlag mnie trafia jak nasze rodzinki kukaja nad tym dzieckiem
      i sie nim zachwycaja bo TO JA ponosze caly ten ciezar!!!I dopiero
      teraz czuje smak SAMOTNOSCI bo facet wpatrzony w bachora a ja...juz
      mnie nie ma dla nikogo.I tylko SMIERC MNIE WYZWOLI od tej przekletej
      roli,w ktora sama sie wjeb...
      • tracja4 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 03.05.11, 23:39
        "Szlag mnie trafia jak nasze rodzinki kukaja nad tym dzieckiem
        i sie nim zachwycaja bo TO JA ponosze caly ten ciezar!!!"

        :DDDDD

        hahahaha, a jak juz sie dalas "namowic na bachora", to myslalas, ze kto bedzie ponosic ten ciezar?:D
    • migi-79 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 04.05.10, 23:20
      Wiesz co ja do dziś mam wyrzuty że nie potrafiłam swojemu dziecku
      okazać czułości i że wszystko wykonywałam jak robot a kiedy ona
      płakała,to ja płakałam i nie chciałam żyć.U mnie jest ta różnica że
      ja chciałam tego dziecka.U mnie ten stan trwał do ok.20 m-ca życia
      dziecka,dopóki nie przestałam karmić piersią.Teraz wiem od
      psychologa że miałam depresję poporodową,myślę że mogły być temu
      winne hormony.Ty dopiero jesteś mamą od dwóch tygodni więc zmęczenie
      i huśtawka hormonów robią swoje,proponuję jak najszybciej udać się
      do psychologa i psychiatry,żeby postawić diagnozę i jak najszybciej
      ją leczyć.Wierzę że z czasem nadrobisz te dni i będziesz cieszyć się
      dzieckiem i będziesz cudowną mamą.Ja teraz cieszę się bardzo i nie
      wyobrażam sobie żeby mogło być inaczej.Pozdrawiam.
      • alicia_78 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 06.05.10, 10:57
        To nie jest depresja poporodowa. Chodziłam kiedyś do psychologa, już wtedy
        miałam wątpliwości co do dziecka, jednak jakoś te wizyty nastawiły mnie bardziej
        optymistycznie. Po takich spotkaniach czułam się jeszcze gorzej, więc je
        zarzuciłam. Nie jestem w stanie teraz do nich wrócić, jak i wytłumaczyć mężowi,
        że tego potrzebuję...
        • asia_i_p Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 09.05.10, 15:16
          Nie odrzucaj tak stanowczo depresji poporodowej, ona potrafi
          przyjmować bardzo różne postacie. Oglądałam kiedyś o tym brytyjski
          program w tej serii, chyba na dwójce "Co mi dolega?". Były różne
          natężenia i różne formy objawiania się depresji - przygnębienie,
          paniczny lęk o dziecko, paniczny lęk p r z e d dzieckiem, agresja
          względem dziecka, nienawiść do niego. Była kobieta, która się
          modliła, żeby jej dziecko umarło na zespół śmierci łóżeczkowej, tak,
          żeby się go pozbyła, ale żeby nie było w tym jej winy. Po
          wyleczeniu - w UK to nie tylko leczenie psychologiczne ale także
          warsztaty oswajające matkę z dzieckiem - normalna kochająca matka.

          Zmiana psychologa by ci nie pomogła? Wiem, że mężowi trudno
          wytłumaczyć, po co do psychologa - mój też, choć poza tym dobry,
          pomocny i czuły, uważał, że z tą depresją to robię z igły widły,
          teraz żałuje, że mnie nie namawiał na tego psychologa zamiast
          odradzać.
          I nie rozpamiętuj tak bardzo, że podjęłaś złą decyzję, bo tego już
          nie cofniesz. Trzeba poukładać to, co jest, tak, żebyś była
          najszczęśliwsza, jak się tylko da w tej sytuacji.
        • haniku72 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 22.05.11, 17:52
          Może to nie depresja poporodowa (ta faktycznie musi stwierdzić psychiatra), ale tzw. Baby Blues spowodowane spadkiem estrogenów. Choc on trwa do około 6 tygodnia po porodzie. Choć jeśli miałaś już incydent depresyjny to bardziej stawiałabym na klasyczną depresje poporodową: złe tolerowanie nowych obowiązków, drażliwość, niemoc itd... Poczytaj fajna ulotkę, mi pomogła:) www.rcpsych.ac.uk/mentalhealthinfoforall/translations/polish/depresjapoporodowa.aspx
    • a_nonima Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 05.05.10, 12:32
      Ja pierwwsze dziecko pokochałam jak tylko się dowiedziałam, że
      jest... Moja córeczka miała wtedy 5,5 mies. Tydzien póxniej zaszłam
      w ciążę biol i miłości do synka musiałam się już uczyć... trochę to
      trwało, ale miłość przyszła.
      Z dwójką dzieci rok po roku mozna zwariować... płacz, kupki itp.
      Udało się przetrwać i tereaz kocham nade wszystko.
    • kejzi-mejzi Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 05.05.10, 14:45
      Miałam to samo, czułam, ze wszyscy dookoła mnie oszukiwali, bo nie powiedzieli
      mi, że po urodzeniu dziecka kończy się życie. To była depresja, która minęła po
      6 tygodniach. Teraz dziecko ma dwa lata i jest moim najwiekszym szczęsciem.
      Wiem, ze to prawie niemożliwe, ale spróbuj spojrzeć na to jako coś
      przejściowego, wiem, ze wydaje Ci się, że to się nei skończy, ale uwierz, będzie
      lepiej.
      Teraz bardzo potrzebujesz wsparcia, wygadać się komuś, wypłakać. Pisz jak
      najwięcej, wywalaj to z siebie. Masz prawo odczuwać to co odczuwasz, nie musisz
      udawać niczego. Na pewno nie jedna matka, o ile nie większośc miała takie myśli.
    • jola_ep Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 05.05.10, 19:38
      Chciałam mieć dzieci, ale później. A tu - wpadka. Dla mnie. Bo przecież otoczenie oczekiwało, że będziemy mieli dziecko ;)
      Ja jednak wiedziałam, że dzieci to koniec: mojej wolności, mojego sposobu spędzania czasu, ogromna przeszkoda w mojej pracy. Nie lubiłam dzieci, denerwowały mnie. Nie potrafiłam z nimi się bawić. Do dziś nie umiem.

      A tu .. niespodzianka. Przez 1/3 ciąży potwornie się bałam, byłam rozgoryczona i wściekła. Przez kolejne 1/3 zaczęłam akceptować siebie w ciąży (bo inni tak cudownie o mnie dbali, miłe były pierwsze ruchy dziecka, przyjazne spojrzenia innych, to jak spełniali moje prośby). A dopiero potem nieśmiała akceptacja tego, że kiedyś będę musiała w końcu urodzić. Okres ciąży był dla mnie dorastaniem, walką i ostatecznym pogodzeniem się z utratą mojej wolności.

      Pamiętam jak urodziłam moją córkę. Nie czułam tej opiewanej miłości. W szpitalu przynosili ją na karmienie i bardzo mi to odpowiadało. Piewrsze dni w domu były w miarę: pomagała mi mama, mąż wziął urlop. A potem zostałam sama z tym małym potworem... Tylko, że ja wiedziałam, że miłość wzrasta powoli. Wcale nie musi się pojawić wraz z urodzeniem dziecka. Może kiedyś mądrzejsze rzeczy pisali w gazetach... Więc czekałam i pozwalałam sobie na to. Nie oczekiwałam swobody, wolnego czasu możliwości wyspania się. Z tym pogodziłam się już wcześniej. Nikt nie przychodził i nie mówił mi, że robię źle, że myślę nie tak jak trzeba. Z moim mężem żartowaliśmy razem, on ma świetne poczucie humoru. Pamiętam jego tekst: "właśnie miała fruwać za oknem, gdy się do mnie uśmiechnęła". Jak wkurzały mnie jej wrzaski, to wyjmował mi ją z rąk i włączał strzelankę na komputerze. Po zabiciu setki potworów jakby było mi łatwiej.

      Jak mąż wracał z pracy, z westchnieniem ulgi zostawiłam córę w jego rękach i szłam na spacer. Gdziekolwiek. Dokądkolwiek. Aż któregoś dnia powiedziałam, ku mojemu zaskoczeniu: znieś wózek, bo wybieramy się razem. Odkryłam, że powoli i niezauważenie dotarłam do miejsca, w którym trudno mi się było z nią rozstać. Stała się częścią mnie. Kimś ważnym. Choć jej płacz nadal mnie wkurzał - ale tak ma być. Płacz dziecka ma nas poruszać do głębi. Tak, abyśmy zrobili wszystko, aby je uciszyć. Nie dla jego dobra - tylko dla naszego spokoju.

      Lansuje się model szczęśliwej w macierzyństwie matki. Ale warto też pokazać i drugą stronę. Mi było łatwiej, bo akceptowałam moje uczucia, byłam w miarę zrozumiana. Wiedziałam, że tego mogę oczekiwać. Karmiłam piersią z obowiązku, a także dla dobra mojego dziecka, ale zaczęło mi sprawiać przyjemność, gdy córa ukończyła rok. Tyle bym straciła, gdybym ją przestawiła na butelkę. Ja, nie tylko dziecko. Miłość i więź z dzieckiem wzrasta powoli. A przynajmniej może tak być. Kocham moje dzieciaki i cieszę się, że spokojnie na tę miłość poczekałam.

      Pozdrawiam
      Jola
      • verdana Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 05.05.10, 20:54
        No widzisz.
        A ja nie doszłam nigdy do miejsca, w ktorym powiedziałabym "znieś
        wózek" - kazda chwila bez dziecka była dla mnie chwilą na wagę
        złota.
        Co nie znaczyło, ze dzieci nie kochałam. Tylko kochałam też wolny
        czas bez nich.
        Zaczęłam cieszyć sie towarzystwem dzieci, gdy można bylo z nimi
        porozmawiać. Przestałam czekać na ich wakacyjne wyjazdy jak na
        zbawienie, gdy stały się nastolatkami. Za to moje kolezanki
        narzekały, ze dzieci rosną i nie sa już takie słodkie, a ja
        najbardziej cieszyłam sie rzekomo najgorszym nastoletnim wiekiem.
        Nie kazda miłość do dziecka jest taka sama.
        • jola_ep Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 05.05.10, 21:35
          Oczywiście, że miłość ma różne oblicza.
          Etap "znieś" wózek jest stosunkowo krótki i taki powinien być. Po okresie symbiozy (gdzieś tak pierwsze półrocze) następuje powolny proces oddzielania się. To zresztą tylko IMHO takie ułatwienie w trudach macierzyństwa ;)

          Mam też wrażenie, że na tym pierwszym etapie oddajemy to, co nagromadziliśmy. Pierwsze czułe słowa do mojego najstarszego dziecka były jakby odbiciem słów jakie kiedyś otrzymałam. Serio, tak to odczuwałam - nie jako moje słowa. Wiem, że byłam dzieckiem wychowywanym nietypowo jak na tamte czasy: długo karmiona piersią, w dodatku na żądanie, spałam z rodzicami (jak to dziwnie brzmi ;) ), byłam brana na ręce bez obawy, że się "przyzwyczaję". Gdybym trafiła na nieco bardziej "zimne" wychowanie, może byłoby mi trudniej? A tak pewne zachowania miałam wkodowane.
          Otrzymałam dużo miłości, także od mojego męża, i miałam z czego czerpać...

          > Zaczęłam cieszyć sie towarzystwem dzieci, gdy można bylo z nimi
          > porozmawiać.

          Też doszłaś do tego etapu, tylko nieco później ;)

          > Za to moje kolezanki
          > narzekały, ze dzieci rosną i nie sa już takie słodkie, a ja
          > najbardziej cieszyłam sie rzekomo najgorszym nastoletnim wiekiem.

          Mogę tylko powiedzieć, że dzieciaki do 15 lat są całkiem fajne :) Ja będzie potem, nie wiem. Zawsze jednak wydawało mi się, że najsłodsze są dzieci w wieku moich dzieci ;)

          Pozdrawiam
          Jola
          • verdana Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 05.05.10, 21:40
            Najwyraźniej przeoczyłam etap symbiozy:) Na dzieciach to się nie
            odbiło.
            Ja byłam wychowana w rodzinie partnerskiej, gdzie dziecko miało
            prawo mieć własne zdanie. Dopiero na forum dowiedziałam się,z e to
            nie było typowe - wszystkkie moje bliższe koleżanki tak były
            wychowywane.
            Nie mówię, ze się niemowlętami nie cieszylam, owszem, ale męczyły
            mnie cholernie i zdecydowanie dla mnie im starsze dziecko, tym
            lepsze:) naprawdę oddyczhałam, gdy kończyły 5 lat i zaczęłam w domu
            czuć się jak w domu, a nie w pracy.
            Wobec sporej rozbieżności wieku dzieci - jednak miałam zawsze
            wrazenie, zę czym bardziej dorastaja (po 13 roku życia to juz nie ma
            takiego znaczenia) - tym lepszy mam z nimi kontakt.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 08.05.10, 23:02
      Nie chcę przesądzać jak będzie. Uczucia Pani do dziecka mogą się zmienić,
      relacja, bowiem, zawsze jest dynamiczna. Okres 2 tygodni to jednak okres zbyt
      krótki, aby stawiać ostateczną diagnozę. Dlatego odniosę się jedynie do bieżącej
      sytuacji, którą Pani opisuje. Sądząc po tym co i jak Pani napisała, nie sposób
      Pani nie uwierzyć, że nie chciała Pani dziecka i obecnie zmaga się Pani z
      nieodwracalną decyzją, że ono jednak jest. Obawiam się, że w chwili obecnej nie
      wydaje się dla Pani pomocna perspektywa, że miłość do dziecka nadejdzie po
      cichu i swoja wielkością wynagrodzi wcześniejszą niechęć, wystarczy tylko być
      cierpliwą. Ani też fakt, że upłynął lata i starsza już córka zaskarbi sobie Pani
      uczucia, bo niemowlaki wyłącznie rozwścieczają, co jest zrozumiałe. Dlatego nie
      pomogą, ponieważ zakładają, że Pani przeżycie się zmieni, a zmiana nastąpi w
      jedynym kierunku czyli rozkwitu miłości macierzyńskiej. Czyli, tak czy inaczej,
      przejdzie Pani "na dobrą stronę mocy", nadejdzie ukojenie, spokój, ulga. Dla
      Pani i dla Pani córeczki. Problem zdaje się polegać jednak na tym, że dla Pani,
      na dzień dzisiejszy, taka perspektywa nie wydaje się ani osiągalna ani kusząca.
      Pozostaje Pani w konflikcie pomiędzy realnie odczuwanymi emocjami a
      powinnościami, odpowiedzialnością, stereotypem, tabu. Do tego dochodzi lęk, jak
      ta sytuacja wpłynie na Panią i córkę w przyszłości.
      To bardzo trudne do pomieszczenia. Jeśli miałabym doradzać kontakt z
      psychologiem, to raczej po to, aby radzić sobie z tym konfliktem i bieżącą
      sytuacją wobec niego, niż aby próbować osiągać wyżyny miłości macierzyńskiej.
      Zgadzam się także z Panią, że Pani stan nie ma symptomów depresji poporodowej
      ani nie jest wynikiem przemęczenia, które niewątpliwie jest, ale nie powinno
      generować aż takich uczuć wobec dziecka. Choć przyjemniej byłoby złożyć to na
      karb właśnie takich stanów.
      Warto sobie pomóc, aby nie czuć się odszczepieńcem, kimś nieprzystosowanym.
      Jeśli zacznie być Pani spójna ze swoimi przeżyciami, nawet tymi niełatwymi,
      Pani relacja z córką stanie się być może realniejsza, co dla niej będzie
      zbawienne. Psychologicznie lepszym rozwiązaniem jest mniej entuzjastyczna
      miłość macierzyńska, niż posługiwanie się destrukcyjnymi mechanizmami obronnymi
      związanymi z poczuciem winy: tak zwanym "podwójnym wiązaniem" czyli wysyłaniem
      do dziecka 2 sprzecznych komunikatów jednocześnie ( np: wyciąganie obu rąk
      na powitanie biegnącego dziecka, a gdy ono już jest blisko wzięcie go jedynie
      za rękę ) lub stosowanie tak zwanej "reakcji pozorowanej " czyli zamiany
      niechęci na ponadstandardową troskę i opiekuńczość.
      Czytając Pani wpisy naszły mnie jeszcze 2 refleksje, obie bardziej z obszaru
      kultury, ale wymowne. I może okażą się pomocne, bo pokazują schemat pokazany w
      Pani wątku.
      W warszawskiej Zachęcie jest teraz duża wystawa pt "Płeć ? Sprawdzam ! Na
      wystawie jest sporo portretów kobiet - matek, kobiet w otoczeniu rodziny, z
      dziećmi. Gdy im się dobrze przyjrzeć twarze mają smutne lub złe. W nalepszym
      razie zamyślone. To są portrety współczesnych kobiet z końca XX w. Nie jest to
      już ten liryczny obraz kobiety zachwyconej macierzyństwem.
      Druga myśl to postać Laury Brown jednej z bohaterek "Godzin" Cunninghama zarówno
      książki jak i filmu pod tym samym tytułem. Mimo, że była dobra i troskliwa dla
      swoich dwojga dzieci, zdecydowała na odejście i życie z dala od nich, bo nie
      mogła znieść zwykłego życia z nimi. Po odejściu nie oddała się żadnym
      szczególnie ekscytującym zajęciom. Pozostała skromna bibliotekarką w odległym
      kraju, kobietą samotną. To jest pesymistyczna wersja, ale bardzo prawdziwa i
      przejmująca, gdy patrzy się na nią oczami kobiety.
      Być może to jest też inna twarz macierzyństwa, również uprawniona ale bardzo
      trudna i skomplikowana.Życzę uładzenia się z konfliktem przynajmniej na "tu i
      teraz. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • tanana89 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 13.09.10, 09:35
        dzisiaj weszlam na to forum bo chcialam wlasnie opisac taki sam problem jak ty!!!!!! mam to samo!! nie potrafie pokochac dziecka które ma dopiero tydzien! denerwuje mnie to wstawanie, niewyspanie, az mi krew z nosa leci:(
        mąż pracuje na nocki lub dniowki wiec mowi ze nie bedzie wstawał bo skoro on zarabia musi odespać a ja mam sie zajac dzieckiem....
        jest mi ciężko... przyjechala do nas mama na tydzien by pomagac... a ja całymi dniami płaczę, krzyczę mam dosc dziecka (chociaz bylo wyczekiwane planowane).... chcielismy dziewczynke i jest dziewczynka..a ja sie nie ciesze.. wszyscy sie ciesza tylko nie ja;(
        najgorsze jest to ze nie mam czasu nawet sie umyc, umalowac, porazka;(...............
        • nowy99 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 18.09.10, 23:43
          Pocieszę: standardzik przy pierwszym dziecku... Wiem, nie podobasz się sobie, nie dbasz o siebie i w dodatku ten piekielny ból fizyczny zwany niedospaniem. To Twój organizm po prostu cierpi z wymęczenia.
          Wszyscy się cieszą, bo sobie smacznie śpią całą noc, inna rzecz, że damska część rodzinki wie czym to pachnie, bo każda przez to przechodzi...
          Ty swoje dziecię kochasz, jeszcze o tym nie wiesz. Ale może najzwyczajniej sobie, jak większość z nas< nie radzisz - nie umiesz zaradzić na płacz, na nie wiem niepokój, sposób karmienia. Bo każde dziecko jest inne, i inne kłopoty ze sobą niesie. Wiem to z doświadczenia. 14 lat temu urodziłam nieplanowane dziecko, byłam smutna, bo nie wiedziałam , jak powiem mu kiedyś , że tatuś kochał ale się odkochał i odszedł. Ale po połowie roku mój facet wrócił, jesteśmy 12 lat po ślubie, w dobrym przyjaznym związku i dopiero po tylu latach otworzyłam sięna myśl o drugim - ale strrrasznie chciałam dziewczynki.
          Urodziła się baba, jak to mówię, od urodzenia jest babą z tipsami ! Od urodzenia płacz, rwanie się na cycku, chce, nie chce, płacze, wije się, do tego nie można było uśpić jej do 24-tej, 1-wszej w nocy! Nosiliśmy na zmianę z mężem, płacz, ulewanie, uczulenie - co jest u licha. Pierwsza diagnoza tak mimochodem: odstawić mleko i wszystko z nim związane, bo chyba skaza białkowa - dziś po 16 miesiącach wiem, że to była racja, przeszliśmy krzyż, mała jest anorektycznym niejadkiem, ja rok prawie nie jadłam mleka i podobnych, teraz ona. Dziecko jest nerwowe, ale ja widząc od początku ten tips w jej charakterku postanowiłam się wyluzować i stworzyć maksimum spokoju i cierpliwości w postępowaniu. I powiem Ci, opłaciło się - mała zaczyna być prześmieszniacka i tak kontaktowa, teraz dopiero macierzyństwo zaczyna być po prostu bajką - wiesz, mam te 38 wiosen i z tej perspektywy widzę inaczej priorytety, po prostu w swiecie egoizmu, braku prawdziwych przyjaciół, powtarzam prawdziwych, wartościowych, w świecie, gdzie naprawdę mało interesujących inspirujących ludzi (może tu pod wawą, bo opuściłam wrocławskie środowisko uczelniane), fajnie popatrzeć na prześmieszniaka małpującego, mielącego nieudolnie ozorkiem... Nie, no to jest naprawdę rozbrajające. Fakt, że przy pierwszym dziecku nie umiałam się tym delektować, miałam wrażenie, że ta klatka już mi do końca przeznaczona. I jak mały poszedł do przedszkola, wsiadłam w warszawski tramwaj i jechałam przed siebie, jak puszczona z mej klatki, byle dalej, więcej zobaczyć, napatrzyć się świata, ludzi. A później jakoś już poszło siłą rozpędu...
          Najgorzej, najtrudniej, myślę, że tak do roczku, zwłaszcza, gdy są z dzidziusiem problemy, przez co przeszłam przy córci - to jest dopiero nad czym popłakiwać.

          Zawsze trzeba sobie pomyśleć, że lepiej jest żyć zgodnie z naturą, bo ona bywa wredna. Dziś kobitka płacze, że nie chce dziecka, ale za 10 lat płakałaby na forum pt. Dlaczego nie mam dziecka, a jestem już za stara...
    • ylunia78 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 10.06.10, 14:04
      kurczę....współczuję ci.Jak czytałam to nie wierzyłam,że tak można.
      Ale....no każdy inaczej podchodzi do życia i sytuacji.
    • mama-008 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 10.06.10, 14:33
      współczuję i Tobie,Twojemu mężowi i przede wszystkim córeczce.

      myslę, że nie masz innych problemów i wyszukujesz je na siłe. do tej
      pory wiodłas pewnie spokojne ustabilzowane życie skupiałas sie na
      sobie i swoich przyjemnosciach a to prosze - trzeba teraz sie
      poświecic!

      czy dopiero jakas tragedia jest w stanie wyprowadzic Cię z błedu i
      pozowli zrozumieć co możesz stracić?

      sorry, ale takie posty jak Twój i takie osoby jak Ty(z takim
      podejsciem) zawsze będą mnie (łagodnie ujmując) irytowały - jestem
      mamą małego niepełnosprawnego dziecka - wyczekanego, upragnionego i
      pokochanego juz od pierwszego testu ciazowego - i nie umiem
      zrozumieć takiego podjescia do małej ZDROWEJ istotki jakie Ty
      reprezentujesz.

      jednoczesnie,zycze Ci abyś szybko odnalzała siłe do wychowywania i
      opiekowania sie swoim bezbronnym, uzaleznionym od Ciebie dzieckiem.
      • paulutek Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 10.06.10, 23:36
        Po części rozumiem Cie Alicjo bo sama zanim zaszłam w ciążę
        mówiłam,że nie bede miec dzieci,lubilam je ale tylko na
        chwile.Myślę,że jesteś kobietą o silnie rozwiniętym poczuciu
        niezależności i ciężko Ci przestawić sie z wygodnego trybu życia na
        taki,który wymaga poświęcenia sie komuś 24/24.U mnie problem minął z
        czasem (choć bywają dni,że tak jak Ty chciałabym wyjść i nie
        wrócić).Mam już dwóch urwisów i czesto łapie sie na tym,że zamiast
        pobawić sie z nimi,wolę sprzątać bo bałagan jest przy nich
        normalka.Mam głęboką nadzieję,że niedlugo Twoje samopoczucie i
        podejscie do dziecka sie zmieni.Nie czuj sie winna,taka jestes i to
        nie Twoja wina,że masz takie,a nie inne odczucia.Nie kazda kobieta
        czuje sie stworzona do rodzenia i macierzyństwa.Dobrze,że masz
        oparcie w mężu,wierzę,ze przejdziecie przez to.Pozdrawiam.
      • asia_i_p Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 12.06.10, 01:19
        Bardzo ciężko jest wychowywać dziecko niepełnosprawne. Pewnie, jeśli mnie to nie
        spotka, nie zdołam zrozumieć jak ciężko. Mam ogromny szacunek dla mam
        wychowujących swoje niepełnosprawne dzieci z akceptacją i miłością tak jak ty.

        Rozumiem nawet, że może ci tej akceptacji już nie starczać na resztę świata -
        ale wtedy dobrze jest po prostu zamilknąć. Jeśli nie można cierpiącego
        pocieszyć, to można mu chociaż dać spokój.

        My, mamy zdrowych dzieci, mamy prawo do naszych niepokojów, zmartwień,
        przygnębienia. Jeśli popadamy w depresję, to niekoniecznie dlatego, że jesteśmy
        rozpieszczonymi egocentrycznymi lalami - czasami życie się tak ułoży albo mamy
        bardziej podatną na depresję psychikę. To, że nasze dzieci są zdrowe, nie
        zobowiązuje nas do bezustannego śpiewania "Alleluja". A straszenie tragedią w
        takiej sytuacji jest nie fair.

        Na pewno są momenty, kiedy jest ci trudniej niż zwykle zaakceptować swoją
        sytuację - chciałabyś w nich usłyszeć, że nie masz na co narzekać, bo twoje
        dziecko jest przynajmniej ŻYWE? Chciałabyś być zawstydzana, pouczana i
        straszona? Jeżeli powiesz przygnębionej matce "a inni mają gorzej", to
        najczęściej nie stanie się mniej przygnębiona, tylko przestanie o swoim
        przygnębieniu mówić, będzie się go wstydzić. Rozumiem, że jej postawa cię
        irytuje, ale warto się czasem zastanowić, czy opłaca się na kogoś wylewać naszą
        irytację.
    • paul_ina Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 12.06.10, 09:02
      a gdzie w tym wszystkim ojciec dziecka?
      to jemu powinnaś o wszystkim powiedzieć i to on powinien Cię wysłuchać i zrozumieć.

      ja w ciąży czułam się dokładnie tak samo jak Ty. ale moje dziecko urodziło się z
      zapaleniem płuc, więc nie dostałam jej po porodzie, tylko przez 3 dni patrzyłam
      na nią przez szybkę, jak męczyła się pod aparaturą na patologii noworodka. to
      wystarczyło.
    • karolina.chonly Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 12.06.10, 23:33
      Nie wiem co pisali inni, bo nie mam tyle czasu, zeby to wszystko
      pisac, ale zapewne sie powtorze.

      Otoz ja mialam identyczna sytuacje. Jakby ktos przyszedl i
      powiedzial, ze ja wezmie, oddalabym bez zastanowienia, przechodzily
      mi kretynskie mysli, zeby ja moze do adopcji oddac, bo po co ma byc
      nieszczesliwa ze mna?
      Uczucia przyszly jak mala zaczynala mniej wiecej 4 miesiace... Moze
      Tobie teraz to wydaje sie wiecznosc, ale przeleci naprawde szybko.
      Uczucie narastalo, narastalo, narastalo... teraz mala ma 2 lata, nie
      dosc, ze nie wyobrazam sobie zycia bez niej, pluje sobie w twarz, ze
      kiedys tak myslalam to kocham ja tak mocno, ze nie jestem w stanie
      tego okreslic. To cale moje zycie, slonko, skarb, wszystko wszystko
      wszystko!
      Ja powiedzialabym, ze masz baby bluesa o ile juz nie poczatki
      depresji. Postaraj sie wlasnie ja zostawiac, wychodzic samej do
      ludzi, na zakupy itp. Jak mozesz umawiaj sie tez z dzieciatymi
      kolezankami itp. Jak mala za chwile zacznie sie do Ciebie usmiechac
      i edzie bardziej kontaktowa to sama sie zdziwisz jaka bedzie u
      Ciebie zmiana!
      Powodzenia!
      • pendzacy_krolik Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 13.06.10, 21:12
        a ja zawsze bardzo kochalam male dzieci, ale cudze. myslalam,ze
        swoje tez bede kochala bezgranicznie.niestety,nie mialam
        cierpliwosci i tez popadalam czesto w obojetnosc,gdy plakalo. i tak
        przez pierwsze dwa lata.gdyby nie cierpliwosc meza i pomoc to nie
        wiem,jak dalabym sobie rade. z ulga wrocilam do pracy,gdy syn mial
        2,5 roku.i juz wiecej dzieci miec nie chcialam.teraz czekam na wnuki
        od syna.obiecalam,ze mu wszystkie pomoge wychowac,jesli tylko
        zdrowie pozwoli ,no i bede na emeryturze. mysle,ze to lek przed
        odpowiedzialnoscia i zmeczenie opieka , a takze wyrzuty sumienia.ale
        na szczescie to mija z uplywem lat,jak to juz ktos przede mna
        napisal.
        • kellss Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 16.06.10, 00:19
          Alinko, przeszlam przez to samo. Jako traktowane jak smiec dziecko swojej matki
          nie umialam odnalezc sie w ciazy i w roli matki - cala ciaze palilam, udawalam,
          ze tylko jestem chora, ze , cytuje: zrobia mi cesarke, wyjma dziecko i bedzie
          jak przedtem. Pierwsze pol roku z zycia coreczki walczylam ze soba i calym
          swiatem. Sytuacji nie ulatwial fakt, ze bylismy z mezem zdani na siebie -
          tesciowie umieli tylko nas krytykowac, moj ojciec do dziecka jak pies do jeza.
          Musialo uplynac sporo czasu nim nauczylam sie byc matka, ba, nadal sie ucze. W
          pewnym mommencie zrozumialam, ze dziecko to nie moj wrog, ze ma tylko mnie i
          meza, ze kocha nas bezwarunkowo. Trudno mi jest wytlumaczyc jak to sie stalo, ze
          'zaskoczylam' jako matka. Mysle, ze moja niechec do dziecka, do bycia matka byla
          czesciowo spowodowana przez to, jakie doswiadczenia jako dziecko wynioslam z
          domu. Wierz mi, nie byly najlepsze. Corka ma teraz 4 lata. Mysle, ze okolo 3
          zajelo mi pokochanie jej. Jednego sie tylko strzeglam- robienia krzywdy. Moj
          Boze, jak ja siebie nienawidzilam za zle traktowanie dziecka. Jakby wstepowal we
          mnie duch mojej niezyjacej matki. Nie bylo to mile.


          Mysle, ze dasz sobie rade. Mysle, ze juz to robisz, bo pytasz, prosisz o pomoc.
          Czasem tak jest, ze milosci dopiero sie uczymy. Daj sobie czas, do niczego sie
          nie zmuszaj. Z tego co piszesz, wynika ze maz stara sie jak moze, by Cie w tym
          wszytskim nie poganiac. Moj byl taki sam i sie udalo. Powoli, spokojnie. Dasz
          rade - pamietaj, ze mi to zajelo okolo 3 lat. A teraz zycie bym oddala za małą.
          Trzymam kciuki - a najwazniejsze - nic na sile:)
          • zosia9 Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 22.06.10, 23:10
            To może pomogę choć trochę. Ja mam dziecko dzięki in vitro. I też
            nie byłam w stanie zaakceptować stuacji na początku. Miałam fajne
            życie, fajny związek super figure i pordóże. O dziecko starałam się
            i przez chorobe nigdy siebie nie pytałam czy dziecko chce mieć,
            tylko czy moge. Trwało to wszystko około roku ( starania jakies 5
            lat), potem zaczeło się stabiliować, ja coraz lepiej organizowałam
            sobie świat i teraz nie żałuje decyzji. Moje życie jest jak przed
            ciążą a może nawet i lepsze, bo nie stresuje się chorobą. Odzyskałam
            figure (którą dopiero teraz wszyscy doceniają, bo "po dziecku":),
            wróciłam do pracy i mam pełno planów zawodowych, już wyskoczyłam
            sama na weekend w jednej ze stolic europejskich a na wakacje
            jedziemy razem.
            Dziecko na codzień w żłobku, który uwielbia:)
    • babecior Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 25.06.10, 11:40
      u mnie na początku było podobnie. dziecko chciane, ciaza super (z
      malymi problemami). po porodzie problemy z kamieniem piersią, z
      pologiem. byłam wiecznie zmeczona, mały nie cchial ssac, spadał z
      wagi, wielki stres, ja codziennie na zsrzyki, co 2 dni na kontrole
      do lekarza, ja chlopaki spali ja wstawalam do lekarza,w nocy nie
      moglam sie dobudzic, a małego to juz w ogole nie mozna bylo
      dobudzic. wiecznie zmeczona. nie potrafilam go uspokoic, mial
      zaparcia. panicznie balam sie z nim zostac sama, az plakałam ze
      strachu. wszystko bylo automatyczne. wydawalo mis eze jestem zla
      matka, ze nie kocham dziecka, tylko sie go boje. ale powiedzialam o
      wszystkim mezowi, samo powiedzenie o tym pomogło. z czasem, kiedy
      mały podrósł, coraz mniej był "warzywkiem", było coraz lepiej. teraz
      na 4,5 miesiaca. czasami nadal czuje sie uwiazana, brak mi
      kontaktóe, ale bywaja chwile kiedy sie sam obroci, zrobi cos nowego
      to jestem szczesliwa. mam nadzieje, ze Ci to tez mozliwie szybko
      minie. moze sprobuj odciagnac mleko i wyjsc z domu? moze pomoże
    • zzz-3 alicia_78 15.07.10, 13:58
      Napisz,prosze czy cos sie zmienilo w Twoich uczuciach do dziecka?Jak
      jest teraz?Jak sie czujesz w roli matki?
      • alicia_78 Re: alicia_78 15.07.10, 18:21
        No nic się nie zmieniło niestety, choć trochę się już przyzwyczaiłam do nowego
        życia. Lubię ją, jak się śmieje, ale nie potrafię opanować złości jak płacze,
        mam ochotę wtedy ją udusić. Czasem mam dni i to niestety dosyć często, że mam
        nadzieję się już nigdy nie obudzić. Jakoś to macierzyństwo nie udało mi się...
        Przede wszystkim popsuły mi się relacje z rodzicami i mężem, czuję się bardzo
        samotna.
        • tully.makker Ponawiam propozycje 15.07.10, 18:43
          Daj dziecku sznase na szczesliwe zycie i oddaj je do adopcji.
          • ki_czort Re: Ponawiam propozycje 15.07.10, 19:06
            A byłaś u lekarza? Dostałaś jakieś poprawiające humor tabletki?
          • ikame Re: Ponawiam propozycje 15.07.10, 19:06
            myślę, że upłynęło zbyt mało czasu, by dawać autorce wątku takie propozycje. Na
            świecie mnóstwo jest matek, które przekonane o swojej wielkiej miłości krzywdzą
            dzieci psychicznie i fizycznie przez lata. Po pierwsze dziecko ma dwoje
            rodziców, więc nawet jeśli mama nadal nie może wykrzesać z siebie płomiennej
            miłości, to przecież jest tata (mam nadzieję kochający)i dalsza rodzina, która z
            pewnością dziecko kocha.
            Jasne, że brak matczynej miłości może być poważnym obciążeniem, ale o tym za
            wcześnie mówić - od założenia wątku minęło kilka tygodni...
            w tej sytuacji radziłabym ponownie przemyśleć wizytę u psychoterapeuty, a nawet
            psychiatry, bo wydaje mi się, że dałoby to realne korzyści (nawet za cenę
            skorzystania z chemicznych poprawiaczy nastroju), zanim autorka zacznie topić
            swe smutki w alkoholu, albo pracy ponad normę (i to będzie realna ucieczka od
            płaczacego dziecka). Nota bene, gdyby tata założył taki wątek, to mielibyśmy
            głaskanie po główce, dasz radę, zły nastrój przejdzie, pokochasz maluszka.... ech
            • alicia_78 Re: Ponawiam propozycje 15.07.10, 19:14
              Ale teraz to nie jest tak, że ja jej wcale nie kocham, tylko po prostu nie
              potrafię jej tego okazać. Troszczę się o nią, ale równocześnie wyprowadza mnie z
              równowagi.
              Aby iść do psychologa musiałabym zostawić z kimś dziecko. Wspominałam o tym,
              zostałam wyśmiana, że mam jakieś problemy. Czuję się upokorzona, więcej nie
              wracam do tych tematów, jest przecież mnóstwo tematów zastępczych w życiu, po co
              rozmawiać o swoich uczuciach.
              • kikki123 Re: Ponawiam propozycje 15.07.10, 19:56
                > Aby iść do psychologa musiałabym zostawić z kimś dziecko.

                Alicjo, spróbuj podzwonić po ośrodkach terapeutycznych i jeszcze to sprawdzić, z
                tego co słyszałam czasami istnieje możliwość zabrania ze sobą niemowlęcia,
                dobrze, żebyś miała wsparcie kogoś rozumiejącego Twoje uczucia i sytuację
                pozdrówka :-)
              • ikame Re: Ponawiam propozycje 15.07.10, 20:57

                >Wspominałam o tym,
                > zostałam wyśmiana, że mam jakieś problemy. Czuję się upokorzona, więcej nie
                > wracam do tych tematów, jest przecież mnóstwo tematów zastępczych w życiu, po c
                > o
                > rozmawiać o swoich uczuciach.

                no właśnie, dziecko i okazywanie mu miłości nie jest Twoim jedynym problemem,
                prawda?

                a niemowlę wpakuj do chusty i biegnij po pomoc dla siebie.

        • izabelski Re: alicia_78 15.07.10, 21:44
          na dzien dzisiejszy oprocz zapewnienia sobie pomocy psychologa lub terapeuty
          zadbaj o wszystkie potrzeby dziecka
          rob jej zdjecia co tydzien
          zaloz album
          zbieraj rozne drobiazgi i zrob pudelko z takimi pamiatkami na przyszlosc

          gdyby bylo na to przyzwolenie spolecznewiele matek opowiedzialoby o tym ile lat
          im zeszlo na pokochanie swoich dzieci...

          dziecku potrzebna jest stabilizacja, dobre traktowanie i rutyna
          milosc na dalszym miejscu

          jesli stworzysz malej bezpieczne dziecinstwo to bedzie podstawa dla waszych
          dobrych ukladow na przyszlosc
          • ki_czort Re: alicia_78 15.07.10, 22:00
            Kto Cię wyśmiał? Rodzina?
            Jeśli na taką pomoc i wyrozumiałość z ich strony możesz liczyć, to nie dziwię
            się, że macierzyństwo traktujesz niechętnie.
            Swoją drogą są dość opóźnieni skoro nigdy nie słyszeli o baby blues'ie (i są
            betony, skoro wyśmiewają propozycję pójścia do psychiatry/psychologa).
            • gonia_29 ona nie ma baby blusa 16.07.10, 00:00
              Poczytajcie post. Ona nie chciała mieć dziecka.
              • myszka_1405 troche luzu :) 16.07.10, 13:22
                nic juz nie dopisze madrego bo wszytsko juz zostalo powiedziane.... ale chcialam napisac zebys moze sprobowala znalesc jakas kolezanke ktorej bys mogla sie wygadac? moze tak sie troche "uwolnisz" od tego calego "wiezienia"?
                gdzie mieszkasz? znajdz kogos.... nawet na takim forum, pojdz na duze spotkanie, znajdz jedna chociaz matke ktora cie wyslucha a nie potepi.... moim zdaniem to by pomoglo.... taki odskok na chwile....

                a co do karmienia piersia to ja zrezygnowalam.... czulam sie jak na uwiezi.... od razu sie troche rozjasnilo.... mala przestala tyle plakac bo wkoncu sie najadala, dlugo spala a i ja moglam wtedy odsapnac....

                a co do kochania / niekochania.... to nic na sile.... nie mysl o tym, bo im dluzej myslisz o tym czy kochasz czy nie czy to dobra decyzja czy nie tym bardiej sie zalamujesz....
                wez na luz -> macierzynstwo nie musi "bolec" :)
                traktuj ja jak malego czlowieczka ktorego chcesz a nie musisz wychowac.... pomysl ze kiedys (w nie tak dalekiej przyszlosci) powie do ciebie mamo :) moze wtedy cos poczujesz :) zycze ci tego :)
                jak bedziesz chciala pogadac to pisz do mnie gg 3940525 :)
                • zzz-3 Re: troche luzu :) 16.07.10, 13:48
                  tak,masz racje co do karmienia piersia.ja jeszcze w trakcie ciazy
                  podjelam taka decyzje.u mnie najgorsze byly 3 pierwsze miesiace,bo
                  nieprzespane noce,kolki..z 4ro miesiecznym dzieckiem jest juz inny
                  kontakt co nie oznacza,ze czuje sie lepiej w roli matki...wole
                  myslec o sobie jako o opiekunce dziecka niz o matce...
                  • gonia_29 A od początku nie chciałaś mieć 16.07.10, 14:00
                    dzieci?1 Było u Ciebie podobnie jak w sytuacji Alicji?
                    • zzz-3 Re: A od początku nie chciałaś mieć 16.07.10, 14:13
                      ja po prostu nigdy nie bylam pewna czy sie zdecydowac na
                      dziecko.zdawalam sobie sprawe co oznacza wychowywanie
                      dziecka,myslalam o wszystkich minusach macierzynstwa.ale tez sie
                      zastanawialam,czy kiedys,kiedys za 30 lat nie bede tego
                      zalowac,tego,ze nie odwazylam sie "zaryzykowac",ze nawet nie
                      sprobowalam,tym bardziej ze mam dobrego meza...Balam sie,ze bede
                      zalowac tego,ze nie mam dziecka,ze "cos" strace swiadomie nie
                      decydujac sie na dziecko,ze cos mnie ominie...I dlatego tez "zdalam
                      sie na los" w tej kwestii...Po troche,aby to zycie zadecydowalo za
                      mnie...
                      • gonia_29 Re: A od początku nie chciałaś mieć 16.07.10, 14:30
                        Rozumiem, dzięki, żeś napisała.
                      • zzz-3 Re: A od początku nie chciałaś mieć 16.07.10, 14:33
                        ja zawsze sie balam tego(macierzynstwa) i tak naprawde nie czulam
                        potrzeby zostania matka. mozna powiedziec:nigdy nie chcialam miec
                        dziecka.
        • zzz-3 Re: alicia_78 15.07.10, 21:55
          Przyznam sie,ze czytalam Twoj watek i myslalam o Tobie i o tym jak
          bardzo Cie rozumiem,bo ja mam taka sama sytuacje.Nie kocham mojej 5
          miesiecznej corki..Pragne aby zniknela...Moje relacje z mezem sa
          teraz fatalne,rodzice uwazaja mnie za nienormalna...Nikt mnie nie
          rozumie.Nie wiem co robic.Smutne malo powiedziane bo to jest
          tragedia dla mnie.
          • alicia_78 Re: alicia_78 16.07.10, 14:46
            No widzisz. Najbardziej mi doskwiera samotność i brak zrozumienia. Mam dwie
            koleżanki, które wiedzą o wszystkim, ale to są tylko koleżanki...Boję się, że
            kiedyś w przypływie złości zrobię swojemu dziecku krzywdę, a tego bym sobie
            nigdy nie wybaczyła. Na pewno nigdy też jej nikomu nie oddam, bo na swój sposób
            mi na niej zależy. Mam chaos w uczuciach, od roku mam wrażenie, że żyję w jakimś
            koszmarze. Pocieszam się tylko tym, że niedługo wracam do pracy. Nie przedłużam
            macierzyńskiego, nie będę brała urlopu wypoczynkowego. Może to trochę uzdrowi
            sytuację.
            • zzz-3 Re: alicia_78 16.07.10, 15:06
              Widzisz,wracasz do pracy i to jest duzy plus.ja po macierzynskim nie
              moge wrocic bo nie ma juz miejsca dla mnie...Widzisz,oprocz tej
              niewoli dochodzi jeszcze brak niezaleznosci finansowej.Ja wiem,ze
              moje zycie skonczylo sie w momencie wiadomosci o ciazy,czuje,ze ja
              juz nie istnieje dla swiata.strasznie ciezko mi sie z tym zyje i
              musze udawac przed tesciami zadowolona mamuske.Czuje sie tak jakbym
              sie topila(brakuje mi powietrza),"mam noz na gardle". I jak ja mam
              tak zyc?jak wychowac(jeszcze madrze)to dziecko?? uciekam w zakupy,na
              silownie...byle z domu wyjsc,dalej od dziecka...jak zaakceptowac
              to,ze jestem matka??
              • aska80 Re: alicia_78 18.07.10, 21:33
                Z mojego doświadczenia (mam 4 letniego syna i niedługo rodzę córkę)
                powiem ci, że będzie coraz lepiej. Na pewno nie stanie się to z dnia
                na dzień, ale pokochasz córkę. Ja jak zaszłam w pierwszą ciążę,
                strasznie płakałam, jak młody się urodził również. Czułam, że moje
                życie się skończyło w momencie jak jego się zaczęło. Byłam
                praktycznie sama z nim na początku, mąż nie dostał urlopu. Też
                reagowałam złością jak płakał (zresztą do teraz nie lubię jak płacze
                albo marudzi, działa to na mnie alergicznie). Przeżyłam jednak te
                pierwsze najgorsze wg mnie lata. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez
                synka, kocham go najbardziej na świecie, jest mądrym i czułym
                dzieckiem, moim towarzyszem, prawdziwą pociechą i dumą. Nie martwię
                się już tak trudnymi chwilami, które mnie czekają po narodzinach
                córki, wiem że będę mieć przy sobie synka, z którym mogę porozmawiać,
                gdy nie ma męża. Głowa do góry, poza tym nikt nie obiecywał, że
                będzie łatwo. Ja robiłam wyrzuty mojej mamie, że nie powiedziała mi,
                ze macierzyństwo jest takie trudne. Powiedziała mi, że i tak bym nie
                uwierzyła i co by to dało. Ja z perspektywy czasu jestem dumna z
                siebie, że mimo moich problemów emocjonalnych dałam radę opiekować
                się synkiem sama z mężem (choć muszę przyznać, że mąż jest bardzo
                dobrym ojcem, który wyręczał mnie jak tylko potrafił). Mam prawdziwą
                satysfakcję, że mam takiego cudownego synka, który codziennie mi mówi
                jak mnie kocha, jaka jestem piękna, że aż mi głupio jak robi to przy
                innych. Cieszę się każdym dniem spędzonym z nim teraz jak już nie
                chodzę do pracy. Życzę ci tego samego.
                • verdana Re: alicia_78 18.07.10, 22:34
                  Masz problem, to na pewno. Ale masz także strasznie wyidealizowane
                  wyobrazenie o macierzyństwie. Niechęć do wrzeszczącego dziecka,
                  negatywne uczucia zrodzone ze zmeczenia, mysli "po cholerę mi to
                  było" - cóż, to jest normalne. Powstrzymywanie się siłą, aby nie
                  dolać dziecku, które po raz czwarty ryczy w nocy - cóż, to nadal
                  jest normalne. Mieszane uczucia - czulosci do smiejącego się i
                  gaworzacego dziecka i niechęci do ryczacego niemowlecia, ktore nie
                  da się uspokoić - cóż, to nadal jest normalne...
                  Szkoda, ze teraz tak mało sie o tym pisze. Że poradniki są pełne
                  idealistycznych zdań o bezgranicznej milosci, o symbiotycznej więzi,
                  o przelewaniu na dziecko wszystkich uczuć - a nie ma w nich niemal
                  nic o tym, ze wielu matkom małe dziecko bardzo przeszkadza, choć je
                  kochaja i że miłość do niemowlecia bywa głęboka, ale wcale nie
                  bezgraniczna. I ze 24 godziny na dobę z dzieckiem dla niektorych
                  kobiet to piekło. I że to wczale nie wróży źle na przyszłość...
                  • zzz-3 Re: alicia_78 19.07.10, 02:20
                    Dziekuje za wpisy..Ja nawet nie marze o milosci do dziecka a
                    chcialabym jedynie zaakceptowac,jakos pogodzic sie z tym,ze ono
                    jest.Podziwiam jednak te kobiety,ktore zdecydowaly sie na
                    drugie,pomimo fali negatywnych uczuc po pierwszym porodzie.Dokladnie
                    tak samo czuje,moje zycie sie skonczylo.Mam nadzieje,ze kiedys
                    jeszcze odzyskam radosc zycia,ze to mnie nie dobije.
                    • mawitka Re: alicia_78 19.07.10, 07:43
                      zzz-3, ja zdecydowałam się na drugie mimo, że po porodzie poczułam, że moje
                      życie się skończyło. Depresja 'dnia trzeciego' trwała u mnie ponad miesiąc. To
                      był naprawdę dłuuuuugi miesiąc. Dziecko było niespokojne, bo ja karmiąc
                      zalewałam się łzami, rozpaczałam nad straconą wolnością. Czułam się uwiązana,
                      zniewolona.
                      Też wydawało mi się przed ciążą, ze nie chcę dzieci. A teraz po ponad dwóch
                      latach czasami nachodzi mnie myśl, że traciłam czas na lata studiów, podróży,
                      kariery zamiast zaraz po liceum dzieci rodzić ;-) Ta refleksja oczywiście szybko
                      mija, ale chcę Ci pokazać, że będzie lepiej. Ja tak naprawdę dzieckiem zaczęła
                      się w pełni cieszyć, akceptować fakt zostania matką po około 6 miesiącach.
                      Pozdrawiam i trzymam kciuki.
                      • majan2 Re: alicia_78 21.07.10, 03:56
                        A może warto pomyślec o tarapii? choć na pewno powrót do pracy wiele może poprawić!
                        • zzz-3 Re: alicia_78 01.09.10, 00:44
                          podbijam temat po raz kolejny a moze powinnam pisac na poczte
                          Autorki? Alicjo,jak sie masz?czy powrot do pracy cos zmienil? czy
                          nadal nic sie nie zmienia?
                          • paul_ina Re: alicia_78 03.09.10, 14:59
                            zzz-3 a jak Ty się masz? Twoje wpisy mną lekko wstrząsnęły, depresja poporodowa niejedno ma
                            imię, trochę się polepszyło?
                            • zzz-3 Re: alicia_78 04.09.10, 01:19
                              ach,dziekuje. tak naprawde to...marze o tym aby cofnac czas i nie byc matka.. Ale nie
                              rozpaczam tak jak kiedys. Ucze sie kontaktu z dzieckiem obserwujac meza,moja mame i reszte
                              rodziny,jak mowia do dziecka,co mowia..wiem-to dziwne,ale ja zupelnie nie moglam sie przelamac i
                              jakos nawiazac z nim kontakt. Niby to takie naturalne a ja kompletnie nie potrafilam nic zagadac do
                              wlasnego dziecka.. Jest lepiej i mam nadzieje,ze zaakceptuje to,ze jednak jestem mu
                              matka.Przygnebiajacy jest ten ciezar odpowiedzialnosci niestety.

    • tagruba Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 05.09.10, 10:25
      Witaj. Czytam twoj watek i mam wrazenie ze sama go kiedys napisalam, doskonale
      wiem jak sie czujesz i jak bardzo jest Ci z tym zle. Kiedy urodzila sie moja
      corcia caly swiat sie zawalil, nie chcialo mi sie zyc, jedynym marzeniem bylo
      zeby to cos zniknelo. Patrzylam na to bezbronne stworzonko i nie moglam
      zrozumiec jak to mozliwe ze zabrala mi cala radosc zycia, moja wolnosc. Bylam
      przerazona a ona wciaz plakala i plakala, nocami blagalam Boga zeby cofnal czas,
      zeby to sie nigdy nie wydarzylo. To byl koszmar. I bylo tak mniej wiecej przez
      trzy miesiace dopoki malusia nie zaczela wykazywac zainteresowania moja osoba.
      Zaczelam sie jej przygladac i kiedy swoim pierwszym swiadomym usmiechem
      obdarzyla swojego ojca zrobilo mi sie przykro no bo przecierz to ja staralam sie
      nia opiekowac a on byl tylko z doskoku. Pamietam jak spala u nas w lozku i
      zaczela po cichutku kwilic, przysunelam sie do niej a ona wtulila swoja glowke w
      moja piers i zasnela, a potem bylo juz coraz wiecej momentow w ktorych
      zaczynalysmy sie rozumiec. Doroslam do tego zeby byc matka i napewno jest wiele
      kobiet ktore sie z tym rodza ale ja musialam sie tego nauczyc i moze tak samo
      jest z Toba. Poczekaj chwilke, nie stawiaj jeszcze na Was krzyzyka. To moze
      potrwac ale kiedys poczujesz to uczucie kiedy wiesz ze to cudo ktore trzymasz w
      ramionach jest tylko Twoje ze zalezy od Ciebie.
      Dzisiaj nie wyobrazam sobie zycia bez mojej kruszyny i chociaz urwis z niej
      straszny to KOCHAM JA jak nikogo innego na swiecie.
      Zycze Ci wytrwalosci i sily i nie zalamuj sie bo najgorsza zecza jaka mozesz
      zrobic to sie poddac.
      Bede przegladac to forum i mam ogromna nadzieje ze kiedys napiszesz "Nie
      potrafie niekochac wlasnego dziecka"
      Ucaluj dzidzie ode mnie.
      Goraca pozdrawiam Izabela

    • klepska Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 07.09.10, 10:00
      nie ma w tym co piszesz nic dziwnego - przynajmniej dla mnie!
      ja kontakt z córką złapałam dopiero jak miała ok.7 miesięcy.
      Dwa dni po CC wylądowałam na OIOMIe z zatorem płuc. Spędziłam tam dwa tygodnie. Przez tydzień nie miałam kontaktu z córką, nie mogłam też już wogóle karmić piersią. Gdy wróciłam do domu chciałam ją poprostu oddać a najlepiej mi było gdy jej nie było.
      Teraz ma dwa lata! kocham ją ponad życie,.
      Poczekaj kilka miesięcy a zobaczysz - przejdzie Ci. Masz poprostu deprechę.
      Wiem, że jak będziesz to czytać to w myślach będziesz mówić ale Wy nic nie rozumiecie, to nie jest tak...
      Ale poczekaj.......:)
      Teraz trudny okres przed Tobą i zapewne morze wylanych łez i bicie się z myślami...
    • magumagu Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 14.09.10, 09:10
      Droga alico_78.
      Otóż nie jesteś egoistką - gdybyś nią była, zostawiłabyć małą z babcią a sama poszła z mężem do kina. Utrwaliłaś w sobie przekonanie, że tego dziecka nie chcesz, że rodzina Cię zmusza, itp. Po co się na tym ciągle skupiać? To fakt - dziecko już jest i ryczy potrzebując cycka. Kiedy mój syn był mały miałam podobne uczucia, z tym, że było to w momencie kiedy jeszcze na dobre się nie rozkręciłam zawodowo, więc dodatkowo myślałam, że gdyby nie dziecko, to czego ja bym w życiu nie osiągnęła. A jednak są kobiety, które mają nawet 3 dzieci i jeszcze rozwijają się zawodowo... Są kobiety, które wracają do pracy tuż po porodzie i mają szczęśliwe i dobrze wychowane dzieci, ponieważ od maleńkości czuły, że nie są pępkami świata- tak naprawdę dzieci nie potrafią sobie z taką "władzą" i byciem w centrum poradzić.
      Także teraz, po 6 latach uważam, że trzeba sobie układać życie po swojemu - czas tak szybko mija, ani się obejrzysz, jak mała pójdzie do przedszkola i będziesz się zaśmiewała z jej "hasełek". Masz też męża, który Ci pomaga - to wielki skarb, da Twojej córce poczucie własnej wartości, a to posag na całe życie. Więc dbaj o tego męża, zanim on wpadnie w jakąś depresję - rozmawiaj z nim, zajmujcie się dzieckiem razem, twórzcie swoje rytuały w trójkę, żeby żadne z was nie czuło się opuszczone.
      Może spróbuj sobie wypisać na kartce rzeczy, które możesz zrobić w swojej sytuacji, nawet, jeśli wydają Ci się nieprawdopodobne, np. pakuję się i uciekam (a za tym powody dlaczego NIE CHCESZ tego zrobić). Albo "za tydzień wracam do pracy" - i cały plan, jak to urzeczywistnić.
      Jedno jest pewne - nigdy już nic nie będzie takie jak przed urodzeniem dziecka i bardzo dobrze - nie można zawsze być w tym samym miejscu w życiu. A jeśli chodzi o uczucia względem małej - naprawdę, nie jesteś jedyna. Właściwie to jednostki, kobiety, które poznałam, które poza dziećmi świata nie widziały i tylko dzieciach potrafiły rozmawiać (dodam - dla mnie to rozlazłe pańcie, bardzo przepraszam, ale miałam wrażenie, że mają dzieci, żeby wreszcie mieć o czym gadać). Resztę dzieci z irytują :-)
      • misiadocalowania Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 14.09.10, 20:59
        jak jest teraz?
        pisz
        moja ma 4 lata i minelo mi, gdy miala tak ok. 2-2,5

        ale jak wracam do jej okresu niemowlecego, to mam az ciarki
        nigdy wiecej
        • lilyrush Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 16.09.10, 14:08
          misiadocalowania napisała:

          > jak jest teraz?
          > pisz
          > moja ma 4 lata i minelo mi, gdy miala tak ok. 2-2,5
          >
          > ale jak wracam do jej okresu niemowlecego, to mam az ciarki
          > nigdy wiecej

          Też jestem ciekawa jak teraz?
          Mój ma ponad 4 lata i nic mi nie minęło. Gdybym mogła to cofnęłabym czas.
          Ale jakoś żyje, choc z jego ojcem rozwiodłam sie juz dawno temu
          • alicia_78 Nic 17.09.10, 21:34
            Zmieniło się niewiele. Po powrocie do pracy stresu mam dwa razy więcej, jestem zmęczona fizycznie i psychicznie. Wszystko i wszyscy mnie irytują. Mam dość. Czuję się podle.
            • aga_agula82 Re: Nic 18.09.10, 00:00
              Czytałam cały watek i co kilka dni wpadałam do niego,aby zobaczyć co u Ciebie.a moze napisz Nam(choc wiem,ze to nie to samo),co Twoim zdaniem pomogłoby Ci,co sparwiłoby,żebyś czuła się lepiej,uśmiechała się i miała lepszy nastrój?!może małymi kroczkami zdobędziesz więcej pozytywnych myśli,które sparwia,ze Twoje zycie będzie barwniejsze i nie będziesz czuła sie podle.ściskam
            • alienor Re: Nic 18.09.10, 00:57
              Mnie się wydaje, że męczysz się tak bardzo dlatego, że nie chcesz wziąć odpowiedzialności za własna decyzję, czujesz się wrobiona w macierzyństwo przez rodzinę i masz w sobie z tego powodu dużo złości, którą odczuwasz jako złość na dziecko, a w rzeczywistości jest to złość i frustracja osoby, która chce żyć własnym życiem i mówić własnym głosem, ale nie potrafi, bo nie odpępowiła sie od rodziny i za bardzo zależy jej na tejże rodziny akceptacji. Walczysz o to na swój sposób: mówiąc im o swoich uczuciach i niechęci do dziecka, ale osiągnęłas tylko tyle, że się poobrażali. I nic dziwnego. Rzecz w tym, że to Ty masz zaakceptować to, co jest i zastanowić się, jakie masz opcje i podjąć wreszcie decyzję: co możesz, a czego nie możesz dać swojemu dziecku i co możesz zrobić dla siebie, żeby nie być wykończona fizycznie i psychicznie. Postawa "nie chcę, ale muszę, nie mogę tego odmówić dziecku, choć wcale nie mam na to ochoty" jest niedojrzała i wcale dziecku nie służy. Polecam dobrego psychologa, ale może nie tego, do którego chodziłaś i który sprawiał, że podjecie decyzji o dziecku wydawało ci się nie takie złe. Pachnie mi to popychaniem cię w jakimś kierunku. Dobry terapeuta pomoże ci dostrzec różne opcje i możliwości jakie masz, ale ani przez chwilę nie pozwoli ci zapomnieć, że to ty i tylko ty podejmujesz decyzje w swoim życiu, ze wszystkimi konsekwencjami.
              • nowy99 Re: Nic 19.09.10, 00:08
                Słuchajcie, Alicja radzi sobie z tą mieszanką wybuchową uczuć, tak, się mi, po [przeczytaniu całego wątku, wydaje. Jest twardą, konsekwentną kobitą. Już fakt, że wróciła do pracy zawodowej, podjęła tę "męską" decyzję za tym przemawia. Trzeba dać jej jeszcze te pół roku, no, 8-10 miesięcy, by nabrała wprawy w układanie życiowych klocków należycie sprawnie. W końcu jedno dziecię życia nie powala. Gorzej mają kobitki z dodatkowymi problemami typu: nie ten facet...
                A swoją drogą, zastanówcie się, czy ta depresja okołoporodowa i poporodowa nie ma zalążka w czymś obok czyli właśnie w jakiejś stresującej sytuacji rodzinnej, czy w nieakceptacji partnera... Może nie kochacie dziecka, bo nie kochacie jego ojca i chciałybyście wszystko cofnąć. Troszkę wiem coś o tem, mieliśmy takie potknięcie z rozstaniem włącznie, po narodzinach nieplanowanego syncia...
                Wydaje się mi, że jak dzidzi ma te 15 miechów to jest na tyle fajne, że czas się zacząć nim delektować, te chwile nigdy później nie wrócą.
                I wierzcie, nie chwile spędzone w sklepie na oglądaniu ciuchów czy perfum, nie chwile spędzone na skakaniu w siłowni będziecie za 10, 15 lat wspominać. Będą to własnie momenty z bohaterem Waszym dzidziusiem.
                • nowy99 Re: Nic 19.09.10, 00:38
                  jeszcze jedno: a może Alicja była podobnie traktowana w domu, albo może widziała taki model zachowania. Bo, szczerze mówiąc trochę przerażająco brzmią wyznania o chęci uduszenia płaczącego maleństwa - jej włącza się jakaś szufladka z agresją. Musi szukać więc przyczyny takiej reakcji w przeszłości, może mama była agresywna do niej, rodzeństwa?
                  W sytuacji gdy dziecko płacze mi (a byłam w b.stresującej sytuacji życiowej: pozostawiona przez rzekomo kochającego faceta, studia przerwane czyli bez kasy, na pastwę kłócących się rodziców, mama z depresją - jedna wielka kicha) włącza się żal i smutek co mu dolega, jak mu pomóc.
                  W ogóle gdy poczytałam Wasze posty to niepokojące jest to jak często piszecie o nerwowości do swoich dzieci, zachowaniach agresywnych. Ja miałam taką krzycząco-bijącą mamę. I wyciągnęlam z tej lekcji wniosek: nigdy nie krzyknę, nie uderzę. I wiecie co, doświadczam naprawdę pięknego macierzyństwa (ruchliwy uparty z podejrzeniami ADHD 14-latek i 16 miesięczna baba urodzona z tipsami - tyle w niej pazurzego charakterku:)
                  Trza się wyluzować bo matka bijąco, szarpiąco krzycząca będzie pełna nienawiści do siebie i braku szacunku do siebie, a za tym już stoi frustracja, agresja, wrzaski, kłótnie i niechęć partnera. A chyba tego nie chcemy...
                  • alicia_78 Re: Nic 19.09.10, 09:40
                    Dziękuję za wsparcie. znalazłam go tutaj, bo na rodzinę raczej liczyć nie mogę. Może rzeczywiście jest tak jak piszesz, wyniosłam złe wzorce z domu, sama chyba byłam takim dzieckiem z rozsądku, bo mama miała już swoje lata. Teraz okazuje się, powielam schemat...
                    Sęk w tym, że ja nie mam już żadnej motywacji do zmian. Dzień mija za dniem, pocieszam się, że kiedyś może będzie dobrze. Zła jestem głównie na siebie, że uwierzyłam, że coś się zmieni po porodzie, że nagle dostane przypływ uczuć. To mnie złości. Czuję się oszukana przez bliskich, którzy wmawiali, że mimo, że nie lubię dzieci, swoje pokocham od razu. A teraz się dziwią, że chodzę niezadowolona i smutna.
                    • nowy99 Re: Nic 19.09.10, 12:53
                      A może przesadzasz z tym Twoim pojawieniem się u rodziców z rozsądku, może fakt, że mama miała Ciebie póxno wcale nie o tym świadczy...
                      Warto, abyś zastanowiła się dlaczego nie lubisz dzieci, może tu powielasz jakiś modny stereotyp, może tak naprawdę powody, dla których nie lubisz dzieci, nie są dostatecznymi powodami.
                      Ja też nie jestem zapaloną mamuśką, moja mama całe życie straszyła mnie: nie narób sobie tylko dzieci, bo będziesz przegrana. I dziś, gdy tylko mam jakiś kłopot z dzieckiem i jej mówię, to znów włącza płytę o straconym życiu, bo miałam być, jak i ona, artystką, ale dzieci nam przeszkodziły - taaakie bzdury że aż boli...
                      Nie jestem niewykształconą plastikową jedynaczką. Strojenie i przesadne dbanie o wygląd mnie po prostu nudzi, nie lubię łazić po sklepach i skupować kolejne ciuchy, buty czy torebki. Dbam o zdrowie w sensie kondycji, zdrowego odżywiania się, ale też dbam bardzo o wewnętrzny stan psychicznej homeostazy, uwielbiam szperać w Empiku, okładam się dobrą literaturą, choć mam za mało czasu by ją ogarniać w całości.
                      Pamiętaj, że dzieciaki są szczere, autentyczne, nie grają nikogo innego, i jak mało który dorosły, są wesołe i potrafią cieszyć się z pierdoły. I naprawdę mało która praca zawodowa kręci bardziej i cieszy, większość roboty jest nudna, patrz praca w korporacjach - nuuuda jak smok, do tego użeranie się ze współpracownikami, znoszenie fochów i kaprysów zwierzchników, stres, fałszywe relacje, zazdrość. Dopiero jak człowiek wraca do domu, do męża (przyjaciela), do rozbrykanych bałaganiących dzieci, może się wyluzować i poczuć bezpieczny.
                      Jeszcze jedno: tak bardzo kobiety dbają o wygląd, włosy, paznokcie, ciuchy i masę detali na sobie, a tak słabo dbają o swoje wnętrza, piękno wewnętrzne. A potem są zdziwione, że mąż krzywo patrzy i nie ma już w jego wzroku tego wcześniejszego uwielbienia. Dlaczego. Ano bo zoczył potwora w tym pięknym przebraniu. I to dopiero jest zgrzyt.
                      Mężczyźni chcą nas takie piękne w środku jakimi jesteśmy na zewnątrz. Chcą widzieć w nas człowieka, przyjaciółkę, ciepłą istotę, a nie tylko plastikową piękność.
                      Jeszcze jedno: człowiek nie żyje dla siebie, jest wart tyle ile potrafi dać siebie innym. I to nas czyni prawdziwie bogatymi i szczęśliwymi, i spełnionymi.
                      Sorki za chaotyczność i nieszczęśliwie sklecone zdania, ale ścigam się ze snem mojej córci, ona zawsze wyczuwa, że robię coś przyjemnego i natychmiast się budzi...cwaniara.
                      Pzdr
                      • zzz-3 Re: Nic 19.09.10, 15:31
                        Tak,to prawda. Ale jak zaakceptowac ta nowa sytuacje? Jak sie z nia wewnetrznie pogodzic?
                    • lilyrush Re: Nic 20.09.10, 10:15
                      alicia_78 napisała:

                      > Sęk w tym, że ja nie mam już żadnej motywacji do zmian. Dzień mija za dniem, po
                      > cieszam się, że kiedyś może będzie dobrze. Zła jestem głównie na siebie, że uwi
                      > erzyłam, że coś się zmieni po porodzie, że nagle dostane przypływ uczuć. To mni
                      > e złości. Czuję się oszukana przez bliskich, którzy wmawiali, że mimo, że nie l
                      > ubię dzieci, swoje pokocham od razu. A teraz się dziwią, że chodzę niezadowolon
                      > a i smutna.

                      Z mojej perspektywy powiem Ci, ze kiedyś będzie lepiej- tzn dziecko rośnie i coraz mniej sie trzeba nim zajmować a w okolicach nastoletnich matka mu nawet przeszkadzać będzie. Ale pisanie, ze kilkunastomiesięczna dzidzia jest słodka to dla mnie jakaś paranoja. Już lepszy był niemowlak, bo jego sie obrobiło i tyle. A takie juz chodzące i nie potrafiące sie wysłowić dziecko, które chce, żeby się nim zajmować to kosmos.
                      Co do rodziny- ja nie mogę narzekać, bo moja mama widzi co sie dzieje i to ona praktycznie zajmuje sie przez większość czasu synem. Rozmawiałam o tym z psychiatra (bo ja akurat sie leczę od wielu lat) i chyba wreszcie ona pomogła mi się z ta sytuacja pogodzić- tzn- jeśli moja mama chce sie synem zajmować to niech to robi. Moja wściekłość i frustracja przy zajmowaniu sie dzieckiem nikomu w niczym nie pomogą i będzie tylko gorzej.
                      Wiec tak sobie jakoś żyjemy
                      A ponieważ ja na 1000% wiem, ze nie che juz nigdy mieć dzieci, to żeby nic takiego się nie zdarzyło poddałam sie sterylizacji.
                      • doctor.no.1 Re: Nic 21.09.10, 09:08
                        A ja sobie myślę lilyrush, że jesteś nieźle pokręcona i pewnie Towja matka miała w tym swój udział.... a teraz oddajesz swoje dziecko osobie, która wpłynęła prawdopodobnie destrukcyjnie na Ciebie...

                        Rozumiem, że syn nie ma ojca, który mógłby przejać opiekę?
                        • lilyrush Re: Nic 21.09.10, 10:16
                          Moja ma jest akurat bardzo normalna i zrównoważona osoba, która przez wiele lat była nauczycielka w szkole specjalnej i dokładnie wie co robi.
                          Syn tatusia ma, tylko tatuś jakoś niekoniecznie chciałby syna wychowywać. Na razie muszę walczyć o bieżące spotkania.
                          Nie wiesz nic o moim życiu to sie łaskawie nie wypowiadaj nieproszona, bo piszesz kompletne bzdury
                          • doctor.no.1 Re: Nic 21.09.10, 12:51
                            Wypowiadajac się na forum chyba należałoby liczyć się z tym, że inny użytkownik forum odniesie się do Twojej wypowiedzi... :) Nawet bzdurnie ...

                            Oczywiście, że nie wiem nic o Twoim zyciu, aczkolwiek pewne mechanizmy - skąd się biorą pokręceni dorośli, którzy kiedyś byli nieszczęśliwymi dziećmi - są w rodzinach takie same. Jeśli dla Ciebie taką traumą jest posiadanie dziecka, że poddałaś się sterylizacji to automatycznie kierunkuje HIPOTEZĘ na zdolności wychowacze Twoich rodziców ( w tym właśnie matkę).
                            A nauczyciele - również Ci ze szkół specjalnych - też popełniają straszliwe błędy. Żaden to zatem dowód.
                    • magumagu Re: Nic 22.09.10, 09:20
                      Droga Alicio_78.
                      Po przeczytaniu Twojego wpisu o tym, że po powrocie do pracy nadal jesteś sfrustrowana wróciłam do Twojego pierwszego wpisu - trochę chyba Cię zrozumiałam.
                      Pisałaś, że już wcześniej nie miałaś stabilnej sytuacji rodzinnej.
                      A nie jest przypadkiem tak, że taka po prostu jesteś? Humorzasta i wiecznie niezadowolona?
                      Mam taką osobę w rodzinie i wiem, że nigdy nie można jej dogodzić. Nie wiem, jak Ty, ale ona jest jedynaczką, która mogła sobie w domu pozwalać na "humory", którmi terroryzowała wszystkich naookoło. Patrz - Ty też zaangażowałaś w swoje problemy mnóstwo osób na forum. Moja kuzynka podobnie - jest jak tornado, wciąga każdego, kto znajduje się w jej zasięgu, ale wcale nie jest przez to szczęśliwsza.
                      Tak obiektywnie rzecz biorąc masz w życiu bardzo dużo - rodzinę (wierz mi bardzo dużo ludzi marzy o tym), zdrowie, zdrowe dziecko, dobrego męża, pracę... Często jest tak, że wystarczy zmienić sposób postrzegania swojego życia, problemów, siebie i okazuje się, że nie jest źle...
                      W każdym razie nie ma żadnych powodów, żebyś wywoływała poczucie winy we wszystkich naakoło.
                      Może powinnaś podjąć się jakiegoś wolontariatu, jest mnóstwo potrzebujących ludzi, może wreszcie wtedy zrozumiesz co to obowiązki, nieszczęście, "pech", choroba. Może to pozwoli Ci zmienić perspektywę i docenić to, co masz...
                      • lilyrush Re: Nic 22.09.10, 09:51
                        Jakos zupełnie nie rozumiem związku Twojego postu z problemem autorki?
                        Jak wolontariat ma jej pomóc w tym, ze nie czuje sie zupełnie w roli matki i ma dziecko, którego tak naprawdę w jej odczuciu nie powinna mieć?

                        Tu nie chodzi o to, ze ona jest niezadowolona z życia,
                        Poza tym na siłę nikt nikogo w swoje problemy nie wciąga. Skoro uważasz, ze autorka jest taka zła jak ta osoba w Twojej rodzinie to po co dajesz sie wciągać i odpisujesz?

                        Moim zdaniem zupełnie nie rozumiesz problemu
                        • magumagu Re: Nic 22.09.10, 10:11
                          Hmmm, a jaki Ty masz sposób na zminę sposobu myślenia?
                    • damodia Re: Nic 13.02.11, 11:03
                      Zacznij być dorosła. Jak na razie, to zachowujesz się jak dziecko z pretensjami do rodziców że kazali mu jeść tran jak ono nie lubi.... Popracuj z psychologiem nad swoimi relacjami z rodzicami i mężem, nad jakością swoich relacji z ludzmi i UMIEJĘTNOŚCIĄ BRANIA ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SWOJE WYBORY. Jeśli żyjesz tak -jak inni tego chcą- a nie tak jak sama chcesz- to też jest Twoj wybór. Nieodpępowiłąś się i nie zbudowałaś siebie samodzielnej i odrębnej jednostki. Najwyższa pora to zrobić, a nie wyżywać się teraz na dziecku-czyli na najsłabszym i niewinnym- za żale do twojej rodziny. Frustracje dotyczące rozliczenia z rodziną- wylej na nich i IM je powiedz, nie wylewaj na dziecko.
                      • sanciasancia Re: Nic 13.02.11, 13:13
                        Jak sama napisałaś w jednym z postów
                  • vangie Re: Nic 21.09.10, 12:04
                    mnie tez sie czasem wlacza szufladka z agresja jak maluch placze i co? mysle, ze to zalezy od charakteru, osobom wybuchowym moze sie wlaczac agresor; u mnie to zalezy akurat od poziomu nudy, zmeczenia, zniechecenia
                    jak jestem wyspana i w dobrym humorze to sobie moge zgadywac dlaczego dziecko placze, analizowac i przeciwdzialac, a jak jestem zmeczona to mysle tylko jak tu go naszybciej uciszyc, albo przynajmniej wyladowac ta zlosc narastajaca we mnie
                    zdarzalo mi sie krzyczec na niemowle, ale tez zdarzalo mi sie z nim razem plakac z bezsilnosci, bo ze zmeczenia nie moglam przeanalizowac dlaczego placze

                    uczucia sa normalne, to raczej to co z nimi zrobimy mowi o tym jakimi ludzmi jestesmy
                    • nowy99 Re: Nic 21.09.10, 13:35
                      Krzyczenie na niemowlę NIE jest normalne. Jak masz wątpliwości zapytaj speców od wychowywania niemowląt.
                      Po prostu krzycząc na niemowlaka robimy jemu i sobie także kuku. Plony z tego będą murowane.
                      • vangie Re: Nic 22.09.10, 10:56
                        spece od wychowywania niemowlat opisuja sytuacje idealne, a my jestesmy tylko ludzmi
                        zgadzam sie, ze nie powinno sie na niemowleta krzyczec, ale ja nie jestem idealem i przyznaje, ze mi sie zdarza
                        trudno, najwyzej wyrosnie jeszcze jeden nienormalny dorosly
                        a to, ze zdarza mi sie krzyknac, nie oznacza, ze kocham moje dziecko mniej
                        • kiki345 Re: Nic 10.02.11, 11:03
                          Alicjo,znalazlam Twoj post po takim czasie...napisz jesli mozesz i bedziesz chciala jak ulozyly sie Twoje stosunki z córeczka...czy milosc przyszla??
                          mam nadzieje ze tu zagladasz
        • wen_yinlu Re: Nie potrafię pokochać własnego dziecka (długi 23.05.11, 00:03
          > jak jest teraz?
          > pisz
          > moja ma 4 lata i minelo mi, gdy miala tak ok. 2-2,5
          >
          > ale jak wracam do jej okresu niemowlecego, to mam az ciarki
          > nigdy wiecej

          Mi przeszło również dokładnie gdy mała była w tym wieku i też (od 6 lat już) jestem na 100% przekonana że nigdy więcej. Ja plus niemowlę = irytacja, smutek i chęć ucieczki, tak jakby było się w pułapce.
          Wszystkim na ucięcie tematu kolejnych dzieci odpowiadam, że więcej dzieci mieć już nie mogę z powodów zdrowotnych i się zamykają.

          Teraz jestem zżyta z moją córką, ale i tak najbardziej chyba lubię dni gdy jest w szkole przez jakąś część dnia, a ja siedzę w pracy. Po prostu muszę ją sobie dozować odpowiednio ;) ale mam tak samo też z mężem i w ogóle z innymi ludźmi, MUSZĘ mieć okresy samotności i czas dla siebie bo inaczej wariuję. Może to wszystko wynikało właśnie z tego i braku jakiegoś hormonalnego doładowania. Moja mama była zresztą bardzo podobna, jej matka też (tylko z porządną dozą agresji - u mnie to raczej była irytacja i wycofanie).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka