Czuję się zagubiona

29.06.10, 14:14
Po kolejnej z rzędu akcji mojego męża poczułam, że tym razem nie mam siły
ciągnąc tego wózka sama.

Ale od początku.
Pobraliśmy się 17 lat temu, po rocznym, bardzo intensywnym byciu razem. Fakt -
ślub był raczej na skutek nacisków rodziców, którzy nie zgadzali się, abyśmy
jako studenci zamieszkali razem, bo co ludzie i rodzina powiedzą.

Po ślubie miałam poczucie klęski - odpowiedzialnośc mnie przygniotła. Miesiąc
poślubny przepłakałam. Ale jakoś stanęłam na nogi i oswoiłam powagę decyzji
podjętej pospiesznie przez 21-22 ludzi (bo po tyle właśnie wówczas mieliśmy lat).

7 lat po ślubie urodził się pierwszy syn, 21 miesięcy pozniej - drugi. W
międzyczasie zaliczyłam silna depresje poporodową, niestety nikt nie wyłapał,
że ze mną dzieją się na tyle niepokojące rzeczy, aby wysłać mnie do lekarza. A
ja nie umiałam się przed sobą przyznać, że mam problem i musze sie leczyć. To,
że mój mąż, ktory jest pracoholikiem spędzającym po 7 dni w tygodniu w pracy a
wowczas dodatkowo wbrew mojej woli spędzający większą czesc tygodnia poza
miejscem zamieszkania (bez zadnych ustalen ze mna zdecydowal sie na roczna
delegację w Wawie w czasie mojej pierwszej ciazy) pewnie tez wielu spraw mi
nie ulatwily.
Tak, w depresji nie zachowywalam sie normalnie. Bylam niestabilna emocjonalnie
i generalnie nie zachowywałam się jak osoba dojrzała.

W pewnym momencie postanowiłam jednak zabrać się za siebie. Na tę decyzję
wpłynęlo parę bardzo trudnych sytuacji zyciowych (operacja guza krtani,
pęknięcie czaszki u mlodszego dziecka po upadku na chodniku, miesięczny pobyt
męża w szpitalu), które wywróciły moje priorytety do góry nogami i sprawiły,
że dojrzałam. Zwolnilam sie z bardzo dobrze platnej pracy i postawilam zajac
sie dziecmi, ktore nie dosc, ze nie maja ojca, to w zwiazku z moja bardzo
absorbujaca praca przestawaly miec rowniez matke. Pieniadze w domu byly, wiec
uznalam (w porozumieniu z mezem, ktory zadzwonil do mnie i powiedzial, ze mnie
kocha i popiera moja decyzje), ze lepiej mieszkac w mniejszym mieszkaniu i
miec kontakt z dziecmi, niz przez 30 lat splacac ogromny kredyt zaciagniety na
dom, ktory i tak bedzie dla nas wszystkich pelnil jedynie funkcje sypialni.

W tej chwili leczę depresję, jestem stabilna emocjonalnie, poukładałam sobie
priorytety życiowe. Jednym slowem - doroslam.

Niestety, mój mąż nie dorósł.

Generalnie facet ma uświadomioną/nieuświadomioną (?) skłonnośc do manipulacji
i jest raczej człowiekiem niedojrzałym emocjonalnie. Mozliwe, że ma depresję
(po 10 latach sprawowania powaznej funkcji kierowniczej został, z racji
zakonczenia kadencji, "szeregowym" pracownikiem wyzszego szczebla).

Trzy dni temu po raz kolejny doszło miedzy nami do nieporozumien zwiazanych z
jego stosunkiem do pracy. Mam wrazenie, ze jemu jest prosciej w sobote czy
niedziele na wiele godzin uciec do roboty niz stawic czolo obowiazkom
zwiazanym z rolą ojca czy męza.

Maz zareagowal histerycznie. Zaczal na mnie krzyczec, ze nic tylko mi zalezy
na pieniadzach przez niego zarobionych (co nie jest prawda, bo wieloktornie mu
powtarzalam, ze dla mnie wazniejsze jest byc niz miec), ze generalnie mi sie
do roboty chodzic nie chce, ze jestem leniem. A potem w histerii przy
dzieciach krzyknal, ze wobec tego on skonczy ze soba i pobiegl w strone okna.
Przerazone dzieciaki (9,5 i 7,5 placzac pobiegly za nim).
Ja juz nie kupuje tego typu szantazy, bo to nie pierwszy raz. I o ile
poprzednimi razami czulam sie winna za cala sytuacje, o tyle tym razem, po
wielu latach dotarlo do mnie, ze to nie moja wina, ze moj maz funduje nam
traume i ruinuje psychike dzieciakow (nie czarujmy sie, takie rzeczy zostaja w
czlowieku na wiele lat). To nie moja wina, bo przeciez, jesli go wkurza to, co
robie czy mowie, moze przeciez powiedziec, ze nie chce mu sie teraz ze mna
rozmawiac i wychodzi, zeby ochlonac.

Do oswiecenie bylo bardzo brutalne.
Do tej pory zawsze najpierw szukalam winy w sobie.
Dwa dni temu pomyslalam: to nie moja wina.
Bo niestety, nie ja odpowiadam za to, ze dorosly, prawie 40-letni mezczyzna
szantazuje nas emocjonalnie jak przedszkolak.

Wczoraj usiadlam, napisalam pozew o rozwod. Bez orzekania o winie. Bez
zasadzania alimentow ani wojny o prawa rodzicielskie.
Byle szybciej.
Przeslalam na skrzynke meza.
Znalazlam akty urodzenia dzieci, akt malzenstwa.
Zadzwonilam do meza i poprosilam o rozmowe na temat rozwodu, niestety maz
unika moich prob porozmawiania z nim o tej sytuacji.
Zaczelam szukac pracy.

Czuje sie zagubiona, mam ogromne poczucie kleski.
Sytuacja mnie przerosla.
    • triss_merigold6 Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 15:14
      Poradnia małżeńska?
      Skoro facet jest od kilkunastu lat pracoholikiem to dlaczego miałby
      się teraz akurat zmieniać?
      Alimenty jakieś muszą być, tym bardziej, że jesteś bezrobotna.
      • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 15:20
        Mysle, ze co do alimentow nie potrzebne jest orzekanie o obowiazku
        alimentacyjnym bo maz jest prawnikiem i generalnie zdaje sobie sprawe, ze pozew
        o alimenty (ze nie lozy na utrzymanie dzieci) to dla niego smrod.
      • kati1973 Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 15:20
        bo się przestraszy i usłyszy ją?
      • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 15:22
        poza tym wlasnie nie wierze w zmiany, a ostatnio pracoholizm meza sie bardzo nasilil

        do tego mysle, ze maz ma objawy depresji, co tez wiele nie ulatwia

        strasznie pogmatwane to wszystko

        zla jestem tylko na siebie, bom sie ugotowala z tym byciem w domu

        łoś jestem i tyle.
        • asia_i_p Re: Czuję się zagubiona 11.07.10, 09:40
          Ale spokojnie.
          Bycie w domu jest odwracalne - dzieci są wystarczająco duże, szkoła + świetlica
          to nie jest ideał, ale daje ci do ręki argument w rozmowach z mężem i poczucie
          uwolnienia, a to jest teraz istotniejsze. Jasne, że lepiej jest dziecku spędzać
          czas po szkole z mamą w domu, ale nie wtedy, kiedy ojciec usiłuje skakać przez okno.
          Raz przestawiłaś priorytety, więc jesteś osobą elastyczną, potrafisz zmieniać
          zdanie. Być może będziesz potrzebowała je przestawić jeszcze raz, tak, żeby
          część z nich dotyczyła ciebie. Miałam depresję poporodową i wiem, co to za
          świństwo, ten atak paniki po ślubie też mógł być pierwszym atakiem depresyjnym.
          Zacznij może od wizyty u psychiatry i od poszukania pracy. Pewnie cię to
          przeraża, pamiętam, że u mnie depresja przejawiała się między innymi tym, że
          jakkolwiek stan obecny był nie do zniesienia, przerażała myśl o jakichkolwiek
          zmianach.
          Musisz wzmocnić siebie, także swoją samodzielność społeczną, zanim się zajmiesz
          mężem. Trzymaj się, dasz radę.
          • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 18.07.10, 19:37
            Wiesz, niezbyt dokladnie doczytalas, w czym mam problemn :P
            nie mam problemu z byciem w domu - jestem na tyle dobrze wyksztalcona, ze mam
            nadzieje, prace sobie znajde (zreszta - niedawno widzialam moja poprzednia
            szefowa, ktora mi sama wyskoczyla z tekstem, ze gdybym chciala wrocic do pracy,
            to oni chetnie mnie przyjma ;)

            brak pracy jest raczej wynikiem obranego modelu zycia - ktos musi byc bardziej
            dyspozycyjny, zwlaszcza w sytuacji, gdy drugi malzonek czesto jest fizycznie
            nieobecny w miejscowosci zamieszkania - proste

            nie mam tez poczucia, ze musze sie od wybranego modelu "uwolnic" - nie czuje sie
            wcale osaczona (chodzi mi tutaj o wybor niepracowania). Mi taki model pasuje,
            mezowi pasuje, dzieciom pasuje i generalnie zawsze (co rowniez wyszlo w trakcie
            dyskusji) bylam zwolennikiem tradycyjnego domu z w miare sensownym podzialem
            obowiazkow :)

            Mam nadzieje, ze, nie obraz sie, ale projektujesz swoje odczucia na moj grut :P

            Nie - powtarzam - mnie przerazila bardziej rekacja meza i generalnie ostatnie 2
            miesiace, gdy totalnie wszystko nam stanelo na glowie.

            Na razie widze poprawe - widze, ze maz sie stara jakos komunikowac (a on jak
            kazdy facet ma z tym problemy ;) ) i jakos zaistniec w zyciu dzieci. Malo tego -
            wrocilismy do rozmow na temat kupna domu/mieszkania/wyprowadzenia sie ze starego
            mieszkania - generalnie na temat zmiany warunkow lokalowych. Temat mojej pracy
            na pewno powroci juz po podjeciu decyzji lokalowych. Bo poki nie zdecydujemy
            gdzie i co kupujemy - nie ma sensu w najblizszym czasie podejmowanie zobowiazan
            wobec pracodawcy, tym bardziej, ze pojawila sie opcja zmiany miejscowosci
            zamieszkania ;)

            tyle w skrocie :)
    • kati1973 Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 15:19
      Nie wiem dlaczego tak sie dzieje (porzednia mentalność), że jak
      kobieta zostaje w domu, partner przestaje ją szanować, albo inaczej
      poważać.

      Nie pozostaje Ci innego jak poszukać tej pracy, dzieci są
      samodzielne i możesz.

      Mąż bedzie musiał prędzej czy później porozmawiać na ten temat.

      Jestem zwolnnikiem podjęcia wszystkich możliwych kroków, przed
      rozwodem.

      Może terapia dla par?
      • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 15:26
        na temat terapii z mezem rozmawialam przy okazji ostrego kryzysu po urodzeniu dzieci

        skonczylo sie na tym, ze maz oczywiscie sie zgodzil i nic nie zrobil z problemem

        w miedzyczasie sama postanowilam przeprocowac kilka swoich osobistych problemow
        i zawalczyc z depresja

        skutek tego taki, ze ja sie zmienilam
        nie zmienilo sie niestety niz poza tym

        nie zaciagne na terapie kogos, kto nie chce tej terapii (mysle, ze gdyby maz
        chcial terapii to tez podtrzymalby temat, bo to on mial znalezc dobrego
        terapeute - tak sie umowilismy - i nie pozwolilby, zeby sprawa umarlaby smiercia
        naturalna)

        poza tym mi sie juz odechcialo
        zwyczajnie rece mi opadly i stwierdzilam w niedziele, ze nie zafunduje moim
        dzieciom powtorki z mojego dziecinstwa (moj ojciec w ramach szantazu
        emocjonalnego trul sie na moich oczach, tylko bylam juz starsza; bardzo dlugo
        nie moglam dosc z tego powodu do siebie).
        W sumie juz zafundowalam.
        Ale nie zgadzam sie na kolejny taki epizod.
    • agacz2905 Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 15:58
      Wiesz Yenna, ciężko pisać coś sensownego na forum:) (już się tłumaczę na wszelki
      wypadek...)
      Twój mąż (z tego co piszesz) zachował się beznadziejnie - mam na myśli histerię
      i numer z oknem, w dodatku przy dzieciach. Nie znam go - z tego co piszesz,
      możliwe, że niedojrzały, że łatwiej uciec mu w pracę, niż w inny sposób okazać
      Wam miłość i to, że mu na Was zalezy. Być może w pracę pcha go jak najlepsza
      wola i chęć zapewnienia rodzinie bezpieczeństwa finansowego - wiesz, odwieczna
      rola faceta i takie tam... Ludzie są różni, banał. Również jestem z
      wykształcenia prawnikiem i (mimo zarobków urągających wręcz godności pracownika
      na moim stanowisku pracy i z moim stażem) WOLĘ siedzieć w pracy, niż w domu z
      dziećmi. A w odróżnieniu od Twojego męża jestem kobieta, matką i w dodatku
      marnie zarabiam. Mam liczne problemy ze zdrowiem i mimo to wolę pracę niż
      "kontakt z dziećmi". Tak po prostu mam, kwestia charakteru, osobistych lęków,
      lenistwa (specyficznie rozumianego, bo w pracy ok). Nie chcę bronić twojego
      chłopa, nie będę Ci wmawiać, że jest ok, skoro nie jest. Bo ty tak czujesz i to
      wystarcza. O rozwodzie zawsze warto rozmawiać, w ogóle warto rozmawiać:) Bilans
      Waszego 17-letniego małżeństwa to nie tylko dwaj wspaniali synowie. To zapewne
      masa zdarzeń, przezyć i sytuacji, które mocno związały Was ze sobą jako
      Partnerów Życiowych. Nie ma ludzi idealnych. tez jestem niedojrzała
      emocjonalnie, bywam agresywna, histeryczna i niedobra. Mój mąż nieraz pewnie
      sobie myślał, że jestem nieczuła, skoncentrowana tylko na sobie w różnych
      wymiarach, itp. Tak to sobie wyobrażam. A przecież kocham moją rodzinę, wnoszę
      do niej tyle, ile mogę, ile potrafię i daję radę. Twój maż na swój sposób ze
      swego punktu widzenia mógłby pewnie podobnie napisać o sobie. Tak mi się teraz
      skojarzyło - nie zamieniaj jednego cierpienia na kilka, być może większych i
      trudniejszych do ogarnięcia i przerobienia. Nie bronię go - akcje rzeczywiście
      ma pewnie beznadziejne, podszyte lękiem. O co? To pewnie dobre pytanie dla
      dobrego terapeuty rodzinnego. Znacie się z mężem po tak długim czasie bardzo
      dobrze, tak myślę. Stanowicie funkcjonującą i wydolną, jeśli idzie o wychowanie
      dzieci, rodzinę. Każdy może mieć gorszy czas, słabszy dzień. Sama od czasu do
      czasu, w chwilach totalnej słabości mam w sobie coś z Twojego męża. Z takich
      zachowań - a potem mi głupio, przykro, źle. A próbowałaś napisać w krótkich
      komunikatywnych punktach O CO CI CHODZI? Ale wiesz, tak łopatologicznie i po
      chłopsku wręcz. Uwierz, czasem pomaga. Mój mąż też "ma braki" i nie spełnia
      moich oczekiwań w 100%. Ja podobnież. Tyle. Nie będę więcej pisać - tak tylko
      to, co mi się nasunęło... Pozdrawiam Cię bardzo, zawsze możemy ze sobą
      porozmawiać, mam nadzieję, że to wiesz!!
      • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 21:43
        dziekuje, jakos dam rade :)

        pozew najprawdopodobniej zloze jutro w sądzie.
        • verdana Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 22:32
          Cóż, z jednej strony Cię rozumiem - histerie przy dzieciach, szamtaz
          emocjonalny - to trudne do zniesienia.
          Z drugiej - jeśli decydujemy sie, ze nie tylko cały obowiązek, ale
          cała odpowiedzialnośc za utrzymanie domu spoczywa na jednej osobie,
          to trudno się dziwić, ze praca staje się dla tej osoby priorytetem.
          Nie tylko dlatego, ze lubi w niej być, ale takze dlatego,ze wie, ze
          caly dobrobyt, cale utrzymanie zależa od tego, czy tę prace utrzyma
          i czy będzie zarabiał. To w dzisiejszych czasach ogromne psychiczne
          obciążenie, o ktorym warto pamiętać.
          Rezygnacja z pracy łączy się także z tym, ze po paru latach ten, co
          zarabia, obsesyjnie myśli o tym, ze nei ma oparcia - cokolwiek
          stanie się z pracą, nie ma tej drugiej osoby, ktora pozwoli
          przetrwać. Nie mozna więc łudzić się nadzieją, że będziemy w domu
          mieli spokojnego, dobrze zarabiającego faceta, ktory w dodatku ma
          czas dla rodziny.
          Myśle, zę mąż przeliczył sie z silami - może zamiast rozwodu warto
          by rozwazyć współudział w utrzymaniu domu?
          • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 23:59
            verdano, ale z mojej strony co miesiac pojawia sie pytanie, czy nie powinnam
            wrocic do pracy
            maz twierdzi, ze nie
            tak wiec, jesli rzeczywiscie jest przeciazony praca (a z perspektywy czasu
            jednak twierdze, ze pracowal wczesniej tak jak pracuje, zas praca jest pewna bo
            w budzetowce) oczekiwalabym tez uczciwego potraktowania i nie bombardowania mnie
            komunikatami, ze nie ma potrzeby, abym do pracy wracala, ze tak jest dobrze, tak
            jest wygodnie

            mysle, ze raczej zrodla problemu nalezy upatrywac w tym, ze mezowi tydzien temu
            skonczyla sie kadencja i przestal byc szefem powaznej, duzej instytucji.
            Podejrzewam, ze tutaj go dopadl jakis kryzys, ze zmiana w zyciu go przerosla.

            Tylko co, my z dzieciakami mamy byc workiem do emocjonalnego bicia, bo facewt
            sobie nie radzi z emocjami i z wlasnymi prywatnymi ambicjami?

            zwazywszy, ze tego typu numery maz robi nie pierwszy raz, tylko pierwszy raz mam
            odwage nie szukac winy w sobie, ale spojrzec na sprawe z boku i zastanowic sie,
            czy w sytuacjach konfliktowych maz tez nie powinien nauczyc sie sobie dawac na
            wstrzymanie (zawsze reagowal bardzo emocjonalnie) - ostatecznie od siebie
            wymagam takiego zachowania. Oczywiscie, nie zawsze mi sie to udaje. Ale pracuje
            nad soba i nie zamiatam problemu pod dywan.

            A tu z czlowiekiem nie sposob sie dogadac.

            Ja wiem, ze z facetami powinno sie rozmawiac o problemach jak w "Epoce
            lodowcowej 3". Zamiast rozmowy szturchnac ze zrozumieniem w bok i po zawodach.

            Tyle, ze po 17 latach razem tez jestem zmeczona jego wybuchami.
            Cos pękło.
            Nie pracuję dopiero od roku, maz taki emocjonalny jest praktycznie od zawsze.
          • triss_merigold6 Re: Czuję się zagubiona 30.06.10, 10:30
            Pan taki stosunek do pracy miał zawsze, jak wynika z opisu.
            Niezależnie od tego czy autorka pracowała czy nie.
            • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 30.06.10, 13:44
              i dlatego zrezygnowalam z pracy, bo w pewnym momencie uznalalam, ze dzieciaki sa
              zwyczajnie zaniedbywane przez nas i bedzie za pare lat tak, ze rodzice pracuja w
              wymiarze sprawiedliwosci a dzieciaki siedza obok, w areszcie sledczym

              Faktem jest, ze starszak ma silna dyskleksje i bardzo powazna wade wymowy -
              trzeba z nim bardzo duzo pracowac - pilnowac czytania, cwiczen, bo, jak
              klasyczny dysklektyk niestety nienawidzi tego robic (chociaz ma spory potencjal
              intelektualny i ogromna wiedze, niestety nabyta w drodze ogladania programow
              dokumentalnych a nie wyczytana ;) ). Do tego fakt, ze starszak w tym roku szedl
              do komunii i wymagalo to duzych rezerw czasu poswieconych na caly cyrk zwiazany
              z przygotowaniem dzieciaka do sakramentu tez nalozyl sie na moja decyzje.

              Jesli do tego dodac fakt, ze mlodszy w tym roku poszedl do pierwszej klasy, a
              jako totalny, choc niezwykle inteligentny, introwertyk latwego startu nie mial
              (bo raz - rozwoj spoleczny u niego lezy i kwiczy, dwa - ma w nowych miejscach
              spore problemy adaptacyjne) uznalalam, ze rezygnacja z pracy jest jak
              najbardziej wskazana.

              I dupa zimna, drodzy panstwo.
              Majac poprzednia pensje, utrzymalabym sie z dziecmi z palcem w nosie, bez
              jakichkolwiek alimentow ze strony meza.

              No, łoś jestem i tyle.
        • agacz2905 Re: Czuję się zagubiona 29.06.10, 23:11
          Yenna, jeszcze mi tak przyszło do głowy - że Wy oboje jesteście jakoś
          przeciążeni i zestresowani. Słaby czas macie, a to zły okres na podejmowanie
          radykalnych decyzji (nawet, jeśli bez orzekania o winie, bez wojny o alimenty -
          zawsze jest to cholerna porażka, w nielicznych tylko przypadkach wybawienie).
          Nie wiem, nie mam żadnego doświadczenia w zakresie przebytych rozwodów (sztuk 0
          na koncie), ale to przecież zawsze trauma... Twój mąż też może "mieć dość",
          tyle, że na innych polach niż Ty - bo sami jakiś czas temu podzieliliście się
          obowiązkami rodzinnymi tak a nie inaczej. Zgadzam się też z tym, co napisała
          Verdana. Kończę, zanim mnie do reszty znielubisz:) Trzymam kciuki bez względu na
          rodzaj decyzji, jaką podejmiesz. Doradzam duży dystans i rzeczowa rozmowę, o ile
          to możliwe. Późno wróciłam do domu i już ledwo widzę na oczy - tak więc dobranoc
          i trzymaj się! Myślę o Tobie, pa!
          • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 30.06.10, 00:05
            Oboje jestesmy przeciazeni i zestresowani - fakt.
            Nie znielubie Cie, nie ma takiej opcji.

            Martwi mnie inna rzecz.
            Probuje z facetem rozmawiac. Zapraszac do rzeczowej rozmowy.
            Jakbym gadala koło ściany.
            Nawet nie do sciany, co kolo sciany.

            Jakas masakrycznie upierdliwa jestem z checia wyjasniania drazliwych spraw, jak
            widac.

            Tyle, ze tez wiem, ze jak tego nie wyjasnie, to przejdziemy do porzadku nad tym,
            co sie stalo. I sprawa niby przyschnie, ale niezalatwiona i niewyjasniona bedzie
            wracac.
            Poza tym i tak to, co sie stalo i na co dzieciaki patrzyly - sie nie odstanie.
            Tak zwyczajnie.

            Niefajnie tak.
    • doctor.no.1 Re: Czuję się zagubiona 30.06.10, 09:48
      A ja myślę, że ten pozew to jakiś akt desperacji z Twojej strony, a
      nie faktyczna chęć zakończenia definitywnie związku...

      Nie wiem, jak wygląda Twoje codzienne życie, ale skoro męża nie ma
      długo w domu, to znaczy, że na co dzień jego obecność nie jest jakoś
      szczególnie uciążliwa, bo uciążliwa jest jego nieobecność. Skoro
      zatem męża nie ma w domu, to działaj JAK GDYBY go po prostu nie
      było - bo tak będzie wyglądąło Twoje życie po rozwodzie. Na początek
      postaraj się o pracę, to na pewno wiele zmieni. Po drugie - równe
      rozłożenie obowiązkow domowych. Twoje dzieci są już duże, a z
      Twojego blogu wynika (przeczytałam tylko kilka wpisów, więc wnioski
      są pobieżne), że Twoje dzieci nie bardzo pomagają Ci w domu - stąd
      kłopoty ze stertą prania czy prasowania. A już spacery z psiakiem
      dzieci definitywnie załatwiać mogą.


      A wracając do męża - z pewnością przeżywa teraz bardzo trudne chwile
      zwiazane z degradacją w miejscu pracy. Oczywiście nie daje mu to
      prawa do zachowań takich, o jakich piszesz, jednakże jeśli rana jest
      świeża potrzeuje czasu, by ochłonąć.

      Jeśli masz zdiagnozowaną depresję, to pewnie postrzegasz wszystko w
      ciemnych barwach i Twoje komunikaty nie są pozytywne - a raczej
      składają się z żalów, oczekiwań, wymagań i ocen. Tutaj niestety -
      wszystko jedno czy masz rację czy nie - może być potrzebna zmiana
      komunikacji.

      Jeśli wiesz, że mąż manipuluje - zmień całkowicie swoje zachowania i
      nastawienie, by wyrwać siebie ze schematów.


      Ale - jeśli Twoja decyzja jest ddefinitywna - daj sobie czas na
      stanięcie na nogi i - jak pisałam powyżej - możesz przygotować się
      do samodzielnego życia już teraz.
      • triss_merigold6 Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 10:20
        Jednego nie rozumiem: facet taki był zawsze.

        Jestem od Ciebie młodsza 2 lata i trudno mi uwierzyć w to, że dwoje
        dorosłych studentów z dużego miasta bierze po uwagę zdanie rodziców
        w kwestii mieszkania ze sobą. Ja w wieku 20 lat z facetem
        mieszkałam, studiowaliśmy i dorabialiśmy.

        Kiedy byłaś w pierwszej ciąży wziął roczną delegację w innym
        mieście, bez uzgodnienia i konsultacji. Dlaczego go wtedy nie
        zostawiłaś? Nie, qrde drugie dziecko było szybko po pierwszym.
        Na własne życzenie zostawiłaś pracę - tym samym dałaś mężowi jeszcze
        większe przyzwolenie na olanie spraw domowo-rodzinnych. W końcu
        siedzisz na tyłku więc możesz się zająć.
        Twój blog rysuje jakąś straszną wizję sajgonu z obowiązkami
        domowymi: pranie, sterty prasowania, gotowanie na życzenie zgodnie z
        fanaberiami dzieci, jakaś hodowla i jeszcze pies w małej klicie.
        Do prania, prasowania i sprzątania można mieć panią 2x w tygodniu, z
        psem pogonić chłopaków - duzi są. Koty skasować i masz o połowę
        obowiązków mniej. Zresztą od chodzenia w pogniecionym nikt nie umarł.

        Pan był zawsze pracoholikiem, niezależnie od zajmowanego stanowiska,
        depresji się nie doszukuj na siłę. Jeśli nigdy nie był specjalnie
        zainteresowany spędzaniem czasu w domu to czym jesteś zdziwiona? O
        czym miałby z Tobą teraz rozmawiać poważnie? Czas na to był w czasie
        pierwszej ciąży.

        • yenna_m Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 13:33
          1. pochodzimy z malych miejscowosci i przyznam, ze dalam sie wtedy ostro
          zmanipulowac z tym slubem. Trudno - bylo, minelo, trzeba bylo wowczas sie
          postawic. Nie postawilam sie, to mam :P

          2. wzial roczna delegacje i z tego powodu przezylismy powazny kryzys. JEdnak
          probowalam ratowac malzenstwo. Nie wiem, dlaczego. Mlodosc? Naiwnosc? Myslenie
          zyczeniowe?

          3. drugie dziecko to klasyczna wpadka. Niestety nie ma w 100 proc. skutecznych
          srodkow anty. Nie zaluje. Nawet jesli zwiazek jest do kitu, to dzieci mam fajne
          i tego trzeba sie trzymac.

          4. Pania do sprzatania przerabialam nie raz. Nie pasuje mi prywatnie taki uklad.

          5. Koty to moja pasja. Zreszta - koty nie sa klopotliwe. Pies rowniez. Bardziej
          klopotliwe bywa bycie samotna matka, pomimo, ze na papierze sie jest mezatka.

          6. Mialam do wyboru: kupic dom i zapieprzac na niego 30 lat praktycznie w nim
          spiac. Rozmawiam od lat z mezem o kupnie wiekszego (5-pokojowego) mieszkania.
          Niestety maz nie podejmuje tematu. Dla mnie to tez komunikat, ze podswiadomie
          zle sie czuje w tym malzenstwie, skoro broni sie rekami i nogami przed zmiana
          miejsca zamieszkania. Na wieksze mieszkanie nas stac. A mnie tym razem przestalo
          bawic wyszukiwanie kolejnych ofert tylko po to, zeby przeslac je na maila meza i
          nie uzyskac zadnej odpowiedzi w kwestii, czy oferta jest na tyle ciekawa, ze
          warto rozwazyc obejrzenie mieszkania.

          7. Pan maz byl oczywiscie zawsze pracoholikiem. Tu nie jestem zdziwiona. Ale
          dotarlo do mnie z brutalna sia to, ze od lat praktycznie przerabiam te same
          problemy i zaczyna mnie meczyc juz takie bicie piany, z ktorego nic sensownego
          nie wynika. Niestety - ciagle na tapecie jest pracoholizm meza. Malo tego -
          nawet pracownicy na imprezie "pozegnalnej" w licznych przemowieniach czy jak im
          tam dziwili sie, jak zona wytrzymala z takim pracoholikiem. O czym maz mnie z
          duma poinformowal. Nie ukrywam, ze ruszylo mnie to.

          8. Jesli idzie o czas na rozmowe w pierszej i po pierwzej ciazy - mialam silna
          depresje. Nie nadawalam sie do jakiejkolwiek rozmowy, co dopiero do rozmowy
          powaznej.

          Tak w skrocie.

          Wiem, ze to nie jest tak, ze wina lezy po stronie mojego meza. Nie. Uwazam, ze
          duzo jest mojej winy, chocby z tej racji, ze pozwolilam sobie wejsc na glowe.

          Paradoksalnie - rozwod nic nie zmieni w mojej sytuacji, bo w zasadzie i tak
          funkcjonuje jak samotna matka. Byc moze zmieni o tyle, ze bede miec wiekszy
          spokoj. I o jedno dziecko (dorosle ;) ) do zajmowania sie mniej ;)

          I tego trzymac sie trzeba.

          Triss i prosze Cie - nie jezdz po mnie. I tak parszywie sie czuje bo sama widze
          swoja ogromna naiwnosc i jakies takie, doprowadzajace do totalnego opadniecia
          rąk, myslenie zyczeniowe i dupowatosc przy rozegraniu niektorych spraw.

          Mozliwe, ze bylam za mloda, za bardzo niedojrzala, zeby zawierac zwiazek
          malzenski. Trudno - stalo sie. Trzeba szukac wyjscia z sytuacji - po prostu.
          • annb Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 13:53
            Wiesz, ja bym na twoim miejscu pozbierała rachunki i wpisałą żądaną
            kwotę alimentów do pozwu czy co się tam wypełnia.
            Nie bądź po raz kolejny tą naiwną
            I proszę nie pisz ze on płacic będzie bo pozew o alimenty dla
            niego/u niego to obciach.
            Pomyśl wreszcie o sobie i przestan byc grzeczną usłużną dziewczynką.
            • yenna_m Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 13:55
              Alimenty musi mi placic, bo jest sędzią i dla niego nie placenie alimentow =
              postepowanie dyscyplinarne. Na pewno spory smrod i powazna rozmowa z przelozonymi.
              Tu sie nie boje.
              • annb Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 14:28
                zasądzone alimenty musi płacic.
                Jak udowodnisz ze cokolwiek uzgodniliście?ja po prostu nie wierzę w
                etyczne zachowania okołorozwodowe.To jest walka.
                Zwłaszcza że piszesz ze gosc nieźle manipuluje.
                jesli jestes tak etyczna to przynajmniej spiszcie umowę na kartce
                papieru w której on zobowiąże się do zaspokajania potrzeb dzieci w
                wysokosci...
                jestes ze srodowiska prawniczego, tłumaczyc ci nic nie muszę.

                • yenna_m Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 15:32
                  do tego wystarczy notariusz, nie ma sensu obrzucac sie blotem w sadzie, gdzie
                  wszyscy nas oboje znaja
                  chce uniknac takiego prania brudow, bo nie jest to komfortowa sytuacja dla
                  nikogo - podejrzewam, ze rowniez i dla tych, co beda nas sluchac na sali
          • triss_merigold6 Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 13:58
            Przepraszam za jeżdżenie, ale nie raz afirmowałaś życie kury
            domowej, pamiętam. Wiesz, jestem naprawdę niewiele młodsza, mam
            większe mieszkanie, 5,5-latka i pracę na pełny etat i do tego
            faktycznie na co dzień jestem samotną matką (nie licząc
            współpracującego pod względem dziecięcym eksa i dość pomocnego
            aktualnego chłopa). Aha, od września do maja - dodatkowa praca w
            soboty. Niemniej porównując Twoje opisy z moim życiem, mam wrażenie,
            że codziennie pływam w oceanach czasu wolnego.

            Realnie patrząc, rozwód zmieni Twoją sytuację o tyle, że Twój i
            dzieci grafik będzie uzależniony od czasu wolnego tatusia i jego
            chęci zajmowania się dziećmi, a przy licznych delegacjach i pracy do
            21, częstotliwość spotkań będzie zmienna i zaskakująca.
            Może pozew o rozwód facetem jakoś wstrząśnie, może uda się wam
            trafić na mediacje przedrozwodowe, nie wiem. Pracoholizm jest
            uzależnieniem i jak w każdym uzależnieniu powodzenie terapii zależy
            od woli zainteresowanego. Nie od rozmów i argumentów. Czasem
            pracoholikom dobrze robi pierwszy zawał.
            • yenna_m Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 14:15
              Wiesz, bo generalnie, jesli masz odpowiedniego i dojrzalego faceta obok siebie,
              to zycie kury domowej ma swoje plusy.

              Z argumentem: mam wieksze mieszkanie trudno mi dyskutowac. Zwlaszcza, ze
              mieszkania szukam dosc aktywnie od paru lat, tylko ciagle mam wrazenie, ze moj
              maz niezainteresowany.

              Co do grafiku - nie wiem, jak to bedzie wygladac w praktyce. Na razie maz stanal
              okoniem, unika konfrontacji i jakiejkolwolwiek rozmowy na temat jego
              wyprowadzki. Choc z drugiej strony jakies 2 miesiace temu maz wyslal do mnie
              jasny komunikat, ze jest zainteresowany wyjazdem na dluzsza delegacje do Wawy
              (rok, dluzej) i ze jakby co - pare tysiecy wiecej. Na moje stanowcze "nie" (te
              pare tysiecy to w sumie koszt utrzymania doroslego czlowieka w Wawie z kosztem
              wynajecia mieszkania) zareagowal dosc nerwowo, tlumaczac, ze przeciez bedzie
              duzo w domu, bo postara sie zjezdzac w czwartek, tak aby byc do niedzieli w
              domu. Natomiast ja wiem, jak to w praniu bedzie wygladac. Chociaz z drugiej
              strony, gdybym chciala zagrac nie fair, to rzeczywiscie moglabym przystac na te
              delegacje i wykazac w sadzie ten fakt, jako okres zamieszkiwania osobno,
              swiadczacy o rozkladzie pozycia.

              Ino mi sie nie chce nieczysto zagrywac. Natomiast moj maz, ktory generalnie na
              temat psychomanipulacji sporo sie naczytal ;), generalnie proponujac mi te
              delegacje najpierw zasugerowal przeprowadzke z dziecmi na rok do Wawy. Z dala od
              przyjaciol, z koniecznoscia zmiany na rok slabo adaptujacym sie dzieciakom
              szkoly. Oczywiscie, jako czlowiek nieatpliwie bardzo inteligentny dosnonale
              wiedzial, ze jest to tzw propozycja nie do przyjecia i ze odmowie, a on bedzie
              miec tzw pretekst do samodzielnego wyjazdu na bardzo dluga delegacje bez
              ciagniecia ze soba rodziny.

              Generalnie coraz bardzie zmeczona jestem zagrywkami mojego malzonka. Zagrywkami,
              obojetnoscia, niedojrzaloscia.
              • triss_merigold6 Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 14:31
                Pozostanę przy swojej opinii na temat plusów życia kury domowej.
                Testowałam, nie nadaję się.
                Większe mieszkanie = większa możliwość narobienia syfu i więcej do
                sprzątania.
                Twój mąż stosuje klasyczną spychotechnikę, to żadna wyrafinowana
                zagrywka tylko stara skuteczna metoda zmęczenia i zniechęcenia
                oponenta/przeciwnika i przeczekania aż odpuści. Mega inteligencji do
                tego nie trzeba, naprawdę (tylko konsekwencji).
                Może wykorzystaj ten pretekst: długa delegacja, rozpad więzi, brak
                pożycia, brak wspólnego gospodarstwa domowego (średnio pasuje
                wprawdzie, bo kasę by przysył ergo łożył na rodzinę).
                W ogóle to nie bardzo wiem o co Ci chodzi, czy o wymiksowanie się z
                małżeństwa czy o cud w postaci trwałej zmiany postępowania męża.
                Sama sobie szczerze odpowiedz, bo jeśli o to drugie to rozwód
                odchorujesz ciężko.
                • verdana Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 15:01
                  Cóż, masz pretensje do męża - i nawet część sluszna. Ale jakos nie
                  widzisz, ze mąż tez nie bardzo ma pole manewru. Chce jechac na
                  delegację do Warszawy (o ile wiem, to dla sedzió wazne), a Ty ani
                  nie godzisz sie z nim przeprowadzić (bo znajomi), ani nie godzisz
                  się aby pojechał sam. Czyli - po prostu uznałaś, ze to Twoje
                  potrzeby sa wazne - to że chcesz byc ze znajomymi, a on ma ustąpić.
                  I ze nieustąpienie jest manipllacją. Hm, ja tu manipulacji nei widzę
                  żadnej.
                  Poza tym chcesz wieksze mieszkanie, ale nie chcesz, aby mąż był
                  pracoholikiem. Masz dwoje dużych dzieci, a cały czas masz zajęty -
                  to też jest pracoholizm.
                  • triss_merigold6 Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 15:23
                    Pan już przynajmniej jedną roczną delegację w Warszawie miał +
                    liczne krótsze. Powinien czuć się zaspokojony.
                    Yenna pisze o niechęci do rocznego wyjazdu ze względu na dzieci -
                    one by zmieniały szkoły, środowisko, znajomych etc.
                    Nieustąpienie JEST manipulacją, zapewniam Cię, mój rodzony ojciec w
                    to pogrywał latami.
                    Yenna pisze, że na większe mieszkanie ich stać już teraz. IMO
                    facetowi to lata, bo i tak w mieszkaniu bywa rzadko.
                    • yenna_m Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 15:34
                      bingo.
                  • yenna_m Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 15:30
                    nie, verdano, dla mnie zmiana srodowiska na rok dzieciom, ktore sie zle adaptuja
                    w nowym srodowisku (chodzi i o dysklektyka, ktory teraz bedzie w 3 klasie SP,
                    jak i o mlodszego, majacego problemy z rozwojem spolecznym, idacym w przyszlym
                    roku szkolnym do komunii) to skrajna nieodpowiedzialnosc.
                    Nie wyobrazam sobie sytuacji, ze wyprowadzamy sie i na rok zmieniamy szkole
                    dzieciom (hurra!) a potem wracamy a dzieci maja zafunkcjonowac normalnie.
                    Niestety - z punktu widzenia psychologii dzieciecej nie widze w tej sytuacji plusow.
                    Delegacja zas nie jest na wiecznosc - jest na rok, moze wiecej. Poza tym juz raz
                    przerabialismy delegacje meza i dobrze to nie wplynelo na nasze malzenstwo.
                    Wiesz, jesli maz bedzie chcial, to i tak pojedzie. Znam go i wiem, ze jak chce
                    cos zrobic to moje zdanie na ten temat nie ma dla niego wiekszego znaczenia. Ino
                    poki co - skoro malzenstwo dla mnie to jeden ogromny kompromis, nie widze
                    przeciwskazan, zeby maz jakos tez odnalazl sie rowniez w sytuacji, gdy ja
                    uwazam, ze jego delegacja odbije sie negatywnie na rodzinie. Bo po powrocie tej
                    rodziny moze po prostu nie miec i nie bedzie juz czego ratowac. Proste.

                    Tyle, ze w tej chwili dywagacje n/t delegacji meza przestaja miec znaczenie. Jak
                    napisalam - nie zalezy mi na zmianie zachowania meza, jesli do tej pory sie nie
                    zmienil i nic z soba nie zrobil, to nie czarujmy sie - nie zmieni sie. Bo tego
                    trzeba przede wszystkim bardzi chciec.

                    Przede wszystkim chce sie wymiksowac z malzenstwa.
                    Z jak najmniejszym taplaniem sie w blocie i z jak najmniejsza szkoda dla nas
                    wszystkich, szczegolnie dla dzieci.
                    • verdana Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 15:39
                      Cóż, ja mam podobny do Ciebie charakter - tez nie lubię zmiany
                      srodowiska, tez nie chcialabym tego dla dzieci. Ale mnóstwo, mnostwo
                      osób jednak przeprowadza sie na rok-dwa i nic zlego się nie dzieje.
                      To nie jest dla dzieci jakieś niewyobrazaklne neiszczęście. A na
                      pewno nie jest to skrajna nieodpowiedzialność, to jest wielka
                      przesada. Gdyby to, co piszesz bylo prawdą, ruchliwe spoleczenstwa
                      zachodu i USA nie miałyby racji bytu. Gdybyś zmieniła mieszkanie,
                      pewnie tez zmienlyby szkołę - ale ten argument jakoś się nie pojawia.
                      Ty tez manipulujesz - zaslaniasz sie dobrem dzieci tam, gdzie po
                      prostu uwazasz, ze jesli Ty nie chcesz przeprowadzki, to mąż
                      powinien zrezygnować. Nie widze tu cienia kompromisu żadnej ze
                      stron.
                      Mam wrazenie, ze masz po prostu dosyć faceta i tyle. Ale zamiast
                      powiedzieć sobie - znudziło mi sie małżenstwo, facet i dzieci -
                      chcesz całośc odpowiedzialnosci przerzucić na faceta.
                      No i na zakończenie - jesli uwazasz, zę skrajną
                      nieodpowiedzialnoscią jest zmiana szkoły dla dzieci i ze to źle się
                      na nich odbije, to zareczam Ci, ze roczna przeprowadzka do Warszawy
                      jest drobiazgiem dla dzieci w porównaniu z rozwodem. Ale gdy chiodzi
                      o rozwód, to jakiś argumenty o tym, zze dzieci ucierpia się nie
                      pojawiają, bo sa niewygodne.
                      • yenna_m Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 15:53
                        verdano, mieszkania przede wszystkim szukalam w poblizu szkoly, do ktorej chodza
                        dzieci, ale fakt - nie tylko. Tyle, ze nawet przy zalozeniu, ze dzieci by te
                        szkole zmienily, to zmienililyby raz a nie kilka razy.
                        Przeprowadzka = zmiana mieszkania na bardziej komfortowe.
                        Delegacja do Wawy = wynajecie mieszkania o podobnym gkomforcie lub mniejszym,
                        jak rowniez wynajecie mieszkania ktore tu na miejscu mamy; przyznam szczerze, ze
                        nie bardzo podoba mi sie pomysl wynajecia mieszkania, w ktorym trzymam swoje
                        rzeczy. Poza tym od strony praktyczniej kiepsko widze oproznienie mieszkania, w
                        ktorym teraz mieszkamy i co? wywalenie reszty rzeczy? przewiezienie na jakis
                        czas do Wawy? nie wynajecie naszego mieszkania? jakos od strony technicznej
                        kiepsko to widze

                        co do rozwodu - mozliwe, ze jestem naiwna, ale przy zalozeniu, ze maz w zasadzie
                        nie potrafi porozumiewac sie z dziecmi inaczej niz krytykujac je nieustannie i
                        krzyczac na nie i w zasadzie o niebo lepiej traktuje naszego psa (przyutuli,
                        poglaszcze, pogada), paradoksalnie koniecznosc pojawiania sie na wizytach moze
                        go w jakis sposob zblizyc do dzieci; przyznam, ze licze na to, ze dzieci zyskaja
                        ojca

                        od jakiegos czasu u mojego 9-latka nastapil proces myslowy i dziecko np potrafi
                        mi samo z siebie, patrzac na innych zaprzyjaznionych ojcow wychodzacych na plac
                        zabaw z dziecmi, hustajacych swoje dzieciaki na hustawce, grajacych z nimi w
                        noge i generalnie interesujacych sie nimi zapytac "mamo, dlaczego nasz tata taki
                        jest?" albo powiedziec "wiesz mamo, nie bede takim tata jak nasz tata, tylko
                        takim, jak tata Stasia"

                        robi mi sie wtedy bardzo przykro
                        niestety, chocbym stanela na glowie, nie jestem w stanie byc rownoczesnie ojcem
                        i matka, nie potrafie tez wplynac na zachowanie meza

                        trudno rozmawiac o takich rzeczach z dzieciakiem, bo jest juz w takim wieku, ze
                        niestety tez wiele rzeczy sam zaczyna dostrzegac...
                        • triss_merigold6 Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 18:07
                          I zapewne dzieci będą dostrzegać coraz więcej. Jak wejdą w okres
                          dojrzewania to tatuś z hukiem spadnie z piedestału, u nastolatków
                          autorytetu mieć nie będzie. Może to uświadom mężowi? Że za chwilę
                          zapracuje sobie na bunt potomstwa w pełnym wypasie.
                      • yenna_m Re: Czegoś nie rozumiem 30.06.10, 16:02
                        > Mam wrazenie, ze masz po prostu dosyć faceta i tyle. Ale zamiast
                        > powiedzieć sobie - znudziło mi sie małżenstwo, facet i dzieci -
                        > chcesz całośc odpowiedzialnosci przerzucić na faceta.

                        mam dosyc faceta, bo nie umiem z nim rozmawiac
                        malzenstwo mi sie nie znudzilo - zmeczylo mnie; to jest totalna roznica

                        dzieci mi sie nie znudzily - to ja im jestem ojcem i matka i przykro mi, ze moje
                        dzieci maja takie przekichane dziecinstwo

                        co do kompromisow - przez ostatnie 11 lat malzenstwa znosilam nieustanne meza
                        wyjazdy. To, ze urlop rozni sie od dnia powszedniego tym, ze maz wychodzi z
                        pracy o 15-16 a nie o 18-19 a czasem pozniej. Znosilam wychodzenie do pracy 1
                        stycznia, zeby maz mogl zrobic polaczenienie jakiejs spolki, koniecznie z ta
                        data. Znosilam siedzenie w pracy w niedziele i swieta do 20-21. Znosilam fakt,
                        ze gdy moj maz wital przychodzace o 20 z piaskownicy dzieci nie mial im nic
                        milego do powiedzenia, poza opindoleniem o jakies pierdoly.

                        Mysle, ze godzenie sie na takie zycie, stworzenie facetowi mozliwosci robienia
                        kariery jest sporym kompromisem.

                        Tyle, ze nie bylo warto.
                        A kto mysli lub myslal, ze warto bylo - to łoś jest po prostu ;)

                        Cale szczescie, ze łosie sa pod ochrona ;)
                        W najgorszym wypadku bede pracowac jako łosiopodobny eksponat we wroclawskim ZOO ;)
                        • triss_merigold6 Oczywiście, że nie warto 30.06.10, 17:45
                          Oczywiście, że nie warto. Z racji pracy ojca miałam okazję widzieć
                          parę układów z żonami wspierającymi kariery mężów. Wychodziły na tym
                          jak Zabłocki na mydle, z wyjąkiem tych, które owszem wspierały ale
                          też twardo egzekwowały różne rzeczy i dbały o swój interes.
                          • yenna_m Re: Oczywiście, że nie warto 30.06.10, 18:59
                            triss, cale szczescie, ze nie bylam na tyle poswiecajaca sie, ze zadbalam o to,
                            zeby w miedzyczasie jednak zdobyc troche doswiadczenia zawodowego, zrobic dwie
                            magisterki, skonczyc jedna podyplomowke i prawie skonczyc (trza sie jeszcze
                            obronic) druga

                            ale i tak łoś jestem :P
                      • triss_merigold6 No nie żartuj... 30.06.10, 17:42
                        Z której strony na rozwodzie ucierpią dzieci? Przecież one i tak
                        właściwie nie mają ojca na co dzień, bo pan pracuje świątek-piątek,
                        a jak wraca to tylko opieprza. Nie pomaga w lekcjach, nie chodzi po
                        lekarzach, nie bierze zwolnień na dzieci, nie wyjeżdża z nimi sam na
                        męskie wycieczki, nie ćwiczy logopedycznie. Po rozwodzie będzie miał
                        wreszcie szansę się wykazać i zaprezentować do jakiego stopnia jest
                        zainteresowany synami.
                        Zresztą kwestia kupna większego mieszkania jest IMO niezłym
                        sygnałem: gdyby panu zależało na rodzinie to już dawno - mając kasę -
                        kupiliby większe.
                        BTW gdyby panu zależało na wyjeździe do Warszawy z całą rodziną to
                        by przyszedł z propozycją: wynajęte mieszkanie tu od dnia, szkoła
                        tu, przechowanie i transport rzeczy tak i tak etc. On nie chce
                        jechać z całą rodziną, po prostu. Wygodniej mu samemu.
                        • verdana Re: No nie żartuj... 30.06.10, 18:27
                          Tego nie wiesz na pewno. czasem tata pracujący swiatek-piatek jest
                          dla dzieci jednak jakims oparciem (nie wierze,z e go w ogóle nie
                          widują), czasem tata w domu o 16 jest do wykopania na cito z
                          pożytkiem dla dzieci. Sam fakt, ze tata pracuje non-stop jeszcze nie
                          swiadczy o tym, ze dzieciom nie będzie go brakować.
                          Poza tym, brutalnie mówiąc, dzieciom sytuacja finansowa pogorszy sie
                          dramatycznie. I będą prawdopodobnie musiały zmienić mieszkanie. I
                          jak sążę, mamy też nie będa za często widziały, bo bedzie musiała
                          iść do pracy - jakoś nie wierzę w przyzwoite alimenty zasadzone na
                          zdrową kobietę, matkę szkolnych dzieci.
                          Mnie zalezy na rodzinie, a mieszkania większego nie kupię - z
                          róznych względów.
                          • triss_merigold6 Re: No nie żartuj... 30.06.10, 18:46
                            Yenna opisała jakim jest oparciem. Z perspektywy bloga to widać,
                            zresztą. No widują go, po rozwodzie też mogą go widywać, a nawet
                            znacznie częściej spędzać czas TYLKO z ojcem.
                            Kobieta miała bardzo dobrze płatną pracę, jest wykształcona, przerwę
                            zawodową ma krótką, a doświadczenie duże - znajdzie pracę lekkim
                            twistem więc dlaczego dzieciom miałoby się pogorszyć finansowo?
                            Ich stać na większe mieszkanie już teraz, a pan nie wykazywał
                            tematem zainteresowania.
                            • yenna_m Re: No nie żartuj... 30.06.10, 19:01
                              hehe, bingo niestety
                              triss, nie lubie, ze tak strzelasz celnie ;) :P
                              normalnie jabys przy tym byla :P
                        • yenna_m Re: No nie żartuj... 30.06.10, 18:57
                          kolejne bingo, niestety
    • yenna_m Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 01.07.10, 00:50
      z dziecmi

      Chyba pan malzonek wystraszyl sie widma rozwodu i:
      - pierwszy raz w zyciu POSZEDL z dzieciakami na stadion POGRAC W PILKE (oczy mi
      wypadly ze zdumienia)
      - pierwszy raz od baaaardzo dlugiego czasu (od roku?) znalazl czas, zeby z
      kazdym z chlopakow raz zagrac w szachy
      - wczoraj wyszedl z dziecmi do aquaparku
      - dzis zaproponowal dzieciom wyjscie do kina (niestety, pan maz 2 godziny
      pozniej gorzej sie poczul ;) wiec wyjscie nie wypalilo ;) ale sprawa podobno
      jest rozwojowa i wyjscie do kina ma nastapic)
      - pocieszyl mlodszego syna(!) i pomogl w zorganizowaniu kąpieli (regulacja wody
      i te sprawy)
      - bez jakichkolwiek pretensji zrobil dzieciom kolacje

      jestem w szoku

      pytanie, czy jest to dzialanie majace na celu wyciszenie sytuacji i ruchy dla
      uspokojenia wnerwionego ;) przeciwnika (a wie, ze jestem wkurzona na niego na
      maksa, bo sie niezwykle spokojnie zachowuje i dosc intensywnie nie zagaduje go
      ;) - fakt, nie mam jakos takiej potrzeby) czy tez facet cos przemyslal i
      postanowil zmienic stosunek do otoczenia
      • enith Re: Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 01.07.10, 03:10
        Nie wierzę w cudowną przemianę mężczyzny, który przez naście lat małżeństwa był w domu raczej gościem, niż domownikiem, zlewał uczucia żony, a jego stosunki z synami ograniczały się do opie...nia chłopaków z byle okazji, a czasem i bez okazji. Zapaliłaś mężowi grunt pod rzycią machając mu przed nosem wnioskiem rozwodowym i pan zmienił się w dwa dni w czułego ojca i męża? Wolne żarty. Boi sie rozwodu, nie chce smrodu przed kolegami z sądu, tymi samymi, którzy dziwią się żonie, że tyle lat wytrzymała z pracoholikiem. No jak to, więc jednak nie wytrzymała?
        Obserwuj męża, dawaj mu się wykazać w stosunkach z chłopakami, bo co z ojcem użyją na fali jego cudownej przemiany, to ich. Będą mieć przynajmniej trochę fajnych wspomnień. A wniosek rozwodowy zachowaj, bo jeszcze może ci się przydać.
      • aandzia43 Re: Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 01.07.10, 16:27
        Jeszcze niczego nie przemyślał i nie jest to żadna trwała zmiana. Na
        razie w panice usiłuje cię ułagodzić. Ale dobrze, że że cokolwiek
        próbuje. Nie daj uśpić swojej rewolucyjnej czujności i pozwolić mu
        spocząć na laurach po zaprezentowaniu wersji demo. Nie przegnij też w
        drugą stronę kompletnie nie doceniając jego wysiłków. Dobry moment na
        poczynienei ustaleń, odnośnie waszego życia codziennego. Konkretnych
        i z określeniem terminu wykonania. To ma być regularne spisanie
        umowy. I egzekwowanie.
        • yenna_m Re: Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 09.07.10, 15:53
          to, czy przemyslal, czy nie, okaze sie w praniu

          postanowilam na razie odpuscic i poobserwowac pana malzonka, zwlaszcza, ze facet
          ma tez jakies zalety i jest on dla dzieci dzieci cholernie wazny (co wyszlo rok
          temu na badaniu psychologicznym w poradni szkolno-pedagogicznej).
          Na razie dzieci zaliczyly dodatkowo meska wycieczke w gory, wyjscie do kina i
          maz obiecal, ze zabierze nas ze soba na krotki wyjazd delegacyjny mad morze.
          Czyli generalnie widze, ze to jakos otrzezwilo malzonka (na jakis czas
          przynajmniej).

          No i na spokojnie wyjasnilam mezowi, ze to ostatni raz, gdy tak sie zachowal i
          ze nie zycze sobie takich zachowan. Oraz podpytalam, czy nie ma aby depresji.
          Twierdzi, ze ma. Zasugerowalam lekarza. I zasugerowalam, ze branie rozowych
          pigulek jeszcze nie swiadczy o tym, ze ktos jest nie halo. Ciekawa jestem, czy
          cos z tym zrobi i czy to jest czasowy spadek nastroju czy tez powazniejsza sprawa.

          Pozyjemy-zobaczymy.
          • aga_i_oli Re: Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 10.07.10, 23:34
            Jestem mamą realizującą się w domu :) i też mam pewnego Pana męża z którym bywają problemy. Głównie polegają na tym, że on chce wolnego czasu dla siebie i to natychmiast, nie biorąc pod uwagę potrzeb innych. Ostatni nasz rok to bardzo ciężki czas (urodziłam młodszego, ogromne kolki - on wychodził, zostawałam sama itd). W przypadku mojego Pana stosuję następujące zasady:
            1. Nagle zaczynam zachowywać się jak on - niby dziecinne, ale działa rewelacyjnie!
            2. Moja praca w domu musi być szanowana, jeżeli tak nie będzie jego praca też jest mało warta.(czyt. pieniądze które zarabia nie mają wartości)
            3. To JA podejmuję strategiczne decyzje, a jemu zostawiam pewien wybór, z góry oczywiście określony.
            Mój mąż nienawidzi zastanawiać się nad sprawami prozaicznymi, typu - kolor spodni, rodzaj piwa, miejsce wakacji, moja fryzura, moja szkoła, szkoła dla dziecka, przedszkole dla dziecka, to JA muszę podjąć decyzję, a jego poinformować lub jemu odpowiednio sprzedać. Może Twój mąż też taki jest? (od kilku miesięcy sprzedajemy nasze mieszkanie, napisałam do niego maila czy sprzedajemy, po wielu bezskutecznych rozmowach, odpisał tak, decyzja zapadła, ja zajmuję się wszystkim od zdjęć, po spotkania, wycenę itd)
            4. Sprzątanie - on powiedział nie - ja też powiedziałam nie, nie mogę być od wszystkiego, mamy panią do pomocy w domu (rewelacja) - po prostu trzeba przestać myśleć jak dotychczas - to nie jest strata pieniędzy, to nie jest wyzbycie się prywatności, to jest pomoc dzięki której ludzie mogą być razem.
            5. Przymykam oczy na jego niepotrzebne wydatki, np. nowy komp, chce niech kupuje, przy okazji rozmawiam z nim na temat obecnego kursu franka (wartości kredytu).
            6. Jeżeli już zupełnie mnie zdenerwuje, robię coś odwrotnego niż dotychczas, zostawiam jego z dziećmi i zabieram kartę kredytową :)
            7. Nauczyłam się samotności, mój mąż nie potrzebuje tak dużo spędzać ze mną czasu jak ja z nim.
            Nie czytałam Twojego bloga, więc to co napisałam nie jest może przydatne...ale spotkałam Ciebie około 7 lat temu na kilku spotkaniach dzieci urodzonych w 2002r, jeżeli to co jest tu napisane to prawda, to szkoda :( Też uważam, że bez sensu podejmować poważne decyzje pod wpływem emocji, wiem łatwo napisać, ale może poczekaj na lepszy czas między wami, i wtedy podejmij decyzję?
            • aga_i_oli Re: Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 10.07.10, 23:35
              Jedyne co mnie zastanawia, Ty wyszłaś za mąż bo Ciebie namówili, a ja strasznie się zakochałam :)
              • yenna_m Re: Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 11.07.10, 00:32
                zakochanie jakby nie ma nic do rzeczy :)
                nie jest sie z facetem, ktorego sie nie kocha

                poza tym trudno mi oceniac moja motywacje sprzed 17 lat :P
                jednak, mimo wszystko bylam zupelnie innym czlowiekiem :)

                wyszlam za maz, bo chcialam z nim zamieszkac - na prowincji wowczas jednak,
                biorac pod uwage moja dosc konserwatywna rodzine, rozwiazanie nie przeszloby

                wiec wzielismy slub i tyle
                oczywiscie wzielibysmy ten slub pewnie pozniej i tak
                imho motywacje dot slubu nie maja znaczenia, poniewaz 17 lat razem tez
                weryfikuje malzenstwo

                biorac pod uwage fakt, ze dzieci pojawily sie dopiero 7 lat po slubie, to fakt,
                ze przez te 7 lat bylismy jednak razem, tez o czym swiadczy ;)

                tak czy inaczej obserwuje szeroko zakrojone starania pana malzonka
                wiec raczej chyba przemyslal i postanowil troche nad soba popracowac
            • yenna_m Re: Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 11.07.10, 00:49
              > 1. Nagle zaczynam zachowywać się jak on - niby dziecinne, ale działa rewelacyjn
              > ie!
              moj maz nie zachowuje sie dziecinnie :) jest nawet ZA BARDZO powazny :P

              > 2. Moja praca w domu musi być szanowana, jeżeli tak nie będzie jego praca też j
              > est mało warta.(czyt. pieniądze które zarabia nie mają wartości)

              slownie - bywa
              pozawerbalnie - kazde z nas ma w sobie duza ilosc balaganiarza :) zreszta - przy
              dzieciach (zywych) to raczej trudno o ten porzadek. Ale generalnie maz zapewnia,
              ze prace szanuje (pod warunkiem, ze mu nerwy raz na ruski rok nie puszcza,
              niestety, i glupot nie chlapnie) - i sie mu wcale nie dziwie, bo masa jego
              zyciowych spraw sie sama zalatwia ;)

              > 3. To JA podejmuję strategiczne decyzje, a jemu zostawiam pewien wybór, z góry
              > oczywiście określony.
              > Mój mąż nienawidzi zastanawiać się nad sprawami prozaicznymi, typu - kolor spod
              > ni, rodzaj piwa, miejsce wakacji, moja fryzura, moja szkoła, szkoła dla dziecka
              > , przedszkole dla dziecka, to JA muszę podjąć decyzję, a jego poinformować lub
              > jemu odpowiednio sprzedać. Może Twój mąż też taki jest? (od kilku miesięcy sprz
              > edajemy nasze mieszkanie, napisałam do niego maila czy sprzedajemy, po wielu be
              > zskutecznych rozmowach, odpisał tak, decyzja zapadła, ja zajmuję się wszystkim
              > od zdjęć, po spotkania, wycenę itd)

              no i u mnie dokladnie jest to samo, ale mnie takie cos irytuje, bo przy bardzo
              strategicznych decyzjach typu wybor mieszkania uwazam, ze oboje powinnismy sie
              zaangazowac, zwlaszcza, ze nie dotyczy to pie...tylko spraw przekraczajacych
              zwykly zarzad majatkiem ;)

              > 4. Sprzątanie - on powiedział nie - ja też powiedziałam nie, nie mogę być od ws
              > zystkiego, mamy panią do pomocy w domu (rewelacja) - po prostu trzeba przestać
              > myśleć jak dotychczas - to nie jest strata pieniędzy, to nie jest wyzbycie się
              > prywatności, to jest pomoc dzięki której ludzie mogą być razem.

              no wlasnie nie bardzo mi sie podoba pani do sprzatania w domu, przeabialam pare
              razy i naprawde nie znosze, jak mi kto grzebie w prywatnych rzeczach ;)

              > 5. Przymykam oczy na jego niepotrzebne wydatki, np. nowy komp, chce niech kupuj
              > e, przy okazji rozmawiam z nim na temat obecnego kursu franka (wartości kredytu
              > ).

              Nie mam takich problemow. Oboje mozemy rozporzadzac wspolna gotowka i nie
              wyobrazam sobie ani sytuacji, w ktorej moj maz ograniczalby mnie mowiac, ze nie
              moge kupic czegos, na czym mi zalezy, ani ja ograniczalabym meza. Jestesmy
              dorosli i albo kupujemy rzeczy, ktorych potrzebujemy, albo takie, ktore sa moze
              niekoniecznie potrzebne, ale wiaza sie z naszymi pasjami. Nie, zdecydowanie w
              tej sferze nie mamy problemow komunikacyjnych.

              > 6. Jeżeli już zupełnie mnie zdenerwuje, robię coś odwrotnego niż dotychczas, zo
              > stawiam jego z dziećmi i zabieram kartę kredytową :)

              Oboje nie mamy potrzeby, zeby tak sie zachowywac :)
              Choc bywa, ze poprawiam sobie humor jakims fajnym zakupem.

              > 7. Nauczyłam się samotności, mój mąż nie potrzebuje tak dużo spędzać ze mną cza
              > su jak ja z nim.

              Ja tez sie nauczylam samotnosci. Generalnie zdenerwowala mnie histeryczna
              reakcja meza a nie samotnosc.
              • aga_i_oli Re: Zauwazyłam w tym tygodniu postep w relacjach 11.07.10, 01:46
                > 1. Nagle zaczynam zachowywać się jak on - niby dziecinne, ale działa rewelacyjn
                > ie!
                moj maz nie zachowuje sie dziecinnie :) jest nawet ZA BARDZO powazny :P

                JA nie zachowuję się dziecinnie, tylko tak jak mąż, dla mnie powtarzanie jego zachowania jest dziecinnością.

                > 2. Moja praca w domu musi być szanowana, jeżeli tak nie będzie jego praca też j
                > est mało warta.(czyt. pieniądze które zarabia nie mają wartości)
                slownie - bywa
                pozawerbalnie - kazde z nas ma w sobie duza ilosc balaganiarza :) zreszta - przy
                dzieciach (zywych) to raczej trudno o ten porzadek. Ale generalnie maz zapewnia,
                ze prace szanuje (pod warunkiem, ze mu nerwy raz na ruski rok nie puszcza,
                niestety, i glupot nie chlapnie) - i sie mu wcale nie dziwie, bo masa jego
                zyciowych spraw sie sama zalatwia ;)

                Tak jak u nas. Sama już rozumiesz :)

                > 3. To JA podejmuję strategiczne decyzje, a jemu zostawiam pewien wybór, z góry
                > oczywiście określony.
                > Mój mąż nienawidzi zastanawiać się nad sprawami prozaicznymi, typu - kolor spod
                > ni, rodzaj piwa, miejsce wakacji, moja fryzura, moja szkoła, szkoła dla dziecka
                > , przedszkole dla dziecka, to JA muszę podjąć decyzję, a jego poinformować lub
                > jemu odpowiednio sprzedać. Może Twój mąż też taki jest? (od kilku miesięcy sprz
                > edajemy nasze mieszkanie, napisałam do niego maila czy sprzedajemy, po wielu be
                > zskutecznych rozmowach, odpisał tak, decyzja zapadła, ja zajmuję się wszystkim
                > od zdjęć, po spotkania, wycenę itd)

                no i u mnie dokladnie jest to samo, ale mnie takie cos irytuje, bo przy bardzo
                strategicznych decyzjach typu wybor mieszkania uwazam, ze oboje powinnismy sie
                zaangazowac, zwlaszcza, ze nie dotyczy to pie...tylko spraw przekraczajacych
                zwykly zarzad majatkiem ;)

                ZAPAMIETAJ że to Twoja sprawa :) Mąż ma inne sprawy na głowie, mniej lub bardziej ważne.

                > 4. Sprzątanie - on powiedział nie - ja też powiedziałam nie, nie mogę być od ws
                > zystkiego, mamy panią do pomocy w domu (rewelacja) - po prostu trzeba przestać
                > myśleć jak dotychczas - to nie jest strata pieniędzy, to nie jest wyzbycie się
                > prywatności, to jest pomoc dzięki której ludzie mogą być razem.

                no wlasnie nie bardzo mi sie podoba pani do sprzatania w domu, przeabialam pare
                razy i naprawde nie znosze, jak mi kto grzebie w prywatnych rzeczach ;)
                JESZCZE trochę i zaufasz :)

                > 5. Przymykam oczy na jego niepotrzebne wydatki, np. nowy komp, chce niech kupuj
                > e, przy okazji rozmawiam z nim na temat obecnego kursu franka (wartości kredytu
                > ).

                Nie mam takich problemow. Oboje mozemy rozporzadzac wspolna gotowka i nie
                wyobrazam sobie ani sytuacji, w ktorej moj maz ograniczalby mnie mowiac, ze nie
                moge kupic czegos, na czym mi zalezy, ani ja ograniczalabym meza. Jestesmy
                dorosli i albo kupujemy rzeczy, ktorych potrzebujemy, albo takie, ktore sa moze
                niekoniecznie potrzebne, ale wiaza sie z naszymi pasjami. Nie, zdecydowanie w
                tej sferze nie mamy problemow komunikacyjnych.

                Mój mąż mnie nie ogranicza, ale przedewszystkim siebie nie ogranicza.

                > 6. Jeżeli już zupełnie mnie zdenerwuje, robię coś odwrotnego niż dotychczas, zo
                > stawiam jego z dziećmi i zabieram kartę kredytową :)

                Oboje nie mamy potrzeby, zeby tak sie zachowywac :)
                Choc bywa, ze poprawiam sobie humor jakims fajnym zakupem.

                Ja byłam oszczędna, bardzo, i od pewnego czasu się okazuje że lepiej aby szanowny Pan mąż odczuł "wartość posiadania" żony ;)

                > 7. Nauczyłam się samotności, mój mąż nie potrzebuje tak dużo spędzać ze mną cza
                > su jak ja z nim.

                Ja tez sie nauczylam samotnosci. Generalnie zdenerwowala mnie histeryczna
                reakcja meza a nie samotnosc.
                NIE bardzo rozumiem o co chodzi, jak chcesz napisz na priv, albo tu.

                Sorki za caps, jestem zbyt leniwa aby w html wpisywać polecenie bold.
    • tully.makker Re: Czuję się zagubiona 18.07.10, 20:39
      Czytam to i czytam... I szczeka opada mi coraz nizej. Maz szantazuje ciebie
      skokiem przez okno, ty go szntazujesz rozwodem. Jestes w domu, a nie jestes w
      stanie ogarnac najprostszych spraw typu pranie i prasowanie, co wiekszosc osoba
      normalnie ogarnia pracujac. Nie tylko tesciowa widzi, ze jestes nadopiekuncza,
      to przebija z tego wszystkiego co piszesz. Nie mozesz pracowac, bo dziecko ma
      pierwsza komunie? No prosze cie...

      Nawet sie wyslowic porzadnie nie umiem, bo to wszystko to jakis kosmos...
      • yenna_m Re: Czuję się zagubiona 19.07.10, 14:28
        nie jestem nadopiekuncza - mam po prostu nieciekwych sasiadow :)
        jestem odpowiedzialna - nie sztuka narobic dzieci i rzucic je w samym centrum
        metropolii na wychowanie podworku

        mam po prostu dzieci z problemami, poprzednia praca wymagala ode mnie 10-12
        godzinnej zawodowej aktywnosci. Co, biorac pod uwage, ze meza w zasadzie b. duzo
        nie ma w domu przy wychowywaniu dzieci jest slepym zaulkiem (tygodniowe
        delegacje - a dzieci np trzeba cwiczyc logopedycznie CODZIENNIE, trzeba rowniez
        pilnowac cwiczen wykonywanych w ramach terapii wstepnie orzeczonej, choc nie na
        100 proc pewnej dyskleksji starszaka). Ino widzisz, ja jestem baba po bardzo
        powaznych przejsciach zdrowotnych (wyciecie guza krtani i takie tam rozne) i mi
        sie naprawde bardzo priorytety zmienily - dla mnie trumna nie ma kieszeni i nie
        warto sie totalnie zazynac, byle tylko miec. Wazni dla mnie sa ludzie, dzieci,
        maz, rodzina. Tak mi sie porobilo - straszne, co? ;) Ale to sa juz moje prywatne
        priorytety zyciowe i jak Tobie nie pasuja - to trudno.

        Natomiast tez zdaje sobie sprawe, ze praca dla meza jest ... jego hobby. Wiec
        tez mi trudno ograniczyc czas spedzany przez niego w pracy, tym bardziej, ze
        jakos nie widze narzucania komus, co ma lubic i jaki zawod wykonywac (tudziez
        naciskac na zmiane zakresu osobiazkow skoro to jego bawi). Widzialy galy co
        braly i tyle ;)
        Swoja sytuacje zyciowa porownalabym do sytuacji samotnej matki. A samotna matka,
        ktora nie moze korzystac z pomocy rodziny (bo rodzina daleko) nie ma lekko. Bywa.

        Nam od roku pasuje model rodziny tradycyjnej - po prostu. Wczesniej pracowalam
        (i swietnie zarabialam), studiowalam (koncze 4 studia). Ale widzisz, ja po
        prostu widze, ze zycie nie trwa rok czy dwa. To, ze teraz nie pracuje nie
        znaczy, ze do pracy nie wroce w ciagu 1-2 lat. Bo zycie nie konczy sie na tu i
        teraz.

        Kwestia szantazu - nie, to nie byl szantaz. I mam wrazenie, ze z meza strony
        chyba tez nie byl - facet po prostu po zmianie stanowiska dosc mozno przezyl
        powazna zmiane w zyciorysie. Nie wyrobil psychicznie - zdarza sie. Dostal
        szanse. Bo na nia zaslugiwal. Bo po glebokim przemysleniu sprawy uznalam (na
        spokojnie), ze nie mozna z powodu czyjejs depresji (lub jakiegos zalamania
        psychicznego) przekreslac calego zycia spedzonego razem. Bo czysta uczciwosc
        ludzka nakazuje danie szansy.

        Maz sie jakos psychicznie ogarnal. I bardzo mnie to cieszy.

        Jakies docinki dotyczace najprostszych spraw pomine milczeniem.
        Dla mnie kosmosem jest to, ze czytasz bez zrozumienia.
        Nie prosilam o rady dot. organizacji dnia, bo ten jest w miare dobrze
        zorganizowany (choc pewnie jest ci w to trudno uwierzyc biorac pod uwage moje
        sklonnosci do zrzedzenia, ze musze poprasowac czy posprzatac ;), ale gdzies
        sobie musze pozrzedzic, zeby nie obciazac prywatna frustracja rodziny, prawda?
        ;) ), tylko tytulowy post napisalam po tym, gdy skompletowalam dokumenty
        potrzebne do rozwodu. Bo poczulam, ze ponioslam kompleta zywiowa kleske.
        Tu byl problem.

        I jeszcze raz napisze: nie pracuje, bo oboje tego nie chcemy :) Nie dlatego, ze
        dziecko ma komunie (spotkania akurat tak sie sklada sa organizowane w naszej
        parafii o godz 16 ;) akurat patrz, zadne z nas nie zdazyloby z pracy dojechac -
        ale w sumie przeciez mozna ku ogromnej, wrecz euforycznej radosci pracodawcy co
        rusz sie zwalniac z pracy ;) no przeciez mozna odrobic nieobecnosc biorac
        kolejne nadgodziny i kwitnac w pracy kolejne godziny ;) ewentualnie maz wywali
        strony z sali rozpraw o 14-15 bo musi wyskoczyc na spotkanie przedkomunijne ;) )
        , cwiczenia logopedyczne i logopede przynajmniej raz w tyg. I takie tam.
        Nie pracuje zawodowo, bo oboje z mezem podjelismy taka decyzje zanim zwolnilam
        sie z pracy. Nie pracuje dlatego, ze nas na to stac a rola w zasadzie bardzo
        czesto samotnego rodzica jest wystarczajaco obciazajaca fizycznie i psychicznie,
        i wystarczajaco odpowiedzialna, zeby juz nie dokladac do tego jeszcze lękow w
        postaci niezwykle stresujacej i absorbujacej pracy oraz strachow "kto odbierze
        dzieci po 16 ze swietlicy skoro ja musze znow zostac w pracy po godzinach a maz
        znow w tygodniowej delegacji?". Oczywiscie sa opiekunki. Tylko czy
        odpowiedzialny czlowiek (jesli ma ku temu finansowe mozliwosci, bo przy braku
        tawich to wiadomo - trzeba z czegos rachuki zaplacic i cos jesc) po to ma
        rodzine i dzieci, zeby je upychac na 12 godzin na dobe po roznych instytucjach?
        Jaki czlowiek potem z takiego dzieciaka wyrosnie? No przeciez z zakodowanym
        komunikatem, ze nie bylo wystarczajaco dobre, aby byc w zyciu rodzicow na tyle
        wazne, zeby rodzice chcieli w zyciu dziecka uczestniczyc. Tyle motywacja -
        rownie dobra jak kazda inna.

        No i jestem taka wredna i wyrodna matka, ze gdy bede miala do wyboru usiasc do
        prasowania albo jedak z dzieciakami wyjsc na rowery czy hulajnoge - to w
        ferworze nadopiekinczosci ;) wybiore to drugie. Jesli bede miala do wyboru
        sprzatanie lazienki czy zalozenie dziecku dentki na rowerowym kole bo dziecko
        prosi - wybiore niestety naprawe roweru niz porzadki ;) Jesli bede miala do
        wyboru pojsc z dzieciakami nalapac mrowek do mrowczej farmy i wieszac pranie -
        wybiore to pierwsze. I tak dalej, i tak dalej. Ale chyba takiej postawy oczekuje
        sie od fajnej matki, prawda? A moje dzieciaki uwazaja, ze jestem najfajniesza
        mama ze wszystkich mam na swiecie :P

        I droga tully, jesli w tym kraju chcesz zarabic jakies sensowne pieniadze, to
        nie masz ich za siedzenie na tylku od-do. Masz je za ciezka prace, czesto po
        godzinach, za bycie dyspozycyjnym. Pytanie, czy czesto ;) samotna matka jest
        dyspozycyjna? Oczywiscie mozna zmienic prace. Ino z mezem uznalizmy, ze bez
        sensu, zeby zmieniac na bylekaja prace za bylejaka pensje. Zwlaszcza, ze to, co
        robie w domu niestety/stety przeklada sie na realnie zarobione przez meza
        pieniadze. Proste. Wiec dla mnie, ze bede zlosliwa, nie obraz sie, ale nie moge
        sobie odmowic tej przyjemnosci, brak takiej podstawowej wiedzy o zyciu to jakis
        kosmos :P

        Jesli natomiast jestes rodzicem - to musisz tym dzieciom poswiecic aktywnie
        czas. Jesli chcesz, zeby dzieci wyszly jak najmniej potluczone z domu rodzinnego.

        Wiec dziwie sie, ze krytykujesz obrany przeze mnie model rodziny, skoro nam
        obojgu on w zasadzie pasuje.
        Wiesz, ze Tobie nie pasuje - coz, to juz Twoj problem, nie moj. Mam nadzieje, ze
        jakos sobie z nim poradzisz ;)
        Pozdrawiam serdecznie.
        • kasia_wp Re: Czuję się zagubiona 20.07.10, 13:08
          Skoro jest tak świetnie jak piszesz w ostatnim poście, to skąd ta decyzja o
          rozwodzie i wszystkie posty powyżej?
          Wychodzi na to ,że oboje się postraszyliście trochę i wszystko wróciło na dawne
          tory.
          Teraz usprawiedliwiasz pracoholizm męża i wasze wybory i bronisz się zaciekle,
          przecież nikt tu nie chce ani Twojego rozwodu,ani do pracy nie wysyła.Skoro tak
          zdecydowaliście, skoro stać was na to , to tylko chwalić Boga podskakując.
          Jednak nie wierzę w radykalną przemianę w ciągu kilku dni.
          Napisałaś dość rozpaczliwego pierwszego posta, dostałaś masę odpowiedzi,
          lepszych, gorszych- nie wiem. Wszystkie odrzucasz,afirmując nagle swoje życie.
          Szczerze mówiąc, nie rozumiem czego oczekiwałaś.
          • kochamkotyijuz Re: Czuję się zagubiona 20.07.10, 13:35
            O to to,mam podobne odczucia do kasia_wp.Mnie zastanawia jeszcze
            jedno.Dlaczego tak z uporem mainiaka nazywasz siebie losiem????Bo
            co???Bo zrezygnowalas z pracy?ale przeciez jestes zadowolona z
            wyboru czy to ,ze masz meza pracoholika?ktorego w ostatnim poscie
            tak tlumaczysz.
            Ja za swoim mezem pojechalam na drugi koniec swiata,tak swiata!!Nie
            mamy dzieci ,ale mysle ,ze jakby byly przyjechalyby tu ze mna bo
            wiem jak wazna dla meza jest ta praca a i tym samym dla mnie i
            naszej przyszlosci.


            The dream is this that we will finally be happy when we reach our
            goals.
            Then when we get there and if we are human,we immediately start
            dreaming of something else.
            • ikame Re: Czuję się zagubiona 20.07.10, 15:20
              ojej nie przesadzajcie, przecież mąż się stara: "bez jakichkolwiek
              pretensji zrobil dzieciom kolacje"

              hip hip hurra idę mojego cmoknąć w pazur, przecież dziś zrobił dziecku
              śniadanie, taki zapracowany, a jaki ludzki...
          • tully.makker Re: Czuję się zagubiona 20.07.10, 15:23
            Oj tam, kolejna pani piszaca na forum, jak to ma zle, a potem
            odwracajaca kota ogonem. Na peczki takich.
        • tully.makker Re: Czuję się zagubiona 20.07.10, 15:30
          I droga tully, jesli w tym kraju chcesz zarabic jakies sensowne
          pieniadze, to
          > nie masz ich za siedzenie na tylku od-do. Masz je za ciezka prace,
          czesto po
          > godzinach, za bycie dyspozycyjnym. Pytanie, czy czesto ;) samotna
          matka jest
          > dyspozycyjna?

          Piszesz glupoty. Jestem zywym przykladem na to, ze nie masz racji -
          zrobilam kariere zawodowa, pracujac w godzinach pracy, bedac samotna
          matka. Zreszta do pewnwego sstopnia nadal nia jestem, bo ojciec
          mojego mlodszego dziecka spedza z racji pracu kilka dni w tygodniu
          poza domem.


          Oczywiscie masz prawo do swoich pogladaow - ja, majac mlodsze dzieci
          zatrudnialam pania do sprzatania, bo wieksza wartoscia bylo dla mnie
          spedzac z nimi czas, a nie zasuwac ze sciera czy zelazkiem. Teraz,
          gdy starsze dziecko jest dorosle, podzial obowiazkow w rodzinei mamy
          inny, ale na to pracowalam lata, uczac dzieci samodzielnosci.

          Ale zycze ci powodzenia i zebys miala kiedys taki kontakt ze swoimi
          doroslymi dziecmi, jaki ja mam z moim starszym synem.
Pełna wersja