08.07.10, 21:26
Właśnie minął dokładnie rok,kiedy dowiedziałam się,że Ciebie nie ma i już
nigdy nie będzie tu z nami.Że nie będzie wspólnych spacerów, śniadań
,kolacji,a nawet drobnych kłótni o drobiazgi,bo przecież tych wielkich nie
było,że nie zobaczysz jak dorasta tak upragniona córeczka.Żal,smutek
codziennie mi towarzyszy.Na szczęście minęła wszechogarniająca rozpacz,ale
myślę ,że to Twoja zasługa mój aniele.Cały czas czuję twoją obecność i mam
prawie pewność,że tam z góry opiekujesz się nami.Myśl o Tobie nie przygniata
mnie, a wręcz przeciwnie dodaje sił.I Twoje słowa "dasz radę,przecież jesteś
taka dzielna",które mi powtarzałeś,gdy pojawiały się jakieś problemy.Bardzo mi
Ciebie brakuje i tak straszliwie tęsknię,ale daję radę ,bo Ty zawsze we mnie
wierzyłeś.Jestem wdzięczna,że było dane nam spotkać się i pokochać.
I chociaż wiem,że to nie tak miało być powoli godzę się z losem.
W tak trudnych chwilach nie
byłam sama.Chcę tu podziękować przyjaciółkom poznanym na forum-towarzyszek
niedoli.Gdyby nie One i ich wsparcie byłoby mi dużo trudniej.
Bea i Wiola za wszystko dziękuję.
Obserwuj wątek
    • beattrix120309 Re: Rocznica 08.07.10, 21:48
      Aż trudno uwierzyć jak ten czas szybko biegnie...u Ciebie minął rok a u mnie już
      16 miesięcy...(((.... i mnie bardzo brakuje mojego Jarka...(((

      Asiu ...wiesz że zawsze myślami jestem z Tobą i zawsze możesz na mnie liczyć. I
      ja mogę powiedzieć wam dziewczyny Asiu i Wiolka....DZIĘKUJĘ .... i ja bez was na
      pewno nie przeszła bym tego wszystkiego tak jak przeszłam..... A spotkanie was w
      realu nasza radość i nasze łzy bardzo mi pomogły. Mam nadzieje że nasza przyjaźń
      przetrwa lata...)))
    • isiogrze Re: Rocznica 08.07.10, 22:19
      To już rok...
      Sam już nie pamiętam.. jak to się wszystko zaczęło...wiem jak się skończyło. Ostatni obraz to moje stopy.. i ciężkie krople deszczu spadające na ziemię...potem nic.Kiedy otworzyłem oczy 2 facetów o facjatach grabarzy ściągało ze mnie ubranie w metalowej wannie wypełnionej wodą... kazali się myć...Jak koszmarny sen...
      Następny obraz...twarz Cioci...i słowa..."Jej już nie ma" ...oszołomienie, ból i niedowierzanie... sam w szpitalnej sali... opuszczony przez wszystkich... wypis na własne żądanie w samych mokrych spodniach owinięty prześcieradłem..., bez dokumentów..jak koszmarny sen.....błaganie taksówkarza...pomoc przyjaciół w dostaniu się na miejsce , gdzie wszystko stało się jasne. I ta...natrętna myśl... odejść..Wszystko tu...skończyło się przecież z Tobą Kochanie. Przyjaciel nie dał tej szansy..dopilnował...Wiem ile to Ciebie kosztowało, dziękuję Ci Mrówek...I decyzja. Tchórzostwem byłoby odejść, gdy Ona poświęciła siebie, bym mógł żyć. Wtedy zdałem sobie sprawę z potęgi miłości, poświęcenia.. walki... Muszę zostać,
      żeby kontynuować nasze wspólne dzieło... wychowywać nasze dzieci..Ból ... rozrywający serce na strzępy...wycie... i łzy... które myślałem , że chyba wypłynęły wtedy wszystkie...
      Spotkanie z rodziną , psycholog załatwiony przez Firmę...i..jedna z najstraszliwszych chwil w życiu...Powiedzieć dzieciom... małym dzieciom.. że już nigdy nie zobaczą swojej Mamy...Pogrzeb jak ... w oszołomieniu... ostatnie pożegnanie... ten zimny policzek... i podziękowanie z ratunek..ostatnie obietnice... A potem ...ta pustka...

      I ciągłe brnięcie...do przodu.. choćby na kolanach..pomoc teściowej..: jedz...nic nie jesz... nie pal już...przecież nie paliłeś...Powoli .. jak żółw...ale uparcie...postanowiłem uczyć się.. jak starać się być dobrym...samotnym rodzicem...po trzech miesiącach spędzonych w domu Teściowej... wróciliśmy do domu... już sami... Ja jak robot...Ciągle uczący się nowych dla mnie rytuałów...pranie, sprzątanie...zakupy ...praca ...prasowanie ... wszystko to jak w koszmarnym kołowrotku bez kolorów... Walka z urzędami... bankami..ZuS...US...Opłaty, budowa grobowca..."Nie tak mieliśmy mieszkać"... Nawrót tych myśli...brak łaknienia... samotne wieczory i łzy...wiele wieczorów..."Czemu obiecywałeś...że zostaniesz...cholera..." I znów mały, pół kroku... Organizowanie dzieciom kilku spotkań...Uparte wychodzenie do ludzi... którzy powoli przestali się bać wdowca ze stygmatem śmierci na twarzy...Nieoceniona pomoc Teściowej, która trwa do dziś...niewidziana ręka, która coś przestawi, odbierze dzieci z przedszkola, przypomni delikatnie o jakichś ważnych zakupach, terminach...Najgorsze wieczory...weekendy...W Internecie zacząłem szukać pomocy, porady... począwszy od najprostszych spraw... do tych najtrudniejszych...jak dalej żyć... Trafiłem na Forum wdowców...ale tam...suche.. proste ..męskie oszczędne wypowiedzi...dopiero na mama-wdowa...uświadomiłem sobie że nie jestem sam...Że gdzieś tam w głębi... w podziemiu naszego codziennego uśmiechniętego i bezproblemowego świata - czai się rozpacz, łzy, bezsilność i samotność...W 2 wieczory...przeczytałem chyba wszystkie posty...Dowiedziałem się z nich więcej...niż mogłem się spodziewać...Od tej pory...to miejsce stało się sposobem na wylanie myśli...wymianę doświadczeń...

      ...I w chwili, gdy byłem przekonany, że nigdy już w moim rozharatanym sercu nie będzie miejsca na cieplejsze uczucia...Los ponownie postanowił przekornie powiedzieć...'mylisz się'...Pomoc...której udzieliłem lub udzieliliśmy ..sobie nawzajem....zupełnie bezwiednie...zamieniła się w pomoc dla mnie w dwójnasób...a dni stały się ...oczekiwaniem na wieczorne rozmowy... Tyle wspólnych, bliskich myśli, wrażeń...nauczyłem się dzięki mej Biedroneczce... wielu rzeczy, wiele przypomnieliśmy sobie nawzajem...Sprawiła, że moje serce znów zaczynało bić dawnym rytmem na Jej głos, widok...Razem .. upletliśmy linę, którą wspólnie
      wspinaliśmy się z przepaści rozpaczy...ku Słońcu... Kolory stały się żywsze :-), w oddali słychać już było...śpiew ptaków i ramiona omywał ciepły podmuch wiatru...

      ...Niestety Los po raz drugi nie okazał się łaskawy... nie wszystko potoczyło się tak... jakby człowiek marzył... A jednak... Gdzieś na dnie tego skołatanego, oszołomionego serca...zostało cenne doświadczenie.

      Nigdy nie mówię nigdy. Nigdy nie mówię zawsze. Może być Pięknie. Mogę Kochać. Może jeszcze bardzo boleć..cholernie boleć... w miejscu gdzie myślałem że ból się wypalił. Znów ...spadłem... ta wypleciona wspólnie lina... okazała się tylko niteczką.. plecioną przez Mojrę... na samym szczycie...pocięła mi ręce...do krwi... Spadłem... jak Ikar... gdy już wierzyłem, że mogę sięgnąć słońca...
      Taki chichot Losu....znów... plotę tą linę...sam....Znów poharatany...z lodowym soplem w sercu...Nie ma ucieczki przed Losem...

      Dziękuję Ci Kochanie...za uratowanie życia. Za codzienną Miłość... za radość, którą dawałaś moim oczom. Za dzieci, które patrzą na mnie Twoimi ślepkami... Za siłę...którą obdarzyłaś mnie...w jedyny w swoim rodzaju sposób.Dziś już wiem. Zawsze to wiedziałem. Stanowisz część mojego życia. Naszych wspomnień. Naszych uśmiechów i smutków. Moje serce ...jego lwia część...została pochowana razem z Tobą...lecz wiem...że w mojej piersi bije teraz taka sama część
      Twojego serduszka....dla mnie i dla naszych dzieci. Nigdy Cię nie zapomnę. Dlatego mimo potknięć, mimo bólu kolan, krwawiącego serca...będę się podnosił...dopóki ktoś tam w górze zwolni mnie z tego obowiązku.

      Dziękuję Ci Biedroneczko... za pomocną dłoń, której nie oczekiwałem.. za pokazanie, że świat jeszcze może być kolorowy. Za pełne magii rozmowy i spotkania.Za uczucie...za traktowanie mnie jak mężczyznę... Za mądrość.. która pomagała mi w kłopotach.
      Za...pokazanie... że jeszcze można pokochać...szaleńczo pokochać.....Będę zawsze pamiętał...ogrom rzeczy, które stały się za Twoją przyczyną. Wieczory, które spędziliśmy razem przez "kabelek". Dzięki Tobie ...jestem teraz tu...gdzie jestem... i odwracając się ... mogę sobie spojrzeć w twarz przy goleniu.. i powiedzieć.. "Grześ...odbyłeś długą drogę"..

      W sercu nic się nie zmieniło. Ja nie cofam swych słów..Nigdy. Teraz...są tam już dwa bardzo specjalne miejsca... Lecz teraz znów uczę się sam biegać boso po mokrym piasku...Staję się kimś innym...kim będę na końcu drogi? Nie wiem. Nie mówię nigdy. Nic to.. Wiem tylko...kiedyś... jeszcze poczuję.... dłoń na ramieniu.... i cichy głos powie... "Jestem...."

      Dziękuję osobom na Forum. Za ich tajemne myśli...za ich wsparcie i pomoc...cenne rady... Tutaj.. Dziękuję szczególnie Wioli,Bei i Asi..Jesteście bardzo ważnymi osobami w moim życiu, mimo że często traktuję was jakby było inaczej...

      Tu na Forum jako społeczność stanowimy nieocenioną pomoc dla samotnych, pozostawionych nagle.. zrozpaczonych i rannych dusz...
      Wasza pomoc...jest nieoceniona... psychologowie powinni płacić za możliwość korzystania ze źródeł ;-)...Będę tu zaglądał...jeśli starczy sił, by pomagać.
      • nn-a Re: Rocznica 08.07.10, 22:41
        Grześ ja Tobie również dziękuję.Zwłaszcza za głupie żarty,gdy z rozpaczy chciało
        się gryźć ściany i za to że jesteś gdzieś tam i czasem pomyślisz.Za rozmowy i
        wsparcie.Ty też jesteś dla mnie ważny.
    • wiolawarszawa Re: Rocznica 09.07.10, 12:30

      Ból, rozpacz, łzy…. Noce i dnie kiedy prosiłam o śmierć, kiedy moje
      serce przestawało bić. Kiedy nie potrafiłam zrozumieć dlaczego los
      tak okrutnie mnie doświadczył, kiedy wszystko skończyło się w ten
      sobotni poranek… kiedy moje Kochanie zamilkło na zawsze… . Przepaść
      w której się znalazłam…. Ból rozdzierający moje ciało, duszę i
      myśli…. Nigdy nie zapomnę tego koszmaru, która trwa do dziś kiedy
      tylko wracają obrazy, wspomnienia… kiedy spojrzę na nasze
      fotografie… kiedy idę na cmentarz by zapalić znicz. I choć wiem, że
      moje Kochanie jest zawsze blisko mnie i wspiera mnie każdego dnia
      to wcale łatwo nie jest. Kiedy sięgałam już dna, kiedy moje „życie”
      było jednym ogromnym obłędem własnego istnienia… kiedy wydawało
      się, że nic nie powstrzyma mnie od betonowej ściany, ostrego
      zakrętu, który wybrałam aby skończyć własne cierpienia…. W moim
      aucie zaczęły działać hamulce… jak za dotknięciem czarodziejskiej
      różdżki …poczułam na ramieniu ciepłą dłoń i ciepły pełen zrozumienia
      głos… to On dał mi siłę przetrwać te wszystkie najgorsze chwile…
      przywrócił wiarę i nadzieję,że warto próbować iść przez drogę
      wyłożoną ostrymi kamieniami,iść do przodu i nie poddawać się…
      Spotkanie tu na forum Grzesia,Beatki, Asi… było moim ogromnym
      szczęściem…wymiana naszych łez,bólu, żalu i rozgoryczenia …wiązały i
      zbliżały nas z każdym dniem… Grzesiu, Beatko i Asiu jesteście dla
      mnie bardzo ważnymi i bliskimi mi ludźmi i tak pozostanie na
      zawsze…. Chciałabym aby nasze zranione dusze jeszcze mocno się
      uśmiechały i znalazły swoje szczęście…. Wierzę,że tak się stanie …
      jeśli nie dziś to może jutro ale wiem,że tak będzie,że złapiemy
      promyki słońca w swoje dłonie, że poczujemy wiatr we włosach i
      ciepło w serduszku.
      Za każdą chwilę spędzoną z Wami jeszcze raz serdecznie dziękuję… za
      każde słowo, uśmiech, łzę za każdą Waszą myśl… dziękuję.
      Minęło 29 miesięcy w międzyczasie wydarzyło się bardzo wiele…. Dziś
      moje życie zmieniło się bardzo i jestem w zupełnie innym miejscu.
      Tylko czasem zastanawiam się, czy tu gdzie jestem teraz …. jestem
      szczęśliwa? ….. Dlaczego po drodze musiałam zranić bliską mi osobę?
      Dlaczego tak bardzo się gubię, kiedy wydaje mi się, że już się
      znalazłam?…. Gdzie zaprowadzi mnie życie?….To trudne pytania ale
      odpowiedzi muszę szukać sama…. może kiedyś będę umiała zrozumieć
      samą siebie.. . Teraz jest to bardzo trudne bo to co nas spotkało..
      bardzo nas zmieniło...
      • aniawdowa Re: Rocznica 10.07.10, 10:02
        Z pewna radoscia przeczytałam to co kazdy z Was napisał...I niby to miejsce
        gdzie spotykają sie osoby pogrążone w smutku a drugiej strony jakie piekne
        przyjaznie potrafią sie nawiązać..
        Jestem przekonana ze takich przyjażni nawiązało się tu wiele, wiele wzajemnego
        wsparcia, wielu z Nas przeszło tą trudną droge własnie dzieki osobą poznanym tutaj.
        Ja mam za soba 4 lata i wiele osób z tego forum stało się dla mnie jak siosty :)
        Jak dzis pamietam pierwsze moje wejscie tutaj i to jak wszyscy mieli dla mnie
        dobre słowo takie które dawało nadzieje ze bedzie dobrze. Jak juz zostało
        napisane osoby stąd to najlepszy "psycholog"
        Dlatego choc czasem bywa tu tez cichutko to wiem ze to forum jeszcze nie jednemu
        pomoże jeszcze nie jedne przyjażnie się tu rozwiną...

        Dzis zyje nowym zyciem - nowym w sensie ze poradziłam sobie ,nauczyłam się zyc
        bez męża i cieszę sie tym co mam. A osoby poznane tu i tak ciagle sa w moim
        sercu (gg,skype,tel,real) zawsze wiem ze znajdzie się ktos z kim mozna
        porozmawiać zawsze któraś z nich jest.
        Wrzesień- pażdziernik kolejne spotkanie tzw:sabat... juz czekam kiedy wszystkich
        uściskam i te rozmowy do rana :)

        Kochani mam nadzieje ze takich przyjażni nawiąze sie tu jeszcze wiecej takiego
        wzajemnego wsparcia,zrozumienia..

        ŻYCZĘ Wszystkim radosnego,słonecznego weekendu :)
        • agni-123 Re: Rocznica 23.11.11, 08:05
          U mnie dzisiaj mija 3 lata.Jest trochę lepiej niż na początku, ale że dobrze to nie mogę powiedzieć. Cały czas wspominam i myślę jakby to było, gdyby żył. Co by zrobił w danej chwili lub co by powiedział. Szczególnie takie myśli przychodzą w chwilach kryzysu i w wekend. Ale myślę, że los da mi jeszcze chwile radosne i pozwoli mi cieszyć się życiem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka