Dodaj do ulubionych

potrzebuje sie wygadac - bardzo dlugie

10.09.10, 21:04
bo nie mam komu :( najlepiej jak zaczne od poczatku. Wszystko zaczelo sie dokladnie 2 lata temu. zawsze uwazamam sie za odpowiedzialna i rezlutna osobe. nigdy nie mialam zadnych glupich wybrykow w okresie dorastania. rodzice nie mieli ze mna zadnych problemow. jak wychodzilam z domu i np. mialam wrocic o 22 to bylam juz o 21:45. mozna by wymieniac bez konca jaka to ja poprawna bylam.

dostalam szczesliwy los od zycia ze spotkalam tak mi sie kiedys wydawalo idealnego mezczyzne dla siebie. taka sielanka hormonalna trwala przez 2 lata. a pozniej zaczelo sie "normalne" zycie - jak to stwierdzily moje kolezanki. po 4latach przyszlo jakies znudzenie z jego strony. oddalalismy sie od siebie. ja jestem strasznym pieszczochem i lubie sie przytulac, dotykac itd. lecz z jego strony poczulam ogromny chlod. myslalam ze to minie, ale bylo jeszcze gorzej. doszlo do tego ze jak jak go nie objelam albo nie pocalowalam to tez tego nie dostawalam. chociaz z nim rozmawialam nic nie uzyskiwalam jakbym wali grochem o sciane :(

w sierpniu widzac co sie ze mna dzieje kolezanka namowila mnie zebysmy poszly na studia. uwazala ze to mi dobrze zrobi, poznam nowych ludzi i troszke sie rozerwe.
i tak sie stalo. od pazdziernika zaczelam chodzic na zajecia. jednak rozdzielono nas do innych grup i spotykalysmy sie tylko na wykladach. ktoregos razu na jednym z nich, dosialo sie do nas 2 kolegow z mojej grupy. jeden ciagle sie na nas patrzyl. sadzilam ze na moja kolezanke, bo miala zawsze wieksze powodzenie niz ja. wtedy po raz 1 pomyslalam sobie o nim jako o innym facecie - w sensie ze mezczyzna (pewnie wiecie o co chodzi a nie tylko slepo zapatrzona w swojego). ale nagle moj wzrok padl na jego rece a tu - odstraszacz - zlota obraczka. pomyslalam sobie to nie dla mnie facet. zaczelam traktowac go jak innych kolegow. az ktorego dnia kolezanka mi powiedziala zobacz jak on sie na ciebie patrzy jakby chcial cie zjesc. - nie uwiezylam w to. jak facet 3 lata po slubie moze patrzec z porzadaniem na inna kobiete - nie przechodzilo mi to przez mysli. zaczal mnie "podchodzic" a to ze niby cos tam pozyczyc, a to ze cos wytlumaczyc. a ja glupia, naiwna nie zdawalam sobie sprawy ze zarzuca na mnie swoja siec. duzo ze soba rozamwialismy, opowiadal mi o zonie, ze im sie nie uklada itd. od razu mu powiedzialam ze ja nie chce byc pocieszycielka ani kochanka. ze mam swojego faceta, oklamalam go ze jestem z nim szczesliwa zeby sobie odpuscil. ale nie odpuscil, poswiecal mi swoj czas, przebywal ze mna coraz wiecej. a wiecie co sie dzieje jesli 2 ludzi ciagle jest ze soba chcac nie chcac wytwarza sie jakas chemia a jak jeszcze sie sobie podobaja to moze duzo sie wydazyc - i sie wydazylo, zauroczylam sie w nim, on chyba sie zakochal. probowalismy z tym walczyc. ale ta glupota - bo inaczej nie mozna tego nazwac - ciagnela nas do siebie. 1 raz w zyciu czulam sie taka wyjatkowa, taka doceniana, taka piekna. nigdy bedac z jakimkolwiek mezczyzna nie czulam i nie widzialam w jego oczach tego co widzialam teraz. zostawialm dla niego i przez niego swojego chlopaka. (a ten wtedy sie obudzil i robil cuda, niewidy zebym tylko do niego wrocila). powiedzialam mu o wszystkim majac nadzieje ze mnie raz na zawsze zostawi. ale on "stawal na uszach" zeby mnie odzyskac. powiedzialam mu zeby poczekal. bo ja sie gdzies pogubilam i juz sama nie wiem jak z tego wyjsc. nie wiem jak to opisac widze teraz wszystko jak przez mgle, ze lzami w oczach. kochalam go mimo tego ze taki byl na koniec naszego zwiazku nie dobry dla mnie, kochalam go ze chcial mnie odzyskac a mimo to pchalam sie w jakis glupi i bezsensowny, nie majacy przyszlosci zwiazek. raniac przy tym tyle ludzi. raniac jego, raniac zone tego drugiego. mimo wszystko wiedzac ze to jest zle nie umialam sie powstrzymac.
az pewnego razu zadzwonila zona (tego z ktorym mialam romans) powiedziala ze go bardzo kocha i znizyla sie do tego zeby taka jak ja poprosic zebym go zostawila, zebym nie zabierala jej meza. i wiecie co ja zrobilam - zostawilam go dla niej, odpuscilam, mimo to ze przez te pare miesiecy ktore romansowalam z jej mezem czulam jakbym dotykala nieba. tylko dlatego odpuscilam ze kiedys moja rodzine cos takiego spotkalo ojciec znalazl sobie kochanke - ja i mama prosilysmy ja zeby nie zabierala nam ojca i meza. ale ona nie odpuscila. zepsulam mi zycie i zniszczyla mi rodzine. pomyslalam sobie ze nie chce byc taka osoba jak kochanaka mojego ojca bo w gruncie rzeczy jestem dobra osoba. i nigdy nie chcialam skrzywdzic tak duzej ilosci ludzi. zostawilam go chciaz bylo mi ciezko, obiecalam jej ze nie bede z nim rozmawiac. wyobrazcie sobie jak musilo mi byc ciezko kiedy na przerwie miedzy zajeciami podchodzil do mnie a ja od niego uciekalam. bo przeciez obiecalam to jej.

zadzwonilam do mojego bylego - to byla dla mnie ostatna deska ratunku, chciaz myslalam ze ze po tym wszystkim nie bedzie chcial mnie widziec - dopiero wtedy zrozumialam jak bardzo mnie kocha. siedzialam przy nim i plakalam przez to wszystko co sie stalo. przez ta moja glupote i naiwnosc i jakies glupie mrzonki o zawirowaniu uczuc itd. a on mnie pocieszal, dzien i noc byl ze mna. obiecywal ze wszystko bedzie dobrze. i uwierzylam w to. dalismy sobie 2 szanse. nie czulam przy nim ze mnie pragnie, ze jestem jedyna na swiecie - jak przy tamtym. ale czulam teraz ze mnie kocha. ze nic przy nim zlego mi sie nie stanie. caly rok tak bylo. 14 lutego tego roku osiwdczyl mi sie. zabral mnie wieczorem do parku pokrytego sniegiem. bylo chyba z - 20. albo i zimniej bo z radosci lzy mi poplynely i zamarzly. czulam ze nic naszego szczecia nie zachwieje.
zaczelismy planowac slub. a wlasciewie ustalilismy date na nastepny rok. ja tym wszystkim podekscytowana zaczelam "szalec" jak to panna mloda ma w zwyczaju. a teraz jest tak ze albo mi sie wydaje albo znow racamy do punktu wyjscia. bo nic nie mamy zwiazanego ze slubem. ksiedza, sali itd. moj narzeczony sie nie kwapi do tego jak przychodzi jakas rozmowa na ten temat to tylko caly czas slysze ze nie ma pieniedzy. to sobie odpuscilam, bo skoro nie ma to nie bede na to nalegac ;) jak na razie. ale oprocz tego znow sie czuje przy nim taka mala taka niewidzialana :( takie nic. dawno nie slyszalam zadnego kompelemtu. tylko cos takiego slysze jak on stoi przed lustrem "ale z ciebie przystojniak" taki jakis egoistyczny sie stal. nie mowiac juz nic o przytulaniu czy glaskaniu a juz o seksie to chyba moge zapomniec jak go sama nie zaczne. i znow czuje sie sie wypalam w tym zwiazku. ze tylko ja w niego cos wkladam a w zamian nic nie dostaje. :( nie wiem co tu robic bo zadne rozmowy nie pomagaja. jak cos to na 1 gora 2 dni i znow to samo.

a teraz jeszcze 2 sprawa bo ostatnio dostalam maila od tego "kochanka" - jesli mozna tak nazwac kogos z kim sie nawet nie spalo. jaki on jest szczesliwy ze swoja zona, ze teraz dobrze im sie uklada, i ze dobrze ze tak sie wszystko stalo ze mnie spotkal i ze pozniej tak wyszlo jak wyszlo. i wiecie co jakos mnie ugodzilo to strasznie w serce, az sie poplakalam. zamiast sie cieszyc ze on jest szczesliwy i ze dobrze mu sie z zona uklada i ze sobie wyszystko poprawil. wcale tak nie czuje. chciaz zawsze uwazalam ze jego zona jest duzo brzydsza ode mnie. to teraz ogladalam na pewnym portalu zdjecie ktore wstawil. i pomyslalam sobie ze swietnie wyglada. tak piekne bylo to zdjecie. a ja teraz czuje sie jak jakis kocmouch. chciaz jestem zadbana to psychicznie sie czuje strasznie zle. jakbym byla jakas gorsza od niej, brzydsza. chciaz jest ode mnie duzo starsza. to sie czuje jak jakies male nie wiadomo co. i nie umiem tego zmienic. i mi jest straszne zle z tym. bo przeciez kazdy czlowiek zasluguje na to zeby dobrze sie ze soba czuc. wiem ze nadal sie podobam mezczyznom. mowia mi w pracy ze ladnie wygladam, ze fajna jestem, ze dobrze i swobodnie sie ze mna rozmawia itd. ale ja juz nie potrafie tego sama w sobie zrobic, zeby czuc sie kims wyjatkowym. kims kim kiedys bylam przed tymi wszystkimi wydarzeniami.

Dziekuje, ze to przecztalas/es
Obserwuj wątek
    • demonsbaby poprawna, grzeczna ... ino 10.09.10, 21:31
      przeczytałam i nie wiem ... głaskać czy lać w pysk.
      Czujesz się kocmołuchem bo gość, któremu starałaś się, zresztą nie bez jego zdecydowanego sprzeciwu, pomóc rozpieprzyć rodzinę? Ciekawe jak czuła się żona, która poniżyła się do rozmowy z tobą? Pewnie ...wyobrażenie piękna. Za argumentację stawiasz fakt, że sama przeżyłaś popieprzony układ w rodzinie jak córka zdradzającego matkę ojca ... to po co ty masz powielać ten rewelacyjny wzór? Najwyraźniej gościa sobie nie odpuściłaś, a rutyna zabija w tobie entuzjazm. Skoro były - obecny nie poprawił się mimo rozstań i powrotów to odpowiedż już znasz. Nie wiem o co chodzi, może na równi przestań okazywać jakiekolwiek uczucia to druga strona się obudzi. A jeśli się nie budzi ... a ty nie jesteś jego pewna, to szukaj gdzie indziej, tylko nie rozpieprzaj komuś życia, bo zazdrościć nie będziesz sytuacji zdradzanym żonom, jak spotka to ciebie.
      • demonsbaby Re: poprawna, grzeczna ... ino 10.09.10, 21:37
        demonsbaby napisała:


        > Czujesz się kocmołuchem bo gość, któremu starałaś się, zresztą nie bez jego zde
        > cydowanego sprzeciwu, pomóc rozpieprzyć rodzinę, wrócił do żony i jest szczęśliwy? Jak zwykle ucięcie tekstu ...
        A i jeszcze jedno, zastanawiające, że szuka kontaktu z tobą ... pewnie i jemu nie przeszło. Zgaduję, że chyba wam (tobie i nielojalnemu facetowi) na nowo chodzi po głowie uniesienie z rutyny ... czemu nie? może zacząć od nowa na nowych zasadach. rzucić w cholerę żonę i narzeczonego i materializować własny związek ... znów będziecie sobą.
        • buba_6 Re: poprawna, grzeczna ... ino 10.09.10, 22:00
          jestem tego pewnie w 100% ze nie chce byc z tamtym od 1,5 roku nie mam z nim zadnego kontaktu. tylko ostatnio wlasnie mi takiego maila wyslal.nawet mu nie odpisalam. wiem ze zle zrobilam i pewnie bede zalowac tego do konca zycia
          • kkalipso Re: poprawna, grzeczna ... ino 10.09.10, 22:22
            ....Zostaw swojego chłopaka to kolega nie materiał na męża(dla ciebie),podejrzewam,że jesteś młoda,nie fajnie byłoby zostać na troszkę singielką,ja Tobie tego życzę ,wyszalej się a póżnej myśl o zamążpójściu.Tylu fajnych chłopaków jest do poznania,fajna z ciebie dziewczyna z tego co piszesz i uwierz w to,że Tobie tobie też coś się należy,a nie nędzne życie u boku "chłopaka".........
          • demonsbaby Re: poprawna, grzeczna ... ino 10.09.10, 22:38
            nie opowiadaj bzdur dziewczyno ... bo tu zycia przegrane są 2 o ile nie 3, a kochaś się dobrze bawi waszym kosztem.
            Pierwsza opcja: ty w roli kochanki i tak lat naście, dzieścia albo i do usranej śmierci, bo żona go nie puści, jemu będzie dobrze na 2 domy, ty zakochana po uszy im dłużej to będziesz ciągnąć, tym trudniej będzie się tobie z tego uwolnić. Nawet w roli kochanki. Zatem przesrane życie masz ty, żona, której serwujesz z jej mężem piekło no i pewnie dzieci, w roli których osobiście już dawno powinnaś się postawić. Nie umniejszając chłopakowi, który może zrozumie co od niego oczekiwałaś.
            Opcja druga: ty w roli legalnej kochanki rozwodnika, dzieci przezywające rozwód, żona z odciskiem buta na tyłku... cierpią oni, nie ty nie kochanek ... ale fortuna się kołem toczy. Co jeśli do roli żony u niego nie awansujesz albo okaże się, że stały związek również zapachnie rutyną... na nowo na darmo kilka złamanych żyć.
            Opcja trzecia: wszystko super, żona się wreszcie uwolniła od palanta, dzieci skaczą z radości pod niebiosa, że zabrałaś im ojca, ciebie dodatkowo traktują jak drugą matkę, ty się czujesz spełniona z wartościowym kochankiem.
            • buba_6 Re: poprawna, grzeczna ... ino 10.09.10, 22:47
              trudno skoro masz takie zdanie to je uszanuje
              napisalam juz raz ze nie chce z nim byc, nic mnie z nim nie laczy, jak ostatni raz z nim gadalam czyli 1,5 roku temu to dzieci nie mial wiec nie wiem skad ten wyjazd o dzieciach.

              tylko nie moge zrozumiec samej siebie, dlaczego mnie zabolalo jej zdjecie. i dalej nie wiem dlaczego.
              • demonsbaby jak pisałam 10.09.10, 22:54
                w pierwszym poście, bo uczucie nie wygasło. Pytanie co ty nadal oczekujesz od siebie i zycia? Tamtego chłopa czy męża - romantyka? Obecny narzeczony, najwyraźniej do tego gatunku nie należy i życie u niego nie składa się z takich drobiazgów jak twoje ... odpowiedz sobie zatem, czy warto wam obojgu komplikować sobie życie, skoro u jego boku szczęśliwa nie będziesz ... a tamten? Wybierz trzy opcje bez wątku z dziećmi...
                A może najprościej? daj sobie czas na wszystko i znajdź zupełnie nowego chłopa bez wątków w przeszłości.
              • nutka07 Re: poprawna, grzeczna ... ino 10.09.10, 22:58
                Ty sie zakochalas, facet chcial pobzykac na boku.
                Uroda zony nie ma tu nic do rzeczy. Nawine jest myslenie, ze wyglada sie lepiej bo na mnie zwrocil uwage a zone robi w bambuko. Gdyby tak bylo prostytutki nie mialyby klientow.

                Moze temat nie jest calkowicie zamkniety i jeszcze sie cos w Tobie tli, a widok ladnej zony spowodowal uklucie zazdrosci.
                • buba_6 Re: poprawna, grzeczna ... ino 11.09.10, 12:45
                  nutka07 napisała:

                  > Ty sie zakochalas, facet chcial pobzykac na boku.

                  moze i chcial ale mu nie wyszlo
                  • nutka07 Re: poprawna, grzeczna ... ino 11.09.10, 14:30
                    Jak widac probowal odnowic znajomosc. Gdyby nie chcial miec kontaktu to by sie nie odezwal.
    • doctor.no.1 Re: potrzebuje sie wygadac - bardzo dlugie 11.09.10, 07:55
      A ja myślę, że na siłę pakujesz się w związek bez przyszłości... Ze strachu?... Nie wiem...

      Młoda jesteś i dopiero zbierasz swoje doświadczenia z mężczyznami. Sądzę, że po ślubie znowu będziesz zawiedziona... Twoją młodość czuć w naiwnej wierze, że w związku "motylki" trwają cały czas. A tak nie jest. Wspólne życie razem to nie porywy namiętności :) A gdy poznaje się nowego mężczyznę, to pierwsze miesiące są wspaniałe... działa chemia w mózgu, który wyrzuca tony endorfin. To endorfiny powodują, że traci się jasność myślenia i nie zwraca uwai na obiektywne problemy typu... żona :) Ale wiesz... aby człowiek mógł funkcjonować normalnie i racjonalnie, po krótkim czasie mózg nie produkuje takiej ilości endorfin jak na początku, namiętność - choć ciągle trwa - jest już inna, potem pojawia się albo przyjaźń albo codzienna orka na ugorze i zniechęcenie...

      Sądzę, że przed Tobą czas na "poszalenie", nie masz dzieci i szczególnych zobowiązań, a koniecznie "z brak lepszych opcji" pchasz się w małżeństwo, które radości Ci prawdopodobnie nie da. Sądzę to na podstawie opisu Twojego stosunku do narzeczonego.
    • demonsbaby buba 11.09.10, 09:09
      wnioskuję, że jesteś 20paro- (max) letnią kobietą... zaangażowałaś się w uczucie bez przyszłości, u faceta, który szukał odskoczni na chwilę. Miałaś i masz nadal partnera, zapewne nie wiele starszego od siebie, który nie do końca pojmuje potrzeby kobiet czy też dbania o drobiazgi, wpływające na twoje życie ... rzecz uskrzydlenia. Z twoich postów wnioskuję, że masz "romantyczną duszę" Niepokoi mnie natomiast jedno ... Czy ty umiesz żyć sama, bez partnera? Albo spotykać się bez większych zobowiązań? Po prostu wykorzystać jeszcze ten czas na "badanie", własny rozwój, itp.?
      • buba_6 Re: buba 11.09.10, 12:47
        demonsbaby napisała:
        Niepokoimnie natomiast jedno ... Czy ty umiesz żyć sama, bez partnera? Albo spotykać się bez większych zobowiązań?

        nie umiem :(

        btw. blizej mi do 30 niz do 20
        • demonsbaby Re: buba 11.09.10, 13:19
          brutalnie rzecz ujmując: "kochliwa romantyczka, naiwna w swojej potrzebie bycia kochaną". Pytanie czy taki obraz jest zły? Nie musi, jeśli pozwolisz sobie na odrobinę racjonalności, a przynajmniej tak mi się wydaje. Ta racjonalność, powinna dotyczyć doboru partnera. Nie ma ludzi doskonałych, a ten rycerz na białym koniu może mieć mankamenty. Rzecz w tym jak sobie ułatwić życie i nie krzywdzić innych. Możliwe, że kluczem do zmiany relacji twojego obecnego partnera jest umiejętność komunikowania mu twoich potrzeb ze wzajemnością albo szukania kompromisu, który będzie satysfakcjonował choćby w części obie strony. Możliwe, że facet, który ciebie kocha jest w swojej miłości egoistyczny i nie ma potrzeby dawania, dopóki na łeb nie wyleje mu się wiadra zimnej wody.. działasz dość desperacko.
          Zupełnie niepotrzebnie.
          Jak zatem umiałabyś żyć, gdyby partner twojego życia miał z tobą dzieci i odszedł z tego świata? Położyłabyś się i umarła? Gwarantuję ci, że nie.
          Nie dzieje się tak, że nasze związki są wymarzone i funkcjonują w oparciu o nasze wyobrażenia, ale w oparciu o wysiłek wspólnej pracy nad takim związkiem, nie ma idealnych związków. Partnerów również. Możesz spróbować terapii dla par ze swoim obecnym narzeczonym, możliwe, że trzecia osoba pomoże wam znaleźć kierunek jak dbać o potrzeby w związku ... możliwe, że podejmiesz decyzję, że taki związek nie ma szans, bo facet się nie zmieni. Ludzie się mogą zmieniać, kształtować charaktery jeśli chcą, ale nie potrafią się zmienić o całe 180st. Mogą wyeliminować pewne wady.
          Choć spróbuj się na chwilę zatrzymać i spróbować być samą, po to, żeby odnaleźć chwilowo równowagę. Zobacz jak żyjesz "z miejsca na miejsce, targana emocjami"... z jednych ramion w drugie - klin klinem... to tak działa, ale nie jest sposobem na życie, ani rozwiązaniem błędnych założeń.
          Tamten koleś, to pajac. Oczekiwałaś miłości od gościa, który nie był w stanie być lojalnym wobec partnerki, którą samodzielnie wybrał na towarzysza życia ... możliwe, że brakowało mu odskoczni albo lubi barwne życie, a żona kocha go na tyle, że nie chce zderzyć się z prawdą ... nie wiem.
          Natomiast wyznaczać powinnaś sobie cele w oparciu o to kim ty jesteś / jakim człowiekiem, a nie w jaki sposób kształtuje się twoje życie w związkach. Może sama spróbuj udać się na terapię, odszukać jakiegoś punktu zaczepienia, od którego ty "buba bez partnera" mogłaby zacząć.
          • buba_6 Re: buba 13.09.10, 13:04
            dziekuje Twoja wypowiedz mi bardzo pomogla
        • triss_merigold6 Re: buba 11.09.10, 14:58
          No to zawsze będziesz popychadłem.
    • blue_romka Re: potrzebuje sie wygadac - bardzo dlugie 13.09.10, 14:16
      Romanse mają to do siebie, że są piękne, wzniosłe, dodają energii, pozwalają bujać w obłokach, żyć jakby w innym wymiarze. Właśnie dlatego, że są romansami. Gdybyś związała się na stałe ze swoim kochankiem i dopadła Was rutyna dnia codziennego, gwarantuję, że motyle w brzuchu by zdechły. Twoja sytuacja jest o tyle skomplikowana, że o ile dobrze zrozumiałam, Wasz romans nie zakończył się burzliwe ani nie wypalił, tylko został racjonalnie przerwany w rozkwicie. To powoduje, że będziesz idealizować zarówno sam związek, jak i byłego kochanka. Wspomnienia tego, jak było cudownie i projekcje tego, jak wspaniale mogłoby być mogą pojawiać się w Twoim życiu jeszcze długo albo i zawsze. Chyba, że zdasz sobie z tego sprawę i spróbujesz emocjonalnie zamknąć tamten rozdział. Nie wracać myślami i nie snuć marzeń. To jedyne sensowne wyjście. A więc przestań się zastanawiać, dlaczego zdjęcie żony kochanka tak Cię poruszyło, bo jakie to ma w gruncie rzeczy znaczenie?
      Druga sprawa to Twój obecny związek z mężczyzną, który nie zaspokaja Twoich potrzeb. No cóż, on się nie zmieni. Nigdy nie wyegzekwujesz od niego duszy romantyka, bo jej po prostu nie ma. Do Ciebie należy decyzja, czy zostaniesz z nim ze względu na inne jego cechy, czy odejdziesz w poszukiwaniu partnera potrzebującego tyle czułości, co Ty. To ważna życiowa decyzja, przemyśl ją dobrze.
    • monzdr samoocena i świadomość potrzeb 14.09.10, 10:40
      Moim zdaniem za dużą wagę przywiązujesz do opinii innych na Twój temat i z ich ocen - budujesz sobie samoocenę.Powinnas sama wiedzieć,czego chcesz i znać swoją wartość,a nie określać samej siebie na podstawie opinii mężczyzn (narzeczonego,niedoszłego kochanka czy kolegów z pracy) albo przez porównanie z innymi kobietami (żona).Jesteś niezależną,oddzielną istotą.Nie można swojego szczęścia uzależniać w 100% od innych ludzi.Kiedy kolega ze studiów zwrócił na Ciebie uwagę-byłaś szczęśliwa.Kiedy narzeczony stał się czulszy-byłaś szczęśliwa.Teraz żona ładnie wygląda-a Ty jesteś nieszczęśliwa.Zastanów się nad sobą,czego Ty w ogóle oczekujesz od życia,dlaczego poszłaś na studia(dla rozrywki?),dlaczego chciałaś wyjść za mąż 9 dlaczego za tego akurat mężczyznę.Zrób sobie uczciwy rachunek sumienia,bo Ty chyba miotasz się i gubisz,sama nie znasz siebie ani swoich potrzeb.Tylko dwoje szczęśliwych ludzi może stworzyć szczęśliwy związek.Małżeństwo,miłość to nie jest recepta na szczęście,a jeśli człowiek tak myśli,to codzienność go rozczaruje,tak jak Ciebie.To nie tak,że przyjdzie książę z bajki i nagle już świat będzie różowy,a Ty będziesz księżniczką.
      • buba_6 Dziekuje 14.09.10, 21:05
        dziekuje Wam wszyskim, za normalne i rzeczowe komentarze :) , bardzo mi pomogly

        dzieki nim zrozumialam, ze jestem romantyczka moze i nawinie patrzaco na swiat i uczucia oraz relacje damsko- meskie. moze i chcialam zyc jak w bajce. ale dzieki Wam zrozumialam ze w kazdym zwiazku przychodzi taki okres ze motylko przestaja latac a zaczyna sie zycie. wiec wole miec partnera na ktorym moge polegac niz takiego ktory bedzie co chwila mnie przytulal i obejmowal.

        ostatna odpowiedz dala mi duzo do myslenia a w szczegolnosci zdanie: "dlaczego chciałaś wyjść za mąż 9 dlaczego za tego akurat mężczyznę" i naprawde sie nad tym zastanawialam, bo nigdy chyba tak naprawde nad tym nie myslalam, po prostu zawsze uwazalam ze skoro jestesmy tak dlugo ze soba to najwyzszy juz czas. ale teraz wiem dlaczego:
        - bo jest to jedyna osoba ktora mnie nie ocenia, akceptuje mnie cala z moimi wadami i zaletami
        - bo jest zawsze przy mnie kiedy tego najbardziej potrzebuje i niewazne czy jest to srodek nocy, czy jest to dzien. pamietam ze nawet jak pracowal 300km ode mnie to tylko po to zebym nie plakala jechal zeby mnie pocieszyc a pozniej rano znow 300 km do pracy
        - bo jest to osoba ktora zawsze stoi za mna murem nawet jak robie najwieksze glupoty swojego zycia
        - bo mysle ze bedzie dobym ojcem
        i chyba to najwazniejsze. z tego wszystkiego jak wyliczam mysle ze sie nadaje na mojego partnera.

        moze gdzies ja sie zagubialam w swoim idealizowaniu swiata i postrzeganiu ludzi. ale teraz juz wiem ze wole miec racjonalnego partnera niz romantyka ktory bedzie mnie tylko tulil.

        wczoraj rozmawialam z narzeczonym bardzo dlugo, powiedzialam mu ze wiem ze nie jest mezczyzna, takim ja ja chcialabym zeby byl. ze nie bedzie mnie ciagle przytulal, buzial i bog wie co jeszcze mi tam do glowy przyjdzie. ale wiem tez ze sa w nim uczucia i delikatnosc. tylko gdzies nagle mu sie to zamknelo. i nagle po tych slowach wkoncu sie otworzyl. jakby przez caly czas liczyl na to ze mu tak powiem. opowiedzial mi o trudnosciach jakie ma teraz w pracy, o tym ze ciezko mu jest non stop mnie przytulac itd, ze chce np. ze mna tylko usiasc i np. oglac tv, byc ze mna. ze jemu jest ciezko okazywac uczucia bo nigdy ich w domu rodzinnym nie zaznal. dla niego najbardziej okazywanie uczuc przejawia sie w czynach ze np. zmieni mi opony, pojedzie ze mna na zakupy itd.


        Dziekuje Wam ze mi tak dobrze doradzilyscie. wydaje mi sie ze to ja jestem jakims organoleptykiem lub cos w tym rodzaju, bede starala sie pracowac nad soba i swoim zachowaniem :)
        • monzdr Re: Dziekuje 14.09.10, 23:38
          Nie myśl,że chciałam zgasić w Tobie romantyzm czy entuzjazm.Związek,małżeństwo to także bliskość,czułość i to nie tak,że potem tych motylków ma już nie być,tylko szara,smętna rzeczywistość.Tylko że,moim zdaniem,dobry,szczęśliwy związek musi mieć solidne fundamenty,a dadzą mu je właśnie zaufanie,szacunek,świadomość,że możemy na partnera zawsze liczyć.Poematy i serenady pod oknem są fajne,dodają życiu uroku,ale jeśli nic więcej za nimi nie stoi,to tylko iluzja,która się w końcu rozpłynie.Z drugiej strony samo poczucie odpowiedzialności,obowiązku to też za mało,bo do szczęścia potrzebna jest miłość.Każdy jednak kocha na swój sposób i na swój sposób okazuje uczucie.Mężczyzna,który codziennie przynosi żonie kwiaty nie musi kochać jej bardziej(jeśli miłość można zmierzyć) niż mężczyzna,który zmywa po przyjęciu,żeby żona się wyspała:) Mam nadzieję,że będziecie razem szczęśliwi i nauczycie się dobrze rozumieć swoje wzajemne intencje.Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka