teodor23 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 12:30 I Ty chcesz mieć z nim dziecko? W głowie mi się nie mieści. Pomyśl skąd biorą się takie głupie kobiety. Jak będziesz miała dziecko to kto będzie na Was pracował? Dziecko to żywy CZŁOWIEK!! Odpowiedz Link Zgłoś
mala_karolcia Re: niepracujący mąż 12.10.10, 12:40 > Tata mojego m. to zapracowany i bardzo ambitny człowiek, prowadzi własną firmę > , bardzo specjalistyczną i nie mam owy że zatrudni syna gdyż ten ie ma wymagane > go wykształcenia.... no to ciekawe jaka to dziedzina gdzie wszyscy muszą mieć wykształcenie jeżeli to taka branża że tylko kierunkowe doświadczenie to rozumię ale nawet w takich branżach są potrzebni ludzie bez tego kierunkowego doświadczenia A on niby próbuje zdobyć te kierunkowe doświadczenie czy inne ?? ergo wg mnie ojciec nie chce go zatrudnić w swojej firmie to wymówka zna syna że ___KŁAMCA_____OSZUST_______ I ____LEŃ____, przepraszam za dosadne słowa ale to JEST PRAWDA __!!!___ CZY posiada prawo jazdy? Odpowiedz Link Zgłoś
mala_karolcia Re: niepracujący mąż 12.10.10, 12:42 mala_karolcia napisała: > > Tata mojego m. to zapracowany i bardzo ambitny człowiek, prowadzi własną > firmę > > , bardzo specjalistyczną i nie mam owy że zatrudni syna gdyż ten ie ma wy > magane > > go wykształcenia.... > > no to ciekawe jaka to dziedzina gdzie wszyscy muszą mieć wykształcenie jeżeli t > o taka branża że tylko kierunkowe doświadczenie to rozumię ale nawet w takich b > ranżach są potrzebni ludzie bez tego kierunkowego doświadczenia > A on niby próbuje zdobyć te kierunkowe doświadczenie czy inne ?? Chciałam zapytać o kierunkowe wykształcenie Odpowiedz Link Zgłoś
chajro Re: niepracujący mąż 12.10.10, 12:44 Problem jest potężny. Odżegnuję się od wszelkich komentarzy Typu : zostaw go albo : postaw sprawę na ostrzu noża. Zapewne wszelkie argumenty zostały już przez Ciebie użyte a efektów nie ma żadnych. Staracie się o dziecko. Nie wiem jednak czy to dobry pomysł w sytuacji, gdy jesteś jedynym zywicielem rodziny. Oby się udało oczywiście, nie mniej jednak dobrze byłoby, gdybyś mogła spokojnie cieszyć się macierzyństwem a mąż miał już w ręku dyplom i pracę. Wiem jak to jest gdy się ma na głowie dziecko, pracę firmę...i (w moim przypadku) bardzo kiepsko zarabiającego męża (bez szans na poprawę-wnikać nie będę dlaczego nie ma tu miejsca na to). Nie mogę liczyć na niego w żadnej patowej sytuacji finansowej. Jest mi trudno. Radzę sobie dobrze ale niesttety kosztem czasu dla dziecka i wiecznym zmęczeniem i zapracowniem. Nie można nikogo nazwać pasozytem ani gosposią. Niby dlaczego? Czy kobieta na utrzymaniu męża jest pasożytem lub gosposią? Role jakie przypisuje się w patrialchalnym społeczeństwie mężczyźnie i kobiecie nie zawsze są możliwe do spełnienia. Mam nadzieję, że poprawi się Twoja sytuacja , mąż skończy studia, znajdzie pracę, będzie dziecko i wszystko dobrze się poukłada.Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
zigzac1 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 12:52 Czy Twój mąż ma na imię Jarosław? Jeśli tak, to go znam i nie polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
chajro Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:19 Nie zgzac1- mój mąż nie ma na imię Jarosław. Odpowiedz Link Zgłoś
perliczka40 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:04 OSTRZEGAM Wyjścia z tej sytuacji są dwa: 1/ zaakceptować i pogodzić się z sytuacją -unikniesz depresji , dołów, zmartwień i będziesz ze śpiewem na ustach pracować na lenia i cieszyć,ze twoja gwiazda czeka w domu. I wcale nie będzie Ci to przeszkadzało,że nie macie pieniędzy, dziecka bo on na dziecko się nie zdecyduje, bowiem sam jest niedojrzały i woli być w centrum zainteresowania., nie macie znajomych, bo on nie ma o czym z nimi gadać. Będziecie mieli telewizor i tak sobie razem na kanapie po Twojej pracy odpoczniecie. Aha i Ty będziesz się rozwijać i uczyć a on się położy i odpocznie. A jak będzie miał ochotę i będzie w nastroju to może posprząta. Jeśli tak potrafisz - trwaj przy nim. W tym toksycznym układzie. 2/ uciekać gdzie pieprz rośnie od takiego faceta. Mam doświadczenie z takim samym typem , pozbawionego ambicji lenia i pasożyta. Jestem już po rozwodzie i jedno czego żałuję to to, że nie rozwiodłam się mając 33 lata, a 10 lat później. Nie mam dziecka, niczego się nie dorobiłam, bo najczęściej musiałam utrzymywać dwie osoby, nie mam par zaprzyjaźnionych, on nie lubił wychodzić do ludzi, bo czym miał się tam chwalić. Nie pomogły ani groźby ani prośby ani płacz ani nic. Mam za to długi, nawracającą depresję i teraz już marne szanse na poznanie kogoś dla mnie odpowiedniego. Ale byłam taka cierpliwa i wyrozumiała i dobra. Jak tylko idiotka i kretynka może być. Przejrzałam na oczy za późno. Dla mnie już jest za późno ale dla Ciebie nie. pozdrawiam i życzę zdrowego rozsądku rozwiedziona :-) Odpowiedz Link Zgłoś
azazel66 Re: oj nie daje poczucia bezpieczeństwa i komfortu 12.10.10, 13:10 nie daje na waciki, cóż za przeoczenie a podobno panie są takie praktyczne !!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
iamhier Re: oj nie daje poczucia bezpieczeństwa i komfort 12.10.10, 13:15 niedlugo to jak ktos skonczy 2 fakultery,a nie dokonczy trzeciego to bedzie starym kawalerem/panna,albo bedzie przestepca. Odpowiedz Link Zgłoś
fo.xy Re: oj nie daje poczucia bezpieczeństwa i komfort 12.10.10, 13:16 poczucie bezpieczenstwa swoja droga... ale przeczytaj post autorki. Jej maz nic nie robi ze swoim zyciem. Jest wygodnickim pasozytem... Mamusia obroni, wspomoze, jak zabraknie pieniedzy, byle pracy sie nie tknie (33 lata i prawie brak doswiadczenia???) Ambicje ten facet ma zerowe... choc przepraszam, moze dla niego szczytem ambicji jest zerowanie na rodzicach... Odpowiedz Link Zgłoś
iamhier Re: oj nie daje poczucia bezpieczeństwa i komfort 12.10.10, 13:22 do foxy-to po co sie chajtac z takim? he? a tak z drugiej strony gdybym miala do wyboru wiecznego bogatego studenta z bogata rodzina i pracusia mgr za pare zlotych zgadnij kogo bym wybrala? Odpowiedz Link Zgłoś
fo.xy Re: oj nie daje poczucia bezpieczeństwa i komfort 13.10.10, 11:14 nie mam pojecia po co sie z takim chajtac :) Ja mialam kolege tego typu - wypisz, wymaluj len bez ambicji do potegi... ale i to juz przeszlosc... chlopak sam sie wykancza separujac sie od przyjaciol. Nie wiem, czy powinno mi byc takich ludzi szkoda, wspolczuc im? ale ostatecznie wychodze z zalozenia, ze na sile takiemu sie nie pomoze. Mozna go chyba tylko zostawic samemu sobie. Probowalam pomagac - nic z tego nie wyszlo. Teraz stoje z boku i obserwuje tylko, co sie zdarzy. Odpowiedz Link Zgłoś
fo.xy Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:13 hm, wyglada na to, ze wzielas sobie utrzymanka. Z tym dzieckiem to sie moze jeszcze zastanow... Co jesli ciaza nie bedzie podrecznikowa i bedziesz musiala zostac w domu? po urodzeniu tez od razu do pracy nie wrocisz... oprocz dotychczasowych wydatkow pojawia sie te na dziecko... sama z trutniem pod dachem mozesz miec naprawde ciezko. I wybacz, milosc - ok, ale facet musi miec jaja... Jemu nie "zabraklo" dwoch semestrow do skonczenia studiow... to caly rok - chlopak zwyczajnie przerwal studia. Zabraknac to moze dwoch egzaminow do absolutorium... Mam wrazenie, ze sama go usprawiedliwiasz i przed sama soba lagodniej go opisujesz. Kopnij go w tylek, raz a porzadnie - niech sie ocknie - albo wezmie sie w garsc i nauczy, ze zaczelo sie prawdziwe zycie, albo sie rozstan... Milosc piekna rzecz, ale jak dlugo dasz rade? bedziesz sfrustrowana, niezadowolona. Juz piszesz, ze masz dola. Tesciowa trzyma strone synka, bo on przeciez taki zdolny, ambitny (byle pracy nie wezmie) - a tymczasem on sie opierdziela i nic nie robi ze swoim zyciem. "Kłótnie i mój płacz oraz rozmowy pełne cierpliwośći skutkują tylko obietnicami z Jego strony........" Slowa, slowa, slowa... jak widac jego niewiele znacza. Odpowiedz Link Zgłoś
iamhier Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:19 no to widzialy galy co braly i ile chlop zarabia.....nie rozumiem a co do tego wyksztalcenia to ja sama wiem,ze zeby trzymac chlopa za reke musialam byc pryuska,zeby sie calowac musialam zdac mature,zeby wyjsc za maz skonczyc studia,a zeby dziecko MIEC DOKTORAT! Szkoda,ze juz na to za pozno. Odpowiedz Link Zgłoś
chajro Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:24 iamhier-trochę będę bronić 33-letniej autorki tego wątku. Gdy będziesz miała więcej doświadczenia życiowego przestaniesz być tak radykalna. Po prostu. Odpowiedz Link Zgłoś
iamhier Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:34 do chajro-ja sama wiem,ze od niektorych sie zdecydowanie wiecej wymaga od innych.Cyborgi sa oczywiscie ok,pod warunkiem,ze nie maja wczesnej menopauzy. nie widze powodow ciaglego wpie...nia sie do zycia innych ludzi,w wiadomym antyprokreacyjnym celu.Wymagania beda rosly,niestety reszta juz bedzie nieosiagalna.A tak a propos....nie od dzis wiadomo,ze ci mniej inteligetni nie lubia konkurencjo,w szczegolnosci na uczelniach....wiec do statusow to chyba wszystko jest jasne. Odpowiedz Link Zgłoś
chajro Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:44 iamhier - czy możesz wyjaśnić mniej chaotycznie o co Ci w zasadzie chodzi, bo chyba sens nieco uciekł albo "była krótka przerwa na łączach"? cytuję:do chajro-ja sama wiem,ze od niektorych sie zdecydowanie wiecej wymaga od innyc > h.Cyborgi sa oczywiscie ok,pod warunkiem,ze nie maja wczesnej menopauzy. > > nie widze powodow ciaglego wpie...nia sie do zycia innych ludzi,w wiadomym anty > prokreacyjnym celu.Wymagania beda rosly,niestety reszta juz bedzie nieosiagalna > .A tak a propos....nie od dzis wiadomo,ze ci mniej inteligetni nie lubia konkur > encjo,w szczegolnosci na uczelniach....wiec do statusow to chyba wszystko jest > jasne. Odpowiedz Link Zgłoś
azazel66 Re: fo.xy nie mędrkuj .... 12.10.10, 13:33 niebawem 30 tka na karku i nie będzie ni posady ni faceta !!!! Odpowiedz Link Zgłoś
iamhier Re: fo.xy nie mędrkuj .... 12.10.10, 13:39 do azazel-no tak jak rozumiem,najlepiej miec mgr w wieku 20 lat.....przy urodzie Miss World Odpowiedz Link Zgłoś
iamhier Re: fo.xy nie mędrkuj .... 12.10.10, 13:41 tylko niezbyt bogatego i przystojnego bo to grzech,wielki grzech i na pewno będzie analizowany na forach Odpowiedz Link Zgłoś
magdalaena1977 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:23 Czy problem z mężem jest tylko finansowy ? to może rozwiązuj go tylko na finansowej płaszczyźnie. Zastanów się, czy jesteś gotowa na dziecko, jeśli ojciec nie będzie łożył na jego utrzymanie ? Są kobiety w naszym wieku, które myślą o zupełnie samotnym macierzyństwie - ciąży z przypadkowym kochankiem czy bankiem nasienia. A Ty miałabyś dziecko z człowiekiem, którego kochasz. IMHO to wcale nie jest taka zła opcja. Jeśli pracujesz, to w czasie macierzyńskiego dostaniesz wynagrodzenie, a później mąż może zajmować się dzieckiem - co on myśli o roli etatowego ojca ? Może potrzebujecie radykalnego podziału budżetu - na zasadzie wspólne konto na wydatki domowe, do którego dokładacie po równo, a reszta osobno. W tej sytuacji Ty masz kasę na swoje przyjemności - on nie. Odpowiedz Link Zgłoś
iamhier Re: niepracujący mąż 12.10.10, 13:37 do magdalenka-dla naszej elity forumowej 2 fakulety to za malo.Bo jeszcze trzeba zatrabiac jak Onasis,a juz kiedy osiagnie sie ten status to kobita bedzie tez miala jakis ułom. No przeciez jakis sie zawsze wynajdzie.Łącznie z takim,ze sie ubiera we zbyt tanich lub zbyt drogich sklepach.... I ja sie pytam co kURWA JESZCZE!????? Odpowiedz Link Zgłoś
azazel66 Re: apel - nie jojczcie przez 1/2 życia !! 12.10.10, 13:59 nie podoba się to rozwód i radżcie sobie same( znajććie sobie robocika) jest równouprawnienie tylko nie zamęczajcie świata tym nieustannym jojczeniem. Odpowiedz Link Zgłoś
perliczka40 Re: apel - nie jojczcie przez 1/2 życia !! 12.10.10, 14:04 Azazel a Ty się weź do roboty może, chyba,że nie musisz bo mamusia rentę dostała, hahahahaha. Odpowiedz Link Zgłoś
azazel66 Re: apel - nie jojczcie przez 1/2 życia !! 12.10.10, 14:10 ha ha dobre ale za mnie pracują inni i mam trochę czasu. Odpowiedz Link Zgłoś
perliczka40 Re: apel - nie jojczcie przez 1/2 życia !! 12.10.10, 14:27 Inni? Pracują? No proszę jak się umiesz ustawić. Może To Twoja żona tu się skarży. A Ty odpoczywasz. Odpowiedz Link Zgłoś
azazel66 Re: apel - nie jojczcie przez 1/2 życia !! 12.10.10, 14:37 no przepraszam pewnie płacę podatki na ciebie skoro masz czas się tu udzielać lub mąż robocik ,pozdrawiam kapitalista. Odpowiedz Link Zgłoś
iamhier Re: apel - nie jojczcie przez 1/2 życia !! 12.10.10, 14:07 sadze,ze najlepiej by bylo gdyby panie zaczely placic panom np.za dziecko.. ciekawe jak to by analizowala otoczenie,to znaczy te walke statusow... no moze do emerytury to jakos sie wyrowna no i oczywiscie FRYCOWE dla meza gdy panna nie pochodzi z 5 pokolen wstecz od arystokracji. I kto nakreca? Bo nie sądzę,by sami soba zainteresowani. Odpowiedz Link Zgłoś
brak.slow Re: niepracujący mąż 12.10.10, 14:20 rozumiem, że chcesz mieć dziecko, trochę mnie przeraża, że w tak słabej sytuacji finansowej- mąż pasożyt, kilka kredytów, jedna pensja...ale na Boga... naprawdę chcesz to dziecko mieć z nim? taki fajtłapa Cię pociąga w ogóle? Odpowiedz Link Zgłoś
cartman71 Pieprzysz bez sensu. 12.10.10, 14:54 Znajomości, spryt przede wszystkim nie wykształcenie, decydują o posadzie i koniec kropka. Widać mało sprytny i zaradny jest Twój ślubny albo wygodny. Nawiązując do tematu to poczekaj...oby Ciebie bezrobocie nie złapało. Wtedy jaki temat napiszesz? Pasożyt czy kura domowa? Pomagaj mężowi, mobilizuj na tym polega bycie razem a nie wylewaniu smętów na forum. Nienawidzę ludzi, którzy nie ogarniają swojego życia w podstawowych kwestiach. Słabi, żałośni, nudni. Odpowiedz Link Zgłoś
chajro Re: Pieprzysz bez sensu. 12.10.10, 15:07 cartman1 - nienawidzisz a wchodzisz tu i komentujesz. Skoro ktoś odczuwa taką potrzebę, żeby skorzystać z takiego forum , wyżalić się i jest mu po tym lepiej ma prawo do tego i już. Takie samo prawo jakie masz Ty, żeby sobie "ponienawidzić" publicznie aczkolwiek anonimowo wszelkiej maści słabeuszy i nieudaczników. Pamiętaj, że możesz spotkać kogoś, komu spróbujesz się wyżalić (nie ma takich , którzy choć raz w życiu by tego nie zrobili:) a wówczas oby nie było dane Tobie trafić na kogoś, kto powie : słaby, żałosny człowieku, nie ogarniasz swego życia w podstawowych kwestiach. Dziewczyna "wylała smęty na forum", bo jak sama pisze - nic już nie działa na ambicję męża. Żal mi jej , rozumiem ją. Odpowiedz Link Zgłoś
affera123 Tej babie i tak się nie dogodzi 12.10.10, 15:26 O ile zakład, że jak mąż znajdzie pracę, to za jakiś czas wyprodukuje posta na forum, że gość tyle pracuje, że nie ma czasu dla niej i dziecka (o ile takowe się w międzyczasie pojawi)? Mój mąż zarabia średnio, choć jest tzw. fachowcem, ale jest kryzys, który, ku... go mać, z przeproszeniem, jest w naszym kraju, jak premanentna sraczka, czyli od końca lat 80-tych. Więc koleś ma i takie dni, że pracuje po 12-14 godzin, co nie przekłada się na finanse, w każdym razie nie zawsze, ale nie suszę mu z tego powodu głowy, ani nie produkuję smętnych postów na forum. Mój facet też miał okres "niepracy", ale nigdy, przenigdy, nie dostał z tego powodu po głowie. Po prostu - przedstawiałam mu suche fakty. Były i są wydatki, a pieniędzy brakuje, to wystarczy do wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Jeśli problemem tej pani jest tylko i wyłącznie fakt, że mąż jest wiecznym studentem, który na siebie nie zarabia, ale w domu kasy nie brakuje (wynajmują jego kawalerkę), a rodzice wspierają finansowo, to tak, jakby problemu wcale nie było i nie ma też motywacji do szukania etatu za wszelką cenę. Z postu nie wynika, że przymierają głodem, ich sytuacja finansowa jest dobra, jeśli nie bardzo dobra, ale pani po cichu tęskni chyba za układem, gdzie baba siedzi pierdząc w kanapę i oglądając seriale, a facet tyra, aż mu pot po tyłku spływa, żeby dama mogła co miesiąc przejmować kasę i decydować, ile lubemu zostawić na piwo i fajki, chyba głównie tu tkwi problem. Odpowiedz Link Zgłoś
unreleased86 Re: Tej babie i tak się nie dogodzi 12.10.10, 21:37 affera123 napisała: > Jeśli problemem tej pani jest tylko i wyłącznie fakt, że mąż jest wiecznym s > tudentem, który na siebie nie zarabia, ale w domu kasy nie brakuje (wynajmują j > ego kawalerkę), a rodzice wspierają finansowo, to tak, jakby problemu wcale nie > było i nie ma też motywacji do szukania etatu za wszelką cenę. Z postu nie wyn > ika, że przymierają głodem, ich sytuacja finansowa jest dobra, jeśli nie bardzo > dobra, ale pani po cichu tęskni chyba za układem, gdzie baba siedzi pierdząc w > kanapę i oglądając seriale, a facet tyra, aż mu pot po tyłku spływa, żeby dama > mogła co miesiąc przejmować kasę i decydować, ile lubemu zostawić na piwo i fa > jki, chyba głównie tu tkwi problem. CAŁA PRAWDA... Odpowiedz Link Zgłoś
anek80 Do autorki 12.10.10, 16:40 Hope_33 wspólczuję Ci, bo Twoja sytuacja jest wręcz beznadziejna. Twój mąż jest leniwym, niezaradanym i wykorzystującym Twoją dobroć, ale przede wszystkim niedojrzałym człowiekiem, pora zobaczyć go we właściwym świetle. Piszesz że nie rozważasz rozwodu, bo ślubowałaś mu na dobre i na złe. Z jednej strony Cię rozumiem, bo sama jestem mężatką i osobą wierzącą, ale z drugiej - Twój mąż jest wg mnie osobą całkowicie niedojrzałą do zawarcia małżeństwa, on nie zachowuje się jak mąż tylko jak rozkapryszone dziecko, taki Piotruś Pan który nie chce dorosnąć. Twój błąd został popełniony już na starcie, że w ogóle się z nim związałaś. Czy nie zauważyłaś wcześniej, że on taki właśnie jest? Nie wierzę, że mąż nagle się zmienił... Wg mnie jedynym rozwiązaniem w tym momencie jest postawienie twardego ultimatum (jeśli nie pomoże to separacja) i jasne określenie warunków ew. ponownego powrotu - podjęcie studiów, praca, być może psycholog bądź doradca zawodowy itp. Mam w rodzinie przypadek osoby która w wieku 30 lat ma nieskończone studia, dotąd nie pracowała i mieszka z rodzicami. Rozmowy, prośby nt. podjęcia pracy nie pomagają. To bardzo trudna sytuacja, tu nie ma co liczyć na cud. Obawiam się że samą wyrozumiałością i cierpliwoscią męża nie zmienisz. Odpowiedz Link Zgłoś
affera123 No a co z równouprawnieniem? 12.10.10, 15:18 To zalegająca na kanapie latami baba jest OK., a facet już nie? Chciało się, drogie panie, równouprawnienia, to się je ma! Ja bardzo chętnie posadziłabym męża w domu na tyłku płodząc jeszcze jedno dziecko i zatrudniając go w charakterze niańki i kury domowej, gdybym tylko miała okazję zarobić te 5-7 tysięcy na rękę z apanażami (fura, komóra etc.), a niech sobie facet siedzi i tylko pamięta o nakarmieniu dzieci, psa, kota, przygotowaniu obiadu i posprzątaniu mieszkania, czemuż by nie? Mam kilku kolegów, którzy pracują, dobrze zarabiają, a marzą o takiej kilkuletniej odmianie (na stałe to tak się nie da, w końcu trzeba zarabiać na emeryturę, a poza tym istnieje ryzyko, że jak jedyny żywiciel rodziny straci etat, do wszyscy zostaną w dupie), chociażby dla higieny psychicznej organizmu. Ja jednak znam mojego męża i wiem, że bezczynność zawodowa spowodowałaby u niego uzależnienie od gier komputerowych, na które rzuca się w każdej wolnej chwili, a chałupa leżałaby odłogiem, więc nie przyznałabym się mu za nic w świecie, że zarabiam na tyle dobrze i stabilnie, że on może siedzieć w domu. Ja w ogóle nie rozumiem tego starego typu układu w rodzinie, gdzie kobieta całe lata poświęca na wychowywanie dzieci, rezygnując z podstawowej wartości, jaką niesie ze sobą praca - kontaktu z ludźmi. Do tego poniżające wydaje mi się proszenie małżonka każdorazowo o pieniądze - na nowe majtki, buty, fryzjera ip. albo wysłuchiwanie jego tyrad, ile o nieporzebnie wydanych złotówek zeszło z konta, na ile jest zadłużona karta kredytowa, choć należałoby oszczędzać etc. etc. Liczy się też szacunek dzieci, które niestety coraz częściej wstydzą się rodziców, którzy nie pracują, częściej oczywiście chodzi o matki, a niepracujący ojcowie to już w ogóle "matrix". Moja siostra powiedziała po latach własnej matce, która dla niej (lub z lenistwa i wygody) porzuciła pracę i skupiła się na byciu kurą domową, że jest zerem, że nie stanowi przykładu, tylko przykry widok zaniedbanej, starej kobiety. To mi dało do myślenia, jak dzieci postrzegają rodziców w dobie krwiożerczego kapitalizmu, wyścigu szczurów i kultu pieniądza. I niestety, my, rodzice, chcąc nie chcąc, musimy się do tej rzeczywistości dostosować. Odpowiedz Link Zgłoś
velluto Re: No a co z równouprawnieniem? 12.10.10, 16:26 Zasadnicza różnica między kobietą a facetem siedzącym w domu jest taka, że jeśli siedzi ona - dom jest ogarnięty, obiad, pranie i zakupy zrobione. Jeśli siedzi facet - to siedzi głównie przed kompem, a reszta i tak spada na partnerkę jak wróci z pracy. Daj boże, że choć odkurzy i śmieci wyniesie. Mąż mojej znajomej ma firmę i czasem po prostu ma przestoje. Jak on "siedzi w domu z dziećmi" to nacisk można położyć na słowo "siedzi". Obiad i zakupy zrobione przez żonę, a chałupę po jego opiece trzeba odgruzowywać. Jak ona pracuje w domu, to jakoś może wszystko ogarnąć. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: No a co z równouprawnieniem? 13.10.10, 10:57 affera123 napisała: > To zalegająca na kanapie latami baba jest OK., a facet już nie? Chciało się, dr > ogie panie, równouprawnienia, to się je ma! zgadzam sie w 100%! Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: No a co z równouprawnieniem? 13.10.10, 11:25 To lepiej pomyśl zanim się zgodzisz. Juz wiele kobiet tu napisało, że model z wyłącznie panem zasuwającym nie jest ok i że nie chodzi tu o utrzymywanie żony. Mnie teoretycznie stać na utrzymanie 3 osób tzn. siebie, dziecka i faceta, ale odgryzłabym chłopu głowę gdyby miał fantazję ot, tak przestać pracować, ponieważ nie potrzebuję utrzymanka tylko mężczyzny, który czuje się odpowiedzialny. Odpowiedz Link Zgłoś
garbata_barbie To kwestia wychowania 13.10.10, 12:22 Wychowywałam się u babci, ale takiej mocno stąpającej po ziemi i w pewnym sensie (nie seksualnym, ale społecznym) wyzwolonej, która zawsze powtarzała, że kobieta musi być samodzielna, niezależna, wykształcona i posiadająca własny świat - swoje towarzystwo, zainteresowania i plany nie związane ze światem partnera, ot, coś tylko dla siebie. Kult pracy jako wartości samej w sobie był w moim domu wszechobecny, aż do przesady. Osoba niepracująca była uważana za personę upośledzoną społecznie i mentalnie, stąpającą po cienkim lodzie. Babcia, która przeżyła śmierć ojca i wychowywana była przez samotną niewykształconą, ale zmuszoną do nabycia w szybkim tempie zaradności matkę, przeszła twardą szkołę życia, do tego utrzymywała mojego dziadka, póki studiował i wyciągnęła w swoim życiu daleko idące wnioski każące jej głosić każdej napotkanej kobiecie, że warto się kształcić i pracować, a nie tracić czas na siedzenie w domu z dziećmi, które można także dobrze wychować nie będąc z nimi 24 godziny na dobę. Babcia do dziś twierdzi, że kobiety, które wybrały wegetację w domu z dzieckiem u cycka stosują kłamliwie wybieg, że to dla dobra jego rozwoju etc., podczas gdy są po prostu leniwe intelektualnie albo nie chce im się rano wstawać do pracy z łóżka, bądź też boją się, że i tak nie znajdą żadnego zajęcia "godnego" ich ambicji. Babcia wpoiła mi też poczucie obowiązku nie zezwalające na obarczanie tylko 1 z partnerów obowiązkiem utrzymania rodziny, po dziś dzień uważam taki układ (on pracuje, ona siedzi albo na odwrót) za nieodpowiedzialność. Co innego przymusowa sytuacja, kiedy w grę wchodzi bezrobocie albo niepełnosprawność dziecka lub jednego z rodziców. Obserwując kilka kobiet z mojej dalszej rodziny, które spędziły życie w domowych pieleszach, doszłam do wniosku, że to leniwe umysłowo, a czasem leniwe w każdym możliwym stopniu baby, które wkraczając w kolejne etapy życia wynajdywały tylko nowe argumenty świadczące o tym, że ich "kariery" kur domowych mają sens. Na początku, kiedy dzieci mają po kilka miesięcy, no może nawet kilka lat, można w takie bajki uwierzyć. Ale potem to jest już nic innego tylko zasiedzenie. I nie zgodzę się z tym, że pracę domową kobiet należy wyceniać. W końcu nikt nie każe takiej gotować codziennie jak w knajpie i szorować podłogi, jak profesjonalnej sprzątaczce na etacie. To samo z praniem i innymi czynnościami, które powinny być naturalne, a nie podnoszone do rangi pracy na uniwersytecie albo w laboratorium NASA. Zresztą...często w mieszkaniach takich ukokoszonych mamur panuje bałagan, jeśli nie syf, a one miotają się całe w pretensjach, że zostały upupione poprzez dzieci i gary, w 99% na własne życzenie. Wkurza mnie takie poklepywanie po upasionych tyłkach babochłonów przyklejonych do kanapy i telewizora, z przerwą na pranie i gotowanie, podczas gdy wiele kobiet pracuje na etacie (lub etatach), wykonuje obowiązki domowe (ale bez przesady) i nie narzeka tak, jak kura domowa, gdacząca o poświęceniu i braku perspektyw, jednak radośnie wysysająca zasoby finansowe z zatyranego małżonka, który jeszcze wysłuchuje, że nie ma czasu dla domu i rodziny, a skąd ma mieć, skoro musi cały czas kombinować, jak tu zarobić na utrzymanie baby i przychówku? Co gorsza, baba na ogół nie zna wartości pieniądza i nie potrafi ani grosza zaoszczędzić, tylko wyciąga łapę traktując męża jak żywy bankomat. Tak przez lata postępowała moja macocha, tak robi wiele moich koleżanek. Ale żadna nie przyzna się, że jej z tym dobrze, o nie! Tylko narzekają, że mąż za mało zarabia, a za dużo pracuje. A mąż często-gęsto bardziej szanuje taką żonę niż pracującą, stając się dla niej niemal jak ojciec, podczas gdy żona pracująca jest jak kumpel, którego czasem można olać. Mimo wszystko, wolę być takim kumplem, choć nie raz słyszałam, że jestem wyrodną matką, bo lubię pracować i nawet daję kasę mężowi, żeby poszedł sobie z kumplami na piwo, jeśli akurat spóźnia się jego wypłata. Mój ojciec mawiał, że ten rządzi, kto ma kasę. Więc jak dwie osoby ją mają, to są partnerami w dyskusji. Lubię też czasem walnąć pięścią w stół i beknąć, jak rasowy facet, nie dam też sobie wyrwać torebki (chyba, że z martwych dłoni) i cały czas żyję, jak z granatem w tyłku, tak silna jest moja świadomość obowiązku wobec rodziny i poczucie winy, że być może nie spełniam się jak podręcznikowa matrona, ale też nie dość dobrze zarabiam, żeby czuć komfort ze strony finansów. Dobrze też rozumiem facetów i znam wartość pieniądza, przez to żydzę sobie na każdym kroku, co też mnie frustruje, ale życie bez prawdziwych emocji byłoby przecież do dupy, bo co to za emocje uzyskiwane tylko i wyłącznie w trakcie oglądania serialu w TV albo na zakupach po stwierdzeniu braku ulubionego proszku do prania albo podpasek z zapachem konwalii? Reasumując: wolę pozycję życiowego gracza, a nie utrzymanki. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: No a co z równouprawnieniem? 13.10.10, 20:03 > odgryzłabym chłopu głowę gdyby miał fantazję ot, tak przestać pracować, poniewa > ż nie potrzebuję utrzymanka tylko mężczyzny, który czuje się odpowiedzialny. Po pierwsze, wiesz Tris że to jest groźba karalna? Po drugie, niektórzy nie muszą pracować, bo pracują na nich inni. To się nazywa kapitalizm, a taka osoba - rentier. No, ale co ty możesz o tym wiedzieć? Po trzecie, co zrobisz jeżeli twój misiaczek przestanie pracować, teraz serio pytam. Bo przestanie. Albo przejdzie w stan spoczynku, albo na emeryturę, albo - odpukać - będzie sztywny leżał po wylewie. I co? Odgryziesz mu głowę, czy zwyczajnie porzucisz? A on już wie? Wie co dla niego planujesz jak przestanie być źródłem dochodów dla Trisi? Powiedziałaś mu, że kochasz go ponad wszystko - ale tylko tak długo jak daje ci pieniądze za tę miłość? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: No a co z równouprawnieniem? 13.10.10, 21:19 Nie jest to groźba karalna. Jest to zabieg stylistyczny mający na celu przedstawienie mojego stosunku do idei bycia zawodowym bezrobotnym. Nie jesteśmy rentierami ergo pracować i zarabiać trzeba. Byt określa świadomość. Określiłam swoj stosunek do nierokującego, zdrowego i pełnosprawnego pana - męża autorki wątku. Gdyby mój misiaczek zaprezentował takowe podejście to się z nim rozstanę. Oczywiście, że kocham go nad życie. I w zasadzie trudno mówić o kasie za miłość z mojej strony, biorąc pod uwagę, że to ja zarabiam więcej. P Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: No a co z równouprawnieniem? 13.10.10, 21:50 Tris, ty mnie nie ucz, co to jest groźba karalna. Zadeklarowałaś coś, co jest albo groźbą popełnienia morderstwa, albo - jeżeli to taka figura retoryczna była - groźbą okaleczenia. Po drugie - niepełnosprawność może być psychiczna (np. niezdolność do napisania CV i starania się o pracę podpada jak najbardziej). Po trzecie - to że zarabiasz więcej niż twój (nie)ślubny, nie zmienia faktu że gdy twój daje ci dodatkowo jeszcze jego pensję - masz tych pieniędzy razem więcej a nie mniej. To logiczne. Po czwarte - byt określa świadomość, ale to świadomość pozwala nam odmienić byt. Po piąte - ten pan a nie ta pani - jest rentierem - bo wynajmuje mieszkanie (z "wiana") i ma z tego pieniądze. Dużo to chyba nie jest, ale na waciki starczy. Po kolejnej "redukcji" może nawet i zostać jedynym, który jakieś pieniądze do tego gospodarstwa wnosi. Po szóste - o "zawodowych bezrobotnych" to możemy mówić, jak dla każdego jest gotowe miejsce pracy. Bezrobocie powoli pełznie do 20%. Co to oznacza? To że nawet jak wszyscy wściekle chcieliby pracować - to i tak co piąty nie będzie mógł. Nie rozumiesz? No to wyobraź sobie cztery krzesła i pięciu ludzi. Ktoś musi stać aby siedzieć mógł ktoś. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby co wy ludzie macie z tym równouprawnieniem? 13.10.10, 11:55 affera123 napisała: > To zalegająca na kanapie latami baba jest OK., a facet już nie? Chciało się, dr > ogie panie, równouprawnienia, to się je ma! Ja bardzo chętnie posadziłabym męża > w domu na tyłku płodząc jeszcze jedno dziecko i zatrudniając go w charakterze > niańki i kury domowej, gdybym tylko miała okazję zarobić te 5-7 tysięcy na rękę > z apanażami (fura, komóra etc.), a niech sobie facet siedzi i tylko pamięta o > nakarmieniu dzieci, psa, kota, przygotowaniu obiadu i posprzątaniu mieszkania, > czemuż by nie? A kto tu model rodzinny wprowadził "zony kury domowej"? Jakoś nie widzę głosów "kobiecie przystoi / mężczyźnie nie przystoi". Pobyt w domu można usprawiedliwiać opieką nad małym dzieckiem - wzgl. uprawianiem fuchy gosposi, jak drugiego partnera na to stać i koniec tematu. To równouprawnienie też ma dotyczyć targania pianina na 11 piętro na plecach? Bo nie rozumiem? Bez skrajności w skrajność. Dlaczego - ta kobieta - zona tego mężczyzny została pozbawiona praw: 1. wymagania od męża czegokolwiek, łącznie z ukończeniem studiów, które kiedyś zaprzepaścił; 2. podjęcia się pracy zarobkowej do RÓWNEGO utrzymania budżetu domowego? Taką miała wizję życia. A teraz ma się dostosować, utrzymywać lenia i nie narzekać. Dobre sobie ... Jak kogoś stać na utrzymywanie gosposi i samodzielne prowadzenie budżetu domowego, to niech tak działa - nie mój cyrk, nie moje małpy. Tyle, że autorka wymaga rzeczy podstawowej: "ogarnąć się, znaleźć pracę, skończyć studia". No czy to przekracza możliwości normalnego człowieka? Co innego gdyby wymagania takie postawiła człowiekowi, który tryb ustawicznego kształcenia zakończył na poziomie szkoły podstawowej, obciążony byłby upośledzeniem umysłowym, itp. Tyle, że takiej sytuacji tutaj nie ma. Nie chce się uczyć, to nie kierunek - mamusia i udawanie wiecznego studenta - a zakasać rękawy, worek na plecy i ganiać po magazynach. Odpowiedz Link Zgłoś
garbata_barbie Re: co wy ludzie macie z tym równouprawnieniem? 13.10.10, 12:39 Ta pani popełniła błąd już na samym początku - facet jeszcze przed ślubem nie pracował, skoro, jak opisała, po ślubie są 1,5 roku, a on już nie pracuje ponad 1,5 roku. Teraz jęczy, ale nie pomyślała, żeby wstrzymać się z weselichem, aż luby zrobi porządek ze swoim życiem? Tak się spieszyło? Dziecka nie było w drodze, rozumiem - miłość, chęć wspólnego bytowania pod jednym dachem. Ale niestety, czasem trzeba brzydko powiedzieć: "ku... mać, rusz ten tłusty/kościsty tyłek i weź się do roboty, leniu patentowany"! Facet ma wszystko w dupie, bo nie czuje ciśnienia - nie ma na karku finansów - wszystko planuje małżonka. Nie ma nacisków z zewnątrz. Rodzice nie motywują, koledzy pewnie podziwiają, że się ustawił z taką żoną, a póki kolo ma na piwo, jest fajny i lubiany. Gdyby odczuł, że jest jak zadżumiony, że się ludzie odsuwają od lenia i frajera, który nie ma na tyle honoru, żeby znaleźć pracę i nie żerować na rodzicach i żonie, może odpowiednie impulsy doszłyby do mózgu i pojawiłoby się oświecenie w temacie. Dla mnie bezrobocie, którego doświadczyłam (3 m-ce bez pracy) było taką traumą, że miałam ochotę zabić się własną pięścią i poszłam do pierwszej pracy, która się nadarzyła, za minimalną stawkę. Siedzenie w domu było, jak ujma na honorze, jak poniżenie w najwyższym stopniu, jak stygmat, napis na czole "nierób", ciężkie przeżycie emocjonalne, wstyd i rozpacz, niemoc... Do tego strach przed nędzą, niezapłaconymi rachunkami. A tu taki zadowolony z siebie pierdzi w fotel i nie ma poczucia winy za grosz. Ręce opadają! Odpowiedz Link Zgłoś
amj6 studia != pewna praca 12.10.10, 15:22 jak chyba wiesz, najłatwiejsze rozwiązanie które przychodzi na myśl, czyli rozwód - wcale nie jest rozwiązaniem skoro widać, że chcesz walczyć o ten związek. jesteście teraz małżeństwem - do tej pory widać, że to Ty miałaś na głowie rachunki - zapowiedz mężowi, że od przyszłego miesiąca on zaczyna wszystko opłacać, wszystkie WASZE kredyty, opłaty mieszkaniowe, jedzenie itp Najlepiej mu podlicz jaka to jest kwota żeby był tego świadom. Skoro mieszkacie w dużym mieście to na pewno bez problemu znajdzie pracę przy kasie w supermarkecie lub też po prostu przy rozstawianiu towaru czy coś. studiować i pracować naraz się jak najbardziej da a im więcej czasu się ma to tym gorzej się nim gospodaruje i tym więcej się go marnotrawi. niech zacznie pracę nawet za to minimalne wynagrodzenie - jeśli ono + jego kasa z wynajmowania tej kawalerki nie starczy na comiesięczne opłacanie wszystkich rachunków, to resztę powiedz, że będziesz Ty dokładać - ale ma wszystko co do grosza przeznaczać na opłaty. musisz przestać myśleć, że jak skończy studia (a jego chyba nie są jakieś wymagające) to on zaraz znajdzie prace... wiesz ilu teraz jest bezrobotnych studentów? O_o Studia nie równa się pewna praca, a przynajmniej nie takie studia gdzie można studiować 10 lat i mieć takie podejście. pracę powinien znaleźć JUŻ! siądź z nim i napiszcie jakieś CV - i idź z nim i roznieście do jakiś supermarketów czy coś - przypilnuj go skoro taki z niego kłamca i nie możesz mu ufać! ewentualnie możesz jego cv sama roznieść do takich sklepów. jak przestanie mieć tak dużo czasu to z czasem nauczy się tym pozostałym gospodarować. nie traktuj go jak gosposię! - nie ma tak, że jako iż on siedzi teraz w domu to on wszystko robi... dzielcie się po równo - pokaż mu, że się da pracować i robić wszystko inne. nie pozwalaj mu robić tego co Ty miałaś zrobić za siebie zacznij interesować się dokładnie tym co ma do nauki -ustal z nim na kiedy nauczy się danego materiału i konsekwentnie to sprawdź - przepytaj. może zrób na jakiejś tablicy tabelę z rzeczami które ma zrobić każdego dnia i sprawdzaj czy je wykonał (porządki w domu, nauka, egzaminy, szukanie pracy itp)- na tablicy jakoś zaznaczaj co zostało zrobione a co nie - żeby było to cały czas widać, żeby nie znikało w pamięci - trochę to dziecinne... ale Ty masz dziecko a nie męża :( osobną tablicę powinnaś zrobić na jego kłamstwa - każde na niej zapisywać aby mógł sobie oglądać jak często Cię kłamie - na początek spisz te które najbardziej zapadly Ci w pamięć z Waszego małżeństwa dodatkowo zacznij co tydzień organizować wam wyjście do jakiś Twoich znajomych, ewentualnie do jakiegoś pubu - napić się czegoś, potańczyć (nie ważne czy lubi) - niech będzie zmuszony do obcowania z innymi ludźmi, może zacznie mu zależeć na tym jak się przy Tobie prezentuje (nie tylko wyglądem ale osiągnięciami) zapiszcie się razem na jakieś zajęcia raz w tygodniu - cokolwiek, taniec, basen, czy inny sport podsumowując: 1. on musi znaleźć jakąkolwiek legalną pracę - nawet taką koszmarnie płatną - na początek może taka być - jeśli chce ją później zmienić (skończy studia), to musi znaleźć inną zanim zrezygnuje z tej co ma 2. musi zacząć dbać o rodzinę finansowo - "wszystkie rachunki opłacane są z jego pieniędzy" 3. musisz zacząć go sprawdzać ile się uczy - sprawdzać ile stron książki przeczytał (sprawdź czy wie co czytał), ile materiału się nauczył - i w jakim czasie, niech wie że to kontrolujesz i że nie ma tak że przez 5 godzin on przeczyta 10 stron, lub nauczy się jednej definicji... 4. on musi mieć dużo mniej czasu niż miał teraz - oprócz pracy koniecznie inne obowiązkowe wyjścia zmuszające do rozsądnego gospodarowania czasem który mu zostaje na pomoc w domu i naukę 5. musisz go zaciągać do ludzi - skoro nie ma swoich znajomych, zabieraj go twoich, takie odizolowanie sprawia, że on czuje się bezpieczny i nieoceniany przez nikogo "obcego" - to się musi zmienić Uważam, że głównym problemem jest to iż Ty pozwalasz mu sobie wmówić, że jak on kiedyś skończy studia to od razu znajdzie pracę i będzie zarabiał kokosy... :DDDD Tak nie jest! Żadna praca nie hańbi - musisz od niego zażądać aby znalazł jakąkolwiek i pozbawiać go skrupulatnie wszystkich jego pieniędzy jeśli jego zarobki (łącznie z kawalerką) będą mniejsze niż wasze wydatki a na wstępie może go spytaj czy on wie o co masz do niego żal, i czy on chce walczyć o wasz związek i rozumie konsekwencje tej walki powiedz mu, że może liczyć na Twoją pomoc i jeśli tylko jej potrzebuje to niech Ci powie - niech wie, że nie jest w tym sam, i we wszystkim czego od niego oczekujesz postarasz się mu pomóc powiedz też, że bardzo go kochasz, ale Ty nie potrzebujesz 33-letniego dziecka do opieki, tylko odpowiedzialnego mężczyzny - więc albo się nim stanie albo będziecie musieli się rozstać (ale powiedz to tylko wtedy jeśli nie chcesz mieć go pod opieką do końca życia - i jesteś w stanie, nawet z bólem skończyć ten związek jeśli to się nie zmieni - bo jeśli chcesz jedynie straszyć ale groźby nie zostaną spełnione to nie ma sensu - on może to wyczuć lub po prostu przekonać się na własnej skórze, że tylko tak mówisz ale nic nie zrobisz, i wtedy to dopiero będziesz miała jazdę) - daj mu kilka miesięcy, jeśli nie znajdzie pracy i sytuacja się nie polepszy to pozostaje Ci tylko separacja - zaadoptuj sobie wtedy jakieś dziecko (w żadnym wypadku nie płódź go z tym osobnikiem jeśli się nie zmieni) - będziesz miała się kim opiekować, będziesz miała kogoś kto będzie Cię kochał, i kogo Ty będziesz kochać, i będzie to jak najbardziej słuszne - bo opieka nad 33 letnim pełnosprawnym dzieckiem jest chora. powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Jaki budujący post 12.10.10, 19:11 Jaki budujący post. Wynika z niego, że pani żona powinna zająć się zorganizowaniem mężowi czasu oraz kontrolą w czy i w jaki sposób wywiązuje się ze swoich zadań. Wzrusza mnie zwłaszcza wizja kontroli postępów w nauce i odpytywania z przeczytanego materiału TRZYDZIESTOTRZYLETNIEGO FACETA. Ujmuje mnie wizja roznoszenia JEGO CV po supermarketach przez żonę. Reasumując: pani straci kupę czasu i nerwów starając się "pilnować i organizować", a leser i tak nie pójdzie do pracy. Naprawdę ekonomicznej byłoby strzelić sobie z nim dziecko, panu kopa i alimenty - duża szansa, że wyrok sądu by pana zmobilizował. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: Jaki budujący post 13.10.10, 08:04 triss_merigold6 napisała: > Naprawdę ekonomicznej byłoby strzelić sobie z nim dziecko, panu kopa i alimenty > - duża szansa, że wyrok sądu by pana zmobilizował. Heh z pewnością obowiązek nadzorowany postępowaniem komorniczym ;) by się przysłużył do nauki odpowiedzialności - w ostateczności mamusia by poczuła oobowiązek alimentacyjny za synka. Fakt, ale szkoda w tym wszystkim powołania na świat dziecka, które odpowiedzialne za tatusia - nieroba być nie może. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: Jaki budujący post 13.10.10, 18:54 Demonsbaby, demona w tobie tyle, co siarki w zapałce. Po pierwsze primo - ściągalność alimentów. Może być różne. Od zwyczajnie "nie zarabia" do np. emigracji do USA. Po drugie primo - zawsze możliwe, że dziecko weźmie sobie on i ty zostaniesz zmuszona do płacenia alimentów. Oczywiście jeżeli sądy są takie jak np. niemieckie. Po trzecie primo - geny dzieciak będzie miał jego. Dorośnie... może być ciekawie. Bardzo ciekawie. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: studia != pewna praca 13.10.10, 02:48 > musi zacząć dbać o rodzinę finansowo - "wszystkie rachunki opłacane są z jego pieniędzy" A to niby czemu? Albo jest wspólnota - albo nie. Jeżeli nie - to jego z jego, jej z jej. Jeżeli wspólnota majątkowa - to uczciwe jest albo "po równo" - albo "proporcjonalnie" - i to tylko za rzeczy, które są uzgodnione. Oj, babiszony, poprzewracało wam się w głowach - chcecie równouprawnienia, ale płacić ma tylko facet. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: studia != pewna praca 13.10.10, 07:32 abccbaabccba napisał: > A to niby czemu? Albo jest wspólnota - albo nie. Jeżeli nie - to jego z jego, j > ej z jej. Jeżeli wspólnota majątkowa - to uczciwe jest albo "po równo" - albo " > proporcjonalnie" - i to tylko za rzeczy, które są uzgodnione. > > Oj, babiszony, poprzewracało wam się w głowach - chcecie równouprawnienia, ale > płacić ma tylko facet. Zatem proporcja zachowana: mąż opłaca rachunki, żona - żywi. Jest wspólnota, jest po równo kapucynko. Chwilowo facet płaci nic, a w kwestii uprawnienia wiadomo nie od dziś, że kobiety z tym samym fachem, co genotyp męski zarabiają lekko o 20% mniej na tym samym stanowisku. Zatem nie odkrywaj Ameryki z ta pokręconą argumentacją. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: studia != pewna praca 13.10.10, 18:49 Demona w tobie, Demonsbaby, tyle co siarki w zapałce. Wspólnota majątkowa oznacza nie mniej i nie więcej - że każda złotówka "jego" jest jednocześnie "jej" i vice versa - każda (zarobiona, znaleziona) złotówka "jej" jest też i jego. Jeżeli facet dostanie Nobla - to będzie to też kasa jego żony (co przerabiał m.i. Lechu). Jeżeli on ma skrytkę w banku - to jest to też jej skrytka. Jeżeli ona ma parę różaśnych gaci - to są one także i jego własnością. Serio. Wszystko czego dorobili się w związku - to wspólne jest. W takim przypadku sprawa jest prosta - wszystkie pieniądze do jednego wora - i potem wydawać w miarę potrzeb. Jeżeli nie pasi to, albo np. uznajemy że nasza piękniejsza połowa za dużo wydaje na perfumy (i my nie mamy na obstawianie konnych wyścigów) - to rozwodzimy się, idziemy w separację lub po prostu rozdzielność wyłącznie majątkową. To nie takie głupie, jeżeli np. mamy firmę bez zoo - ale dlaczego nie będę pisał, bo mądrzy wiedzą, a głupki i tak nie zrozumieją. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby polecam lekturę ;) 13.10.10, 19:02 abccbaabccba napisał: > Demona w tobie, Demonsbaby, tyle co siarki w zapałce. nie demona z trójzębem się doszukuj, zresztą sama końcówka z mrocznymi wizjami ma mało skojarzeń. > > Wspólnota majątkowa oznacza nie mniej i nie więcej - że każda złotówka "jego" j > est jednocześnie "jej" i vice versa - każda (zarobiona, znaleziona) złotówka "j > ej" jest też i jego. Nie wiem skąd to bierzesz, ale pewnie nie z KRiO. Nie - nie jest. Wspólnota to wspólny dobytek, ale zarobek /dochód jest majątkiem odrębnym. Jeżeli facet dostanie Nobla - to będzie to też kasa jego ż > ony (co przerabiał m.i. Lechu). Lechu miał pecha, po 2004 - wszystko uległo zmianie. Jeżeli on ma skrytkę w banku - to jest to też j > ej skrytka. Jeżeli ona ma parę różaśnych gaci - to są one także i jego własnośc > ią. Serio. Wszystko czego dorobili się w związku - to wspólne jest. Mylisz pojęcia, polecam lekturę - Rozdział IV KRiO. > > W takim przypadku sprawa jest prosta - wszystkie pieniądze do jednego wora - i > potem wydawać w miarę potrzeb. Nie, wspólnie zarządzamy nabytym majątkiem stanowiącym gospodarstwo domowe. Jak coś nie "pasi", to się bzdur nie pisze. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 19:36 Demonsbaby, demona w tobie nie ma nawet tyle, co siarki w zapałce. Wspólny dobytek? Czyli co? Pisałem o różnaśnych gaciach - i co? Prawda! Są wspólne! Zarobione pieniądze? Ależ tak, to też dobytek, tyle że w formie takich papierków czy kawałków plastiku do którego jest PIN. Takie rzeczy świetnie przy rozwodach wychodzą nota bene. Spróbuj np. zarobić na spieniężeniu wspólnego mieszkania - przecież to twój zarobek będzie, no nie?! Przyssałaś się do KRiO - fajnie. Widać akurat tego na tym twoim "prawku" teraz uczą. Fakt jest jednak niezaprzeczalny - jak jakakolwiek dziunia robi się marudna - to po prostu znaleźć niewybrakowany egzemplarz. I na to żaden KRiO nie pomoże - bo taka panna gorsza niż syfils, a nie ma obowiązku łożenia na pasztety. Obejrzeć, wypróbować, na dzień dobry powiedzieć że jest się biednym i bezrobotnym... (nieładnie kłamać, ale w tym przypadku to opłacalne) - i w tedy wie się już z jaką osobą ma się do czynienia, z grubsza. Już Tetmajer pisał jak to się robi. Ale nie, łośki same pchają się pod nóż - bajerują że mają fajny wóz, niezłą chatę i ogólnie są debetściaki pracujące w korpo - no i łapią interesowne panny. A potem jedna i druga strona wnerwiona - bo on pracuje... wykładając... w supermarkecie. I to jeżeli ma szczęście (bo ponad 10% bezrobocie to jest fakt). Demonsbaby - opisz czym się różni "wrzucić pieniądze do jednego wora i wydawać w miarę potrzeb" - od "wspólnego zarządzania nabytym majątkiem"? Poza oczywiście sposobem, w jaki zostało to sformułowane. Pokaż swój rozum, elokwencję i ogólnie ogładę forumowej trollicy. Ja rozumiem że ty ze swoim "misiaczkiem" aby majątkiem zarządzać, to prowadzicie przebitkową, bo amerykanka jest dla was zbyt skromnym narzędziem. I że decyzje przechodzą zdecydowaną większością głosów mimo sprzeciwu opozycji... (Audyt robi jego czy twoja teściowa?) Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 19:57 abccbaabccba napisał: > Demonsbaby, demona w tobie nie ma nawet tyle, co siarki w zapałce. > Wspólny dobytek? Czyli co? Pisałem o różnaśnych gaciach - i co? Prawda! Są wspó > lne! Majątek trwały i nietrwały tworzący wspólne gospodarstwo domowe, którego wyrażenia nie rozumiesz? > Zarobione pieniądze? Ależ tak, to też dobytek, tyle że w formie takich papierkó > w czy kawałków plastiku do którego jest PIN. Dyskutujesz ze mną czy z literą prawa? Powiedziałam ci - gdzie się odwołać i z jakimi zapisami zapoznać. Gdyby dochód / pobór / prawa autorskie był wspólnotą majątkową, komornik mógłby rościć do takich w drodze egzekucji za długi współmałżonka, ale tak nie jest. Takie rzeczy świetnie przy rozwoda > ch wychodzą nota bene. Spróbuj np. zarobić na spieniężeniu wspólnego mieszkania > - przecież to twój zarobek będzie, no nie?! Świetnie wychodzi orzecznictwo przy określeniu wkładu w majątek wspólny, który "nota bene" może być niematerialny, ale tutaj - w tym wątku - takiego nie ma. > > Przyssałaś się do KRiO - fajnie. Widać akurat tego na tym twoim "prawku" teraz > uczą. Nie, sądy opierają na literze prawa, chyba, że dowodzą sprzeczności zapisów konkretnych artykułów w konkretnych aktach normatywnych bądź wykonawczych. I na to żaden KRiO nie pomoże - > bo taka panna gorsza niż syfils, a nie ma obowiązku łożenia na pasztety. Chwilowo to ona łoży na pasztet w postaci męskiej, KRiO nie musi, wystarczy, że jej praw chroni akt normatywny najwyższego rzędu, a jeśli tobie to nie pasuje, ja tobie orzełka w dowodzie nosić nie każę. Konstytucja się nie podoba, zmienić kraj i obywatelstwo. Obejrz > eć, wypróbować, na dzień dobry powiedzieć że jest się biednym i bezrobotnym... > (nieładnie kłamać, ale w tym przypadku to opłacalne) - i w tedy wie się już z j > aką osobą ma się do czynienia, z grubsza. Już Tetmajer pisał jak to się robi. A > le nie, łośki same pchają się pod nóż - bajerują że mają fajny wóz, niezłą chat > ę i ogólnie są debetściaki pracujące w korpo - no i łapią interesowne panny. Piszesz przez pryzmat własnych doświadczeń? A > potem jedna i druga strona wnerwiona - bo on pracuje... wykładając... w superma > rkecie. Rzeczony małżonek NIE PRACUJE W OGÓLE, jest wiecznym studentem szukającym schronienia u mamusi. > Demonsbaby - opisz czym się różni "wrzucić pieniądze do jednego wora i wydawać > w miarę potrzeb" - od "wspólnego zarządzania nabytym majątkiem"? Zapominasz, o wkłądzie w majątek wspólny i równych prawach. Jej prawa zostały pogwałcone, w zarządzaniu wspólnym majątkiem, ponieważ to ona jako jedyna przyczynia się do jego powstania, której kwestii teraz nie rozumiesz? Pokaż swój rozum, elokwencję i ogól > nie ogładę forumowej trollicy. hehehe, łzy radości zalały mi plecy. Może wygraj teraz pean triumfalny niczym gorzkie żale na fujarce. > > Ja rozumiem że ty ze swoim "misiaczkiem" aby majątkiem zarządzać, to prowadzici > e przebitkową, bo amerykanka jest dla was zbyt skromnym narzędziem. I że decyzj > e przechodzą zdecydowaną większością głosów mimo sprzeciwu opozycji... (Audyt r > obi jego czy twoja teściowa?) Jestem odpowiedzialna za życie swojego dziecka i własne. Za kierowanie życiem człowieka dorosłego - nie, jako, że ten sam odpowiada za siebie i ponosi konsekwencje własnych działań. Zatem - ja nic nie muszę, a wymagam tyle ile mogę wymagać w dojrzałych relacjach. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 20:08 A od kiedy pieniądze to nie majątek? LOL Ale już wiem kim jesteś - komornikiem. Nota bene, wiesz że można zasądzić alimenty od żony na bezrobotnego męża? Serio. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 20:12 abccbaabccba napisał: > A od kiedy pieniądze to nie majątek? LOL A rozumiesz pojęcie majątku odrębnego, czy nadal nic nie dzwoni? > > Ale już wiem kim jesteś - komornikiem. Nie, nie nadaję się. > > Nota bene, wiesz że można zasądzić alimenty od żony na bezrobotnego męża? Serio > . Owszem, jak i w drugą stronę. Wyznacznikiem renty alimentacyjnej będzie zaspokajanie podstawowych potrzeb oraz okoliczność wkładu współmałżonka w majątek wspólny - akurat tutaj marne szanse, żeby jakikolwiek sąd takie zasądził. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 20:41 > > Nota bene, wiesz że można zasądzić alimenty od żony na bezrobotnego męża? > Serio > > . > Owszem, jak i w drugą stronę. Wyznacznikiem renty alimentacyjnej będzie zaspoka > janie podstawowych potrzeb oraz okoliczność wkładu współmałżonka w majątek wspó > lny - akurat tutaj marne szanse, żeby jakikolwiek sąd takie zasądził. Niemniej jednak o takiej możliwości wszystkie lalunie powinny pamiętać. Nota bene, pisałaś ciekawe rzeczy - że niby jak z męża ściąga komornik - to żonka może spokojnie odbierać swoją pensyjkę. Aha. Czyli że potem może np. kupić autko. I to autko jest - przypominam nie ma rozdzielności - jest ich wspólne. No, trzymają je nie w domu, lecz w garażu. Fakt. No i co, demonku, komornik może zabrać to auto i zlicytować - czy nie może? Konkretnie, bez wykrętów. Może czy nie? Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 21:03 abccbaabccba napisał: > Nota bene, pisałaś ciekawe rzeczy - że niby jak z męża ściąga komornik - to żon > ka może spokojnie odbierać swoją pensyjkę. Aha. No tak. Żona nie odpowiada za długi u wierzyciela za małżonka i odwrotnie, jeśli te powstały bez zobowiązania żony / męża (wspólpożyczkobiorcy / zgody) - gwarantuje to zapis: Art. 41. § 1. Jeżeli małżonek zaciągnął zobowiązanie za zgodą drugiego małżonka, wierzyciel może żądać zaspokojenia także z majątku wspólnego małżonków. § 2. Jeżeli małżonek zaciągnął zobowiązanie bez zgody drugiego małżonka albo zobowiązanie jednego z małżonków nie wynika z czynności prawnej, wierzyciel może żądać zaspokojenia z majątku osobistego dłużnika, z wynagrodzenia za pracę lub z dochodów uzyskanych przez dłużnika z innej działalności zarobkowej, jak również z korzyści uzyskanych z jego praw, o których mowa w art. 33 pkt 9, a jeżeli wierzytelność powstała w związku z prowadzeniem przedsiębiorstwa, także z przedmiotów majątkowych wchodzących w skład przedsiębiorstwa. § 3. Jeżeli wierzytelność powstała przed powstaniem wspólności lub dotyczy majątku osobistego jednego z małżonków, wierzyciel może żądać zaspokojenia z majątku osobistego dłużnika, z wynagrodzenia za pracę lub z dochodów uzyskanych przez dłużnika z innej działalności zarobkowej, jak również z korzyści uzyskanych z jego praw, o których mowa w art. 33 pkt 9. Czyli że potem może np. kupić a > utko. I to autko jest - przypominam nie ma rozdzielności - jest ich wspólne. No może. Jednak w części wspólnej podlega egzekucji. Natomiast nie dochody zony. No > , trzymają je nie w domu, lecz w garażu. Fakt. No i co, demonku, komornik może > zabrać to auto i zlicytować - czy nie może? W częsci wspólnej - czyt. art 41 > > Konkretnie, bez wykrętów. Może czy nie? No może, ale nie może wejść na wygrodzenie, jeśli umowa nie obejmowała zgody współmałżonka. Majątkiem odrębnym możesz przyczyniać się do powstania wspólnego i elementy odrębnego nie podlegają egzekucji w ramach wierzytelności. Sądownie możesz rościć o wynagrodzenie szkody w majątku zgodnie z art. 45, jeśli ten jest efektem m.in wierzytelności powstałych bez twojej zgody / wiedzy. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 21:28 No więc widzisz: może. A z tą zgodą współmałżonka... jeżeli to coś dużego (kupno/sprzedaż mieszkania) - to można próbować. Najpierw, że nie było zgody, jednocześnie szybko rozdzielić majątek, potem odbierać swoją pensję i składać zażalenia na komornika. Bo komornik ma prawo zając dowolną rzecz - nawet np. twoją markową torebkę, jeżeli przypadkiem zostawiłaś u koleżanki mającej taki kłopot. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 21:34 słuchaj nawet prywatny wierzyciel może tak naprawdę w doopę cię pocałować, jak bez twojej zgody zostały pożyczone jakiekolwiek kwoty, rozumiesz? Gwarantuje ci to art. 41. Nie ma prawa roszczeń. O tym się zrobiło głośno, jak masa ludzi wpadała w tarapaty finansowe w bankach, tytułem nielojalnych pożyczek współmałżonków tzw. "pożyczek bez zgody małżonka". Niezgodność z konstytucją w ochronie dóbr człowieka nastąpiła - stąd powstał ten artykuł. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 22:08 > słuchaj nawet prywatny wierzyciel może tak naprawdę w doopę cię pocałować, jak > bez twojej zgody zostały pożyczone jakiekolwiek kwoty, rozumiesz? Gwarantuje ci > to art. 41. Nie ma prawa roszczeń. O tym się zrobiło głośno, jak masa ludzi wp Aha. Po pierwsze: nie lubię. Po drugie: spróbuj. Przekonasz się sama. Po trzecie: mówimy nie kwotach pożyczonych, ale o prawomocnym wyroku. Takim np. zasądzającym alimenty na exię i przychówek. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 22:12 Renty alimentacyjne mają pierwszeństwo nad wszystkimi innymi egzekucjami, podlegają egzekucji bezwarunkowej. Prawomocny wyrok jest niepodważalny - więc o co chodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 22:47 O to, że jeżeli będziesz nexią misia z exią, to musicie mieć z misiaczkiem rozdzielność. Bo inaczej to możesz po prostu bulić na exię. Paniała panienka, czy dopiero jak komornik wejdzie do lokalu zacznie wynosić co ciekawsze precjoza to skuma? Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 14.10.10, 05:24 abccbaabccba napisał: > O to, że jeżeli będziesz nexią misia z exią, to musicie mieć z misiaczkiem rozd > zielność. Bo inaczej to możesz po prostu bulić na exię. Paniała panienka, czy d > opiero jak komornik wejdzie do lokalu zacznie wynosić co ciekawsze precjoza to > skuma? Chłopię oderwany granatem od pługa, dyskutujesz z sobą, ze mną czy prawem? Przepisy jasno określają kiedy i co komornik może wynosić przy wspólnocie małżeńskiej. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 14.10.10, 08:22 Dziewczynko, o granatach to pojęcia nie masz. A komornika kiedy ostatnio widziałaś? Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 14.10.10, 09:04 chłopię granatem oderwany od pługa, smażysz już gofry, czy jeszcze nie? Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 14.10.10, 09:08 abccbaabccba napisał: A komornika kiedy ostatnio widzia > łaś? a i p.s. sądząc po twoich wpisach to tobie zajął uposażenie tyt. alimentacji na byłą żonę. Właśnie... jak te gofry, smażysz? Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 22:10 dosłownie: 1. opcja za zgodą i wiedzą żony - auto po zakupie pójdzie na poczet licytacji z majątku wspólnego, przy dalszych wolnych poborach żony. 2. opcja bez wiedzy i zgody żony - egzekucja tylko z majątku odrębnego i poborów męża, auto nie idzie na poczet egzekucji. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby sprosotowanie 13.10.10, 20:55 demonsbaby napisała: > abccbaabccba napisał: > > > A od kiedy pieniądze to nie majątek? LOL > A rozumiesz pojęcie majątku odrębnego, czy nadal nic nie dzwoni? Prostuję - majątek wspólny art. 31 § 2: pobrane wynagrodzenie za pracę i dochody z innej działalności zarobkowej każdego z małżonków (np. dochody w prowadzonej działalności gospodarczej), dochody z majątku wspólnego, jak również z majątku osobistego każdego z małżonków,środki zgromadzone na rachunku otwartego lub pracowniczego funduszu emerytalnego każdego z małżonków, gdy do odrębnego art. 33. przedmioty majątkowe nabyte przed powstaniem wspólności ustawowej, przedmioty majątkowe nabyte przez dziedziczenie, zapis lub darowiznę, chyba że spadkodawca lub darczyńca inaczej postanowił, prawa majątkowe wynikające ze wspólności łącznej podlegającej odrębnym przepisom, przedmioty majątkowe służące wyłącznie do zaspokajania osobistych potrzeb jednego z małżonków, prawa niezbywalne, które mogą przysługiwać tylko jednej osobie,przedmioty uzyskane z tytułu odszkodowania za uszkodzenie ciała lub wywołanie rozstroju zdrowia albo z tytułu zadośćuczynienia za doznaną krzywdę; nie dotyczy to jednak renty należnej poszkodowanemu małżonkowi z powodu całkowitej lub częściowej utraty zdolności do pracy zarobkowej albo z powodu zwiększenia się jego potrzeb lub zmniejszenia widoków powodzenia na przyszłość, wierzytelności z tytułu wynagrodzenia za pracę lub z tytułu innej działalności zarobkowej jednego z małżonków, przedmioty majątkowe uzyskane z tytułu nagrody za osobiste osiągnięcia jednego z małżonków,prawa autorskie i prawa pokrewne, prawa własności przemysłowej oraz inne prawa twórcy,przedmioty majątkowe nabyte w zamian za składniki majątku osobistego, chyba że przepis szczególny stanowi inaczej. Natomiast: Art. 43. § 1. Oboje małżonkowie mają równe udziały w majątku wspólnym, § 2. Jednakże z ważnych powodów każdy z małżonków może żądać, ażeby ustalenie udziałów w majątku wspólnym nastąpiło z uwzględnieniem stopnia, w którym każdy z nich przyczynił się do powstania tego majątku§ 3. Przy ocenie, w jakim stopniu każdy z małżonków przyczynił się do powstania majątku wspólnego, uwzględnia się także nakład osobistej pracy przy wychowaniu dzieci i we wspólnym gospodarstwie domowym. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: sprosotowanie 13.10.10, 21:17 No widzisz, jak chcesz, to potrafisz. A że można przejść z majątku wspólnego - na nie-wspólny, czyli rozdzielić go - to przecież oczywista oczywistość. Ale zgodzę się z tobą - większość dawniejszych przypadków to utracjusz mąż i gospodarna, zabiedzona, żona. Niemniej jednak znam i odwrotne. Na przykład mąż harujący na kontraktach i żonka, która całą tę niemałą "kasę" wyprowadziła sprytnie przed rozwodem. A rozwiodła się, jak mężulek wrócił wreszcie po paru latach i chciał zobaczyć te rzekomo kupione mieszkanie, założyć za resztę pieniędzy firmę itd. Zauważ, że mając wyłącznie mężczyzn za krętaczy odmawiasz inteligencji kobietom. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: sprosotowanie 13.10.10, 21:51 abccbaabccba napisał: > No widzisz, jak chcesz, to potrafisz. Nie ma tu wspólnego mianownika z "chceniem", a poprawieniem błędu, jako nie samej oczywistej omyłki pisarskiej, a rzeczy zasadniczej. > > > Zauważ, że mając wyłącznie mężczyzn za krętaczy odmawiasz inteligencji kobietom > w kwestii krętactw? to żaden intelekt, a pasożytnictwo, a w skrajnych przypadkach czyn przestępczy. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: sprosotowanie 13.10.10, 23:30 > w kwestii krętactw? to żaden intelekt, a pasożytnictwo, a w skrajnych przypadka > ch czyn przestępczy. To czy coś jest przestępstwem decyduje prawo kwalifikujące czyn, a nie to że coś jest skrajne. Nawet skrajne zaangażowanie w takie hobby jak zbieranie znaczków - jest - wbrew twojej kobiecej logice - bezkarne. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: sprosotowanie 14.10.10, 05:17 abccbaabccba napisał: > > w kwestii krętactw? to żaden intelekt, a pasożytnictwo, a w skrajnych prz > ypadka > > ch czyn przestępczy. > > To czy coś jest przestępstwem decyduje prawo kwalifikujące czyn, a nie to że co > ś jest skrajne. mówimy o skrajnych czynach czy przypadkach, bo róznica jest zasadnicza. Okwalifikacji czyny decyduje wyczerpanie przesłanek, o karalności stopień szkodliwości. > > Nawet skrajne zaangażowanie w takie hobby jak zbieranie znaczków - jest - wbrew > twojej kobiecej logice - bezkarne. tia.... Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby standard życia jest także wyznacznikiem 13.10.10, 20:22 jeżeli cierpisz na jakiś kompleks w tym zakresie - to nie mój cyrk. generalnie każdy z małżonków w równych prawach ma przyczyniać się do powstawania majątku wspólnego. Równe prawa oznaczają - równe obowiązki. Można wspólnotę tworzyć we własnym wkładzie niematerialnym, polegającym na: pielęgnacji potrzeb małżonka, potrzeb rodziny, opieki nad dziećmi i domem etc. Jest to przyczynianie się do powstawania wspólnoty majątkowej w sferze niefinansowej - i to sąd dopuszcza. Kilkakrotnie podkreślałam i podkreślam, niezależnie od płci czy to mąz lub żona pełni funkcję "kury domowej" / "gosposi" odbywa się to za obopólną zgodą małżonków. Czyli opcja jednego żywiciela, przy założeniu, że takie jest wystarczalne dla zaspokojenia obu na poziomie określanym przez obu małżonków. I co tu rzeźbić dalej? Autorka nie chce być jedynym żywicielem rodziny ponieważ w ten sposób standard jej życia się nie polepsza - wniosek: zgody obopólnej nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: standard życia jest także wyznacznikiem 13.10.10, 21:06 Doczepię się najpierw twoje "sygnaturki" - że niby kobieta z jajami jest lepsza niż facet. A co w takim razie, gdy trzeba było interweniować chirurgicznie bo nowotwór? Albo zwyczajnie już tychże nie ma, bo wszystkie "wyszły były"? Znaczy się taka kobieta to według ciebie zbędny społecznie śmieć? I tyle o twoich kompleksach. A teraz o zgodzie obopólnej. Nie ma jej? No to rozwieść się i będzie cacy. To jest jakieś rozwiązanie. To zaś co tam się dzieje można podsumować - prostytucja. Bo ona naprawdę kocha swojego męża za jego pieniądze. Skończyła się kasa - nie ma romantyzmu. Nie udawaj że to dla ciebie za trudne do ogarnięcia. A jak się nie rozwodzi - to znaczy że się zgadza. Proste? Czy jednak za trudne? Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: standard życia jest także wyznacznikiem 13.10.10, 21:18 abccbaabccba napisał: > Doczepię się najpierw twoje "sygnaturki" - że niby kobieta z jajami jest lepsza > niż facet. Nie doczytałeś dalej "... niż facet bez jaj". A co w takim razie, gdy trzeba było interweniować chirurgicznie bo > nowotwór? Albo zwyczajnie już tychże nie ma, bo wszystkie "wyszły były"? Znaczy > się taka kobieta to według ciebie zbędny społecznie śmieć? Tu się zaczyna jakaś logika rozmyta. I nie bardzo rozumiem ten wywód. Możemy jeszcze zahaczyć o funkcje stadne pełnione przez samice hien, te właśnie imitację jąder i funkcje dozorowe stada przejęły w drodze przystosowawczej. > > I tyle o twoich kompleksach. Ja na żadne nie cierpię, opieram się na logice dowodowej. > > A teraz o zgodzie obopólnej. Nie ma jej? No to rozwieść się i będzie cacy. No oczywiście, w innym razie jest to dysfunkcja małżeńska. > > To jest jakieś rozwiązanie. To zaś co tam się dzieje można podsumować - prostyt > ucja. Bo ona naprawdę kocha swojego męża za jego pieniądze. Skończyła się kasa > - nie ma romantyzmu. Nie udawaj że to dla ciebie za trudne do ogarnięcia. Gdzie lezy prostytucja w okazaniu braku zgody na lenistwo,nieróbstwo, nieudolność życiową i socjopatię mężowską? > > A jak się nie rozwodzi - to znaczy że się zgadza. Proste? Czy jednak za trudne? Znaczy, że jest uwikłana emocjonalnie, czyt. kocha i nie radzi sobie z sytuacją w podejściu racjonalnym. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 20:22 > ja tobie orzełka w dowodzie nosić nie każę. Konstytucja się nie podoba, zmieni > ć kraj i obywatelstwo. No to dziecinko odrób zadanie domowe: w ilu krajach orzeł występuje w godle państwa? Podpowiem: Albania, Austria, ... , USA, ... Zimbabwe Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 20:28 chłopczyku jak się kończy argumentacja, to trzymaj główkę wyżej bo jak plujesz to zaczyna jad mi spływać po monitorze. założyłam, że ukoronowany orzełek znany mi z emblematów mojej przynależności państwowej widnieje w twoim dowodzie, jako, że posługujesz się moją mową ojczystą Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 22:40 Oj, co tak małe bejbe sobie wyobraża? Że coś cieknie po monitorze? Jeżeli naprawdę cieknie to albo pada deszcz, albo po prostu monitor obsmarkany - i to przez Demonsbaby - bo jak wiadomo ani przez skrętkę, ani przez Wi-Fi, ani światłowód, ani przez GSM itp. - zasmarkać monitora się nie da zdalnie. Takich zdolności to nawet ja nie mam. Na "chłopczyka" się nie obrażam - męskość, nawet w młodym wieku, to coś o czym kobiety mogą tylko pomarzyć. Argumentacja mi się kończy? Nie zauważyłem. Po co mam wymyślać nowe argumenty, skoro te poprzednie wystarczą aż nadto?! Co do orzełków - tych ukoronowanych też trochę jest - w tym takie mutanty jak rosyjski (dwie głowy). A to co widziałaś na polskich dowodach osobistych nie nazywa się "emblemat" - lecz po prostu godło. Znowu zacytuję: "Ojczyznę kochać trzeba i szanować Nie deptać flagi i nie pluć na godło Należy też w coś wierzyć i ufać Ojczyznę kochać i nie pluć na godło" Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 14.10.10, 05:21 abccbaabccba napisał: > Oj, co tak małe bejbe sobie wyobraża? Że coś cieknie po monitorze? Jeżeli napra > wdę cieknie to albo pada deszcz, albo po prostu monitor obsmarkany - i to przez > Demonsbaby - bo jak wiadomo ani przez skrętkę, ani przez Wi-Fi, ani światłowód > , ani przez GSM itp. - zasmarkać monitora się nie da zdalnie. Takich zdolności > to nawet ja nie mam. Nie wiem co powiedzieć. Błyskotliwość mnie poraziła. > Argumentacja mi się kończy? Nie zauważyłem. Po co mam wymyślać nowe argumenty, > skoro te poprzednie wystarczą aż nadto?! w jakiej materii? chwilowo merytorycznie nie wniosłeś nic oprócz uniesień rangą smażenia gofrów. > > Co do orzełków - tych ukoronowanych też trochę jest - w tym takie mutanty jak r > osyjski (dwie głowy). A to co widziałaś na polskich dowodach osobistych nie naz > ywa się "emblemat" - lecz po prostu godło. "emblematy przynależności państwowej" - www.wikipedia.pl - widzę, że to twoje jedyne wiarygodne źródło wiedzy. > > Znowu zacytuję: > > "Ojczyznę kochać trzeba i szanować > Nie deptać flagi i nie pluć na godło > Należy też w coś wierzyć i ufać > Ojczyznę kochać i nie pluć na godło" Ale o czym teraz do mnie? Konstytucja się nie podoba? miłość do ziemi i tradycji nic nie zmieni Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 21:56 A tak na marginesie, zacytuję: "Niech pana to nie gniewa, panie Starski, co powiem — rzekł głuchym głosem. — Pan myli się co do siebie… W panu jest tyle demona, ile trucizny w zapałce… I wcale pan nie posiada szampańskich własności… Pan ma raczej własności starego sera, co to podnieca chore żołądki, ale prosty smak może pobudzić do wymiotów… Przepraszam pana…" To już chyba wiesz, co chciałem napisać? Czy jaśniej wytłumaczyć, autora i tytuł dzieła podać? Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 22:18 abccbaabccba napisał: > A tak na marginesie, zacytuję: nie musisz się trudzić, setnie się bawię tym bardziej, że nie zrozumiałeś riposty w moim pierwszym poście, pod własnym adresem. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: polecam lekturę ;) 13.10.10, 23:03 Tak czy siak - jasno widać, że pannica wyszła za mąż bardzo nieroztropnie - jeżeli to prawdziwa sytuacja jest i jeżeli pisze prawdę. W co trochę wątpię. Jeżeli powinna mieć pretensje - to przede wszystkim sama do siebie. Co już inni na tym forum pisali. A skoro nie ma dzieci (dziwne trochę, może to jest prawdziwy problem?), to rozwód nie jest aż takim złym złem. Odpowiedz Link Zgłoś
wies2010 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 16:19 Ktos to dobrze napisał, mamy równouprawnienie i jeżeli nie przeszkadza Ci niepracujacy mąż to co innym do tego. Pracujesz, rozwijasz się, jesteś niezależna finansowo. Taki układ może być dobry. Jemu jest dobrze w domu, coś tam porobi w gospodarstwie, ogarnie całość (np.prowadzenie domu), dorobi gdzieś, są pieniadze z wynajmu - czyli jest jakieś minimum. Zawsze mogłabyś mieć męża, który pomimo wykształcenia i wykonywanej pracy nie wiązałby końca z końcem. A przy tym nerwy, brak czasu na cokolwiek. Wszystko zależy od tego jak na to spojrzysz. Martwi mnie jedno, że on wczesniej wogóle nie prawcował i rozumiem, że wspólnych oszczędności również nie macie, a jakby kiedyś z jakiegos powodu był rozwód czy coś z tego małżeńskiego dorobku będziesz miała? wiesz matka z dziećmi lub dzieckiem musi gdzieś mieszakać lub jakoś funkcjonować. Studia olać, jak będzie chciał to je skończy. Jeżeli mi dobrze sytuowanych rodziców to uważam, że jak wam sie noga podwinie to pomogą i dobrze. Brać jeśli dają. Nie masz na spłatę kredytu, co się martwisz "rodzina pomoże". Ale znam taki przypadek, gdzie jego rodzice dali na wszystko, mieszkanie, wyposażenie, utrzymanie i kiedy doszło do rozwodu, to okazało sie że niema z kogo ściągnać alimentów, po tatuś " nie zarabiał na papierze" a dziadkowie dziwnie wykazali w sądzie niskie dochody. Różnie może być. Jeżeli robi cokolwiek, ok, może jest człowiekiem bez ambicji i już. A musi ją mieć, nie nie musi. Pytanie czy chcesz mieć "prezesa" który bedzie stanowił dla ciebie jakiś prestiż czy poprostu męża z jego zaletami i wadami. Odpowiedz Link Zgłoś
4kiero4 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 16:40 ja też nie pracuje i siłą rzeczy muszę być w domu sprzątaczem i gotowaczem... --- dobre-pozyczki.blogspot.com Odpowiedz Link Zgłoś
london_in_use Re: niepracujący mąż 12.10.10, 17:40 Pytasz czy mozemy ci doradzic. Ja moge. Poczekaj jeszcze ze trzy lata, a twoja milosc wyparuje do zera. Poplaczesz trzy dni po rozstaniu, obudzisz sie rano i powiesz sobie: Boze, jestem wolna! Za nikogo nie musze byc odpowiedzialna, o nikogo nie musze sie troszczyc i najwazniejsze - nie musze sie strarac aby to on byl szczesliwy!!! Wiem o czym mowie. Na szczescie dla mnie mialam dopiero 27 lat, wiec wszystko sobie ulozylam. I dzis to zycie MNIE rozpieszcza. A nowy partner szanuje, nie zeruje. Odpowiedz Link Zgłoś
mynia_pynia Re: niepracujący mąż 12.10.10, 18:44 Koleżanka miała takiego mężusia w domu, kłamał, że kończy studia, w rzeczywistości zbijał bąki, żył na koszt mojej koleżanki i jej rodziców + żerowanie na swoich. Jak się ta bajka skończyła??? Czar prysł, kłamstwo ma krótkie nogi, wypad mężusia na bruk, po pół roku „szczęśliwego” pożycia – burzliwy rozwód. Koleżanka dość długo była w szoku, bo też była to wielka miłość. Odpowiedz Link Zgłoś
rzaba10 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 19:23 Obudzisz sie po15 latach z reka w nocniku,z dwojka dzieci,dlugami i powracajaca depresja. Wampir i jemjola...ech!jestem wolna:) Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 20:26 Kochasz kogoś kto Cie notorycznie okłamuje? Ja bym to raczej nazwał chorobą psychiczną, nie miłością... Odpowiedz Link Zgłoś
unreleased86 $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ 12.10.10, 21:07 Nie od dziś wiadomo, że kobiety to stuprocentowe materialistki, dążące do zapewnienia sobie bezpiecznego, wygodnego, spokojnego i dostatniego życia. Oczywiście, do tego potrzebny jest im osobnik płci przeciwnej. Autorka takiego też znalazła i jakie był jej zdziwienie, kiedy okazało się, że on nie przynosi jej gotówki do domu???? SZOK !!! NIEDOWIERZANIE !!! Przecież to hańba, że mąż jej nie utrzymuje. To burzy dotychczasowy porządek świata od lat wpajany przez matki swoim córkom. To się w głowie nie mieści, więc trzeba było podzielić się tym problemem na jakimś forum. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się rozwód, no bo ile można tak żyć? W końcu trzeba mieć przy sobie kogoś silnego, w pełni zdrowego, najlepiej dobrze usytuowanego, z pełnym portfelem, który od rana do wieczora będzie zasuwał w robocie i ani przez chwilę nie zająknie że coś go boli, no bo facet to robot do zarabiania kasy. Druga opcja, to zrobienie sobie dziecka, wyrzucenie faceta z mieszkania i pozew o alimenty...no bo wiadomo że chodzi o $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ Im więcej kasy tym kobieta szczęśliwsza. Widać to w ich oczach, gdy widzą pachnące sprasowane banknoty prosto z bankomatu. Do tego dorzucić jakieś komplementy, że niby ładnie wyglądasz, pomimo zmarszczek na twarzy, sadła, cellulitisu, nieświeżego oddechu i teściowej w pakiecie. Nic nie jest w stanie przebić radości żony ponad wypłatę męża. Odpowiedz Link Zgłoś
nathasha Re: $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ 12.10.10, 21:22 nie ma to jak nas kilka tysiecy lat trzymac na uwiezi, niewolic zarowno fizycznie jak i kulturowo, nie pozwalac nam sie rozwijac i wymyslac rozne mity bysmy siedzialy w domu i rodzily dzieci a potem jak nam sie uda wyemancypowac, zgrywac male dzieci. Po pierwsze, kazdy facet to klamca i wiadomo to nie od dzis, wiec jak oklamal przed slubem bedzie klamal zawsze i nie ma co byc tu poblazliwym. Jak nie umie na siebie zarobic i utrzymac choc w polowie i po partnersku swojej rodziny, to najlepiej zeby wrocil do swojej mamusi i to jej siedzial na garnuszku przez najblizsze kilkadziesiat lat. Jezeli w dodatku jest na tyle malo inteligentny ze mimo calego czasu wolnego nie moze skonczyc studiow, w ogole nie powinno sie nim zawracac sobie glowy. Wiadomo ze bedzie mu zalezalo tylko na tym by Cie dalej oszukiwac, nic z siebie nie dawac, tylko ciagnac forse, bo jak utracil kontrole nad swoim zyciem to jeszcze Ciebie doprowadzi do wyrzutow sumienia i do tego zebys go utrzymywala do konca zycia. Powiedz mu stop. Jestes silna, inteligentna kobieta, dasz sobie rade bez niego, takich jak on to jest wszedzie na peczki a Ty potrzebujesz kogos na swoim poziomie, kto bedzie dla Ciebie partnerem a nie darmozjadem i zlym przykladem dla dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ 14.10.10, 10:02 > nie ma to jak nas kilka tysiecy lat trzymac na uwiezi, O, to ludzie żyją tak długo? Toż to ty pamiętasz Egipt faraonów, mumia z ciebie czy co? Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ 13.10.10, 05:26 no nie mogę ... i to są wnioski po przeczytaniu postów tej dziewczyny? Wydawałoby się, że grzeszę intelektem i co nie co rozumiem, ale zaczynam powątpiewać w sens obarczania winą kobiety za krytykę i bezsilność w stosunku do krętacza i nieroba. Nie, ale mylę się, przecież utrzymywanie męża, który swoim wkładem codziennym nic nie wnosi do utrzymania domu jest naturalne. Zazwyczaj my, kobiety równouprawnione, decydujemy się jako bezdzietne zostać gosposiami w sytuacjach, gdy naszych partnerów na to zwyczajnie nie stać albo stać "od pierwszego do pierwszego" bez możliwości "odłożenia do skarpety" albo pozwolenia sobie na przyjemności... normalne przecież to jest. Rzeczywiście, nie wiem, skąd te głosy krytyki wobec mężusia - gosposi. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: $$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$$ 14.10.10, 10:01 Pozwolę sobie nie zgodzić się z powyższym: radość z wypłaty istotnie jest wielka, ale emerytura po małżonku - to tak radosne, że w Grecji musieli przepisy zmieniać. (Młode wychodziły za mąż za starców, należała się emeryturka za biezdurno bo pracować nie pracowały, dziadzio szedł do piachu a pieniądze leciały.) Odpowiedz Link Zgłoś
19dawid80 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 21:22 Droga autorko wątku. Przeczytałem kilka Twoich odpowiedzi na wątki innych użytkowników i wyraźnie widać, że Ty tłumaczysz niezaradność swojego męża. Ma on 33 lata i jeszcze nie pracował, studiów jeszcze nie skończył!? To kiedy on chce nabyć jakieś doświadczenie w pracy zawodowej i ukończyć studia!? Trafił ci się zwykły facet fujara, który nie jest przystosowany do obecny warunków życia w naszym kraju. Odpowiedz Link Zgłoś
mkkrawiec Re: niepracujący mąż 12.10.10, 21:35 Nawet nie chce mi się dalej czytać tego steku bzdur, ociekającego jadem bełkotu. Tak, tak mąż bez wykształcenia i pracy to wstyd, po prostu skaza dla rodziny, to On musi dobrze zarabiać i utrzymywać, nie ma innej opcji. Odpowiedzcie na jedno pytanie, w takim razie po co walczycie o równouprawnienie w każdym życiowym aspekcie, w tym zawodowym też? Czy mąż nie może być kurą domową, opierniczać się? Co do jego lenistwa to inna bajka, koślawy jest tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
zrozpaczona46 Re: niepracujący mąż 12.10.10, 22:21 Nic nie zrobisz,jeżeli sam nie będzie chciał się zmienić.Przechodze przez to samo.Mój co prawda skończył studia kilka lat temu,ale do pracy2lewe rączki.Też jest na utrzymaniu moim i mamusi.Okłamuje mnie cały czas,że szuka pracy.Ja pracuje ciągle się doszkalam(języki obce,kursy róznego rodzaju)On nic.Siedzi zarejstrowany wUP.Ma b.trudny charakter(zero siły przebicia,motywacji,inicjatywy,jest nieodpowiedzialny,nie radzi sobie ze stresem nawet najmnieszym)Masz 2 skrajne wyjścia z tej sytuacji.Albo przyjmujesz go z całym "dobrodziejstwem inwentarza"czyli godzisz się na to,że będziesz go utrzymywać cały czas,albo odchodzisz od niego.Ja biore pod uwage rozwód.Też próbowałam różnych sposobów,żeby go zmotywować.Pisałam CV za niego,dzowniłam,chodziłam po pracodawcach,wysyłałam na kursy,do psychologa,doradcy zawodowego.I nic!!!Poprostu są ludzie dla których praca znajduje się na samym końcu ich hierarchi wartości.Tego nie da się zmienić.Więc rada ode mnie wiej gdzie pieprz rośnie póki nie jest za późno! Odpowiedz Link Zgłoś
skinflint Re: niepracujący mąż 02.07.11, 22:35 >Też próbowałam różnych sposobów,żeby go zmotywowa > ć.Pisałam CV za niego,dzowniłam,chodziłam po pracodawcach,wysyłałam na kursy,do > psychologa,doradcy zawodowego.I nic!!! Cóż... Ty go nie motywowałaś, tylko DEMOTYWOWAŁAŚ !!! Robiłaś wszystko za niego, wiec nie czuł się już odpowiedzialny za swoje życie. Ludzie, którzy czują, że ich los jest w rękach kogo innego poddają się, zaczynają wegetować. Twoje działania doprowadziły go właśnie do takiego stanu. Odpowiedz Link Zgłoś
brak.polskich.liter Re: niepracujący mąż 12.10.10, 22:23 mkkrawiec napisał: > Tak, tak mąż bez wykształcenia i pracy to wstyd, po prostu skaza dla rodziny, Zdrowy a twale bezrobotny leser to owszem, i skaza dla rodziny, i niepotrzebny balast. Ze zacytuje jedna z forumowiczek: jesli ktos chce trzymac w chalupie cos kosztownego, calkowicie zbednego i syfiacego, to niech lepiej nabedzie legwana. > to On musi dobrze zarabiać i utrzymywać, nie ma innej opcji. Alez nie musi utrzymywac, to wylacznie Twoja nadinterpretacja. Czytaj uwaznie. Autorka wyraznie pisze, ze pracuje i poki co to ona zarabia na siebie i na trutnia. Chodzi o to, zeby ow truten trutniem byc przestal, co znaczy - przestal finansowo wisiec na zonie i poszukal roboty, co jest niestety malo realne, bo jemu taki uklad odpowiada. Roznica miedzy "nie wisiec" a "utrzymywac" nie jest szczegolnie trudna do ogarniecia, prawda? Odpowiedzcie na j > edno pytanie, w takim razie po co walczycie o równouprawnienie w każdym życiowy > m aspekcie, w tym zawodowym też? Po to, miedzy innymi, zeby nie byc na lasce i nielasce takich cieniasow, jak maz autorki watku. I z setki innych powodow. Swoja droga - nie bardzo rozumiem, co ma rownoupawnienie do pasozytnictwa? Rownouprawnienie i wynikajacy z niego podzial praw i obowiazkow nie polega na tym, ze pan ma prawa (do obijania sie i zycia mrzonkami), a pani obowiazki (zapieprzania na siebie, trutnia, i - co nie daj Boze - dziecko, o ile w tak niefurtunnym ukladzie sie trafi). Autorce wyrazy wspolczucia i sugestia, zeby jednak zamienila na mniej wadliwy model. Z tego chleba maki raczej nie bedzie. Chyba, ze marzy o byciu samotna matka. Odpowiedz Link Zgłoś
anek80 Re: niepracujący mąż 13.10.10, 12:47 Wątek nie dotyczy równouprawnienia tylko przypadku męża leniwego, krętacza (wieczny student) i nieodpowiedzialnego, który nie poczuwa się do myślenia o swojej rodzinie w kategoriach wspólnego dobra i obowiązku ale w zasadzie cały trud utrzymania rodziny przerzuca na żonę i rodziców (!), co jest żenujące, zważywszy choćby na jego wiek. Co do tego ma równouprawnienie? NIC. Zachowanie męża (pozostawanie bez pracy) nie wynika z porozumienia między małżonkami (np. że to żona wraca do pracy a mąż opiekuje się dziećmi) ale z lenistwa męża, który kłamie że kończy studia i szuka pracy. Jego wkład w dom, rodzinę jest nieproporcjonalny do wysiłku żony, facet kręci i robi wszystko żeby się nie przemęczać, wykorzystuje dobroć i naiwność najbliższych, żyje na ich koszt. Z postu wynika że jego żona po prostu nie może na niego liczyć, sensowne planowanie przyszłosci z takim osobnikiem nie wchodzi w grę bo facetowi ewidentnie nie zależy na tych sprawach (po co, przecież inni się o to zatroszczą - żona, mamusia). Sorry, ale tak nie postępuje dorosły facet. To egoista, niedojrzały emocjonalnie i społecznie. Tu nie chodzi o to, że to mąż ma zawsze dobrze zarabiać i utrzymywać rodzinę albo że musi mieć wyższe wykształcenie. Problem w tym, że on się w ogóle nie stara, nie podejmuje w zasadzie żadnego wysiłku by utrzymać rodzinę i zapewnić jej przyszłość, problemy jego żony go nie obchodzą. Poza tym istotny jest fakt, że mąż obiecał dokończyć studia i podjąć pracę, a więc zobowiązał się do czegoś. Gdyby jego nieróbstwo zostało wspólnie uzgodnione to moglibyśmy mówić o "równouprawnieniu". Odpowiedz Link Zgłoś
pan_niemota Re: niepracujący mąż 12.10.10, 22:32 część postów przeczytałem, ale nie więcej jak jakieś 50-60 więc być może sie powtórzę. Ale chcę napisać od siebie, Miałem kiedyś życie w małżeństwie, dziecko (je oczywiście mam nadal), staż około 10-letni. I przyszedł kryzys, rozstanie, rozwód. Minęły trzy lata. Przez ten czas mieszkałem zupełnie sam, bardzo daleko od jakiegokolwiek miejsca z którego ktoś mógłby mi pomóc, wspomóc mnie czy w jakikolwiek inny sposób wyręczyć w czymkolwiek. Aż spotkałem kobietę - idealną, najlepszą itd itp. Dla mnie robiła wszystko, a ja spocząłem na laurach i miałem praktycznie w nosie czy zjem obiad przez nia przygotowany. W sumie jedyne co musiałem zrobic to wyjść do pracy i z niej wrócić. Pech (dla mnie) chciał, że moja najlepsza połówka w pewnym momencie się zbuntowała. (to oczywiście przekąs w tym zdaniu, typowy dla mnie sarkazm). Krótko mówiąc - nie zauważyłem momentu kiedy właśnie stałem sie pasożytem dla niej. Może nie dokładnie w ten sposób, bo pracowałem i miałem pieniądze, ale własnie przez to że pozwoliłem sobie zrobić wszystko paradoksalnie pozwoliłem na nasze oddalenie sie od siebie. W każdym bądź razie w pewnym momencie usłyszałem - chciałabym, żebyś się wyprowadził. Najpierw przyjąłem to za żart, przekomarzanie się, niedowierzanie... potem to do mnie docierało coraz głębiej. Ona na prawde nie chce ze mną być! świat mi się zaczął walić, po głowie przebiegały myśli o końcu świata i takie tam głupoty. Chodziłem jak struty, wsiadłem do auta i pędziłem po różnych drogach i dróżkach, ale niestety nigdzie nie wyrosła przede mną żadna ściana... Takie dwa tygodnie które moja połowica dzielnie przetrzymała konsekwentnie podtrzymując że koniec, że musze się wyprowadzić, że nie ma powrotu, że zniszczyłem to co ona chciała tak bardzo budować. I tym sposobem uświadomiłem sobie jak bardzo byłem wpatrzony wyłącznie w siebie. W moje potrzeby, nie liczenie się, w upływający czas. Krótko mówiąc - moja najlepsza i najukochańsza po prostu klarownie dotarła do mnie o co jej chodzi, co mam w sobie zmienić... Oczywiście to musiało przyjśc jako moje działanie. To ja musiałem dojść do wniosków, podjąć odpowiednie działania, wykazać chęci i potwierdzić je konkretami. Po prostu udowodnić jej, że mi zależy a nie że tylko gadam o tym. Czemu o tym piszę? bo byc moze w ym znajdziesz dobry sposób na swojego M. To jest facet, i w momencie jak bedzie musiał to podejmie decyzję. Jak mu dasz pole do popisu, to nie tylko zajmie się remontem, nie tylko założy własny interes czy tez wspomoze ojca (myslę, że ojciec wie ze będzie mógł mu pomóc wyłącznie jak on sam będzie tego chciał). Co mogę doradzić? nie decyduj za niego, nie okazuj mu jaka to ty jesteś wspaniała a on nieporadny żuczek. W nim na pewno w którymś momencie obudzi się zdobywca (w końcu ciebie też musial zdobyć, prawda?). Daj mu szansę - przez ten cały czas waszego związku pewnie już go troche poznałaś, wiesz gdzie ma słabe i mocne punkty, co lubi a czego nie... może np da mu do myślenia jak będziesz chciała wyjechac na jakieś ferie/wakacje i powiesz mu że stać cie tylko na opłacenie jednego miejsca (tu pamiętaj - nie że "nie stac cię na opłacenie miejsca dla niego") albo coś w tym stylu. Moze pograć rozdzielnościa majatkową, może nie gotuj mu w domu (tak tak, mieszka u mamusi....) Dobra, może miałaś ochotę i przeczytałas co napisałem :) pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
sselrats Nie martw sie, jakos do emerytury dociagniecie 12.10.10, 22:59 a maz wtedy bedzie mila czas na studiowanie. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: niepracujący mąż 13.10.10, 02:27 1. Problemem nie jest to, że nie ma pracy, ale że - domniemany "truteń" - oszukuje osobę wobec której powinien być lojalny, tj. własną żonę. Wybaczalne tylko niekiedy (np. większość ludzi nie mówi prawdy o stanie zdrowia osobom śmiertelnie chorym). 2. Komunistyczny kult pracy wiecznie żywy. Obiektywnie jest ważne nie to czy "truteń" pracuje - ale ile konkretnie przysparza zysków: z wynajmu, przez pracę na rzecz gospodarstwa domowego, a nawet w formie wsparcia od teściów. 3. Piszesz, że przed ślubem już okazało się. To ja pytam: co za debil (rodzaju żeńskiego) bierze ślub - nie będąc brzuchatą i wiedząc, iż potencjalny życiowy partner ma taki defekt? 4. @Tris-jakaś-tam. Fajnie jest myśleć, że wystarczy podłożyć się facetowi i potem na zrobionego dzidziusia będzie brało się alimenty, a temu panu już podziękujemy... Rozwiązanie tego rodzaju jest swego rodzaju prostytucją, ale nie musicie się ze mną zgadzać. Musicie jednak, laseczki, pamiętać że wiele z państw (w tym USA) nie podpisały stosownych umów - i jak taki niezaradny dawca genów po prostu ucieknie tamże - to z alimentów nici. Nota bene, nieciekawie też będzie jak facet będzie zwyczajnie biedny - szukajcie bogatych frajerów. 5. Studia... oj, oj, bo pęknę ze śmiechu. 90% kierunków to bzdety w rodzaju "marketing". Więcej niż 50% absolwentów pozostałych umie ściągać i przepisać magisterkę. Praktyka? Albo niepotrzebna (ile trzeba dziesiątków lat praktyki szambonurkowi?), albo i tak nie zastąpi wiedzy (no, łośki, wolicie aby chirurg nauczył się czegoś na studiach - czy aby napraktykował się na was?). 6. Studia - cd. - niektóre laski lubią mieć świadomość yntelygentności mężusia - więc, jak ktoś już pisał, bez dwóch fakultetów ani rusz. Z drugiej strony, facet który zaczyna nawijkę od wyliczenia dyplomów pomylił chyba podryw z wystawą psów rodowodowych... niemniej jednak to działa. 7. Studia - cd. - brak ukończonych studiów nie jest atutem. Nie chwalta się że nie macie. Jak ktoś ma, to zawsze ma jeden papierek więcej którym może sobie wiadomo co. 8. Mały drobiazg - hope od 18 miesięcy jest mężatką? Na rynku wtórnym będzie niestety niewiele warta. Kolejny książę z bajki? Raczej nie będzie bogaty z domu, raczej nie liczyłbym że będzie zamożny, zaradny i ogólnie fajny... tacy wolą towar nieprzechodzony, z górnej półki. Spójrz w lustro Hope - kogo tam widzisz? Osobę na tyle zaradną, aby urządzić swoje życie i pokierować także fajtłapowatym mężusiem? Czy też przewiędłą dziewczynkę, oczekującą że głową rodziny ma być mężczyzna, pracujący od świtu do nocy i podejmujący decyzje za żonę-kanapowca? 9. A tak ogółem - nuda. Chyba tylko to tłumaczy tak durne pytanie się "co mam zrobić bo". Problemem jest tu brak dzieci - po co się żenić w takim razie było! Dzieci są znakomitym lekiem na nudę - samo zmienianie papersów jest pasjonujące. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: niepracujący mąż 13.10.10, 07:40 soryy, ale widze, ze dla Ciebie wielkim problemem jest brak wyksztalcenia wyzszego u meza i co sie stanie, jesli takowego miec nie bedzie? co tez jest zlego w fizycznej pracy? zdajesz sobie sprawe, jakie jest teraz bezrobicie w Polsce i nawet ludziska z wyzszym wyksztalceniem lapia sie fizycznej roboty i wcale nie jest powiedziane, ze sie tam marnie zarabia. skad wiesz, ze jak maz bedzie mial w koncu to wyzsze, bedzie mial dobra prace i bedzie zarabial kokosy? i nie rozumiem tez jeszcze jednego... facet to powinien wrecz utrzymywac kobiete i przynosic do domu full kasy a ona moze sobie nie pracowac, gdy tymczasem facet juz nie moze byc na utrzymaniu zony:D gdyby to moj maz nie daj boze stracil prace, zakasalabym rekawy i stanela na glowie, zeby utrzymac rodzine, poniewaz w zyciu roznie bywa a wiem z reala, ze nie kazda kobieta by to zrobila. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby ciekawe 13.10.10, 07:58 co złego w tym, że wyszła z błędnego założenia, oczekując od męża ambicji? co złego w tym, że nie chce żyć z miesiąca na miesiąc, ale oczekiwać wsparcia budżetowego, choćby po to, żeby bez max obciążeń kredytowych zarobić samodzielnie na własny samochód, posiadać oszczędności na wakacje w tropikach czy Arktyce albo zapewnić w przyszłości dziecku godny byt i nie martwić się tym, że nie starczy na żłobek albo przedszkole? No co jest w tym złego? Żyjąc samodzielnie z własnej pensji można oczekiwać, że człowieka przeciętnie będzie stać na jakieś przyjemności, pomijając oczywiście popadanie ze skrajności w skrajność i mając na uwadze, że pensja jest najmniej porównywalna do teki ministerialnej czy DN Orlenu. Ja nie rozumiem tego ... oczekiwanie "więcej" od życia ma być krytykowane? Zasadniczo i tak nie mówimy o tym, że facet codziennie opiekuje się domem, przygotowuje posiłki, pielęgnuje obowiązki gosposi, bo wszak w domu go nie ma - siedzi u mamusi, jak zona wychodzi do pracy. Gosposia jest w domu - jak na gosposię i jej utrzymanie jest budżet domowy, jak ten budżet jest wystarczający na przeżycie - to gosposi nie ma. No chyba ta logika nie jest rozmyta. Odpowiedz Link Zgłoś
wielbicielnaruto Twój mąż nie ma w Tobie oparcia 13.10.10, 08:49 osoba długotrwale bezrobotna jest dysfunkcyjna i naprawdę trzeba się wiele napocić aby takiego bezrobotnego aktywizować. Może spróbowalibyście czegoś pozytywnego, bo stawianie kogoś pod murem jest raczej demotywatorem. Poza tym ma pieniądze z wynajmu, czyli aż całkkowitym pasożytem nie jest. Proponuję: wspólne pisanie CV i podań - powiedzmy 5 tygodniowo. zapytanie w PUP o trening z autoprezentacji inne szkolenia PUP na to nie trzeba kasy, a jeszcze płacą stażowe 800 zł Udajcie się razem do PUP bo to jest nie jego problem ale Wasz problem. Pogadałbym też z rodzicami, bo jak ma się miłe oparcie w rodzicach co zawsze dają kasę, to nie ma właściwej motywacji. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: ciekawe 13.10.10, 10:42 zgadzam sie w całej rozciagłości. Poza tym ona wywiazuje się ze swoich zobowiazań, pracuje....ale widzi, ze zaczyna ją to przerastać, bo nie ma wsparcia ze strony meza mąz nie wywiązuje sie ze swoich obowiazków partnerskich, do tego klamie, fantazjuje i nie widac u niego aktywnosci i jeszcze sie babie dostaje...no masakra Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby jednak 13.10.10, 09:02 deodyma napisała: > gdyby to moj maz nie daj boze stracil prace, zakasalabym rekawy i stanela na gl > owie, zeby utrzymac rodzine, poniewaz w zyciu roznie bywa a wiem z reala, ze ni > e kazda kobieta by to zrobila. I to jest logiczne, natomiast to nie jest ta sytuacja. Pan mąż nigdy się pracą nie skalał. Nawet jej nie stracił, bo się jej nie podejmował. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: jednak 13.10.10, 10:33 > I to jest logiczne, natomiast to nie jest ta sytuacja. Pan mąż nigdy się pracą > nie skalał. Nawet jej nie stracił, bo się jej nie podejmował. to chyba zle czytasz, bo w pierwszym poscie tegoz watku autorka napisala, ze maz mial prace, ale byla redukcja etetow i padlo wlasnie na niego. czyli prace mial i sie nia skalal. gdyby to on ja utrzymywal i to ona nie mialaby pracy, byloby ok, ale ze jest odwrotnie, to juz maz jest bee. w koncu mamy rownouprawnienie, prawda? znam troche kobiet w realu, ktore gdyby bylo trzeba nawet dupy do pracy by nie ruszyly, chocby ten chlop stracil prace i mialyby trawe zrec. jeszcze wymagalyby od niego, zeby ruszyl tylek, przekwalifikowal sie i znalazl lepiej platna prace. jak kobieta jest na utrzymaniu faceta, to jest ok, ale nie daj boze niech kobieta utrzymuje dom, to juz jest zle i trza ciosac kolki chlopu na glowie. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: jednak 13.10.10, 10:41 a no "trza". Z zatrudnieniem łatwo nie jest, ale to nie oznacza, że należy osiąść na laurach i czekać aż praca przyjdzie. Co do odwracania sytuacji - rzeknę po raz kolejny - analogicznie. Na gosposię mnie nie stać - niezależnie od płci - gosposia idzie do pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: jednak 13.10.10, 10:55 oczywiscie, ze latwo nie jest, ale przeciez autorka watku wyraznie ubolewa nad tym faktem, ze maz nie ma tego "wyzszego" i przez to moze pracowac jedynie tylko fizycznie... no bez jaj... gdyby bylo jej tak zle z mezem, nie myslalaby o zajsciu w ciaze i urodzeniu dziecka. niestety, ale tak sie utarlo, ze to maz ma utrzymywac rodzine a zona prowadzic dom. wielu kobietom w glowie sie nie miesci, ze maz moze stracic prace i utrzymanie domu spadnie na jej barki. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: jednak 13.10.10, 11:14 Zrozumiałam, że to pan mąż pragnie pracy biurowej i w tym celu musi mieć uzupełnione wykształcenie. Pan mąż pracę stracił półtora roku temu, a mieszkają w dużym mieście. Półtora roku to - dla zdrowego, dorosłego chłopa - mnóstwo czasu na znalezienie jakiejkolwiek pracy przynoszącej dochody. Supozycje dotyczące rzekomych tereotypowych oczekiwań "mąż pracuje i utrzymuje" wysuwają tutaj głównie panowie. Autorka ma problem, bo gość kłamie, stosuje spychotechnikę i nic nie wskazuje na to, że się w rozsądnej przyszłości ogarnie. Nie chodzi o to, żeby pan utrzymywał żonę (PRACUJĄCĄ!) tylko, żeby był uprzejmy współutrzymywać gospodarstwo domowe. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: jednak 13.10.10, 19:58 Deodymo, jak widać ten wątek opanowany jest przez panienki o bardzo niewielkim doświadczeniu życiowym. Nic dziwnego że czytać też nie umieją. Przypominam Ci też, że ów mąż swojej żony cały czas dostarcza pieniędzy... z wynajmu mieszkania, które jest jego własnością sprzed związku. Owszem, mogę trochę współczuć autorce wątku (jeżeli rzeczywiście jest tak, jak ona to przedstawia). Ale przecież męża wzięła sobie sama wybrała. Kwestia gustów czy to wybór na całe życie (wtedy niech nie skomle na forum, lecz biegnie do najbliższego klęcznika) - czy też należy przerwać tę farsę (i nie nudzić problemami z jakimi radzą sobie już co bardziej rozgarnięte nastolatki). Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: jednak 13.10.10, 20:44 Jednakowoż kasa z wynajmu małej kawalerki to jeszcze nie bycie rentierem. Męża sobie wybrała sama, ponieważ zapewne wszelkie wątpliwości tłumaczyła sobie na jego korzyść. Kobiety w tym kraju są wychowywane do bycia pomocnymi, wspierającymi i niewymagającymi istotami i dlatego są znakomitym materiałem na pożywki dla rozmaitych pasożytów. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: jednak 13.10.10, 23:57 Kobiety, masz rację, są tak wychowywane, że w swojej ogólnej masie są niesamowicie i głupie, i naiwne. Mniej mnie interesują przyczyny tego stanu rzeczy - niż ostateczny rezultat - większość to po prostu głupie pasztety. Mniejszość? Mniejszość to po prostu wizualnie ładne, choć w głowie mieści się jedynie standardowy zwrot zaczynający się od "jak zostanę miss, to będę pomagać wszystkim biednym dzieciom". Zupełnym wyjątkiem, takim jak yeti na Helu, są te mądre i nieszpetne. Odpowiedz Link Zgłoś
deodyma Re: jednak 14.10.10, 07:39 abccbaabccba napisał: > Deodymo, jak widać ten wątek opanowany jest przez panienki o bardzo niewielkim > doświadczeniu życiowym. Nic dziwnego że czytać też nie umieją. wbrew pozorom nie wszystkie sa panienkami i to jest najsmieszniejsze wlasnie... rozumiem, ze mloda dziewczyna pewnych spraw jeszcze nie lapie, nie kuma, ale facet czesto gesto jak facet zapiernicza na niepracujaca zone, to jest jak najbardziej ok, tylko jeszcze niektorym przeszkadza sam fakt, ze arabia za malo, wiec powinien stanac chlopina na glowie zrobic wszystko, zeby zarabiac wiecej, zeby zonka mogla wygrzewac dupe w domu. kiedys w realu bylam swiadkiem takiej sytuacji, jak maz powiedzial niby zartem ( chociaz zart to nie byl), ze poki on nie znajdzie lepszej i pewniejszej pracy, ona sama powinna zaczac sie juz rozgladac za jakas robota. jezu, co sie wtedy dzialo... jak na niego naskoczyla, jak sie wydarla:D kobieta nigdy nie pracowala i pracowac nie ma zamiaru. czyli pan MUSI. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: jednak 14.10.10, 08:14 i znowu piesze wycieczki do ... konkretnych zdarzeń, które akurat z ta sytuacją - dla mnie nie mają żadnych części wspólnych. 1. Dziewczyna - kocha męża. Wyszła za niego z miłości, nie zasobności portfela. Okazało się (jeszcze przed ślubem), że przyszły pan mąż, kreował się na kogoś kim nie jest i wcale przyczyny nie należy szukać w dziewczynie. Kłamcy tak miewają - kreują się na "typy" wyidealizowane, często nie mające pokrycia w rzeczywistości, tytułem zaimponowania drugiej osobie i łatwiejsza "zdobyczą". Podjęła decyzję o wspólnym życiu, to wspólne życie uległo omówieniu - "oczekiwania mam wobec ciebie takie, a nie inne" - w tym również motywację do zakończenia kształcenia na poziomie wyższym. M.in dlatego, że szanowny teść - owe kierunkowe wykształcenie - określał jako minimum zatrudnieniowe w jego firmie. 2. Pan mąż podjął się wyzwania, tyle, że rzeczywistość zaczęła się okazywać inna. Nagle świat się obrócił przeciwko niemu, nastąpiła teoria spiskowa i teraz wszystkie mechanizmy układają się tak, żeby: "pracy nie znaleźć, studiów nie skończyć". 3. Kobieta oczywiście pracuje, niejako dlatego, że musi, ale prawdopodobnie chce. Pracuje również na obciążenia kredytowe, kto pokrywa studia zaoczne męża - może mamusia. Nie doczytałam również, ale mogę się mylić, że oczekuje od męża przejęcia stanowiska kierowniczego firmy paliwowej, ale oczekuje konkretnych ruchów będących wyznacznikiem odpowiedzialności. Tym wyznacznikiem jest: przyczynianie się do powstawania wspólnoty małżeńskiej. Jeżeli mąż raz wykonał remont domu, to w tym przypadku jednokrotnie się do tego przyczynił. Nie przyczynia się do: codziennej pielęgnacji tegoż ogniska domowego - jako, że codziennie rano wychodzi pisać pracę dyplomowa u mamusi - bo tam zapewne ma wenę, nie gotuje obiadków, sprząta, opiekuje się dziećmi, etc - które w KRiO są wyznacznikiem niematerialnym do tworzenia wspólnoty. Innymi słowy "nie odwdzięcza" się za to, że zona utrzymuje jego, siebie i dom. 4. równouprawnienie jest również ściśle określone, więc gdybanie "jak to kury domowe z panieneczkami" teraz plują jadem na biednego chłopa, który chce być gosposią - same taką funkcję w domach pełniąc. O ile można się tutaj dopatrzeć typowego "modelu rodziny z zamierzchłych czasów" : zona - dom, mąż - praca - o tyle tutaj - w tym konkretnym przypadku - taki model z odwrotnością ról nie istnieje. Pan mąż nie jest na urlopie tacieżyńskim tudzież wychowawczym, który dyktowałby przymusowy pobyt w domu, zona nie określała modelu na wstępie, w którym pan mąż jest pielęgniarzem domostwa. 5. Autorka nie szuka wskazówek: "jak się rozwieść", jako, że kocha męża i chce ten związek utrzymać. Jednak sama sobie odpowiada na pytania - do czego prowadzi taki układ w domu. A ten konkretny układ, to typowy układ pasożytniczy, bowiem jej nie stać na utrzymywanie gosposi w domu w sensie stricte lub nie przyczynia się to do polepszenia standardu życia jaki też miała prawo oczekiwać. Natomiast gosposia - odpowiedzialności za stan zaistniały unika. Gdyby wypowiadał się tutaj mąż kobiety niechcącej iść do pracy lub szukającej tysiąca wymówek, żeby jej się nie podjąć / znaleźć - odpowiedź byłaby analogiczna. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: jednak 14.10.10, 08:34 Panienki w sensie mentalnym - to nie są dojrzałe kobiety, matki. Tzw. "stan cywilny" ma niewielkie znaczenie, gdyż obecnie nikt nie kamienuje ludzi pozostających w rozmaitych konkubinatach czy innych jeszcze układach. Odpowiedz Link Zgłoś
dodek-on-line To jest "mezczyzna do towarzystwa":-) 13.10.10, 08:55 Dla mnie jako mezczyzny to taki facet to fujara, maminsynek siedzacy na garnuszku kobiety. Co on robi calymi dniami? Oczywiscie dotrzymuje towarzystwa mamusi jak maly synek. Bo w to, ze u mamusi uczy sie do egzaminow to nie uwierze. Winna jest tesciowa, bo sobie takiego syna wychowala i winny jest twoj maz, bo jako 33-letni facet powinien sie otrzasnac. Nie sadze, ze on ciebie kocha, mysle, ze jestes dla niego taka mamusia bis. Tzn. jak jego prawdziwa mamusia umrze, to ty masz zostac mamusia i byc dla niego tak wyrozumiala i dobra jak mamusia byla. Nasuwa mi sie tu skojarzenie, ze facet jest "mezczyzna do towarzystwa", bo on cale zycie tylko dotrzymuje towarzystwa (+ seks dla ciebie) i nic wiecej. Jesli chodzi o ta kawalerke, ktora wynajmuje, to sadze, ze to dostal od rodzicow, wiec nie ma co go za to tak chwalic, bo sam na to nie zarobil. Facet ma 33 lata, nigdy nie pracowal, nie ma zawodu i niczego sam sie nie dorobil. Zyje z datkow od innych (od rodziny, od ciebie) niczym hiena. Pytam: Jak glupia musi byc kobieta, ktora z kims takim sie zwiaze i chce miec z nim dziecko? Odpowiedz Link Zgłoś
kindofmagic Nie o męża się martw! 13.10.10, 12:05 Martw się o siebie. Mówię poważnie i bez złośliwości. Związałaś się z niesamodzielnym i niedorosłym facetem, a teraz nie umiesz zaradzić sytuacji. Jeśli siebie nie zmienisz i nie zaczniesz podejmować decyzji o swoim życiu to przegrasz. On może się zmieni, a może nie. Ty sama powinnaś odważnie iść do przodu i wiedzieć co robić, bo inaczej będziesz się tak bujać z mężem do emerytury. Rozstanie albo szybkie i pewne ultimatum. Silne i zaradne osoby szybko odrzucają niepełnowartościowych partnerów i idą do przodu. Słabsze jednostki trwają w ułomnych związkach nie umiejąc sobie poradzić z ciężarem trudnych decyzji. Każda twoja decyzja będzie lepsza od jej braku, pamiętaj o tym. Odpowiedz Link Zgłoś
sonix24 Nie pie...ol 13.10.10, 12:43 Jak facet pracuje na nieroba, to normalka, ale jak kobieta pracuje na nieroba, to wtedy dopiero jest tragedia. A ja wam powiem co to jest tak naprawdę- to jest żeński szowinizm w czystej formie, niczym nie skażony, a w szczególności żadnym myśleniem o mężczyźnie jak o człowieku, który ma takie samo prawo do bycia nierobem, jak wiele kretynek bezmyślnie pałętających się po galeriach handlowych i nie wiedzących, że może istnieć jakieś inne życie, ale im wolno!!!!!!!!!!! Chamskie spojrzenie kobiet na to, do czego służą mężczyźni i że w ogóle muszą do czegoś służyć, bo przecież samo sprzątanie domu przez takiego jest niczym, wiedząc że wiele kobiet traktuje to u siebie jako pełnoprawny etat jest czystym chamstwem i szowinizmem połączonym z totalną nienawiścią do mężczyzn, kończąc wywód- gdybyś go naprawdę kochała, nie przeszkadzałoby ci że nie pracuje. Cieszyłabyś się, że jesteście razem. Krótko mówiąc niewiele warta ta twoja mniłość. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Nie pie...ol 13.10.10, 13:30 A co ma do tego miłość? Miłość piękne uczucie, ale miłością czynszu nie opłaci, na ratę kredyty nie wystarczy ani nie utrzyma ewentualnego dziecka. Cieszyć się swoją obecnością bez uzwględniania finnasów można: w liceum, przy one night standach, w układach fucking friend lub innych gdzie nie występuje wspólny budżet i wspólne koszty utrzymania. Jesli pan kocha panią równie mocno jak ona jego, to niech ruszy d..ę do pracy i postara się być odpowiedzialnym mężczyzną. Odpowiedz Link Zgłoś
sonix24 Re: Nie pie...ol 13.10.10, 13:41 Przykro jest że nie zrozumiałaś tego co napisałem. Proszę przeczytaj jeszcze raz ale bez emocji. Nie chodzi o niego, ale o większy całokształt - to taka mała podpowiedź. Odpowiedz Link Zgłoś
pandzik Re: Nie pie...ol 13.10.10, 15:27 większy całokształt Określenie równie idiotyczne jak reszta twojej wypowiedzi. Trzymasz poziom... :) Odpowiedz Link Zgłoś
brak.polskich.liter Re: Nie pie...ol 13.10.10, 15:48 pandzik napisał: > większy całokształt > > Określenie równie idiotyczne jak reszta twojej wypowiedzi. Urocze, czyz nie? Podobnie, jak "wieksza polowa". Urzeklo mnie ponadto "chamskie spojrzenie kobiet" (to perelka z poprzedniego postu dzentelmena) . Chyba sobie wkleje w sygnaturke. Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Nie pie...ol 13.10.10, 16:29 a nóz ktośby pomyslał, że chodzi o mniejszy całokształt i byloby nieporozumienie:D Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: Nie pie...ol 13.10.10, 20:51 Kwestia czysto formalna - istnieją definicje "większej połowy" i "mniejszej połowy" - wyśmiewanie się z czegoś, czego się nie rozumie, nie jest dowodem wielkiej mądrości. Poczytajcie sobie dlaczego to nie jest błąd językowy: pl.wikipedia.org/wiki/Dyskusja_pomocy:Powszechne_b%C5%82%C4%99dy_j%C4%99zykowe Odpowiedz Link Zgłoś
aneta-skarpeta Re: Nie pie...ol 13.10.10, 14:32 gdybyś go naprawdę kochała, nie przeszkadzałoby ci że nie pracuje. Cieszyłabyś się, że jesteście razem. Krótko mówiąc niewiele warta ta twoja mniłość. bzdury gadasz. Jak chcesz to moge poposiłkowac sie cytatami, ale to, że on nie pracuje to jest akurat tutaj namniejszy kłopot on kłamie, wymysla niestworzone historie- np nie pracując opoiwada, ze wybuduje im dom, kupi nowy samochod, obiecuje a sie z tego nie wywiazuje- mowi ze idzie do rodzicow sie uczyc, a szkoła jak nie skonczona tak nie skonczona niby szuka pracy, ale ciagle wynajduje jakies "problemy" no ktorych po prostu nie da sie przeksoczyc "widzisz ze chcialem, ale autobus nie przyjechał, dziekanata akurat dzisiaj zamkneli" ps. ja tez sobie odpuscilam studia na 5 roku i mialam 2 lata przerwy- sprawy rodzinne. szczerze nie chcialo mi sie do tego zabrac i tez wymyslalam usprawiedliwienia, zeby sama przed sobą myslec ze jednak cos robie, ale... w koncu sie wzielam. szybko nadrobilam, napisałam prace i sie obroniłam. ale musialam sie wziac do roboty, to od takiego "myslenia o szkole" to poltora roku nic nie zrobiłam :) Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: Nie pie...ol 13.10.10, 20:43 100% racji. Toż to zwykła prostytucja - miłość za pieniądze. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: Nie pie...ol 13.10.10, 21:12 W sumie racja, dlatego ten mąż twierdzi, że kocha autorkę wątku. Pasożyt kocha swojego żywiciela. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: hahaha 13.10.10, 21:24 Pan się po prostu zaj.... ustawił: spod skrzydeł opiekuńczej mamy trafił pod skrzydła opiekuńczej i wspierającej żony, ktorą dopiero teraz zaczyna trafiać szlag. I to nie z powodu braku pracy pana, tylko z powodu notorycznych kłamstw i stosowania spychotechniki. Raczej chyba nie umawiali się przed ślubem, że nie podejmie pracy zarobkowej, prawda? Bezrobocie może dotknąć każdego i wtedy należy oczekiwać wsparcia od bliskich, ale na litość boską odrózniajmy bezrobocie od czystego leserstwa. Zdrowy, pełnosprawny, młody chłop lekkim twistem znajdzie pracę fizyczną, nawet za grosze, ale przynajmniej zacznie coś robić, zamiast udawać, że biduś studiuje tak ciężko. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: hahaha 14.10.10, 00:32 Tris, pożartowaliśmy, a teraz poważnie - co i rusz ktoś mnie pyta, czy mam pracę dla niego. Nie mam. Ale skoro ty taka pewna jesteś, że każdy znaleźć pracę łatwo może, to podziel się - gdzie, jaką? Co zaproponujesz błyskotliwemu inżynierowi, top level, który wyleczył się z białaczki, lecz korporacja wylała go na bruk jak tylko zachorował? Albo dla gościa, który zrobił wszystkie możliwe kursy dokształcające - tyle że do emerytury brak mu paru lat i nikt go nie chce zatrudnić? Albo innego, o tak, studia wyższe, duże doświadczenie - ale z panicznym lękiem przed komputerami, taka fobia? Albo - super babka - niestety z wykształcenia rusycystka, przy tym native speaker w tymże choć Polka. Albo - młody, fajny, marketing jakiś ukończony - ale w pipidówce w której mieszka - nie ma hipermarketu - w ogóle nic nie ma - a na mieszkanie gdzie indziej nie stać go. Albo dla gościa, który wysyłał żonce regularnie pieniążki przez lata pracując na kontraktach, bo ona tak chciała... kontrakty się skończyły, pieniądze magicznie zniknięte. Wiesz co? Jeżeli tak dobrze potrafisz wskazać innym ludziom, gdzie mają pracować, że pracy jest pełno, że zatrudnienie czeka... to idź do jakiegoś schroniska dla bezdomnych i porozmawiaj z personelem - tam ludzie czekają na każdą możliwość wyrwania się z niemal ostatecznej nędzy. No co, odwagi zabrakło? A może zwyczajnie zapytaj się autorki wątku - jakie to miasto/miasteczko. Może dla tego pantoflarza znajdzie się coś, by mógł być pożyteczny? Też nie? Aha. Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: hahaha 15.10.10, 00:22 Ja odpowiem: Jeżeli przez dłuższy czas nie idzie nic ciekawego znaleźć, to trzeba brać co jest, a w międzyczasie szukać czegoś lepszego. Pan błyskotliwy inżynier top level może też założyć własną firmę (skoro taki błyskotliwy i top level z niego to powinien sobie dać radę). Gość tuż przed emeryturą może spróbować pracować choćby jako "ochroniarz". Młody "Pan po marketingu": może do pracy po prostu dojeżdżać, a później jak coś tam mu się uda odłożyć, to może sobie chociażby wynająć pokój. Trzeba po prostu chcieć, a nie rozkładać ręce i gadać że nie ma pracy, a to za daleko, a to za mało pracą, a to tamto, a to siamto. Jak ktoś pracować nie chce, to zawsze jakąś wymówkę znajdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: hahaha 15.10.10, 17:06 Odpisałeś sloganami, a konkretów brak. Nie ma nazw firm które zatrudniają. Nie ma adresów, telefonów, e-mail do HR, do których mógłby kogoś skierować. Takie ogólniki jak piszesz - to może każdy napisać - nic to nie znaczy, tyle to i sekretarz Edward Gierek powiedzieć potrafił. > owinien sobie dać radę). Gość tuż przed emeryturą może spróbować pracować choć > by jako "ochroniarz". Młody "Pan po marketingu": może do pracy po prostu dojeżd Gość przed emeryturą nie może pracować jako "ochroniarz" - bo wszelkie wakaty są już zajęte przez byłych ubeków, sbeków, policjantów i zupełnie zwykłych ludzi. Nie ma wolnych miejsc. Jeżeli znasz jakieś - napisz - bo fantazjować to można do woli, lecz liczą się fakty. Nota bene, facetowi wyraźnie odbiło - codziennie szukał ofert, brał wszystkie możliwe kursy dokształcające, CV przygotowywał hurtem, po 100, 200 - do różnych firm. Walczył o pracę z zapałem godnym hollywoodzkiego filmu. "Młody po marketingu" - owszem - może dojechać ze swej miejscowości (18% bezrobocia?) - do sąsiedniej (19% bezrobocia). Albo do Warszawy (5 godzin jazdy?). Znasz jakiś wakat w Warszawie dla takich? Tak? To adresy wypisz, konkretne dane. Fantazjować można do woli, liczą się fakty. To że bezrobocie jest bliskie 20% oznacza ni mniej - ni więcej - że jest pięciu ludzi i cztery krzesła. Ktoś musi stać aby siedzieć mógł ktoś. Oczywiście, ci sprytniejsi, zaradniejsi, szybsi - będą mieli swój stołek - czy inne miejsce pracy. A ci gorsi (tak, gorsi, nie wstydźmy się tego słowa) - nie będą mieli. Policz miejsca pracy, odejmij liczbę ludzie chcących pracować - wyjdzie ci liczba ujemna. Po prostu bajką jest, że praca czeka na ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
fuks0 Re: hahaha 15.10.10, 20:23 > Odpisałeś sloganami, a konkretów brak. Nie ma nazw firm które zatrudniają. Nie > ma adresów, telefonów, e-mail do HR, do których mógłby kogoś skierować. Takie o > gólniki jak piszesz - to może każdy napisać - nic to nie znaczy, tyle to i sekr > etarz Edward Gierek powiedzieć potrafił. Nie jestem od tego, żeby komuś szukać pracy. Jak musiałem to szukałem sobie... SAM. Też wysłałem setki cv, kilkadziesiąt lm, byłem sumarycznie na kilkudziesięciu rozmowach kwalifikacyjnych. Jak dasz komuś rybę, to następnego dnia i tak będzie głodny - dalej nie będzie potrafił zapewnić sobie pożywienia. Wyręczanie we wszystkim prowadzi jedynie do nieusamodzielniania się. > Gość przed emeryturą nie może pracować jako "ochroniarz" - bo wszelkie wakaty s > ą już zajęte przez byłych ubeków, sbeków, policjantów i zupełnie zwykłych ludzi > . Nie ma wolnych miejsc. Szukał? Znaczy się nie szuka dalej? To już mamy przyczynę jego bezrobocia. Kursy? Fajna sprawa, tylko że większość zazwyczaj jest, że się tak wyrażę... "od czapy"(kurs obsługi komputera - a dokładniej dotykania przycisku "power" oraz ruszania myszą - dla osób po 50., po prostu świetny pomysł) . Lepiej jakby się nauczył układać kafelki. Co do zajęcia stanowisk ochroniarzy... w małej miejscowości, tych "wykwalifikowanych" być może, mi chodziło o najzwyklejszego ciecia. > Nota bene, facetowi wyraźnie odbiło - codzienni > e szukał ofert, brał wszystkie możliwe kursy dokształcające, CV przygotowywał h > urtem, po 100, 200 - do różnych firm. Walczył o pracę z zapałem godnym hollywoo > dzkiego filmu. CV się nie przygotowuje hurtem, tylko kilka dobrych (w rozumieniu adekwatnych treścią i formą do stanowiska na które się aplikuje). > Jeżeli znasz jakieś - napisz - bo fantazjować to można > do woli, lecz liczą się fakty. Internet jest pełen ofert. > "Młody po marketingu" - owszem - może dojechać ze swej miejscowości (18% bezrob > ocia?) - do sąsiedniej (19% bezrobocia). Albo do Warszawy (5 godzin jazdy?). Zn > asz jakiś wakat w Warszawie dla takich? Tak? To adresy wypisz, konkretne dane. > Fantazjować można do woli, liczą się fakty. I nie ma dużego miasta bliżej niż Warszawa :)? Te 5h rozumiem, że w jedną stronę? W w/w miastach szukał? W dalej położonych szukał? Był na jakiejś rozmowie o pracę? Ogłoszeń pracy w internecie jeżeli chodzi o Warszawę są TYSIĄCE. > A ci gorsi (tak, gorsi, nie wstydźmy się tego słowa) - nie będą mieli. Pol > icz miejsca pracy, odejmij liczbę ludzie chcących pracować - wyjdzie ci liczba > ujemna. Jestem pewien, że wyszłaby mi dodatnia :) Wielu z tych zarejestrowanych tak na prawdę pracuje, tylko że na czarno. Część z zarejestrowanych jako bezrobotni, jest zarejestrowana tylko i wyłącznie ze względu na ubezpieczenie. Większość pracujących pracuje z przymusu/poczucia odpowiedzialności itp, a nie z własnych chęci. > Po prostu bajką jest, że praca czeka na ludzi. Nigdzie nie napisałem, że CZEKA, w każdym razie JEST, w jednych miejscowościach więcej, w innych mniej. Jeżeli mieszka się w tej co jest mniej i nie może się znaleźć pracy, to się dojeżdża albo przeprowadza, Odpowiedz Link Zgłoś
becik-pl Re: hahaha 19.12.10, 23:44 Dokładnie, trzeba CHCIEĆ. Ja na przykład po zdaniu matury kilka miesięcy siedziałam matce na głowie, bo w dziurze w której mieszkałam nie było pracy. Ale szukałam, pytałam...bo, żeby iść na studia musiałam na nie zarobić. Pracę znalazłam (a dokładniej znajomy wspomniał, że tam szukają) 70 km od mojej miejscowości, jako...pomocnik stolarza. Nie wahałam się. Jako 20-letnia dziewczyna, sama przeniosłam się taki kawał od domu, wynajęłam mieszkanie, zaczęłam studiować zaocznie i przez 5 lat pracowałam na pile i robiłam blaty stołów.... Studia skończyłam na 5. Można? MOŻNA! Tylko, że trzeba chcieć... Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: hahaha 14.10.10, 00:04 Świetne! No, teraz wiem kto Tris kocha - tasiemiec bruzdogłowy! Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: hahaha 14.10.10, 05:31 przepis na gofra, chłopię oderwane od pługa? Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: hahaha 14.10.10, 08:36 I ty swojego chopa cały czas, dzień po dniu, goframi? Szanuj go, bo ma anielską cierpliwość. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: hahaha 14.10.10, 09:11 Widzę, że argumenty ci się już skończyły. Odpowiedz Link Zgłoś
abccbaabccba Re: hahaha 14.10.10, 09:43 Widzę że tak dalece brak ci weny, tak bardzo brak argumentów, że aż żal... Jeszcze napisz o gofrach ze dwa razy. Bo to chyba temat, w który możesz wiele wnieść. Nawet Magda G. przy tobie wymiękłby, nie odważyłaby się pisać "jej gofry pachną trupem", czy jakoś tak. No, pisz pisz pisz! Może ten niezaradny facet z tematu wątku dowie się od ciebie, jak założyć smażalnię gofrów - i to będzie ten złoty interes? Pisz, pisz, pisz. Ja tego chyba jednak czytać nie będę: mogę czasem mówić do swojego psa, mogę nawet słuchać jak on szczeka - ale obowiązku czytania twoich tekstów to jeszcze ustawowo nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
demonsbaby Re: hahaha 14.10.10, 09:50 jak gofry? dyskusja z tobą jest w tym samym stopniu produktywna co debata nad techniką smażenia. Odpowiedz Link Zgłoś