grosz-ek
15.11.10, 11:08
Żeby nie zamulać innych wątków.
Wiele zgłaszanych problemów dotyczy spraw relacji małżeńskich. Chciałbym przedstawić swój punkt widzenia na przyczyny ich powstawania.
Z mojego punktu widzenia, mężczyzna dlatego wstępuje w związek małżeński, aby mieć stały i nieograniczony dostęp do swojej kobiety. Wstępuje dla seksu. Cała reszta to ozdobniki - dla kobiet istotne - ale dla mężczyzn przydatne na tyle, na ile pozwalają zwabić kobietę do łóżka. Jeśli więc nie ma seksu, to - niestety - nie ma ozdobników.
Idąc dalej. Nie każdy seks jest dla mężczyzny interesujący. Po 100-tnym razie "po misjonarsku" nawet najbardziej napalony facet będzie tym znudzony. Najbardziej interesujący jest ten rodzaj seksu, w którym to kobieta jest stroną aktywną. W którym kobieta w pełni korzysta ze swojego mężczyzny. W którym kobieta kieruje swoim mężczyzną do uzyskania swojej pełnej satysfakcji. Takiej, po której straci przytomność i nie będzie miała siły się dalej ruszyć. Każdy mężczyzna będzie z takiej kochanki naprawdę dumny. I będzie ją adorował, że hej. Dostarczy jej całą masę ozdobników.
Dalej. Nawet po największym całodniowym szaleństwie, trzeba choćby pójść do kuchni coś zjeść. A tam musi być jedzenie, na które trzeba wcześniej zarobić. Żeby zarobić, trzeba pracować. Praca wymaga czasu, którego nie można wtedy przeznaczyć na kochanie się ze swoją kobietą. Z punktu zakochanego mężczyzny - czas przeznaczony na pracę jest czasem straconym. Zakochany mężczyzna pracuje, żeby mieć pieniądze na dom i jedzenie, dzięki którym jego kobieta będzie miała siłę i ochotę z nim szaleć. A jeśli jego kobieta nie chce ze nim szaleć, to jaki sens jest starania się o pieniądze? Przechodzi zakochanie, przychodzi przyzwyczajenie.
Podstawą udanego małżeństwa jest udane pożycie małżeńskie. Udane - to takie w którym jest dużo, udanego seksu. Udany seks wymaga zaangażowania oby dwu stron. Od strony mężczyzny - jakości. Żeby po każdym zbliżeniu kobieta była dużo bardziej zmęczona niż on. Od strony kobiety - ilości. Żeby było często. O każdej porze dnia i nocy. Od nich obojga - żeby za każdym razem było ciekawie. I inaczej.
Nie znam małżeństw, które rozpadłyby się od nadmiaru udanego seksu. Za to całą masę, które rozpadły się od jego niedoboru. Przy jego braku rozpoczynają się procesy substytucyjne - przyjmujące różne postaci. Jeśli kobieta nie jest zaspokajana (czyli mężczyzna nie stoi na wysokości zadania) - unika zbliżeń albo szuka kochanka. Jeśli mężczyzna kocha się zbyt rzadko (czyli kobieta go olewa) - ucieka w pracę, pornografię, internetowe gawędziarstwo, korzystanie z profesjonalistek, skoki na bok.
Rozwiązanie na te wszystkie problemy, o ile nie jest za późno, jest jedno. Nie, nie rozwód. Jest nim przywrócenie znaczenia udanego seksu w małżeństwie. Musi go być dużo i musi być udany. Jeśli więc, drogie Panie, czerpiecie przyjemność z seksu (co oznacza że Wasz mężczyzna swoją działkę wypełnia), a mimo to macie problemy małżeńskie - to problem jest po Waszej stronie. Dajecie swoim mężczyznom za mało okazji do udanego seksu. Stąd ich niezadowolenie, ich dziwne formy substytucji tego niedostatku. Bądźcie bardziej chętne, a wiele z nich rozwiąże się samo.
Oczywiście, dużo udanego seksu nie jest receptą na wszystko. Nie rozwiąże problemów zdrowotnych, nie wyciągnie z nałogów, nie naprawi niewłaściwych relacji z rodzicami. Do tego, niestety, trzeba szukać innych rozwiązań. Ale być może da siłę małżonkom do stawienia im czoła.
Powiedziałem. Teraz czekam na słowa krytyki.