mynikitka
02.12.10, 14:16
Postaram się rzecz całą skrócić jak tylko potrafię ale wcale nie jest to proste, historia mojego problemu ma wiele szczegółów i zawiłości a wiem że większości nie chce się czytać długich wątków.
Zacznę od tego że jestem mężatką z krótkim stażem, mamy jedno dziecko (1r.) i mieszkamy wspólnie z rodzicami męża i jego siostrą (30 l.) w dużym domu jednorodzinnym. Teściowie są ludźmi nad wyraz opiekuńczymi w stosunku do swojej córki- było tak od zawsze. Mojemu mężowi jakimś cudem udało się przerwać tę pępowinę i krytycznie odnosi się do tego typu "troski".
Ja osobiście nie wypowiadam się głośno na ten temat ale widząc moją dezaprobatę kilka razy teściowa tłumaczyła skąd bierze się to zachowanie ( w trakcie ciąży miała problemy... itp itd). No cóż- szwagierka jest dorosłą kobietą ale nie ma własnego zdania, postawiona czy usadzona w jednym miejscu- siedzi, milczy a gdy już coś powie- trudno znaleźć w tym sens. Teraz uwaga- w życiu zawodowym zajmuje dość wysokie stanowisko, stale podnosi kwalifikacje, uczy się itd.
W związku z tym że rodzice traktują ją jak ostatnią niedołęgę odkąd mieszkamy razem mój mąż pełni rolę szofera swojej siostry- zawozi ją do pracy, przywozi ją z pracy, zawozi na studia i z powrotem itd.
Teraz okazało się że szwagierka jest w ciąży - kto wozi do lekarza?- mój mąż na zmianę z teściem, kto jedzie wybierać sukienkę ?-mama, sprawy sali, kościoła?- mąż,mama... Nie wiem jaką funkcję w powstającej rodzinie będzie pełnił mąż mojej szwagierki bo jak na razie z wizytą u lekarza był raz ( a było ich kilkanaście +pobyt w szpitalu- przywoził zawoził mój chłop), przyjeżdża do niej sporadycznie i widzę że raczej czuje się gościem w tym domu.
Widzimy oboje z mężem że to wszystko to jakaś farsa ale on naprawdę nie ma jak się odciąć od tego wszystkiego. Ja też nie mam pomysłu....męczy mnie ta sytuacja, nie wiem jak mam nas oddzielić od tej chorej sytuacji.
Ona jest już tak nauczona że dla niej to jest pewne że ktoś ją zawiezie (czyt. brat lub tata) a ja przecież jestem sama z dzieckiem, każda godzina pomocy to dla mnie skarb bo muszę posprzątać, ugotować, poprasować i tak w koło Macieju. Chcę żeby nasza rodzina była (jak narazie) 3-osobowa, o przeprowadzce nie ma mowy.
Nie wyobrażam sobie również postawiania sprawy na "ostrzu noża" no bo żyjemy pod jednym dachem więc jak mamy odmówić gdy TRZEBA pomóc. Jak ją tego skutecznie oduczyć? Z której strony podejść żeby nie urazić...??? No przecież ma faceta, ja rozumiem że pracuje i w dzień niema go w domu ale przecież ludzie tak żyją i dają radę nie angażować we wszystko reszty rodziny. Co robić?