Dodaj do ulubionych

zająć się sobą

02.02.11, 22:42
Właśnie przeżywamy chyba poważny kryzys małżeński. Historia jak to zwykle w takim wypadku bywa, długa i zawiła...albo raczej standardowo - nudna. Ja w domu już z 2. Mąż pracuje. Póki było 1 to jakoś było, a z 2 to jakoś jest trudniej. W zasadzie nikt poza mną nie chce się zająć 2 na raz - ani mąż, ani babcie. Więc tak siedzę w domu już 8 miesiąc. Z aerobicu (jak młody już zasnął) zrezygnowałam, bo mi się zdarzało zasnąć na rozciąganiu.
Mam kiepski humor. I właśnie przegrałam z mężem batalię o to, by on zrozumiał jak to jest ciężko samej z 2. W odwecie zrobiłam awanturę. Przegięłam, przeprosiłam. Ale nic to nie dało. Od tygodnia mąż kładzie się spać usypiając starszego syna i nawet nie wstaje, żeby wspólnie pooglądać tv. O seksie nie wspominając.
A ponieważ sama jestem psychologiem i terapeutą rodzinnym (albo lepiej powiedzmy - byłam przez parę lat zanim zostałam kurą domową), to od razu przypomniało mi się co można w tym wypadku zrobić. Otóż zająć się sobą. Tyle razy to słyszałam - podczas swoich stażów, szkoleń, sama radziłam swoim klientkom jak jakąś oczywistą oczywistość. A teraz sterczę w pustym domu i nie wiem...
Wczoraj zrobiłam sobie kąpiel z pianką, winko, świeczki, książka
Dzisiaj zakupiłam pisemko kobiece o tematyce odległej od macierzyństwa, w planie paznokcie, farbowanie głowy.
I nico - pustka. Cierpię. A te zajęcia to wydmuszka, nie działa.
I co się stało z radosną dziewczyną, jogą kilka razy w tygodniu, przyjaciółmi.
A może za szybko się poddaję? Co jeszcze mogę zrobić?
Jestem ograniczona ząbkującym cycoholikiem.
Obserwuj wątek
    • zakletawmarmur Re: zająć się sobą 03.02.11, 00:04
      Dużo zależy od tego jak stoicie z finansami... Jeśli dobrze, to można poszukać jakiejś opiekunki, która na pare godzin w tygodniu zaopiekuje się dziećmi, kiedy Ty będziesz mogła wyskoczyć gdzieś sama lub z mężem (może jakaś studentka).
      Ważne jest też pielęgnowanie przyjaźni, wychodzicie gdzieś w ogóle? Zapraszasz gości?

      Od tygodnia mąż kładzie się spać usypiając starszego
      > syna i nawet nie wstaje, żeby wspólnie pooglądać tv.

      Może odciągnać pokarm i zamiast TV gdzieś wybyć?

      A tak swoją drogą, nie myślałaś o powrocie do pracy?
    • zjm1111 Re: zająć się sobą 03.02.11, 08:59
      zalezy, gdzie mieszkasz i jak z finansami...
      mozna wynajac nianie i cos probic, mozna isc do kina z dzieckiem, wiem, ze wolalabys sama, ale zawsze to jaka odskocznia.
      zapisz sie na forum rówieśnicze swoich dzieci albo na forum mam w swoim miescie i możecie organizowac sobie spotkania, na których niekoniecznie trzeba rozmawiac o dzieciach.
      ja jakos tak sobie organizuje czas, a jestem w gorszej sytuacji "psychicznej", bo wlasnie odchodzi ode mnie maz i zostawia mnie z 2 dzieci:)
    • nat.wroclaw Re: zająć się sobą 03.02.11, 09:28
      Amparo, witaj w klubie :-)

      Niemal w kazdym szczegole nasze sytuacje sie pokrywają. Fajnie, ze napisalaś.

      Słuchaj, no jeszcze nie pękamy, jeszcze da się coś tak pokombinować, żeby nie zwariować, napiszę wiecej, jak ogarne zawieruchę z młodymi (jedno zapalenia oskrzeli, drugie rotawirus + ząbkowanie i ja - grypa), ale chciałam tak na szybko dać znać, że da się, da sie powolutku, ja tez walczę.

      Uściski
      N.
    • mozambique Re: zająć się sobą 03.02.11, 09:35
      no i sama teraz widzisz co są warte te wasze wydumane porady psychologiczne ???????

      tyle co gazeta na gwozdziu
      • sebalda Re: zająć się sobą 03.02.11, 09:58
        Domyślam się, że 1 i 2 to dzieci, tak? I zastanawiam się, czy to jakaś moda czy niechęć, a może jakiś głęboko zakodowany lęk przed słowami: dziecko, dzieci? Cały czas jest mowa o problemie dotyczącym dzieci, a ani razu nie pada to słowo. A dzieci to nie są numerki.
        Jeśli to maniera, to ok, mnie nie śmieszy, ale może mam inne poczucie humoru. Jeśli coś głębszego i poważniejszego, to współczuję tym, nie bójmy się tego słowa, dzieciom.
        Może jednak czasami przez pewien czas trzeba przestać się tak bardzo fiksować na sobie, a zauważyć, że dzieci to żywi ludzie, tylko trochę mniejsi, bardziej uzależnieni od nas, wyjątkowo potrzebujący naszej miłości, uwagi, opieki. To nie upierdliwe zwierzątka, zabawki. I kiedyś ten okres wzmożonej opieki nad nimi się skończy, a jeśli przeżyjemy go dobrze, to one odwdzięczą się tysiąckrotnie. Zostaną naszymi przyjaciółmi, każdego dnia zaskoczą nas inną wspaniałą rzeczą, sprawią, że będziemy pękać z dumy.
        Nie rozumiem, dlaczego nie można się trochę poświęcić, zacisnąć zęby, dać z siebie więcej, żeby potem było wszystkim lepiej. Żeby nie trzeba było za kilka, kilkanaście lat pisać na jakimś forum: pomóżcie, mój nastoletni syn nie chce się uczyć, kradnie i ćpa. Przecież, żeby zdobyć dobrą pracę, trzeba się tyle lat uczyć, stresować ciężkimi egzaminami, niedosypiać po nocach. Dla forsy można się poświęcać, a dla najwspanialszej inwestycji na świecie już tak trudno?
        Nie jestem gołosłowna, mam już duże dzieciaki i naprawdę nie ma dni, żebym nie czerpała radości z ich istnienia, na każdej w zasadzie płaszczyźnie. Dziś zbieram dobre żniwo, nie żałuję ani jednaj nocy niepokoju, gdy gorączkowały, ani jednego dnia na urlopie wychowawczym.
        Taka jest moja opinia i moje doświadczenie. Inne kobiety mają prawo do innych spostrzeżeń i doznań. Ich prawo.
        • m_laczynska Re: zająć się sobą 03.02.11, 22:06
          no faktycznie nie pojawiło się słowo dzieci. Ale to nawet dobrze jak na mnie. Bo ja jestem z dziećmi 24 h na dobę. Nosze w chuście, długo karmię, tulę jestem cała dla nich i właśnie się ocknęłam, że za dużo jest dzieci w moim życiu. Dlatego proszę oszczędź mi kazań o potrzebie bliskości. Ja ją naprawdę rozumiem. Może aż za dobrze. Ale kiedy śpią - widzisz jestem ja. A to nowość!
          • m_laczynska Re: zająć się sobą 03.02.11, 22:42
            ooo masz, zapomniałam, że sobie nowe konto założyłam, żeby się trochę bardziej anonimowo użalać (w sensie autorka wątku i ja to ta sama osoba). Ale się z automatu na stare zalogowałam. Ale obciach.
            Jednak jestem odmóżdżona totalnie!
        • pa.prot.ka1 Re: zająć się sobą 04.02.11, 13:59
          Sebalda, mnie się też tak zdawało jak Tobie. Dzieci tylko raz są małe, bardzo mnie wtedy potrzebują, to cudowny okres w naszym życiu, Matka Polska itp.itd. I mam dość. Jestem w domu od dwóch lat, teraz już z dwójką. Nudzą mnie codziennie te same czynności- karmienie, przewijanie, spacery. Denerwują zabawy. Irytuje to, że starszak jest ze mną dosłownie w każdej minucie, w kiblu rozwija papier, w kuchni wywala gary, co biorę do ręki on musi mieć, co jem lub piję on też chce. Nie mam cierpliwości. I to mimo że 3 razy w tygodniu przychodzi niania, a w weekendy mąż baardzo pomaga. Jestem strzępkiem nerwów. To już chyba zmęczenie materiału i żadne tam "wyjdź do kina", "spotkaj się z koleżanką" nie pomogą. A chciałam być matką idealną...
    • tully.makker Re: zająć się sobą 03.02.11, 10:00
      Tak naprawde wazniejsze niez to, co robisz - a zajmujac sie soba, robisz dobrze, jest to, jak czujesz w srodku. Maz, jak lew w klatce z treserem, wyczuwa twoj strach, bol i wie, ze ma cie w garsci.

      Oczywiscie, kontynuj autoterapie behavioralna, jest nadzija, ze w pewnej chwili poczujesz, ze dbanie o siebie rzeczywiscie zmienilo twoj sposob myslenia.
    • nick_ze_hej Re: zająć się sobą 03.02.11, 10:03
      W zasadzie nikt poza mną nie chce się zająć 2 na raz - ani mąż, ani babcie. Więc tak siedzę w domu już 8 miesiąc. Z aerobicu (jak młody już zasnął) zrezygnowałam, bo mi się zdarzało zasnąć na rozciąganiu.
      Mam kiepski humor. I właśnie przegrałam z mężem batalię o to, by on zrozumiał jak to jest ciężko samej z 2. W odwecie zrobiłam awanturę. Przegięłam, przeprosiłam. Ale nic to nie dało. Od tygodnia mąż kładzie się spać usypiając starszego syna i nawet nie wstaje, żeby wspólnie pooglądać tv. O seksie nie wspominając.
      A ponieważ sama jestem psychologiem i terapeutą rodzinnym


      Szewc bez butów chodzi, czy my niepotrzebnie tracimy pieniądze na porady "fachowców"?
      Napisz chociaż, że ledwo przebrnęłaś studia, że była to twoja pomyłka..., no nie wiem cokolwiek aby zwrócić nam wiarę w psychologów i psychoterapeutów;)
      • mgd3 Re: zająć się sobą 03.02.11, 11:03
        Nie miej złudzeń. ;)
        Czuję się jakbym czytała opis związku mojej znajomej. A dziewczyna psycholog z doktoratem, prowadzenie zajęć na uczelni i innymi licznymi doświadczeniami zawodowymi :)
        Więc jakoś ta teoretyczna wiedza nie wpływa na umiejętność poradzenia sobie z własnymi problemami związkowymi. Do tego "z boku" to wygląda tak jakby mąż był super facetem i się starał, a ona histeryczno-choleryczno-neurotyczno-itd...
    • nowy99 Re: zająć się sobą 03.02.11, 10:10
      POnieważ pewnie nie masz czasu ani siły na lekturę, to polecam taką, która jest pisana kawałeczkami, minirozdzialikami, taka niewinna, nietrudna, niewymagająca myślenia ale krok po kroczku wlewająca jakąś fajną treść w nas (samotne w 4 ścianach, z ogłupiającą otumaniającą robotą domową). To nowość Grażyny Dobroń (babeczki, która przed 11-stą rano w radiowej Trójce ma swoje pięć minut na instrukcję obsługi człowieka - fanje rzeczy mówi, a przy tym jest tak pozytywną i uśmiechniętą osobą, że zaraża. Tytuł książki podobny: "Instrukcja samoobsługi człowieka".
      Czytałam jej poprzednią książkę, też fajową, podzieloną na każdy dzień w roku, więc i problemy i sprawy aktualne dla danej pory.
      Babka jest rewelacyjna pod tymże względem, że nie skupia się na zewnętrzu człowieka, ale raczej pokazuje jak ładować i wzbogacać nas, współczesnych zagubionych ludzi, tam w środku. I to nam ma pomóc godnie i z uśmiechem przejść przez życie.

      Meżowie są z innej planety i nie wiedzą jak nam w tych obowiązkach pomóc. Im lepiej wysyłać komunikaty: Wynieś proszę śmieci, nakarm Stasia, opróżnij zmywarkę, kup po drodze masło, ziemniaki i proszek....
    • a.nancy Re: zająć się sobą 03.02.11, 14:32
      > Wczoraj zrobiłam sobie kąpiel z pianką, winko, świeczki, książka
      > Dzisiaj zakupiłam pisemko kobiece o tematyce odległej od macierzyństwa, w plani
      > e paznokcie, farbowanie głowy.
      > I nico - pustka. Cierpię. A te zajęcia to wydmuszka, nie działa.

      bo widocznie świeczki i winko to nie jest to, czego potrzebujesz. "zająć się sobą" oznacza coś, na co masz autentyczną ochotę, a nie to, co babskie gazety promują jako podstawową potrzebę każdej kobiety ;)
    • demonsbaby rozwijaj 03.02.11, 14:41
      swoje zamiłowania, pasję, hobby z przeszłości. Przemyśl przygotowanie gruntu pod pracę zawodową... może zrobisz podyplomówkę albo machniesz się na otwarcie przewodu doktorskiego.. Mi pomogło., rozwinęłam horyzonty, etc. Bywały wzloty i upadki, z czasem praca naukowa pozwalała mi na zaangażowanie siebie. I przy spędzaniu kliku godzin z nosem w publikacjach, bądź tworzeniem własnych, nie musi cierpieć małe dziecko. To się uda zorganizować, uwierz mi, a i przestaniesz być "czepialska" dla "nic nie rozumiejącego" chłopa.
    • marys.wa Re: zająć się sobą 03.02.11, 16:33
      "Jestem ograniczona ząbkującym cycoholikiem"

      Przepraszam, ale co oznacza to stwierdzenie?? Mam nadzieję, że to jakaś przenośnia a nie określenie dotyczące twojego dziecka......pani psycholog.
      • zjm1111 Re: zająć się sobą 03.02.11, 18:22
        hehe, ja tez byłam ograniczana moim cycoholikiem:)
        po pol roku przeszlam na mm:)
        a co psycholog nie ma prawa na dziecię pomarudzić?! tez czlowiek!!
        • marys.wa Re: zająć się sobą 03.02.11, 19:46

          > a co psycholog nie ma prawa na dziecię pomarudzić?! tez czlowiek!!

          Pewnie,że ma prawo pomarudzić : dziecko ciągle chce cyca, płacze i marudzi bo chce być przy mnie, marudzi w dzień i w nocy, budzi mnie w środku nocy, choruje, nie wiem czego chce,.....ale ono na świat się nie prosiło, nie wiem czy określenie, że ogranicza komuś wolność jest odpowiednie.
          • an_ni Re: zająć się sobą 03.02.11, 22:43
            wyjmij kij z .. wiadomo z czego
          • mama303 Re: zająć się sobą 06.02.11, 15:30
            marys.wa napisała:

            >ale ono na świat się nie prosiło, nie wiem czy określ
            > enie, że ogranicza komuś wolność jest odpowiednie.

            odpowiednie czy nie ale prawdziwe. Dziecko ogranicza wolnośc dość mocno i to jest fakt. Tylko jedni sobie z tym radzą lepiej inni gorzej.
      • beszalu Re: zająć się sobą 04.02.11, 09:27
        A może jednak wyjmij sobie ten patyk z pupy marys.wa, bo chyba ci niewygodnie.
    • marzeka1 Re: zająć się sobą 03.02.11, 17:17
      Dlaczego zdecydowałaś się na drugie dziecko, skoro "póki było 1, to jakoś było"?????
      • demonsbaby Re: zająć się sobą 03.02.11, 18:09
        widocznie, pierwsze nie było tak absorbujące, jakim jest drugie.
        Abstrahując, w tym wszystkim jest światełko w tunelu, dla ciebie- autorko. Skoro lubisz (zawodowo) to co robiłaś dotychczas, bądź pomaganie ludziom to twoje powołanie, zauważ, że właśnie zaczęłaś nabierać praktyki, a jak wszystkim wiadomo: "nie teoria, lecz praktyka czyni mistrza". Zatem, głowa do góry, pierś do dziecka i szukaj w swojej sytuacji cennych lekcji.
    • sanciasancia Re: zająć się sobą 03.02.11, 19:03
      > Wczoraj zrobiłam sobie kąpiel z pianką, winko, świeczki, książka
      > Dzisiaj zakupiłam pisemko kobiece o tematyce odległej od macierzyństwa, w plani
      > e paznokcie, farbowanie głowy.
      > I nico - pustka. Cierpię. A te zajęcia to wydmuszka, nie działa.
      Bo to zawracanie głowy, a nie zajęcie się sobą. Polecam z własnego doświadczenia kryzysu rękodzieło, czyli terapię zajęciową. Na mnie nic tak dobrze nie działa niż zdzieranie starej farby papierem ściernym, w początkowej fazie wyłącznie ręcznie. Lepsze niż medytacja.
      A do tego od razu widzisz efekty swojej pracy, więc nie frustruje.
      • patatatatatata Re: zająć się sobą 03.02.11, 19:06
        PRZECZKAJ. Potem idz do pracy, na pole etatu-tak mozna. Stopniowo sie wdrazaj.
    • amparo7 Re: zająć się sobą 03.02.11, 22:56
      no to jest lepiej. Z mężem. Pogadaliśmy. Nadal jest przerażony dłuższym pobytem z dwójką na raz, ale ale może coś z tego będzie. Porzuciłam świeczuszki, bo to faktycznie dno i nie o to chodzi.
      Myślę o pracy. Ale tak szczerze mówiąc, to ciężka sprawa. Myślę, że dlatego do niej nie wróciłam, bo chyba nie bardzo jest to to czym bym się chciała zajmować. Jakoś chyba potrzebuję czegoś konkretniejszego i czegoś, co mogę zrobić "tymi łapami". I tu się zaczynają schody i kłopoty. Bo ja nic takiego nie potrafię. Przystanek dziecko - może jeszcze coś wymyślę. Sklepik internetowy?
      Na razie poumawiałam się z kim się da. Pogadam.
      Pomyślę o tym jutro...
      • mps61132 Re: zająć się sobą 03.02.11, 23:05
        Czytając Twoj post tak się zastanawiam czy warto iść do psychologa (mam umówioną wizytę na pon.) czy to tylko "wyrzucanie" kasy.
        Nie pisze zeby Cię urazić tylko tak sobie myślę,ze skoro taki psycholog ma własne problemy to czy potafi pomóc pacjentowi (jakby nie patrzył to własne problemy zaprzątają głowę).
        Jak to z Wami psychologami jest????
        Pozdrawiam
        • demonsbaby Re: zająć się sobą 03.02.11, 23:17
          oczekujesz, że psycholog jest nad-człowiekiem pozbawionym emocji? Na takich terapiach to ty razem z psychologiem szukasz rozwiązań, a ten ma sugerować kierunek.
          Generalnie, rozwiązanie znajdziesz ty, nie psycholog, ten może ci ułatwić znalezienie drogi.
          • mps61132 Re: zająć się sobą 04.02.11, 07:49
            demonsbaby "nie pozbawiony emocji",tak przecież nie może być bo bez emocji nie umiałby taki psycholog wyobrazić sobie sytuacji pacjenta żeby pomóc a przypuszczam że nie żadko tak bywa lub musi bywać.
            Może się myślę,ale zawsze myślałam że psycholog potrafi poradzić sobie również ze swoimi problemami i tego im zazdrościłam w tym zawodzie.
            Pozdrawiam
            • demonsbaby Re: zająć się sobą 04.02.11, 09:37
              Umiejętność widzenia rozwiązań, a szczególnie w życiu innych, jest zapewne zaletą. Prawda jest jednak, że wdrożenie konkretnego "systemu" w życie, kiedy ten dotyczy własnych problemów czy trudności zaczyna przysparzać schody. Innymi słowy "łatwo powiedzieć"...
              • mps61132 Re: zająć się sobą 04.02.11, 09:55
                Fajną masz sygnaturkę:)
      • zakletawmarmur Re: zająć się sobą 04.02.11, 23:05
        > no to jest lepiej. Z mężem. Pogadaliśmy. Nadal jest przerażony dłuższym pobytem
        > z dwójką na raz, ale ale może coś z tego będzie. Porzuciłam świeczuszki, bo to
        > faktycznie dno i nie o to chodzi.

        Ja proponuje terapie szokową:-) Postawić męża przed faktem dokonanym. "W piątek wychodzę z XY. Jeśli nie wyjdę to zamorduje ciebie, dzieci a na koniec popełnie samobójstwo":-) Tonem sugerującym, że to poważna sprawa. Jeśli facet za grosz nie ma poczucia humoru to wymyśl lepszy pretekst np. wizytę u lekarza.
        Odciągnij pokarm/kup paczkę mleka modyfikowanego (jak kilka razy dziecko dostanie butlę to nic złego mu się nie stanie) i wyjdź chociażby do kosmetyczki/fryzjera. Niech facet przyzwyczaja się do zajmowania dziećmi. Z czasem będzie mu coraz łatwiej...

        Myśle, że pomysł z dokształcaniem się też jest dobry. Może jakieś studia podyplomowe?
        Co do pracy w domu to średnio polecam...
        I tak oznacza brak częstego kontaktu z ludźmi i w gruncie rzeczy, dziczenie. Dzieci wymagają uwagi akurat wtedy, gdy próbujesz się skupić, wybijają z rytmu i znowu trzeba się mobilizować. W dodatku można stracić do nich cierpliwość. IMO lepiej poszukać czegoś poza domemi ale może u Ciebie to zda egzamin... W sumie zawsze warto coś robić, każda zmiana daje powera:-)
    • urquhart Re: zająć się sobą 04.02.11, 10:31
      Ciekawy wątek o szukaniu równowagi w życiu.
      Czytałaś Rachel Cusk? Może Cię zainspiruje.
      www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,8642830,Nie_jestem_z_waszego_plemienia.html
      • nick_ze_hej Re: zająć się sobą 04.02.11, 11:13
        Czy nie uważacie , że to ciut dziwne że psycholog, terapeuta rodzinny pisze post na poziomie zahukanej kury domowej czerpiącej mądrość z kolorowej prasy kobiecej, a radzą mu laicy, domorośli specjaliści z tegoż forum? To mniej więcej tak jakby finansista, bankowiec zasięgał rad w sprawie zarządzania budżetem domowym na forum "wszystko o kredytach" albo lekarka ginekolog radziła się w sprawie swoich intymnych problemów na forum "zdrowie intymne kobiety"...
        • urquhart Re: zająć się sobą 04.02.11, 11:22
          Od profesjonalizmu wymaga się obiektywnego spojrzenia i kierowania się wiedzą i doświadczeniem, a nie emocjami - w każdej dziedzinie. Psychologia nie jest wyjątkiem.
          We własnej sprawie to niemożliwe. Tym bardziej kryzysowej.
          Dlatego wcale nie wydaje mi się to dziwne.
          Próba rzeczowego opisania sytuacji i obrony poglądów innym to pierwszy krok w kierunku uzyskania obiektywnego spojrzenia.
          • nick_ze_hej Re: zająć się sobą 04.02.11, 11:32
            Nie przekonałaś mnie. Stwierdzenia, że nikt poza autorką nie chce zając się dziećmi, awantura zrobiona mężowi w odwecie. Świeczki, kąpiel i kolorowe pisemko jako terapia... Wybacz ale to chyba każda w miarę rozsądna osoba wie, że nie tędy droga.
            • mps61132 Re: zająć się sobą 04.02.11, 11:59
              nick_ze_hej napisał:

              > Nie przekonałaś mnie. Stwierdzenia, że nikt poza autorką nie chce zając
              > się dziećmi, awantura zrobiona mężowi w odwecie. Świeczki, kąpiel i kolo
              > rowe pisemko jako terapia... Wybacz ale to chyba każda w miarę rozsądna osoba w
              > ie, że nie tędy droga.


              A ja to akuratnie rozumie.Nie każda teściowa i matka rwie się do pomocy przy wnukach,a siorty czy kuzynki to młode pracujące pokolenie i co wtedy??????
              A świeczki i kąpiel do świetny relaks i każdemu się należy!!!
              • nick_ze_hej Re: zająć się sobą 04.02.11, 12:12
                No ale już rola męża i ojca dzieciom chyba nie powinna wynikać z jego chcenia czy niechcenia?
                A świeczki i kąpiel do świetny relaks i każdemu się należy!!! Właśnie jako relaks a nie jako panaceum na źle funkcjonującą rodzinę;)
                • evi85 Re: zająć się sobą 04.02.11, 12:45
                  ja tez kiedys bylam w takiej sytuacji
                  i..poszlam na studia
                  odkrylam ze maz jak musi to potrafi zajac sie dziecmi, ba, nawet nauczyl sie gotowac czy umyc lazienke :)
                  a ja odzylam, zyskalam szacunek w oczach meza bo teraz wiedzial co to za miod zostac z dziecmi i "tylko wyjsc na spacer i obiad zrobic"
                  pierwsze weekendy byly ciezkie, maz nawet grozil wyprowadzka :-D ale pozniej pogodzil sie z losem
                  powiem ze im dzieci starsze tym lepiej jest :) jak mdlosza zrobila sie kontaktowa, to juz z gorki :)
                  ale ja nie karmilam piersia jak poszlam na studia, jednak Ty mozesz sciagac i zamrazac pokarm, maz wroci z pracy a Ty na aerobik albo do kina z kolezankami
                  niech posiedzi z dziecmi i poczuje co to znaczy
        • mps61132 Re: zająć się sobą 04.02.11, 11:56
          To tez o tym właśnie pisałam,że psycholog powinien umieć sobie poradzić z takimi problemami a skoro nie potrafi to jak ma pomóc pacjętowi.
          Nie dziwmy się potem,że nie wierzymy w psychologów.
        • demonsbaby Re: zająć się sobą 04.02.11, 11:57
          nick_ze_hej napisał:

          > Czy nie uważacie , że to ciut dziwne że psycholog, terapeuta rodzinny pisze pos
          > t na poziomie zahukanej kury domowej czerpiącej mądrość z kolorowej prasy kobi
          > ecej, a radzą mu laicy, domorośli specjaliści z tegoż forum? To mniej więcej
          > tak jakby finansista, bankowiec zasięgał rad w sprawie zarządzania budżetem dom
          > owym na forum "wszystko o kredytach" albo lekarka ginekolog radziła się w spraw
          > ie swoich intymnych problemów na forum "zdrowie intymne kobiety"...


          hehehe dobre, dobre.
    • mgla_jedwabna Re: zająć się sobą 04.02.11, 13:04
      Czy mi się wydaje, czy to jest problem braku zainteresowań?

      Gdybyś miała sprecyzowane zainteresowania, to zamiast zastanawiać się, co by tu ze sobą zrobić, nie mogłabyś się doczekać, kiedy wreszcie będziesz mogła...

      - poczytać o historii czegośtam
      - pograć ze znajomymi w brydża
      - zająć się lepieniem z gliny
      - pogrzebać w ukochanych kwiatkach doniczkowych
      - stworzyć nową postać do RPG
      - albo nawet pograć w ulubioną grę komputerową!

      Wspominasz o jodze - nie ma czasem zajęć z jogi dla matek z małymi dziećmi? Albo jakichś innych zajęć dla tej grupy społecznej, które by cię zainteresowały?
      • sebalda Re: zająć się sobą 04.02.11, 13:47
        amparo7 napisała:
        no faktycznie nie pojawiło się słowo dzieci. Ale to nawet dobrze jak na mnie. Bo ja jestem z dziećmi 24 h na dobę. Nosze w chuście, długo karmię, tulę jestem cała dla nich i właśnie się ocknęłam, że za dużo jest dzieci w moim życiu. Dlatego proszę oszczędź mi kazań o potrzebie bliskości. Ja ją naprawdę rozumiem. Może aż za dobrze. Ale kiedy śpią - widzisz jestem ja. A to nowość!

        No widzisz, zaczęłaś mówić ludzkim językiem:) Ja przywiązuję wagę do formy wypowiedzi, z niej wiele da się wyczytać o autorze, dlatego tak mnie ruszyły te numerki. Ale może tym razem forma mnie zmylila:)
        Myślę, że po prostu masz gorszy czas. W sumie chyba nie jest tak zupelnie beznadziejnie, mąż usypia dziecko, a że sam zasypia, to chyba zrozumiale, skoro sama zasypialaś przy rozciąganiu:) A mąż zasypia od tygodnia, to nie koniec świata, nie będzie tak zawsze. Jest końcówka zimy, wszyscy jesteśmy przemęczeni, dajmy sobie trochę więcej luzu i wyrozumialości, zima nie trwa wiecznie, dziecko przy cycu też nie wisi latami:) Ani się obejrzysz, a się odczepi, a Ty zyskasz nieco więcej swobody, to naprawdę niedługo.
        U Ciebie widzę problem, o którym pisze mgła_jedwabna. Jeśli szukasz sposobów w pisemkach kobiecych, to znaczy, że nie masz swoich zainteresowań. Mnie przez cały okres siedzenia z dziećmi trzymała możliwość oddawania się w każdej najmniejszej wolnej chwili lekturze, bo czytanie książek jest moją największą przyjemnością. Miałam nawet wtedy fazę w życiu, że czytałam fantasy, po prostu odpływałam w równoległe światy:)))
        Drugim, chyba znacznie poważniejszym problemem jest to, że nie do końca chyba dobrze wybrałaś zawód, z tego co piszesz. I pewnie stąd problem z poradzeniem sobie ze sobą mimo zawodu, ktory powinien Ci teoretyczne pomóc. NIe lubisz tego, co robisz, zatem nie robisz tego z sercem, odbębniasz swoje, stąd brak możliwości wykorzystania narzędzi psychologicznych, ktore zwyczajnie Cię nie interesują. Chyba najrozsądniejszym rozwiązaniem byloby przebranżowienie się. Zastanow się, co chciałabyś robić w życiu i staraj się dążyć do tego, wtedy będziesz mogła czerpać więcej satysfakcji z życia, zamiast zrzucać winę na dzieci, brak pomocy, męża? Zrób sobie sama ze sobą burzę mózgu:)
        • sebalda Re: zająć się sobą 04.02.11, 14:22
          Pa.propt.ka1 napisała:
          Sebalda, mnie się też tak zdawało jak Tobie. Dzieci tylko raz są małe, bardzo mnie wtedy potrzebują, to cudowny okres w naszym życiu (...) A chciałam być matką idealną...

          To zrozumiale, co czujesz, każda z nas przechodziła takie okresy przemęczenia, zniechęcenia. Dla mnie to bylo może łatwiejsze, bo dobrze sie czuję w domu, miałam dobre warunki, a dzieci nie należały do trudnych, to fakt. I do tej pory nie wiem, czy to mi się udalo tak je wychowywac, czy one z natury są fajne i bezproblemowe:) Zawsze umialam i nadal, po 20 latach umiem czerpać wielką radość z dzieci. Czy to moj charakter, czy ich nadzwyczajność? Nie wiem. Postarajcie się może, dziewczyny, spojrzeć na swoje dzieci jak na ósmy cud świata:) Przecież one potrafią każdego dnia zrobić coś nowego, zaskakującego, fajnego. Są takie ciekawe świata, takie mądre, a jednocześnie takie rozbrajające. A potem przynoszą z przedszkola różne zabawne historyjki, biorą udział w konkursach, zakochują się i odkochują. A gdy się złoszczą i płaczą są takim wyzwaniem, ile trzeba dyplomacji i wyczucia dla ich malych dramatów.
          Mam ciekawą pracę, a w niej wielu ciekawych ludzi, mam swoje zainteresowania, grono bliskich znajomych, ale czas w domu z dziećmi był dla mnie najlepszym czasem w moim życiu. Fakt, może jestem trochę nienormalna;)
    • eastern-strix Re: zająć się sobą 04.02.11, 14:19
      Skoro jesteś terapeutką, to pewnie wiesz, że na stosunek do dziecka składa się wiele czynników. Na przykład kto przede wszystkim chciał dziecka? Bo jeśli mąż miał dosyć po pierwszym, a potem został postawiony przed faktem dokonanym, to będzie potrzebował więcej czasu na zbudowanie więzi.

      Z kobietami jest podobnie. Moja koleżanka zaszła w ciążę, bo jej chłopak podziurawił kondoma. Ubzdurał sobie, że skoro on chce dzidziusia to chcą go oboje. Sporo czasu jej zajęło wykształcenie jakiejkolwiek więzi z dzieckiem...

      Myślę, że popadłaś w pułapkę kobiety sukcesu, która robi karierę, ma dzieci, jest wysportowana, pachnąca, świetna w łóżku itp. A tak się nie da, przynajmniej nie zawsze i nie w każdych okolicznościach.

      Co do włosów paznokci itp, to powinnaś wiedzieć, że pacykowanie fasady nic nie da, kiedy dusza cierpi. To jak zapisywanie na lekcje tańca kogoś ze złamaną nogą.

      Myślę, że masz problem z komunikacją z mężem, że coś tam u Was szwankuje. I malowanie paznokci raczej tego nie naprawi.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: zająć się sobą 05.02.11, 22:14
      Zająć się sobą, co często radzą psychologowie, nie zawsze ma polegać na zrobieniu sobie niebanalnej lub dawno nie otrzymywanej przyjemności. Lub na dostarczeniu sobie luksusu.
      Zająć się sobą, to jest przyjąć do siebie różne uczucia, które są nieprzyjemne i z którymi konfrontacja bardzo narusza stabilizację, poczucie wartości czy wręcz podstawy tożsamości.
      Zająć się sobą to uznać swoje rozczarowanie macierzyństwem, co nie oznacza jego zakwestionowania. Oznacza natomiast zmierzenie się z realnością związaną z eksploatacją przez dzieci, znużeniem, długotrwałym istnieniem zależności, ograniczeniami, monotonią.
      To uświadomienie sobie tej części i, co trudniejsze, przyzwolenie sobie na nią.
      Porady kolorowej prasy lub części doradców zamiast takiego przeżycia proponują jego zaprzeczenie w postaci podejmowania działań, które mają na celu przestać myśleć o tym co bolesne. I polecają fryzjera, pokaz mody czy weekend w Paryżu bez dzieci.
      Takie działania są wspaniałe. Podobnie jak wino, kąpiel czy świece. Pod warunkiem, że nie są robione zamiast. Bo jeśli stanowić mają tylko fasadę, to będą wydmuszkami.
      Pani przeżycia mogą być tym bardziej dojmujące, że być może, uważa Pani , że jako fachowiec powinna być Pani wiecznie zadowolona, a to co może Panią powalić to jedynie trauma ciężkiego kalibru. Bo będzie to świadectwo panowania nad swoim życiem. A tego wymaga się od psychologa. To wymagania nawet pojawiło się w tym wątku. Pojawiające się wątpliwości na temat życia w jakichkolwiek jego przejawach, przyznanie się do słabości, wątpliwości błędów, świadczą na niekorzyść psychologa. To też jest kolejne obciążenie, nawet jeśli jest ono nieświadome.
      To co napisałam nie jest łatwą drogą. Wydaje się, że zachęcam do trwania w cierpieniu czy dyskomforcie. Ale warto podjąć próbę zaakceptowania siebie w tym okresie życia wraz z dylematami jakie się przy tej okazji posiadło. Może z tej strony paradoksalnie nadejdzie pomoc. Agnieszka. Iwaszkiewicz
      • nick_ze_hej Re: zająć się sobą 05.02.11, 23:35
        być może, uważa Pani , że jako fachowiec powinna być Pani wiecznie zadowolona, a to co może Panią powalić to jedynie trauma ciężkiego kalibru. Bo będzie to świadectwo panowania nad swoim życiem. A tego wymaga się od psychologa. To wymagania nawet pojawiło się w tym wątku. Pojawiające się wątpliwości na temat życia w jakichkolwiek jego przejawach, przyznanie się do słabości, wątpliwości błędów, świadczą na niekorzyść psychologa.

        Nikt tu chyba nie oczekuje się od psychologa wiecznego zadowolenia z własnego życia, ani nie odmawia prawa do słabości i błędów. Jest przecież takim samym człowiekiem jak my wszyscy. Zdziwienie budzi natomiast taka całkowita bezradność wobec własnych problemów i niefachowa reakcja na nie.
        • ewio Re: zająć się sobą 06.02.11, 13:56
          A co to znaczy"niefachowa". Człowiek jest tylko człowiekiem i o ile cudze problemy umiałby tak jak Ty określić jednym zdaniem i dawać cudowne i trafione recepty to gorzej jeśli problemy dotyczą już nas samych. Niefachowość nie ma tu nic do rzeczy. Każdy ma prawo od czasu do czasu poczuć się bezradnym, nawet jak się jest najlepszym fachowcem na świecie.
          • kaz-oo Re: zająć się sobą 06.02.11, 15:00
            Po prostu żaden dyplom nie jest patentem na rozum. Tyle.
            • eastern-strix Re: zająć się sobą 06.02.11, 15:55
              W Polsce nie ma ustawy o zawodzie psychoterapeuty. Wystarczy 5 lat studiów i można otwierać gabinet pomocy psychologicznej, co wg mnie jest śmieszne i niebezpieczne zarazem. Znam i takich, co 'doradzają psychologicznie' mimo, ze są np. po pedagogice...

              Dyplom nie zastąpi przenikliwego umysłu ani doświadczenia życiowego. Poza tym, zawsze łatwiej jest pomagać innym niż samemu sobie. Przynajmniej teraz Autorka wie, że doradzanie innym pacykowania fasady zamiast zmierzenia się z tym, co jest w środku, się zwyczajnie nie sprawdza.

              Takie doświadczenie może być wzbogacające, jeśli Autorka je wykorzysta.

              • nick_ze_hej Re: zająć się sobą 06.02.11, 17:15
                Właśnie, właśnie o to chodzi. Przecież rozsądna kobieta, nawet bez dyplomu, wie że urządzanie mężowi "awantury w odwecie" niczego nie rozwiązuje a tylko pogłębia konflikt. Wie także, że manicure, świeczki i lektura tabloidów to jedynie miły relaks, a nie działania mające zmienić coś w jej życiu.
                Niestety przy odrobinie szczęścia można skończyć studia i uzyskać uprawnienia do doradzania innym, samemu pozostając życiowym analfabetą.
                • mps61132 Re: zająć się sobą 06.02.11, 23:19
                  Przeczytałam opinię p.psycholog Agnieszki i powiem Wam,że nic z tego nie rozumię,kurcze to są właśnie psycholodzy,człowiek idzie do nich po pomoc,radę,drogę wyjścia a dalej wychodzi "głupi" no bo jak zrozumieć takie gadanie.
                  • sanciasancia Re: zająć się sobą 07.02.11, 18:57
                    Nie odwodź się tak od wizyty u psychologa. Jeżeli pójdziesz do dobrego, to tak dobierze słowa, że zrozumiesz bez problemu o co mu chodzi.
                    Zresztą z własnego doświadczenia wiem, że i w miarę kiepski psycholog pomoże.
                    • mps61132 Re: zająć się sobą 07.02.11, 19:07
                      Zapewniam Cię,że kiepski psycholog nie pomoże,wiem to z doświadczenia dwóch wizyt i "wyrzuconych" 100pln.Teraz zaczęłam chodzić do innego i już widzę różnicę w podejściu,obym nie zapeszyła.
                      Pozdrawiam
                      mps
                  • agnieszka_iwaszkiewicz do mps61132 07.02.11, 19:50
                    A czego Pani konkretnie nie rozumie z mojej odpowiedzi ? Co takiego jest w niej, że po jej przeczytaniu jest Pani "głupsza"? Agnieszka Iwaszkiewicz
                    • mps61132 Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 09:16
                      Nie chodziło mi,że po przeczytaniu pani wypowiedzi człowiek jest "głupszy",absolutnie nie.
                      Chodzi mi o to,że psycholog tak ja urzędnik mówi,pisze czy przekazuje często informacje niezrozumiałym językiem bo za bardzo urzędowo,a szybciej by dotarło do nas pacjentów gdyby było przekazywane prostym językiem jak rozmowa koleżanki z koleżanką przy kawie.
                      Pozdrawiam
                      mps
                      • sebalda Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 09:53
                        >To co napisałam nie jest łatwą drogą. Wydaje się, że zachęcam do trwania w cierpieniu czy >dyskomforcie. Ale warto podjąć próbę zaakceptowania siebie w tym okresie życia wraz z >dylematami jakie się przy tej okazji posiadło. Może z tej strony paradoksalnie nadejdzie pomoc.

                        Szczerze mówiąc mnie również nurtuje ten aspekt porady. Ja też jestem w trudnym momencie życiowym i też słyszałam taką radę. Zaakceptować ból, złość, gniew. Ale to właśnie kojarzy mi się z tym trwaniem w cierpieniu, z bezczynnością, poddaniem się, a to nie jest chyba zgodne z moją naturą. To rodzaj użalania się nad sobą, które paraliżuje, zamiast zachęcić do zmiany, walki z przeciwnościami. Jak z zaakceptowania czegoś złego, czego doświadczamy, może nadejść pomoc? Chciałabym prosić o rozwinięcie.
                        Pozdrawiam:)
                        • mps61132 Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 10:20
                          A no właśnie sebalda i o tym samym pisałam,że nie rozumię tego co pisała p.Agnieszka.
                          "Zaakceptować ból,złość,gniew"???????
                          Przecież po to idziemy po pomoc i po radę do psychologa żeby właśnie pozbyć się tego bólu,złości i gniewu a nie go zaakceptować!!!
                          • sebalda Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 10:53
                            > "Zaakceptować ból,złość,gniew"???????
                            > Przecież po to idziemy po pomoc i po radę do psychologa żeby właśnie pozbyć się
                            > tego bólu,złości i gniewu a nie go zaakceptować!!!

                            To ja może Tobie i sobie samej spróbuję póki co odpowiedzieć. To chyba chodzi o sytuacje bez wyjścia. Na przykład, gdy umiera Ci ktoś bliski, to go już nie ożywisz, więc musisz sobie pozwolić na ten ból, bo inaczej się nie da. Gdy będziesz sobie odmawiała do niego prawa, będziesz próbowała być za wszelką cenę dzielna, to możesz sobie jeszcze bardziej zaszkodzić. I to dotyczy też kobiet, którym jest ciężko w macierzyństwie. Bo przecież nie oddadzą dziecka, one to dziecko bardzo kochają, a jedynie przejściowo nie radzą sobie z pewnymi złymi emocjami. Jeśli sobie powiedzą, że mają prawo do zniecierpliwienia, to podziała na nie jakoś uspokajająco, gdy będą się zamartwialy tym, że brakuje im cierpliwości, to będą nakręcały spiralę frustracji. To chyba o to chodzi.
                            Co jednak w sytuacji, gdy czujesz słuszny gniew w stosunku do kogoś, od kogo nie powinnaś doznawać krzywdy? Zaakceptowanie go jakoś Cię hamuje, pogodzenie się wytrąca Ci broń do walki o poprawę, stajesz się bezwolną i bezbronną ofiarą. Ten aspekt pogodzenia się ze swoimi uczuciami i odczuciami mnie niepokoi i jest dla mnie niezrozumialy. Co z tego, że wiem, że mam pełne prawo być na kogoś naprawdę zła, kogoś nienawidzić, skoro to nie zmienia mojej sytuacji? Z drugiej strony bezsensowne szarpanie się też na niewiele się zda. Co zatem z akceptowaniem gniewu i bycia krzywdzonym?
                            • les.vacances Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 12:00
                              > Co jednak w sytuacji, gdy czujesz słuszny gniew w stosunku do kogoś, od kogo n
                              > ie powinnaś doznawać krzywdy?

                              A ja nie rozumiem, co to znaczy "nie powinnaś doznawać krzywdy?". Może raczej "nie chcę doznać krzywdy"?
                              A jeśli nie chcę a doznaję, muszę się z tym pogodzić, że źle ulokowałam moje chęci i nie oczekiwać dobrego traktowania tam, gdzie go nie ma. Wtedy najlepiej uwolnić się od kogoś, kto krzywdzi, odejść.

                        • les.vacances Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 10:43
                          > Zaakceptować ból, złość, gniew.

                          To prawda. Zaakceptować, czyli pozwolić sobie na ból, złość i gniew, nie walczyć z nimi, przeżyć je do końca. Wtedy się wyczerpią a Ty się oczyścisz i wyzwolisz. To jedyna dobra rada, aby można było iść naprzód bogatsza o to doświadczenie.
                          • mps61132 Re: 08.02.11, 12:31
                            Nie zawsze "bół,złość i gniew" można przerzyć do końca bo można się wykończyć psychicznie i fizycznie albo popaść w depresję.TAK SIĘ POPROSTU NIE DA,cyba że są tacy któży sobie z tym radzą,to świtnie,nie potrzebny im psycholog.
                            Odchodząc od osoby która nam właśnie zadawała ból to też nie do końca zapomnimy przez tą "ucieczkę" co przeszłyśmy w związku bo wspomnienia wracają.
                            Można wybaczyć dziecku błędy ale dorosłemu nie zawsze bo ma rozwinięty mózg i wie co robi i powinien zdawać sobie sprawę że słowa bardziej bolą niż czyny.
                            Reasumując
                            żeby dotrzeć do pacjenta psycholog powinien mówić językiem zrozumiałym a nie urzędowym.
                            • les.vacances Re: 08.02.11, 12:53
                              Wykończyć może ból, złość i gniew nie przeżyte, bo pozostają w człowieku jak trucizna. Nienawiść najbardziej niszczy tego, kto nienawidzi a nie tego, kogo się nienawidzi. Złe emocje zabijają, dlatego trzeba je wygaszać. Dlatego lepiej wybaczać, niż cierpieć w zapamiętaniu.
                              Są sytuacje, na które nie mamy wływu i z tymi trzeba się pogodzić, czyli je zaakceptować. Walczyć ma sens tylko z tym, na co wpływ mamy. Jeżeli człowiek, z którym jestem wywołuje u mnie poczucie cierpienia i wszelkie próby naprawy tego nie zmieniają, to znaczy, że nie mam innej drogi, jak tylko odciąć się od źródła tego cierpienia. Pogodzić się z myślą, że źle wybrałam i powiedzieć sobie: "każdy ma prawo wybrać źle".

                              > Odchodząc od osoby która nam właśnie zadawała ból to też nie do końca zapomnimy
                              > przez tą "ucieczkę" co przeszłyśmy w związku bo wspomnienia wracają.

                              Te wspomnienia to też część życia. Jeśli są tylko wspomnieniami, większej krzywdy nie zrobią, bo ważne jest tu i teraz. Ważne jest umieć zaakceptować swój błąd, swoje prawo do płaczu i nawet do rozpaczy. Trzeba wypłakać się do końca, ale potem wstać, otrzepać się i starać się podobnych błędów nie popełniać :-)
                          • sebalda Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 12:57
                            >Zaakceptować, czyli pozwolić sobie na ból, złość i gniew, nie walczy
                            > ć z nimi, przeżyć je do końca.

                            Co to znaczy "przeżyć do końca"? Ktoś mnie krzywdzi, czuję gniew i nienawiść, jest mi z tym źle, bo to nie są uczucia ani przyjemne, ani godne, ani nie leżą w mojej naturze, ktora jest otwarta, przyjazna, nieco idealistyczna, ale ok, staram się dać sobie prawo do tych uczuć, bo wiem, że mają podstawy, tylko gdzie jest ten koniec, jak do niego dotrzeć?
                            Z uwolnieniem się od osoby, ktora nas krzywdzi, a nie chcemy, żeby to robiła, nie zawsze jest latwo. I też może się zdarzyć sytuacja (powiem więcej, wcale nie jest rzadka), że krzywdzą nas osoby, "które nie powinny nas krzywdzić". Tymi osobami są na przyklad rodzice. I tu nie pojawia się kwestia, że źle ulokowałam to swoje "chcenie niebycia krzywdzoną". Ja akurat nie to mialam na myśli, ale taką miałam refleksję, gdy pisałaś o złym lokowaniu.
                            • les.vacances Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 13:14
                              > Co to znaczy "przeżyć do końca"?

                              Porozmawiać z sobą i nazwać je. Nie bać się i nie uciekać od nich. Pozwolić sobie na ból, strach i nienawiść. Wykrzyczeć, wypłakać - wydalić z siebie.

                              > to nie są uczucia ani przyjemne, ani godne

                              To są uczucia ludzkie, właściwe człowiekowi. Wolno je mieć. Ale nie wolno mieć do siebie pretensji o to, że ma się je w sobie.

                              sta
                              > ram się dać sobie prawo do tych uczuć, bo wiem, że mają podstawy, tylko gdzie j
                              > est ten koniec, jak do niego dotrzeć?

                              Sama poczujesz ten koniec, jeśli będziesz ucziwa sama z sobą. Gdy osoba, która Cię krzywdzi, już nie będzie mogła Cię skrzywdzić, bo jej złe słowa będą przechodzić obok Ciebie.

                              > Z uwolnieniem się od osoby, ktora nas krzywdzi, a nie chcemy, żeby to robiła, n
                              > ie zawsze jest latwo.

                              Czasem jest nawet bardzo trudno. Ale jaki jest wybór?

                              Tymi o
                              > sobami są na przyklad rodzice.

                              Tak. W najgorszej sytuacji są dzieci.
                              • les.vacances Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 13:17
                                Jesteśmy wychowane na obraz grzecznej dziewczynki, która powinna być miła, łagodna i dobra a uczucie nienawiści klasyfikować jako "niegodne". To czasem się mści. Tymczasem emocje, o jakich mówimy są jak najbardziej godne, o ile są prawdziwe. Bo są ludzkie.
                                • sebalda Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 13:54
                                  Dzięki les.vacances, zaczynam coraz lepiej to rozumieć, do tej pory często to słyszałam, znaczy radę zaakceptowania uczuć i przeżycia ich do końca, ale nie bardzo pojmowałam, jak to ma przebiegać.
                                  Mam wyjątkowo głęboko zakorzeniony przekaz, że uczucie nienawiści jest złe. I jest mi samej ze sobą źle, gdy odczuwam taką silną nienawiść, gdy moja nienawiść sprawia, że źle życzę osobie nienawidzonej, gdy łapię się na uczuciu satysfakcji, gdy ta osoba cierpi. Nie wyobrażam sobie, żebym mogła lubić siebie niosącą takie uczucia w sercu. Kurcze, strasznie to trudne. To wymagałoby ode mnie całkowitego przestawienia swojej osobowości. Chyba. Wyjaśnisz mi to?
                                  • les.vacances Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 15:14
                                    sebalda napisała:

                                    To wymagałoby ode mnie całk
                                    > owitego przestawienia swojej osobowości.

                                    Nie. Jeśli umiesz nienawidzieć, to znaczy, że jest to częścią Twojej osobowości. Umiesz i kochać, i nienawidzieć. W określonych warunkach kochasz, w określonych - nienawidzisz. Uśpiona nienawiść obudziła się, gdy dostała pożywkę - Twoje poczucie krzywdy. Nie jesteś plastikową lalką, która ma spełniać oczekiwania i być miła niezależnie od okoliczności.

                                    No i teraz - albo nienawiść pokona Ciebie czyniąc Cię osobą, której nie lubisz, albo Ty pokonasz nienawiść, co sprawi, że osoba dotąd nienawidzona stanie Ci się obojętna :-)

                                    W sumie taki jest wybór...
                                    • sebalda Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 15:36
                                      To takie proste, co piszesz, les.vacances, niby takie oczywiste, a chyba nie umialabym sama do tego dojść:) Dzięki.
                                      Mój problem jest o tyle złożony, że żyję z osobą, u ktorej następują tzw. okresy miesiąca miodowego, ktore usypiają moją czujność, sprawiają, że mimo rozumowego palenia się czerwonej lampki, uczucie nienawiści niemal całkowicie znika, by potem ze zdwojoną siłą wybuchnąć w chwili ataku po tymże miesiącu miodowym. I tak w kółko. Wybuchy są całkowicie nieprzewidywalne, nie da się im zapobiec, nie da się ich lekceważyć, są bolesne i wyniszczające. Próbowałam już różnych metod zobojętnienia na nie.
                                      Mam bardzo emocjonalną naturę, chyba nie potrafię być obojętna, choć bardzo bym chciała. Ale pracuję nad tym:) Mam nadzieję, że dzięki tym radom może zrobię krok do przodu w tych staraniach:)
                                      • les.vacances Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 15:45
                                        > Mam bardzo emocjonalną naturę, chyba nie potrafię być obojętna

                                        Oczywiście, że potrafisz. Jesteś obojętna wobec przeważającej części ludzi. W tym wobec tych, których kiedyś bardzo lubiłaś - albo bardzo nie lubiłaś.

                                        Dasz radę, bo jesteś bardzo świadoma tego, co się z Tobą dzieje i dlaczego tak się dzieje. Pomyśl o przyszłości: jak będzie wyglądało Twoje życie z tym niezrównoważonym emocjonalnie partnerem za lat 5, 10, 20, 30.

                                        Pomyśl, jak Ty będziesz za lat 20. Dasz radę :-)
                                        • sebalda Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 16:30
                                          les.vacances napisała:
                                          > Dasz radę :-)

                                          Dziękuję za to i za wszystkie rady. A wszystkich przepraszam za prywatę i odejście od zasadniczego tematu. A może nie tak daleko odeszłyśmy, wszak było o poprawie wewnętrznej,
                                          o radzeniu sobie z ograniczeniami i z trudnymi uczuciami;)
                            • lusitania2 Re: do p. Agnieszki 08.02.11, 13:26
                              sebalda napisała:

                              Tymi o
                              > sobami są na przyklad rodzice. I tu nie pojawia się kwestia, że źle ulokowałam
                              > to swoje "chcenie niebycia krzywdzoną".

                              Nieważne, czy przy rodzicach, czy przy innych krzywdzących nas "z wyboru" powinno się dotrzeć do punktu: odpowiedzialność. Odpowiedzialność za to, jak będzie wyglądało moje dalsze życie. Przenieść akcent z obarczania winą za beznadziejne własne życie innych (co nie oznacza, że się z nich winę zdejmuje i wymazuje krzywdy), na to, że reszta życia zależy od tego, co sama z nim zrobię.
                              Nie, nie jest to łatwe i proste, pociąga za sobą koszty, ale innej drogi do zmiany sytuacji nie ma.
                      • eastern-strix to ja Ci wytumaczę... 08.02.11, 13:29
                        ...jak potrafię najlepiej.

                        Chodzi o to, że gdy pojawia się rozczarowanie życiem i kryzys, nie nalezy kierowac całej energii na zewnątrz i angażować się w działania, które pomoga nam zapomnieć o kryzysie (fryzjer, wycieczka do Paryża itp). A to dlatego, że przyklepywanie kryzysu i brak czasu na zagłębienie się w przyczyny, niczego nie zmieni.

                        Chodzi o to, żeby skierowac energię do wewnętrz siebie, zapytać, co się dzieje, dokonać analizy swojego życia. I spróbować pogodzić się z wnioskami nawet, jesli są dla nas nieprzychylne. Bo aby dokonać zmiany trzeba dotrzeć do źródła trudności/problemu.

                        Czasem jest tak, że nie można nic zmienić z dnia na dzień. I wtedy trzeba poszukać w sobie zgody na tę sytuację (to np. dotyczy osób samotnie wychowujących upośledzone dzieci). Od takiej zgody zazwyczaj zaczyna się wewnętrzna przemiana i paradoksalnie radość życia (pisze to jako osoba od 15 lat pracujaca m.in. z osobami upośledzonymi i ich rodzinami, stąd taki przykład).

                        Kiedy już się przed sobą otworzymy i dokonamy analizy tego, co nas 'dołuje', dlaczego, jaki jest nasz dział w wykreowaniu tej sytuacji itp, wtedy możemy podjąć świadome kroki aby naszą sytuację zmienić/poprawić. I jeśli wtedy ciągle uważamy, że to wizyta u fryzjera i nowe tipsy są nam potrzebne, to świetnie.
                      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: do mps61132 i innych 08.02.11, 23:14
                        Staram się pisać prosto, ale przekazywana wiedza i konieczność skrótu może czasem powodować, że tekst staje się niezrozumiały lub źle zinterpretowany. Wydaje mi się, że język psychologów i treść przez nich przekazywana musi różnić się od rozmowy z koleżanką przy kawie. Nadal musi być zrozumiały, ale jednak powinien być inny, bo naświetla zagadnienie z perspektywy zawodowej. Zareagowałam na Pani tekst, "mps61132", ponieważ wyczułam w nim zarzut niekompetencji pod adresem psychologów jako grupy zawodowej. A ponieważ często na forum pojawia się rada, aby korzystać z ich usług to uważam, że nie należy deprecjonować tej grupy, bo jednak starają się służyć pomocą, której nie należy lekceważyć. A do tego zajmują się bardzo delikatną materią.
                        To oczywiście nie oznacza, że jeśli czuje się brak dobrego kontaktu z psychologiem pod opieką którego się jest, to nie należy go zmienić. Taka sytuacja może się zdarzyć, ale nie zawsze oznacza niekompetencje psychologa. Ponieważ to jest praca w relacji, to nie z każdym jest ona jednakowo satysfakcjonująca.

                        Jeśli chodzi o zasadniczą odpowiedź w tym wątku i część dotyczącą akceptacji uczuć to spieszę z wyjaśnieniem.
                        Już Freud powiedział, że motorem zachowań każdego człowieka jest walka między jego naturą a kulturą w której żyje.
                        Oznacza to, że wiele uczuć, które są generowane przez naturę jest cenzurowanych przez kulturę. Lub, że pewne zachowania są pożądane przez kulturę.
                        W tym wątku chodziło o macierzyństwo, zadania kobiety, ograniczenia z tego nieustająco wynikające. Brak zadowolenia z macierzyństwa, nawet przejściowy, łączy się mniej lub bardziej świadomie z zakwestionowaniem siebie w tej roli. Z punktu widzenia psychologii, lepiej jest zaakceptować te pojawiające się uczucia niż im zaprzeczać. W zaprzeczanie idzie zbyt duża ilość energii, która jak nie ma naturalnego ujścia, zaczyna zamieniać się w objawy: nerwicę, lęki, choroby somatyczne, niekontrolowaną agresję, depresje.
                        To samo dotyczy przypadku innych doznań. Nie chodzi o akceptację niepożądanych stanów lub krzywdzicieli ile o akceptację uczuć w sobie. To, co czyni krzywdę to zachowania a nie uczucia. Uczucia są sygnałem. Jeśli im się zaprzecza albo zamienia na inne bardziej pożądane, to pozbawia się możliwości adekwatnego działania. Np: obrony swoich granic, postępowania zgodnie ze swoimi potrzebami, chronienia się przed nadużyciem czy wykorzystaniem, cieszenia się, empatii, itp.
                        Mam nadzieję, ze teraz ten sposób widzenia stał się jaśniejszy. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • kingusi Re: zająć się sobą 19.02.11, 12:51
      to odstaw od cyca bo ci hormony buzuja zwyczajnie!;)wazne ze robisz cos dla siebie!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka