Dodaj do ulubionych

Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę

20.05.11, 08:02
Witam serdecznie

Przedstawię w sytuacje: jesteśmy małżeństwem o niedługim stażu. Mamy półroczną córeczkę. Na co dzień dość dużo czasu spędzamy razem nad prowadzoną firmą i świetnie się przy tym dogadujemy - praktycznie nie ma tutaj żadnych sporów czy kłótni. Bardzo angażuję się w pomoc mężowi przy firmie i praktycznie pomagałam mu przez całą ciążę i jak tylko wydobrzałam po porodzie. Zawsze gdy jest jakaś praca robię ją rano gdy dziecko i mąż śpią. W opiece nad dzieckiem też uczestniczymy wspólnie i również na tym polu nie ma żadnych konfliktów. Potrafimy razem spędzać czas, ale mamy też swoje indywidualne zainteresowania. Z uwagi na malutkie dziecko nasz czas wolny jest trochę ograniczony ale w miarę możliwości staramy się wychodzić gdzieś razem gdy dziecko jest z babcią, a także osobno do znajomych czy zakupy. Mąż jest czuły, w łóżku jest super, często zapewniamy się o miłości. Wydawałoby się, że jest to sielanka. Ale...
Wiadomo że w codziennym życiu pojawiają się problemy, gorsze dni (pieniądze, sprawy rodzinne, słabsze chwile, zdrowie, słabsze chwile) i wtedy w domu zaczyna się piekło.
Mąż praktycznie za każdym razem w takiej sytuacji mówi że odchodzi, że dla dobra dziecka musimy się rozstać żeby nie patrzyło na kłótnie, że męczy się w tym związku, że ciągle są awantury. Że zatrzymałam go na dziecko (choć to on je chciał bardziej z nas dwojga i potem po kłótni przyznał że właściwie to on mnie na to złapał). Za każdym razem mówi o tym poważnie, każe mi się wynosić, mówi że ma mnie w d... lub sam chce się pakować. Czasem mówi też że tak naprawdę nie chciał ze mną być, że przez cały okres małżeństwa wiele rzeczy nie mówił. Że przeze mnie idzie mu gorzej w interesach, bo ściągam kłopoty przez moje zamartwianie, że jak żył sam to było mu lepiej a ja go ściągam na dół. Że przeze mnie ma myśli samobójcze. Potem gdy jakoś udaje się dojść do porozumienia znów jest sielanka.

Na początku jeszcze to znosiłam, ale jest coraz gorzej. Mam wrażenie, że rozsypuję się emocjonalnie. Że te kłótnie stają się coraz ostrzejsze i bardziej emocjonalne. Nie wiem co z tym wszystkim robić. Dobrze jest tylko jak jest dobrze. Boję się przyszłych problemów. Czasami nie chce mi się żyć, mam ochotę to wszystko zostawić, bo pewnie nawet jak się pogodzimy wkrótce znowu usłyszę że on chce się rozstać, że nasz związek jest beznadziejny itd. Zupełnie nie szanuje tego co mamy, że dziecko jest kochane i zdrowe, tego ile wysiłku wkładam w pomoc przy firmie mimo niemowlęcia w domu, że fajnie nam się razem spędza czas, że się dogadujemy w łóżku - nic się dla niego nie liczy. Nawet dzień przed operacją mojej mamy nie umiał się powstrzymać od takiego zachowania.
Padły sugestie terapii u psychologa, ale ja już nie mam do tego przekonania. Już kiedyś na takie coś chodziliśmy, było dobrze tylko w czasie tych wizyt, a przecież nie możemy całe życie chodzić na terapie - to sporo kosztuje a mamy dużo wydatków. Poza tym z tej całej terapii mąż niewiele zapamiętał, szybko wrócił do swoich zachowań i stwierdził że terapeutka była stronnicza bo się "złapała na mój niewinny wygląd".
Teraz pewnie znowu przez jakiś czas będzie dobrze, ale wiem że nie na długo. Boję się co będzie kolejnym razem, że kiedyś tego nie wytrzymam, że zrobię coś głupiego bo coraz trudniej mi się w takich chwilach kontrolować. Boję się też o psychikę dziecka - skoro mi to tak trudno znieść to jak ona zniesie ciągłe teksty ojca o chęci odejścia?
Obserwuj wątek
    • noname2002 Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 08:47
      Miałam koleżankę, którą mąż szantażował w takich gorszych chwilach(zwykle po alkoholu), że się zabije. Najpierw oczywiście strasznie się tym przejmowała, chowała noże(bo miał się niby ciąć), aż w końcu nie któregoś razu nie wytrzymała, przyniosła mu najostrzejszy nóż i powiedziała, żeby to wreszcie zrobił. I "samobójstwa" się skończyły.
      To może Ty raz spróbuj terapii szokowej i sama mu te walizki spakuj i zacznij ustalać z nim podział majątku i wysokość alimentów na dziecko?

      • kaz-oo Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 15:42
        To samo pomyślałam. Grozi odejściem, spakuj mu bez słowa walizki i wystaw do przedpokoju. Wypędza Ciebie z domu, jeśli masz gdzie pójść, spakuj siebie i dziecko i wynieś się na jakiś czas. Jak dla mnie to niedojrzały człowiek i do tego histeryk.
    • marzeka1 Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 09:31
      O, matko, współczuję sytuacji, bo opisałaś mocno toksyczny typ i w sumie na dłuższą metę NIE DA się tkwić w związku, w którym bliska osoba robi takie jazdy psychiczne. pomijam,że męża/partnera ma się także po to, by był wsparciem w trudnych chwilach. Sama piszesz, że coraz gorzej to znosisz, a teraz pomyśl o dziecku, gdy zacznie więcej pojmować, w jakim poczuciu niepewności będzie żyć: nigdy nie wiadmomo, czy tatuś będzie super ojcem, czy pokaże drugą twarz- na pewno odbije się to na psychice dziecka tak, jak odbija na twoje, ale ty jesteś dorosła.
      Osibiście zrobiłabym tak, jak radzi dziewczyna wyżej: zagrała va bank(9tyle że musisz być pewna, że albo-albo): źle ci, chcesz się rozstać? Ok, rozwód z orzekaniem twojej winy, aliemnty na dziecko i ciebie i niech pan szuka następnej, której będzie robił kaszę z psychiki.
      Tylko pytanie: jesteś na to gotowa? Ja bym była, bo nie umiałabym żyć w tak dużej huśtawce emocjonalnej.
      • mruwa9 Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 09:45
        niewykluczone, ze facet cierpi na zaburzenia psychiczne. Wskazana konsultacja psychiatryczna?
      • sebalda Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 09:46
        A jak jest po takiej akcji ze strony męża? Przez jakiś czas się jeszcze fochuje, a potem udaje, że nic się nie stało i dalej sobie gruchacie? Czy na drugi dzień się opamiętuje, przychodzi i mówi, że mu przykro, że go poniosło?
        Stawiam, że może wyniósł taki wzorzec z domu. Może rodzice często się kłócili? Rodzice mojego męża nieustannie się kłócili. Znam ich od prawie 30 lat i sama widziałam, jak sie do siebie czasami odnoszą, nawet w bardzo podeszłym wieku. Poza okresami kłótni żyli dobrze, wychowali 4 dzieci, mąz opowiadał, jak go denerwowalo, jak po karczemnej klótni dwa dni później widział, jak rodzice się do siebie czulą. Wieczna huśtawka emocji, nastrojów, od krzyków do gruchania. Obawiam się, że psychika dziecka nie najlepiej to znosi. W naszym domu było do niedawna identycznie. Odkąd rozpoznalam ponad dwa lata temu wzorce przemocy psychicznej ze strony męża, staram sie stawiać granice jego atakom (raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem), nade wszystko jednak nie daję się już nabrać na miesiąc miodowy.
        Napisz więcej, jak mąż po takim wybuchu się tłumaczy, czy się tłumaczy, czy ma jakieś refleksje? Czy mu nie jest głupio, gdy wyznaje Ci miłość, a potem twierdzi, że jestes do niczego?
    • kara_mia Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 09:57
      że odchodzi, że dla dobra dziecka musimy się rozstać żeby nie patrzyło na kłótnie, że męczy się w tym związku, że ciągle są awantury.


      przychodzą mi do głowy następujące słowa wypowiedziane do męża NATYCHMIAST jak tylko usłyszysz, że chce się rozwieść.

      TY gnoju, MNIE straszysz rozwodem!!!??? No to wypie... z domu, ale JUŻ!
      ( tu pokazujemy drzwi) ja Ci dam straszenie...ja Ci dam chamie ostatni, co prosił się o dziecko, a teraz gnojku będziesz mną manipulował??
      Ja Ci kutasie niedomyty w firmie przeszkadzam??? No to zobaczysz mnie w swojej firmie (lub wypier... z naszej) . Sam se radź w papierach od 6 rano, palancie.

      No już Cie k... w tym domu nie ma skoro Ci się tak nie podoba, WOOOON!!!!

      jak wyjdzie , zamknąć zanim drzwi i nie dzwonić i ciula nie szukać choćby i przez tydzień albo 2. Widocznie tyle czasu potrzebuje
      jak nie wyjdzie, to zamilknąć NIC nie mówić do kiedy usłyszysz słowo "przepraszam"
      jak będzie próbował cokolwiek mówić to zacząć awanturę od :
      No i co księciu, się k... przemyślało i nie chce już się wyprowadzać?
      A masz gnoju pewność, że mnie się chce z takim manipulantem szantażysta je...ym mieszkać???

      Ja Ci chamie dam mnie straszyć, no już się Ciebie palancie durny boje...!!!

      Powyższą awanturę raczej lepiej zrobić kiedy dziecko będzie na 2 dni u rodziców, bo , żeby była skuteczna powinna być słyszalna przez sąsiadów z ulicy obok...

      Jakakolwiek prób zastraszenia np samobójstwem itp,jak ktoś rozsądnie już napisał: wręczyć nóż, wskazać balkon, odradzić gaz, bo on umrze a tobie zostaną rachunki za gaz i po ciulu płacić nie będziesz.

      I zamiast trząść się jak osika to w końcu się wściec i zrobić mu "z d...jesień średniowiecza"

      mój maż mówi, że to jest jak terapia ultrakrótko terminowa.
      Rozumu u szantażysty przybywa błyskawicznie.
      Jeżeli po awanturze zacznie Ci płakać jak to on się źle czuł jak na niego tak strasznie krzyczałaś.
      odpowiadamy krótko :
      a co kutasie.. ty sobie będziesz po mnie jeździł i niby mam się czuć cudownie, a ty co porcelany jesteś, taki delikatny???

      Powinno pomóc.
      W razie niepowodzenia terapię powtarzamy.
      Po 4-5 zastosowaniach efekt raczej murowany.
      1. Albo maż się zesra ze strachu i od Ciebie ucieknie, ale wtedy będzie w twoich oczach taki żalowy, że po nim płakać nie będziesz
      2. Mąż zostanie a szacunku do waszego wspólnego domu się nauczy jak nigdy wcześniej.
      • sebalda Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 10:26
        Kara_mia, terapia super, uśmiałam się zdrowo. I sama powinnam ją zastosować już dawno, ale po pierwsze, mąz wie, że to kompletnie nie w moim stylu, chyba by się połapał, że blefuję i odstawiam celowy cyrk, po drugie jestem starej daty i takie słowa za nic nie chcą mi przejść przez gardło, taka juz ułomna jestem, i trochę tego czasami żałuję;)
        Z drugiej strony wiem, że jak zdarzyło mi się raz i drugi stracić cierpliwość i bardziej gwałtownie protestować, gdy mąż mnie wyzywa i poniża, to on potem latami mi to wypomina i ma argument pod tytulem: "A widzisz do czego można kogoś doprowadzić, widzisz, jak można stracić cierpliwość, nie dziw się, że doprowadzasz mnie do furii i taki sprowokowany robię różne rzeczy, ktorych się potem sam wstydzę". Wiem, że w przypadku mojego męża dałabym mu argument do ręki, a tak góruję nad nim tym, że nie dam się doprowadzić do stanu totalnego zapomnienia i upadku obyczajów. Przy czym tym moim górowaniem mogę sobie tyłek podetrzeć, bo i tak to nic nie daje:P Może faktycznie kiedyś tak spróbuję, i tak nie mam juz nic do stracenia.
        • kara_mia Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 10:39
          meżowie bywaja do siebie bardzo podobni :)

          A widzisz do czego można kogoś doprowadzić, widzisz, jak można stracić cierpliwość, nie dziw się, że doprowadzasz mnie do furii i taki sprowokowany robię różne rzeczy, ktorych się potem sam wstydzę"

          odpowiadałam :
          ty chyba mnie nie zrozumiałeś....
          To nie ty mnie złamasie wyprowadziłeś z równowagi tylko JA podjęłam decyzje, żeby Ci w ten sposób powiedzieć co o tobie myślę.
          Jak wolisz ciszej, to powtórzę ciszej... ( i tu powtórzyłam główne założenia poprzedniej wypowiedzi)
          I nie mam zamiaru wstydzić się jakiejkolwiek części mojej wypowiedzi.
          jeszcze raz będziesz mnie tak traktował, dostaniesz jeszcze gorzej, rozumiesz...
          Czy teraz mówię jasno????
          Czy Ci wyryczeć? Mnie to jedno, jak chcesz....

          Informacja najważniejsza:
          Twoje nędzne próby szantażu NIE działają... dotarło???
          ______________________

          u mojego dotarło po ok roku, ale za to w100% skutecznie. Teraz jest jak anioł.
        • kara_mia Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 11:04
          mąz wie, że to kompletnie nie w moim stylu,

          styl zawsze można zmienić...
          np
          teraz się kutasie przyzwyczaj, że dawne czasy cichej żonki płaczącej po kątach minęły.. rozumiesz barani łbie?
          Teraz za każdym razem jak mnie obrazisz albo wyzwiesz dostaniesz śmierdzielu wpi...ol!!!
          A jak na mnie podniesiesz rękę to Ci ją dziadu oderwę później z mamra do końca świata nie wyjdziesz - chyba że jako niepełnosprawny!
          Zrozumiałeś czy coś powtórzyć?


          Oczywiście to powyżej to tylko sugestia jedna z wielu możliwych opcji.
          Zasada robienia awantury moim zdaniem jest następująca;
          1. informacja dlaczego ja robimy ( ty mi śmiesz grozić??)
          2. Jaka jest nasza reakcja na czynności rozmówcy ( ja w dupie mam gnoju twoje groźby)
          3. zapytanie o to czy jasno sie wypowiadamy ( rozumiesz mnie fajansie czy coś powtórzyć???)
          4.Co będzie siedziało dalej, jeżeli rozmówca nie zmieni swojego postępowania ( no to awantury będziesz miał codziennie póki nie nauczysz się grzecznie mówić do mnie proszę a nie dawaj)
          5. Informacje o naszych oczekiwaniach :
          do mnie się mówi "proszę o obiad" a nie "dawaj stara" zasmolony pierdzielu
          6. Znów prośba o komunikat zwrotny :
          co Ci sprawia k... trudność w wymowie "proszę"?
          7. Posumowanie:
          Że to tak już będzie zawsze:
          teraz się pajacu niedorobiony przyzwyczaj, że nowe czasy nastały...

          Podczas kłótni nie mówimy o swoich uczuciach : ale ja jestem biedna jak ty tak mna pomiatasz
          :nie marudzimy (jaka ja nieszczęśliwa)
          : nie używamy komunikatu TY ( ty jesteś nieczuły)

          Podczas kłótni wyłącznie chcemy poinformować rozmówce o naszych granicach natomiast forma wynika z naszego wkurwu i decyzji, że taka formę chcemy przyjąć.
          podczas kłótni trzeba być autentycznym ( inaczej nie działa)
          Staram się nie schodzić poniżej 110- 115 decybeli, mąż twierdzi, że mężczyźni nieco gorzej słyszą od kobiet i im trzeba przekazywać informacje głośniej.
          Można to wyćwiczyć.

          Mój mąż mówi, że dobrze jest jeżeli nieszczęsny szantażysta przy próbie manipulacji napotka na rozjuszonego tygrysa szablozębego :)
          • angazetka Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 15:13
            Od dziś jesteś moim bogiem. Cudowne!
          • attiya Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 22.05.11, 16:25
            cudowne :D
            • pomarola Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 23.05.11, 07:52
              Taaa, cudowne.
              Tylko jeszcze trzeba mieć to szczęście, żeby trafić na takiego "przemocowca", który da się takimi żałosnymi pohukiwaniami zastraszyć. Chyba nie widziałyście prawdziwego przemocowca w akcji, skoro Wam się wydaje, że wystarczy gościa zezwać i tupnąć nogą, żeby przemienił się w aniołka.
              • kara_mia Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 23.05.11, 09:29
                O nie... takich awantur trzeba czasem naprawdę sporo...
                jeżeli jest przewaga masy mięśniowej pana bardzo wyraźna do awantur dokładamy wizyty policji... Innym można po prostu przylać patelnią ( byle z grubym dnem, żeby się nie odkształciła).
                Tak czy siak, większość z nas nawet nie piśnie cienko, jak pan i władca się wydziera,tylko płaczemy cichutko w kąciku czekając na rycerza....
                No więc nie ma rycerzy! Jak się samemu nie stanie w swojej obronie, to nikt za nas tego nie zrobi.

                Póki co ja to zrobiłam skutecznie. Inne moje płaczące koleżanki płaczą dalej, bez widocznych efektów.
                jak to napisała pani Ekspert, nawet wysłanie pana na terapie zwykle mało daje. I tu się zgadzam. Za to terapia za pomocą zrobienia piekła z domu, kiedy pan ma fochy i grozi,zdumiewająco pomaga panu nabyć rozumu...
                I jakoś mam duże zaufanie co do skuteczności moich awantur, nie tylko na mężu...
                Są ludzie do których przemawia grzeczna i logiczna rozmowa; i są tacy do których przemawia wyłącznie gruby kij..
                trudno,jak się chce w jakimkolwiek stopniu współżyć z tymi drugimi, trzeba do nich dopasować metodę perswazji.
              • tully.makker Pomarola 23.05.11, 09:50
                Mnie tez rozbawila naiwnosc przekonania, ze ze sprawca przemocy mozna sobie poradzic zbluzgawszy go wulgarnymi slowy.
                • sebalda Re: Prawdę mówiąc, 23.05.11, 10:31
                  gdy mąż mnie strasznie wyzywa i mi ubliża, też podnoszę głos, nie przechodzą mi przez gardło grubsze wulgaryzmy, ale potrafię mu nawtykać, zdarzy mi się trzaskać drzwiami. To wszystko tylko eskaluje przemoc, agresję, awantura naturalnym biegiem się rozkręca, przedłuża. Olanie, wycofanie się, ale nie takie z podkulonym ogonem, tylko odcięcie się, odwrócenie plecami od krzykacza, wyjście są skuteczniejsze, bardziej wkurzające dla agresora, bo zostawia się go w pół bluzgu, niewyżytego.
                  Podniesienie ręki na przemocowca niczego nie załatwia, nawet jeśli się nas obraził tak, że nie dalo się pozostać wobec tego obojętnym, jeśli zaslużyl na siarczysty policzek, bo są granice obrażenia kobiety. Nie otrzeźwi go to w najmniejszym stopniu, nie położy tamy wobec agresji, da jedynie argument do ręki, że człowiek sprowokowany robi różne rzeczy, ktorych potem niby żałuje.
                  Zresztą pewnie jest tak, jak pisze Kara, na jednego działa jedno, na drugiego inne rzeczy.
                • sorvina Re: Pomarola 23.05.11, 10:38
                  Z jednym można sobie poradzić, z innym takie środki są za małe. Moim zdaniem chodzi o wytrącenie przemocowca z jego roli, skuteczne pokazanie, że już tak łatwo nie ma. Może to podziałać na osobę, która jest silna tylko dlatego, że żona jest słaba. Jak poczuje siłę żony, to mu nadmierna pewność siebie siądzie.

                  Przypomina mi się historia kobiety trzymanej w więzieniu przez SB, mogę przekręcać, gdyż czytałam ją dawno temu, ale sens był mniej więcej taki: w więzieniu przetrzymywano i torturowano kobiety. Z okrucieństwa i bezwzględności słynął zwłaszcza jeden, rosły facet. Zachowywał się jakby nienawidził kobiet. Gdy nadeszła pora przesłuchań bohaterki on rzucił do niej jakiś tekst, po którym najczęściej kobiety kuliły się ze strachu. Ale bohaterka ściągnęła mu czapkę z głowy, zdzieliła go krzycząc w stylu " co ty sobie k... wyobrażasz!". Facet momentalnie wszedł w rolę dziecka kajającego się przed mamusią. Do końca pobytu był dla niej miły, wręcz służalczy. Ona potem opowiadała, że zna ten typ - terroryzowany przez matki w dzieciństwie, potem odbijający sobie na innych kobietach gdy czuje się bezkarny.
                  Na niego taka metoda podziałała, ale na inną osobę nie musi.

                  Na pewno trzeba pokazać, że takie numeru to już nie ze mną. Zabezpieczyć się finansowo, utrącić wszelkie kanały szantażu i manipulacji, nie pozwalać panu na uzyskanie przewagi. Jeśli facet czuje, że kobieta wierzy, ze bez niego sobie nie poradzi, to będzie używał motywu - odchodzę, teraz mnie błagaj i zrób to co chce to może łaskawie zostanę. Jak kobieta wie, że sobie poradzi, to facet nie może sobie pozwolić na takie kwiatki. Niekoniecznie trzeba wrzeszczeć, jakoś nie czuję by brak szacunku był dobrym lekiem na brak szacunku. Ale zdecydowana postawa na pewno.

                  tully.makker napisała:

                  > Mnie tez rozbawila naiwnosc przekonania, ze ze sprawca przemocy mozna sobie po
                  > radzic zbluzgawszy go wulgarnymi slowy.
                  >
                  • sebalda Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 10:50
                    O dwóch lat, odkąd zyskalam świadomość, że to, co dzieje się w naszym domu, to przemoc psychiczna, stanowczo próbuję stawiać granice, dawać odpór, pokazywać, że nie da się mnie dalej tak traktować, jak do tej pory. I nie dziala NIC. Im większa jest moja samoświadomość, im większy mój bunt, tym cięższe działa są wytaczane, następuje coraz większa eskalacja agresji, przemocowiec tracąc grunt pod nogami, walczy ze zdwojoną siłą. Nikomu tego nie życzę, gdy wszelkie próby stawiania granic zawodzą, należałoby związek skończyc jak najszybciej. Nie zawsze to jest niestety możliwe. Chyba zanim się postawi przemocowcowi, należałoby się zabezpieczyć odpowiednio, finansowo i organizacyjnie.
                    • kara_mia Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 11:48
                      Chyba zanim się postawi przemocowcowi, należałoby się zabezpieczyć odpowiednio, finansowo i organizacyjnie.

                      nie napisałam ,ale wydawało mi się to oczywiste.
                      Nie ma mowy o szacunku,kiedy pan wie, że jesteś od niego zależna.
                      A w awanturze też czasem dobrze przypomnieć, o tym co jest na pasku wypłaty pana i pani i co on sobie ze swoim paskiem może zrobić...

                      jak już pisałam, to nie moja metoda awantur i wulgarnych słów jest najlepsza, trzeba przekaz i środki komunikacji dostosować do odbiorcy.

                      Myślę, że statystycznie mężczyzna zrozumie bardziej :
                      "czego k.... nie rozumiesz dupku w słowie NIE????"
                      niż
                      "mój drogi , moja odmowa jest naprawdę ostateczna"
                      ale może się mylę.
                      Istotne, żebyśmy umiały porozumiewać się w taki sposób, który jest skuteczny.
                      moje doświadczenia z moim sposobem są takie, że okazał się naprawdę skuteczny.

                      • kara_mia tak mi sie przypomniało... 23.05.11, 12:02
                        Kiedyś dawno temu, kiedy awantury z moim kochanym mężem były na porządku dziennym, pewnego wyjątkowo miłego wieczoru powiedziałam mu zupełnie spokojnie:
                        Wiesz co, choćbym miała paść trupem, choćbym miała nie dojadać, NIGDY w życiu Ci się nie uda mnie przestraszyć i złamać. Zatłuczemy się, zabijemy, zaawanturujemy na śmierć, i tak jak cie kocham, tak nigdy, do końca życie ci się nie poddam, prędzej umrę.
                        I to był prawdziwe.
                        Prawda też taka, że pomimo naszych charakterków i męża "za uszami" strasznie jesteśmy w sobie zakochani :)
                      • pomarola Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 14:18
                        > Myślę, że statystycznie mężczyzna zrozumie bardziej :
                        > "czego k.... nie rozumiesz dupku w słowie NIE????"
                        > niż
                        > "mój drogi , moja odmowa jest naprawdę ostateczna"

                        A ja myślę, że duża część tych facetów w momencie zacietrzewienia nie zrozumie żadnego przekazu, a już sam fakt wydawania jakiegokolwiek głosu sprzeciwu przez osobę będącą przecież ich absolutną własnością (no bo jak nie, jak tak! ;-)) doprowadza wyłącznie do eskalacji furii i przemocy. Zwykle lepiej wtedy jednak odwrócić się i wyjść. Czasem nawet z domu. Wsiąść w samochód i odjechać. Przeczekać.
                        Oczywiście kiedy agresor ma świadomość, że nie ma władzy np. finansowej czy mieszkaniowej nad kobietą, to rura mu mięknie, niemniej w chwili szaleństwa i furii nawet to mu umyka. I zanim się opamięta to porani słowami albo co gorsza - fizycznie. Co z tego że potem, jak mu już czerwona mgła zejdzie z oczu, przyjdzie na klęczkach... :(

                        • kara_mia Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 14:32
                          się opamięta to porani słowami
                          no właśnie...
                          kiedyś wyryczałam mojemu, że swoje gadki i manipulacje może sobie .... wsadzić i co ja z nimi robię.. .. i jak chce mnie zranić , to musi ćwiczyć bo mu to póki co nie wychodzi... ( tak mało grzecznie to usłyszał)
                          do zranienia potrzeba dwóch - tego co chce i tego kogo te słowa ruszają.
                          Jak u nas awantura była "w ogniu", to nie pamiętam, żebym czuła się zraniona, raczej wściekłą ...

                          fakt, że jak zachodzą oczy czerwona mgła to może podnieść rękę.
                          mój raz tak zrobił, chodził później siny 2 tygodnie, więcej nie próbował..
                          Chyba w ramach samo-obrony stosuje obronę: 2x atak i tak póki nie padnę.
                          taki mój styl życia..
                          mężczyźni mówią na to"fighter"
                    • mruwa9 Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 12:35
                      sebalda, jestem pelna podziwu dla glupiej i autodestrukcyjnej determinacji, z jaka tkwisz przy przemocowcu. Pal licho Twoje zycie, chcesz je marnowac - na zdrowie. Ale rujnujesz zycie dzieciom, one ci tego ani nie zapomna, ani nie wybacza.
                      Przynajmniej przydaloby sie zalozyc fundusz na poczet przyszlej psychoterapii dzieci. Bedzie potrzebna a i tak dzieci maja duze szanse na powielenie schematu domu rodzinnego (bycie sprawca przemocy lub zwiazanie sie z przemocowcem). W najlepszym razie nie wejda w zaden trwaly zwiazek i beda nieszczesliwe w swojej samotnosci.
                      kazdy jest kowalem swego losu, ale ty jestes tez kowalem loosu dzieci, a przyszlosc, jaka im wykuwasz, bedzie bardzo malo optymistyczna.
                      Smutne to. Dzieci szkoda.
                      • sebalda Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 13:04
                        mruwa9 napisała:

                        > sebalda, jestem pelna podziwu dla glupiej i autodestrukcyjnej determinacji, z j
                        > aka tkwisz przy przemocowcu.

                        Mruwa, z całym szacunkiem, choć rozumiem Twoją opinię, muszę Ci zwrócic uwagę, że nie znasz mnie, mojego męża, a nade wszystko nie znasz moich wszystkich uwarunkowań.
                        Dzieci umiem chronić, nigdy nie pozwoliłam mężowi bezkarnie ich niszczyć, zawsze w razie potrzeby stawałam w ich obronie, bardzo dużo z nimi rozmawiam i mam z nimi bardzo dobry kontakt. Trochę tu działa nauka przez negatywny przykład ku przestrodze. Niemniej wiem, że wzorce pożycia małżeńskiego wyniosą słabe. Staram się, żeby miały świadomość, że tego właśnie mają unikać, podkreślam to na każdym kroku.
                        Nie jest mi z tym wszystkim dobrze, nie raz o tym pisałam, ale pewne uwarunkowania jeszcze muszę przez jakiś czas brać pod uwagę. Przez jakiś czas.
                        • kara_mia Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 13:12

                          napisałam to co poniżej już na innym forum, ale wyjątkowo pasuje :

                          gdzieś znalazłam na necie, o komunikacji:
                          Werbalna jest zrozumiała: to komunikaty słowne.
                          Niewerbalna natomiast uzupełnia, modyfikuje i wspomaga komunikaty słowne. Zalicza się do niej gestykulacja, mimika, kontakt fizyczny i dystans przestrzenny (mówiący o bliskości psychologicznej, czyli o związku z rozmówcą), kontakt wzrokowy, pozycja ciała oraz niewerbalne aspekty mowy (intonacja, akcent, rytm, głośność etc.). Komunikaty niewerbalne służą przekazywaniu znaczeń, ilustrują treść wypowiedzi, regulują przebieg rozmowy i stosunki między rozmówcami, służą przekazywaniu uczuć, pozwalają dostosować się do sytuacji. Są bardzo ważne, jako że generalnie ufamy bardziej komunikatom niewerbalnym, niż werbalnym (gdy są sprzeczne).

                          Mówiąc krótko, po mojemu: można sobie gadać do usr... śmierci, jak dzieci widzą, że tak naprawdę to się starego boisz...
                          A jest zasadnicza różnica kiedy dzieci widza, kiedy 2 małżonków walczy, a kiedy widzą jak jedno się znęca nad drugim, a ona się boi..
                          • sebalda Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 13:32
                            Kara_mia, ja nie boję się męża, co najwyżej boję się samodzielnego życia. Nie samotnego, bo nie jestem samotna, samodzielnego, bowiem w moim długim życiu nigdy nie bylam postawiona w konieczności stania się całkowicie samodzielną. Tak wyszło, z różnych skomplikowanych przyczyn.
                            To nie strach przed mężem mnie trzyma, jedynie świadomość pewnego uzależnienia organizacyjno-techniczno-finansowego. Są też inne sprawy, ale to nie miejsce, by o tym pisać.
                            Dzieci wiedzą, że starego się nie boję, one wiedzą, dlaczego to jeszcze trwa, wiedzą też, że nie będzie trwało wiecznie. Terapia pewnie im się kiedyś przyda, tymczasem pracuję nad tym, wierz mi, pracuję bardzo mocno:)
                            • kara_mia Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 13:40
                              Ok, to znaczy, że uczysz dzieci , że należy się bać samodzielnego życia...

                              Tak żyjesz jak umiesz, i trzeba szanować cudze wybory.
                              tylko, że dziecko jest jak szuflada, wyjmiesz tylko to co włożysz.
                              Na pewno chcesz, żeby w okolicach 30 bały się samodzielnego życia?
                              Może warto przyspieszyć naukę swojej samodzielności?

                              Tak sobie gadam, Twojej sytuacji nie znam, ale wydaje mi się, że często ludzi maja wyjątkową zdolność do racjonalizowania i nie robienia tego co tak naprawdę im przyniesie korzyść a robienie czegoś innego - bez korzyści - ze strachu,
                              i wymyślają milion świetnych powodów, aby broń boże tego nie robić...
                              wiem po sobie : :) :)
                              • sebalda Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 13:58
                                Córka ma 20 lat i już od dwóch lat marzy o samodzielności, nie mamy jednak póki co kasy na to, a studia sobie wybrała wyjątkowo ciężki, póki co na pierwszym roku nie bylo mowy o poważniejszym dorabianiu. Strasznie nas stopuje w wielu kwestiach niedostatek pieniędzy.
                                Syn jeszcze młody, ale jak na mój gust samodzielny, harcerzem jest, jak się patrzy:)

                                A z całą resztą masz bez wątpienia rację. Bez dwóch zdań:) Dzięki za wszystkie rady i uwagi, zbieram się:)
                                • sebalda Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 14:19
                                  I jeszcze na swoje usprawiedliwienie dodam, że od uświadomienia sobie pewnych mechanizmów do poradzenia sobie z nimi daleka droga. Musialam przjść terapię, poukładać sobie pewne rzeczy w głowie, a nade wszystko zrozumieć do końca, że męża nie da się nijak zatrzymać w fazie miodowego miesiąca, kiedy jest naprawdę fajnym facetem, że nie da się go nijak zmienić, że choć ma tyle dobrych stron, przemocy psychicznej nigdy się nie wyrzeknie, bo zwyczajnie nigdy się do niej nie przyzna przed sobą, przecież to ja zawsze prowokuję. Gdy w pelni zrozumialam, że to sprawa naprawdę beznadziejna, pewne czynniki zewnętrzne (naprawdę istotne) zastopowały mnie w radykalnych działaniach. Chwilowo mnie zastopowały.
                                • tully.makker Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 14:43
                                  > Córka ma 20 lat i już od dwóch lat marzy o samodzielności, nie mamy jednak póki
                                  > co kasy na to, a

                                  Samodzielnosc wlasnie na tym polega, ze sie nie bierze kasy od rodzicow.
                                  • sebalda Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 15:23
                                    tully.makker napisała:

                                    > > Córka ma 20 lat i już od dwóch lat marzy o samodzielności, nie mamy jedna
                                    > k póki
                                    > > co kasy na to, a
                                    >
                                    > Samodzielnosc wlasnie na tym polega, ze sie nie bierze kasy od rodzicow.

                                    Na wakacje córka już zarabia kolejny rok, większą część wakacji przeznaczając na pracę. W zeszłym roku zarobila też na kurs prawa jazdy, a to niemala kwota. Jak na pierwszym roku bardzo trudnych studiów dziewczyna ma zarobić na wynajem lokum, wyżywienie, dojazdy i inne niezbędne rzeczy? Zrezygnować z dobrych studiów, na ktore ciężko zapracowała? Jak masz namiary na bezpłatne lokum w Warszawie (na przykład za pilnowanie mieszkania), to na wyżywienie i inne niezbędne rzeczy zarobi lekcjami na drugim, mam nadzieję nie tak ciężkim roku, trochę jej może będę w stanie dołożyć. Masz jeszcze jakieś pomysły? Pytam bez ironii:)
                                    • imasumak Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 16:00
                                      Nie tłumacz się dziewczyno. I gratuluję córki :)
                                    • tully.makker Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 17:18
                                      Nie watpie, ze twoja corka bardzo sie przyklada. Jesli jednak nie jest w stanie sie utrzymac, to mowienie o samodzielnosci to sa na razie rojenia, czy co najwyzej plany. Ja jej nie krytykuje - podobna rozmowe odbywalm z moim najstarszym, ktoremu tez sie zamarzyla samodzielnosc - na koszt rodzicow i ktory musial przelknac gorzka pigulke, ze samoniedzielnosc to nie cos, co mama finasuje. Temat mam wiec oblatany doskonale.

                                      Zauwaz tylko pewien wzorzec - ty chcesz odejsc od meza, ale okolicznosci organizacyjno finasowe nie pozwalaja. Corka che sie usamodzielnic, ale tez okolicznosci nie pozwalaja. To moze cos oznaczac - obserwuj temat.
                                  • imasumak Re: Siła i zdecydowanie wobec przemocowca 23.05.11, 15:59
                                    tully.makker napisała:

                                    Samodzielnosc wlasnie na tym polega, ze sie nie bierze kasy od rodzicow.

                                    A przeczytałaś również to, że dziewczyna studiuje na wyjątkowo ciężkim kierunku, który uniemożliwia w pierwszych latach zarabianie?
                                    Samodzielność owszem, ale nie za cenę rezygnacji z ambitnych planów. Zwłaszcza w tym wieku.
      • pearl3434 Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 11:41
        Ale się uśmiałam.Z tej samej gliny jesteśmy:)))
    • jagusiia Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 10:23
      kurcze, rzeczywiście przykre, podziwiam Cię jaką masz silną psychikę, że tak spokojnie to znosisz i jestes uodporniona na słowa, które ranią. Małżonek wygląda na osobę niezrównoważoną, nieodpowiedzialną, przypomina mi rozwydrzonego jedynaka, który robi awantury rodzicom (w tym przypadku żonie), histeryzuje jak dziecko, miałam kiedyś sąsiada i pamiętam jego zachowania, gdy miał 6 lat (ja byłam rok starsza) strasznie histeryzował i te sceny tak mi zapadły, ze teraz jak ulał pasują do tego opisu, wydaje mi się, ze tak może się zachowywać jako osoba dorosła, brak wrażliwości i emocjonalny egoizm, trzymaj się jakoś i porozmawiaj z mężem, niech się ogarnie, bo to co prezentuje wobec rodziny jest obrzydliwe. Miejmy nadzieję, że podejmie próbę "dorośnięcia" i że próba będzie udana, tym razem. Ciebie naprawdę podziwiam i życzę wszystkiego dobrego, oby mąz poszedł po rozum do głowy. Niestety, nie wiem co poradzić, nigdy w takiej sytuacji nie byłam. Trzymam kciuki.
      • kara_mia Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 12:55
        Miejmy nadzieję, że podejmie próbę "dorośnięcia" i że próba będzie udana, tym razem.

        no... jasne....
        żona powie: " Ach jak mnie ranisz swoim postępowaniem, nieczuły brutalu" i zaszlocha, zaś maż padnie na kolana i powie" ach najdroższa wybacz , że byłem taki okropny , od dziś będę cię jeno różami obsypywał, wybacz mi żono ukochana! " i odtąd żyli długo i szczęśliwie bez awantur...

        Pisz książki, może fantazy, bo nie obyczajowe...

        Na przemocowca i szantażystę działa jasno i GŁOŚNO postawiona granica a nie wiara , że się zmieni...

    • tully.makker Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 13:35
      Przede wszystkim sprawy zawodowe - czy jestes wspolwlascicielka firmy? jestes w niej zatrudniona? Pobierasz wynagrodzenie, masz oplacany ZUS srus itp? Jesli nie, natychmiast zaprzestan bezplatnego sponsorowania inmteresu malzonka.No vchyna ze chcesz sie obudzic z reka w nocniku pewnego dnia.

      Druga sprawa - ja nie proponuje bluzgow i wyzwisk, opisanych przez kolezanke lubiaca mocna wrazenia i zycie z przemocowcami. Proponuja natomiast przy nastepnych grozbach mezach stwierdzic, ze skoro on tak sytuacje widzi, to zgadzasz sie na rozwod i oczekujesz natychmiastowej wyprowadzki z domu. Po czy wyciagnij walizki z szafy i kaz mu sie pakowac.

      I radzialabym zeby musial sie bardzo postarac, zebys zechciala w ogole rozwazyc odejscie od propozycji rozwodu.

      Sek w tym, ze nawet jesli twoj maz wyniosl takie chore wzorce komunikacji z domuu czy skadkolwiek indziej, musi pojac ze w waszym malzenstwie tak sie komunikowac nie bedziecie. I koniec.
      • kara_mia Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 13:38
        Sek w tym, ze nawet jesli twoj maz wyniosl takie chore wzorce komunikacji z domuu czy skadkolwiek indziej, musi pojac ze w waszym malzenstwie tak sie komunikowac nie bedziecie. I koniec.

        Dokładnie tak.
        Można bardziej "po włosku", można cicho i stanowczo ale efekt ma być własnie taki:
        w waszym malzenstwie tak sie komunikowac nie bedziecie
    • enith Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 15:43
      Może wypełnij wniosek rozwodowy i, gdy kolejny raz mąż będzie się chciał rozwodzić, powiedz: "świetnie się składa, podpisz tu" i wręcz panu papiery rozwodowe ;)
      A tak na serio, bardzo współczuję tobie i dziecku tej huśtawki emocjonalnej. Ja wiem, że to jest trudne, ale może popracowałabyś nad ignorowaniem tych mężowskich wybuchów? Przecież on nie ma zamiaru sie z tobą rozwieść, tylko w taki chory sposób odreagowuje sytuacje stresowe w małżeństwie. Ja, widząc, że normalne prośby i próby wytłumaczenia nie działają, chyba spróbowałabym sie nauczyć te ataki olewać, ewentualnie podchodzić do nich humorystycznie lub wręcz sprowadzać je do absurdu tak, żeby mąż zrozumiał, jak idiotycznie się zachowuje.
      • zgielk Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 20.05.11, 22:31
        na fejsie jest grupa o nazwie

        A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść.? - To spie...j!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 22.05.11, 16:14
      Albo mąż ma taki typ mechanizmów obronnych, który pozwala mu w chwilach złości czy konfliktu oddzielać swoje stany emocjonalne od siebie i trzymać je tak dłużej. Czyli jakby zapominać pozytywne przeżycia w związku i działać tylko pod wpływem negatywnych. Słaba szansa na zmianę, chyba tylko pod wpływem psychoterapii.
      Albo mąż wyraża swoje ważne i prawdziwe uczucia w chwilach konfliktu. A potem dokonuje zaprzeczenia i zaczyna zachowywać się w zgodzie z tym jak chce, aby między Wami było.
      Trzeba rozmawiać o tym.
      Ja optuję za wersja pierwszą. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • zlakobieta Re: Mąż ciągle grozi rozstaniem. Proszę o radę 22.05.11, 17:54
      Rada Tully jest doskonała.
      Mówię to z własnego doświadczenia. Mój małżonek zachowywał sie identycznie jak Twój. Straszył mnie rozwodem nawet w obecności własnych rodziców (moja teściowa mało na zawał nie zeszła jak zobaczyła prawdziwe oblicze synusia).
      Pewnego dnia zrobilam to, co radzi Tully. Róznica polegała na tym, że ja naprawde juz wtedy postanowiłam sie rozwieść. Oszczędzę opisu zachowanie mojego małzonka po usłyszeniu tej propozycji. Nie przypuszczałam, że bedzie w stanie aż tak sie pokajać. Od tamtej pory nie uslyszałam juz z jego ust żadnej pogróżki. Niestety byłam na takim etapie, ze własciwie stało mi sie to obojętne.
      Zagraj va bank zanim zobojetniejesz i przestaniesz go kochać.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka