Dodaj do ulubionych

Nie potrafię mu wybaczyć.

01.06.11, 23:15
Ponad rok minął, odkąd się dowiedziałam o zdradzie męża. To był długi i zły rok. Zaraz po tej wiadomości od "przyjaciela", zweryfikowaniu danych, udowodnieniu mu kłamstwa i zdrady, rozchorowałam się poważnie. Kilkanaście, w sumie, wizyt w szpitalu, na emergency, kilka pobytów również w szpitalach, wizyt w przychodni nawet nie próbuję oszacować. Wcześniej próbowałam kilka razy zapić silne leki przeciwbólowe i antydepresanty, ale jak widać - nieskutecznie. Później postanowiłam odejść, miałam wielki plan, z którego udało mi się jedynie trafić do szpitala. Na pierwsze dwa miesiące, podczas których mój mąż pracował po 12 godzin dziennie, czasem 6, czasem 7 dni w tygodniu, zajmował się domem, dziećmi i mną.

Kłóciliśmy się strasznie, raczej ja się kłóciłam strasznie. Szukałam jakiekolwiek pretekstu, żeby mu wypomnieć jego wiarołomstwo. I zawsze w bardzo ostrych słowach. Nawet, gdy wróciłam do domu ze szpitala, nie umiałam powstrzymać złości. Ta złość była podwójna jakby, bo planu nie udało mi się wdrożyć w życie, byłam chora, bezsilna, obolała, zawiedziona, na jego utrzymaniu, i tak mi się wtedy wydawało, na jego łasce. Zmieniłam się również fizycznie. Moja twarz była zupełnie inna, opuchnięta, zółta, brzuch wzdęty, waga spadała mi okrutnie, mięśnie zanikały, słabłam z każdym dniem i coraz bardziej byłam od niego zależna. Mój mąż pomagał mi się myć, ubierać się, czesać się, jeść.

Po kolejnych dwóch miesiącach znowu trafiłam do szpitala w ciężkim stanie, większości tego pobytu nie pamiętam. Pamiętam za to bardzo dobrze spotkanie z księdzem, bardzo szczerą i intymną rozmowę, która wtedy przyniosła mi, oprócz łez, naprawdę dużą ulgę. Myślałam wtedy, że sobie poradzę z moimi uczuciami do męża. Bardzo ambiwalentnymi. Jednak mocno utrudniał mi to fakt spotykania tej kobiety na mieście. Mieszkamy w małej miejscowości, więc nieuniknionym jest się widzieć, szczególnie w tzw. polskich miejscach, ale również w przychodni, u fryzjera itp. I wtedy wracają, jak piorun, złe myśli, nienawistne uczucia się pogłębiają, zarówno do męża, jak i do niej. Robiłam się wtedy straszna, płacz, histeria, pretensje, wyżywałam się na nim, np. kazałam mu pokazać dom, w którym doszło do zdrady. Teraz jest trochę lepiej, nie awanturuję się już tak bardzo, raczej tracę dobry nastrój, płaczę.

Drugi pobyt w szpitalu, również dwumiesięczny był bardziej dramatyczny niż pierwszy. Mój stan zdrowia był na tyle poważny, że lekarze zdecydowali się na przeszczep wątroby. Szczęśliwie nie doszło do niego, wątroba zaczęła pracować, wróciła nadzieja na wyleczenie, które trwa do dziś.
Choroba mnie zmieniła, przede wszystkim fizycznie. Bardzo dużo schudłam, mogę spokojnie dziś powiedzieć, że jestem szczupła, a w porównaniu ze stanem sprzed choroby, bardzo szczupła. Wypadły mi włosy, więc obcięłam na bardzo krótko, zmieniłam kolor. Zaczęłam o siebie dbać, malować się, wymieniłam garderobę na taką, która podkreśla atuty mojej nowej figury. Zdecydowanie jestem w tej chwili atrakcyjniejsza niż kilka lat temu. Czeka mnie jeszcze kilka operacji, leczenie nadal jest w toku, zaczęłam rehabilitację, która ma mi pomóc wzmocnić moje bardzo osłabione mięśnie. Jednym słowem, wszystko idzie ku dobremu.

A jak mój mąż w tym wszystkim?
Bardzo spokorniał. Niezwykle rzadko podejmuje prowokowane przeze mnie awantury. Jest czuły, opiekuńczy, bardzo dbający. Zmienił się. Nie ogranicza mi dostępu do pieniędzy, decyzje finansowe konsultuje ze mną i liczy się z moim zdaniem. Codziennie zachwyca się moją urodą, komplementuje mnie, kupuje mi kwiaty, przytula, całuje, nie jęczy, gdy chcę sobie jakiś ciuch kupić, wręcz przeciwnie, nawet zachęca. Przyznał się kiedyś, że bardzo się przestraszył, że mogę umrzeć, a śmierć była wtedy naprawdę blisko mnie. Bardzo dba o dzieci, uczy się z nimi, rodzinnie spędzamy mnóstwo czasu.

No i czego się chłopa czepiasz? - można by powiedzieć, prawda?
To był tylko incydent, noc spędzona z dopiero co poznaną panienką, w dodatku po pijaku. Facet wyraźnie żałuje, stara mi się wynagrodzić moją krzywdę, jak tylko może. A jednak ja ciągle rozpamiętuję. Nie chodzi o to, że cały czas myślę, bardzo staram się myśleć właśnie. Nie szukam okazji. Jednak wiele rzeczy, takich drobnych (na mieście spotkanie wspólnych z tą kobietą znajomych lub jej samej, dźwięk jej imienia, jakaś informacja np. na facebooku o niej, złośliwa wzmianka na forum, itp) powoduje, że czuję strasznie stłamszona, gorsza i ciągle się zastanawiam, w czym ona była wtedy dla niego lepsza. Co we mnie jest nie tak, że dopuścił się do zdrady? Nienawidzę go wtedy strasznie, płaczę, nie odzywam się, nie daję dotknąć. I cierpię. Później staram się jakoś poskładać i normalnie zachowywać.

Bardzo mnie męczą te stany, ta ambiwalencja uczuć, kompleksy, które urastają do rangi dramatu. Mam 40 lat, szczęśliwą rodzinę, udane dzieci, zdecydowanie kochającego męża, a jednak nie radzę sobie z przeszłością.

Pani Agnieszko! Niech mi Pani odpowie, czy poradzę sobie sama i co mam zrobić, żeby nie zwariować i nie rozwalić tego, co nam się w ciągu tego roku udało uratować? Nie mogę liczyć na pomoc specjalisty, bo takiego tu nie ma, a mój angielski jest raczej, delikatnie mówiąc, skąpy. Tym bardziej, że nie skorzystam z pomocy tłumaczy medycznych. Specyfika tego miejsca jest taka, że Polacy w większości się znają, chociaż z widzenia. Nie widzę powodu, aby moje osobiste sprawy były później tematem plotek przy kawce.
Obserwuj wątek
    • sheer.chance Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 00:06
      Moze sprobujesz terapii przez internet? W sumie cos jak forum, tylko specjalista jeden;)
      epsychoterapia.pl/Powodzenia.
      • sheer.chance Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 00:08
        "Powodzenia" bylo ode mnie, a nie jako czesc linka:)
    • bellagnos Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 01:06
      Wiem że pytanie nie jest skierowane do mnie ale napisze Ci co przyszło mi do głowy po przeczytaniu Twojego postu . Ty jesteś wstanie poradzić sobie z psychiką ( zachęcam do terapii) ale zranienie jakie Cię dotknęło jest na poziomie duszy czyli jak dla mnie coś głębszego a zranienia duszy może uleczyć Bóg . Nawiąż kontakt z tym księdzem ze szpitala. Proś o to wybaczenie z serca ale też męża by Ci wybaczył . Może pomóc Ci ten tekst www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/espr_uzdr_eucharystie.html
      • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 01:36
        Dlaczego mam prosić męża o wybaczenie? Możesz mi to wyjaśnić? To mąż mnie skrzywdził, nie ja jego. I wydaje mi się, że mam prawo czuć do niego żal i urazę. Mylę się?
        • demonsbaby Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 05:19
          bo taki jest dogmat chrześcijański rosa ... jeśli on tobie wybaczy jako kat ofierze to tobie ma być łatwiej wtedy wybaczyć krzywdę, którą ci wyrządził... ten właśnie "nastawiony drugi policzek" albo "słowo ciałem się stało". Tak czy inaczej sztuka wybaczania zachodzi w nas latami, jednak dla ludzi silnej wiary i tych charyzmatycznych - nawet powiedzenie "wybaczam ci" bez przekonania jest krokiem wobec istoty wyższej, która "przyspiesza proces" uleczenia człowieka z cierpienia ...czyli właśnie to "słowo nabiera kształt realny".

          Do rzeczy, pamiętam twoje wcześniejsze posty ... większość kobiet tutaj powie tobie całkiem słusznie, że rozstanie z chłopami, którzy zdradzali i ranili było najlepszym lekarstwem na rany po zadanych ciosach. Najwyraźniej coś w tym jest ... Nie widujesz oprawcy, skupiasz się na sobie - nie cierpisz. A u ciebie jest mieszanka "kocham i nienawidzę" ... możliwe, gdybyście się odseparowali od siebie na jakiś czas, doszłabyś do siebie szybciej. Nie potrafisz zapomnieć, a wspomnieniami się bardziej nakręcasz, Cóż to wybaczenie powinno być zapomnieniem albo wspomnienia zdrady nie powinny ciebie już ranić.
          Zostaje wam psychoterapia, którą powinniście przejść wspólnie, systematycznie, po to, żeby mąż rozumiał ciebie, a ty przede wszystkim siebie.
        • demonsbaby rosa 02.06.11, 05:36
          jeszcze jedno ...
          Właściwie to nie małżonek, ale ty zadręczaniem siebie niszczysz własne życie i zdrowie... Im dłużej będziesz zezwalać na to, żeby chęć kontroli małżonka i wieczna obawa powtórki z rozrywki oraz rozpamiętywanie zdrady stały się mottem przewodnim w twoim życiu - tym szybciej doprowadzisz się do rozdroża, w którym albo ze sobą skończysz albo całkowicie sfiksujesz. Podczytywałaś niejednokrotnie wątki kobiet, które nie potrafiły przejść ponad krzywdę wyrządzoną przez najbliższą osobę do dnia codziennego, demonstrując swój upadek i tym samym zgorzknienie, plując jadem i niszcząc życie innym, bo sobie już zniszczyły... Tak chcesz żyć? Czy przybijanie się do krzyża i rozdrapywanie ran to dla ciebie katharsis, czujesz się z tym lepiej? Nie. Twoje życie to równia pochyła. Co jest w twoim życiu najważniejsze rosa? Co chcesz osiągnąć? Dokąd idziesz?
          • noname2002 Re: rosa 02.06.11, 09:16
            A dlaczego Ty siebie tak nie doceniasz? Ciebie Twój mąż wybrał na żonę, matkę swoich dzieci a uważasz się za gorszą od kogoś z kim się przespał będąc pijany? Myślę, że w Twojej samoocenie tkwi największy problem.
            • sebalda Re: rosa 02.06.11, 09:42
              A ja uważam, że to jest ten jedyny rodzaj zdrady, jaki powinno się wybaczyć bezwarunkowo. Zdrada wielokrotna nie rokuje. Często tez się zdarza, że mąż obwinia żonę o to, że była nie dość dobra i dlatego sama popchnęła go w ramiona innej. To zdrady nie do wybaczenia i w takich przypadkach uważam, że należy się rozstać.
              Ale u Was... Zdrada jednorazowa, mąż ma poczucie winy, kaja się i nade wszystko nadrabia straty. Opis jego starań i wysiłków aż mnie wzruszył, może jestem naiwna i łatwo mnie wzruszyć, ale bardzo się wczułam. Strasznie mi Was obojga żal i bardzo Wam życzę, żebyście wyszli na prostą, wierzę, że to jest jak najbardziej możliwe. Choć z drugiej strony boję się, że granice wytrzymałości męża mogą się kiedyś wyczerpać, sama piszesz, że jesteś nieznośna, to zrozumiałe, ale złe i może zniszczyć Waszą rodzinę, a byłoby żal, zważywszy na to, jak bardzo Twojemu mężowi na Tobie zależy.
              Intryguje mnie jedno. Tak silnie to przeżywasz, czy to wynik wielkiej (dla mnie aż niewyobrażalnej) miłości do męża, czy najbardziej boli urażona duma? Odpowiedź na to pytanie jest ważne, bo będzie wtedy wiadomo, na czym się skupić w terapii. Jeśli to drugie, to konieczna będzie psychoterapia podbudowująca Twoje poczucie własnej wartości, jeśli to pierwsze, to jest wielka szansa na to, że będziecie żyli długo i szczęśliwie, gdy wreszcie wypali się w Tobie żal:) Oby.
              • korelacja_1 Re: rosa 02.06.11, 12:41
                Bezwarunkowo? Nie szafowałabym tak tym słowem. Jest to tak delikatny temat, do którego nie ma jasno określonych zasad postępowania, kazdy przypadek jest indywidualny, dziwi mnie to, że odważyłaś się na tak kategoryczne stwierdzenie.
                • sebalda Re: rosa 02.06.11, 13:29
                  Może słowo "bezwarunkowo" jest faktycznie nietrafione, ale ważne, bo chodzi o wybaczenie takie całkowite i definitywne. Bo najgorszą rzeczą w takim związku, jest ciągłe wypominanie i przypominanie zdradzającemu jego winy. To zatruwa i niszczy związek, gdy się wybacza, trzeba się odciąć grubą kreską od incydentu. Powtarzam, jeśli to jest jednorazowy incydent. I w taki sensie ma to byc wybaczenie bezwarunkowe.
                  Oczywiście jeden warunek takiego wybaczenia musi być, ale wydawało mi się, że to logiczne. Ten warunek to: NIGDY WIĘCEJ!
                  • korelacja_1 Re: rosa 02.06.11, 13:52
                    No cóż, moim zdaniem tym co może skutecznie zatruć życie i zniszczyć związek jest sama zdrada, niezależnie od tego, czy klasyfikowana jako sławny jednorazowy skok w bok czy dłuższy romans. Unikałabym także w tym temacie słowa "trzeba", osoba zdradzona jedynie może chcieć wybaczyć, ale jeśli nie jest do tego zdolna jedynym wyjściem jest rozstanie, gdyż w przeciwnym razie życie zamienia się w piekło, jak to autorka wątku właśnie przedstawiła. Ale to tylko moje zdanie.
                    • sebalda Re: rosa 02.06.11, 15:09
                      Korelacja, zgadzam sie w 100%, znaczy albo wybaczenie, albo odejście, ale ja zrozumiałam, że Rosa wybaczyła, ale nie do końca. I o to chodzi, żeby wybaczyć do końca albo wcale. Nie można wybaczyć trochę, ale ciągle do tego wracać. Mówię o sytuacji, gdy chce się wybaczyć, a nie o tym, że kobieta ma obowiązek wybaczyć. Jasne, że nie ma.
              • jagusiia Re: rosa 06.06.11, 20:39
                wspaniały jest jej mąż po tym wszystkim, prawda ? tez mnie ten opis strasznie wzruszył, musi to być czuły, bardzo kochający ją mąż i ojciec, tym bardziej na pewno jest i jemu trudno uporać się z wyrzutami sumienia.
        • bellagnos Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 13:35
          Przepraszam że napisałam zdanie nie rozwijając go, dziewczyny już trochę wyjaśniły i napisały bardzo mądre przemyślenia dlatego tylko dodam .
          Po pierwsze uważam, że mąż bardzo Cię zranił nie kwestionuje tego, to wszystkie wiemy i przyjmujemy do wiadomości.
          Od tej zdrady minęło trochę czasu i mąż się bardzo stara mnie też, to wzruszyło bo nie jeden by uciekł od choroby i cierpienia . On cierpi dwojako nie chce cię stracić ale też nie ma wybaczone . Wyobraź sobie jakbyś Ty popełniła błąd jakikolwiek i nie miała choćby nadziei na wybaczenie .. to niesie tylko duchową i psychiczną śmierć ,bo ile można pokutować?? (niewybaczenie może też męża wpędzić w chorobę, bo na pewno to przeżywa) Dlatego codziennie "dziękuję za wszystko" i "przepraszam", że nie umiem Ci wybaczyć bo jestem słaba, chora itd może tylko wzmocnić wasze małżeństwo .
          człowiek to ciało psychika i dusza jeśli jedno szwankuje rzutuje na drugie sfery dlatego moim zdaniem jest ci ciężej niż zdrowej osobie.
          Może warto przemyśleć przeprowadzkę??
    • tully.makker Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 10:01
      Niewielu mezczyzn potrafi stac przy zonie w chorobie. Wielu zdradza.

      Chociaz zasadniczo uwazam, ze zdrada niszczy zwiazek bezpowrotnie, moz wam wlasnie udazbudowac nowy, ktory bedzie wart wysilku?
    • blue_romka Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 12:28
      Na zdradę reaguje się dwojako: albo odchodzi, albo wybacza i zostaje. Skoro nie możesz wybaczyć, musisz odejść.
    • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 14:23
      Nie traktuję mojego męża jako oprawcy, bo nim nie był, nie jest i raczej nie będzie. Bardzo się staram nie pamiętać. Nie MUSZĘ też odchodzić od niego, jak ktoś zasugerował. I nie chcę. Kocham go.

      Nie mam do niego zaufania, ale wydaje mi się, że w tej sytuacji to naturalna reakcja. Ale widzę, że on się naprawdę bardzo stara i nasze wspólne życie jest teraz lepsze, bogatsze, bardziej uczuciowe. To nie jest tak, że ja codziennie robię mu awantury i wypominam zdradę lub wyszukuję pretekstu do wypominania. Nie. Jednak połączenie uczucia bólu, poniżenia, bycia oszukaną z brakiem zaufania powoduje, że w całkiem nieoczekiwanym dla wszystkich momencie, znajduje się powód do okazania mu negatywnych uczuć i przypomnienia o krzywdzie, jaką mi zrobił. Ja mu ufałam bardziej niż sobie. I fakt, że on zniszczył to zaufanie, jest dla mnie nie do zniesienia. Jednak, mimo wszystko (i chyba mimo woli) go kocham i naprawdę, przy całej mojej nieskończonej wyobraźni, życia bez niego nie widzę.

      Uważam, że odejście to najprostszy sposób na rozwiązanie, jednak wcale nie jest ono dobre. Ani dla mnie, ani dla niego i ani tym bardziej dla dzieci. Nasze dzieci bardzo by cierpiały, wiem o tym. Wystarczy, że ja mam problem. Moje córki nie muszą i nie powinny ponosić konsekwencji naszego postępowania, a tak by było w przypadku rozwodu.

      Ktoś napisał, że siebie nie doceniam, w końcu mąż wybrał mnie na żonę i matkę jego dzieci. Nie do końca tak było. Związaliśmy się przypadkiem, dosłownie. Zbieg okoliczności spowodował, że zamieszkaliśmy chwilowo i tak zostało do dziś. Nigdy nie mieliśmy randki np. Wszystkie ciąże były nieplanowane. Nasze bycie razem przypominało wtedy popchniętą kulkę, która toczy się, bo została popchnięta, ale kierunek i prędkość jest dla niej zupełnie obojętna. Nie mieliśmy kryzysów, rzadko się kłóciliśmy, wydawało mi się, że tworzymy zgrany, dobry związek. A potem wszystko się posypało zwyczajnie, tak pospolicie. Mąż mnie zdradził. Nie sprawiło mu to żadnej trudności, nie spowodowało u niego żadnego uszczerbku na sumieniu. Po prostu doszedł do wniosku, że najbezpieczniej będzie ukryć przede mną prawdę i wszystko będzie git. Dwa lata żyłam w nieświadomości, bo dopiero po dwóch latach się dowiedziałam, co się stało. To był taki swoisty podwójny prezent urodzinowy. Bo zdradził mnie w moje urodziny, a ja o tym dowiedziałam się dokładnie dwa lata później, właśnie w moje kolejne urodziny. To był dla mnie taki szok, że przez chwilę nie mogłam oddychać. Nie czułam nic. Nagle ten mój bezpieczny świat przestał istnieć. Jakby ktoś wyłączył słońce.
      W panice kłamał, zaprzeczał, oczerniał tę dziewczynę. W końcu się przyznał. Być może przemawiał przeze mnie masochizm, a może mściłam się na nim, w każdym razie kazałam mu opowiedzieć wszystko, dokładnie, ze szczegółami. I nie odpuściłam, dopóki się nie dowiedziałam i nie porównałam ich wersji. Przez to, że byłam tak zraniona, stałam się nieobliczalna. Istniało duże ryzyko, że jeśli zostanę sama, to zrobię sobie krzywdę. Zapijanie prochów miało jeden cel - zasnąć na zawsze. Nie zasypiałam, brałam noże do łóżka i próbowałam sobie podciąć żyły. Ale na to znowu nie miałam zwyczajnie siły. Nie potrafiłam się nawet zabić, żenujące po prostu.

      Chciałam się wyprowadzić do innego miasta. Na początku sama, aby potem wrócić po dzieci. Już nie zdążyłam. Zmieniłam jednak adres na szpitalny.

      Myślę, że ta choroba w jakiś sposób była dla nas obojga wybawieniem. Mnie, w naturalny poniekąd, sposób wyciszyła, a jemu dała do myślenia i pozwoliła uświadomić sobie wagę jego czynu.

      Jednak nie radzę sobie. I strasznie mnie to męczy. Może ja potrzebuję więcej czasu? Może jest jakiś sposób, który pozwoli mi się uodpornić na bodźce powodujące nawracające złe emocje? Może potrzebuję jakichś leków? Nie wiem, ale wiem, że potrzebuję pomocy.

      Mamy plan wyprowadzić w ciągu kilku miesięcy do innego miasta. Bardzo liczę na tę przeprowadzkę.
      • mozambique Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 14:46
        to zrób to co radzisz w każdym innym wątku innym kobietom niezlaenie od ich sytuacji

        módl sie !
        • nowy99 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 16:18
          A ja w calej tej smutnej historii uczepilabym sie jednego: tego, ze maz kiedys tam raz niemal przypadkiem zdradzil i na tym byl koniec. Czyli, podazajac budujacym tropem, po prostu moze nawet wtedy po tej zdradzie jeszcze bardziej uswiadomil sobie twoja wartosc oraz bezsens swego postepku. Na korzysc przemawia tez fakt, ze to totalnie zataił, to znaczyc moze tez, ze zdrada ta byla niewarta siebie i przede wszytskim utraty ciebie. Tu akurat szacunek dla niego.

          A kare sroga poniosl, i nie poddal sie jednak tylko ja odbyl i zniosl, mowie o dalszych waszych smutnych historiach z twym zdrowiem. Mozesz mu to zaliczyc w poczet pokuty.
          Zyj do przodu, zyjcie razem i patrzcie w przyszlosc.
          Nawiasem mowiac ten rodzaj zdrady, jednorazowej, dawnej, bez glebszej tresci itd. to bodaj najlzejszy i najoptymistyczniejszy wartiant;)
      • sinsi Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 16:50
        > Ja mu ufałam bardziej niż sobie. I fakt, że on zniszczył to zaufanie, jest dla mnie nie do zniesienia.


        Tak naprawdę musisz się uporać ze swoją skrzywioną wcześniejszą wizją świata. Postawiłaś go na piedestale sama, jako nierealnego ideała..Stworzyłaś wyidealizowany świat który runął. Zdrady się zdarzają. Także rozwody, porzucenia w chorobie, okradanie własnej rodziny, itd itp
        Musisz przewartościować SWÓJ świat wartości, dosc oderwany od codziennych realiów i określić dlaczego AŻ TAK MOCNO zareagowałaś. (Wybacz, ale popełniac samobójstwo z powodu zdrady i to sprzed dwóch lat i to mając dzieci.... to zwyczajna głupota i histeria).
        Zdrada boli. Nikt nie neguje.
        Niemniej, dostałaś wyjątkowo "łagodną formę" czegoś co się zdarza nierzadko, a mąż nie okazał się fiut-em gdy przyszły problemy.

        Może faktycznie dobrze ci wyjazd, żebyś przez jakiś czas była sama ze sobą i oceniła jak dużą wartość stanowi dla Ciebie mąż, właśnie taki.
        A może przy tej okazji będzie możliwość byście zaczęli od nowa - jako starająca się o siebie para, z kwiatami, romantyzmem, randkami - tym, czego nie miałas a może ci brakuje, tego "zdobywania" przez męża.


        • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 21:01
          Ale nigdzie nie planuje wyjechać samej. Mamy zamiar się całą rodziną przeprowadzić do innego miasta i ja bardzo liczę, że ta przeprowadzka pozwoli mi się uporać z moimi uczuciami.

          W moim mniemaniu nie ma czegoś takiego jak "łagodna forma" zdrady. Zdrada to zdrada. Widać okazałam się kiepską żoną i kochanką, jeśli wolał spróbować z inną. Zrobił to bez mrugnięcia okiem. Żadnej łagodnej formy tu nie widzę! Absolutnie nie jest również dla niego usprawiedliwieniem fakt, że był pijany. Nie wspominając już o tym, że poszedł z dopiero co poznaną dziewczyną do niej do domu. UPRAWIAĆ SEKS. A to było NASZE, rozumiesz? Tylko moje i jego! I on to zniszczył, nie uszanował, zdeptał.

          Mogę być w twoich oczach osobą niezrównoważoną, głupią i rozhisteryzowaną. Jest mi to obojętne. I NIE MUSZĘ przewartościowywać swojego świata wartości, bo jest on bardzo realny, codzienny i zwykły.
          • marianka_marianka Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 21:13
            Trochę z innej beczki: skąd się dowiedziałaś o zdradzie dokładnie w Twoje urodziny dwa lata później? Od tej "jednorazowej"?
            • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 21:24
              Ktoś mi powiedział. Tzw. "życzliwy przyjaciel". Szybko połączyłam fakty, skojarzyłam pewne szczegóły, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi. Spotkałam się z nią i ona potwierdziła, co się wtedy wydarzyło. Podała mi również kilka istotnych szczegółów, które były ewidentnymi dowodami wiarołomstwa mojego męża. Mimo szoku działam dość prężnie, żeby dojść prawdy, mimo, że strasznie chciałam wierzyć w mężowskie kłamstwa.
              • gazeta_mi_placi Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 27.07.11, 18:52
                >Spotkałam się z nią i ona potwierdziła, co się wtedy wydarzyło. Podała mi również kilka istotnych szczegółów, które były ewidentnymi dowodami wiarołomstwa mojego męża.

                Myszka tuż nad lewym pośladkiem?
          • claudel6 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 11.06.11, 01:11
            > W moim mniemaniu nie ma czegoś takiego jak "łagodna forma" zdrady. Zdrada to zd
            > rada.

            bluźnisz kobieto. jakby Cie dotknęła prawdziwa, poważna zdrada, to bys dopiero zobaczyła co to jest. sadzac po twojej strasznej reakcji nie podniosłabyś sie z tego do końca życia.
            prawdziwa zdrada to jest wtedy jak mąż odchodzi, zakochany i w skowronkach, i ma w dupie Ciebie, dzieci, Twoja chorobę i Twoje umieranie.
      • asia_i_p Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 21:03
        Wiadomo, że uczuć nie można kontrolować - zachowanie jednak można.
        Zastanów się, czy wszystko, co czujesz w związku ze zdradą, mężowi już powiedziałaś. Jeśli tak - temat zamknięty, choćby cię dusiło w danej chwili ze złości, do tematu nie wracaj. Jeśli nie - przeprowadź tę jedną finalną rozmowę, a potem jak wyżej.
        Facet zawinił, ale jeśli nie chcesz od niego odchodzić, to nie wypominaj mu tej winy w nieskończoność. Ty jesteś bardzo skrzywdzona, ale masz rozum i wolną wolę i nie jesteś na łasce swojego poczucia krzywdy - masz wolny wybór, co powiesz, a co przemilczysz.

        Mam pewne przeczucie, dlaczego tak tę zdradę przeżywasz. Będę bardzo bezczelna teraz i możesz się obrazić, ale zastanów się, czy czegoś w tym nie ma .Piszesz, że kochasz męża, ale że wasz związek pozbawiony był pierwszej romantycznej fazy, nie byłaś adorowana. To mogło zwiększyć ból zdrady, a obecne hołdy męża mogą być ci bardzo potrzebne. Możesz trzymać się bólu i urazy, bo one zapewniają ci to, czego ci w związku brakowało - bycia w centrum uwagi męża, bycia adorowaną i czczoną. To może być trochę tak, że wokół tej zdrady, mimo bólu jaki ci sprawiła, przeżyłaś najżywsze w swoim małżeństwie emocje - że aluzja do zdrady wywołuje taką reakcję męża, że wreszcie czujesz się kochana z takim romantycznym zapałem, z jakim zawsze chciałaś być kochana.

        Ale ta romantyczna faza to nie jest jedyna prawdziwa miłość - przyjaźń, zgranie to też miłość. Nie sprzedawaj tego za skrajne emocje, nawet jeśli są pociągające.
        • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 22:38
          Myślałam i o tym. Że przez moje zachowanie on próbuje mi wynagrodzić braki adoracji i zainteresowania z jego strony. Ale to nie jest tak. Bo ja nie wykorzystuję nawet w najmniejszym stopniu mojego poczucia krzywdy, aby mobilizować go w ten sposób do okazywania mi romantycznego zainteresowania. Widzisz, gdy zaczęłam powoli wychodzić z choroby i mój wygląd się zaczął poprawiać, to wtedy mój mąż stał się zdecydowanie romantyczny. Wcześniej nie miał ku temu ani okazji, ani powodu (moja choroba i pobyty w szpitalach bardzo mocno ograniczały moje możliwości życiowe). A eskalacja moich złych emocji była przede wszystkim podczas tych gorszych etapów choroby, o pierwszych moich reakcjach nie wspominając. Dlatego uważam, że nie działam ani świadomie, ani podświadomie, aby prowokować mojego męża do okazywania mi miłości jako pokuty za grzechy.
      • claudel6 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 11.06.11, 01:05
        Ty naprawdę próbowałas się zabić, mając dwójkę dzieci, bo mąz po pijaku przespal sie z jakąs panienką?? w dodatku mąż mocno przypadkowy, a nie miłość Twego życia. o ja pierdzielę. Ty masz naprawdę duży problem. i ten problem był w Tobie na długo zanim on Cie zdradził.
        w ogole co to za zdrada? zrobiłaś z tego taką tragedie, jakby miał dwuletni romans, jakby Cię zdradził emocjonalnie - pokochał kogos innego, spedzał z nią czas, robił prezenty, zabierał na kolacje i wyjazdy, patrzył w oczy, mówił, że kocha. Ty naprawdę nie wiesz, co to jest zdrada. i kompletnie nie potrafisz docenić tego, co masz. i co mogłas - o tak, o włos - stracić.
    • asia_i_p Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 20:50
      Nie mogę liczyć na pomoc specjalisty, bo takiego tu nie ma, a mój angiels
      > ki jest raczej, delikatnie mówiąc, skąpy. Tym bardziej, że nie skorzystam z pom
      > ocy tłumaczy medycznych.
      A jakaś internetowa grupa wsparcia, forum zamknięte? Np. na Kobiecie nie ma czegoś takiego?

      Nie wiem, czemu to przeżywasz aż tak silnie. Zdrada to strata i trzeba po niej przejść żałobę, jak po każdej stracie, ale tobie mimo wysiłków nie udaje się ruszyć z tą żałobą dalej. Tak jakbyś na któryś etap żałoby sobie nie pozwoliła.
      Może, pomimo tej strasznej złości, jaką czułaś, nie pozwoliłaś sobie na złość? Bo albo odejść albo wybaczyć? A może nie pozwoliłaś sobie na żal, bo uważałaś go za słabość? Któryś etap żałoby zgubiłaś i nie możesz wyzdrowieć - to jedna możliwość.
      Inna, bardziej prozaiczna - pisałaś o antydepresantach. Czy jesteś teraz na lekach? Jesteś absolutnie pewna, że depresję już wyleczyłaś? To jest świństwo, które się lubi ciągnąć.
      Bardzo cierpisz, ta zdrada musiała cię dotknąć w bardzo czułe miejsce. Znalazłaś to miejsce? Może potrzebujesz najpierw zrozumieć, co takiego zabrała ci ta zdrada, dlaczego zapiekła aż tak?
      Ciężko wam będzie tak dalej żyć - facet zawinił, ale nikt nie wytrzyma całego życia przepraszania, zadośćuczyniania, bycia idealnym mężem i ojcem. Może jednak, traktując dyskrecję jako priorytet, jakoś szukaj tej pomocy psychologicznej?
      • verdana Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 21:00
        A ja rozumiem.
        Facet, który zdradził nie dlatego, ze się zakochał, nie dlatego, ze miał powód, tylko ot tak, aby się z kimś przespać - to dla mnie też byłby problem bardzo trudny, choć nie uwazam zdrady za automatyczny koniec związku. Ale zakochanie jest wytłumaczeniem, chęć chwilowej przyjemności jest dowodem słabości i bezmyślnosci tego typu, ktorej wyjątkowo nie lubię. Nie mówiąc już o tym, ze to grozi chorobami.
        Nie bylabym w stanie uwierzyć, ze to tylko raz. Bałabym się iść z facetem do łóżka, bo skoro ulega bezmyślnym impulsom - to prawdopodobnie sprawa się powtórzy. Wierze w jednoraową kochanke, nie wierzę w to,że skok w bok zdarzył się raz i nie powtórzy.
        Przy czym jak najbardziej nie kłóci mi się to z wizja dobrego, opiekuńczego faceta.
        • asia_i_p Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 21:07
          Ale czyli co - odejść? Przeprowadzić się, żeby się odciąć od wspomnień.
          Bo coś trzeba zrobić, tak się długo żyć nie da - ona się męczy strasznie, to nie są warunki do zdrowienia, jemu też pewnie nielekko, a dzieci na to patrzą.
          • verdana Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 21:31
            Nie, nie odejść.
            Małżeństwa nie rozchodzą się za kazdym razem, gdy jedno ma bardzo powazne pretensje do drugiego. Czasem oprócz pretensji, oprócz czegoś, czego nie sposób wybaczyć, jest jeszcze miłość. I po prostu trzeba z tym żyć.
            Wybaczenie "na rozkaz", albo "ze zdrowego rozsądku" nie istnieje, to tylko puste słowa. Można powiedzieć sobie, zę się nie będzie wypominać, że się nie przekresli z tego powodu związku, ale prawdziwe wybaczenie przychodzi - albo nie przychodzi - samo, nie sposób się do tego zmusić.
            Moi dziadkowie zyli w ten sposób. Dziadek wiele lat miał kochankę, ale kochał babcię. Babcia dostawała szału, ale kochała dziadka. Przezyli razem ponad 70 lat. Babcia umarła z tęsknoty parę miesięcy po śmierci dziadka. Ale kochanki mu nie wybaczyła.
    • wanilia29 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 22:51
      nie dziwie sie też bym nie potrafiła wybaczyć
    • kropeczka455 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.06.11, 23:20
      Stało się. To pewne. Twój mężczyzna Cię zdradził.
      Ale może warto coś zrobić aby wasz związek wrócił do równowagi. Swym zachowaniem linczujesz przede wszystkim siebie oraz męża.
      www.wieszak.net/kobieta/zdrada-jak-wybaczyc-mezczyznie.html
      • alyeska Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.06.11, 21:40
        Zalozmy , ze to sie faktycznie stalo 1x . To sie stalo 3 !!! lata temu. Przez te trzy lata duzo sie zmienilo w waszym zyciu a on Ci udowodnil swoim postepowaniem, ze Cie kocha, dbal o Ciebie w chorobie, wspieral.
        Kobieto wybaczyc to nie znaczy zapomiec, pamietac bedziesz zawsze. Moze nawet nie musisz wybaczac, skoro najwyrazniej nie umiesz.
        Powinnas jednakze zrozumiec, ze ludzie ulomni sa .Popelniaja bledy. Nie wiem co gorsze jednorazowa zdrada czy trzyletnie karanie za nia. Jaki Ty przyklad dajesz swoim dzieciom. "Kocham waszego ojca ale jestem na tyle malostkowa, ze pomimo jego skrajnego oddania przez ostatnie 3 lata i dbania o mnie bede go dalej niszczyc i siebie tez a co za tym idzie rodzine" Mysle ze Twoje corki sa przerazone, ze jak im sie w jakikolwiek sposob noga podwinie do domu nie maja po co wracac bo matka im tego nie wybaczy?? Jak to bylo " milosc cierpliwa jest..itd". To Ty wymagasz pomocy psychicznej bo poczucie swojej wartosci masz zerowe, jak mozna sie tak nienawidzic . Tamta panienka wcale nie byla lepsza od Ciebie ona byla poprostu inna. Albo wykonasz natychmiastowa prace nad soba i przestaniesz poruszac ten temat w jakikolwiek sposob z mezem albo go zostaw i daj mu mozliwosc poszukania szczescia gdzie indziej. 3 lata!!!!!!
        • efi-efi Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.06.11, 22:24
          >>Związaliśmy się przypadkiem, dosłownie. Zbieg okoliczności spowodował, że zamieszkaliśmy >>chwilowo i tak zostało do dziś. Nigdy nie mieliśmy randki np. Wszystkie ciąże były >>nieplanowane. Nasze bycie razem przypominało wtedy popchniętą kulkę,

          - Czego można się spodziewać po 'przypadkowym "małżeństwie? Ciąże nieplanowane.
          Jeżeli Twój mąż zachowuje się tak jak zachowuje to i tak jest cool gościem.

          A w mojej ocenie jesteś histeryczką - i jest to łagodne określenie.
          Jesteś matką dzieciom , a chwytasz za prochy, które zapijasz wódą , podcinasz sobie żyły.
          Może będę brutalna , ale jesteś jak dupa od srania żeby własne dzieci wychować i swoje żale schować do kieszeni. Bo one akurat mają gdzieś w jaki sposób zostały poczęte czy tatuś kochał mamusię czy mamusia może chciała mieć męża obojętne jakiego.

          I jeszcze coś : dojeżdżasz tego faceta psychicznie. On się daje bo z Twojego opisu wynika, że nie jest zbyt odporny na tego typu manewry. Ty masz 40, on pewnie gdzieś oscyluje w tych samych granicach weż pod uwagę, że każdy ma jakś próg swojej wytrzymałości psychicznej . Nie chciałabyś chyba żeby powalił go jakiś udar mózgu albo inne świństwo.
        • nutka07 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.06.11, 22:29
          Przeczytaj watek jeszcze raz.

          Autorka dowiedziala sie o zdradzie dwa lata pozniej. Teraz mija rok z kawalkiem odkad wie.
          Maz sie stara odkad sprawa sie rypla.
    • dydaki Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.06.11, 22:50
      Siedzi dziadek przy stole. Żona podaje mu talerz, stawia wazę z zupą. Nalał sobie, je , mlaska, nagle jak nie złapie za łyżkę wazową, jak nie pieprznie babci tą łyżkę w głowę. babcia zdziwiona pyta:
      - co zupa za słona?
      A dziadek odpowiada:
      - nie zupa w porządku, tylko jak sobie przypomnę, że ty nie byłaś dziewicą !...



      zostaw męża i żyj szczęśliwie sama. po co znęcasz się nad sobą, nad nim i przy okazji dzieci mają jazdy?
      nie akceptujesz faceta który "zgrzeszył" to odejdź. albo wyjedź gdzieś sama na dłużej.
    • sierpniowa27 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.06.11, 23:03
      Ja bym chyba wyjechala sama na tydzien, zdystansowala sie,spojrzala z boku na wszystko i wtedy zdecydowala co dalej...Czasem tak mam w blahych w porownnaiu z Twoim problemem np ze musze pojechac na jakas przejzadzke rowerowa, przysiasc gdzies, przeanalizowac...Albo np usiasc w pustym Kosiele pomyslec..A moze po prostu szczera rozmowa z kims naprawde bliskim albo psychologiem.....Bylam tylko raz u psychologa z jednym probleme..I kazal w takim przypadku, ze jak zaczne myslec o moim problemie natychmiast liczyc do 100 lub np mowiac moje imie na wspak i sie smiac...By odwracac uwage od natretnych mysli,ktore zatruwaja umysl....Powodzenia i zycze Ci wszystkiego co najlepsze!!!
    • neecia Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 05.06.11, 15:27
      Myślę że dużo krzywdy zrobiłaś sama sobie wyciągając od męża szczegóły zdrady
    • kropeczka455 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 05.06.11, 16:51
      A może to Ty sobie powinnaś wiele wybaczyć, może warto byłoby dokończyć terapie bo uzależnienie niszczy wszystko.
      Twoje zdrowie - stąd uszkodzona wątroba.
      A Twój mąż (pomimo tej zdrady) zasługuje na wielki szacunek tkwi przy Tobie, kobiecie która na własne życzenie zmarnowała swe zdrowie. Ty nie wybaczasz jemu a co on ma powiedzieć o Tobie? Powinnaś ponieść konsekwencje a Ty szukasz winnego. Facet i wasze dzieci nie miał i nie ma lekkiego zycia z Tobą.
      forum.gazeta.pl/forum/w,176,125502875,125685040,Re_gdzie_konczy_sie_alkohol_a_zaczyna_sie_palant.html
      A to Twe slowa:
      Chodziłam z nim na mitingi, na terapię również. Po jego odejściu zrezygnowałam, mimo, że mnie jeszcze namawiał, ale widać było, że robi to dla spokoju, aby nikt mu nie zarzucił, że nie próbował.
      I wśród trzeźwiejących alkoholików są sukinsyny, niestety.
      • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 05.06.11, 17:26
        Śmieszna jesteś :D
        Myślisz, że ja tu opisywałam kogoś bliskiego? W sensie kochanka czy co?
        Otóż się mylisz. To był nasz bliski kolega, któremu pomogłam zarówno ja, jak i mój mąż. A że potem zachował się jak się zachował, to opisałam to na forum uzależnienia, w kontekście tamtego postu. A na terapię poszłam, żeby go wspomóc. Taka wtedy była potrzeba chwili.
        Łatwo się wyciąga szybkie wnioski, tylko, że są one mylne. Składasz układankę ze złych części.
        • kropeczka455 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 05.06.11, 17:36
          anielska.blog.pl/archiwum/?rok=2011&miesiac=1
          Nie palę. Już trzeci miesiąc. Nie piję. Już trzeci miesiąc. Doktor powiedział mi, że jeśli się napiję to niewiele życia przede mną zostanie. Mój idealny mąż od mojego powrotu ze szpitala solidarnie też nie pali i nie pije. Twierdzi, że nie ma ochoty. Poza tym cieszy się, gdy podlicza, ile to zaoszczędziliśmy kasy rezygnując z tych używek.
        • ala_bama1 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 05.06.11, 17:36
          Mąż przypadkowy, dzieci z przypadku, alkohol, próby samobójcze... trochę pokręcone to Twoje życie. Jawisz się jako męczennica, ale dla mnie jesteś mało wiarygodna w tej roli.
        • kropeczka455 To blog - rosapulchra-0 05.06.11, 17:40
          Fizycznie zrujnowana jestem. Taki wrak ze mnie. Bezmięśniak. Wersja dla tych, co mnie nie lubią: sama sobie na to zapracowałam. Lata całe używałam życia ile wlezie. W nadmiarze. A co se miałam żałować? Życie jest tylko jedno, miałam je przeżyć w kolorach szaro - szarych? No mogłam być wzorową córką, żoną i matką, kobietą. ALE NIE CHCIAŁAM. Bo nie. I nie żałuję. Jasne?

          anielska.blog.pl/archiwum/?rok=2011&miesiac=2
          • kropeczka455 Re: To blog - rosapulchra-0 05.06.11, 17:54
            Wzbudzałam tyle emocji w ludziach, a teraz co? Nudne życie prowadzę. Zero imprez, żadnej popijawy, spotkania towarzyskie ograniczone w zasadzie do męskiego towarzystwa kolegów mojego idealnego męża. Nawet poświntuszyć nie bardzo mogę. BO NIE WYPADA.

            Gwno prawda. Wcale mi tego nie brakuje. Jedynej rzeczy, której mi brakuje to zdrowia. Bo się cholernie popiprzyło przez ostatni rok. Oczywiście sprawdza się stara prawda - zaczynam doceniać stracone.

            Ale z drugiej strony, mam tak paskudny charakter, że mam stuprocentową pewność, że mimo posiadanej dziś wiedzy przeżyłabym swoje życie dokładnie tak samo, bez żadnych wyjątków. Już dziś chętnie bym wróciła do niektórych swoich nawyków i nałogów.
            anielska.blog.pl/archiwum/?rok=2011&miesiac=2
            Nie ma skutku bez przyczyny i myślę, że moja choroba jest właśnie takim skutkiem i żadne pocieszania, że w sumie dzięki niej jest trochę plusów (schudłam, włosy mi wypadły, a nie - to minus, nie plus, jestem całkowitą abstynentką – fuuj, jakie to brzydkie słowo!)

            anielska.blog.pl/archiwum/?rok=2011&miesiac=5
            • rosapulchra-0 Re: To blog - rosapulchra-0 05.06.11, 22:41
              Może zrób ctrl+c i ctrl+v całego bloga? Tak będzie prościej. Po co tylko same fragmenty wyrwane z kontekstu?
              Jeśli szukasz sensacji, to powiem ci w tajemnicy, że zarówno mój mąż i moje dzieci czytają mojego bloga i większość moich znajomych. I wszyscy mają z tego powodu fajną rozrywkę.
              Na koniec małe zadanie dla ciebie. Jak zinterpretujesz ten fragment:
              Zero litości dla głupoty, podłości, egoizmu. Oczywiście taka postawa wobec innych jest w jawnej sprzeczności w moim własnym charakterem. Nie, nie to, że jestem uosobieniem wyżej wymienionych cech, ale jako ludzka istota, co tu się oszukiwać - nie jestem doskonałością. I choć poczucie własnej wartości poznałam całkiem niedawno, to zdaję sobie sprawę z własnych ułomności, co wcale mi nie pomaga w życiu. Cholera, to jest przecież męczące. Sprowadzam swoje myśli do pijackiego bełkotu. Przedstawiam sobą miałkość zarzyganą nieprzetrawioną wódą. Dostaję wścieku tej najgorszej kategorii zwanej prymitywizmem. Mam w sobie ogromne pokłady agresji, która wyłazi ze mnie zawsze gdy jestem sama. Ale nie okazuję jej. Totalna sierota życiowa ze mnie. Kaleka emocjonalna. Jestem poszarpana mocno, nawet mam blizny, niektóre rozdrapuję z lubieżną przyjemnością. W mojej głowie jest szambo. Moje serce to siedlisko nienawiści. Moje życie jest przaśne, ograniczone do podstawowych czynności życiowych, bez inicjatywy, bez chęci.
              anielska.blog.pl/weny-twrczej-mi-brak,15259987,n
              Też znajdziesz moją winę w zdradzie mojego męża? I postawisz kolejną diagnozę na temat mojej wątroby i przyczyny jej zachorowania? Podobnych fragmentów można znaleźć wiele w moim blogu. Miłej lektury zatem.
              • aga.doris Re: To blog - rosapulchra-0 06.06.11, 08:43
                zarówno mój mąż i moje dzieci czytają mojego bloga i większość moich znajomych. I wszyscy mają z tego powodu fajną rozrywkę.

                Fajna rozrywka? Współczuję twoim dzieciom.
          • rosapulchra-0 Re: To blog - rosapulchra-0 05.06.11, 17:55
            Miłego czytania :)
            To blog. Moja pisanina, którą pozwalam czytać innym, nieznanym i znanym mi ludziom. A ty prowadź swoje śledztwo dalej. "Ciekawe" wnioski wyciągasz. Naprawdę.
            Ja tobie tłumaczyć się nie muszę. I nie chcę. Jasne?
            Piszę tu (w tym wątku pt.: "Nie potrafię mu wybaczyć.") o konkretnym moim problemie. A ty wyciągasz jakieś fragmenty z bloga i na ich podstawie (tych fragmentów) dorabiasz całą historię. Ciekawie jest się nowych rzeczy dowiedzieć.
    • meri_0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 05.06.11, 18:23
      e tam...nie komplikuj. skoro przez dwa lata nic nie zauwazylas, a potem sprawa sie rypla i maz spokornial toz to wiadomo, ze nie byl to chyba jeden jedyny raz, tylko ten jeden wyszedl na jaw. zle ci bylo jak nie wiedzialas? czego oczy nie widza, tego sercu nie zal;) lekko chlopu z toba nie jest, to niech ma troche przyjemnosci w zyciu;)
      • sebalda Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 06.06.11, 10:05
        A ja myślałam, że jestem ekshibicjonistką;)
        W jakim wieku są dzieci czytające tego bloga?
        Cierpliwość męża - niewyobrażalna. Przy ogromie pracy, jaką włożył w trwanie w takim małżeństwie jedna zdrada nie jest warta rozpamiętywania, mogła zaboleć, ale rekompensata za nią jest tak wielka, że trudno aż wyobrazić sobie tak wyrozumiałego faceta.
        Dzieci mi żal. Ale jak tak czytam to wszystko, mam wrażenie, że dla Rosy są najmniej w tej chwili ważne. Rozdrapywanie ran, o, to jest ważne. Skupienie na sobie aż patologiczne.
        • claudel6 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 11.06.11, 01:20
          Skupienie na sobie aż patologiczne.

          o to to. obrzydliwe. osoba ewidentnie chora. chroniczna depresja?
    • nick_ze_hej Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 06.06.11, 15:35
      Nie potrafisz mężowi wybaczyć jednorazowej zdrady. A czy on i dzieci potrafią wybaczyć ci piekło jakie im stworzyłaś? Bo życie z alkoholikiem jest piekłem.
    • jagusiia Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 06.06.11, 20:19
      nie byłam zdradzona w małżeństwie, ale mój mąż, wtedy jeszcze chłopak wyjeżdzał często na wypady studenckie zagranicę a ze zawsze gdziekolwiek się znalazł był otoczony wianuszkiem dziewczyn i kobiet, a potem często wpadały mi w ręce foty wakacyjne w objęciach i tym podobne i teraz jak sobie to przypomniałam czytając Twoją historię, to czułam sie bardzo podobnie, histerycznie reagowałam. Twoja sprawa jest moze jeszcze bardzo świeża (mentalnie) mimo, ze upłynęły lata, ale powiem ze mimo ze zdrady podobno się nigdy nie zapomina (wybaczyć mozna), to mozesz zrobić dla siebie dużo, po prostu nigdy o tym nie wspominać, dać sobie szlaban na myślenie o tym, inaczej to Cię zniszczy. Twój mąż popełnił bład i na 100% jest świadom tego, skoro tak Cię kocha, cierpi na pewno wyrzuty sumienia, ze z powodu swojego zapomniania nieomal Cię nie zabił. Myślę, ze nigdy sobie tego nie wybaczy i tylko w tych kategoriach o tym myśli. Natomiast Ty musisz sobie dać szlaban, zeby jak nachodzą cię myśli w kierunku wspominania zdrady skierować je na inny temat i nie dopuścić w ogole do myslenia o tym. To można wypracować. Musisz sobie uświadomić, ze to Cię bardzo wyniszcza. Sprawa jest zakończona, mąż na pewno bardzo żałuje i nigdy nie mysli o tej kobiecie w kategorii czegos dobrego co go spotkało, dlatego Ty tez zrób cos dla siebie i rozlicz się z tą sytuacją. Musisz uświadomić sobie i wybaczyć mężowi, jest dla Ciebie dobry i kochający, żałuje, on na pewno cierpi, bo choroba jest związana z jego błedem i na 100% ma tego świadomość. Dużo by Ci dało, gdybyś umiała ofiarować swoje całe cierpienie Bogu i zaufać Bogu, bo tak naprawdę żyjemy dla Niego a nie dla drugiej osoby, nie wolno tak niszczyć siebie przez drugą osobę. Cokolwiek by się nie działo, trzeba mieć ufność w Bogu i świadomość ze najważniejsza jest relacja z Bogiem a nie z drugim człowiekiem, który moze nas zranić, nigdy do końca nie zrozumie. Ale do tego potrzeba wiary a ona jest łaską. Może pomódl się o dar wiary. Jesli chodzi o tę kobietę, to nawet gdy ją spotykasz wyłaczaj myślenie i spuszczaj szlaban. Ciągłe odgrzewanie będzie Cię toczyć i wyniszczać jak robak. Trzeba wybaczyć, dla swego własnego dobra (także psychicznego). Nienawiść niszczy, i najbardziej Ciebie samą, musisz mieć tego świadomość. To szkodzi najbardziej Tobie. Twój mąż już odebrał swoją karę patrząc na Twoją chorobę i widząc ją jako konsekwencję swojego występku, na pewno nigdy nie wybaczy sobie. Ty natomiast dobrze by było, gdybyś starała się wybaczyć, to pomogłoby i Tobie i Twemu związkowi. Ja kiedyś bardzo podobnie podchodziłam do mojego narzeczonego wakacyjnych znajomości, do tej pory została mi awersja do tych najbardziej "niebezpiecznych", ze gdy tylko przyjdzie mi na myśl, od razu " spuszczam " szlaban albo jak usłyszę to imię to jakby we mnie wrzało (nie w przenośni !), ale dla swego dobra nigdy w to nie wchodzę, bo wiem, ze to myślenie by mnie wykończyło, było minęło dawno temu i nie wchodzę dalej z myślami w temat, Tobie też to doradzam. Jednak i tak najważniejsze jest na 1 miejscu postawienie w życiu Boga, a kazdy człowiek, choćby najbardziej kochany na 2, jeśli ktoś zadba o takie relacje, wszystko będzie dobrze. Dobrze by było, gdybyś sobie z tym poradziła, bo cierpicie wszyscy a są wszelkie predyspozycje do obupolnegoo szczęscia, powodzenia !
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 09.06.11, 08:29
      Wydaje mi się, że Pani przeżycia w tej chwili już daleko odbiegły od samego zdarzenia. Sposób przeżywania sytuacji kryzysowych, konfliktów tych wewnętrznych i zewnętrznych, zależy od typu osobowości. I dlatego mam wrażenie, że Pani teraz przeżywa i trawi jakąś swoją historię. Jaką, mogę tylko zgadywać.
      Ponieważ wygląda na to, że Pani reakcja emocjonalna jest zawyżona w stosunku do aktualnej sytuacji, może Pani w ten sposób radzić sobie z własnym poczuciem winy. Przerzucając ( psycholog powiedziałby: projektując ) je na męża. Poczucie winy nie musi dotyczyć wyłącznie Pani przeszłości. Może dotyczyć Pani sposobu traktowania męza, Waszej relacji, innych ważnych relacji.
      Druga sprawa to utrzymywanie się w pozycji ofiary: zdradzonej, oszukanej, okłamanej, chorej, powoduje u męża niepokój i trzyma go w gotowości. Ma on niesłabnące poczucie winy. A to daje Pani kontrolę nad nim. To cenna zdobycz, szczególnie w przypadku, gdy podczas zdrady Pani ją utraciła. Dlatego nie warto z niej rezygnować. Może być ona utrzymwana w stanie nieustannej gotowości poprzez wspomnienia, przeżuwanie całej sprawy po raz kolejny, teraźniejszość.
      Poczuciu niskiej wartości może dopełnić złe samopoczucie, każąc zastanawiać się w czym Pani jest czy była gorsza od innych kobiet lub od tej konkretnej kobiety.
      Oczywiście są to procesy w większości nieświadome. Na poziemie świadomym jest myśł : ale przecież mnie zdradził, więc jest oczywiste, że mam prawo przeżywać i nie wybaczać.
      Może świadomość tego pomoże Pani zrozumieć motywy takiego zachowania i je zmieniać.
      Do tego potrzebne jest "odklejenie się" od konkretnego zdarzenia i pozbawienie go mocy bycia paliwem dla Pani obecnej sytuacji emocjonalnej. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • claudel6 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 11.06.11, 01:24
        pani Agnieszka to dobrze podsumowala. ta sytuacja jest dla Ciebie pożądana i wygodna. rola ofiary, która ma kontrolę nad umęczonym "katem". rodzina, dzieci są dla Ciebie najmniej ważne. w centrum Twojego świata jestes Ty, przemnożona przez swoje cierpienie.
        upatrywalabym jednak powodu w osobowości. alkoholicy nie biorą się z przypadku, z powietrza, z obecności alkoholu pod ręką. to trzeba w sobie mieć.
      • rosapulchra-0 Pani Agnieszko! 11.06.11, 20:47
        Przede wszystkim bardzo Pani dziękuję za odpowiedź. Zależało mi na opinii specjalisty i taką otrzymałam. Dziękuję.
        Długo myślałam nad tym, co mi Pani napisała. Oczywiście, ma Pani rację, że moja reakcja była zawyżona, ale mam taki charakter i bardzo się wszystkim przejmuję, choć pracuję nad tym, żeby tak nie było. Ma to podstawy w moim dzieciństwie przede wszystkim. Myślę również, że być może nie radzę sobie z wybaczeniem mężowi zdrady tak długo właśnie dlatego, że chorowałam przez cały poprzedni rok. Choroba jakby spowolniła moje działania, bo kazała się skupić nam wszystkim na niej, a nie na moich żalach i pretensjach. Te przyszły później i powodują u mnie duży dyskomfort. Bo w tej chwili sytuacja wygląda tak, że cała pretensja odgrywa się w mojej głowie. Martwi mnie to, ponieważ takie kumulowanie złych uczuć nikomu nie przyniosło nic dobrego.

        Tak, mam niskie poczucie wartości i znowu jest to wynik przeżyć z mojego dzieciństwa i okresu nastoletniego. Tak, obecne zachowanie męża i jego wyraźna akceptacja mnie takiej jaką jestem jest dla mnie bardzo budująca, nie ukrywam i bardzo bym chciała to zachować jak najdłużej. To on wychodzi z różnymi inicjatywami, co mnie bardzo cieszy i rekompensuje lata, w których tego nie było. I nie tylko o kwiaty i przytulanie mi chodzi. Gdy, z powodu choroby, zrezygnowałam z używek typu alkohol, papierosy, mój mąż również z nich zrezygnował. Co nie było wcale dla niego łatwe, bo lubił sobie i wypić i zapalić. Dość często zdarzało nam się wypić wieczornego drinka przed snem i zapalić papierosa. Ja paliłam zdecydowanie więcej, bardzo lubiłam palić i mimo, że od ośmiu miesięcy nie palę, nadal mam ochotę na dymka. Poruszam tu temat alkoholu, bo niektóre domorosłe psychol(oż)ki wydały już na mnie wyrok i dorobiły swoje teorie. Podobnie jest w kwestii kościoła. Niespodziewana wizyta polskiego księdza, spowiedź i namaszczenie mnie, a potem wiadomość, że jednak przeszczep nie jest konieczny (i słowa jednego z lekarzy: "możemy to nazwać cudem"), spowodowały, że moja wiara w Boga uległa zmianie. I nie jest żadnym problemem dla mojego męża cotygodniowe pójście do kościoła na niedzielną mszę. Dlatego rady dziewczyn związane z rolą wiary i wybaczenia wzięłam sobie do serca.

        Planujemy z mężem przeprowadzić się najdalej w sierpniu do innego miasta. Mam ogromną nadzieję, że zmiana otoczenia będzie dla mnie i dla naszego związku pozytywna. Cała nasza rodzina żyje tą przeprowadzką, a ja odliczam czas do dnia, kiedy po raz ostatni będę zamykać drzwi od tutejszego mieszkania.
    • bianka.5 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 09.06.11, 15:19
      Szesc lat temu rowniez przezylam zdrade meza.Byla to zdrada emocjonalna tz maz zakochal sie w innej kobiecie ale nie uprawial z nia sexu.Trwalo to z dwa miesiace.Kiedy o tym sie dowiedzialm bardzo cierpialam.Wowczas mielismy jedno dziecko.Pomimo mojego niewyobrazalnego cierpienia nigdy nie mysalam o tym zeby odebrac sobie zycie przeciez mialam dziecko to dla mniej musialm zyc chodz bylo bardzo ciezko.Kochalam swoja corke ponad swoje zycie nie moglabym sie zabic jak ona moglaby potem z tym zyc?Bralam leki psychotropowe pilam alkohol chodzilam do psychologa.Przez dwa lata dochodzilam do siebie.Moj maz jednak nigdy nie okazal jakies szczegolnej skruchy powiedzial przepraszam i tyle potem zyl jakgdyby nigdy nic ...smial sie,bawil chodzil do firmy jezdzil na dodatkowe zajecia bardzo mnie to bolalo...
      W rok po zdradzie urodzilam nasza druga corke (zarowno pierwsze dziecko jak i drugie nie bylo planowane) i to uratowalo mnie i nasze malzenstwo.Przestalm rozpamietywac przestalam o tym myslec sledzic kontrolowac zwyczajnie nie mialam na to czasu.


      Wybaczylam nie wracamy do tego tz ja o tym nigdy nie mowie ale zdrady nie zapomnialm tego zapomniec nie mozna.

      • azeta4 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 11.06.11, 10:27
        Dziecinko moja, w zyciu -+ 70 mezczyzn zdradz przynajmniej 1 raz wlasne zony i prawdopodobnie ta sama ilosc kobiet.W zyciu trzeba miec krotka pamiec i dlugie zdrowie.Po przeczytanie Twojej histori - zakladajac ze jest prawdziwa - zdumiala mnie cierpliwosc Twojego meza.Twoje zachowanie uwazam za patologiczne, histeryczne i nie odpowiasajace psychicznie dojrzlej kobiety.Teraz chyba wystarczy bo Twoj maz moze naprawde stracic cierpliwosc i znalezc sobie inna.Teraz Ty powinnas zamknac definitywnie ta sprawe, zaprosic meza no obiad lub kolacje i zaczac dawac mu do zruzumienia ze zalezy Ci na nim, ze wszystko skonczone i ze zaczyna sie nowy rozdzial.Tak bedzie lepiej dla wszystkich.
    • miniofilka Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 28.07.11, 17:51
      Biedactwo, bardzo Ci współczuję i wiem, że ja tak samo zachowywałabym sie gdyby to mnie dotyczyło. Zdrada to najgorsze oprócz smierci dziecka co mozna przezyc i bardzo boli....Myślę, ze jest to normalne, że cierpisz i nie czuj sie temu winna. Męzowi można wybaczyc, ale ten zal w sercu pozxostanie i nie walcz z tym....myślę, że stopniowo czas zaleczy rany i może za kilka lat nie będziesz wcale pamietac tego partnerowi. Może jakiś psycholog on-line?trzymam za Ciebie kciuki ****
    • nammkha Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 29.07.11, 15:27
      Rosa - usłyszałaś od tych domorosłych psycholożek mniej więcej to samo co od Pani specjalistki, ale nie chciałaś przyjąć tego co napisały bo to trudne. Niestety wiele w tym było prawdy. Nikt nie chciał Ci zrobić krzywdy pisaniem bolesnych słów, tylko sprawić byś spojrzała prawdzie prosto w oczy. Poza tym pisząc na forum zawsze trzeba się liczyć z negatywnymi opiniami innych. Co do opisywania wątku o zdradzie nie możesz go nigdy odrywać od kontekstu, bo może się to wydać mylące, dlatego ważne że Kropeczka powklejała wycinki Twojego bloga. Mnie też dało to wiele do myślenia kiedy ujrzałam tą sytuację w szerszym kontekście. Piszesz, że nie masz możliwości terapii, a to wielka szkoda, bo mogłaby ci dać ona więką ulgę, byc moze znacznie większą niż spowiedź księdzu. Jak ktoś wcześniej pisał - człowiek składa się z ciała psychiki i ducha. Są one ze sobą powiązane, dlatego skrzywdzona psychika sprawiła że piłas, co spowodowało chorobę ciała, która jednocześnie zmusiła cie do tego aby cos rozwiązać w swojej psychice i przestać pić.. Każda z tych sfer potrzebuje odpowiedniego specjalisty i jestem zdania, że ksiądz i religia w sferze psychicznej nie pomogą, chyba że jest to ksiądz - psychoterapeuta, ale moga jeszcze bardziej namieszać. Oczywiście Twoja wiara i jej praktykowanie nie stoi na przeszkodzie temu, abyś rozwiązała swoje konflikty psychologiczne i myślę że nawet ich rozwiązanie sprawiłoby, że twoja wiara może się pogłębić i stać dojrzalsza. Dlatego warto dbac o każdą z tych sfer siebie - zadbaj o swoje ciało, psychikę i ducha. Zrób to nie tylko dla siebie, ale też dla swoich dzieci, są takie malutkie a już tak wiele krzywdy je spotkało, ty też cierpiałas jako dziecko wiec najlepiej wiesz co moga czuć!

      acha, myślę, że ta przeprowadzka, na którą tak czekasz jest tylko zastępczą łatwiejszą próbą poradzenia sobie z problemami - i nie przyniesie takiego efektu jakiego się spodziewasz - jeśli nie potrafisz poradzić sobie z jakimiś problemami w jednym miejcu zamieszkania, wyprowadzka nic nie zmieni. Myślę, że w tym temacie nie starasz się za mocno, że idziesz na łatwiznę... oczywiście wolno ci! Ponieważ sami podejmujemy decyzje dotyczące naszego życia i jego jakości! Powodzenia:)
      • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 02.08.11, 20:01
        To co wkleiła ta kropeczka jest czystą manipulacją. Fragmenty wyrwane z kontekstu, w całości dające fałszywy obraz, to wszystko. I nie, nie zgadzam się z tym, że domorosłe psycholożki powieliły zdanie specjalisty.
        Ta kropeczka niejednokrotnie w ten sposób postępowała i pewnie postępuje, nie śledzę jej wpisów, ale zachowuje się jak psychofanka, wyszukuje stare posty z innych forum ludzi, którzy tu piszą, a potem wyrywa z kontekstu wypowiedzi i układa swoje puzzle. A gawiedź to łyka. Kilka razy to tej kropeczce wykazałam, w innych postach.
        A mój blog jest pisaniną moich myśli, wyobrażeń, świadomie nie poruszam w nim istotnych dla mnie spraw. Układam sobie taki film, którego ja jestem widzem i każdy inny, kto chce czytać. Ale całość, nie wyrwane fragmenty. Oprócz tego jest to historia mojej choroby i dojścia do zdrowia.
        • florencja29 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.08.11, 09:42
          Ja nie rozumiem. Skoro nie potrafisz mu wybaczyć, bo chyba nie potrafisz? To po co z nim jesteś?
          Mi się wydaje, że chyba lepiej dla Ciebie, a tym samym dla dzieci byłoby jeśli byś od męża odeszła. Jeśli przepraszam za słowo tak zwichrowała Cię jednorazowa zdrada, to może Twoje życie byłoby prostsze bez niego. Przecież nie musisz być z nim już na zawsze.
          Chcesz kiedyś żałować, że zmarnowałaś sobie życie? Masz 40 lat. Jeszcze kawał życia (jeśli nie będziesz już robić takich głupstw jak robiłaś) przed Tobą.
          Powodzenia.
          • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.08.11, 10:31
            Bo go kocham? Bo łączy nas więcej niż wiele?Bo mamy dzieci? Bo jesteśmy rodziną? Bo jesteśmy przyjaciółmi? Kochankami? Jakiej odpowiedzi się spodziewałaś?
            • florencja29 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.08.11, 14:57
              To nie katuj się tak, tylko go kochaj. Szkoda czasu.
        • kropeczka455 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 03.08.11, 23:20
          rosapulchra-0 napisała:
          > To co wkleiła ta kropeczka jest czystą manipulacją.
          Na pewno zartujesz pisząc te słowa.
          Uważasz ze ludzie czytający to forum pozwalają sobą manipulować??

          Więc po co już po raz trzeci piszesz o tyn samym na forum rodzinnym. Dostałaś już wcześniej opinie psychologa a ciągle drążysz temat. Idź do psychologa. Przyda się terapia zanim zniszczysz siebie, męża i rodzinę.
          • rosapulchra-0 Re: Nie potrafię mu wybaczyć. 04.08.11, 20:41
            Zajmij się sobą, kropeczka i swoimi manipulacjami. Ode mnie się, przepraszam za kolokwializm, odwal :> :sciana:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka