Dodaj do ulubionych

W obronie żony...

24.06.11, 15:50
Jak to jest, że facet nie staje po stronie swojej żony. W momencie ostrych rozmów z teściami, czy nawet przytyku do mojej wagi zostaję z tym sama, on tylko dolewa oliwy do ognia. Rozmowa jak na razie nie wiele dała, bo on nie widzi problemu.
Obserwuj wątek
    • bordeerkaa Re: W obronie żony... 24.06.11, 18:26
      Ano pewnie tak, że mąż również uważa żonę za zbyt grubą. I nie liczy się z nią jako z człowiekiem. I jest maminsynkiem. Nic dobrego.
      • verdana Re: W obronie żony... 24.06.11, 19:03
        Albo mąż jest swinia, albo już sam nie wie, jak zmobilizować zonę, zeby schudła. A uwaza, ze ze względów zdrowotnych powinna.
        • konwalka Re: W obronie żony... 24.06.11, 19:13
          taaa...
          wszyscy mężowie są zatroskani o zdrowie żon i właśnie z TEGO powodu każą im chudnąć
          mają szeroką lub wąską wiedzę nt chorób wynikających z 10kg nadwagi i mantrują:ma za dużo złego choleterolou, zaraz nadćisnienie.A choroby wieńcowe? Poprę zatem mamusię jak doebie mojej żonce że jest grubą maciorą
          Faceci- w większości oczywiście- to ostatnie istoty na tym świecie, które patrzą na spekt zdrowotny nadawgi, picia i palenia
          • verdana Re: W obronie żony... 24.06.11, 21:21
            Cóż, znam paru takich. Serio. Nie wszyscy faceci to kretyni.
    • tully.makker Re: W obronie żony... 24.06.11, 20:53
      Wiekszosc facetow nienawidzi konfliktow miedzy zona a swoja rodzina i raczej nie staja po jej stronie. Co ja np rozumiem, bo tez bym w takiej sytuacji miala watpliwosci, jak sie zachowac.
      Dlatego najlepszym rozwiazaniem jest unikanie konfliktow poprzez:
      -wdupiemanie
      -nie wdawanie sie w glupie dyskusje, ktore moga doproadzic wylacznie do awantury- lepiej miec wlasne zdanie i robic swoje
      -w przypadku ciezkiej toksycznosci - unikanie spotkan.
      • zuzi.1 Re: W obronie żony... 24.06.11, 21:18
        Nie zgodzę się. Zachowac nalezy się uczciwie i zgodnie ze swoim zdaniem, a czy rodzinie się to spodoba, czy nie, nie jest to takie ważne. Tak powinien postąpic dorosły i dojrzały człowiek. Faceci są często zwykłymi tchórzami i w sytuacjach konfliktowych kulą uszy i uciekają.
        Autorko wątku porozmawiaj szczerze z mężem i powiedz mu wyraźnie i dobitnie jakich zachowań konkretnie od niego jako Twojego męża oczekujesz, tj. ze w sytuacjach konfliktowych z Jego rodziną okaże Ci wsparcie i nie poprze mamusi czy tatusia a Ciebie!!!!! Jeżeli tego nie zrobi proponuję ostre cięcie w kontaktach z mężem z brakiem seksu włącznie przez dłuuugi czas, a jeśli trzeba to nawet ograniczenie kontaktów z teściami (przynajmniej czasowe). Mam nadzieję, że nie mieszkasz z teściami.
        • mam_na_nia_alergie Re: W obronie żony... 24.06.11, 21:32
          Zdecydowanie to nie jest normalne. Nie ważne jaką nadwagę byś miała, on ma obowiązek stać po Twojej stronie i nie pozwolić Cię obrażać rodzicom. O tym może z TObą rozmawiać w zaciszu domu.
        • tully.makker Re: W obronie żony... 24.06.11, 22:52
          Zachowac nalezy się uczciwie i zgodnie ze swoim zdaniem, a czy
          > rodzinie się to spodoba, czy nie, nie jest to takie ważne.

          Niestety, nierzadko jest tak, ze motorem zapalnym konfliktu jest zona, albo przynajmniej zwyczajnie nie ma racji. Albo rodzice bredza moze glupoty (jak moi - na szczescie tylko do mnie, nie do mojego chlopa) ale wynika to z troski o wlasne dziecko, czy generalnie zyczliwie - pozytywnych intencji. i co wtedy? Maz ma wyrazic wlasne zdanie? Czy moze dyplomatyznie nie opowiadac sie po zadnej stronie?

          Rozsadny wspolmalzonek - dowolnej plci - unika konfliktow z rodzina partnera - poza sytuacjami ekstremalnymi oczywiscie, bonikomu one nie sluza. Ja np wiem, ze mojemu partnerowi moi rodzice dzialaja czesto na nerwy, ale tez widze, ze jak juz nie moze, to unika interakcji - choc do osob niekonfliktowych nie nalezy. Robi to zem wzgledu na mnie i jestem mu za to bardzo wdzieczna. I staram sie odwzajemnic podobnym podejsciem do jego rodzicow.
          • zuzi.1 Re: W obronie żony... 25.06.11, 13:10
            A ja uwazam, ze czesto motorem zapalnym konfliktów są tesciowie lub rodzice, a nie żona czy mąż i róznice wynikające z kwestii róznicy wieku, doswiadczen zyciowych i podejscia do zycia generalnie. Ale mąż ma obowiązek stanąc po stronie żony (nawet delikatnie) w sytuacji zapalnej z jego rodzicami lub umiejetnie pokierowac sytuacją konfliktowa, tak, aby rozeszła się po kościach i aby żona czuła jego wsparcie mimo wszystko. Gdy sprawa dotyczy kwestii ew. nadwagi zony, tym bardziej mąż powinien żonę wesprzec, bo tesciom nic do tego, to jest prywatna sprawa zony a tesciowie nie mają absolutnie żadnego prawa aby w tej kwestii czynic jakiekolwiek uwagi czy przytyki, tego wymagają zasady kultury osobistej. Niech się teściowie zajmują swoimi sprawami, a nie cudzymi. Jest to zwyczajny brak kultury z ich strony. Robiac inaczej mąż naraza się niestety na pogorszenie relacji z zoną i na to, że żona na pewno będzie o takiej sytuacji/-ach dłuuuuuuugo pamiętała i przy okazji konfrontacji w innej sprawie może zachowac się podobnie do męża, tj. nie stanąc za nim, gdy będzie tego potrzebował. Jest to niestety droga do nikąd dla związku...za cene wysmienitych relacji z rodzicami. Ale co kto woli, skoro mąż woli miec doskonałe układy z mamusią i tatusiem zamiast z zoną, no to cóż, jego wybór...
            • tully.makker Re: W obronie żony... 25.06.11, 18:52
              Ale mąż ma obowiązek stanąc po stronie ż
              > ony (nawet delikatnie) w sytuacji zapalnej z jego rodzicami lub umiejetnie poki
              > erowac sytuacją konfliktowa, tak, aby rozeszła się po kościach i aby żona czuła
              > jego wsparcie mimo wszystko.

              A z czego niby wynika taki obowiazek? Oczywiscie, byloby milo, gdyby dyplomatycznie rozladowal sytuacje, ale nie kazdemu dyplomacja jest dana. Zwlaszcza malz wywodzacy sie z domu, gdzie dobre wychowanie nie bylo w cenie, sadzac po obyczajach tesciow, moze miec z tym spory problem. Stawianie kogos w sytuacji konfliktu lojalnosci wobec osob bliskich i kochanych nieomal zawsze zle sie odbija na caloksztalcie relacji. Oczywiscie, czasami nie ma wyjscia, ale trzeba chcoaciaz sprobowac. Niestety, nie wybieramy sobie tesciow - choc pewnie powinnismy, w roznych okoliznosciach zyciowych tez natykamy sie na mnostwo idiotow - trzeba sie nauczyc z tym zyc.
              • zuzi.1 Re: W obronie żony... 25.06.11, 21:28
                No własnie z tego, że jest mężem i powinien wspierac swoją żonę, a nie wspierac rodziców w konflikcie z żoną...Zdecydowanie nie tędy droga. A lojalnosc wobec rodziców- no cóż- po slubie mąż ma obowiązek byc lojalny ale głównie wobec żony, rodzice powinni byc dla niego zdecydowanie na drugim miejscu. Mądrzy rodzice potrafią zrozumiec taką sytuację i nie robic fochów z tego powodu. Gdy mąż nie wywodzi się z domu, w którym uczono dobrego wychowania, wówczas obowiązkiem dobrze wychowanej żony :) jest go tych zasad kultury nauczyc, skoro szanowna mamusia męża tego nie zrobiła lub sama takich zasad nie wyznaje. Owszem nie wybieramy sobie teściów, ale skoro mamy teściów prostaków i idiotów, to nie nalezy sobie pozwalac na wchodzenie na głowę i poruszanie przez tesciów tematów dotyczących osoby żony i jej prywatnych spraw, nalezy ucinac takie teksty w zarodku i ostro stwierdzac, że sobie tego typu tekstów nie życzymy i żeby zajęli się łaskawie SWOIMI sprawami. A mąż za taką akcję powinien dostac niezły ochrzan, tak żeby zapamiętał to sobie na przyszłosc i w przyszłości popierał jednak żonę (dla zasady) a nie szanowną mamusię i tatusia...Tu nie mam mowy o żadnym konflikcie lojalności, po ślubie w zdrowym związku żona powinna byc dla męża na pierwszym miejscu, a nie mamusia i tatus i... problem konfliktu lojalności. Takie problemy to może miec jedynie mąż mamisynek, a nie normalny facet...dla normalnego faceta w takiej sytuacji żaden konflikt lojalności nie będzie wchodził w grę... Konflikt pojawi się jedynie u synka z nieodciętą pępowiną....
                • woda_woda Normalny facet ? 25.06.11, 21:39
                  zuzi.1 napisała:

                  Takie problemy
                  > to może miec jedynie mąż mamisynek, a nie normalny facet

                  Normalny facet staje po strony żony tam, gdzie uważa, że ona ma rację a po stronie mamy tam, gdzie uważa, żerację ma mama.

                  Zaś facet nienormalny staje po stronie żony choć uważa, że nie ma ona racji - taki facet nazywa sie pantoflarz :)
                  • zuzi.1 Re: Normalny facet ? 25.06.11, 22:03
                    Normalny i mądry facet nawet jeśli uważa, że rację ma jego mama, nie chcąc robic żonie przykrości staje po stronie żony. To, że popiera zdanie mamy pozostawia dla siebie :) I tu bynajmniej nie chodzi o bycie pantoflarzem.

                    A w szczególności, jesli problem dotyczy zony tuszy. Mąz może zonie zwracac uwagę odnośnie tego problemu, ale pozwalanie rodzicom na poruszanie tej zapewne mało komfortowej dla żony sprawy w gronie rodziny i jeszcze popieranie zdania tej rodziny i pozostawianie żony w beznadziejnej sytuacji to juz jakis kosmos...jak dla mnie...
                    • woda_woda Re: Normalny facet ? 25.06.11, 22:05
                      zuzi.1 napisała:

                      > Normalny i mądry facet nawet jeśli uważa, że rację ma jego mama, nie chcąc robi
                      > c żonie przykrości staje po stronie żony.

                      Tak robi niesmodzielny pantoflarz.
                      Nie widze powodu, aby robic przykrość mamie mówiąc, że nie ma ona racji, gdy ją ma.

                      Żona to osoba dorosła i samodzielna a nie dziecko. Musi przyjąć do wiadmości, że nie zawsze ona ma rację.
                      • zuzi.1 Re: Normalny facet ? 25.06.11, 22:12
                        To też zależy od sytuacji, gdy kwestia dotyczy osobistej sprawy żony ( a nie mamy i mamie nic do tego) to kwestia robienia mamie przykrości lub nie uważam, że jest malo istotna...
                        • woda_woda Re: Normalny facet ? 25.06.11, 22:18
                          Tak, gdy kwestia dotyczy osobistej sprawy żony.

                          Nie znaczy to jednak, że mąż ma obowiązek zawsze stawać po stronie żony. Ma obowiązek stawać po tej stronie, którą sam, osobiście, uważa za słuszną.

                          Na pytanie więc autorki "jak to jest, że mąż nie staje po stronie żony?" można odpowiedzieć: bo, być może, uważa, że nie ma ona racji.
                          • zuzi.1 Re: Normalny facet ? 26.06.11, 11:56
                            Woda-woda czy wypowiadasz się na podstawie swoich długoletnich doswiadczen w szczęsliwym związku małżeńskim czy tez teoretyzujesz tylko?

                            Mąż w przypadku konfliktów pomiędzy żoną a jego rodziną musi zachowac się jak dyplomata wysokiej klasy, jezeli chce aby nie ucierpiały jego relacje małżeńskie. Normalni i mądrzy rodzice nie wtrącają się do nie swoich spraw i nie inicjują bezmyślnie sytuacji konfliktowych, tylko je umiejętnie wyciszają. A sprawa wagi zony należy do jej osobistych spraw i nikomu nic do tego!!!

                            Tak, moim zadniem mąż powinien trzymac wspólny front z żoną a nie z rodzicami... Rodzicom powinien umiejętnie wytłumaczyc swoje stanowisko, tak aby nie czuli się urażeni... Nie chodzi o to, aby mąż był pantoflarzem i w każdej sytuacji się z żoną zgadzał. Chodzi o to, żeby mądrze relacje z żoną wzmacniał a nie osłabiał poprzez tego typu akcje jak opisała autorka wątku. Mąż nie tworzy związku małżeńskiego z rodzicami tylko z żoną. Skoro dochodzi do tego typu konfliktów w sprawach dot. osobistych spraw żony, oznacza to, że z teściami utrzymywane są niestety zbyt bliskie relacje, skoro pozwalają sobie na uwagi w tego typu sprawach. Relacje z teściami nalezy sprowadzic na właściwe tory, tj. z dystansem pozwalającym małżeństwu na tworzenie wspólnoty. Zbyt bliskie relacje z rodzicami męża mogą prowadzic do właśnie tego typu chorych sytuacji, gdy teścioch WYŁwie pozwalają sobie na zbyt wiele, bo są zbyt blisko spraw dotyczących WYŁĄCZNIE małżeństwa np. waga żony, sprawy dot. dzieci, wyborów życiowych małżeństwa itp. Czasem niestety zbyt bliskie relacje z rodzicami jednego lub obojga małżonków mogą prowadzic do tego typu problemów. W związku z czym nalezy zachowac zdrowy dystans w tych relacjach. Związek małżeński przede wszystkim i budowanie wspólnoty, a nie podkopywanie jej z uwagi na relacje z rodzicami. Rodzice tworzą swoje związki i mają swoje prywatne sprawy i niech się na nich skupią...
                            • woda_woda No cóż. 26.06.11, 18:27
                              zuzi.1 napisała:

                              Dla mnie matka mojego mężą nie jest "obcą babą", tylko drugą matką, od której oczekuję, że - w wypadku, gdy błądzę, powie mi o tym. Gdy uzna, że źle mi w nowej fryzurze powie mi to - jak kobieta kobiecie.

                              Zaś od męża oczekuję, że będzie wyrażał własne zdanie niezależnie od tego, czy zgadza się w nim ze mną, czy ze swoją mamą. No, ale pewnie dlatego, że nie muszę dowartościowywać się tym, że mąż "zawsze staje po mojej stronie" :)
                              • zuzi.1 Re: No cóż. 26.06.11, 21:03
                                Ale przeczytaj piewrszy post autorki wątku i odnies się do niego konkretnie a nie teoretyzuj. Zgodzę się co do 1 częsci Twojej wypowiedzi, ale tak jest, gdy teściowa jest życzliwie ( a nie wrednie) nastawiona do synowej. Gdyby wypowiedzi teściowej co do wagi autoki wątku były wypowiedziane w sposób życzliwy i z dobrego serca, tego postu autorki by po prostu nie było. Bo kobietki by między sobą życzliwie pogadały, teściowa powiedziała by synowej to w taki sposób, że ta nie czułaby się urażona i zła, ale potraktowałaby to jako dobrą, życzliwą sugestię itp. A w tym przypadku chyba tak nie było, skoro autorka wątku zdecydowała sie az na napisanie tego postu...

                                Odnośnie drugiej części Twojej wypowiedzi, zgadzam się z nią-ale dotyczy ona wyłącznie zdrowych relacji pomiędzy synową a teściową, natomiast nie znajdzie ona zastosowania w przypadku toksycznych relacji pomiędzy synową a teściową/teściami. Takie popieranie przez męża zdania rodziców w sytuacji, gdy prawa żony np. do prywatności i szanowania osoby żony są naruszane przez teściów moze doprowadzic do rozpadu związku i w konsekwencji do rozwodu. Gdy taka sytuacja będzie się pojawiac cyklicznie żona może utracic całkowiecie zaufanie do swojego męża i nie miec ochoty na kontynuowanie małżeństwa z kims takim. I tu bynajmniej nie chodzi o żadne dowartościowywanie się...
                                • woda_woda Re: No cóż. 26.06.11, 21:10
                                  zuzi.1 napisała:

                                  > Ale przeczytaj piewrszy post autorki wątku i odnies się do niego konkretnie a n
                                  > ie teoretyzuj.

                                  Do postu autorki wątku? Proszę bardzo.

                                  "Jak to jest, że facet nie staje po stronie swojej żony. W momencie ostrych rozmów z teściami, czy nawet przytyku do mojej wagi zostaję z tym sama, on tylko dolewa oliwy do ognia."

                                  Autorka prezentuje swój punkt widzenia. Gdyby jej teściowie przedstawili swój, moglibyśmy rozważać. Na razie wiadomo, ża ma ona problem z wagą i nie zgadza się, aby jej mąż stawał po stronie teściów, gdy oni to komentują. Jesteś pewna, że nie mają racji ? A może autorka jest bardzo otyła, co ich martwi?

                                  Wiemy, że są "ostre rozmowy", ale nie wiemy, na czym one polegają i kto jest ich sprawcą. Wykluczasz, że to właśnie autorka jest osobą konfliktową w tej rodzinie?
                                  • zuzi.1 Re: No cóż. 26.06.11, 21:37
                                    Nie wykluczam że autorka może byc osobą konfliktową w rodzinie, ale może byc tez tak, że taką osobą lub osobami są teściowa/tesc lub teściowie razem.

                                    "Ostre rozmowy" z teściami, przytyk do mojej wagi, zostaję z tym sama, mąż jeszcze dolewa oliwy do ognia"- sorry, ale jak dla mnie to wypisz wymaluj opis zachowania męża mamisynka... moze niech autorka watku napisze cos więcej odnośnie sytuacji faktycznej, wówczas łatwiej będzie to nam zrozumiec.

                                    A uważasz, że teściowie mają prawo do przytyków do wagi synowej????? A niby na jakiej podstawie????? Ja uważam, że nie powinni uwag w tej kwestii robic nawet własnemu synowi, bo to po prostu nie wypada... Ta sprawa jest sprawą prywatną zony i do przegadania ew. pomiędzy mężem a żoną, a nie jeszcze w gronie teściów dodatkowo... No sorry, to może jeszcze pozwolą sobie na więcej i będą jej robic przytyki odnośnie jej krzywych nóg, albo obwisłych piersi:) Żenada. W tym przypadku prawa autorki wątku zostały naruszone przez teściów a mąż powinien powiedziec rodzicom jasno, żeby zajęli się swoimi sprawami i jeszcze powinien wymóc na rodzicach przeprosiny żony... Teściowie posunęli się za daleko. A dlaczego, otóz zapewne dlatego, że mąz swoją postawą w stosunku do żony im na to pewnie wielokrotnie pozwalał, przy innych drobnych kwestiach dot. spraw żony. I stad takie chamskie zachowanie ze strony teściów, że nie dostrzegli kolejnej granicy żony którą przekroczyli i stad zapewne te "ostre rozmowy" bo zapewne nie dotyczą/-czyły one jedynie kwestii wagi autorki ale tez innych spraw, które na przestrzeni czasu narosły. Ja mam wrazenie, że prawa autorki wątku do godności, posznaowania włąsnej osoby są przez tesciów łamane i stad ten post i to oburzenie i wkurzenie autorki wątku. A jej maż zamiast stanac w takiej sutuacji za żoną, to jeszcze popiera rodziców, piękne po prostu...Taki mąż to jest kiepska podróbka faceta, a nie prawdziwy facet i mąż...
                                    • woda_woda zuzi.1 :) 26.06.11, 22:03
                                      Widzę, że poniosła cię fantazja i juz ułozyłaś cały scenariusz :)

                                      Doprawdy nie wiemy jak sytuacja przedstawia się w rzeczywistości. Wiemy tylko, że autorka poczyla się urażona, ponieważ usłyszała kilka uwag na temat swojej nadwagi - a mąż nie stanął w jej obronie.

                                      A może wystarczy schudnąć i uwag na ten temat nie będzie ?
                                      • sanciasancia Re: zuzi.1 :) 26.06.11, 23:30
                                        >A może wystarczy schudnąć i uwag na ten temat nie będzie ?
                                        A po co komentować cudzą nadwagę?
                                        Może po prostu należy zastanowić się nad własnym buractwem i uwag nie będzie?
                • tully.makker Re: W obronie żony... 25.06.11, 22:42
                  Wybacz, ale bredzisz. Zona ma wychowywac meza? Skad w ogole taki pomysl? Wychowuje sie dzieci, a malzenstwo jest ze swej natury relacja rownosciowa. Mamusia nie nauczyla faceta manier? A co, ludzie sa wiatropylni?

                  I dla jakiej konkretnie zasady maz ma popierac zone?

                  Wybacz, ale nie jestem w stani utozsammic sie z twoja wizja swiata, w ktorym odpowiedzialnosc za wychowanie dziecka spozywa wylacznie na matce, mezczyzna jest niezdolny do samodzielnosci zanim nie zostanie wychowany przez zone a malzenstwo oznacza amputacje wlasnego zdania i odciecie wiezi z bliskimi osobami.
                  • zuzi.1 Re: W obronie żony... 26.06.11, 21:58
                    Wybacz Tully, ale to Ty bredzisz, skoro okazuje sie po fakcie, że facet jednak niezbędnych manier nie posiada, to rozumiem, że Twoim zdaniem nie powinno się tego zmieniac a jedynie utwierdzac go w jego postępowaniu... w końcu to dorosły człowiek jest i ma prawo do wolności... a nauczyc manier go nie można, bo to będzie naruszenie jego wolności....do życia na jego sposób...

                    Tully nie wyciągaj zbyt daleko idących wniosków co do mojej wizji świata z kilkunastu wyrwanych z kontekstu słow... i w dodatku błędnie... Odpowiedzialnosc za wychowanie dziecka spoczywa na rodzicach, żona może czasem douczyc męża w zakresie savoir-vivre, gdy mąż ma w tej kwestii braki, a małżeństwo nie oznacza amputacji własnego zdania i odcięcia więzi z bliskimi osobami- w szczególności w sytuacjach toksycznych relacji pomiędzy synową a tesciami mąz powinien tworzyc z żoną wspolny front...
      • 22atena Re: W obronie żony... 24.06.11, 23:05
        do zasad tully.makker dodam jeszcze:
        Wpuszczenie jednym uchem, wypuszczenie drugim.

        a Twoje poprzednie zasady tully.makker wezmę sobie do serca i wprowadzę w życie, bo nie ma nic gorszego, jak mieszkać z teściową, w jej domu oczywiście i znosić jej humory i patrzeć na krzywą twarz, a co dopiero słuchać tego co ma do powiedzenia.
        Mam dokładnie taką samą sytuację i żyję z tym już 8 lat, wybuchłam dopiero w tym roku, a i tak usłyszałam, że jestem niedojrzała, nie dorosłam i w dodatku jestem niedorozwinięta.
        Wystarczyło ją nagrać i iść do sądu, ale i tak spotka ją kiedyś za to należyta kara, że próbuje sobie wszystkich podporządkować. Jest straszną despotką, nawyki rządzenia wyniosła ze swojej własnej firmy i wydaje jej się, że może to wcielać w życie, w domu. Teściowa, to najgorszy stan rzeczy, jaki mógł mnie spotkać w moim życiu.
        A może ktoś ma sposób na takiego "wrzoda"?
        • zuzi.1 Re: W obronie żony... 25.06.11, 13:13
          Sposob jest jeden ograniczyc kontakty do niezbędnego minimum i wyniesc się na swoje... nie ma innego spoosbu.
    • kropeczka455 Re: W obronie żony... 24.06.11, 22:17
      liducha napisała:
      > czy nawet przytyku do mojej wagi zostaję z tym sama,
      > on tylko dolewa oliwy do ognia.

      A jaką masz nadwagę?
      Moja znajoma przed ślubem ważyła 46kg a po 4latach małżeństwa roztyła się jak maszyna 95kg żywej wagi. Jej mąż też robił przytyki, nie pomagało. Zero sexu z jego strony. W akcje wkroczyła tesciowa, powiedziała ze wyglada jak spaślak i ma cos z tym zrobić. Zabolał ja ten spaślak ale ze łzami w oczach przelkneła pigułę. Poszła do dietetyczki, zmienila dietę, przy okazji schudlo jej gruuuube dziecię. Jej madra tesciowa wspierała ja, pomogla w opiece nad dzieckiem kiedy ona chodziła na siłownię. Dziś dziewczyna wglada jak laska. Jest wdzieczna tesciowej ze była szczera w swej wypowiedzi.
      A jej małzeństwo kwitnie.
      • noname2002 Re: W obronie żony... 26.06.11, 10:07
        "Moja znajoma przed ślubem ważyła 46kg a po 4latach małżeństwa roztyła się jak m
        > aszyna 95kg żywej wagi. Jej mąż też robił przytyki, nie pomagało. Zero sexu z j
        > ego strony. W akcje wkroczyła tesciowa, powiedziała ze wyglada jak spaślak i ma
        > cos z tym zrobić. "
        Jakby mi obca baba przyszła i używając epitetów rozkazała jak mam wyglądać, to bym jej zrobiła kosmiczną awanturę i przestała się z nią kontaktować. Nawet gdybym ważyła 150kg, to teściowej nic do tego.
        A dla wielu osób które mają problemy z dużą nadwagą czy otyłością jedzenie jest nałogiem albo lekarstwem na stres czy problemy i takie działania im wręcz zaszkodzą.
        • kropeczka455 Re: W obronie żony... 26.06.11, 13:19
          noname2002 napisała:
          > Jakby mi obca baba przyszła i używając epitetów rozkazała jak mam wyglądać, to
          > bym jej zrobiła kosmiczną awanturę i przestała się z nią kontaktować. Nawet gdy
          > bym ważyła 150kg, to teściowej nic do tego.

          Nie odróżniasz dobrych intencji ludzi. Teściowa to nie obca baba lecz mama Twojego ukochanego męża. Prawidłowa relacja miedzy ludźmi nie polega na cukrzeniu tylko mówieniu prawdy (nawet w relacji teściowa-synowa).
          Jeśli dobrze byś się czuła ze swa 150kg wagą i twój mąż byłby szczęśliwy mając takiego spaślaka w łóżko, to wszystko ok.
          Moja znajoma schudła i jest szczęśliwa!!!
          • noname2002 Re: W obronie żony... 26.06.11, 16:27
            Prawidłowa relacja z ludźmi polega nie na obrażaniu wyzwiskami i nie na mówieniu jak ktoś ma wyglądać, ale na zwykłym szacunku. Czy ktoś waży 46 kg czy 200 jest człowiekiem i należy go traktować tak samo. Czy Ty matce swojego ukochanego męża jeśli zdarzy jej się przytyć mówisz, że jest spaślakiem? Albo jak teściowa przyjdzie i wyzwie Cię od zdzir, bo według niej wyzywająco się ubierasz, to potulnie założysz spódnicę do kostek i będziesz szczęśliwa, że zwróciła Ci uwagę?
    • rosapulchra-0 Re: W obronie żony... 25.06.11, 17:42
      Oczywiście jak mowa o wadze, to zaraz musi być otyłość, nie niedowaga, prawda? ;)
      Poza tym od kiedy to facet interesuje się aspektami zdrowotnymi? Na moje jest ich niewielu i są to wyjątki potwierdzające regułę.
      A dokuczaniem jeszcze nikt nikogo nie zmobilizował do działania. Ani teściowie, ani mąż, najlepsze koleżanki czy dzieci.
      • kicia-076 Re: W obronie żony... 25.06.11, 23:09
        Do Zuzi: Absolutnie Cie popieram i podpisuje sie pod kazdym Twoim zdaniem. Twoje wypowiedzi sa bardzo merytoryczne, konkretne i celne. Zylam z takim facecikiem przez 9 lat a w zasadzie to bylam jego zona. Koszmar. Matka, matka i tylko matka / bo ojciec sie ewakuowal z tego ukadu/.Tesciowa najpierw "probowala" na ile sobie moze pozwolic i czy szanowny mezus bedzie stawal w mojej obronie a gdy zobaczyla ze ten podkula ogon i nie staje w mojej obronie / w roznych sytuacjach/ to "hulaj dusza piekla nie ma". Powiem tak: Malzenstwo powinno byc hermetyczne i nikt nie powinien w nim "mieszac" ani zona ani maz nie powinni na to pozwolic. Abstrahujac od tesciowej czy rodziny ale tez chodzi o znajomych, rodzenstwo, sasiadow itd. Zuzi ma calkowita racje. W domu ludzie mogasobie wszystko powiedziec i wyjasnic ale na zewnatrz powinni trzymac jeden front. Pozdrawiam Zuzi.
        • zuzi.1 Re: W obronie żony... 26.06.11, 20:43
          Dokładnie kicia, ja też tak uważam, że na zewnątrz małżeństwo powinno trzymac jeden front, a w domu możemy sobie wszystko na spokojnie powyjaśniac ale w 4 ścianach...bez świadków i bez najbliższej rodziny w naszym życiu...
    • deodyma Re: W obronie żony... 26.06.11, 12:13
      a mieszkacie sami, czy z tesciami?
      bo jesli razem, to przechlapane, ale jak odwiedzasz tesciow z mezem, mozesz te kontakty ograniczyc i ich nie odwiedzac.
      a jesli te rozmowy ostre maja miejsce w Waszym domu to powiedz mezowi, zeby to on odwiedzal tesciow itd...
      • liducha Wyjaśnienie 27.06.11, 07:52
        Nie, nie ważę 200 kilo, tak, po ciąży trudno mi zrzucić lekką nadwagę, ale walczę, nie dla teściowej tylko dla siebie. Osobą konfliktową nie jestem, raczej siedzę cicho i może to jest mój błąd. Do szału doprowadza mnie wtykanie przez teściów nosa w nasze osobiste sprawy, zwłaszcza w wychowanie dziecka. To co mnie doprowadza do rozstroju nerwowego: ich zdanie jest jedyną słuszną prawdą na świecie i czasem czuję się jak gó...ara, która zawsze nie ma racji. Osobiście uważam, że każdy ma prawo do własnego zdania, ale nie lubię jak ktoś mi narzuca własne pomysły na życie bo moje są do niczego. Przytyki do mojej wagi co spotkanie wcale nie poprawiają sytuacji, zwłaszcza, że nie wynikają z troskliwości. Jak dla mnie małżeństwo poza domem powinno stanowić jeden front, wszystkie niepowodzenia powinny być wyjaśniane w 4 ścianach.
        • zuzi.1 Re: Wyjaśnienie 27.06.11, 13:10
          Dokładnie, ot i wszystko się wyjasniło, jednak nie poniosła mnie wyobraznia...prawa i wolności autorki wątku są naruszane niestety... Liducha-razem nie mieszkacie, tylko się spotykacie od czasu do czasu i pomimo tego jest wtrącanie?
        • tully.makker Re: Wyjaśnienie 27.06.11, 13:11
          Czasami warto wysluchac opini innych. co nie znaczy,z e jest obowiazek korzystania z nich. Jesli nie chcesz korzystac, to odpowiadasz - ja jestem innego zdania i tego sie trzymasz metoda zdartej plyty.
          Po co sie wdawac w bezsensowne dyskusje?
          • efi-efi Re: Wyjaśnienie 27.06.11, 16:54
            woda_woda napisała:
            >>Nie widze powodu, aby robic przykrość mamie mówiąc, że nie ma ona racji, gdy ją ma.

            >>Żona to osoba dorosła i samodzielna a nie dziecko. Musi przyjąć do wiadmości, że nie zawsze >>ona ma rację.

            Przykrość mamie?!?!
            Teściowa sprawiła przykrość synowej swoimi nieokrzesanymi uwagami.



            >>a może wystarczy schudnąć i uwag na ten temat nie będzie ?

            - Chyba przegięłaś, nie sądzisz?
            Autorka ma schudnąć BO tak sobie życzy jej teściowa. A jak teściowa stwiedzi, że w czerwonym jej nie do twarzy to co?

            No chyba, że sama jesteś teściową ….to by wyjaśniało taki punkt widzenia.


            kropeczka455 napisała:

            >>Moja znajoma przed ślubem ważyła 46kg a po 4latach małżeństwa roztyła się jak maszyna 95kg >>Wkroczyła tesciowa, powiedziała ze wyglada jak spaślak i ma cos z tym zrobić.

            Wspomniana teściowa to zwykła chamka. Z takimi ludźmi się nie dyskutuje tylko wyrzuca z domu.




            Uważam, że 'Zuzi „ ma w 200% rację.
            Szczerze mówiąc jeszcze nie słyszałam żeby wtrącanie się rodziny w życie małżonków przyniosło coś innego niż kłótnię i konflikty .
            A mąż autorki jest zwykłym maminsynkiem i jego wścibska matka to wykorzystuje.

            Odwróćmy sytuację. Załóżmy, że teściowa myje się raz na trzy miesiące i zwyczajnie śmierdzi. Czy uważasz, że synowa ma prawo wprost, otwartym tekstem wytknąć jej to? I poradzić żeby podmywała się przynajmniej raz dziennie. No bo to DLA JEJ DOBRA.
            A mąż autorki powinien stanąć po stronie żony dlatego, że przecież mówi ona prawdę???
            • woda_woda Re: Wyjaśnienie 27.06.11, 17:29
              efi-efi napisała:


              > Przykrość mamie?!?!
              > Teściowa sprawiła przykrość synowej swoimi nieokrzesanymi uwagami.

              "Zachowuj się wobec teściowej tak, jak chciałabyś, aby twoja synowa zachowywała się wobec ciebie" :)

              Bywa, że teściowa sprawia przykrość swoimi słowami. Wtedy synowa powinna iść z nią na kawę i wyjaśnić - mamo, sprawiasz mi przykrość tym i tym. POPROSIĆ, by to się zmieniło.

              Mieszanie w to męża (żony) i syna (teściowej) uważam za niepoważne, jako że owa żona nie jest ubezwłasnowolniona, aby nie móc sprawy załatwić samodzielnie :)
              • zuzi.1 Re: Wyjaśnienie 29.06.11, 19:37
                Taaaak, widac, ze z toksyczną teściową nie miałas do czynienia, skoro wypisujesz takie porady...Najbardziej podoba mi się ten kawałek:))))

                "Bywa, że teściowa sprawia przykrość swoimi słowami. Wtedy synowa powinna iść z
                nią na kawę i wyjaśnić - mamo, sprawiasz mi przykrość tym i tym. POPROSIĆ, by to się zmieniło".

                Taaak, prosic taką panią to można w nieskończonosc a ona i tak jak zdarta płyta dalej robi swoje :))) Szkoda czasu... :)))) Pozdrawiam i naprawdę ubawiłam się czytajac ten fragment...
              • rosapulchra-0 Re: Wyjaśnienie 29.06.11, 20:47
                Bywa, że teściowa sprawia przykrość swoimi słowami. Wtedy synowa powinna iść z
                > nią na kawę i wyjaśnić - mamo, sprawiasz mi przykrość tym i tym. POPROSIĆ, by t
                > o się zmieniło.


                Co zrobić??? :O:O:O
                Czy ty kiedykolwiek miałaś teściową??
                Czy ty wiesz, co to znaczy być poniżanym, wyśmiewanym?
                Poprosić?!
                Mam nadzieję, że to ponury żart z twojej strony tylko.. :? :/
            • kropeczka455 Re: Wyjaśnienie 27.06.11, 18:15
              efi-efi napisała:
              > Odwróćmy sytuację. Załóżmy, że teściowa myje się raz na trzy miesiące i zwyczaj
              > nie śmierdzi. Czy uważasz, że synowa ma prawo wprost, otwartym tekstem wytknąć
              > jej to? I poradzić żeby podmywała się przynajmniej raz dziennie.
              >No bo to DLA JEJ DOBRA.

              A dlaczego miałby nie powiedzieć tego teściowej. Na początek grzecznie i humorem:
              - mama kupiłam Ci ładnie pachnące mydło bo to co używasz brzydko pachnie.
              A gdyby to nie pomogło powiedziałabym otwarcie ze czuć od niej brzydkim zapachem.
              • efi-efi Re: Wyjaśnienie 27.06.11, 20:59
                woda_woda napisała:

                >>"Zachowuj się wobec teściowej tak, jak chciałabyś, aby twoja synowa zachowywała się >>wobec ciebie" :)

                >>Bywa, że teściowa sprawia przykrość swoimi słowami. Wtedy synowa powinna iść z nią >>na kawę i wyjaśnić - mamo, sprawiasz mi przykrość tym i tym. POPROSIĆ, by to się >>zmieniło.

                >>Mieszanie w to męża (żony) i syna (teściowej) uważam za niepoważne, jako że owa żona >>nie jest ubezwłasnowolniona, aby nie móc sprawy załatwić samodzielnie :)

                A ja uważam, że jak się wkłada pracę w wychowanie dzieci , te dzieci się wychowuje, a nie hoduje i własne dziecko/ci się szanuje to również szanuje się ich wybory życiowe. Czyli jak syn przyprowadza wybrankę swojego serca to należy uszanować jego decyzję i wyjść z założenia, że skoro mój syn jest taaaaaki fantastyczny to nie popełnia błędu i nie przyprowadza do domu byle kogo.

                Tak się składa, że posiadam drugą z kolei teściową mam porównanie .
                Pierwsza z nich to fantastyczny człowiek, o wielkim sercu, mieszkałam z nią 2 lata więc wiem, że jest generalnie nastawiona do ludzi pozytywnie , nie byłam wyjątkiem. Przyjęła mnie do rodziny i zaakceptowała , znosiła moje fochy na jej ukochanego syna , i powinna otrzymać medal za dyplomację, którą się wykazywała. Mimo rozwodu z jej syneczkiem utrzymujemy dobre stosunki, nie poprawne tylko dobre.

                A dla drugiej teściowej jestem drugą synową i widzę i czuję, że kobieta za mną nie przepada , mojej poprzedniczki nie cierpi, wyraża się o niej używając takich słów jakich do tej pory nawet nie znałam. Jest osobą skłóconą z wszystkimi sąsiadami i generalnie negatywnie nastawioną do ludzi.
                Nie ma między nami konfliktu dlatego, że mieszkamy 3000 km od niej, ale dopóki mieszkaliśmy w Polsce uważała, że ma pełne prawo ingerować w nasze życie. Posiadała klucz do naszego mieszkania i robiła nam naloty np.o 6 rano albo o 22 wieczorem, nigdy się nie zapowiadała.
                Na moją uwagę na ten temat usłyszałam: 'mieszkanie mojego syna jest również moim mieszkaniem'. Hehe. :)
                Wiedziałam, że wyjeżdżam z kraju więc machnęłam ręką na jej arabskie poglądy .

                Nie uważam żeby synowa musiała aż PROSIĆ teściową o to, żeby ta jej nie sprawiała przykrości. Skoro sprawia to zbyt rozgarnięta nie jest skoro sobie z tego faktu nie zdaje sprawy.



                • rosapulchra-0 Re: Wyjaśnienie 29.06.11, 20:51
                  Heheh!
                  Moja tfuteściowa pod naszą nieobecność wywiozła nam meble z mieszkania, bo uznała, że nam są niepotrzebne, więc oddała je do kościoła dla biednych.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka