5an-ka
07.07.11, 17:50
jestem mężatką od 12 lat, mąż jedynak ja z rodziny wielodzietnej, mamy pięcioro cudownych dzieci, pewnie by wszystko przebiegało inaczej jak byśmy mieszkali blisko mojej rodziny jednak to ja wyjechałam do mojego męża, chwilę tylko mieszkaliśmy z teściową ale ona i tak ingerowała we wszystko i bardzo starała się nas podporzadkować, mąż rozdarty bardzo uległy na jej manipulacje (bo ona ma chore serce) ja zresztą też, ale naszczęście jak dzieci poszły do przedszkola w poradni zorganizowano zajęcia tzw szkoła dla rodziców, mi bardzo dużo pomogły te zajęcia, mąż naszczęście chodził tam ze mną i też wiele spraw zrozumiał, rodziły się dzieci ona pomagała, ja uczyłam się z nią żyć przecież to babcia ma wady i zalety jednak z czasem wyszła okropna dwulicowość babci, krzyki ubliżanie jak mnie nie ma w pobliżu, agresja wobec dzieci. Babcia ma 76 ale uważa ze ma prawo być taka no bo jest holeryczką i już, ostatnio syn jak ją odwiedził powiedział, że babcia popchneła go na grzejnik, ona się wyparła, ja wierzę synowi, wiem że jej nie słuchał bo babcia ciągle krzyczy i dzieciaki już nie reagują na jej uwagi nie chcą z nią przebywać ale czasem muszą z nią zostać i ona chce kontaktować się z wnukami, ja ograniczam spotkania z babcia do minimum, ale nie wiem jak skłonić męża żeby poszedł z mamą do lekarza, ona najbardziej jest agresywna wobec niego, do mnie tylko jak zwrócę jej uwagę. Widze, że mąż nieumie sobie poradzić z tą sytucją, bo to jego mama, na moje prośby, żeby poszedł z mamą na wizytę nie reaguje, ale jak mama krzyczy do niego to pyta mnie co ja mam robić i napewno zostawiał by dzieci z babcią. Czasem mam wrażenie, że poświęcił by mnie i dzieci, bo to jego mama. On się do tego przyzwyczaił, ja nie chcę niereagować.