grosz-ek
04.10.11, 22:40
A może lepiej może powiedzieć, że mija. Rok temu, właśnie o tej porze, dowiedziałem się, że moja żona miała wypadek, że została potrącona na pasach, że jej stan jest ciężki i że jest w drodze na oddział ratunkowy w Gdańsku. Rok temu o tej porze zaczęła się nasza tragedia.
Od tej pory minął rok. 365 dni, których nie życzę nikomu. Dni, w trakcie których codziennie zmuszałem się do odnajdywania sensu aktywności. Coś, co wcześniej było niemalże naturalne, teraz stało się niezmiernie trudne. Kiedyś 30 tysięcy na koncie to był powód do wspólnej radości. Teraz, kwota bez mała dziesięciokrotnie większa jest tylko powodem smutku. Wcześniej, wspólnie marzyliśmy o budowie naszego domu. Teraz, gdy mam na to środki, wystarczy mi wybudowany już "domek" na cmentarzu. Rok temu, wraz z tragedią mojej żony, w gruzach legły nasze marzenia.
Ale przyroda nie znosi próżni. Nie można funkcjonować, nie mając poczucia sensu życia. Mój sens życia, moja żona, została powołana do wyższych celów. Gdy więc przestałem być mężem swojej żony, odnalazłem sens w byciu samodzielnym tatą czwórki rozrabiaków. To one, 4 wspaniałych dzieci ofiarowanych mi przez żonę, utrzymało mnie na na powierzchni. Ich codzienne troski, konieczność dbania o nie, spowodowały, że wiem, kim jestem i co do mnie należy. I choć wiem, że domu nie wybuduję (bo i po co?), to pojawiły się inne marzenia. Choćby takie, jak marzenie o locie w kosmos ...
Choć minął rok, to jeszcze nie wszystko w moim życiu jest poukładane. Jeszcze jest w nim wiele bałaganu, zbyt dużo nieporządku. Nie ze wszystkimi aspektami aktualnej sytuacji się pogodziłem. Jest we mnie bunt, jest złość, jest agresja. Jest też ból i żałoba. Ale stopniowo przyzwyczajam się do nowej drogi życia. Do bycia przede wszystkim samodzielnym tatą. Przyjacielem dla swoich dzieci. Mam zobowiązanie wobec nich: przygotować je do dorosłości. To jest zadanie na najbliższe 15 lat. W międzyczasie, być może zrobię sobie studia z astrofizyki. Być może, jeśli nie będzie to kolidować z pierwszym, rozwinę firmę na tyle, by móc zarobić kasę na marzenie. Gdzieś po drodze pewnie zostanę dziadkiem.
To wszystko przyszłość. Teraz przeżywam pierwszą rocznicę. Sami wiecie, że nie jest to łatwe. Przez ten miniony rok wiele było takich chwil. Bardzo sobie cenię, że mogłem na tym forum się nimi podzielić i w Waszych napisanych słowach znaleźć oparcie. Bez Was i tego forum przeżycie tych 365 dni byłoby jeszcze trudniejsze. Dziękuję.
PS. Kochanie, kocham Cię. I pamiętaj, nadal jestem Twoim mężem ;-)