nie daję rady

01.03.12, 02:28
Nie wiem, co mam robić ze swoim życiem. Czuję, że wszystko się rozsypuje. A ja, mimo że chcę dobrze, jeszcze bardziej rozwalam własne życie.
Ale od początku. Wiele lat staraliśmy się z mężem o dziecko. Temu było podporządkowane całe nasze wspólne życie. Chyba całkiem dobre życie, problemy nas scalały, zbliżały i było ok.
W końcu doczekaliśmy się. Zaszłam w ciążę, która była bardzo trudna i bardzo obciążyła mnie psychicznie. Bałam się o zdrowie i życie dziecka, prawie caly czas leżałam w łóżku. I wtedy okazało sie, że jestem sama. Przez tyle miesięcy nie odwiedziły mnie koleżanki (mają swoje życie, dużo pracy, mało czasu - najwięcej koleżanek miałam w pracy, kiedy nagle z pracy na dłuższy czas zniknęłam, okazało się, że nie jestem nikomu potrzebna), jedna, która mieszka najbliżej wpadała czasem, ale ona też nie może zajść w ciążę i było to bardzo dla niej trudne patrzeć na mój brzuch. Mąż bardzo pomagał, przejął zajmowanie się domem itp. Czułam, że przynajmniej jemu na mnie zależy.
Dziecko się urodziło a moje lęki zostały. Bardzo walczę ze sobą, żeby nie przesadzać w nadopiekuńczości w przewrażliwieniu, strachu. Na początku chyba miałam baby blues, płakałam ze strachu i bezsilności. Teraz powoli wracam do normalnego życia. I okazuje się, że nie jest to łatwe. Nie daję sobie z niczym rady. Wszystko mnie boli - mięśnie, stawy, kości. Mam problem z podniesieniem dziecka w nocy jak ręce nie rozruszane. Mam problem, żeby podnieśc się z łóżka, bo bolą plecy i nogi. Nigdy wczesniej tak sie nie czułam. Po spacerze z dzieckiem jestem tak zmęczona, że nie mam siły sie ruszyć. Ale ruszam sie, bo muszę. Tylko wszystko boli jeszcze bardziej. Nie mam czasu jeść. Jem byle co, głównie wieczorami jak dziecko śpi. A ponieważ po całym dniu jestem głodna, jem duzo. Minęło osiem miesięcy od porodu a ja ważę 20 kg więcej niż dzień przed porodem (!). Nie mam siły myślec nawet o diecie a co dopiero coś gotować, myśleć co i kiedy jeść. Boję się, że będzie gorzej. W domu bajzel. Naprawdę. Nigdy nie było tak źle. Piorę tylko ciuszki dziecka (i kilka naszych jak są w pobliżu pralki), myję już tylko miseczki i łyżeczki dziecka. Resztę mąż co kila dni wsadza do zmywarki. A przez te dni wszystko stoi na wierzchu. jest kurz i nieporządek i płakać mi się chce, jak widzę, że dziecko pełza między tym wszystkim, ale nie mam siły tego posprzątać. Dwa razy w tygodniu pracuję popołudniami, co wiąże się z tym, że nie ma nas (bo mąż z dzieckiem wtedy u rodziny w poblizu mojego miejsca pracy) do wieczora w domu. W pozostałe dni jak zbawienia czekam powrotu męża z pracy, żeby przejął opiekę nad dzieckiem, bo ja nie mam siły. A jak dziecko idzie spać, to ja siadam do komputera (pracuję też zdalnie i wczytuję się w fora dziecięce, żeby wiedzieć jak najwięcej, jak dbać o dziecko), mąż do drugiego i tak spędzamy czas do późnych godzin. Potem mąż idzie spać a ja z reguły siedzę jeszcze dłużej. Koło 3 w nocy padam. Dziecko marudzi i bierzemy go do łóżka. I tak do rana aż dziecko się obudzi i wszystko zaczyna się od nowa. Podczas pierwszej przedpołudniowej drzemki dziecka często śpię razem z nim. I znów mam wyrzuty sumienia, że nic nie zrobione w domu a ja śpię. Na dodatek nie ma już intymności między mną a mężem. Może to zmęczenie, może brak czasu, ale wydaje mi się, że on juz nie ma ochoty (na grubą babę, która nie gotuje, nie sprząta, nie dba o siebie...). Czuję się coraz gorzej. Kocham dziecko nad zycie i tylko ono jest w pełni zadbane, zupka ugotowana itp. Ale z całą resztą jest coraz gorzej. Na dodatek dowiedziałam się, że najprawdopodobniej moge sie liczyć ze zwolnieniem z pracy w okolicach końca roku. Doszedł stres, co z pieniędzmi. Duzo nie zarabiam, ale jakos ciągniemy. Bez tego nie damy rady na pewno.
Nie mam juz siły. Czuję się samotna. Bardzo samotna. Z nikim sie nie spotykam (bo nie mam z kim, moja najlepsza koleżanka wyprowadziła sie do innego miasta, pozostałe znajomości rozpadły się - dziewczyny mają swoje rodziny, swoje problemy), czuję się coraz bardziej obca dla męża, mam tylko dziecko. Tak bardzo chciałam dziecka i nie żałuję. Ale czy to, co dzieje się z moim zyciem, to cena jaką płacę za marzenia o macierzyństwie? Czy po prostu jestem tak beznadziejna? Nie ogarniam własnego życia. Fizycznie i psychicznie. Nie wiem, co robić.
Ale z zewnątrz wszystko wygląda bardzo ładnie - mąż dużo zajmuje się dzieckiem, karmi, przewija, ja się uśmiecham, bawię się z dzieckiem i karmię piersią, chodzimy razem do sklepu, na spacery - idealnie. Jestem przekonana, że nikt z przypadkowo spotkanych znajomych nie podejrzewa, jak wygląda naprawdę moje życie. Myślę, że nawet moi rodzice, z którymi widujemy się stosunkowo często nie podejrzewaja, bo przecież dziecko ma gotowe zupki, jest czyste i szczęśliwe a mąż mnie obejmuje, robi herbatkę i jest wspaniale. A na porządną rozmowę nie ma nigdy czasu. A ja czuję, że wszystko, cała odpowiedzialność za dom i za dziecko spadła na mnie. Mąż tylko wykonuje polecenia (zadzwoń, sprzątnij, zrób, idź, nakarm, przewiń itp.) - robi to dobrze i bez mrugniecia okiem. Ale to ja sama podejmuję wszystkie decyzje na przykład dotyczące dziecka, co jest dla mnie trudne, bo ciągle czuję się przerażona ogromem rzeczy do ogarnięcia. Nie wiem, może przesadzam. Może jest dobrze, tylko ja jestem jakaś dziwna? Ale dlaczego nie moge wziąć się w garść? Dlaczego z każdym dniem czuję się bardziej zmęczona i zniechęcona? Dlaczego nie mam siły zająć się własnym domem? A nawet dzieckiem, choć to właśne ono dostaje caluśką energię jaką mam? Dlaczego czuje się nieważna i bezwartościowa, brzydka, gruba, niezadbana i żałosna? I mimo że uświadamaiam sobie to wszystko, to nie umiem nic z tym zrobić. Mam wrażenie, że teraz będzie już tylko gorzej.
    • aga.doris Re: nie daję rady 01.03.12, 05:51
      Postaraj się uregulować swój rytm dnia. Przy natłoku zajęć nic tak nie pomaga jak wypracowanie powtarzalnych schematów czynności. To powoduje, że przestajesz się miotać i nie tracisz cennego czasu. No i na litość nie siedź nocami przy komputerze. Nie dziwię się, że jesteś wiecznie zmęczona jeśli do trzeciej nad ranem wisisz przed monitorem. Każdy by był, nawet bez małego dziecka.
      Wsz
      > ystko mnie boli - mięśnie, stawy, kości. Mam problem z podniesieniem dziecka w
      > nocy jak ręce nie rozruszane. Mam problem, żeby podnieśc się z łóżka, bo bolą p
      > lecy i nogi. Nigdy wczesniej tak sie nie czułam.


      Idź z tym do lekarza, na forum nikt ci diagnozy nie postawi.

      Na dodatek nie ma już intymności międz
      > y mną a mężem. Może to zmęczenie, może brak czasu, ale wydaje mi się, że on juz
      > nie ma ochoty (na grubą babę, która nie gotuje, nie sprząta, nie dba o siebie.

      Rozmawialiście o tym? Milczenie i chowanie głowy w piasek to najlepszy patent na rozwalenie związku. Nadal jesteście mężem i żoną, nie tylko rodzicami i wybacz ale brak czasu i zmęczenie to tylko wymówki. Przytulenie, dobre czułe słowo to sekundy, które mogą zaważyć na latach waszego wspólnego życia.
    • default Re: nie daję rady 01.03.12, 07:34
      Dziewczyno, pracujesz tylko dwa popołudnia w tygodniu, pozostały czas jesteś w domu i starcza Ci czasu tylko na zajęcie się dzieckiem? Ja doskonale rozumiem, jak trudno się zorganizować ze wszystkim po urodzeniu dziecka - nagle dochodzi milion nowych zajęć, dziecko jest absorbujące, spokój tylko wtedy gdy śpi itd. ale 8 miesięcy to chyba dość czasu by się ze wszystkim ogarnąć. Jeśli nadal czyjesz się tak jak się czujesz, to powinnaś koniecznie zasięgnąć porady psychiatry, dostaniesz jakieś wsparcie lekowe, a potem powinnaś przejść odpowiednią psychoterapię. Te dolegliwości bólowe, o których piszesz także mogą być wynikiem depresji. Powinnaś sobie trochę poprzesuwać priorytety, nie może być tak że kwestia "zupki dla dziecka" urasta do sprawy życia i śmierci. Po co zarywasz noce czytając jakieś internetowe bzdury ? Myślisz, że dzięki temu stajesz się lepszą matką ? Przeciwnie, lepszą matką będziesz, gdy zadbasz o siebie, o swoje zdrowie i psychikę, wtedy zajmowanie się dzieckiem będzie łatwe, proste i przyjemne. Piszesz że cały dzień nie masz czasu jeść, sprzątać czy prać - przepraszam, ale co w takim razie konkretnie robisz cały dzień ? Jeśli takie zwyczajne, codzienne domowe czynności nastręcają Ci tyle problemów to najlepszy dowód na to że przeżywasz jakieś stany depresyjne i KONIECZNIE musisz udać się do psychiatry.
      • niezappominajka Re: nie daję rady 01.03.12, 08:13
        przebadaj się też pod kontem boleriozy, powodzenia.
        • crises Re: nie daję rady 03.08.13, 22:14
          > boleriozy

          Nie ma czegoś takiego.
          • nadzieja05 Re: nie daję rady 04.08.13, 08:22
            z tego co piszesz wynika ze mas zpowazne problemy.
            wiem ze sa dni kiedy nie jest latwo, ale generalnie powinno sie krecic, to ze nie masz sily na nic powinno dac ci do myslena ze z Twoim stanem zdrowia jest cos nei tak.
            Kochana wybierz sie do specjalisty, podlecz, kladz sie spac razem z mezem i dzieckime anie siedz do 3 nad ranem nad kompem bo to Ci sil nie da.
            Zycze powidzenia i nie zalamuj sie wszystko sie ulozy, ja tez przez to przechodzilam i na prawde mozna.
    • woda_woda Re: nie daję rady 01.03.12, 08:57
      mammaamma napisała:

      > Nie mam juz siły. Czuję się samotna. Bardzo samotna.

      A jak czuje się twój mąż?
    • rumpa Re: nie daję rady 01.03.12, 09:10
      ciąża i stres? przedtem problemy z zajściem w ciążę? choroba autoimmunologiczna , tarczyca, hasimoto. Sen, tycie, bóle stawów, stany depresyjne - to wszystko się zgadza. Zrób badania , sama, bo konowały w tym kraju i nie tylko tym, zlecają tylko tsh. Więc poza tym ft3, ft4, anty-tpo, anty-tg i wrzuć wyniki na forum Hasimoto. Leczy się prosto, tyroksyna, czasem cytomel, tabletka rano. Mnie naście lat trzymali w takim piekle, bo miałam tsh -1,5 co ich zdaniem wykluczało niedoczynność tarczycy.Oczywiście paśli antydepresantami, które nie pomagały. Chorobę wykryła kardiolog, do której trafiłam, jak zaczęło mi wariować serce. Po tyroksynie przeszło.Wszystko.
      • virtual_moth Re: nie daję rady 01.03.12, 09:24
        Jakie choroby, lol. Laska od 8 wieczorem do 3 nad ranem prawie kazdego dnia siedzi przed kompem. Bezdzietny by nie wyrobił. Brakuje jej snu i tyle.
    • mozambique Re: nie daję rady 01.03.12, 10:34
      sparwdz dokaldnei kregosłup

      - dretwienie i bolesnosci miesni a takze wraznie bólu kosci to MOŻE ( ale oczywiscie nie musi) byc efekt dyskopatii , ucisku na nerwy ,
      moze podczas porodu po wczesniejszym wielomiesiecznym lezeniu doszło do ucisku na rdzen kregowy ? zglos sie do neurologa albo ortopedy ,
      mnie przez wiele miesiecy bolały całe ręce ( miesnie , stawy i kosci ) podjrzewalam uraz łokcia od tenisa a okazało sie ze to powazna dyskopatia w odcinku szyjnym , zakonczoan zreszta operacją
      • sebalda Re: nie daję rady 01.03.12, 12:23
        Przede wszystkim bardzo Ci współczuję. Moja córka była bardzo poważnie chora zaraz po urodzeniu, ledwo uszła z życiem, po jej powrocie ze szpitala do domu też miewałam takie stany jak Ty, ale u mnie trwało to na szczęście krócej, udało mi się samej ogarnąć.
        U Ciebie na 100% do stresu poporodowego doszły problemy zdrowotne i to bardzo poważne. Chyba też bym obstawiała tarczycę, ale to może byc też coś innego. Kompletnie nie mogę pojąć, dlaczego ani Ty, ani mąż nie wpadliście na to, żeby zrobić wszystkie możliwe badania.
        Jestem głęboko przekonana, że jesteś chora, a choroba rzutuje na Twój stan psychiczny (albo jest on jednym z objawów choroby), stąd bezsilność, marazm, stany lękowe, depresja.
        Nie ulega wątpliwości, że musisz się zbadać. Jeśli to tarczyca, leczenie faktycznie jest proste, nie takie drogie i przynosi szybkie efekty.
        Trzymam kciuki, dla dobra nie tylko swojego, ale przede wszystkim dziecka i Twojego małżeństwa (a jest o co walczyć, bo męża masz wyjątkowo cierpliwego, podziwiam) musisz natychmiast iść do lekarza i powiedzieć o wszystkich objawach, ze szczegółami.
    • mirkad Re: nie daję rady 01.03.12, 12:22
      Rozumiem cie w 100% bo to samo przechodzilam 5 lat temu - prawie 10 lat starań o dziecko, ciąża zakończona przez cc w 29 tc, 3 miesiące z małą w szpitalu, dochodzenie do siebie po masywnym krwotoku po cc itp, itd; gdy teraz sobie przypomnę sama siebie z tego okresu - zombi, tak funkcjonowalam; i właśnie ten ból fizyczny każdej cząstki ciała i notoryczny brak snu (bo nie można snem nazwać 2-godzinnej drzemki) - o nadwadze nie wspomnę.
      Mogę ci tylko powiedzieć co ja zrobiłam:
      - po pierwsze psycholog + psychiatra, ośmieliłłabym sie stwierdzić że masz depresję
      - zmuszenie siebie (dosłownie) do robienia czegokolwiek: ja samą siebie poganiałam " no rusz się kobieto, pozmywaj, wyciągnij odkurzacz"
      - to samo z zadbaniem o siebie, choć wiem, że to ani latwe ani proste, małymi kroczkami
      - może powrót do pracy? ja tą konieczność przeklinałam jak mogłam, ale teraz stwierdzam, że nic wlaśnie tak mi nie pomogło jak kontakt z ludźmi i siłą rzezcy skupienie swojej uwagi na kilka godzin dziennie na czymś innym niz pieluchy, rehabilitacja małej, problemy z jedzeniem; można wrócic np. na 1/2 etatu
      - oddanie dziecka od czasu do czasu komuś pod opiekę, choćby na godzinkę

      Przyznam szczerze, że proces dochodzenia do siebie trwał u mnie jakieś 3 lata; sama sobie pewnego dnia powiedzialam "dość"; ścięłam włosy które uparcie "reanimowałam" od porodu, przeszłam na dietę (po prawie pół roku zastanawiania się nad Dukanem);
      dasz radę wyjśc z tego, choć teraz możesz faktycznie nie widzieć żadnej perspektywy; z każdym dniem twoje dziecko jest większe, silniejsze i z czasem będzie ci coraz lżej
      Szczerze pozdrawiam i ściskam
      • mammaamma Re: nie daję rady 01.03.12, 13:26
        Dziękuję Wam za odzew. Za miłe słowa i za te niemiłe, bo też dają do myslenia. Jak tak czytam sama siebie i Was, to rzeczywiście wygląda to tak, jakbym nic nei robiła, tylko siedziała w necie. A tak nie jest. Siedzę na forach, bo potrzebuję trochę odpoczynku i oderwania się. Ale tak naprawdę, to wiekszośc czasu przed komputerem spędzam pracując. Do pracy chodzę dwa razy w tygodniu na kilka godzin, ale całą resztę etatu załatwiam przez sieć. Staram się to robić, jak dziecko śpi (czyli wieczorem i w nocy - a wierzcie mi, że nie chce za nic w świecie usnąć o 8 wieczorem), ale niektóre rzeczy muszę robić w trybie pilnym. I robię. Mimo wszystko. Staram się na nawalać na zewnątrz i wobec dziecka. Ale na resztę naprawdę nie mam siły. Może rzeczywiście jestem chora na coś? Ale nie chcę (nawet wobec siebie), żeby zabrzmiało to jak wymówka do tego, że nie daję rady. I - wiem, że to brzmi absurdalnie, ale tak jest - nie mogę się nawet zebrać do tego, żeby coś zrobić z własnym zdrowiem, wyglądem, choć przecież generalnie w to lubię. Przez lata starania się o dizecko nabiegałam sie po lekarzach i wydawało mi się, że gdyny coś bylo nie tak (np. z tarczycą), to wyszłoby to w jakichś badaniach. Ale moze nikt tego nei sprawdzał za bardzo. żyję na tym świecie już parę lat i jakoś dawałam radę. I to chyba nieźle. A teraz jest jak jest a ja się czuję zagubiona, zła na siebie, ale jednocześnie taka bez sił, bez energii. Moje dziecko sypia głównie na spacerze. Więc chodzimy na długie spacery, ale wtedy nie mogę (nawet gdybym miała siłę) sprzątać itp. Tylko chodzę i chodzę i zamaist nabierac energii ze świeżego powietrza, to ją tracę. Myślę nad soba, nad tym, co tu przeczytałam. Niektóre posty bardzo mi dały otuchy (a bardzo teraz tego mi chyba potrzeba) a inne kopnęływ tyłek. I tego może tez potrzeba, choć raczej gotowa jestem płakać nad swoja beznadziejnością niż coś zrobić. Bo gdybym była w stanie zrobic, tobym, zrobiła już dawno. mam wpsaniałego męża, który chyba nie umie mi pomóc, bo nawet ja sama nie wiem, czego mi trzeba. Wiem, że to wszystko moja wina, nie jego. I wiem, że jest cudowny, że ze mną wytrzymuje. I tym bardziej nie lubię siebie, że jestem taką rozmemłaną jędzą. Dzięki za wszystko. Może zdobędę się na psychologa i lekarza. Mam nadzieję, że potem coś ruszy. Pozdrawiam.
        • mamapodziomka Re: nie daję rady 01.03.12, 18:19
          Nie czytalam dokladnie wszystkich odpowiedzi, ktore juz dostalas, ale tak na szybko:

          1. Urodzenie dziecka daje ci dziecko, ale nie leczy automatycznie z traumy nieplodnosci. Przepracuj temat, w razie potrzeby z psychologiem, bo nadopiekunczosc i strach o dziecko rozwalaja zycie i zwiazek tobie i mezowi, i szkodza dziecku.

          2. Jesli rzeczywiscie pracujesz ilosc godzin rowna mniej lub wiecej etatowi, to sorry, ale nie da sie tego zrobic tak przy okazji wieczorami. Jesli nie masz na miejscu kogos, kto by sie dzieckiem zajmowal w czasie twojej pracy, to wezcie opiekunke a ty pracuj w normalnych godzinach. Spiac od 3 do powiedzmy 6-7 rano zajezdzisz sie raz-dwa i raczej nie bedziesz dobra matka. No i jest kolosalna roznica miedzy "siedze w domu z dzieckiem i z niczym nie daje rady" a "pracuje na caly etat i sie nie wyrabiam w chalupie".

          3. Odpusc troche idealne macierzynstwo, na rzecz jakosci zycia. Dobra mama, to mama wypoczeta i z ochota do zycia i twoje dziecko lada moment zacznie to naprawde zauwazac. Nie mowie, ze zywienie, etc. nie jest wazne, ale od sloiczka raz na jakis czas sie nie umiera, a jakos musisz to sobie ulozyc, bo maluch rosnie i czasu bedziesz miala coraz mniej (jak zacznie pelzac, bedziesz musiala ograniac powierzchnie plaskie, bedzie mniej spal, potem zacznie sie wspinac i wszystko scigac, no i bedzie wymagac wspolnej aktywnej zabawy, niemowlaka wystraczy miec przy sobie).

          4. Zapalenie tarczycy bardzo czesto pojawia sie po porodzie, Nawet tak sie nazywa "poporodowe". W ogole porod potrafi spora chorob uaktywnic, badania sprzed ciazy maja wylacznie znaczenie jako ewentualne porownanie. Jesli bola cie stawy zrob markery na reumatyzm - moze cos sie wyjasni.

          5. Nie zabieraj sie od razu za wszystko, bo ci nie wyjdzie i tylko sie jeszcze bardziej zdolujesz. Zajmij sie zdrowiem i odpowiednia iloscia snu, na wyglad przyjdzie czas pozniej. Nie postanawiaj sobie, ze bedziesz miala super posprzatane mieszkanie, zacznij na poczatek np. tylko ogarniac pokoj, w ktorym najczesciej w dzieckiem przybywasz. To tez ci bedzie poprawialo humor.

          I powodzenia, dasz rade!
        • summerland Re: nie daję rady 13.03.12, 02:35
          Postaraj sie uregulowac sobie dzien. Rozpisz sobie caly dzien, godzina po godzinie i starej sie tego trzymac. Wychodz na spacer z dzieckiem kiedy ono nie spi to potem w domu jak zasnie bedziesz miala wiecej czasu. Zycze powodzenia. I koniecznie do lekarza zrobic badania.
        • crises Re: nie daję rady 03.08.13, 22:17
          > Siedzę na forach, bo potrzebuję trochę odpoczynku i oderwania się.

          Od czego, na litość Latającego Potwora Spaghetti?!
        • audrey2 Re: nie daję rady 04.08.13, 20:39
          Nic nie jest Twoja wina
          Fakt, rytm dnia masz tragiczny-jesli idziesz spac o 3 nad ranem, to juz samo wystarczy do takiego koszmarnego samopoczucia, choc pewnie cos sie s organiznie popapralo po porodzie.
          Przeszlas traume nieplodnosci, masz dziecko, wyczekane, wiec powinno byc idealnie.a przeciez opieka nad niemowleciem jest bardzo, bardzo wymagajaca.a Ty sobie dokladasz.
          Jesli znajomi sie wykruszyli, moze poszukaj nowych, moze mlodych mam? Na spacerach, placach zabaw, forach? Wszystki, mamy malych dzisci, jestesmy spragnione kontaktu.
          Idz do lekarza, przebadaj sie, byc moze terapia, ludzie wokol, wiece snu I bedzievok.
          Minie, zobaczysz:)
    • kiszczynska makarba 05.03.12, 00:47

    • mama6116 Re: nie daję rady 05.03.12, 01:23
      Zrób dokładnie to, o czym pisze Rumpa. Z Twojego opisu wyłania się dość prawdopodobne zapalenie tarczycy. Jeśli potrzebujesz wsparcia psychologa idź, ale przede wszystkim zrób badania tarczycy i wrzuć wyniki na forum hashimoto. To ważne, bo wyniki w normie wcale nie musza świadczyć o zdrowiu, o czym boleśnie przekonało się sporo forumowiczek. Wiele hashimotek swoją "przygodę" z tarczycą zaczynało właśnie od psychiatrów, ale dopiero własciwe ustawienie hormonów dawało znaczącą poprawę. Jeśli to właśnie tarczyca jest powodem Twoich problemów, warto wiedzieć to od razu, a nie po kilku latach koszmaru.
      I jeszcze jedno. Prawdopodobnie podczas starań się o dziecko robiłaś TSH. Niestety często lekarze uznają, że wszystko jest OK, jeśli wynik tarczycy jest w normie i nie zlecają dodatkowych badań. Tymczasem wystarczy podniesiony poziom przeciwciał przeciwtarczycowych, aby mieć problem z zajściem w ciążę. A przeciwciała moga być zwiastunem zapalenia tarczycy.
      Tak, czy inaczej trzymaj się cieplutko. Poradzisz sobie.
      E.
    • alonka7 Re: nie daję rady 05.03.12, 11:59
      To ja dodam od siebie, tez z pozycji mamy (starszej, po dlugich i trudnych staraniach)

      Po pierwsze: zapewnij sobie wsparcie na kazdym mozliwym froncie. Moze to byc i pomoc psychologiczna (ja na przyklad z takiej korzystam, bo uwazam, ze jesli ja bede w lepszym stanie to i moja rodzina i dziecko i maz tez), pomysl czy np Twoja bezdzietna kolezanka nie chcialaby dla przyjemnosci posiedziec z maluchem (moje chcialy), poszukaj wewnatrz w sobie wsparcia. To podstawa.

      Po drugie odpowiednia ilosc snu. To absolutny priorytet - nie warto marnowac czasu ani na telewizje (ja nawet nie mam telewizora), ani na internet. Z forum internetowego nie dowiesz sie jak dbac o malucha. Jedna ksiazka na ten temat spokojnie wystarczy. Nie marnuj cennej energii , jesli nie musisz.

      Po trzecie = calodzienna opieka nad dzieckiem i praca (ekwiwalent calego etatu) to dwa etaty. To na dluzsza mete za duzo dla kazdego. Nikt w takiej sytuacji nie bylby wypoczety - to jest tryb zycia kosztem snu i kosztem zdrowia. Co mozna zmienic? - moze pomoc chocby sasiadki na pare godzin z maluchem?

      Po czwarte - zaplanuj odpoczynek. Nie dlatego, ze to luksus ale dlatego, ze to niezbedne dla utrzymania zdrowia. Moze siedzenie przy gazecie w kawiarni? Moze sen? Maz potrzebuje czasu z maluchem sam na sam.

      I wreszcie - sprawdz zdrowie. Moze faktycznie cos jest fizycznie nie tak? Choc dla mniej tryb zycia i ilosc snu jest nawet dla zdrowego czlowieka za mala na dluzsza meta.
      • to_la1 Re: nie daję rady 05.03.12, 13:42
        Może masz depresję?
        Widzę, że masz wspaniałego męża, na pewno Ci pomoże. Doceń to - wiem co piszę. U mnie było wręcz odwrotnie. Mamy 2 dzieci - 5 lat i 9 miesięcy. Gdy wróciłam z 2 dzieckiem ze szpitala do domu, po wyczerpującym porodzie, mąż zrobił mi wieczorem awanturę dlaczego nie wykąpałam starszego! Strasznie to brzmi, ale tak było. Sama zajmuję się dziećmi (mąż wtedy pracuje) sprzątam, gotuję i na dodatek nie marudzę bo przecież dom jest na mojej głowie ehhhh szkoda gadać.
        Ty masz tę dużą przewagę, że masz naprawdę kochającego męża. Idź do lekarza, zrób ogólne badania, może jakieś witaminy dla kobiet.
        Wierzę, że wszystko się ułoży i dojdziesz do siebie. Życzę Ci tego bardzo. Pozdrawiam :)
    • kutryna Re: nie daję rady 09.03.12, 19:44
      Koniecznie zbadaj dokładnie tarczycę. To że długo nie mogłaś zajść w ciążę, to też może być związane z tarczycą. Wszystkie objawy, które opisałaś, pasują do zapalenia tarczycy. To może być pociążowe zapalenie, które po odpowiednim leczeniu minie, a może być hashimoto, czyli choroba, której objawy możemy kontrolować lekami, ale trzeba je brać niestety już zawsze. powodzenia!
    • baszi Re: nie daję rady 10.03.12, 08:58
      na poczatke radzilabym przestac przesiadywac na dzieciowych forach do 3 nad ranem, kupic jedna dwie dobre ksiazki o pielegnacji, rozwoju i zabawach z dziecmi i spac po 22, wstajesz rano wypoczeta nawet jak w nocy czeka cie kilka pobudek, od rana ostro sie wziac za balagan, w czystym pokoju i mieszkaniu lepiej zebrac mysli, isc do lekarza skoro bola kosci i miesnie przebadac sie, zaczac sie prawidlowo odzywiac nie wiem czy karmisz ale nawet jesli nie to po ciazy, po wysilku opieki nad malym dzieckiem trzeba organizmowi dostarczyc witamin, mineralow i calej reszty jak bez tego ma normalnie funkcjonowac?
      jesli zwykly lekarz nie pomoze to proponuje wizyte u psychloga. dobrze tez gdybys porozmawiala z mezem i poprosila zeby cie czasem zmobilizowal do jakiegokolwiek dzialania.
      • baszi Re: nie daję rady 10.03.12, 09:02
        jeszcze jedno, nie robic tragedii z tego ze nie masz kolezanek, no takie zycie, w sobote zbierz sie idz do kosmetyczki, zrob paznokcie, moze idz na masaz, kup sobie jakis ciuch , nawet pulchny moze dobrze i ladni wygladac jak sobie kupi fatalaszka fajnego, moze zapisz sie na silownie, aerobik, tam poznasz jakas kolezanke.
    • summerland Re: nie daję rady 13.03.12, 02:39
      Postaraj sie uregulowac sobie dzien. Rozpisz sobie caly dzien, godzina po godzinie i starej sie tego trzymac. Wychodz na spacer z dzieckiem kiedy ono nie spi to potem w domu jak zasnie bedziesz miala wiecej czasu. Zycze powodzenia. I koniecznie do lekarza zrobic badania.
      • penelopa40 Re: nie daję rady 13.03.12, 12:06
        noo, to widać i na moje oko widać stan depresyjny, bóle różnych części ciała i dolegliwości fizyczne mogą być objawem depresji! jak najszybciej pójdź do psychiatry i psychoterapeuty,
        naprawdę jedno dziecko, dom i trochę pracy zawodowej to jest do ogarnięcia w pół dnia, tylko trzeba być zdrowym...
        możesz też zbadać tarczycę, i wybrać sie do lekarza kontaktu opisać mu objawy... może zleci jakieś szczegółowsze badania...
    • sauerkirsch Re: nie daję rady 13.03.12, 22:26
      Od razu pomyślałam o poporodowym zapaleniu tarczycy, tak jak rumpa napisała.
      Znam z autopsji, przy czym do lekarza trafiłam 4 miesiące po porodzie, więc aż tak źle nie było.
      Zrób tak, jak ci rumpa doradza.
      A to siedzenie do 3 przed kompem to lekka przesada. Zrezygnuj z bycia IDEALNĄ MATKĄ nim się wykończysz.
    • 2bemama Re: nie daję rady JA TEŻ 03.08.13, 19:27
      ROZUMIEM CIEBIE DOSKONALE. JA JUZ NIE CHCĘ ŻYĆ. WSZYSTKO STRACIŁO SENS I TYLKO Z DZIECMI CHCE SIE POZEGNAC, BO NA MEZU MI JUZ CHYBA WOGOLE NIE ZALEZY. JA NIE CHCIALAM JUZ DZIECI TEN JEDEN RAZ NIE ZABEZPIECZYL SIE I URODZILAM SYNKA, CORKA MA 12 LAT, A JA CHCIALAM PRACOWAC ISC DOKSZTALCAC SIE A TERAZ JESTM W DOMU SIEDZE I NIE WYTRZYMUJE ZACHOWAN MEZA ZE JESTEM OD NIEGO UZALEZNIONA. KOCHAM SWOJE DZIECI ALE NIEMAM SIE GDZIE Z NIMI PODZIAC WOIEC WOLE JE ZOSTAWIC BO ZYC JUZ NIE DSAJE RADY. A TY TRZYMAJ SIE BO JESTES DOBRA MAMA I DASZ RADE WIERZE W CIEBIE
      POZDRAWIAM
    • izabelski Re: nie daję rady 05.08.13, 21:36
      wykancza cie - 35/40 godz tydz pracy+opieka nad dzieckiem+karmienie+brak snu

      znajdz kogos na dzien lub dwa,zeby ci pomogl doprowadzic dom do stanu uzywalnosci

      usiadz i podlicz czy stac cie na wynajecie kogos do pomocy w domu na 2-3 godz dziennie - wtedy mozesz sie wyspoac lub ta osoba oganie ci dom lub zabierze dziecko na spacer a ty mozesz w tym czasie pracowac
      jesli bedzie to regularna pomoc pozwol ici stanac do pionu i wypracowac rytm dnia

      a ile meisiecy ma twoje dziecko?
Pełna wersja