Dodaj do ulubionych

Nie wiem co robic?

02.04.12, 21:21
Mieszkamy u rodziców. Jest dziecko 6 letnie. Mąz pracuje od niedawna. Nasz dochód to średnio 2,500 zl razem. Ja nie mogę niczego znaleźć i pracuje gdzie mogę. Wszystkie pieniadze odkładamy. Brakuje nam jeszcze trochę, by kupic mieszkanie, bo chcemy wreszcie mieszkać u siebie, nawet w malutkim mieszkaniu. Teraz wszystkie opłaty uiszczają rodzice. Placa za przedszkole, jedzenie, mieszkanie. My płacimy jedynie za swoje zachcianki, których nie ma, bo wciąż oszczędzamy i naszą odzież. Od ur. dziecka tam oszczędzamy, odkładam ja dowiedziałam sie o ciąży. Przyznam się, ze po prostu czasami mam ochotę uciec i nie wrócić, albo sic do sklepu i kupić wszystko, czego mi brakuje. Z drugiej strony brak własnego mieszkania tak daje nam sie we znaki, ze jesteśmy gotowi nie jeść, żeby tylko się udało, a nie stać nas na kredyt. Nikt go nam nie da i nie będziemy mogli wyprowadzić się z kredytem na szyi. Czuje sie jak w pułapce. Konto szybko pęcznieje, ale to czekanie, zwłaszcza w ostatnim roku, jest koszmarne. Naprawdę nie ma wakacji, nie ma nic. Tylko rzeczy, ktore juz koniecznie byc musza. Jestem młoda, a nawet nie mogę sie umalować, bo skore mam delikatną i potrzebuje aptecznych kosmetyków. A te są drogie. Pocieszam sie, ze nic byśmy nie mogli oszczędzać płacąc za zycie naszej trójki, ale to za mało. Ciągle robię porządki, żeby posprzedawać co już jest niepotrzebne i to wciąż za mało. Sprzedaliśmy działkę i na tej podbudowie finansowej, zaczęliśmy myśleć te 6 lat temu o mieszkaniu, liczac ze jednak sie uda i odłożymy pożądaną kwotę, ale mamy za mało, żeby kupić i urządzić te 2 pokoje dla naszej trojki. I nie wiem co robić, w która stronę iść. Zbliżają sie wakacje syn marzy o wyjeździe, a nas nie stac, bo jego wyjazd, oznacza dla nas odkuwanie się przez kolejne miesiące i zycie w beznadziei.
Nie wiem jak radza sobie ludzie, jesteśmy osOBAMI 28 letnimi, a nie mamy nic swojego, wciąż tylko podliczamy i na tym sie kończy.
KIEDY SIĘ TO WRESZCIE SKOŃCZY!
Obserwuj wątek
    • kropeczka455 Re: Nie wiem co robic? 02.04.12, 22:37
      A nie mozesz rozejrzeć sie za jakąś pracą?
      Może zaopiekujesz sie jakims dzieckiem lub chora osobą.
    • mama_myszkina Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 00:18
      No nie wiem, jakoś Ci nie współczuję. Masz dopiero 28 lat a za rok będziesz kupowac mieszkanie na własność, bez kredytu. Znam sporo osób w Twoim wieku, które te 2.500 wydają co miesiac na życie i nic nie odkładają. Na Twoim miejscu bym dziękowała za rodziców, bo naprawdę się poświęcająutrzymując dorosłą rodzinę z dzieckiem.

      Nie można mieć wszystkiego. Skoro Wasz pan jest taki, żeby kupić chatę bez kredytu, to siłą rzeczy trzeba oszczedzac. Finansowo i tak macie lepiej niż większość rodzin, bo którą rodzinę stać na odłożenie 2500 miesięcznie?
      • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 00:52
        Dla równowagi mogę powiedzieć, ze znam mnóstwo osób, które maja lepiej i juz na studiach są mieszkaniowo urządzeni.
        Plan, o którym piszesz, trwa juz 6 lat. Jest mi bardzo ciężko, bo wszystkiemu muszę mówić nie. Dostajemy pieniądze i one znikają, biorę z tego jakieś max 200 zl w porywach, a reszta wyświetla sie w wirtualnym okienku. A na kredyt nas nie stac, bo nie damy rady płacić raty 1000 zl, spłacając najpierw bankowe odsetki, a potem pożyczona sumę i utrzmywac 3 os. rodzinę.
        Te refleksje naszły mnie, bo trzeba planować wakacje, a ja nie mam za co. I wyjdzie na to, że przesiedzimy piękne sloneczne dni w domu, że dziecko przesiedzi. To nie niemowlę, ze można wyjść do parku na 5 godzin.
        Ostatnio mam z tego powodu spore kryzysy i korci mnie, zeby zorbic cos tak drogiego i ekstremalnego, czego nie robiliśmy nigdy w zyciu, ale mam zamordyzm w postaci codzienności. I wyjścia z tego zaklętego kola nie ma.
        • evee1 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 02:28
          Chwala Wam za taka zelazna wole w oszczedzaniu. Przyznam szczerze, ze ja bym tak nie potrafila. Zreszta i tak zyje w innej rzeczywistosci (za granica) i tu gdzie mieszkam nie da sie po prostu zaoszczedzic na dom i kredyt jest po prostu koniecznoscia.

          > Dla równowagi mogę powiedzieć, ze znam mnóstwo osób, które maja lepiej i juz na
          > studiach są mieszkaniowo urządzeni.
          Alez to sa osoby, ktore zapewne sa bogate z domu. Nie wierze, ze ktos juz na studiach dorobil sie mieszkania za wlasne oszczedzone pieniadze. Malo kto zarabia tyle, zeby stdiujac i jednoczesnie pracujac odlozyc na mieszkanie.

          > A na kredyt nas niestac, bo nie damy rady płacić raty 1000 zl, spłacając najpierw bankowe odsetki, a potem pożyczona sumę i utrzmywac 3 os. rodzinę.
          No, ale przeciez skoro macie juz odlozona spora sume, to i kredyt bedzie zdecydowanie mniejszy i splaty jego tak samo, czyli nie 100zl, tylko moze 300-500zl. W gruncie zeby mozecie je rozlozyc na wiecej lat. Moze wart rozejrzec sie za taka opcja i zaczac wreszcie zyc, a nie tylko oszczedzac.
        • default Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 08:28
          bagietka4 napisała:

          > Te refleksje naszły mnie, bo trzeba planować wakacje, a ja nie mam za co. I wyj
          > dzie na to, że przesiedzimy piękne sloneczne dni w domu, że dziecko przesiedzi.

          To brak kasy od razu zmusza do siedzenia w domu ? Przecież nie trzeba zaraz jechać na Kanary, ani do luksusowego hotelu w Juracie. Rozumiem, że męczy Cię to ciągłe ścibolenie, więc na wakacje zróbcie sobie małe "szaleństwo" - poszukaj jakiejś niedrogiej agroturystyki, niekoniecznie z wyżywieniem - możecie zabrać jakieś zapasy z domu i spędzić chociaż kilka dni "w plenerze". Ja od paru lat nie wyjeżdżam na wakacje (nie z powodów finansowych) i żyję. A jak zeszłego roku udało się nam z mężem wyrwać dosłownie na pięć dni do Puszczy Knyszyńskiej i Augustowskiej - to wspominamy te dni do dziś, tak było super i takiego nam to dało pozytywnego "kopa" :)
          Więc zamiast płakać - odpuście sobie te kilkaset złotych i zaplanujcie super wycieczkę - choćby dla poprawy ogólnego samopoczucia :)
        • mama_myszkina Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 13:56
          Wybacz, ale mam wrażenie, że jesteś po prostu chciwa i zafiksowana na kasę. Zawsze będzie ktoś, kto ma lepiej od Ciebie, pogódź się z tym, bo zawiść zatruwa Ci życie.

          Brak kasy nie zmusza do siedzenia w domu. Fajnie dzień mozna spędzić w podmiejskim parku. Trochę wyobraźni!
    • baszi Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 08:41
      sa ludzie ktorzy sami musza placic za swoje zycie bo nie maja rodzicow ktorzy oplaca rachunki wiec o oszczedzaniu nie ma mowy ani o kredycie na wlasne mieszkanie a jeszcze sie kapse obcej osobie za wynajem miejszkania napycha i tez sobie nie mozna pozwolic na wszystko co potrzebne nie mowiac o zachciankach wiec ty jestes w calkiem komfortowej sytuacji.
      • tiszantul Re: Nie wiem co robic? 29.04.12, 03:16
        >a jeszcze sie kapse obcej osobie za wynajem miejszkania napycha

        jaką znowu kasę obcej osobie? mówisz o tych góra 200-300 złotych brutto miesięcznie? bo resztę właściciel równie dobrze dostałby na odsetkach bankowych, gdyby sprzedał mieszkanie i pieniądze wrzucił na lokatę. Tak że wspaniały interes na wyzysku najemców zamyka się w sumie około 200 złotych miesięcznie. I to przy dzisiejszej ofercie lokat, wcześniej były długie okresy, kiedy właściciel mieszkania dopłacał do interesu w porównaniu z wrzuceniem na lokatę. Ryzykować problemy z najemcami i jeszcze dopłacać, a w najlepszym razie zarabiać góra 300 złotych brutto, netto 270? Dlatego mieszkania wynajmuje się tylko chwilowo, okresowo, pomostowo, mało kto na stałe.
    • woda_woda Co robić? 03.04.12, 08:53
      Podziękować losowi za rodziców, którzy tyle lat utrzymują dorosłych ludzi a potem wziąć się do jakiejś roboty.
    • premeda Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 10:30
      A to nie można wziąć kredytu na część mieszkania i co to znaczy brakuje jeszcze trochę przy 120tys. rata wychodzi coś 500-600zł. A tak poza tym ja mam 30 lat, dzieci nie mamy, na ślub też nie mamy, mieszkamy w wynajmowanym, więc wy macie dużo lepiej.
    • aloiw1985 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 10:45
      sa kredyty z mniejsza rata- poszukasz i znajdziesz. Wiem ze może ci byc cholernie trudno- usiadz z mężem i mu to powiedz. Czasami lzej jest oszczędzać jeśli człowiek pozwoli sobie na mały luksus jako nagrodę za te lata oszczędzania. Ja mam 26 lat, mąż 33 i tez jeszcze nie mamy nic własnego oprócz kilku działek, mieszkamy w wynajętym z jednym dzieckiem i mnie z kolei wkurza ze muszę komuś innemu zapłacić czynsz za który mogłabym mieć cos innego, swojego.
      Kochana nie patrz na to ze inni juz po studiach maja mieszkanie samochód i jeszcze pewnie złotą kartę. Takie osoby owszem posiadają to na własność ale za pieniądze mamusi i tatusia- nie wierze ze jest inaczej.
      Ty masz skarb w postaci swoich rodziców, którzy pomagają Ci tak bo pewnie nie mogą pomoc inaczej, ciesz sie ze możesz na nich liczyć.
      I naprawdę podziwiam wasza żelazną wole. Tak trzymaj i juz za jakis czas napiszesz tu jak to fajnie ze mamy mieszkanie, ze bylo ciezko ale z tego powodu jeszcze bardziej to doceniasz :)

      • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 12:10
        Dziękuję za wszystkie wpisy, prawdę mówiąc jestem już w takim stanie psychicznym, ze od jakiś 2 tyg., tylko krzyczę. Dobijające jest to, ze tez uważacie, ze to nie jest naturalne, by tak zaciekle odkladac, nie pozwalając sobie na wyjście poza pule.
        Kredytu nikt nam nie da, bo nie mamy go z czego spłacać, mój mąż zarabia na umowach cywilopraw. ok. 1500 zl, a ja na czarno dorabiam ten drugi tysiąc, 1200.. Nawet gdyby bank to uznał, nie wyżylibyśmy spłacając te 600-700 zl/m., znów trzeba byłoby oszczędzać, żeby było na rate:(((, a ja chce żyć normalnie, tzn. liczyć ile wydaje, ale nie z nożem na gardle.
        Kiedy dostajemy wypłaty, te sumy sa dla mnie abstrakcją. Czasami myślę, ze gdybym tyle miała miesięcznie, ile generujemy, nawet przy zyciu na własny rachunek, to szybko bym odżyła i wyszła z tej melancholii.
        To wyglądało tak, ze sprzedaliśmy działkę i wszystko ulokowaliśmy. Brakuje nam ok. 70-80.000 zl., by kupic choćby to 2 pok. lokum. Ktos powie, to mało przy cenach mieszkań, ale dla mnie to pieniądze zaporowe. Nie wiem, czy z tym, jak sie czuje, to wyjdzie. Boje sie, ze zrobie cos głupiego. Nawet nie wiem gdzie tego mieszkania będziemy szukac, bo po prostu pieniędzy ciagle bylo za malo, by sie tym interesować., a gdy próbowałam, miałam kilkudniowego dola.
        Nie weim, jak wytrzymalam tyle lat, ale mialam co innego na glowie, a to sie robilo mimochodem. Teraz chiaalabym wreszcie zobaczyc efekty naszych działań. Ciale mysle, ze ktos nas oszuka, ze wszystko stracimy.. ze mieszkanie, ktore kupimy bedzie do rozbiórki albo co innego..
        Pozdrawiam
        • premeda Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 12:41
          80tys. to nie jest jeszcze trochę tylko prawie 3 lata oszczędzania ale te 2,5tys. wspólnego dochodu to jest masakrycznie mało, niech mąż poszuka czegoś lepiej płatnego, bo nie wierzę, że się nie da.
          • sebalda Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 14:11
            Jeśli kupilibyście mieszkanie na raty, czy rodzice przestaną Wam wtedy pomagać finansowo? Jesteście zakładnikami tej pomocy czy rodzice Was utrzymują w dobrej wierze?
            Sprawdzaliście wszystkie banki? Przecież macie na większą część wpłaty, potrzebna jest reszta pieniędzy, a nie cały wkład. Teraz młodzi ludzie zapożyczają się na całe życie i na cały wkład, Wy jesteście już dziś w dużo lepszej sytuacji.
            Na Waszym miejscu obeszłabym wszystkie banki, może któryś ma usługe dla osób z taką umową o pracę, jaką ma mąż? Może rodzice mogą podżyrować? A kredyt hipoteczny?
            Bardzo Wam współczuję, ale myślę, że na pewno jest jakieś wyjście z tej sytuacji, trzymam kciuki:)
            • marzeka1 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 14:50
              A wy z tymi rodzicami mieszkacie w mieszkaniu czy w domu? Bo wiesz, AŻ takie oszczędzanie, życie w sumie dzięki rodzicom nie do końca dla mnie jest normalne; poza tym, CO stałoby się, gdybyście dwie takie "raty" z odkładania przeznaczyli na wakacje, wyjazd z dzieckiem???? Bo wy z ekstremalnego oszczędzania weszliście w dziadowanie.
              • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 14:56
                marzeka1 napisała:

                > A wy z tymi rodzicami mieszkacie w mieszkaniu czy w domu? Bo wiesz, AŻ takie os
                > zczędzanie, życie w sumie dzięki rodzicom nie do końca dla mnie jest normalne;
                > poza tym, CO stałoby się, gdybyście dwie takie "raty" z odkładania przeznaczyli
                > na wakacje, wyjazd z dzieckiem???? Bo wy z ekstremalnego oszczędzania weszliśc
                > ie w dziadowanie.


                Mieszkamy w 3 pokojach, w bloku. Wyjazd dla naszej trojki w jedno miejsce, to koszt ok. 1500 zl + niezarabianie ani przeze mnie ani przez meza, wyjazd na 7-10 dni. Samochodu nie mamy.
            • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 14:52
              Jeżeli się wyprowadzimy to nie będzie mowy o pomocy. Żyjemy samodzielnie, to opłacamy wszystko sami. Układ jest taki, ze teraz nas opłacają przy okazji. A my te pieniądze odkładamy. Potem pewnie pomogą, ale to nie bedzie juz taka pomoc, jak teraz, zresztą nie dziwie sie. To naprawdę, co innego płacić miesięcznie wyższe rachunki, bo jest więcej osób w domu, a utrzymać drugi dom z 3 os. rodzina:(
              Na kredyt jesteśmy za biedni. Obliczałam i nas nie urządza kredyt rzędu 500 zl miesięcznie przy kwocie 70.000. Nie damy rady wyżyć. Start i tak będzie trudny, a dowalanie sobie kredytem, po 6 latach zaciskania pasa, przerasta moja wyobraźnie.
              Dla niektórych może i jesteśmy herosami, ale na dzień dzisiejszy wygląda to tak, ze siwieje a konca drogi nie widać. Po cichu licze na zdobycie pracy, co graniczy w tej chwili, w moim wypadku, z cudem (studia+ podyplomowe), a mąż musi wyrobić uprawnienia, co zabiera czas na prace. Wszystko trwa i trwa i trwa. Czasami chciałabym to rzucić i gdzieś uciec, przestać bac sie niespodziewanych wydatków, pójść do sklepu i wykupić pełną receptę.. Ostatnio naprawde jest mi bardzo ciezko, bo zycie z rodzicami to inna bajka.
              • premeda Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 15:00
                Ja tak sobie myślę, że wam nawet kupno już tego mieszkania nie poprawi sytuacji finansowej, bo dojdą opłaty za utrzymanie mieszkania.
                • korag1000 Re:Może ja nie umiem liczyć 08.04.12, 21:20
                  Jeśli odkładacie 2500 zł miesięcznie to jest 30.000 zł rocznie. Przez 6 lat to 180.000 zł plus kasa ze sprzedaży działki. I brakuje Wam jeszcze 80.000 zł. Co kupujecie? Pałac Kultury ?
              • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 15:05
                Nie widzę rozwiązania, nie widzę drogi wyjścia. Mam potworne wyrzuty sumienia, gdy wydaje pieniądze. Jestem kreatywna, wszystko robię sama, wydatków stałych nie mamy. Wspólny telefon komórkowy z abonamentem 25 zl, bilet na okaziciela... Ile bym nie zarobiła, wszystko idzie w wirtualna, bankowa rzeczywistość, i jest za mało. Wysyłam CV, obiecują ze zatrudnia i nie dzwonia!!! Kolejna sytuacja z dzisiaj, mieli zadzownic i cisza.
        • mal-sia Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 06:09
          To wez poszukaj normalnej pracy
    • kropeczka455 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 15:04
      bagietka4 napisała:
      > Od ur. dziecka tam oszczędzamy, odkładam
      > Sprzedaliśmy działkę i na tej
      > podbudowie finansowej, zaczęliśmy myśleć te 6 lat temu o mieszkaniu,
      Czegoś nie rozumie!
      Wasze maleńkie dochody wskazuja ze mieszkacie w rejonie gdzie ciężko o jakąkolwiek pracę. Idąc tym tokiem rozumowania mieszkania tez są tam duzo tańsze.
      Odkładacie miesiecznie 2500zl przez 6lat co daje 180 000zł + sprzedana działka.
      Czy te pieniadze nie mozna juz kupić dwupokojowego mieszkania?
      Od dwóch tygodni krzyczysz, nie ważne na kogo ale w domu rodziców, nie dość że utrzymuja was to jeszcze musza sluchać twych humorów i patrzeć na Twe fochy.
      • marzeka1 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 15:07
        Ale ja myślę, że to trudne psychicznie i tyle, stąd i to niepanowanie nad złością rozumiem jakoś;
        A nie możecie latem wyjechać z dzieckiem nawet na weekend pod namiot, chociaż na 2-3 dni, aby dziecko wyjechało poza miasto? Gdzieś niedaleko od was?
        • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 15:09
          Chcileismy zabrac je nad morze. Wyjeżdżamy za miasto dosyc często, bo mamy tam rodzine.


          marzeka1 napisała:

          > Ale ja myślę, że to trudne psychicznie i tyle, stąd i to niepanowanie nad złośc
          > ią rozumiem jakoś;
          > A nie możecie latem wyjechać z dzieckiem nawet na weekend pod namiot, chociaż n
          > a 2-3 dni, aby dziecko wyjechało poza miasto? Gdzieś niedaleko od was?
      • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 15:08
        Malo tego: musza sluchac i pokornie to znosic:)))

        nie zarabialiśmy wcześniej 2500zl, zarabialiśmy rożnie, sprzedaliśmy działkę kilka lat temu, od jakiegoś czasu zarabiamy taką kwotę, wiec te wyliczenia nijak się maja do sytuacji.
        • woda_woda Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 15:11
          bagietka4 napisała:

          > Malo tego: musza sluchac i pokornie to znosic:)))

          Nie, nie muszą.

          Jeśli założyliście rodzinę w wieku 22 lat - bez pracy, pieniędzy i mieszkania, to chyba zdawaliście sobie sprawę, że będzie trudno i biednie?
          • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 15:44
            ee nudy;)

            woda_woda napisała:

            > bagietka4 napisała:
            >
            > > Malo tego: musza sluchac i pokornie to znosic:)))
            >
            > Nie, nie muszą.
            >
            > Jeśli założyliście rodzinę w wieku 22 lat - bez pracy, pieniędzy i mieszkania,
            > to chyba zdawaliście sobie sprawę, że będzie trudno i biednie?
            • woda_woda Ano, nudy :) 03.04.12, 16:17
              bagietka4 napisała:

              > ee nudy;)
              >

              A co? Liczyłaś na to, że zrzucimy się na wasze wakacje nad morzem i twoje kosmetyki? :)
              • konto_jest_zajete Re: Ano, nudy :) 03.04.12, 17:15
                Przyznam, że nie rozumiem tego waszego pędu do kupna własnego mieszkania, skoro jesteście w takiej sytuacji finansowej. Jestem za oszczędzaniem, sama mam mieszkanie na kredyt, ale nie zdecydowałabym się na niego, gdyby nie to, że miesięczna rata to 1/5 moich dochodów, wprawdzie po zapłaceniu wszystkich rachunków i stałych kosztów nie zostaje mi olbrzymia kwota, ale nie narzekam. Nie wyobrażam sobie natomiast spinania się i rezygnowania przed 30-tką z 6-letnim dzieckiem ze wszystkiego w imię odkładania na własne mieszkanie. Wolałabym wynajmować dużą kawalerkę we trójkę, ale móc sobie pozwolić na wyjazdy, wyjście do kina itd.
                Czy myśleliście o wynajmowaniu mieszkania? Ewentualnie przeprowdzką i znalezieniem pracy w innym mieście? Gdyby wasze dochody były na trochę wyższym poziomie i byłyby to umowy o pracę to mielibyście na pewno szansę na kredyt.
                • verdana Re: Ano, nudy :) 03.04.12, 19:20
                  Sytuacja jest taka:
                  Młodzi ludzie chcą mieć mieszkanie. Wobec tego ich rodzice utrzymują dodatkowo trzy osoby, dziecko jest pozbawiona elementarnych rzeczy, wakacji nie ma ,żadnych rozrywek nie ma, pięć osób na moje oko już tego nie wyrtrzymuje. No, ale przecież mieszkanie mieć trzeba. Więc niech rodzice harują na dodatkowe trzy osoby jeszcze parę lat, a młodzi "bohatersko" oszczędzają.
                  Pora zacząć żyć nawet na skraju nędzy, ale samodzielnie. Popróście rodzinę o pomoc finansową, wyprowadźcie się do wynajętego pokoju i zacznijcie żyć na własny rachunek, zamiast pasożytować.
                  • bagietka4 Re: Ano, nudy :) 03.04.12, 19:38
                    Chyba najgłupsza rada, bo nie dość ze bezperspektywiczna, to jeszcze jednym ruchem przekreślająca, to co do tej pory robiliśmy. Tak, jakby te lata się nie liczyły.
                    Nie poprosimy rodziny o pomoc finansową, bo teraz ona jest nam dawana. I czym by się różniło to życie w nędzy na swoim, od obecnego życia (i gdzie na swoim?)? Chyba tym, ze sprzeniewierzylibyśmy wszystkie oszczędności i zostali na końcu bez niczego. Mam zabrac dziecko do wynajmowanej kawalerki, zmienić mu szkołę, bo pod domem niczego nie wynajmę i liczyć na cudzą łaskę i niełaskę związaną z wynajmem??
                    A przepraszam, jeszcze pożyczki trzeba byłoby spłacać z 2500..

                    trzeba jednak przyznać, że:

                    verdana napisała:

                    > Sytuacja jest taka:
                    > Młodzi ludzie chcą mieć mieszkanie. Wobec tego ich rodzice utrzymują dodatkowo
                    > trzy osoby, dziecko jest pozbawiona elementarnych rzeczy, wakacji nie ma ,żadny
                    > ch rozrywek nie ma, pięć osób na moje oko już tego nie wyrtrzymuje. No, ale prz
                    > ecież mieszkanie mieć trzeba. Więc niech rodzice harują na dodatkowe trzy osoby
                    > jeszcze parę lat, a młodzi "bohatersko" oszczędzają.
                    • yoma Re: Ano, nudy :) 08.04.12, 22:45
                      > Mam zabrac dziecko do wynajmowanej kawalerki, zmienić mu szkołę, b
                      > o pod domem niczego nie wynajmę i liczyć na cudzą łaskę i niełaskę związaną z w
                      > ynajmem??

                      Tak, bo i rodzice już długo nie wytrzymają w pięć osób w trzech pokojach.
                  • mama_myszkina Re: Ano, nudy :) 04.04.12, 14:01
                    Brawo Verdano.

                    Niestety, niektórym pęd, aby 'mieć' przesłania wszystko inne.

                    Bagietko, to nie jest najgłupsza rada tylko najmądrzejsza. Wyglądasz mi na nieźle rozpuszczoną pannicę. Założę się, że jak już kupicie to mieszkanie to tez bedzie źle, bo czynsz i rachunki trzeba płacić... . Tylko dziecka żal.
                    • wrzesniowamama07 Re: Ano, nudy :) 04.04.12, 14:12
                      Dodam swoje trzy grosze - każdy chce stabilizacji, wiadomo. Ale podstawą stabilizacji jest możliwość samodzielnego utrzymania się, a nie wydumany standard, czyli własne mieszkanie. Wydumany przy takich możliwościach finansowych oczywiście...
                • bagietka4 Re: Ano, nudy :) 03.04.12, 20:02
                  konto_jest_zajete napisała:

                  > Nie wyobrażam
                  > sobie natomiast spinania się i rezygnowania przed 30-tką z 6-letnim dzieckiem
                  > ze wszystkiego w imię odkładania na własne mieszkanie. Wolałabym wynajmować duż
                  > ą kawalerkę we trójkę, ale móc sobie pozwolić na wyjazdy, wyjście do kina itd.

                  Nawet nie wiesz jakie to jest dla nas dotkliwe.

                  > Czy myśleliście o wynajmowaniu mieszkania? Ewentualnie przeprowdzką i znalezien
                  > iem pracy w innym mieście? Gdyby wasze dochody były na trochę wyższym poziomie
                  > i byłyby to umowy o pracę to mielibyście na pewno szansę na kredyt.

                  Nie myśleliśmy o wynajmowanym mieszkaniu, bo nas nie stać na wynajem, tak jak nie stać nas na kredyt i własne mieszkanie w przeciągu krótkiego czasu. Nasze zarobki to 2500 zl w porywach. Wynajem kawalerki w naszym mieście to kwota rzędu 1400-1600zł ze wszystkim opłatami (to duze miasto wojewódzkie). Szukam pracy, ale sie nie udaje. Proponujecie wynajem skoro zadne babnk nie da nam kredytu, a jak da to go nie zdolamy spłacać, bo musimy z czegoś sie utrzymać!
                  Chcieliśmy od początku miec wlasne mieszkanie, nawet najmniejsze, zeby w ogóle moc sie utrzymać i nie płacić dodatkowego tysiąca czy 1500 bankowi bądź wynajmującemu!
                  • premeda coś zmyślasz 04.04.12, 08:48
                    Piszesz duże miasto wojewódzkie a ty bez pracy (możliwości jest wiele: sprzątanie, opieka nad dzieckiem, wykładanie towaru w supemarketach, inwentaryzacje) chłop zarabia 1500zł, u mnie w małym mieście 5tys. pracownicy fizyczni, bez wykształcenia pracujący przy rozbiórkach obiektów maja ok 3 tys. na rękę. Może pora bardziej się rozgarnąć i poszukać jakiegoś lepszego zajęcia.
                    • sorvina Re: coś zmyślasz 04.04.12, 10:20
                      Tak po ludzku rozumiem, że po latach zaciskania pasa można mieć zwyczajnie dość dziadowania. Jednak to już nie ten etap, że jak pomarudzimy to rodzice/świat da kasę i wszystko się ułoży samo. Rodzice dają już dużo i jest to trochę mało doceniane. Jeśli sytuacja ma się zmienić to trzeba zmienić podejście i działanie. Świat jest jaki jest, jednym rodzice fundują mieszkania jeszcze na studiach, inni muszą na to zapracować, albo szukać komunalnego lub wynajmować. Jedni mają od autorki lepiej, inni mają gorzej. To nie znaczy, że nie ma prawa do żalu, ale sam żal nic nie pomoże.
                      Nie da się wieść dobrego standardu życia z tak małą pensją. Można albo obniżyć wymagania i rozejrzeć się za mieszkaniem komunalnym (też się na nie czeka), albo stanąć na głowie by znaleźć lepszą pracę. Zastanowić się jakie popełnialiśmy błędy, że jeszcze tej pracy nie ma. Może trzeba się samemu wybrać z cv do firmy, by zobaczyli zaangażowanie. Pisać lepsze, bardziej dopasowane do konkretnej oferty cv. Szukać możliwości doszkalania się - skoro pracujesz na czarno to może z urzędy pracy coś się znajdzie. Zostaje też opcja wyjazdu do pracy zagranicę, choć wakacyjnego. Trzeba tylko szukać możliwości, a nie wymówek, dlaczego się nie udaje, dlaczego to nie możliwe.

                      Sama kiedyś bardzo ciężko pracowałam mieszkając po kilka osób w pokoju, w warunkach niezbyt fajnych, bo każdy chciał jak najwięcej oszczędzić. Wiem jak potrafi być ciężko. Naprawdę dobrym rozwiązaniem jest od czasu do czasu pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa i kupić sobie coś fajnego. Wyjechać na te skromne wakacje. Bo potrzebuje tego psychika. Dzięki temu wytrzyma się w tych warunkach jeszcze jakiś czas.
              • bagietka4 Re: Ano, nudy :) 03.04.12, 19:40
                Wio trolu!

                woda_woda napisała:

                > bagietka4 napisała:
                >
                > > ee nudy;)
                > >
                >
                > A co? Liczyłaś na to, że zrzucimy się na wasze wakacje nad morzem i twoje kosme
                > tyki? :)
                • aqua48 bagietko 03.04.12, 19:52
                  Jak ja chciałam wziąć dwójkę dzieci nad morze, a nie stać mnie było na takie kosztowne wtedy wakacje, to pojechałam na kolonie jako opieka a zamiast wynagrodzenia wzięłam swoje dzieci za darmo. Zdecydowałam się na jeden turnus trzytygodniowy, ale mogłam zostać i na drugi. Rozejrzyj się nad takimi możliwościami - kurs wychowawcy kolonijnego to koszt bodaj 150 zł, opiekujesz się grupą, ale możesz jednocześnie i trochę wypocząć i poopalać się i zapewnić własnemu dziecku wyjazd. I odpada gotowanie.
                  • bagietka4 Re: bagietko 03.04.12, 20:11
                    Pomyślę nad ta opcją. Mam zupełnie inne wykształcenie. Nic pedagogicznego nie ukończyłam.

                    Bardzo denerwują mnie posty sugerujące, że tak łatwo wziąć kredyt albo wynająć coś. Trzeba sie tylko rozejrzeć.
                    Nasza sytuacja jest taka: ze ja nie pracuje, miesięcznie dorabiam ok. 1000 zł, a mąż ma um. o dzieło i zarabia ok. 1500 zł polskich! Mieszkamy we 3 w 2 pokojach i wszystkim już ta sytuacja bardzo ciąży, a pikanterii dodaje fakt, że nawet sie nie dokładamy do rachunków, bo to ma przyspieszyć radosna chwile zakupu własnego m! Buty kupuje raz do roku na jedna pore roku! W tamtym roku byla zima, to w tym mi sie upiecze i kupie sobie wreszcie cos na wiosnę - chodzę w kozakach w tej chwili! Mamy rocznice ślubu, świętujemy, jak zwykle, w domu, z gorącą czekoladą.. Zaproszenia do restauracji ( jak jeszcze mieliśmy) czy "na zewnątrz" odpadają, nie wydam 30 zl na obiad, moge zjeść w domu za darmo! I tak mozna wymieniać w nieskończoność, szkoda tylko, ze to MOJE ŻYCIE!.
                    • konto_jest_zajete Re: bagietko 03.04.12, 21:08
                      Bagietko, ale nikt chyba nie pisał, że łatwo jest wziąć kredyt - jak już wcześniej podałam, łatwiej by było, gdybyście mieli przynajmniej umowy o pracę. Umowy o dzieło są traktowane jako umowy "śmieciowe", bo nie dają gwarancji przychodów na przyszłość. Poza tym banki inaczej patrzą na to, gdy bierzesz kredyt na 80 000 bez wkładu własnego, a inaczej, gdy macie powiedzmy 60% wartości mieszkania jako wkład własny.

                      Nie możecie liczyć na pomoc rodziców? Np. kredyt hipoteczny zaciągnięty pod ich mieszkanie (tylko wtedy pewnie rodzice/ rodzic pewnie współwłasność nowego mieszkania, chyba że się jakoś dogadacie na poczet przyszłych rozliczeń) - przy kredycie 80000 na 20 lat to ok. 600 zł rata równa lub malejące od ok. 780 zł do 350 w 20. roku spłaty ;-). Wszystko zależy oczywiście od tego, jakie macie kontakty z rodzicami, ale gdyby rodzice wzięli kredyt na siebie i np. twoi rodzice + rodzice męża pomagali chociażby na początku w spłacie np. po 150 miesięcznie, co pewnie daje to samo, co pokrywanie obecnie za was rachunków, a mieliby spokój i mieszkanie dla siebie. Połowa raty od rodziców i teściów - połowa od was, więc na pewno byłoby wam lżej. A może rodzice/teściowie byliby w stanie wziąć po prostu kredyt po te 35-40 tysięcy? Jeżeli mają mieszkanie/ dom i nie są zadłużeni hipotecznie, to kredyt pod nieruchomość to nie problem. Te pieniądze mogą wam przekazać jako darowiznę, ewentualnie na poczet odległych rozliczeń spadkowych.

                      Inna sytuacja, jeżeli większa pomoc finansowa nie wchodzi w rachubę. Bardzo krytykujesz pomysł wynajmu. No niestety, taka jest cena bycia na swoim. U nas w Polsce jakoś się utarło - szczególnie przez ostatnich kilka lat - że młodzi już szybciutko muszą mieć swoje mieszkanie, swoje - czyli na własność. Ludzie w innych państwach wynajmują latami i mieszkania i domy i może dlatego nie ma takiego problemu z mobilnością w przypadku szukania pracy. Gdybyście mieli obydwoje stałą pracę na czas nieokreślony, to rozumiem: jest rodzina, jest dziecko. A teraz, gdy nie macie tak naprawdę żadnych szans na kredyt, jedynie jakiś konsumpcyjny na parę tysięcy, to może zamiast odkładać te pieniądze zainwestujcie w poszukiwania pracy w innym regionie Polski i przeprowadzkę. Czasami trzeba podjąć ryzyko. Nikt nie daje gwarancji, że wszystko pójdzie gładko, poza tym dziecko jest jeszcze na tyle małe, że gdyby udało wam się coś znaleźć do września, to rozpoczęłoby naukę w szkole w nowym miejscu zamieszkania. No cóż, kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. W jakim mieście ewentualnie regionie mieszkacie?

                      Skoro rodzice mają 3-pokojowe mieszkanie a wy odłożone już sporo pieniędzy, to jeszcze moglibyście - jeżeli rodzicom to by odpowiadało - sprzedać mieszkanie rodziców i kupić dwa mniejsze 2-pokojowe, ze sprzedaży mieszkania rodziców wystarczy na 2-pokojowe i coś jeszcze zostanie, może by to była właśnie ta różnica ok. 70 000, których brakuje wam.

                • woda_woda "Wio trolu"? No wiesz? :) 03.04.12, 21:02
                  bagietka4 napisała:

                  > Wio trolu!

                  A to ja tu narzekam na to, że mam za mało pieniędzy i nie stać mnie na wakacje nad morzem, kosmetyki, restauracje i dwie pary butów na sezon?

                  Jeśli ktoś ma za mało pieniędzy na to, aby mieć to co chce, ma dwa wyjścia: albo je zarobić. albo pogodzić się z tym, że nie można mieć wszystkiego. Ty - razem z rodziną - masz dużo: mieszkanie, koszty utrzymania, przedszkole - za darmo. Oraz sporą pulę oszczędności.



    • wrzesniowamama07 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 23:11
      Obniżyć wyidealizowany standard życia? Ludzi, którzy zarabiają 2,5 tys. netto na umowach śmieciowych nie stać na własne mieszkanie. Ustawić się w kolejce do mieszkania komunalnego? Dziękować Bogu za rodziców, którzy zgodzili się hodować wasze małżeństwo z dzieckiem przez X lat? Wyobraź sobie, że żyjesz normalnie za 2,5 tys. zł, ale musisz zapłacić z tego czynsz, media, rachunki, kupić jedzenie, ubranie...

      • zuzi.1 Re: Nie wiem co robic? 03.04.12, 23:49
        Bagietka, zróbcie sobie chwilę oddechu na jakimś wyjeździe, a potem dalej zaciskajcie pasa aż do zakupu upragnionego mieszkania, już sporo zrobiliście w tym celu, szkoda by to było zaprzepaścic, masz b. dobrych rodziców, szukaj pracy gdzie się da, głowa do góry, będzie dobrze, zacznij przyjmowac magnez w tabletkach, sprawdz w doz.pl ile kosztuje najtańszy, to pomaga na nerwy i stres, trzymaj się i nie odpuszczaj, Wasze dziecko odziedziczy po Was nieobciążone mieszkanie, po dziadkach pewnie też, będzie mu dużo łatwiej, tak to jest, że jedne (mądre) pokolenia budują dobrobyt kolejnych pokoleń...
        • verdana Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 09:17
          Przepraszam bardzo, ale jeśli mają zrobić sobie chwilę oddeechu, to raczej należałoby tę chwilę oddechu dać rodzicom od sześciu lat cakowicie utrzymujacych dorosłych ludzi i ich dziecko, aby oni mogli zbierać na mieszkanie. Rodzice naprawdę nie musza poświęcać się jeszcze dłużej, aby dorosłe dzieciątka mogły wyjechać na wakacje. To chore. Jeśli przyjęło się taki uklad, zee rodzice harują i dają na wszystko, aby młoda para mogła sobie coś kupić, to zwsyczajnie nieuczciwe jest wydawanie na przyjemnoiści i nadal ciągniecie kasy na utrzymanie od rodziców.
          Są różne możliwości - praca za grtanicą na przykład.
          • agcerz Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 09:25
            Zgadzam się z powyższym. To nie jest zdrowe ani dobre - żerowanie na rodzicach.
            Przykro mi, przeczytałam post wątkotwórczyni, niby wszystko rozumiem, ale jednak nie rozumiem. Nie mam pieniędzy? Nie wychodzę za mąż, nie rodzę dziecka, odkładam to do chwili, gdy będzie mnie stać. Mam wrażenie, że większość osób tak robi... Ja też właśnie zrobiłam i w efekcie mogę powiedzieć, że nikt mi niczego nie sponsorował. Najpierw byłam na swoim (wynajętym), potem na swoim na kredyt. Taka jest moja definicja dorosłości. Przykro mi, ale autorka wątku pozostaje dzieckiem.
            • florencja29 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 09:54
              Zgadzam się w 100% !!!
            • galwaygirl Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 23:58
              agcerz napisała:

              Nie mam pieniędzy? Nie wychodzę za mąż, nie rodzę dziecka, odkł
              > adam to do chwili, gdy będzie mnie stać. Mam wrażenie, że większość osób tak ro
              > bi... Ja też właśnie zrobiłam i w efekcie mogę powiedzieć, że nikt mi niczego n
              > ie sponsorował. Najpierw byłam na swoim (wynajętym), potem na swoim na kredyt.
              > Taka jest moja definicja dorosłości.

              hmm, czasem jeszcze zdarza się ludziom "wpadka" i wtedy Twoją "definicję dorosłości" można sobie włożyć w buty... W życiu zdarzają się różne sytuacje.
              I żeby nie było- nie uważam, że sytuacja, w której jest Autorka jest ok. Sama wpadłam w wieku 20 lat, mamy takie same dochody, jak Autorka i wynajmujemy mieszkanie, nie żerujemy na rodzicach. Pomagają, owszem, ale nie wyobrażam sobie całkowitej zależności od rodziców.
              • agcerz Re: Nie wiem co robic? 06.04.12, 10:16
                No, czyli jesteś dorosła. Owszem, zdarzają się wpadki, choroby, utrata lokum - i do tego się odniosłam. Chwilowo można wprowadzić się do rodziców i doraźna pomoc jest czymś ludzkim, normalnym.
                Autorka wątku jednak bez poczucia obciachu żeruje od x lat na rodzicach. I właśnie to - abstrahując od wczesnego założenia rodziny - nie jest dobre.
          • zuzi.1 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 15:04
            Ale ci rodzice zapewne chcą im pomagac i nie robią tego z przymusu, trzeba z nimi porozmawiac jak oni to dalej widzą. Jeżeli mają dośc, to trzeba poszukac chocby i pokoju na wynajem z dostępem do łazienki. Czasem rodzice są w stanie zrobic b. dużo dla dobra swoich już dorosłych dzieci, gdyby nie było ich stac to by ich nie utrzymywali. Sytuacja nie będzie trwała wiecznie, jest już raczej bliżej do zakupu niż dalej. Radziłabym wertowac ogłoszenia z nieruchomościami i trzymac w tym temacie rękę na pulsie, może cos się trafi wcześniej za mniejsze pieniądze.
          • znowu.to.samo Verdana 06.04.12, 00:33
            A nie wziełaś pod uwagę, że ci może ci rodzice chca pomóc młodym?
            Tak tak, istnieją tacy rodzice! może nie chcą żeby młode małżeństwo brało sobie kredyt na głowe, i dlatego im pomagają żeby mogli sobie odłozyć?
            Co w tym złego?

            Nam bardzo teściowei pomogli, i ja chciałabym móc pomóc mojemu dziecku, żeby miało coś na starcie
        • mawitka Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 09:32
          A mnie tego sześciolatka żal. My też musimy oszczędzać mimo, że dochody mamy wysokie. Spłacamy kredyt i inne pożyczki, wprowadziliśmy się do domu, który ciągle jest skarbonką bez dna i mase rzeczy jest do zrobienia. Też oszczedzam na sobie. Kiedyś jako singielka potrafiłam całą pensję wydać na ciuchy i kosmetyki, a teraz ubieram się w taniej odzieży i kremy też tańsze kupuje. Trudno. Mogłabym oszczędzać bardziej i zrobić drugą łazienkę, kupić płot itd.... Wolę jednak nie mieć szafy na razie i pojechać z rodziną na wspólne wakacje. Wiem, że dzieci wspominając dzieciństwo bedą pamiętać super wyjazdy z rodzicami, spędzony wspólnie czas, a nie fakt, że po przeprowadzce nie było lamp w domu tylko żarówki.
        • tiszantul Re: Nie wiem co robic? 29.04.12, 03:39
          >Wasze dziecko odziedziczy po Was nieobciążone mieszkanie,
          > po dziadkach pewnie też, będzie mu dużo łatwiej, tak to jest, że jedne (mądre)
          > pokolenia budują dobrobyt kolejnych pokoleń...

          Jest jeszcze demografia. Wymrze tyle dziadków, że mieszkanie przestanie być kojarzone z dobrobytem. Dziecko autorki wątku dostanie ze dwa mieszkania, ale inne dzieci odziedziczą po trzy i cztery... A niektóre oczywiście tylko jedno albo dwa.
          Dlatego schemat jest taki: mieszkanie w cenie 10 tys. metr ze szczytu bańki, w kredycie wyjdzie sumarycznie po 20 tys. metr, w walutowym 25 tys. metr (o ile złotówka się nie osłabi), zaraz potem sprzedaż tego mieszkania bankowi po 2 tysiące metr (odwrócona hipoteka), no a potem te wszystkie osiedla się wyburzy... No dobra, może przerysowałem :)
    • momago Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 11:19
      Wasz dochód to 2500zł.netto, w końcu pewnie kupicie upragnione mieszkanie - za czynsz dwupokojowego m. plus opłaty zapłacicie ok.1000zł., zostaje 1500 zł na jedzenie, leki, odzież, środki czystości, itp. dla 3 osób. Łudzisz się że zdołacie jeszcze z tego coś zaoszczędzić na wakacje, wyjścia do restauracji, apteczne kosmetyki?
      Jeśli chcesz spełnić swoje marzenia o dostatnim życiu, to przede wszystkim rozejrzyjcie się za jakąś inną (dodatkową) pracą. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że w dużym wojewódzkim mieście młody, zdrowy mężczyzna zarabia dwieście złotych ponad minimalne wynagrodzenie. Poza tym pracujecie na zlecenia, które jak wiadomo dziś są, jutro może nie być, a czynsz trzeba płacić, jedzenie kupić, itd.itd.
      • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 14:52
        momago napisała:

        > Wasz dochód to 2500zł.netto, w końcu pewnie kupicie upragnione mieszkanie - za
        > czynsz dwupokojowego m. plus opłaty zapłacicie ok.1000zł., zostaje 1500 zł na j
        > edzenie, leki, odzież, środki czystości, itp. dla 3 osób. Łudzisz się że zdołac
        > ie jeszcze z tego coś zaoszczędzić na wakacje, wyjścia do restauracji, apteczne
        > kosmetyki?

        2500 dla 3 os.rodziny oznacza oszczędne życie. Zawsze w perspektywie jest tez znalezienie przeze mnie pracy stalej. To nie jest tak, ze najbardziej doskwiera mi, ze nic nie moge kupic, bo jeszcze bardziej boli mnie zycie wciaz we wspólnym domu z rodzicami:((((((

        Do tych, co doradzają wynajem albo kredyt juz nie bede sie odnosiła, bo takie wypowiedzi świadczą albo o tym, ze sami tak zyjecie i inaczej nie mogliście albo o tym, że łudzicie sie, ze zyjecie samodzielnie i na swoim, co chyba jest jeszcze straszniejsze, bo nieprawdziwe. U mnie dochodzi jeszcze 3 element - nie stac mnie na kredyt i wynajem. Kredytu nikt mi nie da, chyba ze konsumpcyjny:P, a gdyby dal, to nie splace, a wynajem to zycie wciaz u kogos, tyle tylko, że bez niego:( Mozliwe, ze takie rady wynikają z zazdrości.

        Pisal ktos, zebysmy wzieli kredyt hipoteczny pod mieszkanie czy pozyczke na rodzicow. Naprawde "niewiele" nam brakuje, by sie na ostatniej prostej zadłużać po same pachy, na kwote 70-80.000 zl. Zdecydowałam sie jednak popuścić pasa, bo inaczej wszystkich pozabijam:)
        • mozambique Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 14:56
          taaa - wszyscy tu w czambuł, zieją żółcią z zazdrosci twego króleawskeigo życia

          dziewczyno puknij sie w łeb bo dziadujesz a nie żyjesz
          a w dodatku robisz chyba az siebie większą dziadówę niz jestes

          dla mnie zycie pełnopsrawnego małzenstwa z dzieckeiem pzrze 6 lat na CAŁKOWITY koszt rodziców to pasozytnictwo i tyle
          • wrzesniowamama07 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 14:57
            ano ano...
          • panikorbka-to-ja Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 22:49
            no największym pasożytem jest pan małżonek.. w końcu dziewczyna mieszka jednak u swoich rodziców, wiadomo, że przegięcie, ale pan robi uprawnienia i przynosi do domu 1500 w porywach.. to ja nie mam pytań, niech zatrudni w mcdonald's na drugą zmianę, a ona niech dziecko wychowuje
        • momago Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 15:07
          2500 dla 3 os.rodziny oznacza oszczędne życie
          To oznacza BARDZO oszczędne życie. Musisz jeszcze brać poprawkę na wahnięcia koniunktury :-) czyli możliwość utraty zleceń. Możesz oszczędzić na ubraniach, kosmetykach, ale mając własne mieszkanie na czynszu czy opłatach nie zaoszczędzisz.
          W pierwszej kolejności zadbajcie oboje o stałe dochody, później myślcie o życiu na "swoim". Mnie bardziej niż mieszkanie z rodzicami bolałoby pożyczanie od nich pieniędzy na związanie końca z końcem we własnym m.
          • agcerz Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 16:24
            Autorko wątku,

            mylisz się, ni zazdrościmy Ci. Według naszej definicji dorosłe życie wygląda inaczej. Nie, nie wydaje mi się, że żyję za swoje - ja żyję za swoje. Kredyt spłacam i spłacać będę, ale mieszkam u siebie, nikt mnie nie utrzymuje, nikomu na głowie nie siedzę. Żyję bez fajerwerków, ale lubię takie życie. Może dlatego, że do wszystkiego doszłam pracą rąk własnych? Nie, nie jestem złośliwa, po prostu uważam, że brniesz w jakiś kanał mieszkając całe lata u rodziców i na ich garnuszku. To jest nawet jakoś nieetyczne. Powtórzę: chciałam mieć rodzinę, to się do tego przygotowałam. Ślub w wieku lat 31, w całości za własne pieniądze, dziecko w wieku lat 32, utrzymywane również z własnych pieniędzy do chwili obecnej, tj. przez 6 lat.

            Ale jako że mleko się rozlało, tj. zaczęliście zabawę w rodzinę chyba przedwcześnie pod względem zabezpieczenia finansowego, coś z tym zrobić trzeba. No bo waszego dziecka jest mi żal - niczemu nie jest winne. Na wakacje - rozbijcie mu chociaż namiot w ogródku. Koniecznie pomyślcie o zmianie pracy/dodatkowej pracy i rozważcie wynajęcie czegoś BYLE BYĆ NA SWOIM.
        • konto_jest_zajete Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 16:40
          O tym "niewiele" pisałam ja.
          No cóż, może rodzice woleliby zadłużyć własne mieszkanie, niż utrzymywać was jeszcze co najmniej przez 3,5 roku - jeżeli będziecie odkładać miesięcznie 2000, to tyle wam zajmie zebranie tych 80 000. Na miejscu rodziców z dwojga złego wolałabym się zrzucić z drugimi rodzicami po 300 zł miesięcznie i niech młodzi żyją na własną rękę.
          Poza tym nie rozumiem, jak można brać ślub w młodym wieku, jeżeli kogoś nie stać co najmniej na wynajem kawalerki. Jeżeli rodzice mają duży dom i jest możliwość mieszkania w miarę normalnych warunkach (chociaż nie wyobrażam sobie mieszkania z rodzicami/ teściami pod jednym dachem), ale w bloku z rodzicami? W sumie to masz naprawdę szczęście, że rodzice odstąpili wam 2 pokoje - o ile dobrze pamiętam. Mąż nie może popracować gdzieś zagranicą? Dalej nie napisałaś, w jakiej części Polski mieszkasz. Moi rodzice na podkarpaciu zapłacili ostatnio malarzowi za tydzień pracy 800 zł, farby oczywiście zapłacone przez nich, specjalistę od płytek do mini-łazieneczki trzeba było zamawiać 3 miesiące wcześniej, gość uwinął się w 4 dni z remontem i też wziął parę stówek. Koleżanka bezrobotna od ponad roku robi od kilku miesięcy kartki na różne okazje, zainwestowała w kolorowy papier, dziurkacze ozdobne, tasiemki itp., roznosi je do firm, kwiaciarni i sprzedaje w Internecie. Miała tak wielką ilość zamówień przed Bożym Narodzeniem, że rodzina musiała pomagać, a od stycznia ma zarejestrowaną działalność gospodarczą i jeszcze więcej pracy, bo może wystawiać rachunki dla klientów. Przed Wielkanocą sprzedawała kartki na jakiejś stronie niemieckiej, gdzie średni koszt pozostałych kartek to 3 Euro, ona sprzedaje za 2 Euro, więc zdobyła mnóstwo zamówień. Nie pytam jej dokładnie o dochody, ale widzę, że baaardzo się u niej poprawiło. Już myśli, jak przeżyć martwy sezon pomiędzy Wielkanocą a Bożym Narodzeniem i ma zamiar się ogłaszać z ręcznie robionymi zaproszeniami ślubnymi.
          Wiem, że jest ciężko, ale skoro nie mieszkasz w jakiejś dziurze zabitej dechami, gdzie jest tylko sklep "Społem" i większość żyje z pola, to masz jakieś szanse, żeby zacząć coś robić sama.

          Piszesz, że wynajem to mieszkanie wciąż u kogoś. No i co z tego? Masz takie ambicje, że musi być koniecznie twoje własne? Jak już pisałam: tak, mam kredyt, tak - mam własne mieszkanie, tak, zadłużyłam się, żeby nie siedzieć przed tuż 30-tką u mamusi i tatusia i żyć na ich koszt, tak, jestem samodzielna i dorosła, bo potrafię się sama utrzymać i nie wyobrażam sobie, że w imię oszczędzania na coś, na co mnie nie stać siedziałabym z całą rodziną rodzicom na głowie nie dokładając się do opłat.
          Jak już napisała gdzieś wyżej verdana - to nie wy powinniście odetchnąć, ale rodzice. Na waszym miejscu wyjęłabym te kilka stówek z konta i zafundowała rodzicom przynajmniej jakiś weekend w miłym miejscu, żeby mogli odpocząć...
        • yoma Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 16:52
          > albo
          > o tym, że łudzicie sie, ze zyjecie samodzielnie i na swoim, co chyba jest jesz
          > cze straszniejsze, bo nieprawdziwe.

          Przepraszam, że się wtrącę

          a od sześciu lat na garnuszku rodziców to jest "samodzielnie i na swoim"?
    • kropeczka455 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 18:18
      Szkoda mi rodziców którzy tyrają na darmozjadów nie chcacych sie wzjąść do pracy. Nie wierzę ze w duzym mieście zarowno ona jak i on przez 6 lat nie znalezli pracy pozwalajacej ich rodzinie samodzielnie utrzymanie. Najprościej wyssać wszystkie soki z rodziców.
      Autorka watku przez nastepne 4 lata bedzie odkładać brakujace jej pieniadze na mieszkanie, potem kilka lat na jego wyposażenie. Potem złapie chwile oddechu dopóki jej syn nie załozy rodziny.
      Chłopak nauczony przez własnych rodziców pasożytniczego życia sprowadzi do jej mieszkania żoneczke zmajstrowawszy jej wczesniej dziecie.
      A nasza bagietka4 bedzie utrzymywać młoda rodzinę az młodzi odlożą sobie na mieszkanie.
      Toć w oszczedzaniu ma dużą wprawę, prawda!
      • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 18:49
        Zaazddrooosnice.

        Nie, zycie na kredyt nie jest powodem do dumy. Nie jeste tez oznaka samodzielności! Na kredyt mozna miec np. firme, ktora mozna stracic, ale nie mieszkanie, ktore daje dach nad glowa.

        Po wypowiedziach czuje sie lepiej, bo rzeczywiście gdybyśmy mieli, ten narzucany nam wynajem albo kredyt, to chyba tez byłabym sfrustrowana.

        Najbardziej boli mnie krzywda dziecka. Ale wole zeby tak bylo krzywdzone, niz zmienialo szkole, bo nas wywalają z miekszania:P
        • kropeczka455 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 19:00
          bagietka4 napisała:
          > Zaazddrooosnice.

          A czego niby mamy Ci zazdrościć??

          Można tylko współczuc Twoim rodzicom. Kobieta wieku 28lat majaca swoja rodzinę zyje na koszt rodziców i jeszcze steka, kwęka jaka jest biedna i nieszczęsliwa.
          Zakasaj rękawy razem z męzem i weź sie do roboty !!!
          • patik110 Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 21:55
            Współczuć rodzicom?!
            Raaany!!
            Czy Bagietka napisała gdzieś, że "zmusiła" rodziców do utrzymywania siebie, męża i swojego dziecka!
            No a jeśli nie napisała, to dlaczego więc uważasz, że rodzicom trzeba współczuć? Rodzice dorośli są, zakładam więc, że jakby ich sytuacja uwierała, to w ciągu 6 lat by się zbuntowali. Bo ja bym się zbuntowała.

            No i właśnie. Odpowiedzcie mi drogie e-mamy, jaka jest różnica między dzieckiem, które dostanie od rodziców 100 tys. (lub więcej) na zakup mieszkania (bo rodzice mają pieniądze i chcą je dać), od takiego dziecka, któremu rodzice pieniędzy nie dadzą ale proponują (a zakładam, że tak jest w omawianej sytuacji), że będą sami płacić czynsz za wspólne mieszkanie i kupować jedzenie, a dziecko to co w ten sposób zaoszczędzi ma przeznaczyć na mieszkanie. Dlaczego w tym drugim przypadku to jest "darmozjad" - tak jak wyżej ktoś napisał, a w pierwszym przypadku nie?
            Dla mnie w obu przypadkach to forma pomocy rodzicielskiej. I tyle.

            Ja osobiście znam parę podobnych przypadków w otoczeniu. Rodzice nie mają tyle oszczędności by jednorazowo wspomóc "młodych" ale nie stanowi dla nich dużego obciążenia utrzymywanie przez parę lat "młodych" na dorobku - to jest ponoszenie większych opłat za prąd, czy wodę (czynsz i tak już płacą) i większych kosztów jedzenia (małżonek dziecka + ewentualnie wnuk). Ubrania/kosmetyki młodzi sobie sami kupują. Dzięki takiemu systemowi pomocy, trzy pary z mojego otoczenia są już na swoim...

            Bagietka - trzymaj się! Baardzo ciebie podziwiam, masz żelazną wolę. Ale - tak jak tu radzono - powyżej, poluzuj trochę. Bo zwariujecie. Jakiś domek latem nad jeziorem z kuchenką i lodówką...
            Pozdrawiam cieplutko...
            • patik110 Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 21:59

              "No i właśnie. Odpowiedzcie mi drogie e-mamy, jaka jest różnica między dzieckiem"

              Tak się przejęłam wątkiem, że mi się fora pomyliły:) Wybaczcie proszę, przed chwilą coś na e-mamie czytałam.

            • kropeczka455 Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 22:59
              patik110 napisała:
              > Współczuć rodzicom?!
              > Raaany!!
              > Czy Bagietka napisała gdzieś, że "zmusiła" rodziców do utrzymywania siebie, męż
              > a i swojego dziecka!

              duza dziewczynka stęka ze majtek nie ma sobie za co kupić bo wszystko odklada "w skarpetkę" na mieszkanie siedzac z załozonymi rekami. Nie wierzę ze przez 6 lat zadne z małzonków nie znalazlo sobie w duzym miescie pracy. Pasożyty!!!
              A to ze jest bezwzgledna swiadczy jej wpis na innym forum
              forum.gazeta.pl/forum/w,16,134771984,134803780.html?v=2&f=16&w=134771984&a=134803780&wv.x=1
              bagietka4 02.04.12, 23:28 Odpowiedz
              Jako emerytka mogła spokojnie spalcac rate o co chodzi??


              Obydwoje maja rączki przyrosniete do d...py. Pieniadze jakie zarabiają ze smieciowej pracy i pracy na czarno to młodziez uczaca dorabia sobie na waciki.

        • wrzesniowamama07 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 19:00
          nie, no jasne, jasne. Umieram z zazdrości po prostu, zwłaszcza niemożność kupienia sobie nowych majtek, butów i sprawienia dziecku przyjemności. A także fakt, że za przedszkole TWOJEGO dziecka płacą dziadkowie.

          W jednym masz rację - w każdej sytuacji byłabyś sfrustrowana...
        • mama_myszkina Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 19:02
          No właśnie, któryś to już raz piszesz o zazdrośnicach, ale jakoś nie kwapisz się napisac, czego konkretnie Ci zazdrościmy?

          Tego, że żyjesz jak pasożyt i masz rodziców, którzy na to pozwalają? Przeciez to nie jest powó do zazdrości. Ja osobiście nie mogłabym spojrzeć w lustro.

          • agcerz Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 19:19
            O, tak, właśnie tak.

            Założycielka wątku liczyła chyba na współczucie, ale nie umiem go z siebie wykrzesać. Żal mi tylko jej dziecka.

            Jeszcze raz i powoli. Nowa rodzina powinna dążyć do zamieszkania osobno. Wynajmowanie mieszkania lub kupowanie go na kredyt jest rzeczą normalną. Tak robi się również na świecie. Gwoli ścisłości: wg prawa najem wymaga umowy pisemnej, a kredyty są ubezpieczone, więc w normalnych warunkach rzadko ląduje się na bruku (wiem, co piszę - była zarówno najemcą, jak i wynajmującym). Jeśli taka rodzina gnieździ się z rodzicami, teściami itd., to nie nauczy się nigdy samodzielności, a z czasem powstaną pretensje, żale itp. - nawet, jeśli rodzice/teściowie to chodzące anioły.

            Rodzice nie mają żadnego obowiązku latami łożyć na samodzielne dzieci po studiach, które mają po 2 zdrowe ręce. Postępując tak, sami siebie krzywdzą.

            Jak już wspomniano wyżej, postępując jak dotąd, uczycie swoje dziecko złych wzorców.
            Cytując moich dziadków, którzy mieszkali 12 lat "na kupie" z rodziną - "nawet o suchym pysku, byle u siebie".
            • verdana Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 19:27
              Nie, oczywiście, ze o wiele lepiej, jesli się nie musi płacić rat kredytyu., Nie musi, bo te comiesieczne, wyjatkowo wysokie raty płacą rodzice, utrzymujac całą rodzinę. Rodzice jednak , jak widać, muszą - niezależnie, co sie dzieje łożyć co miesiąc na córkę, ziecia i wnuka. Zdecydowanie, to lepsze dla córeczki, ktora ma luksus, bo nic nie musi, jest uitrzymywana, z gorsze dla rodziców, którzy w imię spokoju ducha córki nie mogą ani mieszkać sami, ani spokojnie żyć, ani oszczędzać. A chyba na milionerów nie trafiło.
        • konto_jest_zajete Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 19:09
          Żałosna jesteś. Czy rodzice będą was utrzymywać przez kolejne 30 lat, bo trzeba będzie spełnić wszystkie wasze zachcianki? Kredyty są dla normalnych i rozsądnych ludzi, którzy potrafią coś odłożyć. Ja tam kredytem nie jestem sfrustrowana i na upartego mogłabym jeszcze odkładać ok. 1000 lub 2000 miesięcznie. Ale zmieniałam kilka razy pracę, dokształcałam się, przeprowadzałam kilka razy, wyjeżdżałam zagranicę i w końcu osiągnęłam niezależność finansową. Na kredyt zdecydowałam się po uzbieraniu dość dużej sumy i przeanalizowaniu swoich możliwości. Po ukończeniu studiów mieszkałam kilka lat z rodzicami, ale zaraz po wakacjach co miesiąc dokładałam się do wszystkich opłat i nie chciałam żadnych ulg. Po latach z rozmów z rodzicami wiem, że wzbudziłam tym ich wielki szacunek i przekonałam do swojej dorosłości. Poza tym okazało się, że praktycznie wszystkie pieniądze, które wtedy im dawałam odkładali na lokatę i dostałam kilka tysięcy przed wyprowadzką. Dzięki temu po zmianie pracy mogłam opłacić sobie wynajmowane mieszkanie.
          Pisząc tak o kredytach i wynajmowanych mieszkaniach pokazujesz tylko swoje wygodnictwo i nieodcięcie pępowiny od rodziców, no cóż - w sumie nie jesteś pierwsza: mam koleżankę przed 50-tką też taką wygodnicką jak ty, jej rodzice utrzymują ją i jej rodzinkę, bo jakoś nie zdążyła dojrzeć do brania odpowiedzialności za swoje życie, w końcu zawsze się znajdzie ktoś, kto pomoże, coś przyniesie, pożyczy pieniądze, wysłucha i potwierdzi jej tezę, że dzieckiem się jest zawsze i można liczyć na swoich rodziców.

          Myślę, że po tych naszych postach jednak coś do ciebie dociera i zaczynasz stosować przeniesienie: zarzucasz nam to, co ty naprawdę teraz czujesz: WIELKĄ FRUSTRACJĘ. W sumie to dobrze, może przejrzysz na oczy i zrobisz krok w dorosłość.

          • agcerz Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 19:39
            Autorko wątku,

            przestać stroić fochy (a raczej projektować na nas) i przeczytaj uważnie, co ci radzi m.in. Konto_jest_zajęte. Jest w tym wiele cennych uwag (wyliczenia raty kredytu itd, doświadczenie z życia wzięte).

            Zrozum, że nikt się nie czepia sytuacji, w której bezrobotni młodzi ludzie lądują u rodziców. To się zdarza, są wypadki, choroby, katastrofy itd. Ale twoja sytuacja jest zupełnie inna. I to właśnie jest 1. nie w porządku wobec rodziców, 2. łagodnie mówiąc niezdrowe. Czy ty przez te 6 lat w ogóle pracowałaś? Powyżej pojawiły się takie sugestie: sprzątanie, opieka nad dziećmi i chorymi, drobna działalność artystyczna - wyrób kartek. Dorzućmy jeszcze korepetycje z języków obcych bądź przedmiotów szkolnych. Możesz zrobić kurs księgowości i rozliczać ludziom PIT-y itd. Możesz prowadzić jakiś sklep internetowy. Da capo al fine.

            Powodzenia.
        • martaka1only Re: Nie wiem co robic? 13.04.12, 15:42
          bagietka4 napisała:

          > Zaazddrooosnice.
          >
          > Nie, zycie na kredyt nie jest powodem do dumy. Nie jeste tez oznaka samodzielno
          > ści! Na kredyt mozna miec np. firme, ktora mozna stracic, ale nie mieszkanie, k
          > tore daje dach nad glowa.
          >
          > Po wypowiedziach czuje sie lepiej, bo rzeczywiście gdybyśmy mieli, ten narzucan
          > y nam wynajem albo kredyt, to chyba tez byłabym sfrustrowana.
          >
          > Najbardziej boli mnie krzywda dziecka. Ale wole zeby tak bylo krzywdzone, niz z
          > mienialo szkole, bo nas wywalają z miekszania:P


          Kobita po prostu grzecznie prosi aby ją, jej męża i dziecko ktoś zaprosił na darmowe wakacje nad morze lub w góry. Na około 1 miesiąc. A nie gupie rady--"nie żeruj na rodzicach", idż do robot" itp. No !!!
    • kropeczka455 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 19:33
      bagietka4 napisała:
      > KIEDY SIĘ TO WRESZCIE SKOŃCZY!

      Twoi rodzice powinni to powiedzieć !
      Zapewne im marzy sie wyjazd nad morze a ich córunia "stara 28-letnia" doi z nich kasę.
    • kropeczka455 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 20:11
      bagietka4, w zyciu bywa róznie.
      Co zrobisz jak Twoi rodzice rozchoruja sie i przejdą na lichą rentę? Nie bedzie ich stać na utrzymywanie mieszkania, ciebie, ziecia i wnuka. A renty zabraknie im nawet na leki.

      Nie bedziesz wówczas miała z czego odkładać na mieszkanie. Kupisz nammiot i bedziesz czekać na ich smierć aby po ich odziedziczyc mieszkanie.
    • diodeo1 Re: Nie wiem co robic? 04.04.12, 23:15
      Czyli żerujecie na rodzicach, wymuszacie by was utrzymywali i żywili mimo, że już stare konie jesteście. I nazywacie to poświęcaniem się i oszczędzaniem....
      To rodzice na was zapieprzają.
      Dwoje, zdrowych prawie 30 latków w dużym mieście nie umie zarobić więcej niż po tysiaku na głowę? nie wierzę. Albo jesteście wybitnymi leniami i sknerami, albo ten wątek to podpucha.
    • evee1 Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 02:49
      > Na kredyt mozna miec np. firme, ktora mozna stracic, ale nie mieszkanie, ktore daje dach
      > nad glowa.
      Co za bzdura.
    • sabciasal Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 08:49
      niezła jesteś z tym siedzeniem na garnuszku rodziców w imię "własnego" mieszkania. Trafiłam na inny watek z kolejnym darmozjadem i wygląda na to, że ty naprawdę nie widzisz w tym nic złego..... Masz rozpracowaną wysokość emerytur i nie widzisz nic złego w niesamodzielnym trzydziestolatku i kredycie na emeryta.
      żenua.
      forum.gazeta.pl/forum/w,16,134771984,,randki_z_materialista_mocne_.html?v=2
      • mawitka Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 10:22
        Przebrnęłam przez powyższy wątek i czytając wypowiedzi szanownej pani Bagietki ręce mi opadły. Obowiązkiem rodzica emeryta jest spłacać kredyt za dorosłe dzieci.
        Strasznie smutno mi się zrobiło czytając to. Z takim egoizmem i tak roszczeniową postawą dawno się nie spotkałam. Coraz bardziej żal mi rodziców Bagietki.
        • bagietka4 Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 12:56
          Jakby tego nie nazywać, to i tak nic się nie ruszy, bo młodym zawsze wiatr wiej w oczy:( Nawet tym starającym sie. Poluzuje nam trochę śruby i jedyne, co mogę zrobić to nie byc dla nas bardziej łaskawa. Kredytowiczom i najemcom współczuje://
          • bagietka4 ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 12:56
            bagietka4 napisała:


            • agcerz Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 13:18
              A my współczujemy pasożytom. I życzymy, byś wreszcie dorosła mentalnie. problem w tym, że twoje dziecko może cierpieć na tzw. wyuczoną bezradność.
            • sabciasal Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 13:22
              no nie wytrzymam. jak dla mnie to możesz przejeść wszystkie zaoszczędzone kosztem rodziców pieniądze. Możesz też przestać kupować cokolwiek, nawet dziecku, a kasę codziennie wieczorem oglądać przy latarce ( pamiętaj, banki czasem bankrutują, a nawet o zgrozo zdarzają sie pracownicy - złodzieje).
              Bądź jednak łaskawsza dla rodziców i dziecka - weź się do roboty. Zafunduj dziecku pierwsze w zyciu wakacje. Za własną kasę.
              • bagietka4 Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 13:43
                A ja myślę, ze powinnaś pomyśleć o spłacie swojego kredytu albo czynszu dla wynajmującego:)
                • marzeka1 Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 13:45
                  Bagietka, na forum kobieta radzisz kobiecie realizować się? DLACZEGO wy tego nie robicie: dwa dorosłe grzyby, które żerują na rodzicach, a dziecku odmawiają wszystkiego- realizuj się, do dzieła; a jak nie, to jak tamta, której radzisz, szukaj bogatego chłopa.
                  • bagietka4 Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 13:56
                    Marzenka spłacaj kredyt i dbaj o dzieci!
                    • agcerz Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 14:11
                      Autorko wątku,

                      po co ten jad? Wszystkie osoby wypowiadające się w tym wątku, które udzieliły ci sensownych rad, posiłkują się własnym doświadczeniem, co wskazuje, że bardzo dobrze sobie radzą. I czynsz płacą na czas, i ratę kredytu. A skąd na to mają? Raczej nie z Caritasu. A jak nie zdążą na czas, to płacą karne odsetki, wiesz? Takie są zasady dorosłego życia.

                      Wydawało mi się zawsze, że ambicją dorosłych, samodzielnych dzieci jest wspieranie swoich rodziców, nie na odwrót. Tuż po studiach, kiedy zarabiałam jakieś 800 PLN dorzucałam się tacie do wydatków kiedy tylko mogłam, bo mieszkałam u niego. A że 800 PLN to mało, pracowałam wieczorami prowadząc kursy. (Ale po co ja to piszę, ty wiesz lepiej, jak to powinno wyglądać).

                      Podsumowując: dorośnijcie wraz z mężem, zacznijcie zarabiać, a rodziców wyślijcie na luksusowe wczasy z podziękowaniami za całokształt.
                    • marzeka1 Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 14:12
                      Kredytu nie ma (od 2 lata), spłacony, za to piękne u duże mieszkanie; synowie na wakacje wyjeżdżają- nie miałam nigdy pomysłu na życie: a teraz rozmnożę się i na pełne utrzymanie na rodziców. Biedni ci rodzice, mają taką okropną roszczeniową córkę.
                      • agcerz Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 14:28
                        marzeka1 napisała:

                        > Kredytu nie ma (od 2 lata), spłacony, za to piękne u duże mieszkanie; synowie n
                        > a wakacje wyjeżdżają- nie miałam nigdy pomysłu na życie: a teraz rozmnożę się i
                        > na pełne utrzymanie na rodziców. Biedni ci rodzice, mają taką okropną roszczen
                        > iową córkę.


                        Marzeka, niemożliwe!
                        albo nie twoje, albo ci ktoś zasponsorował!!!
                        A w ogóle musisz być strasznie nieszczęśliwa z tym spłaconym mieszkaniem :-))))
                        Żart.
                        Aga
                        • konto_jest_zajete Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 14:54
                          Bagietka teraz musi jakoś znaleźć na siłę argumenty, żeby wmówić sobie i nam, jak to mamy niedobrze, bo albo wynajmujemy i nie mieszkamy na swoim, albo prawie na swoim, ale płacimy kredyt, nie ma to jak u mamusi, która prąd i czynsz zapłaci.
                          Tak, tak, bagietko, wystarczy tylko odczekać jakieś 30-40 lat i pewnie mieszkanie rodziców odziedziczysz. Założę się, że wcześniej wprowadzi się do niego twoja córka z mężem i wtedy dla każdej rodziny będzie po pokoju, a ty będziesz ich utrzymywać.


                      • woda_woda Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 14:59
                        marzeka1 napisała:

                        > KBiedni ci rodzice, mają taką okropną roszczen
                        > iową córkę.

                        Sami sobie taką wychowali, to mają za swoje :)
                        • agcerz Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 15:02
                          Amen!

                          Jest taka nagroda, Nagroda Darwina... tak mi do głowy przyszło, choć to okrutne.
                          A może to jednak troll?
                          Oby.
                          Wesołych świąt wszystkim!
                          (właśnie umyłam okna w NIE moim domu :-)))
                          Aga
                          • woda_woda Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 15:07
                            Bagietka okien nie myje. Ani podłóg. Mama sprząta.

                            Wesołych :)
                            • bagietka4 Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 16:08
                              Trolle!
                              Zakredytowane! Albo katem u ludzi. Dajcie mi spokój z taka dorosłością :P
                              • marzeka1 Re: ...co mogę zrobić to byc dla nas łaskawsza 05.04.12, 16:12
                                Dziecko, na nic więcej cię nie stać, tylko na ten jad- ot i cała twoja dorosłość- piszę to ze swojego spłaconego już dużego i fajnego mieszkania.Idź wkurzać rodziców- niech ci bułkę kupią.
                              • woda_woda Otrzyj nosek bagietko, 05.04.12, 16:26



                                a potem siusiu, paciorek i spatki :)
                                • bagietka4 trolle w ataku, pozostałym dzieki za rady:) 05.04.12, 16:57
                                  woda_woda napisała:

                                  >
                                  >
                                  >
                                  > a potem siusiu, paciorek i spatki :)
                                  • marzeka1 Re: trolle w ataku, pozostałym dzieki za rady:) 05.04.12, 17:03
                                    Nie, ciebie stać na żerowanie na rodzicach i dziadowanie, które stworzyłaś własnemu dzieciakowi.
                                    • verdana Re: trolle w ataku, pozostałym dzieki za rady:) 05.04.12, 17:52
                                      Stać Cię jednak, aby utrzymywać się samemu, a nie życ na koszt rodziców. Nie stać Cię jedynie na własne mieszkanie - i nawet , jak je kupisz, to nie dlatego, że Cie na nie stać - tylko dlatego, że żyłaś na koszt rodziny. W Twojej sytuacj nalezy zapomniec o mieszkaniu i utrzymywać się samemu w domu rodziców. Albo poszukać pracy.
                                      Jeśli Twoi przemęczeni rodzice się rozchorują, to i tak wszystkie Twoje zaoszczedzone pieniądze pójdą na utrzymanie. Podejrzewam, zę tak to sie skończy - jak długo rodzicom wystarczy sił na żywienie, opłacanie i dawanie miejca pasiożytujacym darmozjadom?
                                      • znowu.to.samo Re: trolle w ataku, pozostałym dzieki za rady:) 06.04.12, 00:43
                                        Powtórzę raz jeszcze!

                                        Istnieją tacy rodzice którzy pomagają dzieciom! może nie chcą żeby młode małżeństwo brało sobie kredyt na głowe, i dlatego im pomagają żeby mogli sobie odłozyć?
                                        Co w tym złego?

                                        Które małżeństwo stać dzisiaj na starcie na cokolwiek?

                                        Nam bardzo teściowei pomogli, i ja chciałabym móc pomóc mojemu dziecku, żeby miało coś na starcie
                                        W rodzinie ze strony mojego męża jest taki zwyczaj, że rodzice młodych wspólnie ze wszystkich sił starają sie aby to dziecko miało te wsoje cztery kąty na starcie. co w tym złego?

                                        Wy nie pomogłybyście swoim dzieciom???

                                        • sabciasal Re: trolle w ataku, pozostałym dzieki za rady:) 06.04.12, 09:21
                                          bagietka to nie jest małżeństwo młode. Ma już spory staż małżeński i spore dziecko. I OD NIEDAWNA mąż pracuje. A utrzymują ich rodzice. Wydatki - kosztem sępienia na pożądane miezzkanie- są tak ograniczenie, że dziecko nie było nigdy na wakacjach, co wg opinii samej autorki nie jest właściwe.
                                          ona sępi a nie oszczędza. i najśmieszniejsze w tym jest to, że kobieta, której nie stac na utrzymanie tego samodzielnego mieszkania (jak już wyrwie z rodziców ostatnią ratę na jedzenie) czuje się lepsza od innych. Bo nie ma kredytu. O to chodzi, znowu.to.samo.

                                          co do pomocy rodziców - dla mnie jest zrozumiała. Ale w tym wypadku to już nie pomoc.
    • kropeczka455 Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 17:52
      bagietka4

      DAJ TEM WĄTEK DO PRZECZYTANIA SWOIM RODZICOM.
      Dowiedzą sie jaką maja niepełnosprawną na umyśle córunię
    • bazia8 Re: Nie wiem co robic? 05.04.12, 19:11
      Ja czegoś nie rozumiem:

      Mąz pracuje od niedawna. Nasz dochód to średnio 2,500 zl razem.

      Od ur. dziecka tam oszczędzamy, odkładam ja dowiedziałam sie o ciąży.

      w jaki sposób oszczędzaliście pieniądze, skoro nie pracowaliście?

      Z ciekawości: jak myślisz, ile rodzice wydają na Wasze utrzymanie?
      Co do kredytów i wynajmu, na które tak psioczysz, to pomyśl sobie, że własne mieszkanie nie zabezpiecza was przed eksmisją, jeśli nie będziesz opłacała czynszu to i tak wylądujesz pod mostem, czego tak bardzo życzysz kredytobiorcom.


    • konto_jest_zajete Emeryci to mają 1500-2000 zł... 05.04.12, 22:09
      forum.gazeta.pl/forum/w,16,134771984,134803780,obalanie_mitu_emeryci_maja_ok_1500_200_na_czysto.html
      • nemeth Re: Emeryci to mają 1500-2000 zł... 06.04.12, 11:10

        Bagietko nie zamierzam Cię krytykować ani naskakiwać na Ciebie. Co więcej nawet w jakiś tam sposób zaimponowało mi to Twoje oszczędzanie i wyrzeczenia. Może dlatego, że sama nie umiałabym się na to zdecydować, nie potrafiłabym tak żyć odmawiając dziecku i sobie wszystkiego. Przecież to 6 lat wyjętych z życiorysu.
        Chcecie kupić mieszkanie za gotówkę, rodzice wam pomagają. To naprawdę chwalebne ze strony waszych rodziców. Otrzymaliście naprawdę dużą pomoc.
        Zebranie tych brakujących pieniędzy zajmie wam jeszcze ze 3-4 lata. Zastawialiście się co dalej?
        Kupicie mieszkanie i...? Urządzenie mieszkania, położenie podłóg, zrobienie kuchni i łazienki są to ogromne kwoty.
        Sama dwa lata temu urządzałam swoje mieszkanie, myśląc naiwnie, że przecież to nie musi tak drogo kosztować, nie muszę mieć drogich rzeczy, można kupić taniej. Zapewniam Cię, że urządzenie mieszkania w sposób nadający się do zamieszkania to nie jest kwestia 20 tys tylko w najlepszym wypadku dwa razy drożej. Skąd na to weźmiecie pieniądze, jak dacie radę przy tak niskich dochodach?
        Nie zamieszkacie przecież na podłodze z betonu, bez ubikacji, prysznica nie mając gdzie zagotować wodę.
        Dojdą wam opłaty, czynsz, prąd, woda. Napisałaś, że mieszkasz w wojewódzkim mieście więc te opłaty również nie będą niskie.
        Jak wówczas dacie radę?
        Jedynym dla mnie sposobem to znalezienie przez Ciebie i twojego męża innej lepiej płatnej pracy. Na dzień dzisiejszy nawet posiadając mieszkanie nie będziecie wstanie go utrzymać. Naprawdę, życzę wam aby udało się zrealizować plany bez kredytu ale wg. mnie to się nie uda.
        Powodzenia.

    • default Re: Nie wiem co robic? 06.04.12, 12:02
      czytam ten wątek z coraz większym zdumieniem i przeprażeniem. O ile z początku nie dotarło do mnie o co w tym wszystkim chodzi i sądziłam, że kobieta po prostu żali się, bo bokiem jej wychodzi ciągłe zaciskanie pasa, o tyle teraz widzę, że to jakaś patologia... Autorka wraz z mężem zafiksowali się na tym "odkładaniu na mieszkanie", do tego stopnia, że kompletnie zatracili właciwe wyczucie priorytetów w życiu...To wyczekiwane mieszkanie stało się jakimś fetyszem, celem samym w sobie, a nie środkiem do celu (celu rozumianego jako stworzenie dorosłej samodzielnej i szczęśliwej rodziny). Ta cała sytuacja odbywa się w warunkach sztucznie stworzonych przez nieszczęsnych rodziców, warunkach nie mających nic wspólnego z realnym życiem, jakiemu musi stawiać czoło każda przeciętna rodzina.
      Obawiam się zatem, że gdy nastąpi ten mistyczny moment zakupu mieszkania, wszystko posypie się z hukiem - i to nawet niekoniecznie z powodów finansowych, ale dlatego, że nagłe przeniesienie z warunków "hodowlanych" do "naturalnych" okaże się nie do przejścia.
    • galwaygirl a tak w ogóle 06.04.12, 13:08
      to przypomniała mi się pewna historia a propos skąpego życia i wiecznego oszczędzania. Nie dam sobie ręki uciąć, że prawdziwa, ale była w podręczniku do angielskiego w gimnazjum (a jak wiadomo, podręczniki nie kłamią xD), no nie pamiętam jej dokładnie, więc w zarysie: na przełomie XIX i XX wieku, w Nowym Jorku mieszkała sobie kobieta, którą nazywali Wiedźmą z Wall Street. Wszyscy myśleli, że jest biedna, bo potrafiła chodzić przez kilka lat w tych samych, zniszczonych kieckach. Była taka sytuacja, że coś stało się jej synowi (nie pamiętam co) i potrzebne były pieniądze na leczenie jego nogi. Wiedźma stwierdziła, że nie ma kasy i nie da nic na leczenie syna, co skończyło się tym, że dziecku amputowali nogę. Gdy umarła okazało się, że przez całe życie udało jej się zgromadzić niezła fortunkę tym ciągłym dziadowaiem, syn ją odziedziczył, a jako, że z pewnych względów miał specyficzny stosunek do matki i jej pieniędzy, całą sumę szybko roztrwonił.
      Tak mi przyszło do głowy... Może ona też na własne mieszkanie oszczędzała, żeby nie musieć brać kredytów??? ;)
      • agcerz Re: a tak w ogóle 06.04.12, 14:29
        Jest też opowiadanie Marii Rodziewiczówny "Straszny dziadunio" o takim dziadku, który chciał zahartować wnuczkę "życiowo" nie pomagając jej finansowo, choć żyła w nędzy, a on opływał w dostatki. W naszej historii jednak mamy zdaje się bardzo przeciętną rodzinę z bloków. A rodzice autorki wątku - choć oczywiście z własnymi pieniędzmi mogą robić, co im się podoba - sami na siebie bicz kręcą i wpędzają córkę i wnuka w wyuczoną bezradność (albo wykształcają u nich postawę roszczeniową, jak kto woli).
        No, ale co ja mogę wiedzieć o życiu :-).
        • galwaygirl Re: a tak w ogóle 06.04.12, 15:35
          w sumie, może się okazać, że po tych wielu latach dziadowania, wspólnego mieszkania, zacieśniania pępowiny i oszczędności, całą zebraną kasę trza będzie przeznaczyć na terapie całej piątki ;) psychologowie tani nie są;)
          • hugo43 Re: a tak w ogóle 29.04.12, 09:00
            autorko watku,nawet jesli uzbierasz i kupisz to mieszkanie,to nie stac was za 2500pln na samodzielne utrzymanie.znowu bedziecie na skraju ubostwa i nie rob sobie nadziei na wakacje,nowe buty co sezon itd.wyjscia sa dwa,niewielki kredyt badz zwiekszenie zarobkow.i nie rozumiem jak facet moze zarabiac 1500!u nas pan do pomocy w knajpie ma 2500 do reki,napiwkow min 1000,a nie jest to praca wymagajaca wyksztalcenia,jedynie fajnego usposobienia,co jak widac tez jest jakas wartoscia:)albo kup sobie jakas ksiazke o pozytywnym mysleniu i afirmuj:)moze dacie rade!w kazdym razie zycze powodzenia!
    • jak.z.nut Re: Nie wiem co robic? 29.04.12, 21:33
      Bagietko:) Bardzo dobrze zorganizowałaś życie rodzinne, powinnaś być z siebie dumna:). Za chwilę Twoje dziecko pójdzie do szkoły, ale zakładam, ze orientowałaś się w MOPSie jaka pomoc ci przysługuje. Na jego wycieczki szkolne, na pewno zrzuci sie reszta klasy, przecież to oczywiste. I zadbaj żeby rodzice byli wysoko ubezpieczeni, koniecznie, przecież kiedyś ich zabraknie, i szkoda byłoby skalać te śnieżnobiałe dłonie pracą, a ubezpieczenie pokryje koszt tipsów:).
      Za parę lat wychowasz równego sobie człowieka:) chyba jednak będziesz musiała wziąć się do pracy, przecież emeryturę z czegoś trzeba mieć a i z owej jakąś kasę na życie i kredyty dziecka wyłożyć. Dasz radę:)

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka