acth
25.06.12, 17:23
Witajcie! ten weekend spędziłam u męża ,który jest na terapii w Woskowicach.Nie pojechalam tam w charakterze stęsknionej małżonki,tylko na zaproszenie ośrodka na miting dla rodzin osób uzaleznionych.Bardzo mnie poruszyła jedna z mam pacjenta,starsza pani,kompletnie nieradząca sobie z nałaogiem syna"ona nawet pójdzie z nim na terapię,żeby tylko pomogło."Terapeuta tłumaczył ,rozmawial ,już by się wydawalo,że coś trafia do niej a tu "ale co ona ma zrobić ,żeby on przestał pić?,bo i kartę do bankomatu zabierala,i w domu zamykała?"O zapewnianiu komforu picia i braku konsekwencji to juz nie powiem.
Sama mam synka i tak strasznie mi jej było żal,bo z męzem mozna się rozwieśc, odejśc od niego,a co zrobićz własnym dzieckiem,ktore nosiło sie 9 mcy pod sercem?
Napisalam o tym na forum "UZALEŻNIENIA" i dostałam taki opieprz ,że po co sie przejmuje kimś ,że mam się skupic na sobie,Boże mi tylko tej kobiety było po ludzku zal...Ona była uosobieniem tych wszyctkich prostych kobiet,które nie mogą patrzec jak ich dziecko się stacza, a pomagajac mu niszczą go ,ale tego nie sa w stanie zrozumieć.Kamień by poruszyły jej łzy.
To naprawdę źle,że się nią przejęłam????????
Albo ,napisałam,że jestem zdziwiona ,że mąz tak pilnuje porządku w pokoju,myje wieczorem korytarz,bo boi się naruszyć regulamin,żeby go czasem nie wyrzucili.Wiem,że to jest kształtowanie samodyscypliny,ale mnie to cieszy że sie tym przejmuje .Tez to źle,że się cieszę?