galwaygirl
11.09.12, 03:17
zaczynam juz wariowac. zdrade widze wszedzie. dorwalam przed chwila telefon spiacego partnera, zeby go przefiskac. nie znalazlam nic. i jak bylam pewna, ze na miliony procent cos tam bedzie, bo strzeze telefonu jak oka w glowie... nie znalazlam nic. i tak jak myslalam, ze to po prostu moja intuicja, ze juz mialam racje, ze to on ze mnie probuje zrobic wariatke... tak zaczynam sie zastanawiac, czy to przypadkiem, nie jest jednak problem ze mna. najczesciej mi sie wydaje, ze kazde jego slowo jest klamstwem i nie wierze w nic. ja po prostu jestem pewna, ze on kogos ma- albo nowa dziewczyne, albo w ogole nie zerwal kontaktu z ta poprzednia. tylko dobrze sie ukrywa, swietnie klamie. z reszta ma mozliwosci, prawie w ogole sie nie widujemy, on jest w domu, gdy ja w pracy i odwrotnie. a jak jestesmy razem jestem wiecznie na niego wsciekla, wiecznie klotnie przeplataja sie z rozmowa. bo wiem, ze kogos ma. chcialam cos teraz znalezc, rzucic mu dowodami w twarz... a tu nic. i jestem zalamana. bo albo ja wariuje, albo jestem az tak naiwna idiotka, ze az zaczynam wierzyc w jego swietny kamuflarz i daje sie nabrac. zrywam z nim raz w tygodniu, ale nie umiem odejsc. rozmawiamy o nas jeszcze czesciej, ale z tych rozmow (poza milionem madrych slow i wznioslych deklaracji oraz oczywistych oczywistosci) nic nie wynika. wciaz jest to samo. a ja codziennie budze sie w paskudnym nastroju, placze, bo wiem, ze on kogos ma. tylko nie umiem znalezc dowodu, a on wciaz nie chce sie przyznac... a odejsc nie umiem. nie wiem, po co o tym wszystkim pisze, wlasciwie to i tak nic nie zmieni... ale przez ostatni czas mam najczesciej ochote usiasc i plakac, przeraza mnie ta sytuacja, nie wiem jak z tego wybrnac, to takie cholernie bledne kolo. nawet przytulic sie nie umiem, bo mysle o tej jakiejs innej... :(