Dodaj do ulubionych

wariuje...

11.09.12, 03:17
zaczynam juz wariowac. zdrade widze wszedzie. dorwalam przed chwila telefon spiacego partnera, zeby go przefiskac. nie znalazlam nic. i jak bylam pewna, ze na miliony procent cos tam bedzie, bo strzeze telefonu jak oka w glowie... nie znalazlam nic. i tak jak myslalam, ze to po prostu moja intuicja, ze juz mialam racje, ze to on ze mnie probuje zrobic wariatke... tak zaczynam sie zastanawiac, czy to przypadkiem, nie jest jednak problem ze mna. najczesciej mi sie wydaje, ze kazde jego slowo jest klamstwem i nie wierze w nic. ja po prostu jestem pewna, ze on kogos ma- albo nowa dziewczyne, albo w ogole nie zerwal kontaktu z ta poprzednia. tylko dobrze sie ukrywa, swietnie klamie. z reszta ma mozliwosci, prawie w ogole sie nie widujemy, on jest w domu, gdy ja w pracy i odwrotnie. a jak jestesmy razem jestem wiecznie na niego wsciekla, wiecznie klotnie przeplataja sie z rozmowa. bo wiem, ze kogos ma. chcialam cos teraz znalezc, rzucic mu dowodami w twarz... a tu nic. i jestem zalamana. bo albo ja wariuje, albo jestem az tak naiwna idiotka, ze az zaczynam wierzyc w jego swietny kamuflarz i daje sie nabrac. zrywam z nim raz w tygodniu, ale nie umiem odejsc. rozmawiamy o nas jeszcze czesciej, ale z tych rozmow (poza milionem madrych slow i wznioslych deklaracji oraz oczywistych oczywistosci) nic nie wynika. wciaz jest to samo. a ja codziennie budze sie w paskudnym nastroju, placze, bo wiem, ze on kogos ma. tylko nie umiem znalezc dowodu, a on wciaz nie chce sie przyznac... a odejsc nie umiem. nie wiem, po co o tym wszystkim pisze, wlasciwie to i tak nic nie zmieni... ale przez ostatni czas mam najczesciej ochote usiasc i plakac, przeraza mnie ta sytuacja, nie wiem jak z tego wybrnac, to takie cholernie bledne kolo. nawet przytulic sie nie umiem, bo mysle o tej jakiejs innej... :(
Obserwuj wątek
    • joanna35 Re: wariuje... 11.09.12, 09:42
      Bez względu na to czy Twój partner kogoś ma czy nie, to Ty i tak powinnaś skorzystać z terapii.
    • nowy99 Re: wariuje... 11.09.12, 11:18
      A ja stawiam, ze on kogos ma.
      My kobiety mamy te intuicje. Jej sie nie da oszukac.

      Tylko na co ci ten kolejny, jak zrozumialam, dowod? Tylko po to, by rzucic nim w twarz facetowi?
      W takim razie daruj sobie.
      Taki dowod potrzebny jest osobie, ktora zamierza odejsc od partnera. Jesli nie chcesz sie rozstawac, to zostaw wszystko swojemu biegowi, a nuż jest inaczej?

      Jesli jestes mloda, bezdzietna, a twoj partner patrzy na inne kobiety, to pogoń leszcza. Bo z tej mąki chleba nie będzie. Szkoda kazdego dnia na te znajomosc. Zegar biologiczny kobiety tyka i tyka i tyka...
      • mijo81 Re: wariuje... 11.09.12, 20:39
        Nie myl intuicji z nerwicą
    • mamako2216 Re: wariuje... 11.09.12, 12:17
      Uważam,że niepotrzebnie siebie dręczysz i zadręczasz partnera.
      Piszesz,że nie potrafisz od niego odejść,a ja myśle,że to on odejdzie od ciebie,poprostu będzie miał dosyć twojej histeri i Bezpodstawnych oskarżeń(zakładając oczywiście,ze jest niewinny).
      powinnaś zgłosić się na terapie,zmienić swoje postępowanie,bo bez tego to ja nie widze przyszłości dla waszego związku.
    • konfacela100 Re: wariuje... 11.09.12, 13:37
      Skoro nie możesz śledzić partnera bo jesteś w pracy, a koniecznie musisz mieć ten dowód żeby poczuć się lepiej (czy nie wiem po co tam jeszcze) czy żeby odejść to wynajmij detektywa.
    • cat4 Re: wariuje... 11.09.12, 14:27
      Jesli masz taka mozliwosc, sprawdz bilingi - smsy z telefonu mozna usunac, a z bilingu nie.

      Rozumiem, ze juz byla jakas inna...?

      Wspolczuje.
    • esteraj Re: wariuje... 11.09.12, 15:21
      Zastanawiam się o co właściwie Ci chodzi.
      Czy byłaś już zdradzona i obawiasz się bólu i upokorzenia?
      Czy chcesz zmienić swojego partnera a udowodnienie mu zbrodni jaką jest zdrada, chcesz mieć na niego haczyk i zmusić go do tejże zmiany?
      Czy chcesz udowodnić sobie, że masz rację i Twoje jest na wierzchu, a potrzebujesz kozła ofiarnego?
      O co Tobie chodzi?

      Czujesz, że Twój partner nie poświęca Ci wystarczająco czasu, nie przejawia chęci przebywania z Tobą, nie zabiega o Ciebie...
      Co możesz zrobić?
      Będąc jego strażniczką i osobą czyhającą na jego potknięcie, nie zdobędziesz jego sympatii, a wręcz przeciwnie, partner zacznie się od Ciebie oddalać.
      Możesz wzbudzać w nim poczucie winy, jednak ta metoda nie sprawdza się. Facet będzie czuł się zastraszony i może zachowywać się tak jak sobie tego życzysz, jednak jego uczucia będą szły w innym kierunku.

      Moja rada - wrzuć na luz.
      Zastanów się poważnie, dlaczego chcesz z nim być? Czy to nie jest zwykłe przywiązanie, przyzwyczajenie...
      Prawdziwa miłość akceptuje i wybacza.

      Nie chcesz by robił z Ciebie wariatkę? On tego nie robi. To Ty czujesz się jak wariatka.
      Jak temu zapobiec?
      Przestań zwalać winę na partnera.
      Mówisz sobie: czuję się jak idiotka, a nie chcę tego. Ta sytuacja mi nie odpowiada. Przy nim czuję się oszukiwana (skupiasz się na swojej osobie a nie na partnerze). Nie mówisz: on mnie oszukuje, tylko: czuję się oszukiwana.
      Nie mówisz: on musi się zmienić, mówisz: to ja muszę się zmienić. Nie: on musi coś z tym zrobić, tylko: ja muszę coś z tym zrobić.

      Galwaygirl od Ciebie zależy jakość Twojego związku. Masz to na co się godzisz.
      Nie pasuje Ci coś, to to zmieniasz, a nie czekasz na cud i wielką odmianę otoczenia.
      Ty jesteś panią swojego życia.
    • kropeczka455 Re: wariuje... 11.09.12, 17:24
      Chorobliwa zazdrość trzeba leczyć. Wspolczuję Twemu partnerowi. Wcześniej czy później ucieknie od Ciebie. Bez zaufania zaden zwiazek nie ma szans.
    • bez_przekazu Re: wariuje... 11.09.12, 18:46
      jesli sama nie potrafisz sobie pomoc to idz do psychoterapeuty.
    • yoma Re: wariuje... 11.09.12, 20:36
      Ciekawe, co masz w sobie takiego, że jeszcze masz partnera.
      • mijo81 Re: wariuje... 11.09.12, 20:40
        Ja też się dziwię, że koleś jeszcze od niej nie spierdzielił
        • kara_mia Re: wariuje... 12.09.12, 11:09
          no cóż...
          bywa, ze taki odchodzi do innej, a później są awantury , że ona rozbiła rodzinę.
          Ja tam uważam, że osoba trzecia, to może u mnie w domu rozbić talerz a nie związek...
    • sootball Re: wariuje... 12.09.12, 10:44
      To nie zawsze jest albo-albo.
      Tak, popadasz w paranoję.
      Z drugiej strony, osoba, która nie ma nic do ukrycia nie pilnuje obsesyjnie telefonu.
      • kara_mia Re: wariuje... 12.09.12, 11:07
        a skąd...
        Gdybym chciała kogoś porządnie zezłościć, kto ciągle mnie podejrzewa o zdrady, to po pierwsze pilnowałabym telefonu jak oka w głowie, własnie po to.. :) :) :)
        I przy tym byłabym nadal wierna
        • sootball Re: wariuje... 12.09.12, 11:31
          Komuś, komu ręce się trzęsą ze stresu - jemu robić na złość?
          Kogoś, kto płacze, przeżywa, cierpi, wkręcać w paranoję jeszcze bardziej, żeby cierpiał jeszcze dotkliwiej?
          Rewelacja.
          • triismegistos Re: wariuje... 12.09.12, 11:56
            Komuś kto zatruwa życie bezpodstawnymi oskarżeniami... Tak, komuś takiemu można chcieć robić na złość. Chociaż lepiej zwiewać gdzie pieprz rośnie.
            • sootball Re: wariuje... 12.09.12, 12:34
              Zrobienie "na złość" będzie tylko wyładowaniem złości i nie będzie służyło niczemu więcej. Nie spowoduje, ze on/ona cokolwiek zrozumie, tylko bardziej się utwierdzi w swoim przekonaniu, że nie może nikomu ufać.
              Nikt nie mówi żeby dać sobie zatruwać życie.
              Paranoja powinna być leczona, ale partner zamiast robić na złość, powinien ten proces wesprzeć. To w tym przypadku oznacza żeby m. in. dać się skontrolować od czasu do czasu, co jeśli się nie ma nic do ukrycia, nie powinno być większym problemem i żeby uważać na własne zachowanie - nie generować "sekretów" i niepewności.
              Co innego jeśli ktoś odmawia leczenia, a podejrzeniami niszczy życie obojgu. Wtedy uciekać.
              • galwaygirl Re: wariuje... 12.09.12, 12:58
                dzięki za odpowiedzi.
                to nie jest do konca tak, ze moje podejrzenia sa bezpodstawne- kiedys pojawila sie kolezanka, ktora byla ukrywana, o czym z reszta pisalam na tym forum. nie wiem, do dzis, czy miedzy nimi bylo cos wiecej, czy bylo tak jak on mowi, czyli znajomosc, ktorej bal sie ujawnic, zebym nie pomysala, ze to kochanka... chociaz w jego wersji sam przyznaje, ze ciagnal to, bo bylo mu przyjemnie, ze laska na niego leci, a on czuje sie bajerowany- ale ja w sumie tez mam taka znajomosc (chociaz jej nie ukrywam, mimo ze partner jej nie akceptuje, z reszta ze wzajemnoscia znajomego, ktory powiedzial, ze nie chce go na oczy widziec ;) ), z tym, ze ja go nigdy nie zdradzilam. fakt, moj znajomy byl pierwszy, wlasciwie to na poczatku z mojej strony bylo cos w stylu zdrady emocjonalenej, o czym partner wiedzial doskonale- nigdy nie ukrywalam, ze zalezy mi na koledze troche bardziej. i tu jest ta kwestia- ja go nie oklamuje, on wie o wszystkim.
                wracajac do tematu - kiedy byla tamta kolezanka, czylam, ze cos jest nie tak. on wtedy zaprzeczal, a potem wyszlo, co wyszlo. byl moment, kiedy bylo dobrze, ja odpuscilam, a ostatnio znow mam to przeczucie. no i tu jest wlasnie problem- niby nic takiego sie nie dzieje, a ja jestem pewna, ze cos jest. jeszcze uswiadamiam sobie, jak on musi o mnie myslec, ze jestem naiwna idiotlka, przeciez uwierzylam we wszystko co powiedzial, uwierzylam, ze zerwal z nia kontakt itp, moze faktycznie jej juz teraz nie ma, ale na pewno jest ktos inny. o to najbardziej chodzi- sa takie momenty, kiedy tak jakby budze sie z letargu i uswiadamiam sobie, ze na prawde musze byc baaardzo naiwna, ze mu uwierzylam w cokolwiek, bo on jest zlym czlowiekiem, on ma mnie i moje uczucia w glebokim powazaniu, jemu zalezy tylko na nim samym.
                co do telefonu- jak mowie (dwa razy sie zdarzylo!!) pokaz mi telefon, to on zaczyna wywod, ze nie, bo ja go chce kontrolowac i traktowac jak male dziecko. kiedys mialam do jego telefonu dostep, od kiedy zmienil na nowy nie wolno mi go ruszac. najczesciej jest tak, ze jest dluga dyskusja, po czym ja zaczynam plakac, ze to dla mnie potwierdzenie zdrady, no i on niby pokazuje, ale mi do reki nie wolno go wziac. w bilingach tez kiedys probowalam sprawdzic, ale numeru, do tej laski, ktory znalam, nie bylo, moze ona zmienila, a moze ma inna... z reszta moga sie komunikowac w inny sposob.
                nie chce juz kontrolowac, szukac dowodow, ponizac sie... powiedzialam mu, ze jesli kogos ma, to zeby powiedzial, nie niszczyl mnie juz bardziej, bo tak oboje sie katujemy, a tak przynajmniej na lepiej nam wyjdzie, jak sie rozstaniemy. ale on nie chce sie przyznac, caly czas tylko puste slowa kocham cie, chce byc tylko z toba itp, a wiem, ze to g... prawda.
                • dydaki Re: wariuje... 12.09.12, 13:09
                  Nie ufasz partnerowi, oboje macie coś za uszami, hydra pożera swój wlasny ogon.
                  Na braku zaufania i czekaniu na udowodnienie mu zdrady niczego dobrego nie zbudujesz.
                  Odejdź od niego.
                  Idź sama ze sobą do psychologa, bo pożera Cię jego i Twoja własna nielojalnośc wobec męża.
                  Może on też Ci nigdy nie wybaczył, że spotykasz się z jakimś tam kolesiem? Może nie uwierzył że go nie zdradziłaś tak jak i ty jemu nie wierzysz?
                  Was jako związku już nie ma.
                  Jest dwoje osób znęcających się nad sobą i partnerem.
                  I nie zwalaj odpowiedzialności za wszysko na faceta. I za to żeby to on był tym jedynym złym i rozpad związku był "przez niego".
                  Oboje spieprzyliście ten układ a teraz śiwrujecie bo nie ufacie sobie nawzajem a nie czujecie czystych sumień.

                  A bez zaufania nie ma i nie będzie zdrowego związku.

                  Idź swoją drogą, przelecz swoje emocjonalne problemy ze specjalistą, za rok możesz rozmawiać z tym panem czy macie cośkolwiek wspólnego i czystego na czym można na nowo budowac zaufanie.

                  A na poczatek zacznij pisać zdania z wielkiej litery. To początek drogi do normalności.
                  • galwaygirl Re: wariuje... 12.09.12, 13:23
                    ja nie uwazam, zebym miala cos na sumieniu- raz, ze on o wszystkim wiedzial, dwa, nigdy go nie zdradzilam fizycznie. z reszta, nawet jesli, to watpie, zebym miala wyrzuty sumienia, nie przy nim...
                    on tez mi wierzy i ufa, nawet jak poszlam z kolega imprezowac, jak przyjechal do mnie, to wyladowalismy u niego w hotelu i wrocilam nastepnego dnia kolo poludnia. jakos nie robil scen zazdrosci, tylko byl zly- ze gdyby on tak zrobil, to ja bym mu zyc nie dala i czemu nie uprzedzilam, ze nie wroce...
                    co do wielkich liter- tak samo, jak nie uzywam tu polskich znakow, nie zaczynam zdan z wielkich liter. ot, takie pisanie internetowe. to nie kwestia nienormalnosci, tylko lenistwa. pisze mi sie szybciej w ten sposob.
                • galwaygirl Re: wariuje... 12.09.12, 13:17
                  dodam jeszcze tylko, ze najgorsze, ze jego tamta kochanka, byla brzydka. nie twierdze, ze jestem miss polonia, ale wiem, ze jestem dosyc atrakcyjna dziewczyna, po ciazy mam rozmiar 34, zawsze jak gdzies wychodze z kolezankami, kreca sie obok nas jacys faceci, w pracy wiekszosc panaow robi wszystko, o co poprosze, jak gdzies wychodze z partnerem, on sam zwraca uwage, ze sie za mna oglodaja (jak to on obrazowo ujmuje- slinia sie do mnie xD), jego koledzy nawet twierdza, ze moj facet ma "super-dupe"... no i on na takiego paszteta polecial... dla mnie to raczej dowod na to, ze nawet niekoniecznie o sam seks chodzilo, tylko to byl taki bardziej romans uczuciowy, mysle, ze on ja kochal/kocha... tylko nie rozumiem, czemu do niej nie odejdzie, czemu mnie nie zostawi, tylko tak bedzie lecial na dwa fronty... tu nawet nie mozna powiedziec, ze w domu ma poprane, posprzatane, ugotowane i nianie do dziecka. bo on wiekszosc tych rzeczy robi, od kiedy poszlam do pracy, mi sie zdarzy raz na tydzien cos sprzatnac i ugotowac, on sie tym codziennie zajmuje... dziecka tez mu nie odbiore, bo dobrze wie, ze albo by mlody mieszkal u niego, albo bysmy sie dalej dzielili obowiazkami, jak do tej pory, czyli wspolnie grafik i kilka dni u mnie, kilka u niego... nawet slubu nie mamy, wiec rozstanie to nie ejst wielki problem, poza rzecz jasna finansowym, ale jakby z nia zamieszkal, to wiele by mu sie nie zmienilo, jesli juz to na plus, bo ja malo zarabiam...
                  • dydaki wariuje...albo troluje 12.09.12, 13:36
                    Ogólnie rzecz ujmując zaczynasz przynudzać. Do tego piszesz niechlujnie i nie szanujesz czytelników dając im taki chaotyczny przekaz.
                    A w szczegółach to wszystko już zostało powiedziane:
                    Ty masz iśc do psychologa ze swoimi problemami emocjonalnymi,
                    a -moim zdaniem- ten związek i tak się nie uda bo straszne z was gó...arze życiowe więc na Twoim miejscu nie przejmowała bym się drobiazgami jak taka czy inna kochanka lub kochanek tylko wzięła się za szukanie lepszej pracy.
                    • galwaygirl Re: wariuje...albo troluje 12.09.12, 13:54
                      dydaki napisała:


                      > a -moim zdaniem- ten związek i tak się nie uda bo straszne z was gó...arze życ
                      > iowe

                      ja za 2 mies skoncze 23 lata on ma 25. rowniez nie wierze w powodzenie tego zwiazku, ale nasz zwiazek wynikl z takiego "szalu cial", to byla na prawde wielka burza i taka milosc, ze o matko ;) jestesmy razem prawie 3 lata, mamy 2letniego synka, takze mysle, ze nie jestesmy jeszcze zbyt dorosli do zwiazku (ja sie nie czuje na tyle dojrzala zeby byc matka i zona). a najgorsze jest to, ze moze przez ten super poczatek oboje wierzymy w to, ze (tu sie mozecie smiac, ale jestem jeszcze mloda i wierze w ksiezniczki w wiezach i innych ksieciuniow z bajek;) ) ze jestesmy dla siebie przeznaczeni i nigdy nie bedzie dla nas kogos takiego jak my dla siebie. no i tu problem sie robi najwiekszy (pomijajac wszystkie inne aspekty, rzecz jasna), ze wiemy, ze sie kochamy strasznie wzajemnie, a nie umiemy zawiesic broni.

                      tylko wzięła się za szukanie lepszej pracy.

                      pytanie 1: a skad wiesz, ze tego nie robie?

                      kolejna kwestia: i tak mam calkiem dobra prace, jak na moj wiek i brak studiow, a zamiast latac z taca za wieksza kase, wole jednak nabierac doswiaczenie w "normalnej" pracy za mniejsze pieniadze, ale potem po skonczeniu studiow miec co wpisac w cv, zeby nie okazalo sie ze z MGR moge co najwyzej... latac z taca, bo nie mam doswiadczenia.
                      • dydaki Re: wariuje...albo troluje 12.09.12, 14:02
                        No i na tym się skup. Praca, studia, dziecko. Nie czujesz się gotowa na matkę a masz 2letnie dziecko? To zacznij wreszcie myśleć o tym dziecku, bo ono przesiąka atmosferą jaką mu w domu oferujecie i zaraz ono skończy z nerwicą.
                        Idź do psychologa pogadaj o tym co przeżywasz, niech fachowiec Tobą pokieruje. Jak nie wiesz gdzie iść to znajdź nabliższy Ośrodek Interwencji Kryzysowej - zadzwoń, umów się, opowiedz co się dzieje i z czym sobie nie radzisz. A potem podejmij WRESZCIE DOROSŁĄ decyzję. Bo szalone bzykanko bez zabezpieczenia i brak zaufania, to nie są podstawy na jakich da się zbudowac jakąkolwiek dobrą relację. A, jak widać, nadal mimo powołania na świat dziecka, zajmuje was tylko myślenie o bzykaniu i o tym kto z kim i czy aby się puszcza.
                        Pora dorosnąć!!! Dziecko patrzy!!!
                        • galwaygirl Re: wariuje...albo troluje 12.09.12, 14:41
                          kiedys rozmawialam o tym z psychologiem (od czasu do czasu do niego chodze, ale to nie jest terapia, tylko jak mam jakis problem, to ide o tym pogadac- chociaz ostatnio nie ukrywam, nie chce mi sie juz isc, bo mam poczucie, ze ja sie pojde "leczyc" z urojen, ktore wmawia mi partner, zebym sie nie zczaila, ze on zdradza)., rozmawialam o tym, ze nie czuje sie gotowa ani na macierzynstwo, ani na zwiazek i rodzine, psycholog mi powiedziala, ze teraz to juz za pozno, bo te rodzine mam. tylko, ze ja wiem, o tym, ze powinnam miec super instynkt macierzynski i poswiecic sie dzieku, rodzinie, ale to, ze nawet tak zrobie i zamkne sie w domu z dzieckiem, nie zmieni faktu, ze w srodku czuje bunt przeciw tej calej sytuacji i przez to siedzenie w domu, gdy inni baluja i ciesza sie zyciem, ja czuje ze to nie fair, ze mi zycie ucieka, ze jestem jak jakas 40latka, ja tez chce szalec, byc egoistka troche, podejmowac decyzje z dnia na dzien, nie musiec nic planowac, a tu lipa. wiem, ze tak nie powinnam myslec, bo mam synka i kocham go nad zycie, umarlabym gdyby cos mu sie stalo, ale nie obrazilabym sie, gdyby urodzil sie dopiero za kilka lat. w skrocie- nie umiem byc matka, nie umiem spedzac czasu z dzieckiem, mecza mnie zabawy, sa nudne, oczywiscie staram sie jak moge, ale chodzi o to, ze nie wkladam w to serca... ciesze sie, jak moj synek sie cieszy, cos mu sprawia radosc, ale najczesciej brakuje mi w tym wszystkim zaplau i przekonania, no d***pa ze mnie nie matka, wiem o tym, czasem sie zastnawiam, czy nie lepiej by bylo Malemu jakbym go oddala do adopcji, a nie ma taka beznadziejna matke i beznadziejna rodzine, bo rodzice nawet mu normalnego domu stworzyc nie potrafia.... partner swiata poza synkiem nie widzi, tak czasem mysle, ze moze on jednak powinien znalezc sobie nowa kobiete, matke dla naszego synka, a lepiej byloby jakby mnie synek nie znal, co za atrakcja miec matke-wariatke.
                          • rybka64 Re: wariuje...albo troluje 12.09.12, 14:58
                            Kobieto...powiedz sobie, tak jestem super babka, niech się zacznie o mnie starać. Jak nię będzie to go olej i tyle i znajdż sobie faceta, któremu będziesz ufać. Brak zaufania cię zniszczy emocjonalnie i psychicznie. Postaw się i tyle. Facetowi jak zależy to wróci, zawsze...
                            • galwaygirl Re: wariuje...albo troluje 12.09.12, 15:05
                              hahaha ja zadnemu nie bede ufac!!! :)
                              i szczerze? jesli ten zwiazewk sie skonczy, to juz never ever. facet do seksu- jak najbardziej. ale zadnych zwiazkow, zadnych zobowiazan, niegdy juz, po prostu nigdy....wole byc cale zycie sama! niz zaufac jakiemus facetowi i dac z siebie zrobic naiwna frajerke.
                            • evee1 Re: wariuje...albo troluje 13.09.12, 09:06
                              Ale ona nie ma problemu z facetem, tylko glownie ze soba. Jest strasznie niedojrzala emocjonalnie i to na wielu frontach, a zycie wymaga od niej odpowiedzialnosci, bo zwiazek, dziecko, a tu by sie szalec chcialo. Dodatkowo ciagle szuka dowody wyimaginowanej zdrady. Nawet jezeli cos w przeszlosci bylo, to to jest przeszlosc, a tutaj trzeba sie skupic na terazniejszosci i przyszlosci.
                              Poza tym jak autorka znajdzie sobie innego faceta, to moze z nim byc dokladnie to samo, bo nie tak spojrzy na inna, albo spotka sie ze swoja eks.
                              Dziewczyno, przede wszystkim zrob porzadek ze soba. Tobie potrzebna jest terapia, zeby ekspresowo dojrzec i poustawiac w glowie priorytety. To co czujesz jest podyktowane tym co mylisz, a to sie daje zmienic poprzez terapie, chociaz bywa trudne.
                              • triss_merigold6 OMG 13.09.12, 09:58
                                OMG. Czas qrde dorosnąć.
                                Jeśli efektem szału ciał jest dwuletnie obecnie dziecko, to autorka powinna pogodzić się z tym, że nie będzie żyła jak bezdzietne singielki studentki w jej wieku. Było myśleć wcześniej.
                                • galwaygirl Re: OMG 13.09.12, 10:48
                                  czy to, ze mam dziecko oznacza, ze mam sie zamknac w domu w worku pokutnym i zapomniec o sobie, bo MAM DZIECKO? nie mam 40 lat, to nie jest chyba dziwne, ze tesknie za wolnoscia? ze chce myslec tez o sobie? poza tym, opcja "chce szlec" to byl tylko przyklad, mam tez inne priorytety, jak na przyklad skonczenie dobrych studiow i zrobienie fajnej kariery zawodowej, a to tez kolejna kwestia, ktora dziecko de facto mi uniemozliwia.
                                  • triss_merigold6 Re: OMG 13.09.12, 11:09
                                    No cóż, nie będziesz szaleć jak bezdzietna singielka w Twoim wieku, nie będziesz na razie tak dyspozycyjna w pracy i na studiach. Pogódź się z tym. Rozumiem, że tęsknisz za wolnością, prędzej odgryzłabym sobie głowę niż miała dziecko w wieku 20+ lat, ale już dziecko masz. Teraz masz je utrzymać i zająć się nim.
                                    • galwaygirl Re: OMG 13.09.12, 11:21
                                      dziecko ma tez ojca, nie jest polsierota.
                                  • kara_mia Re: OMG 13.09.12, 15:50
                                    nie mam 40 lat, to nie jest chyba dziwne, ze tesknie za wolnoscia? ze chce myslec tez o sobie?
                                    Jako osoba sporo po czterdziestce to mam ci przekazać moja wolność bo tobie się należy a mnie nie?

                                    Skoro chcesz myśleć o sobie , to proszę. nawet myślę ze to dobry pomysł :
                                    pomyśl o sobie i wymyśl jaki pokręcony umysł wydalił z siebie take stwierdzenia i co w tym umyśle jest "nie halo":

                                    -zdrade widze wszędzie
                                    -jak jestesmy razem jestem wiecznie na niego wsciekla, wiecznie klotnie przeplataja sie z rozmowa. bo wiem, ze kogos ma. chcialam cos teraz znalezc, rzucic mu dowodami w twarz... a tu nic.
                                    -zrywam z nim raz w tygodniu, ale nie umiem odejsc.
                                    -placze, bo wiem, ze on kogos ma. tylko nie umiem znalezc dowodu
                                    -a odejsc nie umiem
                                    -nawet przytulic sie nie umiem, bo mysle o tej jakiejs innej... :(


                                    to się nazywa paranoja; Kod F60.0 w systematyce ICD-10.

                                    • galwaygirl Re: OMG 13.09.12, 16:48
                                      > Jako osoba sporo po czterdziestce to mam ci przekazać moja wolność bo tobie się
                                      > należy a mnie nie?
                                      >

                                      nie, nie to mialam na mysli, ze kobiety po 40 nie potrzebuja wolnosci, tylko WYDAJE MI SIE, ze jako juz dojrzale kobiety, ktore sporo w zyciu doswiadczyly i zdarzyly sie wyszumiec, bardziej niz osoby w moim wieku cenia spokoj, rodzine i domowe zacisze, nie potrzebuja rowniez juz az tak silnych bodzcow. poza tym bardziej chodzilo mi o to, ze po prostu jestem jeszcze mloda i potrzebuje miec duuuuzo wolnosci.


                                      > pomyśl o sobie i wymyśl jaki pokręcony umysł wydalił z siebie take stwierdzenia
                                      > i co w tym umyśle jest "nie halo":

                                      mysle, ze to niesprawiedliwe. mam skrajne emocje, to fakt. nie mam paranoi, nie jestem po prostu naiwna idiotka wierzaca w cudowne nawrocenia zdrajcow, takze mam pelna swiadomosc, ze nie jestem jedyna w zyciu partnera, ze nie zerwalby kontaktu ze swoja kochanka, tylko dlatego, ze ja tego nie akceptuje, bo gdyby moja akceptacja go interesowala, to by mnie nie zdradzal.
                                      i tak, bardzo, ale to bardzo, chcialabym go nie kochac i byc na tyle silna, zeby od niego odejsc i juz sie wiecej nie pozwalac ranic... no ale jako, ze kocham, a mloda i glupia jestem, no i to moj pierwszy staly zwiazek, zakonczony efektem dzieciecia, to uwierz mi, jest mi na maksa trudno zakonczyc te znajomosc. jednego dnia jestem pewna, ze chce odejsc, nastepnego cos mnie rusza, no i mimo, ze wiem, ze chce odejsc, to jednak znow mowie sobie, ze go kocham. no i tak sie kolo zamyka. gdybym chociaz mogla do domu wrocic, to byloby mi latwiej, bo przynajmniej nie zostalabym calkiem sama (tu nie mam praktycznie zadnych znajomych, a przynajmniej nie takich, ktorzy by mnie interesowali towarzysko). no, ale do domu powrotu raczej nie mam, a poza tym nie wiem, jak bym sie widywala wtedy z synkiem, nie chce byc tylko weekendowa mama.
                                      • woda_woda galwaygirl 13.09.12, 16:57
                                        Oddaj dziecko ojcu albo do adopcji - daj mu szansę na normalność.

                                        Zostaw tego nieszczęsnego mężczynę - daj mu żyć.

                                        I wtedy baw się, hulaj i napawaj wolnością.
                                        • galwaygirl Re: galwaygirl 13.09.12, 17:07
                                          > Zostaw tego nieszczęsnego mężczynę - daj mu żyć.

                                          ej, ale to on jest nie fair, nie ja. to on doprowadzil do takiego stanu wiedzac, ze zdrada, to jest cos, z czym nie umiem sobie poradzic. to on niszczy mnie i nasza znajomosc. nawet nie wiesz, jak on potrafi klamac- a uwierz mialam szanse sie przekonac, kiedy po kolei wychodzily jego klamstwa. to on potrafi na mnie podniesc reke, bo irytuje go placzem, czy czyms tam innym, roznie to bywa, jak sie klocimy. ja mam tylko tego pecha, ze go kocham i nie umiem zakonczyc tej znajomosci, jak juz napisalam wczesniej. niesprawiedliwie mnie oceniacie.

                                          > I wtedy baw się, hulaj i napawaj wolnością.

                                          to, ze za tym tesknie i brakuje mi wolnosci, nie oznacza od razu, ze pozbede sie dziecka "dla imprez". napisalam to juz kilka razy, kocham bardzo mojego synka i nie wyobrazam sobie zycia bez niego, tylko czuje sie przytloczona ta cala odpowiedzialnoscia, tymi obowiazkami. ale widze, ze trudno zrozumiec, ze ktos moze po prostu za czyms TESKNIC, ze bycie matka nie zmienia mojego wieku oraz moich potrzeb.
                                          • woda_woda Re: galwaygirl 13.09.12, 17:08
                                            Jeśli kochasz swojego synka to przestań użalać się nad sobą i przestań robić piekło jego ojcu.
                                            • galwaygirl Re: galwaygirl 13.09.12, 17:20
                                              ale on mi moze robic pieklo, tak? to on stworzyl cala te sytuacje, nie ja, ja owszem, mam swoje problemy, u mnie w domu tez nie bylo calkiem normalnie, takze emocje to moja pieta achillesowa, on wiedzac o tym i wiedzac, jak reaguje na zdrade, perfidnie szukal sobie laski na boku i patrzac mi w oczy, kiedy mowilam, ze cos jest nie tak, mowil "kochanie, masz paranoje, przeciez wiesz, ze cie kocham najbardziej na swiecie i nie istnieja dla mnie inne kobiety, zadna ci nie dorowna" czy inne sciemy.
                                              wiem, ze dla dobra synka, powinnam przestac. dla dobra synka, powinnismy zamieszkac oddzielnie, bo nie jestesmy w stanie wspolnie funkcjonowac. tylko pod tymi wszystkimi zalami i zloscia, caly czas go kocham, jak nikogo. no i stad ten caly rollercoster.
                                              • evee1 Re: galwaygirl 14.09.12, 00:05
                                                > on wiedzac o tym i wiedzac, jak reaguje na zdrade, perfidnie szukal sobie laski na boku i
                                                > patrzac mi w oczy, kiedy mowilam, ze cos jest nie tak, mowil "kochanie, masz paranoje,
                                                > przeciez wiesz, ze cie kocham najbardziej na swiecie i nie istnieja dla mnie inne kobiety,
                                                > zadna ci nie dorowna" czy inne sciemy.
                                                No, ale skad Ty wiesz co naprawde mysli i co kiertuje Twoim partnerem. Masz niezbite dowody tego, ze mowi co innego i robi co innego? Co to znaczy, ze "perfidnie szukal sobie laski na boku"? Mial kobiete na boku czy jej nie mial? W jaki sposob szukal?
                                                Dla mnie to nadal pachnie paranoja.

                                                > wiem, ze dla dobra synka, powinnam przestac. dla dobra synka, powinnismy zamies
                                                > zkac oddzielnie, bo nie jestesmy w stanie wspolnie funkcjonowac. tylko pod tymi
                                                > wszystkimi zalami i zloscia, caly czas go kocham, jak nikogo.
                                                To moze zacznij od odpowiedzei na pytanie, co to znaczy, ze go kochasz. Moze to Ci pomoze zdecydowac czego tak naprawde chcesz od niego.
                                                • galwaygirl Re: galwaygirl 14.09.12, 01:54
                                                  Co to znaczy, ze "perfid
                                                  > nie szukal sobie laski na boku"? Mial kobiete na boku czy jej nie mial? W jaki
                                                  > sposob szukal?
                                                  > Dla mnie to nadal pachnie paranoja.

                                                  to znaczy, ze zakladal sobie konta na portalach randkowych i wychodzil na imprezy z kumplami singlami, dla ktorych wieczor bez dupy, to wieczor stracony. na jednaj z nich poznal swoja dziewczyne, przez blisko 2 mies spotykal sie z nia potajemnie, majac ukryta karte sim, pootwierane jakies ukryte skype'y i inne maile, oklamujac mnie w stylku ide na szkolenie, a byl z nia, czy wychodzil do przyjaciela na piwo a wracal od niej nad ranem. wciaz paranoja? no przeciez caly czas pisze o tym, ze mam do tego podstawy. a dodam jeszcze, ze zrobil to w momencie, gdy ja bylam w maksymalnym dolku, bo mieszkalismy tu 3 miesiace, ja calymi dniami zajmowalam sie dzieckiem i domem, on "robil kariere" i szukal sobie nowej laski, a ja nawet nie znalam ani jednego jego znajomego/znajomej. on wychodzil na imprezy, ja plakalam, ze siedze zamknieta w domu (jeszcze wtedy nie pracowalam, nie znalam tu kompletnie nikogo), a on z pretensjami do mnie, ze sie juz dusi i, ze jestem uciazliwa, ze najchetniej to bym go w klatce zamknela. z tym, ze to ja de facto bylam zamknieta w klatce.


                                                  > To moze zacznij od odpowiedzei na pytanie, co to znaczy, ze go kochasz. Moze to
                                                  > Ci pomoze zdecydowac czego tak naprawde chcesz od niego.

                                                  nie wiem juz nic, sama nie wiem... mam totalny metlik w glowie. myslalam, ze opinie osob trzecich pomoga mi jakos spojrzec na to z innej strony, ale wciaz z jednej strony mam poczucie, ze jestem po prostu pier*nieta zdrowo w glowe i czas szykowac sobie miejscowke w tworkach, a z drugiej czuje sie cholernie skrzywdzona i oszukana... i juz nawet nie chodzi o tamta sytuacje, tamto jakos wzglednie zamknelam (no fakt, ze wypominam do tej pory praktycznie codziennie), ale juz nie mam takiego wewnetrznego piekla, jakie mialam... bardziej chodzi o to, ze, pomimo, ze strasznie nie chcialam dziecka, uwierzylam, ze stworzymy szczesliwa rodzine, wszystko bedzie jak w reklamie proszku do prania ;) a tu dupa, w tej sytuacji jedyna rozsadna droga jest rozstanie, ja samotna matka byc nie chce, nie poradze sobie, poza tym, nie chce krzywdzic juz bardziej dziecka, ktore kocha nas oboje strasznie (z reszta my jego tez- czasem nawet mysle, ze on kocha bardziej syna, on na prawde nie widzi poza nim swiata...) nie tak mialo byc, czuje sie rozczarowana, ktos kto byl calym moim swiatem, nagle okazal sie "najwiekszym wrogiem", ktos kto mi ten swiat w pewien sposob zbudowal, byl dla mnie oparciem, kurcze nie wiem nawet jak to wyjasnic... wiem, ze terapia mnie wola, bo czas juz dojsc ze soba do ladu. tylko na razie tak w tylku jestem jakos i dola mam non stop. przepraszam w ogole, ze tak sie rozpisuje, ja mam zawsze duzo do powiedzenia, a zwlaszcza tego, nie mam komu powiedziec.
                                                  • edw-ina Re: galwaygirl 14.09.12, 09:25
                                                    Mylisz pojęcia. Facet cię oszukiwał - to jedno. Ty szukając wszędzie zdrady masz paranoję, bo nie potrafisz skupić się na niczym konstruktywnym, a m.in. to jest wykładnikiem paranoi.
                                                    Oboje jesteście dziećmi, którzy na własne życzenie znaleźli się w sytuacji dorosłych. Nikt ci nie powiedział, że nie ulega się namowom na dziecko, kiedy pana zna się kilka miesięcy i jest się młodziutką dziewczyną? Mama, babcia, ciotka, przyjaciółka - nikt cię nie ostrzegł? Teraz i tak mleko się już rozlało, a rozkminianie tego, jak się to stało nie ma najmniejszego sensu. Skoro nie umiesz wybaczyć facetowi zdrady, bo będziesz wciąż czekać na kolejną (co nie twierdzę, że się nie zdarzy), to po prostu skończ to. Bo na razie wciąż stoisz w rozkroku u z tego, co piszesz wyłania się obraz osoby, która ma nadzieję, że jak wystarczająco długo będzie wrzeszczeć na faceta, to on zmieni się o 180 stopni i raptem stanie się dobrym, wiernym, kochającym partnerem. Otóż nie, nie stanie się tak. Krzyki i awantury jeszcze nigdy i nikogo nie naprostowały. Naprostować za to może strata. Kiedy ty sobie ułożysz życie, a do niego dotrze co stracił. Ale to wtedy będzie jego własna zmiana wynikająca ze zmiany twojej. Droga, którą wybrałaś w najlepszym wypadku zakończy się totalnym rozpadem relacji i pójściem "na noże". A wy macie dziecko, dla którego na te noże iść nie powinniście.
                                      • edw-ina Re: OMG 13.09.12, 17:03
                                        nie, nie to mialam na mysli, ze kobiety po 40 nie potrzebuja wolnosci, tylko WY
                                        > DAJE MI SIE, ze jako juz dojrzale kobiety, ktore sporo w zyciu doswiadczyly i z
                                        > darzyly sie wyszumiec, bardziej niz osoby w moim wieku cenia spokoj, rodzine i
                                        > domowe zacisze, nie potrzebuja rowniez juz az tak silnych bodzcow. poza tym bar
                                        > dziej chodzilo mi o to, ze po prostu jestem jeszcze mloda i potrzebuje miec duu
                                        > uuzo wolnosci.

                                        - słowa "wydaje mi się" są zdecydowanie najrozsądniejszą częścią tej wypowiedzi. Poza tym nie za bardzo wiem jak połączyć aktywne macierzyństwo z dużą potrzebą wolności. Niestety, kiedy dorosły człowiek idzie z drugim dorosłym człowiekiem do łóżka, to ma świadomość (a przynajmniej mieć powinien), że może to się skończyć nowym obywatelem tego lub innego kraju. No tak już działa biologia. Na podobnej zasadzie, kiedy wsiadasz do samochodu musisz mieć świadomość, że możesz uczestniczyć w wypadku, choćbyś był najlepszym z kierowców.

                                        A odnośnie doszukiwania się śladów zdrady - co zrobisz, jak je znajdziesz? Skoro napisałaś, że teraz nie masz jak odejść, to sądzisz, że wówczas będziesz miała jak? Co się zmieni? Jeśli chcesz odejść, to zrób wszystko, by odejść. Jeśli nie chcesz, to nie funduj sobie i swojemu facetowi życia w ferii oskarżeń, bo nawet najcierpliwszą osobę to w końcu wykończy. Wiele lat temu spotykałam się z facetem, który miał wieczną obsesję związaną z tym, że go zdradzam, że kogoś mam. Skończyło się to tym, że faktycznie zaczęłam spotykać się z kimś innym, bo z nim nie mogłam już wytrzymać, potrzebowałam kogoś, kto mnie nie wpędzał w paranoję, nie mówiąc nic o tym, że skoro nieustannie ktoś mnie karał za domniemane zdrady, to nie widziałam powodu, by być świętą.
                                        • galwaygirl Re: OMG 13.09.12, 17:14
                                          edw-ina napisała:

                                          > . Skończyło się to tym, że faktycznie zaczęłam spotykać się z kimś innym, bo z
                                          > nim nie mogłam już wytrzymać, potrzebowałam kogoś, kto mnie nie wpędzał w paran
                                          > oję, nie mówiąc nic o tym, że skoro nieustannie ktoś mnie karał za domniemane z
                                          > drady, to nie widziałam powodu, by być świętą.

                                          no ale pisalam, u mnie to nie jest kwestia obsesji, tylko raczej swiadomosc... ja juz to wszystko przerobilam.
                                          poza tym, wcale nie obrazilabym sie, gdyby mnie zostawil ( tak sie jeszcze ludze, ze a moze on mnie jednak kocha?), krzyz na droge jemu i jego kochance, glownie chodzi mi o to, zeby gral w otwarte karty, nie chce byc oszukiwana, skoro mnie nie kocha, to po co ze mna jest, po co te cyrki i klamstwa? skoro kocha ja, to niech z nia bedzie, ale niech mi nie robi zludzen, ze cos do mnie czuje. poza tym, gdyby mnie zostawil, to odwalilby za mnie czarna robote ;) mowie, i tak wiem, ze nam nie wyjdzie, ale nie umiem sie zmobilizowac, zeby sie z nim wiecej nie spotykac. i to jest moj najwiekszy problem, a nie zadna paranoja.
                                          • edw-ina Re: OMG 13.09.12, 17:43
                                            ponownie - twoje krzyki i nerwy niczego nie zmienią, niezależnie od tego, czy obecnie facet zdradza, czy nie. Chcesz mieć pewność - weź detektywa. Przy czym musisz wziąć też pod uwagę, że mylisz się. Bo mogło być też tak, że facet miał jakąś przygodę, ale się zreflektował i teraz jest fair. Skoro nie możesz żyć z nim, bo wszędzie węszysz zdradę, to odejdź, podejmij dorosłą decyzję, bo na razie to oczekujesz tych dorosłych decyzji od innych.
                                            I tak na przyszłość - fascynacje zdarzają się praktycznie we wszystkich związkach. Grunt, co się z nimi zrobi. Można w nie wpaść, można zostawić je nie skonsumowane, można chwilę pocieszyć się tym, że wciąż dla kogoś jesteśmy atrakcyjni i nic poza tym. I trzeba to niestety wpisać w związek, bo w chwili, gdy się w kimś zakochujemy nie stajemy się jednocześnie niewidoczni dla innych i sami też nie ślepniemy. Ważne to stworzyć związek, który będzie silniejszy i bardziej pociągający od tych fascynacji.
                                            • galwaygirl Re: OMG 13.09.12, 17:54
                                              edw-ina napisała:

                                              > ponownie - twoje krzyki i nerwy niczego nie zmienią, niezależnie od tego, czy o
                                              > becnie facet zdradza, czy nie.
                                              mam tego swiadomosc.

                                              Chcesz mieć pewność - weź detektywa.
                                              nie chce sie ponizac do az takiego stopnia, wystarczy ze on teraz ze mnie robi wariatke. chce od niego bycia fair- i nie oznacza to wiernosci mnie- jesli kocha inna, niech z nia bedzie, ale niech bedzie uczciwy wobec mnie i swojej dziewczyny.

                                              Przy czym m
                                              > usisz wziąć też pod uwagę, że mylisz się.
                                              no tu akurat sie nie myle.

                                              Bo mogło być też tak, że facet miał j
                                              > akąś przygodę, ale się zreflektował i teraz jest fair.
                                              hahahahahaha. zabawne. zdradzil raz, zdradzi kolejny.
                                              Skoro nie możesz żyć z n
                                              > im, bo wszędzie węszysz zdradę, to odejdź, podejmij dorosłą decyzję, bo na razi
                                              > e to oczekujesz tych dorosłych decyzji od innych.
                                              bo sama jej nie umiem podjac, chociaz jestem temu coraz blizsza. tylko nie mam z kim wynajac pokoju, a boje sie z obcymi ludzmi z ogloszenia.... ;)

                                              > I tak na przyszłość - fascynacje zdarzają się praktycznie we wszystkich związka
                                              > ch. Grunt, co się z nimi zrobi. Można w nie wpaść, można zostawić je nie skonsu
                                              > mowane, można chwilę pocieszyć się tym, że wciąż dla kogoś jesteśmy atrakcyjni
                                              > i nic poza tym. I trzeba to niestety wpisać w związek, bo w chwili, gdy się w k
                                              > imś zakochujemy nie stajemy się jednocześnie niewidoczni dla innych i sami też
                                              > nie ślepniemy. Ważne to stworzyć związek, który będzie silniejszy i bardziej po
                                              > ciągający od tych fascynacji.

                                              no, akurat dla niego nie jestem nikim na tyle istotnym, wiec tu sie chyba problem sam rozwiazuje.
                                              • mamapodziomka Re: OMG 13.09.12, 18:23
                                                No dobra:
                                                - nie chcesz zostac
                                                - nie chcesz odejsc
                                                - nie chcesz sie upewnic za pomoca detektywa
                                                - nie chcesz miec dziecka
                                                - nie chcesz go oddac

                                                To chyba pora wreszcie usiasc i sie zastanowic czego chcesz, nie? Bo sposobu cofniecia czasu na razie jeszcze nie wymyslono.

                                                A niezaleznie od tego co zrobil / nie zrobil twoj facet TY jestes calkowicie i w pelni odpowiedzialna za synka. W teorii twoj facet tez, ale jesli nie bedzie spelnial swoich obowiazkow to w calosci przechodza one na ciebie i nie ma co tu specjalnie histeryzowac, bo to nic nie zmieni. Na razie jestes tak zajeta negowaniem rzeczywistosci, ze nie masz czasu jej sobie poprawic.
                                                • galwaygirl Re: OMG 14.09.12, 02:08
                                                  watpie, zeby on kiedykolwiek nie dopelnial obowiazkow, juz predzej pozbawilby mnie opieki nad dzieckiem, niz by synka olal. od kiedy synek sie urodzil, ja wlasciwie moglam nie istniec, byl takim oczkiem w glowie tatusia. jak go pytalam, co jesliby jego dziewczyna w przyszlosci nie akceptowala naszego syna albo jakby mu sie drugie dziecko urodzilo, to stwierdzil, ze nie ma takiej opcji- i w to akurat wierze. rozne rzeczy moge o nim powiedziec, ale nigdy, ze jest zlym ojcem.
                                                  • mamapodziomka Re: OMG 14.09.12, 07:40
                                                    Acha, i to zdejmuje z ciebie obowiazek opieki nad dzieckiem??

                                                    Nadal kompletnie nie rozumiem o co ci chodzi. Magicznej rozdzki nikt nie ma, nie zalatwi ci powrotu do czasow sprzed dziecka, ani nie machnie ci faceta, ktory bedzie z natury swojej wierny. Jesli ma on sklonnosci do skokow w bok (a szukanie sobe lasi po portalach randkowych nie podpada nawet pod przypadkowa zdrade), to najprawdopodobnie bedzie nadal tak robil, A przynajmniej bez terapii i poukladania wszystkiego na nowo. Twoja rzecz, jak do sprawy podejdziesz i jak ja rozwiazesz.

                                                    A swoja droga z dzieckiem roznie w zyicu moze byc. Nie mowie, ze akurat tak u ciebie bedzie, ale moj eks poki bylismy razem za dzueckiem szalal, przewijal, nosil, chwalil sie na prawo i lewo. Jak sie rozstawalismy upieral sie ze musimy wziac mieszkania o kilka mînut od siebie i jak mala podrosnie miec opieke naprzemienna. Po rozstaniu wzial ja do siebie jeden jedyny raz. 7 lat pozniej podpisal w sadzie zrzeczenie wszelkich praw i zgode na dopcje, wiec roznie sie to uklada. Nie zycze ci oczywiscie takiej sytuacji, ale jakkolwiek by nie bylo odpowiedzialna za niego jestes ty.
                                      • kara_mia Re: OMG 13.09.12, 20:46
                                        tylko WYDAJE MI SIE, ze jako juz dojrzale kobiety, ktore sporo w zyciu doswiadczyly i zdarzyly sie wyszumiec, bardziej niz osoby w moim wieku cenia spokoj, rodzine i domowe zacisze

                                        to ci się źle wydaje

                                        jednego dnia jestem pewna, ze chce odejsc, nastepnego cos mnie rusza,

                                        to jeżeli nie umiesz być jednakowa emocjonalnie przez więcej niz 1 dzień to
                                        a/ nie wiem jaka to jednostka w ICD-10
                                        b/ może jednak zleć opiekę nad dzieckiem osobom bardziej stabilniejszym.

                                        • galwaygirl Re: OMG 14.09.12, 02:03
                                          > to ci się źle wydaje

                                          spoko, na razie jeszcze nie doswiadczylam tegpo wieku i na szczescie jeszcze troche mi zostalo. jak dojde do 40, to sie dowiem, czy tylko mi sie wydawalo.

                                          to jeżeli nie umiesz być jednakowa emocjonalnie przez więcej niz 1 dzień to
                                          > a/ nie wiem jaka to jednostka w ICD-10
                                          > b/ może jednak zleć opiekę nad dzieckiem osobom bardziej stabilniejszym.

                                          wiesz, dziekuje za Twoje rady, ale bylabym wdzieczna za niediagnozowanie mnie na podstawie kilku wypowiedzi. moze i jestem zaburzona, ale raczej nawet swietny psycholog potrzebuje czasu i co najmniej kilku sesji, zeby stwierdzic, jak bardzo poje*ana jestem ;)
                                          i jeszcze jedno. synkiem zajmuje sie normalnie. to, ze moje emocje sa, jakie sa, nie przeklada sie na moja opieke nad dzieckiem. owszem, jak napisalam brakuje mi zapalu itp, ale.. no coz, ja nigdy nie lubilam dzieci, teraz z reszta wciaz nie lubie obcych, tylko moj jest fajny ;) ale bawic sie nie za bardzo lubie (chociaz STARAM SIE to robic). i moje emocje owszem, odbijaja sie, ale na ojcu dziecka, na dziecko nawet raczej nie zdarza mi sie krzyknac (a przyjemny ostatnio nie jest, bo zaczyna sie okres buntu).
                                          • kara_mia Re: OMG 14.09.12, 16:49
                                            Jak już pisałam, nie umiem zdiagnozować.
                                            Zaś twoja uwaga, że twoje emocje nie przekładają się na dziecko tylko na ojca dziecka - jest wyjątkowo nietrafiona.
                                            Nie ma nas świecie ani jednego dziecka, które nie chłonie emocji swojego najbliższego opiekuna - tym bardziej matki.
                                            Szkoda, ze tego nie widzisz w realnym życiu,
                                            Naprawdę szkoda.

              • triismegistos Re: wariuje... 15.09.12, 14:15
                sootball napisała:

                > Zrobienie "na złość" będzie tylko wyładowaniem złości i nie będzie służyło nicz
                > emu więcej.
                Toteż piszę, że zamiast bawić się w jakieś odwety lepiej zwiewać gdzie pieprz rośnie.

                partner zamiast robić na złość, powinien ten
                > proces wesprzeć. To w tym przypadku oznacza żeby m. in. dać się skontrolować od
                > czasu do czasu, co jeśli się nie ma nic do ukrycia, nie powinno być większym p
                > roblemem
                Słucham? Dać się kontrolować wariatowi, który cię zadręcza i obraża? A z jakiej racji, kopa w zad i tyle.
                Tak, piszę to jako osoba, której chory z zazdrości facet zatruł życie. A ja, durna, próbowałam udowadniać swoją niewinność i się tłumaczyć. A tfu, nigdy więcej. Następnym razem od razu wykonam manewr noga----> dupa-----> drzwi----->
                I naprawdę, głęboko mam, że taki psychol potem będzie cierpieć.
    • nowy99 Re: wariuje... 14.09.12, 17:58
      Z tymi zdradami to jest niestety w glowach wielu facetow tak, ze poki w zwiazku ludzie sa sobie wierni, to stanowi to sile scalajaca i daje motywacje do trwania w wiernosci. W chwili natomiast, gdy kobieta zdradzi, i jeszcze, po czorta zreszta, zwierzy sie swojemu partnerowi z tego, mezczyzna luzuje swoja uczciwosc i daje sobie prawo do takiego samego zachowania. I, gdy nadarza sie taka sposobnosc, po prostu korzysta.
      Tak to czesto dziala.
      W opisywanym przypadku jest atrakcyjna kobieta i swiadomy jej atrakcyjnosci facet. Slyszy wciaz o jej wielbicielu, -lach, i moze nie miec sily walczyc o swa kobiete, moze ma jej za to dosc, moze chce kobiety przecietnej, a bardziej zrownowazonej, nie szukajacej w innych mezczyznach potwiedzenia swojej niekwestionowanej przeciez atrakcyjnosci. Krotko mowiac, moze i facet ma na boku jakas kobiete, z ktora moze i cos planuje. I dlatego tego nie wyjawi nigdy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka