vivaluna
01.02.13, 17:44
przed siedzeniem cicho, zagryzaniem zębów, udawaniem że się nie słyszy. To częsta rada dawana na różnych forach a propos kontaktów z teściową. Ja zachowywałam się tak przez 10 lat. Udawałam, że nie słyszę złośliwości, nie reagowałam na zaczepki, zagryzałam zęby jeśli padł komentarz na mój temat, mojej córki czy rodziny. Początkowo wydawało się to dobrą taktyką ale z czasem zarówno teściowa jak i jej druga synowa rozbestwiły się. Jak nie widziałam porafiły nawrzeszczeć na moją córkę, zaczęło się obgadywanie mnie przed resztą ich rodziny i znajomymi, nastawianie męża przeciwko mnie. Po kilku latach zaczęły traktować mnie protekcjonalnie uważając, że mogą sterować moim życiem narzucając swoje postępowanie, styl oraz wtrącając się do wychowania córki, mojego wyglądu trybu mojego życia, pracy a nawet ilości posiadanych przeze mnie zwierząt. Ciągle zaciskałam zęby udawałam, że nie słyszę. W końcu przelała się czara goryczy. Zmarł mój tata, zgodnie z życzeniem miał być pochowany w górach w miejscowości rodzinnej - to kilkaset km. od mojego miejsca zamieszkania. Mąż poinformował matkę, że jedziemy na pogrzeb na co padło stwierdzenie " A po co tam będziesz jechał, sama sobie poradzi" Był tym tak zbulwersowany, że mi powtórzył. Doszłam do wniosku, że stwierdzenie to było podyktowane brakiem szacunku do mnie, potraktowaniem jak kompletne zero (ja nie tylko byłam na pogrzebie jego ojca ale regularnie odwiedzałam grób). Po dziesięciu latach podjęłam trudną decyzję - zawieszam kontakty na czas nieokreślony. Za namową męża pojawiłam się po półtora roku w wigilię. Nic się nie zmieniło - złośliwe komentarze drugiej synowej, krzywe spojrzenia teściowej. Tym razem nie dałam sobie w kaszę dmuchać i w miarę grzecznie poustawiałam damy. Mimo wszystko i tak odchorowałam - wróciła arytmia, rozbolał kręgosłup. Teraz wiem, nie warto dawać sobie wchodzić na głowe, trzeba reagować natychmiast wtedy relacje mogą układać się poprawnie inaczej czeka nas wielka przegrana na wielu frontach.