lebara1984
11.03.13, 20:11
Witam serdecznie
Mam 28 lat,jestem mężatką-mamy 13 miesięcznego synka.
Jestem kobietą po studiach,z całkiem niezłym cv i z ogromną pasją.Obecnie przebywam na urlopie wychowawczym i czuję się przede wszystkim mamą i żoną,no i oczywiście gospodynią domową ;-) Ale to nie jest tak,że utknęłam w pieluchach i nic więcej mnie nie interesuje:staram się życ jak wcześniej,robic coś tylko dla siebie:chodzę na siłownię,pochłaniam książki,chodzę na kurs angielskiego itp.itd.
Rodzinę utrzymuje mąż,który całkiem nieźle zarabia,nie są to luksusy,ale starcza na wszystko.
A teraz dokładniej:
myślę o drugim dziecku...Naprawdę nie wiem co mi się stało..może to hormony,a może coś innego,a może ogromne pokłady miłości?Jestem DDA,po terapii,z zażegnana przeszłością.DDAktóre nauczyło się nie bac miłości,które ma normalną relację z mężem,ukochanego synka i poczucie bezpieczeństwa.Przed ciążą wciąż za czymś goniłam,wciaż nie wiedziałam czego tak naprawdę chcę od życia.Zachodząc w pełni świadomie w ciążę zatrzymałam się,powiedziałam sobie stop:już masz wszystko,już nie musisz tak pędzic.I faktycznie tak się stało:moje myśli,świadomośc siebie zmieniła się...Owszem,czasami jest bardzo ciężko:jestem sama z dzieckiem od rana do wieczora,bo nie mamy żadnej rodziny w pobliżu.Ale powiem szczerze,że myślałam,że macierzyństwo mnie przerośnie,że ja ta pędząca za karierą i za wszystkim nie wysiedzę w domu z dziekciem.A tymczasem ja się spełniam-ja naprawdę czuję się całą sobą matką.Z nerwowej temperamentnej osoby zmieniłam się w anioła z ogromnymi pokładami cierpliwości.Jestem kochającą wyluzowaną mamą,wiecznie uśmiechniętą,pokazującą synkowi świat.Określę to w taki sposób:po urodzeniu synka poczułam,że w końcu wszystkie elementy układanki zaczynają do siebie pasowac.
żeby nie było tak kolorowo,mieliśmy też z mężem cieżkie chwile po urodzeniu synka:karmienie piersią bardzo nas od siebie odsunęło,tzn.mnie od męża.Mój wygląd po ciąży itp.był dla mnie ogromna barierą.Ale już wszystko wróciło do normy,kilka miesięcy temu.
A teraz do rzeczy,zawsze planowaliśmy dwoje,może nawet troje dzieci.
Zaczęłam marzyc o drugim dziecku,analizowac nasze finanse,możliwości mieszkaniowe,moją siłę,cierpliwośc,czy sobie poradzę.Dodam,że nie mam żadnej traumy związanej z porodem-przebiegł szybko itp.Całą ciążę znosiłam super,byłam bardzo aktywna itp.ale liczę się z tym,że druga może przebiegac inaczej.
W każdym razie pomimo minimalnego strachu czy sobie poradzimy czuję całą sobą,że to jest ten moment na rozpoczęcie starań o drugie dziecko-ale nie takie na siłę,na spokojnie,naturalnie i kiedy to się zdarzy to się zdarzy.
I teraz zaczynają się schody...mąż dziecka drugiego odmawia..i to z wielką złością,naburmuszeniem,tak jakby to był mój wymysł,fanaberia.Jednocześnie chwali mnie i docenia,że jestem super mamą dla naszego synka itp.Ale twierdzi,że on sam nie jest gotowy psychicznie teraz na drugie dziecko....I co tu robic.Nie chodzi mi o złote rady typu zmuszenie go do dziecka,przekłuwanie prezerwatyw itp.-przepraszam za taką dosłownośc,ale w internecie aż się roi od takich pomysłów.
Dla mnie jego argumenty są niezrozumiałe.Sam mówił,że chciałby miec dzieci z różnicą 2-3 letnią.Po drugie tak już jest na tym świecie,że to na kobiecie spoczywa większy obowiązek odnośnie ciąży,porodu,połogu i powiedzmy,że rezygnacji z kariery,przynajmniej na jakiś czas.Mój mąż robi karierę,rozwija się,a co ze mną?co z moim pomysłem na życie?Też mam pewne plany,ale wiem,że są one możliwe dopiero po odchowaniu dzieci.
W tym całym poście chodzi mi o to,że szukam rady jak rozmawiac z meżem?ale tak,żeby go nie przymuszac.I jak znieśc tą ciężką sytuację?dla mnie drugie dziecko jest bardzo ważne,a czuję,że mąż tego nie rozumie.Jak się z tym wszystkim pogodzic?Bo czuję,że przez ten konflikt oddalamy się od siebie,bo każde z nas ma swoje racje.
Bedę wdzięczna za jakąkolwiek podpowiedź