kaktus29-only
03.04.13, 21:23
Jestem 9 lat po ślubie. Parę miesięcy temu poznałam fajną dziewczynę zaprzyjaźniłyśmy się wyciągnęłam do niej rękę była na życiowym zakręcie, pomagałam jak mogłam rozmową wsparciem itp ale zauważyłam że bardzo lekko rozmawia z moim mężem zaczęło mi to przeszkadzac wiedziałam że coś się święci. Wielokrotnie pytałam się go czy ma z nią kontakt czy rozmawiają bo jeżeli tak to ja się nie godzę na taką sytuacje, czułam się zagrożona. On wielokrotnie zaprzeczał ona też, aż do zeszłej soboty kiedy sprawdziłam biling okazało się że rozmawia z nią od parunastu tygodni, nawet po 7 razy dziennie do niej wydzwaniał, zabolało. Przyparty do muru przyznał się, ale stwierdził że tylko rozmawiali przez telefon a nie powiedział bo wiedział że tak zareaguje jak zareagowałam. Ciągle oglądałam się za siebie co jakiś czas sprawdzałam bilingi nic nie znalazłam, a on zaczął się wsciekac że go sprawdzam, trochę odpuściłam ale bomba wybuchła gdy okazało się że do tego wszystkiego dołączyły spotkania o różnych porach nawet spotkania w innym mieście, podobno do niczego nie doszło twierdzi że z nią lepiej się rozumiał. burza rozpętała się na dobre bo mimo że to on kłamał zaczął oskarzac mnie że wydzwaniam do tej dziewczyny że mu nie ufam a ja ciągle znajdowałam dowody kłamstw dziś znalazłam nową kartę do telefonu po włożeniu okazało się że dzwonił po raz kolejny mimo że oboje przyrzekli że przez święta nie będą się kontaktowac okazało się ze już na drugi dzień spotkali się w Warszawie i do tego dała mu klucze do mieszkania by wietrzył bo ona wyjechała. Tym razem ja rozpętałam burze wydzwaniałam do niej i nie przebierałam w słowach po czym on się wściekał że dzwonie do niej a to z nim mam problem. Dziś konflikt jest ogromny bo wtrąciła się teściowa bo ja powiedziałam jej o sytuacji a ona zadzwoniła do jej rodziny by wygarnąc wszystkim czyli dolała oliwy do ognia dziś stanęło na tym że się wyniesie jak najszybciej.On mnie nawet nie przeprosił stwierdził że nic złego nie zrobił tylko kłamał,a ja nie potrzebnie rozdmuchałam sytuacje. Tym bardziej że powtarzał że mnie kocha a ja wykręciłam kota ogonem. Jestem rozżalona bardzo go kocham ale te kłamstwa spowodowały całkowity brak zaufania patrze na niego i nie wierzę że on nie czuje się nawet trochę źle. Nie potrafię sobie z tym poradzic i już myśle że może źle to rozegrałam, Jestem na skraju załamania, mamy 6 letnią córeczkę.