sari5
04.07.13, 17:32
zastanawia mnie to sformulowanie. co to jest wlasciwie walka o zwiazek tak konkretnie? juz samo slowo walka brzmi jak szykowanie sie do wojny. a przeciez na wojne nie idziemy cos polepszyc. i co to niby jest to naprawianie, polepszanie tak konkretnie? moj maz uwaza, ze skoro on nie pije, nie bije, nie zdradza, pieniadze zarabie to juz jest full wypas pakiet dla zony i o co ja sie czepiam i marudze. a ja sie nie czuje wogole szczesliwa, bo czuje sie jakbym tkwila w martwym zwiazku. bo oprocz w/w "zalet" nic, kompletnie nic mi ten zwiazek nie daje. o calusa na dzien dobry czy dowidzenia sie musze upomniec, o wziecie za reke na spacerze takze. zadnego przytulania, czulosci itp babskich fanaberii. ot prosty chlop.