Dodaj do ulubionych

Chora na przemoc emocjonalną

16.10.13, 15:31
Jak można/trzeba/należy zachowywać się w relacjach z osobą chora na przemoc, by samemu nie zachorować a jej pomóc.
Wywodzimy się z rodziny w której rodzice uprawiali między sobą typową przemoc emocjonalną: nie odzywanie się do siebie albo kłótnie i awantury, trwanie z sobą, rodzenie dzieci, i ciągle wzajemna agresja, niechęc podszyta pogardą, brak szacunku. Mama dda, ojciec despota. Matka uważa się za pokrzywdzoną, zwrócenie jej uwagi, że też święta nie była powoduje tylko jej ograzę i użalanie się nad sobą. Zero normalnych rozmów, głównie mama tak zaskorupiała na swoich emocjach że ślepa na to jak dzieci to odbierały. Do tej pory rodzice wolą się do siebie nie odzywać, bo odezwanie się jednego nawet normalnym tonem implikuje agresję i wrogośc drugiego. My jako dzieci już się ich nie boimy. Potrafimy im zwrócic uwagę, powiedzieć by się uspokoili, hamują się przy nas bo wiedzą, że już nie akceptujemy takich zachowań i nie podporzadkujemy im się jak za czasów dzieciństwa, im też zalezy byśmy o nich myśleli lepiej i chcieli przyjeżdżać. Są już staruszkami.
Od kilku lat mieszka z nimi jedna z sióstr, dom jest jej.
I niestety jest problem.
Ten sam co z rodzicami kiedyś. Zachowuje się identycznie. Zachorowała na przemoc i stan aktualnie jest ostry. A ona wydaje się nie dostrzegac tego co robi.
Wiele lat rozmawiałyśmy na ten temat, potępiało się rodziców, że wredni, że źle się zachowują, źle się traktują, że przemocowi. Czytałysmy duzo psychologicznych tekstów żeby pomóc samym sobie i umieć sobie jako tako emocjonalnie radzić w życiu z takim bagażem.
Starałyśmy się wspierac nawzajem. wydawało mi się, że tak dużo wiedzy o tych problemach mamy, ze w jakimś zakresie umiemy same swoje czyny rozeznawać i nimi kierować, korygować to, co wiemy, że jest złe.
Było jako tako, myślałam, że będzie lepiej, dorastamy, jesteśmy mądrzejsi, mamy większa wiedzę, możemy współpracować. Tymczasem ostatnie jakieś 2-3 lata to narastające zachowania przemocowe w siostrze. I coraz bardziej nie da się do niej dotrzeć.
Siostra gdy jest poza domem, w towarzystwie obcych ludzi, potrafi się śmiać, odzywac normalnym tonem, rozmawiać, odpowiadac na pytania.
Dzień później gdy jest w domu zmienia się nie do poznania.
Przyjeżdżam w odwiedziny, staram się im w domu rodzinnym cos pomóc, ale: Pytam ją o coś- nie odzywa się albo cos burknie pod nosem. Robię coś- nie powie żebym robiła inaczej ale podniesionym tonem krytykuje to jak robię. Przynoszę jej coś co w mojej mysli może się przydać, pytam czy chce -nie powie "nie, nie chcę" , ale atakuje mnie agresywnie, że jej to tylko zagracac będzie!
Któryś rodzic nie radzi sobie z obslugą nowoczesnego sprzętu- nie wytłumaczy mu jak to robić, tylko wrzaskiem co on robi i wkurzona rzuca rzeczami. Rodzice chodza sterroryzowani bojąc się odezwać do niej bo znowu będzie się na nich wyżywać. Nie wiem, czy rozumieją, ze oto maja kalkę ich własnych zachowań sprzed lat.
Do tej pory przyjeżdżałam z myślą, że ciężko jest życ pod jednym dachem z tak toksycznymi jak nasi rodzicami. Starałam się ją wspierać, zabawiać, zagadywać by miała z kim porozmawiać (bo wiem, że z rodzicami w domu nie rozmawia, nie wymienia myśli, co najwyżej wydaje im polecenia), z natury jest samotniczką więc nie ma wielu znajomych którzy by ją odwiedzali i z którymi by się mogła zwierzac z osobistych spraw. Starałam się więc by mogła choć do mnie, zresztą mnie jej bliskośc tez była potrzebna, te bliższe rozmowy i tak były bardzo rzadkie ale czasem były, to ja gadalam, gdy ona miala lepszy nastrój to dołączala.
Równoczesnie jest to odoba pracowita, stara się w domu by rodzicom nie brakło nic, sprząta, wozi po lekarzach, zajmuje się. Nikt jednak nie ma przyjemności z tego, gdy talerz z obiadem połozy się przed nim z nienawiścią. Cóz z tego, że pełny talerz, jesli tak podany?
Ostatnio cos we mnie pękło.
Bo pojechałam w odwiedziny, wzięłam się jak zawsze za pomaganie w domu, akurat było trzeba posprzątać więc sprzątam, siostra cos pomaga w drugim pomieszczeniu, za chwilę wchodzi i agresywnie drze się na mnie, że wycieram złą ścierką! nie powiedziała normalnie " słuchaj, tej ścierki używam do brudów, weź lepiej tamtą" , ale podniesionym głosem huknęła "cożes to wzięła! rozbabrzesz wszystko!". Aż się skuliłam. Pytam czy nie może się normalnie odezwać? Milczy. Kończylam sprzatać ale czułam ohydne wrażenie , że .... wróciło moje dzieciństwo. I znowu te czasy, jak kuliłam się ze strachu, bojąc się że zaraz wpadnie do pokoju np ojciec i będzie wrzeszczał, że czytam książkę zamiast zająć się jakąś pracą. Albo że sfrustrowana matka wyżyje się agresywnie słownie na mnie, bo źle położyłam pieluchę do przebrania młodszego brata (nigdy nie wytłumaczyła mi jak tę pieluche kłasć, a wrzeszczała,gdy kładałam nie tak jak chciała).
Uciekłam wtedy od siostry z domu.
Niby podziękowała mi wtedy w smsie za pomoc, ale nadal gdy przychodzę w odwiedziny i o coć pytam to raz się odezwie, innym razem zignoruje. Na jakies moje propozycje (np co do zawiezienia rodzicow na badania) reaguje tonem niechętnym i podniesionym. Mam wrażenie, że czuje się pokrzywdzona tym, że jest z rodzicami na co dzień a oni jej "nie doceniają" a równocześnie nie widzi, że swoim wrednym przemocowym zachowaniem generuje dodatkowe problemy, kiepski stan psychiczny domowników i to, że wszyscy zaczynają jej unikać. Rodzice chorują a ja nie wiem o tym, bo ona się nie odezwie pierwsza nie udzieli informacji, nie powie "słuchaj, trzeba im zalatwić badania" , tylko sama wszystko załatwia wkurzona, że "musi". Wiele rzeczy można by lepiej wspolnie zorganizować ale ona ostentacyjnie robi sama, nie poprosi o pomoc, a wiem że w różnych kwestiach miewa wewnętrzne pretensje, że ktos się nie domyśli by cos zrobić tylko zostawia na jej głowie.
A to mnie rodzice pytają o jakies domowe sprawy, gdy jestem tam jako gość, bo ona im tez nie odpowie albo nawrzeszczy.
A ja teraz wchodząc do tego domu, wiedząc, że ona w nim jest i "rządzi" znowu poczułam strach jak kiedyś... I cała bliskośc jaką do niej jako siostry czułam, gdzies się schowala głęboko. Zamiast życzliwości został strach i chęć obrony przed agresorem. Jesli ja nie zacznę rozmowy pierwsza to ona się potrafi cały dzień nie odezwać, co najwyżej warknięciem krytyki czegoś co robię.
Wiem już, że nie umiem jej pomóc.
Ale może jakies wskazówki jak się do niej odnosić, by nie nawarstwic problemu i nie stworzyc jeszcze bardziej toksycznego układu między nami? To milczenie gdy jestesmy w jednym pokoju a ona pierwsza od siebie ani słowa zaczyna mi potwornie ciazyć. Bywać tam ciągle będą w ramach odwiedzania chorych rodziców..
I jak pomóc sobie w unormalnieniu kontaktów - bo jesli ona ot tak na mnie wrzeszczy, to znaczy że ja przyjmuję taką pozę, że ona czuje ze sobie może pozwolić....
Pani Agnieszko - jakies praktyczne rady?
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 16:04
      A nie możesz siostry po prostu wysłać na wakacje, a sama w tym czasie zostać z rodzicami? Myślę, ze to by się jej bardzo przydało - pobyt gdzie indziej w innym środowisku z nastawieniem tylko i wyłącznie na własną przyjemność i świadomość, że rodzicami w tym czasie ktoś się zaopiekuje. Choćby trzydniowy wyjazd do jakiegoś hotelu i odpoczynek, totalne oderwanie od codzienności, obowiązków i ponuractwa. Albo choćby zaproś ją raz na miesiąc na dobry obiad w restauracji i do kina.
      Poza tym jak wybierasz się do rodziców, to zacznij od PYTANIA siostry co kupić, co przywieźć, czego wszyscy potrzebują. Jeśli pomagasz w sprzątaniu to nie rwij się z własnymi pomysłami, ale zapytaj którą ścierkę można wziąć, lub po prostu przywieź swój zestaw do sprzątania.
      Odłóż swoją krzywdę i żal i spójrz z drugiej strony na problem - ze strony siostry.
      • dniut Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 16:24
        Ale o czym Ty mówisz? Siostra nie jest moim małym dzieckiem ktore mogę gdzieś "wysłać". Więc nie, nie mogę jej nigdzie "wysłać".

        Wielokrotnie ją namawiałam, żeby gdzies wyjechała, żeby pojechała odwiedzić znajomych, żeby przyjechała do mnie na weekend odpocząc od domu to pójdziemy do kina do knajpy, żeby zabrała się ze mną na wakacje - zawsze jest nie. Stos wymówek dlaczego absolutnie nie może wyjechać, wyszukiwanie obowiązków jakie na pewno jej wyjazd uniemożliwią. Propozycję by przyjechała do mnie się rozerwać skomentowala "a po co mam tam przyjechać" (czyt.nie ma obowiązków = nie ma potrzeby, osoba nieważna). Choć wszystko daloby się bez niej w domu zorganizować. Jedyne co, to rok temu wyjechała na 2 tygodznie z domu do dodatkowej pracy. Ale i tak jej wiele tygodni wcześniej tłumaczyłam, żeby z oferty skorzystała, bo sama siebie psychicznie uwiązała do domu a wcale aż tak niezbędna w nim nie jest. Wszyscy sobie bez niej świetnie poradzili. Wiadomo, że rodzicom się łatwiej żyje gdy ją maja do obsługi, ale gdyby jej nie było to też by sobie poradzili, tym bardziej że niedaleko mieszkają też inni bliscy skłonni pomóc gdyby ich dopuścic do pomocy.
        Chyba bardziej by chciała żeby zabrać jej z domu rodziców(to ich dom) by sobie mogła pomieszkac bez nich, ale rodzice są tacy sami i np matki tez nie da się "wysłać" do sanatorium bo nie pojedzie, wymysla milion wymowek a gdyby ja zmuszać to się rozchoruje i rozłoży w łóżku.
        • aqua48 Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 16:32
          dniut napisała:

          > Ale o czym Ty mówisz?
          > Wielokrotnie ją namawiałam, żeby gdzies wyjechała, żeby pojechała odwiedzić zna
          > jomych, żeby przyjechała do mnie na weekend

          Mówię o tym, żebyś TY zrobiła coś dla niej, a nie NAMAWIAŁA JĄ na zrobienie czegoś.
          • dniut Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 16:39
            Tia. I Twoja światła rada to "wysłać ją" do jakiegoś hotelu. Bez pytania jej o zdanie czy w ogóle chce gdzieś jechać i czy ma ochotę tam sama siedzieć. Doprawdy genialne. Pewnie mam ją spakować do worka i wysłać.
            • aqua48 Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 17:08
              dniut napisała:

              > Tia. I Twoja światła rada to "wysłać ją" do jakiegoś hotelu. Bez pytania jej o
              > zdanie czy w ogóle chce gdzieś jechać i czy ma ochotę tam sama siedzieć. Dopr
              > awdy genialne. Pewnie mam ją spakować do worka i wysłać.

              Wiesz, w poprzednim poście pisałam, że dobrze byłoby ją pytać o zdanie. Teraz napisałam, że mogłabyś zrobić coś dla niej. Chyba obie wypowiedzi zbiły Ci się w jedno.
              Zrobisz co zechcesz, z rad na forum możesz skorzystać, albo nie. Weź jednak pod uwagę, że dorosłej siostry, ani rodziców nie zmienisz, możesz zmienić tylko SWOJE podejście do nich.
              • krokodil123 Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 17:22
                Dobre, ta rada się nie nadje....
                Zostają chyba tylko 2 opcje:

                1-Jak ci się tam nie podoba i nie czujesz się dobrze, a wręcz czujesz strach etc. to im mówisz że nie przychodzisz- ale możesz pomóc z podwiezieniem do lekarza, wysłanie X kwoty co miesiąc na leki, zabrać ich na spacer do parku czy na zakupy do odległego sklepu (chodzi o wszelka inna forma aktywności po za domem). Jesteś do ich dyspozycji.
                2-Jeżeli nr 2 też się nie nadaje to nadal tam chodzisz tylko że się nie "narzucasz na silę" tzn. nie sprzątamy jak nas nie poproszą i nie pokażą palcem-"zrób to czy tam to tak czy siak".
                Może jednak spróbuj jutro posiedzieć i nic nie robić. Zobaczyć jak będzie i nie "bać się ciszy"

                Odpowiedzieć też sobie na pytanie dlaczego :
                "To milczenie gdy jestesmy w jednym pokoju a ona pierwsza od siebie ani słowa zaczyna mi potwornie ciążyć"?
                Czego się obawiam, co nie chce i co mi tak na prawdę przeszkadza.

                Aaaaa i tak od mnie.
                Ja zrozumiałam że TY tam idziesz w odwiedziny do rodziców.
                To siedź z nimi i z mini pomilcz trochę-może oni docenią twoją obecność, a może i nie (nic się nie stanie strasznego).
                A nie-idzie do rodziców, ale siedzę z siostrą (albo się z niej kłócę lub "rywalizuje" )to jak dla mnie jest bez sensu.
                • dniut Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 18:32
                  Do tej pory tam jeździłam ogólnie odwiedzić ich wszystkich. Przy okazji pomagałam im w domu, sprzątałam, gotowałam, tak zawsze było że tam mają nieduże gospodartswo więc trzeba im pomagać. Jeśli miałam siły, bo ja też mam swój dom i pracę. Zawsze mnie trochę uwierało, ze nie ma zwrotnych relacji, ale rodzice to uparci domatorzy i chcą by do nich jeździć a oni nie lubią wyjeżdżać z domu. I tak było dość długo, starałam się robić za takiego rozweselacza, żeby i rodzicom i siostrze się nastrój poprawił, żeby jakiś "inne powietrze" z zewnątrz przynieść, wiedziałam że w domu ze sobą nie rozmawiają więc przy okazji wizyt z każdym osobno staram się posiedzieć i pogadać o byle czym. Ciągle dom rodzinny funkcjonuje jako taki "dom dla wszystkich dzieci"gdzie trzeba przyjechać by rytuał odwiedzin został zaspokojony.
                  Siostrze współczułam, że tam mieszka, ale z drugiej strony sama się na to zdecydowała. Więc zawsze ją wspierałam, starałam się wyciągnąć czy ma jakieś problemy, łagodzić konflikty z rodzicami, stawałam po jej stronie w imię tego, że to rodzice kiedyś nas krzywdzili.
                  Ale jej zachowanie ostatnio już przekroczyło wszelkie ramy które można usprawiedliwić trudnym dzieciństwem. Coraz bardziej agresywne wrzaski zamiast normalnej rozmowy, albo ignorowanie pytań. Już nie pamiętam kiedy rozmawiałyśmy normalnie, na ogół ja z niej starałam się wyciągać coś i ją otwierać by sobie mogła trochę ulać. Gdy przy mnie kilka razy bardzo nieładnie potraktowała rodziców, tłumaczyłam jej, żeby nie wrzeszczała na nich, tylko lepiej powiedzieć czego się chce, ale spokojnym tonem, bo to da lepszy efekt. Nie wiem, może źle zrobiłam, że wtedy tłumaczyłam - może to ja wtedy powinnam wydrzeć się na nią by zrozumiała, że ona się zachowuje niekulturalnie i przemocowo. Wtedy starałam się łagodzić, wyjaśniac, terapeutyzować. Po kilku miesiącach/tygodniach wylewanie swoich agresywnych frustracji zaczęła realizować też na mnie... A ja naprawdę nie mam ochoty na staranie się i zbieranie za to młotkiem po emocjach.
                  Siostra prawie nigdy nie mówi czego chce, nie prosi o pomoc, jak jej w czymś pomogę to czasem jest wdzięczna jak trafię, a innym razem się wydziera jak nie trafię w to co chciała... No chore. A nie można od niej wydobyć czego chce bo się nie odzywa. J jest wiele spraw które by łatwiej załatwić wspólnie, ale ona nie zaprasza do wspólnoty, za to czasem chodzi naburmuszona, że się nikt nie domyśl że trzeba pomóc. Np przyjeżdżam i karmię psy - krytyka, że karmię nie tak, nie tą karmą, za mało, za dużo... Innym razem więc nie karmię- to krytyka, że psy nie nakarmione..
                  Po kolei wycofuję się więc z każdej rzeczy którą bym się mogła w domu zająć gdy tam jestem, bo zwyczajnie boję się że czego się tknę to dostanę zjebkę. A ona sama nie zaprasza do kontaktów, uważa, że to naturalne że przyjeżdżam, ale nie ma rewizyt więc przypuszczam, że gdy nie będzie rodziców a ja nie wykażę inicjatywy, to odwiedzać się nie będziemy.
                  Gdyby rodziców nie było to po tych jej ostatnich wrzaskach przestała bym tam bywać. Choć obawiam się, że ona nie rozumie dlaczego się z kontaktów wycofuję. A nie ma jak jej tego powiedzieć, bo ani nie słucha a ni nie rozmawia, do tego zwyczajnie teraz boję się agresji słownej, bardzo mnie to dotyka. Dom jest spory ale prowadzony wspólnie, nie ma więc tak, że mogę odwiedzać tylko rodziców a zwyczajnie źle się czuję, gdy gadam z rodzicami, a po kuchni chodzi nieodzywająca się siostra i to ja mam decydować, czy znowu starać się miło odzywać do niej(pamiętając jej agresję słowną do mnie, zamiatać problem pod dywan, albo tłumaczyć to samo co od lat) czy uznać, że ona się źle zachowała i to ona ma ponieść konsekwencje i się starać. Niestety prawdopodobnie ona pierwsza tematu nie poruszy.
                  Nie wiem jak to rozegrać. Dotychczasowe metody "ojej, jesteś biedna pokrzywdzona, ja cię rozumiem, będę wspierać" okazały się nic nie warte, problem eskalował. W tym momencie pozostało mi szukać sposobów na obronę przed zachowaniami które mnie ranią.
                  • radola1 Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 19:38
                    dniut napisała:

                    , starałam się robić za takiego rozweselacza, żeby i rodzicom i siostrze się nastrój poprawił, żeby jakiś "inne powietrze" z zewnątrz przynieść, wiedziałam że w domu ze sobą nie rozmawiają więc przy okazji wizyt z każdym osobno staram się posiedzieć i pogadać o byle czym.
                    > Siostrze współczułam, że tam mieszka, ale z drugiej strony sama się na to zdecydowała. Więc zawsze ją wspierałam, starałam się wyciągnąć czy ma jakieś problemy, łagodzić konflikty z rodzicami, stawałam po jej stronie w imię tego, że to rodzice kiedyś nas krzywdzili.

                    Myślę, że ty też masz problem ze słowną komunikacją. Nie miałaś pozytywnego wzorca w swojej rodzinie. Przyjeżdżając "rzucasz się" od razu na robotę zamiast zapytać siostrę w czym mogłabyś jej pomóc.
                    Siostra twój sposób postępowania /bycie rozweselaczem/ może odbierać jako konkurencyjny do jej codziennego "poświęcenia" dla rodziców,a że z komunikacją u niej krucho to pokazuje to według wyuczonego schematu. Słyszałam / albo czytałam/ o podobnym przypadku gdzie ta osoba, która się opiekowała na stałe chyba chorą matką miała za złe siostrze że przyjeżdża taka wesoła i uracza wszystkich dobrymi radami, ma mnóstwo pomysłów na rozwiązanie nie swoich problemów. Była o to zwyczajnie zazdrosna bo ona w swoim mniemaniu miała ciężkie życie przez matkę była z nią na codzień a tu co jakiś czas odwiedziny drugiej córki wpadającej jak skowronek i opuszczającej matkę w dowolnym momencie.
                    Ja nie twierdzę że ty tak postępujesz. Z postu wynika że na prawdę zależy ci i na rodzicach i na siostrze. Jest jednak taka mozliwość.
                    Gdy siostra coś do ciebie przykrego mówi powiedz jej otwarcie i krótko " Ranisz mnie" lub "sprawiasz mi przykość" i kończ wizytę jak najszybciej. Nie musisz już tego znosić.

                    • sorvina Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 20:21
                      Problemy z komunikacją i brak pozytywnych wzorców to jedno, ja bym się też zastanawiała czy siostra nie jest najzwyczajniej w świecie przeciążona nerwowo zajmowaniem się rodzicami. Jeśli się komuś "bezpieczniki przepalą" to nie trzeba toksycznych wzorców by wybuchać z byle powodu.
                      Warto spojrzeć na to z tej strony i może zasugerować siostrze, że mogła by sobie pomóc od strony zdrowotnej. Kompleksowe badania i dobry dobór leków uspokajających mogłoby pomóc. Siostra może nie chcieć przyznać, że sobie nie radzi, warto zrobić to delikatnie. Osoby, które opiekują się "upierdliwymi" chorymi tym bardziej potrzebują wypoczynku, chwil oderwania i zadbania o swoje zdrowie psychiczne, bo są narażone na wysiłek ponad siły przeciętnego człowieka.
                      • dniut Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 20:38
                        Ja wiem, że jest nimi przeciążona emocjonalnie. A póki co rodzice są w niezłej kondycji i prawdziwe problemy z opieką nad chorymi dopiero przyjdą. Już pisałam wyżej, że wielokrotnie jej proponowałam rozwiązania żeby od czasu do czasu wyjechała z domu się "odtruć", mówiłam, że decydując się być tam na stałe będzie jej ciężko więc może by zdecydowała się na terapię by mieć wsparcie psychologa, podsyłałam książki, linki do literatury i namiary na instytucje pomocowe, ale bez reakcji. Nie mogę "kazać" jej iść do lekarza po pigułki bo nie mam takiej władzy a wątpię by sama się na taki krok zdecydowała. A przez to, że z nikim nie rozmawia,to kisi w sobie coraz większą frustrację która ją zatruwa.

                    • dniut Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 20:48
                      Możliwe, że jest trochę w tym zazdrości, o docenianie rodziców. Że ona się mocno stara a oni nie są wystarczająco wdzięczni tylko bardziej doceniają innych. Nasza matka jest taka, że jest wyraźnie zazdrosna jeśli ktoś z nas pokazuje że lubi ojca, potrafiła się o to na córki obrażać. Jednak agresja siostry nie jest skierowana tylko na mnie, lecz na domowników jako takich, członków rodziny. Więc to chyba nie rywalizacja ze mną. Nie wiem, czy mogę coś zrobić by przerwać to co się z nią dzieje. Czy odpuścić kontakty.
                  • krokodil123 Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 20:13
                    Zrozumiałam co robiłaś do tej pory, sama nie czujesz się z tum dobrze.

                    Nie zrozumiałam czy możesz zastosować któraś z moich 2 propozycje.

                    Rozweselać jest jedna z ról dziecka w rodzin z dysfunkcji (Pani Agnieszka to ci lepiej wytłumaczy) i chyba dalej się tego trzymasz=dalej jesteś dziecko.

                    Robisz, pomagasz, stwarzasz nastrój, a co jeżeli......NIKT tego od ciebie nie oczekuję???
                    Mam wrażenie że sama się pchasz do wszystkiego i później obrywasz.

                    Ponowie propozycje- następnym razem zamiast sprzątać nic ni mów, posiedź w ciszy z matki, wypij herbatki, albo obejrzy serial i NIC więcej-takie ćwiczenie dla ciebie.
                    Czy to tak trudno zrobić.
                    • dniut Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 21:02
                      Wiesz, ja mogę tam bywać tylko jako gość. Sama powoli taką opcję wywalczałam, bo jeszcze kilka lat temu to było tak, że przyjeżdżałam a matka od progu witała mnie radosnym "co upieczesz" "co ugotujesz" "a poszłabyś zrobiła" "to i tamto trzeba zrobić" itd. A siostra niby w żartach hasła "znowu nic nie robisz?", równocześnie krytykując rodziców że rozkładają wszystkim zajęcia. Tak jakbym nie miała oddzielnego życia. Unormowało się do tego, że gdy byłam to zawsze gotowałam i czasem pomagałam w sprzątaniu i w ogrodzie.
                      Problem w tym, że siostra nie mówi czego chce. Gdyby powiedziała, że nie chce żebym dziś pomagała to bym przestała natychmiast. A ona drze się, za to, że nie czytam w jej myślach..
                      Mogę siedzieć tylko jako gość i tak teraz zaczęłam robić, ale obawiam się że to nie zmieni sytuacji i poziomu frustracji siostry, dojdzie jeszcze jej dodatkowe zajęcie.
                      • zuzi.1 Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 21:53
                        Ciężka sytuacja, jak tak dalej będzie to ta siostra długo nie pociągnie, umrze szybciej niż rodzice, już frustracja jej się ustami wylewa a będzie gorzej. Gdy na Ciebie krzyczy, powiedz jej głosno żeby przestała na Ciebie wrzeszczec, bo nie jestes dzieckiem, gdy ponowi krzyki zapytaj się jej wprost, czy jest głucha, czy żeby do niej dotarło to co mówisz, to też masz się na nią wydzierac? Gdy nie zrozumie, zareaguj tak samo jak ona, tj. wydrzyj się na nią w jej stylu, takie lustro najlepiej przemawia do rozumu, wówczas zobaczy w tym jak Ty się zachowujesz samą siebie, może taka metoda zadziała. I zapytaj się jej z przekąsem czy woli żebys się z nią komunikowała w ten samo sposób, w który ona to robi w stosunku do Ciebie? Czy woli jednak, zebys odzywała się do niej spokojnie i bez agresji? Nie daj jej się sprowadzac do roli bezbronnego, zalęknionego dziecka. Powiedz jej sam na sam wprost bez lęku, że przychodzisz do tego domu do rodziców i do niej i chcesz im pomóc, więc niech się na Ciebie nie wydziera, tylko Ci normalnie powie co i jak lepiej jest zrobic. Z mojego doświadczenia wynika, że w przypadku przemocowych ludzi najlepiej na początku, gdy nie reagują na uprzejme prośby, "objechac" ich słownie od góry do dołu, tak żeby sobie zdali sprawę, że na dalsze przemocowe zachowania się nie godzisz, a potem konsekwencja w zachowaniu i wymaganie normalnych, spokojnych zachowań. Gdyby pomimo takiego "lustra" siostra dalej się na Ciebie będzie wydzierała, wówczas powiedz jej, że nie przychodzisz do tego domu do niej, tylko do rodziców i niech w tym czasie zajmie się swoimi sprawami i Ci nie przeszkadza w kontaktach z rodzicami. Powiedz jej wowczas też, że gdy się uspokoi, to zaczniesz z nią utrzymywac normalne kontakty, a jeśli się nie uspokoi, to zamierzasz przychodzic w odwiedziny wyłącznie do rodziców i nie masz ochoty z nią w tym czasie przebywac i rozmawiac. Trochę to brutalne, ale albo pomoże i kobieta sie uspokoi, albo będziesz miała ją na jakiś czas z głowy, bo się na Ciebie obrazi. Gdy się obrazi, przychodź jak gdyby nigdy nic do rodziców i rób swoje. Po jakimś czasie siostrze przejdzie obraza i będzie próbowała wrócic do ponownych kontaktów. Wówczas wytłumacz jej, ze masz w stosunku do niej jedynie dobrą wolę i chcesz jej pomóc i żeby pozwoliła Ci sobie pomóc, bo chcesz dla niej dobrze. Spróbuj jej delikatnie powiedziec, ze potrzebuje pomocy psychologa, że Ty np. sama byłaś na terapii i że Ci pomogła (możesz blefowac), opowiedz jej o konsekwencjach psych. wychowania w przemocowym domu, o tym, że dzieci wychowane w takim domu powielają przemocowe zachowania swoich rodziców w dorosłym życiu i że aby sobie z tym poradzic potrzebna jest terapia. Powiedz jej, żeby przemyslała, czy chce sobie pomoc, czy też chce skrócic sobie życie i zejsc na zawał z nadmiaru frustracji. Powiedz jej, ze w tym czasie to Ty zajmiesz sie rodzicami i im pomożesz. Powoli, krok po kroku przełamuj ten jej opór i przebijaj się przez tą skorupę, może Ci się uda. Jakby nie było to jest siostra i warto jej w tej trudnej sytuacji pomóc.
                        • paris-texas-warsaw Re: Chora na przemoc emocjonalną 16.10.13, 22:29
                          Nieźle Was wszystkich wytresowali ci rodzice.
                          Nie dziwię się, że ta siostra jest takim frustratem:
                          1) dzieciństwo spier...,
                          2) dorosłość jak w pkt. 1 z parą wariatów.
                          Nie piszesz, czy ona ma jakąś swoją rodzinę/partnera, ale z opisu wynika jakby tam była żywcem pogrzebana.
                          Ja jestem nauczona, że jak do kogoś do domu przychodzę, to kulturalnie siadam i kulturalnie odpowiadam, co bym, zjadła /czego bym się napiła. Można w prezencie wino/ciastka przynieść, czy coi tam siostra lubi. Daj sobie spokój z jakimiś szmatami do podłóg, to już nie Twój dom. Rozumiem, że siostra jest w pełni sił, rodzice też nie obłożnie chorzy. Jak Cię zaproszą/siostra zaprosi to tam wpadaj i zachowuj się jak bliska osoba, ale jednak gość. Jak siostra nie chce, to z nią nie gadaj. Zapraszaj ją do siebie do domu, do jakichs ludzi, jeśli nie ma partnera, to może kogos pozna i jej się nastawienie do życia polepszy. W takim emocjonalnym bagnie i beznadziei nie dziw sie jej. Ja bym tam weekendu chyba nie wytrzymała, wolałabym sobie kawalerkę wynająć. Może to życie z tymi rodzicami to cena za ten dom? Jesli tak, to trochę wygórowana.
                          Czytanie książek o przemocy psychicznej i próba mówienia jej jak ma się kulturalnie do Ciebie odzywać chyba nie pomoga za wiele.
                      • krokodil123 Re: Chora na przemoc emocjonalną 17.10.13, 09:00
                        Zaraz, zaraz.....za dużo piszesz, ale nie wiemy najważniejszego.
                        Rodzice mówisz nie są chorzy, " że przyjeżdżałam a matka od progu witała
                        > mnie radosnym "co upieczesz" "co ugotujesz"
                        " znaczy ma zdrowia i apetyt.

                        To ile lat mają twoi rodzice i twoja siostra?

                        Może się okazać że sami są w stanie ugotować, uprać i posprzątać i żadna pomóc nie jest im potrzebna.
                        Nie rozumiem co tak się nad siostrą użalasz jak powiedzmy są kobiety które pracują zawodowo+mają męża, dom i 2-ke dzieci na głowie. A twoja siostra według ciebie ma ciężko dlatego że obiad na 3 osoby musi zrobić? Nie mówiąc o tym że chyba twoja mama sama potrafi sobie ugotować.

                        I jeszcze jedno czy ty tam chodzisz żebyś maiła kontakt z rodzicami, żeby im pomóc jakoś czy żebyś siostrze pomagała i dbała o jej samopoczucie?
                        Według mnie te dwie sprawy należy rozdzielić.
                        • paris-texas-warsaw Re: Chora na przemoc emocjonalną 17.10.13, 11:20
                          To co mi jeszcze przyszło do głowy:
                          - przychodząc z wolnego "lepszego" świata do siostry wcale jej nie rozbawiasz, tylko dodatkowo frustrujesz. Wiesz, to jak ktos komu umarło dziecko - inni uśmiechniecie rodzice i ich uśmiechniete dzieci raczej ich nie rozbawią. Ma to oczywiscie wymiar "terapeutyczny" - bo frustracja pokazuje, że czegos nam brakuje i wtedy można zacząć działać... Jak ma się siłę... Wg mnie to co mogłabys zrobić, jeśli faktycznie siostrę kochasz, że jeśli będzie chciała wynieść się z tego domu, to jej pomożesz, bez względu na koszty, bez względu na opinię rodziny, bez względu na trudności.
                          - jeśli nie znasz "Persony" Bergmana, to Ci polecam. tak samo duszne ciężkie klimaty jak w Twoich postach. Dodatkowo sobie pomyslałam, że tak jak tam pielęgniarka opiekuje się aktorką, tak Twoi rodzice to tacy nieźli aktorzy.
                          Też dobry jest wątek terroru ojczyma nad dziećmi w filmie "Funny i Alexander".
                          W ogóle to Twoje historia, to jak historia jakiejś starej panny na dłuższej smyczy (tak Ty mi się jawisz) i starej panny na krótkim łańcuchu przyu budzie (siostra). Przepraszam za dosadny obraz, bez względu na to jakiego jesteście stanu cywilnego.
                          • dniut Re: Chora na przemoc emocjonalną 20.10.13, 10:43
                            > W ogóle to Twoje historia, to jak historia jakiejś starej panny na dłuższej smy
                            > czy (tak Ty mi się jawisz) i starej panny na krótkim łańcuchu przyu budzie (sio
                            > stra). Przepraszam za dosadny obraz, bez względu na to jakiego jesteście stanu
                            > cywilnego.


                            Dzięki , że to napisałaś, aż się uśmiechnęłam. Bo lata rodzice trzymali nas "na smyczy" obowiązków, potrzeby pomocy im w domu i gospodarstwie, ojciec nie odzywający się do mamy do nas mówił "przyjedźcie bo do zrobienia to i to i mamie trzeba pomóc bo przemęczona" a równocześnie sam oczekiwał od niej że wiele rzeczy w domu zrobi,
                            matka nie odzywająca się do ojca, nie umiejąca mu powiedzieć "nie" i wiecznie z pozą przemęczonej cierpiętnicy z jednej strony oczekiwała, że my ją uratujemy od ojca i nadmiaru zajęć, z drugiej strony gdy błagaliśmy by odpuściła branie na siebie kolejnych zajęć (można ugotować obiad na 2 dni a nie codziennie stać od nowa przy garach, a dobrą resztę wywalać zwierzętom zamiast odgrzać..) to obrażała się, że jej się "rządzimy" w domu i nie szanujemy (bo zabieramy nadmiar zajęć, sic!). Matka żeby móc nic nie robić doprowadzała się do choroby, bo tylko gdy leżała w łóżku na antybiotyku to nie czuła strachu, że powinna coś robić, zawsze wtedy też oskarżała ojca że chodzi po korytarzu i na nią się wścieka na pewno chce ją zmusić by się za robotę brała. Ile w tym prawdy a ile jej wymysłów to nie wiem.
                            Więc smycz emocjonalnego uwiązania i powinności dzieci wobec domu rodzinnego była wtłaczana nam bardzo mocno, lata trzeba było walczyć z rodzicami by nas na niej nie trzymali, nie brali na siebie nadmiaru obowiązków oczekując, że my, już z nimi nie mieszkając, nadal będziemy jako służba przyjeżdżać i robić .
                            Rodzice są nam życzliwi, ile mogą to chcą pomagać, jak do nich jadę to chociaż słoik przetworów. Z drugiej strony oczekują, że będziemy kultywować w domu cały czas ich stary chory i toksyczny system życia i relacji. Starzeją się, zaczynają się pojawiać choroby. Wcześniej trzymali "smycz" szantażami emocjonalnymi (oni sobie nie uświadamiają że to robią) teraz "wypada" jeździć i pomagać bo nie wiadomo jak długo jeszcze będą z nami... Faktem jest ze np brat wsiąkł dużo bardziej w rodzinę żony i mimo, że nie mieszka daleko to od dawna życiem domowym rodziców się nie interesuje, odwiedza rodziców 2-3 razy do roku na święta na kilka godzin jako gość, a wtedy my siostry biegamy koło nich wszystkich by obsłużyć przy stole bo kobiety są od tego..
                            Zdaję sobie sprawę, że siostra tam zamieszkując musi cały czas tą ich presję znosić. Myślałam, że możemy jako siostry się przyjaźnić, przez poprzednie lata nie było źle. Ale poziom agresji w siostrze wzrósł na tyle, że się wylewa i poza nim nic nie ma. Ja zaś, z takimi korzeniami, nie jestem odporna na kolejny atak emocjonalny od osoby którą uważam za bliską. Jak słyszę jakim tonem coś mówi (cokolwiek, wszystko) to chcę uciekać, bo nie czuję się na siłach wziąć znowu na grzbiet ciężaru cudzej agresji i frustracji i starać się jej tłumaczyć, że ta droga nie jest dobra. Tak jak rodzice całe dzieciństwo na nas się emocjonalnie wyżywali (szczególnie matka, wkurzona na ojca- wrzeszczała na nas) tak teraz siostra te same zachowania.. Z jednej strony chcę jej pomóc, z drugiej- uratować siebie od nich. Np kwestia wigilii, do tej pory co roku zjeżdżaliśmy się do rodziców, atmosferka średnia, pracy dużo, ale taki zwyczaj rodzinnych świąt, dla rodziców by czuli się zaspokojeni "pełną rodziną". Miałam plany np w tym roku zrobić wspak, wyjechać wtedy za granicę na wczasy. Ale jedno z rodziców posypało się zdrowotnie, nie wiadomo, czy to nie będą ostatnie święta razem. I znowu czuję, że nie wypada się odciąć od ich rytuału..
                      • aqua48 Re: Chora na przemoc emocjonalną 17.10.13, 13:19
                        dniut napisała:

                        > Problem w tym, że siostra nie mówi czego chce.

                        A Ty nie możesz po przyjeździe zapytać siostry co jest do zrobienia, i w czym chciałaby żeby jej pomóc? Przyjedź z ciastem i np. garnkiem gołąbków zrobionych w domu.
                        Jeśli powie, że w niczym to po prostu siedzisz i czujesz się jak gość, jeśli wskaże Ci coś do roboty, to robisz, PYTAJĄC jakich szmatek użyć do sprzątania i jaką karmą karmić psy, bo to Twoje zachowanie może być uznane przez siostrę za szarogęszenie się w cudzym domu.

    • filetta Re: Chora na przemoc emocjonalną 21.10.13, 12:49
      Według mnie to obie siostry mają problem:
      1. z rodzicami,
      2. ze sobą nawzajem,
      3. ze sobą indywidualnie.
      Coś nakazuje im opiekować się rodzicami non stop, jedna przez drugą, trzy kobiety w jednym domu do pracy, której wystarcza dla jednej. Pomagają, pracują, bo trzeba, bo tata powiedział, bo mama witała takimi a nie innymi słowami. Pachnie z daleka uzależnieniem od toksycznych rodziców, ich wskazówek, opinii i zachowań.
      Między siostrami brak komunikacji, brak wymiany zdań i informacji. Jedna mieszka tu na stałe i zajmuje się wszystkim, druga wpada i też zajmuje się wszystkim, jakby była u siebie. Siostra wrzeszczy, żeś nie tę ścierkę wzięła? A tyś się jej pytała, czy możesz tę ścierkę wziąć i tutaj akurat sprzątać? Brak zrozumienia z obu stron. I co z tego, że jedna wrzeszczy? Druga nie krzyczy, ale w głowie układa pretensje, dlaczego to się jej nie zapytano łagodnie, tylko agresywnie? Dlaczegoś ty się nie zapytała? Tak to jest, jak się ma widzenie i krytykę zaprojektowane na innych, nie na siebie. Dotyczy to ubu sióstr.
      Nie wiem, z czym zmaga się siostra agresywna. Ale ta łagodna ma spore nierozwiązane problemy dziecka z rodziny dysfunkcyjnej. Dobrze, że nie powiela zachowań swoich rodziców, ale pomimo wieku w ich domu ciągle jest dzieckiem przeżywającym tę samą traumę, co kilkadziesiąt lat wcześniej.
      • filetta Re: Chora na przemoc emocjonalną 21.10.13, 13:05
        Coś mi jeszcze przyszło do głowy. Między siostrami istnieje taka sama zależność jak pomiędzy nimi a rodzicami. Obie są uzależnione od słów i zachowań rodzeństwa, to przede wszystkim kieruje ich zachowaniem w domu rodziców.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Chora na przemoc emocjonalną 24.10.13, 08:41
      Jeśli chodzi o codzienne i podstawowe relacje z siostrą wystarczą reguły asertywności czyli stawianie jej granic. Rozumiem , że odżywają doświadczenia z dzieciństwa i siostrę przeżywa Pani jak agresywnych rodziców, a nawet tak ja Pani widzi w ogólnym planie , bo to sugeruje tytuł wątku.
      Ale nawet jak tak jest, to jednak Pani jest dorosła i nie ma żadnego poziomu realnej zależności pomiędzy Panią a siostrą, takiej jaka była w dzieciństwie między Panią i rodzeństwem a rodzicami.
      To co może Panią utrzymywać w takiej zależności , to być może poczucie winy. Że siostra przejęła większość ciężaru opieki nad niełatwymi rodzicami. Ale wzięła ten ciężar dobrowolnie i jak rozumiem, pod te opiekę ułożyła sobie swoje życie. Coś wewnętrznego pozwoliło jej takiego wyboru dokonać. Można z nią rozmawiać o tym, ale Pani na ten wybór w sensie wewnętrznym nie miała wpływu. Więc jego konsekwencje trzeba pozostawić siostrze. To rada dla Pani, aby Pani było łatwiej w kontaktach z nią. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • sonia_siemionowna Re: Chora na przemoc emocjonalną 24.10.13, 12:03
      Przemoc to nie choroba tylko sposób zachowania, 99% osób jest w stanie nad tym panować, po prostu nie chce.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka