ordinaryman68
20.12.13, 12:44
Niby Święta to powinien być radosny czas, ale tak się porobiło, że tej radości u mnie nie widać. Bo niby stary ze mnie chłop (40+), a nie potrafię znaleźć rozwiązania problemu „z kim i gdzie je spędzić”.
W skrócie jest tak. Jestem od 2 lat w udanym związku – kolejnym zarówno dla mnie jak i mojej partnerki. Dzieci (ani z poprzednich związków ani wspólnych) nie mamy. Od mniej więcej roku mieszkamy na stałe razem. Moja matka mieszka sama dwie ulice od nas, ojciec zmarł kilka dni przed zeszłorocznym Bożym Narodzeniem. Rodzina mojej partnerki (matka, bo ojciec od kilku lat nie żyje oraz brat i siostra z rodzinami) mieszkają niecałe 200 km od nas, t.j. jakieś 2,5 godziny jazdy autem. Od dłuższego czasu plan był taki, że na Święta wszyscy (także moja matka) jedziemy do rodziny mojej partnerki. Ale im bliżej było Świąt, tym bardziej moja matka była na nie, teraz już definitywnie nie chce jechać. Argumentuje to na różne sposoby (bo nie chce nikomu robić problemu, bo nie ma nastroju, bo chce iść w święta do ojca na cmentarz, bo w nocy często się budzi i nie mogąc zasnąć, trochę po domu chodzi, itp., itd., w każdym bądź razie na pewno nie jest to niechęć do rodziny mojej partnerki). Moja matka śmierć mojego ojca cały czas mocno przeżywa, wręcz tym żyje i ciągle to rozpamiętuje. Staram się ją zrozumieć, tym bardziej że jej zachowanie ma też podłoże zdrowotne (ma zdiagnozowaną chorobę Hashimoto), ale… Bo teraz co bym nie zrobił, to ktoś będzie poszkodowany. Albo moja partnerka, zostając z nami, spędzi święta daleko od swojej rodziny (a rodzinę ma super, ale z racji odległości nie widuje się z nimi zbyt często), albo święta spędzimy osobno a to jest totalnie do kitu. Albo pojadę z moja partnerką, święta spędzimy razem, ale z kolei moja matka zostanie sama. Niby nie ma nic przeciwko temu (powiedziała wprost, że możemy jechać razem), na wigilię sama nie będzie, bo pójdzie do mojej ciotki (siostry mojego zmarłego ojca), w pierwszy dzień pewnikiem na cmentarz do ojca, ale… Jakoś tak sumienie by mnie gryzło, że ją samą zostawiam, bo w jej wieku (prawie 80 lat) każda wigilia, każde Święta mogą być tymi ostatnimi. Uprzedzając komentarze, to nie jest nieprzecięta pępowina, to zwykły ludzki odruch…
I co ja mam zrobić? Co wybrać? Doradzi ktoś?